fbpx

Wzór na przyszłość

Wzór na przyszłość
fot.123rf

Historia lubi się powtarzać? Bardziej niż mogłoby się nam wydawać! I nie ma w tym przypadku: czas podlega określonym prawidłowościom, a przyszłość można wyliczyć. Tak przynajmniej twierdzi Gregg Braden.
Jak ogarnąć czas? Nieuchwytny, trudny do opisania, wyjaśnienia… Nie sposób go zobaczyć, dotknąć, kontrolować, zdefiniować, sfotografować. Święty Augustyn powiedział o czasie: „Jeśli nikt mnie o niego nie pyta, wiem, czym jest. Gdy chcę go objaśnić pytającemu, wtedy tego nie wiem”.

Amerykański fizyk John Wheeler ocenił, że: „czas jest tym, co nie pozwala, by wszystko zdarzyło się od razu”. Rzeczywiście wygląda na to, że czasu nie da się oddzielić od zdarzeń, a baczna obserwacja pozwala dostrzec ich cykliczność. Nie ulega wątpliwości – nasze życie przebiega według rytmów: sukcesy i potknięcia, lepsza i gorsza forma, śmiech i łzy… Ale żeby rządził tym jakiś wzór?

Temat szczegółowo zbadał amerykański naukowiec Gregg Braden, geolog i programista, autor bestsellerów zgłębiających tajemnice naszego świata. W 1963 roku zainspirował go artykuł w lokalnej gazecie, opublikowany kilka dni po zamachu na prezydenta Johna Fitzgeralda Kennedy’ego. Tekst, zatytułowany „Historia się powtarza”, przywoływał cały szereg podobieństw między tym zamachem a śmiercią innego prezydenta USA, Abrahama Lincolna, mającą miejsce prawie 100 lat wcześniej. Obaj byli bardzo zaangażowani w działalność na rzecz równości rasowej, obaj mieli czworo dzieci i stracili dwoje z nich, zanim weszły w wiek nastoletni. Zostali wybrani do Kongresu i na urząd prezydencki w odstępie stuletnim (odpowiednio w roku 1846 i 1946, w 1860 i 1960). Zastrzeleni w piątek, obaj zmarli od rany postrzałowej w głowę. Lista analogii jest znacznie dłuższa, dość powiedzieć, że nawet lekarze obu prezydentów nazywali się identycznie – Charles Taft!

Czas w chińskim pudełku

Cyklom podlega cała planeta, cały wszechświat. Przypływy i odpływy oceanów, migracje ptaków przemierzających co roku tysiące mil, fazy księżyca, dobowe cykle jasności i mroku… Nasze ciało wiele z nich rozpoznaje i do nich się dostosowuje. Niekiedy jednak reagujemy na zdarzenia niechęcią, lękiem. Może byłoby łatwiej, gdybyśmy nauczyli się rozpoznawać nadchodzącą falę, umieli powiązać ją z większą całością? „Nasze życie to nauka prawdy, że wokół każdego koła można narysować kolejne; że w naturze nie ma końca, ale każdy koniec to początek” – zauważył poeta Ralph Waldo Emmerson.

Rytmy wszechświata przypominają chińskie pudełko albo, jak kto woli, ruską babę – matrioszkę. Każdy z tych rytmów stanowi część większego, który z kolei zawiera się w jeszcze większym… Stąd już tylko krok do stwierdzenia: czas jest fraktalny!

Fraktale… Niektórzy odkrywając ich istnienie zachłystują się, zaczynają wierzyć w ukryty porządek świata. Fraktal (z łac. fractus – złamany, cząstkowy) to wzór powtarzający się na różnych skalach. Jeśli przetniemy go na pół, pozostanie taki sam jak przed przecięciem. Jego tajemnica to „nieskończone samopodobieństwo” – dowolnie wybrany kawałek do złudzenia przypomina całość. Fraktalną budowę ma wiele struktur w naszym organizmie: naczynia krwionośne, płuca (rozgałęziające się na oskrzela, oskrzeliki i pęcherzyki płucne), neurony w siatkówce oka… Natura bardzo lubi fraktale.

Gregg Braden, autor książek „Czas fraktalny” i „Boska matryca”, pracował w latach 80. w przemyśle obronnym. Pisał oprogramowanie, łamał kody. Obserwując różne zdarzenia i zależności pomiędzy nimi, zaczął postrzegać świat jako potężny komputer. To nie metafora: każdy komputer, żeby czegokolwiek dokonać, przeprowadzić najprostszą operację, korzysta z programów. Zdaniem Bradena świat również posługuje się swoistymi kodami, wzorami mogącymi wywołać określone zdarzenia. A kluczowe doświadczenia – czy to w dziejach świata, czy w naszym życiu osobistym – uwarunkowane są dużymi i małymi cyklami. Nie oznacza to oczywiście, że musimy w określonych przedziałach czasowych rozstawać się z partnerem, tracić pracę, łapać grypę czy gubić parasol. Powracające cyklicznie wzory tworzą raczej warunki do powstania pewnych sytuacji niż samo zdarzenie. To trochę jak z przepowiadaniem pogody – możemy ustalić, kiedy pojawią się warunki do powstania tornada, ale nie oznacza to jeszcze, że musi ono się pojawić.

„Obecne są składniki powtórzenia – wyjaśnia Braden – sytuacja dojrzała, ale to nasze wybory życiowe określają sposób, w jaki te warunki się rozegrają”.

Prawda, że budujące?! Działamy w obrębie struktury, ale nic nie jest zdeterminowane, przesądzone. Mamy wolną wolę, nieograniczone możliwości wyboru. I wskazówki na drogę. Możemy świadomie uczestniczyć w cyklach, nadać nowy sens zdarzeniom – tym o skali globalnej, lokalnej i tym ważnym tylko dla nas. Przygotować się do przełomów w życiu zawodowym, uczuciowym… Rozpoznać zagrożenia z przeszłości. Na przykład jeśli wiemy, że przyszedł czas pojawienia się warunków, możemy podjąć odpowiednie kroki, by nie wpaść w starą pułapkę. O ile pamiętamy, że powtarzają się nie wydarzenia, ale warunki. A i one nie trwają wiecznie – cykl można złamać, wprowadzić nowy wzór. Obserwować. Braden nie tylko daje nadzieję, ale robi coś więcej. Daje nam narzędzie, które sam nazwał Kalkulatorem Kodu Czasu.

Licz i planuj

Każdy cykl ma swój początek. I to właśnie on – wydarzenie ziarno – ustala warunki, które będą się powtarzać w przyszłych datach. Jak je wyłonić? Do obliczeń potrzebny będzie klucz i to nie byle jaki. Chodzi o tzw. złotą liczbę (zwaną też złotą proporcją, złotym podziałem albo złotym współczynnikiem), oznaczaną grecką literą phi. Mówimy o niej wtedy, gdy stosunek krótszej części do dłuższej jest taki sam jak stosunek części dłuższej do całości. Występuje we wszystkich tworach natury: w proporcjach ludzkiego ciała, układzie płatków, ziaren słonecznika… Znajdziemy ją w architekturze i sztuce – w świątyniach starożytnej Grecji i gotyckich kościołach, w utworach najwybitniejszych kompozytorów. Złoty podział znali architekci Wielkiej Piramidy i najwięksi artyści renesansu. To tzw. boska proporcja, szablon naszej idei piękna. Przybliżona wartość phi to 1,618. Czasem tym samym terminem określa się liczbę odwrotną: 0,618. Do obliczania Kodu Czasu Gregg Braden wykorzystał tę drugą.

Model czasu odnalazł dwa lata temu, zestawiając kolejne wydarzenia nowożytnej historii. Odkrył między innymi, że warunki ataku na Stany Zjednoczone 11 września 2001 roku zostały stworzone już w 1941 roku (wydarzeniem ziarnem była inwazja Japończyków na amerykańską bazę wojskową Pearl Harlbor). Dzieli się też osobistym doświadczeniem. W wieku 11 lat jego rodzice rozstali się, a ojciec wyjechał. Braden poczuł się zdradzony, odrzucony. Potem cyklicznie powracał ten wzór. Oto, jak go wyliczył:

Krok 1: Zaczął od określenia wieku, w jakim nastąpiło wydarzenie będące ziarnem wzoru: 11

Krok 2: Pomnożył tę liczbę przez 0,618. Otrzymana liczba wyznacza odstępy czasowe dla warunków wzoru: 0,618×11=6,798

Krok 3: Sumując oba wyniki, obliczył wiek, w którym ponownie pojawią się warunki: 6,798+11=17,798. Dodając dalej uzyskaną w drugim kroku liczbę, wyszukał kolejne odcinki czasowe. W analizowanym wzorze otrzymamy: 24,596; 38,192; 44,99…

Jeśli wierzyć Braddenowi, mając 18, 24 i 38 lat, przeżył utratę ważnych związków. Dopiero przy kolejnym powtórzeniu – w wieku 45 lat – nastąpiło uzdrowienie relacji i zastąpienie wzoru.

Jak to przełożyć na nasze życie? Załóżmy, że przymierzamy się do ryzykownego przedsięwzięcia i chcemy sprawdzić, kiedy nadejdzie korzystna fala. Znajdźmy ziarno – pierwszy spektakularny sukces w życiu i sprawdźmy, w jakim punkcie jesteśmy. Nie oznacza to, że od razu musimy robić rewolucję w naszych planach, odwlekać realizację projektów, ale a nuż uda nam się lepiej uchwycić pewne zależności i uniknąć wiosłowania pod prąd? Hm…

U progu nowego

Kalkulacje Bradena możemy uznać za bezużyteczną łamigłówkę, kaprys naukowca lansującego własną teorię, ale nie da się ukryć, że świadomość cyklicznej natury wszechświata istniała od tysiącleci, że nasza kosmiczna podróż prowadzi przez 12 konstelacji i że właśnie przechodzimy z Ery Ryb do Ery Wodnika. Poszczególne ery trwają około 2000 lat – na podstawie prędkości Ziemi, z jaką obecnie przemierza ona kosmos, możemy ocenić, że podróż po wszystkich zajmuje ok. 25 625 lat. Dla ułatwienia liczbę tę zaokrągla się często do 26 tysięcy i nazywa wielkim cyklem galaktycznym. Właśnie dobiega końca czwarty z takich cykli, trzy z nich nasz gatunek ma już za sobą. Jak łatwo się domyślić, wielki cykl zawiera w sobie mniejsze… A wszystkie zakończą się 21 grudnia 2012 roku! Nic dziwnego, że traktuje się tę datę jako swego rodzaju kosmiczną cezurę.

Oczywiście, przejście do nowej epoki bardziej niż wydarzeniem jest procesem i to trwającym już od około 30 lat. Jego efekty to m.in. rozmaite anomalia klimatyczne czy konflikty społecznego i narodowościowe. Dzięki zapisom naszych przodków wiemy, że właśnie tego możemy się spodziewać po końcu epoki – wzrostu globalnej temperatury o 1–2 stopnie Celsjusza, topnienia pokryw lodowych… Kataklizmy, którymi jesteśmy straszeni, są niewykluczone, co nie znaczy, że nieuniknione. Wszystko w naszych rękach – transformacja dotyczy również naszego sposobu myślenia, emocji, ducha.

Gregg Braden przypomina, że każdy z nas wytwarza pole magnetyczne pozostające w rezonansie z polem magnetycznym Ziemi. W ludzkim ciele najsilniejsze pole generuje serce. Jego jakość zależy od naszych uczuć, emocji… Te pozytywne nie tylko harmonizują rytm serca i przeróżne funkcje organizmu, ale też wpływają uzdrawiająco na planetę. Czy to wykorzystamy? Czy określimy nowy wzór dla nowego świata? Cóż, czas pokaże.