1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania
  4. >
  5. Magdalena Walach - Bardzo spokojna, z nadruchliwością

Magdalena Walach - Bardzo spokojna, z nadruchliwością

Wielokrotnie zdarzało jej się rozpłakać przy kolegach podczas pracy nad rolą. Głównie w teatrze. – To normalne. Pracujemy na emocjach i trudno je na pstryk wyłączyć. Buzują i potrzebują ujścia. Czasem kończy się to wybuchem ekstatycznej radości, czasem rozpaczy – mówi Magdalena Walach. Opowiada też o swoich zwątpieniach i granicach psychicznego ryzyka.

– Ma pani opinię oazy spokoju.

– Naprawdę? A ja zwykle słyszę, że chyba cierpię na ADHD, bo mam nadruchliwość. Nie potrafię usiedzieć w jednym miejscu. Ale psychicznie rzeczywiście jestem wyważona. Mam w tym względzie stabilne podstawy z dzieciństwa, spokój nadal dominuje w moim życiu osobistym.

– Istnieje teoria, według której im bardziej powikłane życie wewnętrzne artysty, tym ciekawszy potem efekt. Czy dobry aktor powinien mieć pobrudzony życiorys?

– W przypadku mojej osoby ta teoria się nie sprawdza. Poczucie stabilizacji daje mi podstawy do odbicia się w rolach. Łatwiej mi się otworzyć, gdy spotykam się z akceptacją. Zresztą nawet jeśli chcielibyśmy nieprawdopodobnie pogmatwać sobie życie, to nie jesteśmy w stanie wszystkiego dotknąć.

– Aktorka bez ekscesów, żadnych awantur, kaprysów…

– (śmiech)

– Może jest pani zbyt grzeczna, żeby być aktorką?

– Nie przywiązuję wagi do takich opinii. Staram się wykonywać swoją pracę najlepiej, jak potrafię, a jaka jestem prywatnie, to może komuś odpowiadać albo nie.

– Jaka jest pani prywatnie? Odważna?

– W życiu osobistym jestem odważna, ale przede wszystkim rozsądna, bo zawsze myślę o rodzinie. Inna jest odwaga w ważnych sprawach życiowych, a inna przy skoku na bungee.

– Skoczyła pani na bungee?!

– Nie, ale zawsze chciałam. I odwagę na taki skok nawet w sobie znajduję.

– Była pani świadkiem poważnego wypadku na planie. Czy łatwo po takim doświadczeniu wrócić i grać podobnie ryzykowne sceny strzelaniny i pościgów?

– Takie obawy nachodzą zwłaszcza, od kiedy mam dziecko.

– A czy na planie oprócz strachu fizycznego odczuwa pani jakiś inny rodzaj lęku?

– Może nie jest to lęk, raczej wątpliwości albo zachwianie wiary w siebie. Odczuwam je bardzo często i nawet nie potrafiłabym powiedzieć, jak często.

– Przy każdej scenie?

– Aż tak na szczęście nie (śmiech), ale każda nowa produkcja jest wielką niewiadomą i dlatego zawsze pojawia się strach przed nieznanym. Na tyle odważna nie jestem, żeby rzucać się w nowe i czyhać na przygodę, która czai się za rogiem. Sytuacje zawodowe wiążą się dla mnie z ogromną tremą.

– Jak radzi sobie pani w chwilach zwątpień? Zamyka się pani sama w garderobie?

– (śmiech) Nie mam swojej garderoby, więc się w niej nie zamykam. A poważnie, dla mnie najważniejszą pomocą jest wsparcie bliskich.

– Zdarzyło się pani w chwili słabości lub niemocy rozpłakać na planie wśród ekipy?

– Oczywiście, ale raczej w teatrze. To normalne, bo pracujemy na emocjach i trudno je na pstryk wyłączyć lub odciąć jak dopływ prądu. Buzują i potrzebują ujścia. Czasem kończy się wybuchem ekstatycznej radości, czasem rozpaczy.

– A jak pani reaguje, gdy komuś innemu na próbie puszczą nerwy?

– Jesteśmy przyzwyczajeni. Nie sposób tego przewidzieć, ale wiemy, że takie rozładowanie kiedyś musi nastąpić, czasem w trakcie spektaklu na scenie albo później w kulisach.

– W zawodzie aktora trzeba mieć skórę słonia i wrażliwość motyla. Już na pierwszy rzut oka widać u pani wrażliwość, a co ze skórą słonia?

– Odziewam się w nią (śmiech). W miarę upływu czasu i nabywanych doświadczeń po prostu uczę się nowych sytuacji i sposobów, jak sobie z nimi radzić. Mam wrażenie, że naklejam sobie kolejne łuski.

– Czuje pani oddech konkurencji młodszych dziewczyn wdzierających się do zawodu?

– W aktorstwie zawsze była i będzie duża konkurencja. Wiem, że nie jestem jedyną aktorką, która mogłaby zagrać daną rolę. Dostać rolę to jednak kwestia szczęścia.

 
– Może czasem trzeba przejąć inicjatywę?

– Staram się wychodzić szczęściu naprzeciw, ale nie jestem osobą, która robiłaby coś za wszelką cenę.

– Zadzwoniłaby pani do reżysera z informacją, że nadawałaby się pani do filmu, który ten reżyser zamierza nakręcić?

– Trudne pytanie, bo nigdy nie miałam takiej sytuacji.

– A gdyby na przykład Polański szukał młodej aktorki?

– Cóż z tego, skoro nie wiem, czy w jego wyobrażeniu byłabym odpowiednią aktorką.

– Znalazłaby pani w sobie tyle determinacji, żeby zrobić śmiały krok i zadzwonić?

– Nie. Kocham swój zawód, ale na nim nie kończy się mój świat.

– Każdy aktor to taki trochę domorosły psycholog.

– Badanie w sobie różnych, często uśpionych rejonów jest dla mnie w aktorstwie najciekawsze.

– A nie bałaby się pani zajrzeć głębiej? Dać się ponieść w teatrze eksperymentalnym?

– Szukam prawdy mojej postaci, staram się, żeby bohaterka była wiarygodna, ale nie wiem, czy umiałabym się zatracić bez pamięci. Nie wiem, czy byłoby to dla mnie zdrowe.

– Raczej dla nikogo nie bywa to zdrowe. Ale są aktorzy, którzy chętnie ślizgają się po krawędzi.

– Ja zagłębiam się do momentu, kiedy mam poczucie, że nad tym panuję. Wchodzę w rolę na sto procent, ale zawsze wiem, kiedy jest koniec przedstawienia, próby albo ujęcia. Myślę o granej przeze mnie postaci, chodzę z tematem, to wszystko we mnie dojrzewa, śni się w nocy. Nie chciałabym jednak wpaść w jakiś dziwny stan emocjonalny, który uniemożliwiłby powrót do normalności albo burzył relacje rodzinne. Nie wiem, czy byłabym zdolna do aż takiego poświęcenia.

– A gdyby miała pani zagrać kloszarda, to zasnęłaby nocą na ulicy przykryta gazetami?

– To jest ciekawe doświadczenie, ale tylko jako kolejne doświadczenie.

– Niezbędne czy tylko przydatne?

– Nie grałam jeszcze roli, do której musiałabym wspomagać się tak ekstremalnymi działaniami. Choć ostatnia premiera „Tramwaju zwanego pożądaniem” i rola Blanche była dla mnie ogromnym wyzwaniem. Nasze predyspozycje do każdej roli są inne, więc za każdym razem zastanawiamy się, co powinniśmy zrobić, żeby osiągnąć jak najlepszy efekt. O tym się nie przestaje myśleć. I nagle przy porannej kawie lub w drodze do sklepu przychodzi olśnienie i wiadomo, czego szukać. Rozmawiamy o rzeczach, które trudno złapać, ale na tym polega ten zawód. Nie wszystko jest namacalne i proste w nazwaniu.

– Jest pani przygotowana na krytykę?

– Krytyka potrafi być budująca.

– Ale w dzisiejszych czasach rzadko bywa. Raczej krytykuje się kształt nosa albo kostium.

– To prawda. Nosa nie zmienię i zresztą nie jestem w stanie zaspokoić wymagań całej rzeszy ludzi. Dla mnie ważna jest choćby bardzo wąska grupa widzów, do której trafiam. Warto grać nawet dla jednej osoby. Choć oczywiście nie zawsze to wychodzi.

– Skąd czerpie pani wiedzę, że nie wychodzi?

– Jeżeli cały świat krzyczy, że nie wyszło, to trudno spierać się, że jest inaczej. Choć czasami nasze poczucie klęski nie przekłada się na to, co przeżyli widzowie. Kiedyś zeszłam ze sceny z poczuciem totalnej porażki, a okazało się, że widzowie odebrali moją grę inaczej.

 
– Co musiałoby się zdarzyć, żeby puściły pani nerwy?

– Każdy człowiek ma kres swojego spokoju. Jeżeli wybucham, to wybucham. I w takich momentach niestety zapominam o dyplomacji.

– Dobrze się pani czuje w momencie wybuchu?

– Rzadko kto dobrze się w takim momencie czuje. Choć wybuch bywa oczyszczający, pozwala na wyrzucenie emocji zarówno negatywnych, jak i pozytywnych. Zdarzają się przecież równie często wybuchy energii radosnej. Każdy wybuch może być wspaniały, bo pomaga później w osiągnięciu równowagi.

– Tłumi pani w sobie skrajne emocje?

– Na tyle, na ile wytrzymuję, staram się powstrzymywać wszelkiego rodzaju entuzjastyczne wybuchy. Tłumione na dłuższą metę nie są zdrowe. Zresztą prędzej czy później kres następuje (śmiech).

– Co zalicza pani do swoich zawodowych sukcesów?

– Z każdego rocznika szkoły teatralnej zostaje w zawodzie tylko kilka osób. Sukcesem już jest to, że nie byłam zmuszona do zmiany zawodu i mogę spełniać się w tym, co kocham.

– Ale to bardzo niesprawiedliwy zawód, bo kariery wcale nie robią najzdolniejsi ani nagród nie otrzymują najbardziej utalentowani.

– Życie tego uczy. Nawet jeżeli byliśmy na to mało wrażliwi w szkole, po spotkaniu z rzeczywistością już to wiemy.

– W najnowszym filmie Feliksa Falka „Enen” miała pani okazję zagrać żonę mężczyzny ogarniętego pasją.

– Mężczyzna z pasją jest dla kobiety bardzo atrakcyjny, ale w tej historii nastąpiło przekroczenie ważnej granicy. Zatracenie się w zawodowej pasji spowodowało realne zagrożenie dla rodziny.

– Bo mąż psychiatra przyprowadza do domu dziwnego pacjenta. Jak zachowałaby się pani na jej miejscu?

– Podobnie jak bohaterka. Ona nie jest w stanie się pogodzić z tą dziwną sytuacją. Tym bardziej że również dzieli swój czas pomiędzy życie rodzinne i pasję. Muzyka i gra na altówce są tym, co kocha i pielęgnuje.

– Grała pani na altówce naprawdę?

– Uczyłam się.

– Ile taktów potrafi pani zagrać?

– Jeżeli mam być szczera, to pracowaliśmy na sekundy. Do jednego ujęcia na 35 sekund, do innego na 48. Wcześniej oprócz gitary nigdy nie miałam w ręku żadnego instrumentu. Nagle dostałam do ręki altówkę i musiałam na niej zagrać Bacha. Nie wiem, na ile profesjonalnie to wyglądało, ale nie chciałaby pani słyszeć, jak brzmiało. Jednak sceny muzyczne były niezbędne, żeby uwiarygodnić zawodową pasję bohaterki.

– Dlaczego zatem nie do końca akceptuje pasję męża?

– Bo są sprawy ważniejsze. Nie można rozwijać swojej pasji kosztem rodziny i dziecka. Moja bohaterka powiedziała stanowcze nie. Nie pozwala, by mąż tak głęboko zatracił się w swojej pracy.

– A czy pani mąż ma jakieś groźne pasje?

– Na szczęście nie.

– Mieszkacie w Krakowie, który słynie z bogatego życia towarzyskiego bohemy. Prowadzicie dom otwarty?

– Jeśli już jesteśmy w domu, chcemy ten czas spędzić rodzinnie. Być może jest za wcześnie na dom otwarty, bo mamy małe dziecko, które dopomina się naszej obecności i uwagi.

– Dziesięć lat temu skończyła pani krakowską szkołę teatralną. Czy pokusiłaby się pani o krótki poradnik dla debiutantów?

– Absolutnie nie! Nigdy w życiu nie ośmieliłabym się dawać rad innym, ponieważ sama przy każdej nowej roli czuję się jak osoba początkująca. Często wydaje mi się, że nic nie wiem i nic nie umiem. Owszem, minęło już trochę czasu od zakończenia szkoły, ale wciąż szukam i nawet nie wiem, czy kiedykolwiek będę w stanie stwierdzić, że dwa plus dwa będzie równało się cztery.c

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).