1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania
  4. >
  5. Vanessa Paradis - Mieć wszystko i nie zwariować

Vanessa Paradis - Mieć wszystko i nie zwariować

Vanessa Paradis ma już za sobą kilka wcieleń. Nastoletniej lolitki, międzynarodowej gwiazdy pop, młodej mamy i wiecznej kochanki. Po paru latach poświęconych rodzinie i wychowaniu dzieci w jej planach: nowa płyta, nowy film, nowe wyzwania. Tylko miłość jest wciąż ta sama i lepsza z każdym dniem. Czy to właśnie sprawia, że udało jej się mieć wszystko i nie zwariować?

Jeżeli można mieć wszystko, czego się kiedykolwiek pragnęło, Vanessa Paradis to ma. Każda jej płyta jest we Francji hitem, jej piosenki nie schodzą z list przebojów. Za filmowe role zbiera pochwały krytyków. Dwoje udanych dzieci, cztery domy w różnych częściach globu, własna wyspa na Karaibach... To wszystko? Jeśli dodać 12-letni związek z najseksowniejszym aktorem na ziemi Johnnym Deppem, to chyba tak. Na miejscu Vanessy niejedna kobieta budziłaby się w środku nocy zlana zimnym potem – za tyle szczęścia z pewnością przyjdzie kiedyś w życiu zapłacić. – Mam nadzieję, że w poprzednim wcieleniu byłam kimś naprawdę złym i teraz naprawiam złą karmę – żartuje 37-letnia aktorka. Nic nie wskazuje na to, aby dobra passa miała się nagle skończyć. Paradis podpisała nowy kontrakt reklamowy z Chanel, a jej najnowszy film „The Heartbreaker. Licencja na uwodzenie” uznano już we Francji i Wielkiej Brytanii za najlepszą komedię romantyczną od lat.

Lolitka musi zginąć

Drobniutka ośmiolatka czuła się w telewizyjnym studiu znakomicie. Nie peszyły jej ani kamery, ani publiczność zgromadzona na widowni programu „L’école des fans”. Do francuskiego odpowiednika „Od przedszkola do Opola” Vanessa dostała się dzięki pomocy wuja, aktora Didiera Paina. Dziewczynka zawsze chciała śpiewać, a jej rodzice, projektanci wnętrz, wspierali ją i jej młodszą siostrę Alysson w realizacji ich marzeń.

Do masowej wyobraźni Vanessa wdarła się jednak sześć lat później: singiel „Joe le Taxi” z jej debiutanckiego albumu „M&J” wspiął się na szczyty list przebojów w 15 krajach. Czternastolatka wydała płytę, nakręciła teledysk i wyjechała na wakacje. Gdy z nich wróciła, jej twarz była na okładce każdego magazynu, telefon w rodzinnym domu na przedmieściach Paryża dzwonił bez przerwy, a państwo Paradis z przerażeniem zdali sobie sprawę, że dzieciństwo ich córki nieodwołalnie się skończyło.

Połowa Francji pokochała muzykalną lolitkę i mianowała ją następczynią Brigitte Bardot, ale druga połowa szczerze ją znienawidziła. Kobiety pluły na nią na ulicy, na ścianie jej domu ktoś napisał sprejem słowo „kurwa”. Uczniowie z jej szkoły podpisali petycję do dyrekcji z żądaniem, żeby Vanessę wyrzucić. – Rozumiem, że ktoś, kto ci się nie podoba, może cię irytować, ale nie rozumiem nienawiści – powiedziała Paradis w wywiadzie dla „Sunday Timesa”. – Zajadła nienawiść była wszędzie, szczególnie ze strony dziewczyn i kobiet. Ciągła, nieustająca, jak tortura. To był bardzo trudny okres, ale okazał się przydatny, bo uformował mój charakter i psychiczną odporność. W pewnym sensie jestem więc zadowolona, że mi się to przytrafiło.

Z anonimowej, uzdolnionej nastolatki stała się międzynarodową gwiazdą. Polujący na nią paparazzi sprawili, że czasy, kiedy mogła pójść z rówieśnikami do kina czy po zakupy, minęły bezpowrotnie. – Miałam okazję poznać interesujących ludzi i brać udział w niezwykłych wydarzeniach, ale wszystko to działo się w świecie dorosłych – wspominała. Nie ukrywa, że źródłem jej siły byli rodzice. – Wielu innych przede mną przechodziło przez to samo, ale może nie mieli tyle wsparcia i miłości, ile miałam ja, dlatego nie dali sobie rady.

Trudne doświadczenia związane ze sławą umocniły w niej przekonania, którym wierna jest do dziś: robić swoje, słuchać głosu serca, nie oglądać się za siebie, dbać o tych, którzy cię kochają. I za wszelką cenę chronić swoją prywatność. Ledwie prasa bulwarowa zdążyła nieco zapomnieć o seksownie kręcącej biodrami lolitce, na francuskie ekrany wszedł film „Noce Blanche”, w którym 17-letnia Paradis gra uczennicę wplątaną w romans z nauczycielem filozofii. Brukowce z lubością rozpisywały się przede wszystkim o śmiałych scenach erotycznych z jej udziałem, ale krytycy przyznali jej Cezara dla najbardziej obiecującej młodej aktorki. Ci, którym od dawna była solą w oku, ponowili ataki. Legendarny Serge Gainsbourg, który został współautorem i współproducentem jej drugiego albumu, „Variation sur le même t’aime”, niechęć ze strony kobiet skomentował zwięźle: „boją się, że ukradniesz im faceta”. Ale komercyjnym ukoronowaniem jej sukcesu była reklamowa propozycja nie do odrzucenia: zostania twarzą perfum Coco Chanel. Zdjęcia Vanessy ubranej w kostium z piór i pozującej w gigantycznej klatce dla ptaków potwierdziły narodziny nowej francuskiej ikony popkultury. Nagle nawet te kobiety, które niedawno były gotowe ją opluć, chciały wyglądać tak jak ona. Szczuplutka Paradis, z charakterystyczną przerwą między górnymi jedynkami, kocimi oczami i otaczającą ją aurą tajemnicy przestała wzbudzać kontrowersje – zaczęto jej po prostu zazdrościć.

 

Od pierwszego wejrzenia

Teoretycznie świat stał otworem. Kolejna płyta nagrana w Los Angeles też była hitem. Propozycji filmowych nie brakowało, ale Vanessa była wybredna. Odrzuciła oferty Pedro AlmodÓvara i Johna Boormana. Dopadło ją poczucie narastającej pustki. – Zawsze miałam wrażenie, że życie tylko dla siebie, niedzielenie się z kimś najbliższym tymi wspaniałymi rzeczami, których mogłam doświadczać, to marnotrawstwo – powiedziała we francuskim wydaniu „Elle”. W jednym z klubów muzycznych w Los Angeles spotkała pewnego wieczoru właściciela Johnny’ego Deppa. – Ktoś uścisnął moją rękę w ciemności. Nie widziałam nawet jego twarzy, ale miał na mnie czysto fizyczny wpływ: poczułam, jak jego obecność wypełnia cały pokój. Kiedy podniosłam wzrok, zobaczyłam jakiegoś przystojnego chłopaka. Ta twarz! Ale dopiero gdy chwycił gitarę i wszedł na scenę, domyśliłam się, kim jest.

Obracali się w tych samych showbiznesowych kręgach, mieli wspólnych znajomych, ale żyli w różnych światach. On – enfant terrible Hollywood, rebeliant i kobieciarz. Ona – wciąż poszukująca własnej drogi, na stałe mieszkała w Paryżu. Podobno miała romanse z Lennym Kravitzem i z francuskim aktorem Florentem Pagny. Podobno, bo Paradis, pomna lekcji z wczesnej młodości, niemal nigdy nie mówi o swoim życiu prywatnym.

Cztery lata po przypadkowym spotkaniu z Deppem umówiła się na wieczór ze znajomymi w jednym z paryskich hoteli. Traf chciał, że Depp kręcił akurat w Paryżu „Dziewiąte wrota” z Romanem Polańskim i część ekipy jadła kolację w tej samej co ona restauracji. „Po drugiej stronie sali zobaczyłem jej plecy. Gdy odwróciła głowę, mogłem tylko siedzieć nieruchomo i zastanawiać się, co się ze mną dzieje” – wspominał aktor ich spotkanie po latach. Świeżo po rozstaniu z modelką Kate Moss nie rozglądał się za nowym związkiem. Ale spotkał Vanessę.

– Tym razem postanowiliśmy nie marnować czasu – skomentowała ona. – Oboje byliśmy młodzi, samotni i zakochani od pierwszego wejrzenia. Wiedziałam, że Johnny to nie tylko kochanek, ale i najlepszy przyjaciel. Mieliśmy sobie znacznie więcej do powiedzenia, niż „kocham cię, jesteś piękna, jesteś cudowny”. Odnaleźliśmy się.

Oboje rzucili się w wir nowej miłości, a efekty nie dały na siebie długo czekać. Zaledwie trzy miesiące po pamiętnej kolacji Vanessa zaszła w ciążę. Depp nie posiadał się z radości. – Zawsze chciałam mieć dzieci i byłam na nie gotowa. A z Johnnym po prostu nie miałam innego wyjścia – wyznała Paradis po narodzinach ich córki Lily-Rose. Jej partner i rodzina stanęli na wysokości zadania. Depp był w swoim żywiole: przewijał niemowlę, śpiewał córeczce kołysanki, wstawał do niej w nocy. Aby jego partnerka nie miała poczucia, że jej zainteresowania przestały się liczyć, kupił Vanessie gitarę i nauczył ją grać, żeby mogła komponować w domu. Z tej sielanki narodziła się jej kolejna płyta „Bliss”, a Depp wyreżyserował jeden z promujących ją teledysków. Oboje wiedzieli, że chcą powiększyć rodzinę, więc trzy lata później przyszedł na świat ich syn Jack. Podobnie jak przy Lily-Rose Edward Nożycoręki przeciął pępowinę. Gdy Johnny kręcił kolejny film, Paradis uczyła się, jak żonglować karierą i opieką nad dziećmi. – To wyjątkowe szczęście, że pomagają mi rodzice i mam sztab innych osób, na których mogę polegać – powiedziała. – Jestem pełna podziwu dla kobiet, które muszą radzić sobie z tym same.

Równość, wolność, braterstwo dusz

Nie lubią się rozstawać, więc często podróżują. Vanessa twierdzi, że są w stanie przenieść rodzinny dom w każde miejsce na świecie, pod warunkiem że mają ze sobą wszystko, co im potrzebne do szczęścia – „czyli jakieś 40 walizek”. Ich bazą i prawdziwym domem jest jednak Paryż: tu wciąż mieszkają jej rodzice i siostra, tutaj mogą żyć bez obaw, że paparazzi nie pozwolą im wyjść do sklepu po mleko. W wolnych chwilach jeżdżą na swoją farmę na południu Francji, a kiedy nie mają ochoty na spotkanie żywej duszy – na swoją karaibską wyspę, którą nazywają żartobliwie „Fuck off Island”. – Dzielenie swojego życia z kimkolwiek nie jest łatwe. Ale jeśli uda ci się trafić na tę właściwą osobę i wypracować wspólną przestrzeń, to najpiękniejsza rzecz na świecie – uważa Vanessa.

Swoboda, którą Paradis i Depp dają sobie nawzajem, wydaje się podstawą ich sukcesów – i tych artystycznych, i w miłości. Mimo 12 lat razem nie sformalizowali związku. Depp powiedział kiedyś, że gdyby „jego dziewczyna”, jak mówi o Vanessie, chciała stanąć przed ołtarzem, stawiłby się przed nim w pięć minut. – Co rok dochodzą mnie plotki, że mamy się pobrać – skomentowała to niedawno piosenkarka. – Ale ja nigdy nie czułam takiej potrzeby – jesteśmy przecież małżeństwem, choć bez papierka, bo mamy razem dzieci. Johnny wie, że należę tylko do niego. Podoba mi się romantyzm, który wiąże się ze ślubem, ale idea tej imprezy trochę mnie przeraża.

Jedno wspiera drugie w zawodowych wyborach, szanują wzajemne decyzje. Paradis nie kryje, że to Johnny jest pierwszą instancją, do której zwraca się o radę: czy to w ocenie przysłanego do czytania scenariusza, czy w wypadku dylematów związanych z produkcją muzyczną. Kilkakrotnie współpracowali przy jej teledyskach, ale perspektywa zagrania razem w filmie do tej pory nie wydawała im się atrakcyjna. Paradis twierdzi, że ich praca i tak funduje im emocjonalną karuzelę, więc nie ma potrzeby przenosić jej do domu. Depp do niedawna się z tym zgadzał: – Dziwnie czułbym się, kłamiąc mojej dziewczynie w oczy w biały dzień...

Ich jedyna dotąd próba to nigdy niezrealizowany film Terry’ego Gilliama o Don Kichocie. Wygląda jednak na to, że teraz przemogli i fatum, i lęk przed stanięciem razem przed kamerą. Johnny potwierdził niedawno swój udział w filmie „American Lover” o romansie pisarki i feministki Simone de Beauvoir z pisarzem Nelsonem Algrenem. Rolę Simone ma zagrać Vanessa. Zdjęcia prawdopodobnie rozpoczną się jeszcze w tym roku.

Dawno już pogodzili się z tym, że każde potrzebuje przestrzeni do swobodnych działań – czy będzie to nagrywanie płyty, czy kilka długich tygodni na planie filmowym. Czas spędzony osobno nadrabiają zacisznym życiem rodzinnym.

– Nie chodzimy na wszystkie te branżowe imprezy, na które nie musimy, zwłaszcza że ja szczególnie nie lubię paradować po czerwonych dywanach. Czuję się na nich strasznie mała – wyznaje muza Karla Lagerfelda. Ich pomysł na wymarzony weekend to pustelnia gdzieś w Szampanii. Albo wieczór w domu, na kanapie, kiedy dzieci już poszły spać. Normalne życie. Normalne, czyli najlepsze.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).