1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania
  4. >
  5. Danuta Stenka: Anioł Intuicji

Danuta Stenka: Anioł Intuicji

fot. BewPhoto
fot. BewPhoto
Choć, jak mówi, w zawodzie znalazła się przez przypadek, trudno sobie bez niej wyobrazić teatry Krzysztofa Warlikowskiego, Grzegorza Jarzyny czy Mai Kleczewskiej. Danuta Stenka jest aktorką najwyższej próby. Twarzą polskiego kina. Nie lubi, kiedy mówi się o niej „gwiazda”. Od razu dodaje: „Gwiazda świeci własnym światłem”.

„Koncert życzeń” to wstrząsający monodram w reżyserii Yany Ross, jaki grasz w TR Warszawa i Łaźni Nowej w Krakowie. Krytyk Łukasz Maciejewski, i zarazem autor wywiadu rzeki z tobą, pisał: „To pełna suspensu nuda życia, którą ogląda się niczym Hitchcockowski thriller. W przedstawieniu nie pada ani jedno słowo, a ma się wrażenie, że powiedzieliśmy sobie wszystko”. Widzowie są wokół ciebie, chodzą wokół zaimprowizowanego mieszkania… Bliżej widz już chyba być nie może?

Yana zobaczyła tę przestrzeń jako instalację. Ja, kiedy się w niej znalazłam – jako wysepkę na oceanie. Setki mil do lądu za kulisami. Jestem oglądana z każdej strony. Wydało się to piekielnie ryzykowne. Odległość między mną a widzem jest taka jak w tej chwili między nami. Bywało, że widzowie opierali się o blat stołu kuchennego, przy którym siedzę. Dzieliło nas kilka centymetrów. Po pierwszych spektaklach pojawił się pomysł odsunięcia widzów od sceny, zaznaczenia przestrzeni  taśmą czy sznurami jak w muzeum. Kiedy zaczęto ją przyklejać, powiedziałam: „Kochani, nie, już nie”. Zrozumiałam, że widzowie tworzą ściany mojego domu. Ich bliskość jest niezbędna. Zdarza się, że ktoś wchodzi na scenę. Ktoś próbował odebrać mi rekwizyty, odruchowo strąciłam tę rękę. Pewna pani weszła, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście przed snem zakręciłam kurki z gazem. Może sądziła, że chcę się otruć?

Coraz częściej wpatrujemy się w zwyczajność, może stąd empatia wobec takich bohaterek jak ta, którą grasz, czy Olive Kitteridge z powieści Elizabeth Strout i popularnego serialu. Jak myślisz?

Uderza to, jak bardzo niektóre czynności mamy w ciele. Jak je nieświadomie powtarzamy. Jak wypełniają nasze życie, coś w nim czasem zastępują. Praca, powrót do domu, kolacja… Moja bohaterka jest samotna. Ludzie widzą w niej siebie. Mężczyźni i kobiety. Młodzi i starsi. Kiedyś w trakcie spektaklu ktoś znudzony krzyknął: „Czy coś się tu w końcu wydarzy?!”. Po tym samym spektaklu garderobiana przyniosła mi liścik od dziewczyny, która nie chciała się ruszyć z teatru. Po prostu siedziała pod filarem roztrzęsiona i płakała. Dwie skrajne emocje.

Może ta pierwsza była obronna? Co czujesz, schodząc po „Koncercie…” ze sceny?

Jakbym przebiegła kilometry. A w tym spektaklu nie ma żadnego fizycznego wysiłku. Nie ma wielkiej amplitudy uczuć. Kiedy słucham Leonarda Cohena, być może wędruję za daleko we wspomnienia, co rozbija mnie na ułamek sekundy, ale nawet nie wszyscy to zauważają. Tyle.

Więc dlaczego?

Jestem dyżurną od ról dramatycznych. Żeby je wypełnić, muszę do pracy przynieść w „brzuchu” kulę człowieczego bólu, mieć jego zapasy. Więc przychodzę do teatru z lękiem. Nigdy nie wiem, czy jest go dość, czy będę w stanie odpowiednio nim nasycić rolę. W czasie spektaklu wyrzucam ten ból z siebie, wypluwam go. Kiedy schodzę ze sceny, czuję się lekka. Często po dramatycznych historiach na scenie wracamy do garderób wśród śmiechu i wygłupów. Uwolnieni. Natomiast kiedy gram „Koncert życzeń”, mogę przyjść do teatru z pustym „brzuchem”. Takim zwykłym. Takie w nim nic jak całe to życie, jakie się za chwilę na scenie objawi. Milczenie sprawia, że każdą emocję, która się pojawia, połykam. Chowam w „brzuchu”, zanim zacznie rozchwiewać moje poukładane życie. Siłą bezwładności połykam nawet ukłony. Dopiero w kulisach próbuję się od tego uwolnić, wypuścić z siebie. Tyle tego we mnie, duszę się. Moje ciało reaguje tak, jakby mnie ktoś przytrzymywał pod wodą. Wynurzam się i wreszcie zaczynam oddychać.

A z czego bierzesz tę kulę bólu, o której wspomniałaś?

Z życia. Taką kulę, większą czy mniejszą, każdy w sobie nosi. Z obserwacji. Z rozmów. Z lektury, muzyki… Czasem nie wiem, skąd pochodzą pewne emocje. Mam dziwnie działającą pamięć. W zawodzie mam z niej ogromny pożytek. Bardzo szybko uczę się tekstu, bardzo szybko potrafię go z pamięci wyrzucić, ale też w odpowiedniej sytuacji przywołać go do życia, nawet po latach. Natomiast nie zapamiętuję – poza jakąś myślą, atmosferą, jakimiś pojedynczymi sytuacjami – większości przeczytanych książek czy obejrzanych filmów. Kiedy ktoś mnie o nie pyta, często się zawieszam. Nie wiem, czy je widziałam, czytałam, czy czytałam o nich, czy ktoś mi o nich opowiadał…  Ale kiedy pracuję nad rolą, pamięć nagle podaje mi na tacy scenę z zapomnianego filmu czy książki z emocjami, których szukam. Do których nie miałam dostępu.

Wciąż jesteś niepewna w zawodzie?

Jestem już dla siebie łaskawsza. Daję sobie prawo do popełniania błędów. Kiedyś najdrobniejsze, przez innych niezauważone, były dla mnie przyczyną tragedii. Teraz wiem, że posiadam jakiś warsztat, ale to Pan Bóg odkręca kranik. Lub go nie odkręca. Kiedy wydarza się na scenie, w mojej roli, coś naprawdę wyjątkowego, wiem, że nie jest to ani moja zasługa, ani moja własność. I nie mnie należą się podziękowania. To ja czuję się obdarowana.

Zdarza ci się być szczęśliwą na scenie?

O, zdarza się. A zdarzało ci się we śnie latać? To podobny stan. Czujesz się uwolniony, unosisz się nad ziemią. Jakby ani na ciało, ani na ducha nie działała grawitacja. Bo kiedy jestem bardzo spięta, chcę zagrać perfekcyjnie, zamykam mojego ducha w klatce i nawet on nie jest w stanie pofrunąć.

Jesteś wobec siebie wymagająca?

Bardzo. Po mamie. Zawsze od siebie wiele wymagała, często zbyt wiele. Moje starsze dziecko odziedziczyło to po niej w większym stopniu niż ja. Potrafi wszystko fantastycznie zaplanować i skrupulatnie realizować. Zazdroszczę. Też planuję, realizuję, ale jednocześnie się temu wymykam. W zawodzie również z jednej strony jestem dziewczyną po mat-fizie, która musi wszystko dokładnie wiedzieć, wpisać w kratki, z drugiej – zrywam się ze smyczy logiki i poukładania. To odziedziczyło po mnie moje młodsze dziecko.

Kolegom też stawiasz wymagania?

Nie umiem egzekwować od partnera tak jak od siebie. Bardzo cenię współpracę z Jaśkiem Fryczem, z którym spotkaliśmy się na dłużej w serialu „Zaginiona”. Nie krępował się mówić, że coś zrobiłam źle. I ode mnie wymagał tego samego. To nie zawsze jest miłe, ale bezcenne. Wierzyć partnerowi. Wiedziałam, że jeśli on kiwnie głową, jest OK. Nie wszyscy lubią, kiedy im się doradza, podpowiada. Ja uwielbiam pracę zespołową, wymianę energii, pomysłów taką, jaką proponują Grześ Jarzyna, Iza Cywińska, Yana Ross, Maja Kleczewska, Krzyś Warlikowski… Na rzecz pracy zespołowej jestem w stanie zrezygnować ze swoich pomysłów na własną rolę. Nie bez żalu, ale ze świadomością, że jeżeli świat, który wspólnie tworzymy, będzie ciekawszy, moja rola zyska.

Aktorstwo dużo cię kosztuje?

Tak, jednak rekompensują to chwile szczęścia, choć jest ich mniej. Znalazłam się w tym zawodzie przez przypadek, ale… tak musiało się stać. Wszystko poza mną na to pracowało. Czasami mogłam osiągnąć prosty sukces, a wybierałam coś, co stawiało mnie na granicy porażki, ale w efekcie okazywało się, że to potrzebne, żeby pójść dalej. Jestem osobą wierzącą, praktykującą i od dziecka słyszałam, że każdy ma swojego Anioła Stróża. Jak na tych obrazkach, na których anioł prowadzi dzieciątko przez kładkę. Całkiem niedawno olśniło mnie, że Aniołem Stróżem jest intuicja… Droga, którą prowadzi intuicja, nie musi być łatwa. Moja mama ma niesamowity zmysł, potrafi przewidzieć, że coś się wydarzy. Część jej licznego rodzeństwa mieszka w Trójmieście. Chętnie przyjeżdżali do nas na wieś z rodzinami. Mama powiedziała kiedyś, w czasie, kiedy telefonów prawie nie było: „Czuję, że dziś przyjedzie wujek Franek”. I zabierała się do sprzątania, pieczenia ciasta. Mijały dwie godziny i pod dom zajeżdżał samochód, a w nim nie kto inny, tylko wujek Franek.

Znasz wojenną historię swojej rodziny?

Dziadkowie ze strony taty spędzili wojnę w Gowidlinie, mamy – w Kłobuczynie. Ojciec mojej mamy dziadek Jakub był sołtysem w Kłobuczynie, gdzie jak to na Kaszubach były gospodarstwa polskie i niemieckie. Wśród sąsiadów dobrzy i źli Niemcy. Jeden z nich za wszelką cenę usiłował zniszczyć dziadka i jego rodzinę. Nawet jego dzieci znęcały się nad moją mamą i jej rodzeństwem, rzucały w nich kamieniami, wracając ze szkoły. Donosił, wpadał z żołnierzami niemieckimi, żeby złapać dziadków na mieleniu mąki na żarnach, które zostały zaplombowane. Koniecznie chciał, żeby dziadkowie trafili do obozu Stutthof. Ale był w Kłobuczynie i dobry Niemiec, który wpadł do dziadków z ostrzeżeniem: „Uciekajcie dzisiaj do lasu, bo przyjdą po was…”. Rodzina miała gotowe węzełki, żeby móc w każdej chwili uciec. W lesie był bunkier, w którym, kiedy sytuacja się odwróciła, dziadek ukrywał przed Rosjanami i żywił niemieckie kobiety. Innym razem, za sprawą złego Niemca, żołnierze wyprowadzili dziadka pod bronią. Chcieli go rozstrzelać. Rodzina już się z nim pożegnała. Ale społeczność niemiecka, która znała dziadka sprzed wojny, kiedy był już sołtysem z nadania (jak powtarzano z dumą w rodzinie), wstawiła się za nim, tłumacząc, że zawsze był sprawiedliwy, traktował na równi Polaków i Niemców, a kiedy wieszał ogłoszenie, to i po polsku, i po niemiecku. Żołnierze poczęstowali go cygarem i wypuścili do domu. Nie jako kolaborującego, ale jako sprawiedliwego. Zły Niemiec miał wypadek i zmarł, a kiedy wkroczyli Rosjanie, zabrali jego żonę. Dzieci zostały same, głodowały. Przyszły do dziadków, prosząc o chleb. I dostały. Zgodnie z Ewangelią: oni w ciebie kamieniem, ty im chlebem.

Zagrałaś teraz w filmie „Zgoda” w reż. Macieja Sobieszczańskiego. Rzecz dzieje się u schyłku wojny. Powstaje obóz pracy dla Niemców, Ślązaków i Polaków. Są dobrzy i źli ludzie. I historia miłosna ponad podziałami, które czynią ją niewłaściwą…

Tak, ta sama nieszczęsna sytuacja dla ludzkości. Patrzymy na siebie stereotypowo, przyczepiając sobie nawzajem etykietki. Człowiek się nie liczy, bo go zza nich nie widzimy. Nawet nie próbujemy – etykietka mówi nam, kim ma dla nas być. Zbudowałam w sobie tamę dla wszystkiego, co negatywne, żeby nie poszło w świat. Staram się to przekazać córkom. I nadal sama się tego uczę, bo czasami tama pęka, robią się szczeliny i coś wypływa. Energia wraca. Jak bumerang. Więc wolę, żeby krążyła dobra. I upominam się o dobro. Bo to obowiązek. Trzeba upominać się o dobro i o sprawiedliwość jak mój dziadek Jakub. Na pewno też popełniam błąd oceny, wiem, że nie jestem nieomylna, więc pracuję nad sobą. Nie znoszę podziałów. Nie godzę się na to, co się u nas w tej chwili dzieje. Ktoś mnie zapytał, czy aktor powinien zabierać głos w sprawach ważnych dla kraju. Powinien. Jest obywatelem. Ma do tego takie samo prawo jak górnik, pielęgniarka, pani sprzątająca, minister.

Jesteś silna?

Od początku obsadzano mnie w rolach silnych kobiet, a ja zastanawiałam się: „Jak to?!”. Ja, ta przerażona, która ciągle się wszystkiego boi, a najbardziej tego, że światło jupitera wychwyci ją z tłumu. Ale wchodząc na scenę, w rolach tych silnych bab czułam, że ich siła należy do mnie. Nie wymyślam jej. Aż zdarzyło się coś dla mnie ważnego. Osoba, która stała w teatralnej hierarchii nade mną, angażując mnie do współpracy, podkreślała, że mając status gwiazdy – nie lubię tego określenia – będę traktowana w szczególny sposób. Zgodziła się na coś, o co poprosiłam. A potem nagle, kiedy stało się to dla niej niewygodne, usłyszałam, że gwiazdorzę i chcę uzależnić od siebie cały zespół. Poczułam, jakby stawiała stopę w żołnierskim buciorze na mojej twarzy i próbowała wcisnąć ją w glebę. Okazało się, że wszystko psuję. Moja mama ma powiedzenie, które mi wpoiła: swoją szkodą, ale zgodą. Niestety, zdarzało mi się dla złej sprawy rezygnować z siebie, bo ktoś miał mocniejsze łokcie. Ale tym razem stało się coś dziwnego. Nawet teraz, kiedy o tym mówię, czuję tamte emocje. To było wręcz fizyczne doznanie. Usłyszałam te słowa i zmroziło mnie, zimny prąd rozlał się po całym ciele. Wtedy poczułam ten bucior i nagle zimno zaczęło schodzić do samej ziemi, a ja zostałam spokojnym kamieniem. Bez odrobiny zdenerwowania odpowiedziałam: „Ostatnia rzecz, jaką chciałabym zrobić, to psuć pracę w teatrze, więc mam propozycję: rozstańmy się”. A muszę zaznaczyć, że wiązałam z tą współpracą duże nadzieje. Po chwili okazało się, że da się wszystko ułożyć bezboleśnie dla wszystkich. To było bardzo przykre doświadczenie, a zarazem objawienie – poczułam moc i spokój. Zrozumiałam, że naprawdę nic nie muszę. Nie muszę nawet uprawiać tego zawodu, jeśli miałabym przekroczyć granicę, której przekroczyć nie chcę. Cieszę się, że mogłam tego doświadczyć. I znów pomyślałam o mamie. Urodziła się jako dziecko bardzo słabe, rodzice nie byli pewni, czy przeżyje, dlatego angażowali ją do najlżejszych zadań. Tymczasem w życiu okazało się, że ma wielką, niezwykłą siłę.

Kiedykolwiek walczyłaś o coś w zawodzie?

Żeby być widzianą? Nie. Nawet nie zapraszam znajomych na spektakle. Koledzy zapraszają, to jest normalne i na pewno miłe. Ja nigdy nie jestem pewna, czy spektakl będzie dla tej osoby interesujący. Wolę jej nie fundować ewentualnych dwu godzin nudy czy irytacji.

A marzenia?

Zawodowe? Nawet na początku, w teatrze w Szczecinie, nie wystawałam pod tablicą, na której ogłaszano obsadę. Jakoś mi się zawsze coś dostawało od losu. Nigdy nie marzyłam o rolach. Może dlatego, że nigdy nie marzyłam o tym zawodzie.

A w życiu?

Marzy mi się starość w zdrowiu i z dobrym wzrokiem. Czytałabym książki na leżaku w ogrodzie, nadrabiała lektury, które mi z braku czasu umykają.

Wytrzymałabyś?

Ale chodziłabym też do kina, do teatru, spotykałabym się ze znajomymi. Podróżowałabym, jeśli byłoby mnie na to stać. Chciałabym, żeby moje córki odnalazły siebie w życiu. Przyjęły tę sinusoidę, po której ono biegnie, żeby mogły powiedzieć: „Kurczę, lubię swoje życie ze wszystkim, co w nim jest”.

Lubisz życie?

Bardzo! Pozwalam sobie na spojrzenie z lotu ptaka i nawet kiedy wydaje mi się, że szklanka jest do połowy pusta, bo z natury chyba jestem pesymistką, mówię: „Oj, Stenia, przestań, popatrz, jakie fajne”.

Stenia?

Tak mówi do mnie rodzina. W Teatrze Dramatycznym była portierka, która mówiła o mnie „pani Stenia”. Myślała, że Stenka to zdrobnienie od imienia, może od Stefania. Więc mówię: „Stenia, przestań, przecież lubisz to swoje życie!”. Lubię, nawet te trudne momenty, bo kiedy się rozglądam, widzę, ile prawdziwych tragedii mi oszczędzono. Lubię je tak po prostu. I oby tak dalej!

Danuta Stenka- aktorka Teatru Narodowego. Związana również z zespołami teatrów Krzysztofa Warlikowskiego i Grzegorza Jarzyny. Od czasu serialu „Boża podszewka” w reż. Izabelli Cywińskiej zagrała w wielu filmach i serialach telewizyjnych, m.in. w: „Kochankach z Marony”, „Cudzie purymowym”, „Chopinie. Pragnieniu miłości”, „Zaginionej”, „Ekstradycji”, „Nigdy w życiu!”, „Bezmiarze sprawiedliwości”, „Katyniu”, „Czasie honoru”, „Bez tajemnic”, „Instynkcie”, „Prowokatorze”, „Lekarzach”, „Wojennych dziewczynach”, „Sztuce kochania”.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).