1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania
  4. >
  5. Łukasz Orbitowski: Przejaskrawiony

Łukasz Orbitowski: Przejaskrawiony

fot. BewPhoto
fot. BewPhoto
Podobno nie wygląda na pisarza. Już bardziej na – jak sam mówi – „mięśniaka w głupiej koszulce”. Rozumie, że trzeba mieć jakiś wizerunek, ale gdyby mógł wybierać, nie miałby żadnego.

(Wywiad pochodzi z archiwalnego numeru: Zwierciadło 09/2017)

Przyjaciele nazywają cię potworem?

Tak, chyba ze względu na liczne podobieństwa łączące mnie z człowiekiem pierwotnym. Jestem barbarzyńcą w ogrodzie, tratuję kwiatki, jem bułkę z papierkiem, uderzam łbem we framugę. Taki słoń w składzie porcelany.

A może z tym przydomkiem chodzi o to, że nie jesteś osobnikiem zbyt towarzyskim? Wystarczy spojrzeć na tytuł zbioru twoich felietonów, który właśnie ukazał się na rynku – „Rzeczy utracone. Notatki człowieka posttowarzyskiego”.

Ten tytuł to, oczywiście, rodzaj żartu, ale też pewnej prawdy. Bo czym jest towarzyskość? To stałe ciążenie ku ludziom, chęć ich poznawania, otaczania się nimi. Ale ja już nie mam takich potrzeb, nie chcę być oswajany przez nowych ludzi, wystarczą mi ci, co są. I czasu nie mam. Ostatnio zadzwonił do mnie przyjaciel i mówi, że chce wpaść na wódkę. Kiedyś odpowiedziałbym: „Stary, wpadaj już teraz”. A ja mu na to: „Daj mi czas do czwartku, to ci powiem, kiedy mogę”. I to jest posttowarzyskość.

Z wiekiem zmieniają się priorytety?

Weźmy na przykład budowanie związku. Jak jesteś młody, myślisz sobie, że miłość wszystko uniesie, że my się tak kochamy, że damy radę światu. Ale świat zawsze jest silniejszy. Dlatego, gdy po licznych doświadczeniach budujesz ważny związek, to już wiesz, że trzeba włożyć wiele pracy, żeby go nie zniszczyć. I to się w oczywisty sposób odbija na kontaktach z kolegami.

Tymczasem stuka ci czterdziestka.

Czterdziestka jest wspaniała, mówię ci. Człowiek ma już bagaż doświadczeń, mądrość, jakieś rozeznanie w świecie. Wiadomo, dokąd iść, skąd uciekać, a jednocześnie jest moc i chęć, żeby w tym kotle życia wciąż mieszać, iść jeszcze na wilki, jakąś górę spróbować przenieść. Ale w tym roku chciałbym uniknąć obchodzenia urodzin, bo to coraz trudniejsze. Albo znajomi robią mi niespodziankę, akurat gdy wracam pijany z targów książki, albo w wyniku rozstań, rozwodów i kłótni towarzystwo się dzieli i trzeba robić cztery imprezy – co mnie spotkało w zeszłym roku.

40 lat to już czas podsumowań?

Nie. Po prostu zdaję sobie sprawę, że przede mną już ograniczona ilość czasu. Jak masz 20 czy 30 lat, przyszłość wydaje się otchłanią, a dziś na końcu swojej ścieżki już widzę urwisko, gdzie kiedyś się roztrzaskam. Cieszę się, że tak jest, bo to sprawia, że zastanawiam się, zanim się czegoś podejmę. Na przykład wiem, że napiszę określoną liczbę powieści. Może 15, może tylko dziesięć? A może tylko jedną, w końcu zawał serca też może się zdarzyć. Muszę więc uważnie wybrać temat. Staram się, żeby czas nie przelatywał mi przez palce. Zacząłem ciążyć wyłącznie ku ludziom sprawdzonym. No wiesz – posttowarzyskość.

W felietonach wspominasz o wizerunku pisarza. To dla ciebie ważny wątek?

Ważny o tyle, że rozumiem, że jakiś wizerunek trzeba mieć, choć najchętniej nie miałbym żadnego. A ponieważ moja kreacja to szczerość, uznałem, że wzmocnię to tym, jaki naprawdę jestem. Wychodzi na to, że jestem gorylem w głupich koszulkach. I gdy ktoś się pyta o Orbitowskiego, to słyszy, że to mięśniak w koszulce metalowego zespołu. Dzięki temu nie jestem przebrany ani przekłamany, co najwyżej przejaskrawiony. I nie przejmuję się, czy w związku z tym ludzie biorą mnie na poważnie. Wystarczy mi świadomość, że świadczą o mnie moje książki. Poza tym błaznowi wolno więcej. Gdy będą ścinali szambelana, błazen się będzie temu przyglądał. Mam za nic opinię ludzi, którzy oceniają faceta po koszulce.

Kiedy pojawiła się myśl, że będziesz pisał?

Zawsze we mnie była. Ale liczyłem na to, że zostanę scenarzystą filmowym. Wydawało mi się, że jak napiszę opowiadania, to będą tak genialne, że rzuci się na mnie branża filmowa z propozycją napisania scenariusza. Wyobrażałem sobie, że będę ustawiał reżysera, wrzeszczał na aktorów i okładał krzesłem babę od cateringu, że będę bogiem. Naiwny byłem. Dziś wiem, że scenarzysta stoi niżej od gościa z rekwizytorni, a i tak w międzyczasie okazało się, że nie umiem pisać scenariuszy. Za to pojawiło się zapotrzebowanie na literaturę, którą uprawiam, i tak zostałem pisarzem.

A mogłeś zostać malarzem.

Były takie marzenia i zakusy ze strony rodziców, ale bez presji. I choć podobno mam talent plastyczny, wybrałem inaczej. Nie wyobrażałem sobie, że idę na ASP, gdzie wówczas wykładał mój ojciec, i uczę się wśród studentów malarstwa. Żyłbym życiem mojego ojca, szedłbym ścieżką, którą on wydeptał, po znakach, które on zostawił, a jego przyjaciele i wrogowie byliby moimi. Jest coś cynicznego i niskiego w ludziach, którzy podejmują taką ścieżkę. Są wyjątki, jak bracia Waglewscy na przykład czy też Maciek Stuhr. Ale postanowiłem znaleźć własną drogę. Poza tym malarstwo jest fajne, ale człowiek farbą śmierdzi.

Nie próbowałeś nawet rysować?

Kiedyś chciałem rysować komiksy, tylko nie starczyło mi zapału. Potem rysowałem sobie postaci i mapki na potrzeby książek. Teraz już nie muszę, bo jest Google Maps. A jak wymyślam jakąś postać, korzystam z portali randkowych.

Słucham?!

Na przykład potrzebuję stworzyć profil 40-latka z małej miejscowości, który pracuje w zakładzie samochodowym. Wpisuję specyfikację i od razu wyskakują mi odpowiednie zdjęcia na portalach! I już wiem, jak taki typ wygląda, co lubi, czym się interesuje, i to działa.

Wszystko zaczęło się od fantastyki. Nadal jeździsz na konwenty?

Rzadko, ale z baśni ciężko się wyrasta. Uważam też, że jestem coś winien środowisku fantastycznemu, bo tam stawiałem pierwsze kroki, znalazłem pierwszych czytelników i nauczyłem się pisania literatury w ogóle. Uważam, że jeśli ktoś chce pisać książki, powinien zacząć od literatury gatunkowej. Pamiętam, jak w wieku lat 25 pojechałem na pierwszy konwent i zobaczyłem starych, uznanych pisarzy. Andrzeja Ziemiańskiego, Jarka Grzędowicza czy Jacka Piekarę. Oni mieli wtedy po 40 lat. A teraz przyjeżdżam i sam czuję się taką starą pierdołą w oczach młodzieży. Zachowuję się trochę jak facet, który porzucił żonę dla młodszej i ładniejszej i martwi się, jak ta porzucona żona sobie radzi. I fantastyka doskonale radzi sobie beze mnie. Bo też nigdy nie byłem prawdziwym pisarzem fantastycznym, jak Lem czy Dukaj. Takim, który w każdej swojej powieści przywołuje inny świat. Nie mam tego rodzaju wyobraźni. Moja jest mniej twórcza, bardziej przyziemna. A gdy przestały przychodzić mi do głowy fantastyczne pomysły, uznałem, że albo będę pisał całe życie jedną książkę, albo spróbuję prozy wysokiej. To był dobry ruch, ale czasem tęskno mi za duchami i potworami.

Porzuciłeś świat fantasy i wybrałeś grozę, a prasa szybko okrzyknęła cię polskim Stephenem Kingiem. Pochlebiło ci to?

Pewnie! Przecież to było odniesienie do jednego z najpoczytniejszych zachodnich autorów, który zmienił literaturę. Cieszyło mnie, że zostałem zauważony, bo skoro nadają gębę, to znaczy, że zobaczyli człowieka. Ale zaraz się okazało, że tak samo nazwano Jakuba Żulczyka, Stefana Dardę i Zygmunta Miłoszewskiego. Mieliśmy więcej Kingów niż Ameryka i szybko, poza Dardą, przestaliśmy nimi być.

Powiedziałeś w jednym z wywiadów, że wybrałeś grozę, bo jesteś typem człowieka, który jak ma napisać coś zabawnego, to i tak skończy na wykopywaniu rodzinnego grobu.

To prawda i to jest moja ułomność. Widzę świat w potwornie czarnych barwach i jak chcę napisać coś zabawnego, to mi wychodzi bombardowanie Sarajewa. Uprawianie literatury polega też na tym, że pewnych rzeczy nie przeskoczymy, dlatego smutek, rezygnacja czy czarnowidztwo zawsze będą obecne w moich książkach, bo inaczej nie potrafię napisać. Moim wielkim marzeniem jest napisanie książki humorystycznej, ale podejrzewam, że to się nie uda. Myślę, że nawet jakbym miał napisać harlequina, szłoby mi dobrze aż do zakończenia, kiedy to para by się zestarzała i przestała kochać. To dopiero byłby romans.

Jako dzieciak też byłeś takim ponurakiem?

Byłem niezgułą. Choćby na całej ulicy była tylko jedna kałuża, to właśnie ja musiałem w nią wdepnąć. Unikałem sportów, nie chciałem bawić się w grupie, co było oczywistą prowokacją, no i dostawałem za to w łeb. Bo ja jestem synek z krakowskiego Kazimierza, wtedy jednej z najbardziej niebezpiecznych dzielnic, w dodatku pogrążonej w nędzy. Pamiętam głównie powybijane szyby, brudne bramy i drabów na rogach ciemnych ulic. Za moich czasów strach tam było chodzić. Łatwo nie miałem. Zetknąłem się zarówno z przemocą, jak i z koleżeństwem, walką o byt i poszukiwaniem szczęścia, a to szczególnie intensywnie przebiega u osób, które wyrosły z patologii. Moja osoba już na wstępie budziła podejrzenia, bo „prawdziwi” kazimierzacy mieli adres między Krakowską a Starowiślną, a my mieszkaliśmy tuż za ulicą Krakowską. Mama pracowała w edukacji, a tata był adiunktem na Akademii Sztuk Pięknych, więc byłem wychuchanym jedynakiem z inteligenckiej rodziny, z domu pełnego książek i obrazów, w dodatku nad sport przedkładałem czytanie. Twarde chłopaki i morowe dziewczęta odnosiły się do mnie z rezerwą, więc sporo przeżyłem w szkole.

Nie najlepsze wspomnienia.

Nieprawda. Dziś żałuję głównie tego, że całą podstawówkę odmawiałem gry w piłkę nożną, bo teraz, gdy mój własny syn namawia mnie na kopanie w parku, nie umiem grać. A gdy czasem idę przez Kazimierz i widzę starzejących się drabów, to sobie przypominam, że któryś mnie w szkolnym kiblu topił, choć dziś nie ma to żadnego znaczenia. Z tych wszystkich mroków, półcieni, bomb z karbidu detonowanych po podwórkach, zabaw polegających na wypluwaniu przeżutego jedzenia na głowę delikwenta, w tym moją, wyłania się strasznie fajne dzieciństwo. Trochę jakbym dorastał z piratami na okręcie, cieszę się, że takie miałem.

Chcę zapytać o twoją najgłośniejszą książkę – „Inną duszę”. Była wielkim sukcesem, ale i przypięła ci etykietkę. Przez ostatnie dwa lata byłeś tylko jej autorem.

Klątwa dobrobytu. Ta książka mnie wyniosła i dała więcej niż wszystkie poprzednie, ale mam jej serdecznie dosyć i nie chcę być z nią tylko utożsamiany. Na szczęście na jesieni ukaże się moja kolejna powieść.

Opowiesz coś o niej?

Nazywa się „Exodus” i jest powieścią drogi. Opowiada o człowieku, który wskutek tragicznego wydarzenia porzuca bezpieczne życie z żoną, kochanką, nadopiekuńczą matką, wsiada do pociągu bez telefonu, dowodu, karty i ucieka w Europę. Nic nie umie i musi poradzić sobie w tym cholernym świecie.

Nie dopada cię czasem twórcza niemoc?

Jestem profesjonalistą, nie mam blokad. Moja metoda wygląda tak: pięć dni w tygodniu po tysiąc słów dziennie. Cokolwiek by się działo, jakkolwiek bym się czuł, czy byłbym chory, czy skacowany, tyle mniej więcej muszę napisać. Chodzi o to, by tę kulkę gnoju codziennie kawałeczek podtoczyć, bo jak opuścisz dzień, to robi się z tego tydzień, dwa i po roku nie ma książki.

Łukasz Orbitowski rocznik 1977; laureat Paszportów Polityki 2016 za powieść „Inna dusza”, za którą był także nominowany do Nagrody Literackiej „Nike”. Niedawno nakładem Wydawnictwa Zwierciadło ukazały się jego „Rzeczy utracone. Notatki człowieka posttowarzyskiego”, wybór tekstów z poczytnego bloga pisarza.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).