1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania
  4. >
  5. Sharon Stone: Nowy początek

Sharon Stone: Nowy początek

Po udarze musiała na nowo uczyć się mówić i chodzić. To doświadczenie zmieniło jej priorytety, ale nie osobowość. Nie uznaje tematów tabu, odważnie mówi o walce z dyskryminacją ze względu na wiek. Teraz powraca w wielkim stylu.

 

Podobno na planie serialu „Mozaika” uderzyłaś swojego kolegę.

Nie przesadzałabym – nie uderzyłam, tylko spoliczkowałam, a zanim to zrobiłam, zapytałam go o zgodę.

Zasłużył na to?

Prosił się o to bohater, w którego się wcielił. Na planie poczułam, że tylko jeśli dostanie ode mnie w twarz, emocje, na których oparta jest nasza interakcja, będą mogły właściwie wybrzmieć. Nie było tego w scenariuszu. Fakt, walnęłam go tak, że zobaczył gwiazdy i przez kilka minut nie słyszał nic poza dzwonieniem w uszach, ale scena wyszła świetnie, więc ani on, ani ja nie żałujemy. Chociaż nie powinnam mówić za niego.

Przepraszam, ale czy sięganie po przemoc, żeby podkręcić scenę, to na pewno dobry pomysł?

Wiesz, ja jestem staroświecka i uważam, że raz na jakiś czas kobieta ma prawo spoliczkować mężczyznę.

Twoi partnerzy dostawali w twarz?

Zdarzało się.

Jesteś bardzo pewna siebie, zupełnie jak twoja bohaterka, która boi się tylko jednej rzeczy – starości.

Ja się nie boję, bo nie mam do tego prawa. Dostałam od matki natury wspaniałe geny. Mogę więc jedynie dziękować za to, że mam możliwość się zestarzeć. Mało brakowało, a nie doświadczyłabym tego. Ten proces będzie postępował, a ja mam nadzieję oglądać go w lustrze. Chcę patrzeć, jak dorastają moje dzieci, i chcę, żeby widziały, jak ich matka się starzeje. Cieszę się, że choć moje ciało zaczyna się sypać, mogę grać, że wciąż jestem obsadzana i że wytrzymuję fizyczne obciążenie związane z pracą na planie. Jakiś czas temu w ogóle nie myślałam, że będę zdolna wrócić do grania. Po udarze i wylewie krwi do mózgu nie byłam w stanie wykonywać najprostszych czynności, wszystko sprawiało mi ból i trudność.

Uczyłaś się grania od nowa?

Grania? Uczyłam się od nowa mówić, pisać, chodzić, podnosić. Byłam jak miesięczne dziecko, startowałam od zera, bez pomocy tych, którzy powinni być obok. Najszybciej zapomniało o mnie Hollywood, niektórzy – jak mi się wtedy wydawało – przyjaciele zostali na trochę dłużej, ale czas szybko zweryfikował, kto faktycznie zasłużył na to miano. Przez większość czasu byłam kompletnie sama, ale przetrwałam to i dziś przyszłam na spotkanie z tobą o własnych siłach, więc zamiast strachu przed starością towarzyszy mi wyłącznie wdzięczność za nią.

Potrafisz zrozumieć obawy swojej bohaterki?

Oczywiście, odkrywanie kolejnej zmarszczki na twarzy rano czy oglądanie tego, co dzieje się ze skórą na twoich udach, nie jest niczym przyjemnym. Kobieta w pewnym wieku zaczyna przypominać skarpetkę, która zsunęła się z kostki, i to jest fakt. Trzeba to zaakceptować, strach w niczym nie pomoże. Tak jak powiedziałam, dostałam wspaniałe geny, więc u mnie ten proces postępuje bez łez i histerii, ale ja jestem szczęściarą. W moim przypadku w starzeniu się straszne jest coś zupełnie innego.

Co takiego?

To, że w każdym materiale, jaki się na mój temat ukazuje, jestem wymieniana z datą urodzenia. Jeszcze dziesięć lat temu, kiedy o mnie pisano, po moim nazwisku pojawiała się informacja „nominowana do Oscara za »Kasyno« Martina Scorsesego”. Teraz zamiast niej podaje się w nawiasie liczbę lat. To tak jakby ktoś cały czas straszył mnie, że robię coś nieodpowiedniego, bo już nie jestem młoda, takie napiętnowanie jest okropne. Niedawno byłam z moim młodszym przyjacielem na kolacji. W mediach zawrzało, że 59-letnia Sharon Stone przygruchała sobie o 20 lat młodszego chłopaka. Gdybym miała 40 lat, nikogo nie obchodziłoby, że wychodzę z kimś o połowę młodszym. Okazuje się, że w wieku 60 lat trzeba uważać na metrykę znajomych, bo pojawiają się ostre przedziały wiekowe i z niektórymi nie wypada już utrzymywać przyjaźni. Starsze osoby są spychane do getta, to dehumanizujące i odbierające godność. Nie mogę spotkać się z nikim, żeby w mediach natychmiast nie obliczano różnicy lat między nami.

Ty nie kłamiesz na temat swojego wieku, a wiele twoich koleżanek po fachu tak robi.

Boją się, że będą odrzucane na castingach nie z powodu tego, że nie pasują do roli fizycznie albo temperamentem, tylko z powodu wieku właśnie. Żyjemy w czasach, kiedy to, ile mamy lat, jest stosunkowo łatwo zafałszować, wystarczy dobry makijaż, odpowiednie ubranie albo zdolny chirurg. Gorzej, gdy przylgnie do ciebie etykieta, która nijak się ma do twojego wyglądu, wtedy zaczynają się problemy. Dziś starość nie objawia się fizycznie, tylko przez liczbę lat.

W pracy też to odczuwasz?

Coraz częściej. Reżyserzy obsady mają problem: czy obsadzić obok mnie aktorkę, która ma 75 lat, ale wygląda na 60, czy mnie – niewyglądającą na 60 – obsadzić w roli 40-latki. Ale tu pojawia się kolejny dylemat, bo ludzie dzięki doniesieniom medialnym wbili sobie do głowy, że ja nie mam 40, tylko 60 lat. To błędne koło, które doprowadza do wykluczeń.

Nie wierzę, że Sharon Stone może być wykluczona z produkcji z jakiegokolwiek powodu. Jesteś przecież ikoną, na pewno wszyscy ci nadskakują i walczą o ciebie.

Na szczęście pracuję z profesjonalistami. Oczywiście, to, o czym mówisz, zdarza się i jest bardzo przydatne, ale wtedy, gdy chcę zarezerwować stolik w obleganej restauracji, a nie kiedy na przykład spóźnię się na zdjęcia. Na planie nikt się ze mną nie cacka, dostaję po uszach tak samo jak inni.

Zdarza ci się zawalić coś w pracy?

Teraz moje życie prywatne wygląda inaczej, niż kiedy byłam u szczytu kariery. Mam trójkę adoptowanych dzieci. Są nastolatkami i wymagają ode mnie nieustannej uwagi. Jeden z nich jest w szóstej klasie, więc teraz potrzebuje jej najwięcej. Pamiętam dzień na planie „Mozaiki”, kiedy tuż przed włączeniem kamery odebrałam SMS od jego nauczycielki. Pisała o bójce w szkole. Odpisywałam w pośpiechu, przerażona i niepewna, czy mój syn był ofiarą, czy może sprowokował bójkę. Jednocześnie pisałam do niego, żeby się dowiedzieć, czy wszystko w porządku, i zapewniałam ekipę z reżyserem Stevenem Soderberghiem na czele, że jestem gotowa do pracy. Pogodzenie roli samotnej matki i aktorki wymaga nie lada zdolności.

Dlatego na jakiś czas ograniczyłaś aktywność zawodową?

„Ograniczyłam” to dobre słowo. Nie chcę mówić, że zniknęłam, bo jak tylko stanęłam na nogi po udarze i wylewie, od razu wróciłam do grania. Wcześniej jednak zdobyłam się na decyzję, aby do mojego adoptowanego syna dołączyła dwójka kolejnych dzieci. Chciałam poświęcić im tyle czasu, ile potrzebowali, dlatego godziłam się na udział jedynie w projektach, które wymagały nie więcej niż dwa tygodnie mojej obecności na planie. Dzięki temu mogłam zachować ciągłość w pojawianiu się na ekranie, ale nie robiłam tego ich kosztem. I mogłam pozwolić sobie na swobodne poszukiwanie ról, które mnie satysfakcjonują.

Jesteś wybredna?

Nie powiedziałabym tak o sobie. Potrafię docenić dobrze napisane postacie. Z tym że ja nie jestem osobą, która w czasie lektury scenariusza będzie zwracać uwagę jedynie na role kobiece. Mnie nie interesuje, czy bohater jest mężczyzną, czy kobietą, tylko to, czy postać jest dobra. Jeśli tak, to chcę ją zagrać.

Sugerujesz twórcom zmianę płci bohatera pod siebie?

Oczywiście, dlaczego miałabym tego nie robić? Nie żyjemy już w czasach, kiedy podział na męskie i żeńskie jest radykalny. Dziś kobiety w kinie mają mnóstwo męskich cech, a mężczyźni kobiecych i nikogo to nie dziwi. Kilka razy zgłosiłam pomysł zmiany płci bohatera i zdarzyło się, że dostałam rolę, która pierwotnie była przewidziana dla mężczyzny.

Dorobiłaś się tytułu seksbomby lat 90., dla wielu byłaś archetypem kobiecości, a dziś burzysz granice płci?

Ile ja się napracowałam, żeby ten tytuł osiągnąć! Kiedy przyjechałam do Los Angeles 40 lat temu, byłam nikim. Ja, dziewczyna z Pensylwanii, która nosiła okulary na nosie, odkąd skończyła pięć lat, zamarzyłam sobie o branży aktorskiej, do której nijak nie pasowałam.

Dlaczego?

Przez moje atletyczne ciało, które nie mieściło się w ówczesnym kanonie piękna. Na topie były chude modelki, więc byłam przekonana, że nikomu się nie spodobam i nie zrobię kariery.

Kiedy nabrałaś przekonania, że może się udać?

Kiedy wystąpiłam u boku Arnolda Schwarzeneggera w „Pamięci absolutnej” Paula Verhoevena z 1990 roku. Ten film w pełni wyeksponował moje mięśnie, które – jak się okazało – znalazły swoich fanów. Pomyślałam sobie wtedy: „Teraz albo nigdy”, i zdecydowałam się na sesję w „Playboyu”. To była przepustka do kariery. I ona rzeczywiście potoczyła się bardzo szybko – choć niebezboleśnie – po roli w „Nagim instynkcie” tego samego reżysera z 1992 roku. Tylko, proszę, nie pytaj mnie teraz o to, czy jestem jedną z aktorek, które mogą się podpisać pod #MeToo.

Dlaczego mamy ominąć ten temat?

Powtórzę to, co już mówiłam: jestem w tej branży od 40 lat. Naprawdę widziałam już wszystko.

Zmienia się na lepsze?

Tak, jest lepiej niż wtedy, kiedy zaczynałam. W latach 80. i 90. aktorki, które były w wieku, w którym jestem teraz, grały pocieszne babcie albo wredne teściowe. Dziś, także dzięki przełomowi telewizyjnemu, mamy znacznie bogatszą ofertę. O tym, jak szybko te zmiany postępują, przekonałam się po chorobie. Kiedy doznałam udaru i wylewu krwi do mózgu, siłą rzeczy wypadłam z obiegu. Po powrocie okazało się, że sytuacja wygląda już odrobinę inaczej niż wcześniej, że więcej kobiet dochodzi do głosu, że na aktorki patrzy się nie tylko jako na ozdobniki, ale i na pełnoprawne bohaterki. To bardzo budujące, zwłaszcza kiedy wchodzi się na plan takiego serialu jak „Mozaika”, który jest moim właściwym powrotem do dużej roli.

Jak się czujesz podczas tego powrotu?

Boję się. Jestem naturalnie bardzo podekscytowana, ale też granie mniejszych ról oddaliło mnie od tych emocji, które towarzyszą pierwszemu planowi. Stanie na czele jakiegoś projektu jest przytłaczające i trudne. Od dawna tego nie robiłam, spędzałam czas w domu, w otoczeniu ludzi, którzy mnie bezgranicznie kochają i nigdy nie krytykują. Teraz znów wystawiam się pod pręgierz opinii publicznej. No i nie ma co ukrywać, boję się o kolejne role, bo na planie „Mozaiki” przekonałam się także, co to znaczy, że twoje ciało z wiekiem staje się coraz mniej wytrzymałe. Poczułam, jak szybko się teraz męczę, że nie mogę już sobie pozwolić na spontaniczne działanie. Muszę planować to, co chcę danego dnia zrobić, i nie mogę tego planu zbyt mocno modyfikować. Teraz nie odpowiadam już tylko za siebie, ale za całą moją rodzinę. Nie mogę nawalić przez brak rozwagi. Zamierzam się oszczędzać i pilnować. Ale grać będę dalej.

 

Sharon Stone aktorka słynąca z urody i wysokiego ilorazu inteligencji. Nagrodzona Złotym Globem i nominacją do Oscara za rolę w „Kasynie” Martina Scorsesego.  Matka trzech adoptowanych synów. Teraz można ją oglądać w serialu HBO „Mozaika” w reżyserii Stevena Soderbergha.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).