1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania
  4. >
  5. Ania Dąbrowska - Wolę pozostać za cienką szybą

Ania Dąbrowska - Wolę pozostać za cienką szybą

fot. Rafał Masłow
fot. Rafał Masłow
Czego nie nauczyło jej podwórko? Czego nie znalazła na psychologii? Czego szuka wciąż jako artystka? – Nie lubię się odsłaniać, nie zdradzam emocji – zastrzega Ania Dąbrowska. Ale opowiada Mai Jaszewskiej o zmiennych pasjach, sinusoidzie dołów i euforii. I w kim zakochała się natychmiast.

- Namnożyło się nam kursów i szkoleń na temat, jak być szczęśliwym i spełnionym. Czy uważa pani, że rzeczywiście można się tego nauczyć?

- A dlaczego nie? Uważam, że takie oferty jak najbardziej mają sens. Są ludzie, którzy rodzą się z  umiejętnością bycia w zgodzie ze sobą, ale są też tacy, którzy czują się zagubieni. Roznosi ich energia i nie wiedzą, jak ją ukierunkować, chcą jednak coś zrobić ze swoim życiem. Myślę, że wszystkie sposoby są dobre, żeby uświadomić człowiekowi jego zalety, talenty, uczucia i pragnienia. Można pójść po tę wiedzę do psychoterapeuty, ale to nadal nie jest u nas dobrze widziane. Za to kurs kreatywnego myślenia nie dość, że przynosi korzystne zmiany w nastawieniu do życia, to jeszcze nieźle wygląda w CV.

- A jak zapytam, czym jest szczęście dla pani?

- To powiem, że trudno mi na to pytanie odpowiedzieć jednoznacznie, ponieważ na moje poczucie szczęścia składa się masa rzeczy. To są pojedyncze chwile, kiedy czuję się szczęśliwa i na dodatek każda z nich jest inna. Szczęście nie jest stanem trwającym niezmiennie. Najfajniej jest gonić króliczka – jestem tego typowym przykładem. Codziennie wymyślam sobie nowe projekty, zakładam z kolegami nowe zespoły i robię wszystko, by być zajętą. Mam też słomiany zapał i szybko się nudzę, dlatego potrzebuję ciągłej stymulacji. Pielęgnuję w sobie poczucie niedosytu, bo to daje mi siłę do działania. Kiedy przez dłuższy czas nic się nie dzieje, to najczęściej łapię doła.

- Czyli harmonia na dzisiaj i apetyt na jutro?

- Potrzebuję mieć cel w życiu. Lubię się uczyć, zdobywać nowe informacje, ale wszystko robię falami. Raz interesują mnie inwestycje giełdowe, a kiedy indziej historia sztuki. Pasje równie szybko mijają, jak i przychodzą. Wystarczy spojrzeć na moją półkę z książkami. Idealnie obrazuje mój chaos w głowie i zmienność. Jeśli chodzi o nastrój, to też towarzyszy mi nieustanna sinusoida dołów i euforii. Być może to hormony, na które moje ciało nadmiernie reaguje, a może tak już jestem skonstruowana. Nie walczę z tym.

- Powiedziała pani o swoim macierzyństwie: „Moje życie zawodowe może pójść w odstawkę na dłużej”. To politycznie mało poprawne wyznanie. Zewsząd słychać apele do młodych mam: „Nie daj się zniewolić, realizuj się zawodowo!”.

- Tak samo jak zmieniają się czasy, tak samo zmienia się nasze podejście do macierzyństwa. Kiedyś bycie mamą kojarzyło się z idyllą i absolutnym spełnieniem. Kobiety po urodzeniu dziecka ogłaszały, że dopiero teraz są w pełni szczęśliwe i w pełni kobiece.  Zawsze wydawało mi się to dość przerażające. Poczucie całkowitego spełnienia kojarzy mi się z końcem i starością, i osobiście mam nadzieję, że nigdy takiego stanu nie osiągnę.

W rzeczywistości macierzyństwo to ciąg męczących czynności powtarzanych każdego dnia. Często towarzyszy mu poczucie bezsilności. Nic dziwnego, że niektóre kobiety popadają w drugą skrajność. Żadna z opcji nie jest dobra. Myślę, że każda z nas musi znaleźć złoty środek i słuchać intuicji a nie oglądać się na obowiązujące trendy. Nie ma tu uniwersalnych recept. Matka sama najlepiej czuje, kiedy dziecko nie potrzebuje już jej na każdym kroku. Niestety, tego nie da się zaplanować, przewidzieć. Dziś wiem jedno – moje dziecko jest dla mnie najważniejsze i nie chciałabym stracić nic cennego z bycia matką. Poza tym na wielu rzeczach przestało mi dzisiaj tak mocno zależeć, ale podejrzewam, że przyjdzie taki moment, że będę chciała wrócić w pełni do życia zawodowego.

- Co panią zaskoczyło w byciu mamą?

- Kiedy zaszłam w ciążę, byłam pochłonięta życiem zawodowym i jego rytm bardzo mi odpowiadał. Nie planowałam dziecka i nie byłam przygotowana na macierzyństwo. Dzieci kojarzyły mi się z ograniczeniami, zauważałam, że są hałaśliwe i rozbrykane.

Sama ciąża nie przyniosła mi szczególnie metafizycznych doznań. Byłam za to bardziej wyluzowana, może nawet trochę za bardzo. Ludzie z mojego otoczenia dostrzegali, że stałam się ugodowa. Przestałam kontrolować wagę i to, w jakie ubrania jeszcze się mieszczę. Nie widziałam siebie, tylko coraz większy ciążowy brzuszek, który napawał mnie dumą.

Po kilku miesiącach po porodzie zrozumiałam, jak ciężko będzie wrócić do formy. Nie czułam się bardziej kobieca, uważałam, że ciąża to poświęcenie mojej fizyczności, dziewczęcości. Zastanawiałam się też, czy będę w stanie tak od razu i bezwarunkowo pokochać tego małego człowieka. Na szczęście okazało się, że natura działa bardzo sprawnie i natychmiast zakochałam się w swoim synku.

- Jest pani realistką?

- Jestem realistką z tendencją do pesymizmu.

- Czyli realistka krytyczna?

- Przy pierwszym kontakcie ludzie odbierają mnie jako osobę, delikatnie mówiąc, lekko zdystansowaną do wszystkiego, żeby nie powiedzieć zblazowaną i arogancką. Nie pokazuję emocji, ciężko jest mnie wyprowadzić z równowagi. Może wynika to z faktu, że nie lubię się odsłaniać, wolę pozostać za cienką szybą. Mam świadomość tego dystansu i nie staram się z tym walczyć.

- Ale przysłowie mówi, że tylko głupcy mogą być szczęśliwi.

- To niesamowite, jaką zdolność ma ludzki mózg do wprowadzania nas w różnego rodzaju iluzje. Sami siebie nieustannie karmimy złudzeniami. Mamy wielki talent do tłumaczenia wszystkiego z korzyścią dla siebie. To chyba jedno z większych osiągnięć ewolucyjnych. Uważam to za piękne, że pomimo tylu przeciwieństw i trudności człowiek potrafi być radosny. Ja mam naturę niedowiarka. Nie potrafię wierzyć w rzeczy nienamacalne, ale szczęśliwym głupcom zazdroszczę.

- Studiowała pani psychologię. Czy wiedza o ludzkiej psychice pomaga lepiej żyć?

- Raczej nie. Nie przygotowało mnie to do lepszego kontaktu ze światem i nie nauczyło w jakiś specjalny sposób budować relacji. Nawet próby rozkminiania swojej psychiki nie za bardzo mi wyszły. Jestem świadoma moich słabości i problemów, ale nie potrafię siebie samej naprawić. Poszłam na psychologię, bo interesowała mnie różnorodność ludzkich zachowań. Na tego typu studiach każdy próbuje przeprowadzić małą autopsychoanalizę. Ale nie udało mi się zdiagnozować samej siebie. Podświadomość mocno nas broni, byśmy nie dowiedzieli się o sobie czegoś trudnego, co zachwieje naszym poczuciem własnej wartości.

- Nadal interesuje panią psychologia?

- Oczywiście. Przede wszystkim nadal interesuje mnie człowiek. Jestem obserwatorką. Ludzie w swojej największej dziwaczności wydają mi się piękni. Skupiam się jednak na muzyce, bo moje zawodowe osiągnięcia są dla mnie sposobem na potwierdzenie, że jestem cokolwiek warta. Muzyka to nie tylko moja pasja, to również sprawa bardzo ambicjonalna. Ciągle towarzyszy mi przekonanie, że jeszcze nie zrobiłam czegoś wyjątkowego, że mogę i pragnę zrobić coś lepiej.

- Co to znaczy, że muzyka rodzi się z podświadomości?

- Za pomocą muzyki wydobywam z siebie emocje i to nie zawsze te uświadomione. Dużo się wtedy dowiaduję o sobie.

Kiedy wydałam drugą płytę, przychodzili do mnie dziennikarze i pytali o teksty. To, w jaki sposób je interpretowali, uświadomiło mi wiele moich myśli i uczuć. Wydawało mi się, że pisząc piosenki, fantazjuję, tworzę jakąś fikcyjną postać, a tymczasem zrozumiałam, że to, co piszę, dotyczy przede wszystkim mnie samej. Tyle że nie zdaję albo może nie chcę zdawać sobie z tego sprawy.

- Co w muzyce jest najważniejsze?

- Jako wykonawca i jako słuchacz poszukuję prawdy. Perfekcyjny warsztat nie jest dla mnie aż tak istotny jak prawda. Szukam takich emocji i takiej wrażliwości, z którymi mogę korespondować. Na tej samej zasadzie staram się pisać piosenki. Im dłużej coś komponuję, tym gorszy efekt.

- Ale dziś dobrze sprzedaje się przede wszystkim mocne show.

- Dzisiejsza tendencja do zaskakiwania bogactwem form nie jest niczym nowym. Nie byłoby Lady Gagi, gdyby wcześniej nie było Grace Jones czy Davida Bowie. Poza tym dziś mamy taki natłok obrazów i błyskawiczne tempo ich przekazu, że coś musi naprawdę mocno uderzyć, by się przebiło. Kiedy tego cyrku robi się za dużo i zaczyna nas to nudzić, wówczas tęsknimy za tym, co jest esencją, czyli za charyzmą artysty. Brakuje nam szczerych emocji.

- W programach szukających talentów chodzi przede wszystkim o oglądalność, a jak kamery gasną, nikt już nie interesuje się odkrytymi geniuszami. Czy z „Voice of Poland” będzie podobnie?

- Warunkiem istnienia takich programów jest ich oglądalność, ale mam nadzieję, że cała akcja nie skończy się wraz z emisją ostatniego odcinka, bo to by było rzeczywiście słabe. Chcę żeby ten program był wiarygodny, a będzie, jeśli ktoś nagra po nim dobrą płytę, a nie kolejną papkę popowych piosenek. Jeśli tylko będę mogła komuś w tym pomóc, zrobię to z wielką chęcią.

- Powiedziała pani kiedyś: „Jeśli toniesz, to jest w tym twoja wina”. Brzmi bardzo surowo. Naprawdę tak pani uważa?

- Tak. Za kiepską sprzedaż swoich płyt należy obwiniać przede wszystkim siebie, a nie zewnętrzne okoliczności. Jestem zdania, że jeśli cię nie słuchają, to znaczy, że coś kombinujesz i nie jesteś szczera ani ze sobą, ani z tymi, dla których śpiewasz. Muzyka musi wynikać z wewnętrznej potrzeby wylania z siebie emocji, inaczej jest sztucznym i mało zajmującym tworem o krótkim życiu. Generalnie wyznaję zasadę, że przyczyn porażek należy szukać w sobie.

Założyłam, że jestem odpowiedzialna za wszystkie swoje błędy i niepowodzenia, a w związku z tym również za sukcesy. Uważam, że to zdrowe i uczciwe podejście. Biorę odpowiedzialność za wszystkie swoje decyzje. Jeśli chcę coś zmienić, pracuję nad tym, a nie: narzekam, szukam winnych i czekam aż sytuacja sama zmieni się na lepszą. Nie ma nic gorszego niż frustracja wynikająca z tego, że ktoś inny decyduje o naszym życiu. Trzeba wiedzieć, czego się chce i głośno o tym mówić.

- Osoby konkretne i stanowcze są często uważane za apodyktyczne. Lubiani są zgodni i mili.

- Odnoszę wrażenie, że jak ktoś wie, czego chce, i dąży do tego, to inni przyjmują to z ulgą. Ci, którzy mają wyraźną wizję celu, budzą respekt.

- Czy dzieciństwo determinuje późniejszą zdolność do bycia szczęśliwym?

- Jak najbardziej. I to w znaczący sposób. Ja musiałam się nauczyć być szczęśliwa, bo moje dzieciństwo nie było najłatwiejsze. Tata zmarł, kiedy miałam dwanaście lat, ale nawet gdy jeszcze żył, to rodzice pracowali tak dużo, że praktycznie nie było ich w domu. Z siostrą zostawałyśmy pod opieką dziadków. Po śmierci taty mama musiała skupić się na pracy, żeby móc nas utrzymać, więc wychowywałyśmy się właściwie na podwórku. Typowe dzieci z kluczami na szyi. Musiałyśmy też wziąć na siebie odpowiedzialność za szkołę. Mama nie karała nas za złe stopnie czy wagary. Uważała, że to są nasze sprawy i same musimy się pilnować. Kiedy dorosłam i stanęłam na własnych nogach, zaczęłam się łapać na tym, że brakuje mi luzu, cały czas jestem wewnętrznie spięta, chociaż nie mam pojęcia dlaczego. Myślę, że to spięcie wynikało właśnie z dzieciństwa.

- Szybko musiała pani wydorośleć…

- Musiałam sama ustalić sobie system wartości, bo jako dziecku nikt mi go nie wpoił. Do pewnego momentu trzymałam się zasad podwórkowych. Podwórko nauczyło mnie hardości, asertywności i odpowiedzialności. Ale z pewnością nie nauczyło mnie miłości. Umiejętność przyjmowania i oddawania miłości zawdzięczam samodzielnej edukacji.

Dziś wiem, jak ważna jest jakość spędzanego z dzieckiem czasu. Nie przeczę, że dzieci bywają męczące, ale jeśli ktoś decyduje się na potomstwo, powinien umieć poświęcać mu swój czas i uwagę. Tym bardziej, że dzieciństwo to naprawdę relatywnie krótki okres w życiu człowieka.

- Jakość nie zaistnieje tu jednak bez ilości. Nie da się na zawołanie spędzić razem dobrego, pełnego bliskości czasu, bo mama ma akurat – i to wyjątkowo wolne popołudnie…

- Tak samo nierealne są postanowienia typu: „teraz dziecko jest jeszcze małe, nic nie rozumie, no ale niech on tylko dorośnie, to sobie pójdziemy jak kumple na mecz i na piwo i wtedy dopiero pogadamy”. Kumplami jest się od początku albo w ogóle. Na to pracuje się całymi latami a nie pojedynczymi godzinami. A bliski kontakt z własnym dzieckiem to rzecz bezcenna i nic tego nie zastąpi.

- Trwa akcja „Wolni od stresu” w magazynie naszego wydawnictwa – „Zwierciadło”. Znane osoby dzielą się sposobami radzenia sobie ze stresem. A pani ma na to jakąś własną metodę?

- Odkąd pierwszy raz stanęłam na scenie przed publicznością, minęło 10 lat. Za każdym razem przeżywam tak samo duży stres, zwany przez wielu pobłażliwie tremą. Już wiem, że to nie jest kwestia czasu, doświadczenia, gorszego lub lepszego dnia. Nie znalazłam dotąd metody na opanowanie tego uczucia. Znajomi mówili mi, że po ciąży się wyluzuję, ale póki co tak się nie stało. Może gdyby nie ten stres, nie cieszyłabym się tak z tych najbardziej udanych koncertów? Może dzięki temu ciągle jestem blisko ziemi?

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).