1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania

Uczę się, czyli działam – o projekcie „Zwolnieni z Teorii” rozmawiamy z Aleksandrą Chudaś

Aleksandra Chudaś, dyrektorka zarządzająca w Fundacji „Zwolnieni z Teorii” prowadzącej platformę dla uczniów i studentów, w ramach której powstało już ponad 4,5 tysiąca projektów społecznych. (Fot. Radek Świątkowski)
Polska szkoła od lat stawia na pamięciowe odtwarzanie informacji i wzmacnia rywalizację. A świat idzie do przodu. Dzisiaj liczą się współpraca i wykorzystywanie wiedzy w praktyce. Tych kompetencji uczy z powodzeniem Fundacja „Zwolnieni z Teorii”, na czele z dyrektorką zarządzającą Aleksandrą Chudaś.

Nazwa fundacji Zwolnieni z Teorii mówi, na czym wam nie zależy, ale też sugeruje, co jest dla Was ważne – opozycyjna do teorii praktyka. Czego i kogo uczycie?
Zwolnieni z Teorii to program naszej fundacji adresowany głównie do uczniów szkół średnich. Zadaniem uczestników i uczestniczek jest wymyślenie i zrealizowanie w zespole swojego projektu społecznego, czyli przedsięwzięcia w prawdziwym życiu, które przynosi coś dobrego innym. To mogą być na przykład warsztaty ze zdrowego odżywiania, kampania w Internecie na temat zdrowia psychicznego, aplikacja pokazująca wydarzenia edukacyjne w okolicy czy zbiórka charytatywna. Uczniowie sami wybierają temat, którego dotyczy ich projekt. Chodzi o to, żeby uzupełnić teoretyczną wiedzę, którą zdobywają młodzi ludzie w szkole, o kompetencje społeczne. Niestety, system edukacji, który mamy w Polsce i na całym świecie, zrodził się w XIX wieku.

I cały czas mocno się trzyma.
Oj, mocno, mało co tak mocno się trzyma. Ten system powstał po to, żeby masowo i sprawnie szkolić ludzi w nauce liczenia, czytania i pisania, by mogli pracować w fabrykach. Był skupiony na uczeniu się w pojedynkę i rywalizacji z innymi. I tak zostało. A przecież świat jest teraz zupełnie inny – chodzi o to, żeby współpracować. Nawet Nagrody Nobla w naukach ścisłych w ostatnich latach są zdobywane nie przez pojedyncze osoby, ale dwóch, trzech naukowców, którzy pracują z całymi zespołami. Świat się zmienił, a edukacja nie. Oczywiście nie mówimy, że nie trzeba znać twierdzenia Pitagorasa, ale że trzeba uzupełnić podstawy teoretyczne o praktyczne kompetencje. Paradoksalnie w dobie Wikipedii wiedzę łatwo uzupełnić, a kompetencje jednak trzeba przetrenować w prawdziwym życiu.

Czyli Wasz program nie służy tylko temu, żeby uczyć pomagania innym ludziom, ale też pomaga samym młodym, na przykład daje im poczucie wpływu.
Tak. Jeśli ktoś słyszy o projekcie Zwolnieni z Teorii przez pryzmat projektów, jakie robią młodzi – że uczą seniorów, zachęcają do korzystania z komunikacji zbiorowej, promują adoptowanie zwierząt ze schroniska – to myśli, że chodzi wyłącznie o robienie dobrych rzeczy dla innych. Tymczasem dla nas najważniejszym celem jest rozwój młodych ludzi. Robiąc projekty, zdobywają nowe doświadczenia, zwiększają swoje szanse na rynku pracy, ale też dostają – mamy nadzieję – taką szczepionkę społeczną. Organizując swój projekt, widzą, jak wpływają pozytywnie na czyjeś życie, widzą wdzięczność. I potem mówią nam w badaniach, które robimy po każdej edycji, że to właśnie najmocniej zapamiętali.

A jak radzą sobie z relacjami w grupie, ze współpracą? Bo tego w szkole nie trenują.
Dla wielu ludzi jest szokujące, że pracy w zespole trzeba się w ogóle uczyć, to wydaje się bardzo proste. A jednak praca w grupie jest dla uczestników naszego programu najtrudniejsza. Niemal w każdym zespole zdarzają się spadki motywacji, gdy coś nie wychodzi, konflikty, gdy ktoś nie wykonuje swoich zadań na czas albo wizje działań w projekcie się rozbiegają. To wyzwania jak w pracy zawodowej. Trzy czwarte uczestników projektu Zwolnieni z Teorii raportuje nam potem, że pierwszy raz pracowali w zespole nad prawdziwym przedsięwzięciem. Dopiero wtedy widzą, że to nie lada wyzwanie.

Kto i jak może aplikować do tego programu?
Każda osoba po ukończeniu 13 lat, choć program kierujemy przede wszystkim do uczniów szkół średnich i studentów pierwszych lat studiów. Wystarczy wraz z zespołem dwóch–dziesięciu osób zarejestrować się na platformie Zwolnieni z Teorii (zwolnieni­zteorii.pl), gdzie krok po kroku przechodzi się przez etapy robienia projektu, nie trzeba więc mieć żadnego wcześniejszego doświadczenia. Nasza platforma daje też możliwość skorzystania ze wsparcia mentora lub mentorki, czyli osoby, która już taki projekt zrobiła i jest przez nas przeszkolona do pomagania kolejnym uczestnikom. Dzięki temu, że niezbędne wiedza i narzędzia dostępne są online, każdy może w dowolnym miejscu i czasie z nich korzystać, organizując projekt gdziekolwiek mieszka. Zaczynaliśmy od szkoleń stacjonarnych, ale to wiąże się z ogromnymi kosztami, co ogranicza liczbę uczestników. A nam się marzyło, żeby każdy, kto chce zrobić projekt społeczny, miał taką możliwość, i technologia na to pozwoliła.

Aleksandra Chudaś podczas wielkiego finału „Zwolnieni z Teorii” (Fot. M. Wardzichowski)

Jest jakiś projekt, który pani szczególnie ceni?
Zapadło mi w pamięć „Piekło Internetu”, projekt uczniów z Koszalina dotyczący hejtu, ale też bezpieczeństwa w sieci. Pomysł wziął się stąd, że członek tego zespołu sam spotkał się z hejtem w Internecie. Zebrał drużynę znajomych i wymyślili edukacyjną grę planszową, w której grający wcielają się w różne postaci i przechodzą przez wyzwania. Gra jest przemyślana, pięknie zaprojektowana i wydana. Uczniowie wszystko zrobili sami – od wymyślenia mechaniki gry, przez pozyskanie środków na jej wyprodukowanie, aż po dystrybucję. Postanowili wysyłać grę przede wszystkim do domów dziecka i bibliotek publicznych. Obecnie gra znajduje się w kilkuset takich miejscach w Polsce.

Jest pani prawniczką, absolwentką prestiżowego MISH na Uniwersytecie Warszawskim i wielu międzynarodowych szkoleń. Mogłaby pani robić karierę w korporacjach, zarabiać duże pieniądze, a pani wybrała pracę w organizacji pozarządowej. Dlaczego?
Wydaje mi się, że coraz więcej osób chce w pracy nie tyle zarabiać możliwie najwięcej, ile robić coś, co daje satysfakcję, a jednocześnie pozwala utrzymać się na przyzwoitym poziomie. Oczywiście każdemu satysfakcję daje co innego, choć dzisiaj młodzi ludzie często nie wiedzą, co by chcieli robić.

Pani też nie wiedziała?
Zupełnie nie.

Domyślam się, że była pani prymuską.
No tak. Ale jednocześnie byłam zaangażowana społecznie. I zobaczyłam, że te rzeczy, które robiłam poza szkołą, przynosiły mi największą satysfakcję. Realizacja projektów społecznych pozwala znaleźć się w różnych sytuacjach i zobaczyć swoje mocne i słabe strony. Dzięki temu, że trafiałam na różne poza­szkolne aktywności, odkryłam, że satysfakcję daje mi działanie na rzecz innych, takie, w którym rzeczywiście widzę swój wkład i wpływ. Ale autorami głównej idei naszej fundacji, czyli uczenia przez projekty społeczne, są Paula Bruszewska, Marcin Bruszewski i Rafał Flis. Pierwotnie program był pomyślany dla 30 osób rocznie. I gdy okazało się, że w Warszawie aplikuje dziesięć osób na miejsce, podjęli decyzję o zrobieniu programu na ogólnopolską skalę i poświęceniu się mu zawodowo. Jako absolwentka jednej z warszawskiej edycji poczułam, że chcę być tego częścią. Na początku nie myślałam o perspektywie zawodowej, tylko że to mój kolejny wolontariat. Okazało się jednak, że program rozwinął się tak dobrze, że stał się moją pracą. Ostatnio nawet zgłaszają się do nas organizacje z różnych krajów z propozycją współpracy, ale uważamy, że na to jeszcze za wcześnie, szlifujemy program w Polsce.

Sami więc stworzyliście sobie pracę, którą kochacie. To optymalna zawodowa sytuacja.
Zdecydowanie tak. Byłam pierwszą pracowniczką, dziś pracuję w 35-osobowym zespole.

I jest pani dyrektorką zarządzającą, menedżerką. Brzmi jak w korporacyjnym języku. Nie ma pani nic przeciwko takim skojarzeniom?
Absolutnie nie. Metody skutecznego zarządzania rozwijają się od stuleci. Dlaczego więc z nich nie korzystać na rzecz efektywnej działalności społecznej?

Dość powszechnie uważa się, że fundacja to organizacja stworzona do wyższych celów, złożona z wolontariuszy, więc nie wymaga profesjonalnego działania.
Tak, według tego stereotypu fundacja powołana jest z dobrej woli kogoś, kto zajmuje się nią po godzinach, hobbystycznie. A na przykład w USA praca w tym sektorze jest prestiżowa, dobrze płatna, ściąga się do niej menedżerów z dużych korporacji, właśnie dlatego, że są skuteczni. Tam sektor organizacji pozarządowych jest bardzo profesjonalny. W Polsce też się to sukcesywnie dzieje.

Skąd pozyskujecie środki na działalność?
To nie jest żadna tajemnica. Pracujemy głównie z biznesem. Mamy dużo punktów wspólnych, przede wszystkim w obszarze kompetencji i rynku pracy. Bo jeśli szkoła nie uczy uniwersalnych kompetencji, takich jak: praca w zespole, komunikacja, zarządzanie – czy to projektami, czy własnym czasem – to trzeba się ich nauczyć w miejscu pracy. Może to być duża przeprawa i dla młodych ludzi, i dla pracodawcy. A więc w interesie pracodawców leży to, żeby podnosić kompetencje ich potencjalnych przyszłych pracowników. Do tego każda z firm powinna mieć dzisiaj politykę społecznej odpowiedzialności. Pierwszym jej punktem jest to, żeby nie szkodziła, żeby jej produkcja była zrównoważona. Drugi bardzo ważny krok to dawanie czegoś od siebie społeczeństwu. I tu się spotykamy. Mamy programy, w ramach których uczestnicy podejmują się działań społecznych pod patronatem danego przedsiębiorstwa. Firmy dają mentorów i wiedzę biznesową. W ten sposób inwestują w młodych, a oni kreatywnie podejmują wyzwania społeczne, które są również ważne dla biznesu.

Poproszę o jakiś przykład.
Bardzo fajnie działa współpraca z Allegro. Uczniowie, którzy szukają środków na swoje działania, mogą założyć zbiórkę na platformie Allegro Lokalnie, wystawić tam przedmioty lub cegiełki i zebrać w ten sposób środki na swój projekt. Do tego dostają certyfikat z e-commerce i wsparcie mentorskie od pracowników Allegro. Obie strony zyskują.

W Waszych projektach wszyscy uczestnicy dostają certyfikaty, nikt nie przegrywa?
Tak, główną nagrodą jest certyfikat z zarządzania projektami od Project Management Institute ATP. Dostaje go każdy, kto ukończy projekt społeczny, bo przeszedł cały proces zarządzania nim, potrafi wyznaczyć jego cel, dobrać odpowiednie działania i ułożyć je w harmonogram, komunikować się, realizować swoje plany i na koniec podsumować rezultaty.

Tegoroczny finał „Zwolnionych z Teorii”, w którym wzięło udział 2,5 tysiąca osób. (Fot. Marek Korlak)

Liczy pani na współpracę z systemem edukacji? Bo na razie rzucacie mu wyzwanie.
Współpracujemy z nauczycielami i dyrektorami. Jesteśmy obecni w 600 szkołach średnich w Polsce, w każdej z nich mamy przeszkolonego nauczyciela lub nauczycielkę, którzy wspierają uczniów w ich projektach. To ważne, bo są uczniowie, którzy nie wierzą w swoje możliwości, są przytłoczeni, nieśmiali. Nauczyciel pomaga im zrobić ten pierwszy krok. I to ci uczniowie najwięcej zyskują. W projekcie Zwolnieni z Teorii bierze udział kilkanaście tysięcy osób rocznie. Chcielibyśmy, żeby każdy młody człowiek w Polsce miał doświadczenie robienia projektu społecznego.

I żeby motywacja płynęła od młodych, a nie była im narzucona?
O to chodzi.

A rodzice mogą jakoś się zaangażować?
Oczywiście, na to liczymy. Uczniom niełatwo zrobić taki projekt. Bo to jest wyjście ze swojej strefy komfortu. Trzeba najpierw przekonać znajomych, żeby zrobili to razem ze mną. Potem, gdy dzielimy się projektem ze światem, odsłaniamy się na krytykę. Trzeba kogoś przekonać, żeby wsparł projekt lub przyszedł na moje wydarzenie. To wszystko bywa trudne i stresujące. Zawsze może się coś nie udać. Dla młodych to jest często pierwsze doświadczenie, mogą się szybko poddać. Mocno pracujemy, żeby tak się nie działo, i mamy na to różne sposoby, ale dużo mogą zdziałać nauczyciele i rodzice. Czasem wystarczy tylko wysłuchać i powiedzieć: „Świetnie, że to robisz”. Niestety, są też rodzice i nauczyciele, którzy mówią: „Skup się lepiej na maturze”...

Nie widzą związku jednego z drugim.
A jest, i to duży. Jedna ze szkół, w której Zwolnieni z Teorii cieszą się dużym powodzeniem, zauważyła, że uczniowie, którzy robią projekty społeczne, potem lepiej zdają maturę. Hipoteza dyrektora szkoły jest taka, że ci młodzi ludzie nauczyli się lepiej zarządzać swoim czasem. Budowanie kompetencji społecznych przydaje się we wszystkich obszarach życia, to się z uczeniem nie wyklucza, a raczej idzie w parze.

I bardzo wzmacnia też młodego człowieka.
Zdecydowanie. Mnóstwo raportów i polskich, i międzynarodowych na temat zdrowia psychicznego polskiej młodzieży alarmuje, że szkoła negatywnie wpływa na to, jak czują się młodzi ludzie. Są różne rodzaje inteligencji, predyspozycji, nie każdy łatwo uczy się na pamięć. Ale te różnice są wspaniałe, bo dzięki różnorodności możemy się uzupełniać i rozwijać. Szkoła natomiast wspiera rywalizację i uczenie się pod jeden test, i to jest bardzo stresujące dla młodych ludzi. Polska jest w światowej czołówce pod względem niezadowolenia z dzieciństwa. A z drugiej strony – w 2020, w pierwszym roku pandemii, zrobiliśmy badania, z których wynika, że młodzi ludzie, którzy realizują projekty społeczne, mają wyższy poziom dobrostanu psychicznego. To dlatego, że robienie projektu społecznego buduje kompetencje, pozwala się rozwijać, daje poczucie sprawstwa, poczucie sensu i autonomii. I to jest mój główny apel – żeby dbać o dobrostan psychiczny młodych ludzi, dawać im przestrzeń do uczenia się życia i odkrywania siebie, robienia czegoś dla innych.
Młodzi ludzie nie są uczeni podejmowania decyzji, a potem, gdy zaczynają samodzielne życie, są przytłoczeni. Gdy więc narzekamy na młodych, to pamiętajmy, kto ich wychował.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze