1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania
  4. >
  5. Hanna Samson - Nie dałam się zagnać do mysiej dziury

Hanna Samson - Nie dałam się zagnać do mysiej dziury

Hanna Samson mówi, że żyje w kilku światach. Zarówno w pisaniu, jak i w pracy psychologicznej zanurza się całkowicie. Wie jak nikt inny, w jaki sposób walczyć o własną tożsamość. Na ekranach kin mogliśmy oglądać film Łukasza Palkowskiego „Wojna żeńsko-męska”, do którego napisała scenariusz wg swojej powieści.

– Napisałabyś książkę o szczęśliwym dzieciństwie?

– A takie w ogóle istnieje? Jestem terapeutką i mam być może skrzywione widzenie, ale ilekroć rozmawiam z ludźmi o ich dzieciństwie, okazuje się ono najtrudniejszym etapem, przez który przeszli. Stawanie się człowiekiem jest bolesne.

– Jak wspominasz swoje dzieciństwo?

– Nie wspominam dobrze. Nie mówię nawet o swoich relacjach z rodzicami, ale w ogóle o poczuciu osamotnienia, jakie mi towarzyszyło. Czułam się bezbronna i bezradna, a musiałam sobie jakoś radzić. Popatrz na szkołę. Dla mnie była horrorem. Byłam panienką z dobrego domu, dobrze się uczyłam, a jednak coś mi nie pasowało. Dostrzegałam niesprawiedliwość. Byli dobrzy i źli uczniowie. Dobrzy nie musieli nic robic, bo byli dobrzy z założenia. Słaby uczeń mógłby nie wiadomo co zrobić, a i tak był słaby. To było w Łodzi, mieszkałam blisko Marysina, który kiedyś był biedna wsią, dzieci nie miały podręczników, więc ciągle dostawały wpierdol od nauczycieli. Było zbieranie makulatury. Zbyszek, nie pamiętam nazwiska, powiedział naszej wychowawczyni, że przyniesie dużo, bo ma w domu dużo książek. No i ta pani się ucieszyła, że książki przyniesie, bo ciężkie, będzie dobry wynik, pal licho, że to literatura. Ale Zbyszek przestał się pojawiać w szkole. Kiedy już nie mógł dłużej wagarować, wychowawczyni go przemaglowała na rzecz obiecanej makulatury. „Nie przyniosłem, bo ojciec spalił w piecu. Było zimno” – tłumaczył. A pani na to, ze w ogóle nie można na nim polegać, i z pogardą, że najpierw się tymi ksiazkami chwalił, a potem ich nie przyniósł. Któregoś razu pojawiła się nowa koleżanka, która oblała i trafiła do nas. Przedstawiła sie jako Mariola Gawlik. Pani mówi: „Jak to Mariola? Tu jest napisane Maria Gawlik”. „Bo ja, proszę pani, jestem Maria Jolanta i chciałabym, żeby do mnie mówiono: Mariola”. „Siadaj, Marysiu” – usłyszała. To wszystko były drobne sytuacje, ale mnie dotykały, chciałam zabrać głos, a nie mogłam. W liceum dostałam się do eksperymentalnej klasy matematycznej pod opieką uniwersytetu, zafundowano nam straszliwą rywalizację, walkę o olimpiady. Żadne relacje nie mogły się wytworzyć. Poddano nas ogromnej presji.

– Powiedziałaś, że jesteś panienką z dobrego domu, jak wyglądał?

– No, był bardzo dobry. Mój ojciec był profesorem, mama była psycholożką, były różne rodzinne tradycje.

– Co pamietasz jako najszczęśliwsze?

– Że miałam psa było szcześliwe. Można założyć różne okulary. Mogę widzieć wspólne wakacje, święta, prezenty, opiekę, tatę, który czasem pomagał mi w lekcjach. Mojej siostrze tez. Bardzo się w to angażował. Kiedyś moja siostra miała zrobić studnię na pracę ręczne i tata zrobił jej studnię. Całą niedziele dłubał i ta studnia była wspaniała, miała nawet wiadereczko.

– Z kartonu?

– Nie, normalne wiaderko, na takim drewnianym kołowrotku, zawieszone na maleńkim łancuchu, no genialne. Byliśmy zachwyceni. Siostra wróciła ze szkoły z czwórką. „A, bo ojciec Elki zrobił z żurawiem i Elka dostała piątke”. Ojciec nie mógł tego przeboleć, chciał iść do szkoły z awanturą. Ale to były żarty, mój ojciec był bardzo fajny. Ale mogę też założyć inne okulary i widzieć dystans między nami a rodzicami, dziecięcą samotność. Wiedziałam jedno, że mam być grzeczna. To był podstawowy przekaz i nic więcej właściwie nie wiedziałam. Dorośli z nami nie rozmawiali. A może ja nie miałam z nimi rozmawiać? Miałam się bawić, chodzić do szkoły, być sama ze swoimi sprawami. Byłam zaopiekowana, ale nikt nie wpadł na pomysł, żeby rozmawiać. Kiedy po raz pierwszy poszłam do przyjaciółki, zobaczyłam, że jej mamę obchodzi, co ona przeżywa. U mnie w domu był szczegółowy przepis, jak należy być grzeczną córką. Mama była cholernie egocentryczna, to na niej należało sie skupiać i odgadywać jej oczekiwania. Była niesprawiedliwa, co było jej kłopotem, bo nie wynikało z tego, że chciała być niesprawiedliwa, tylko z tego, że nie zagłębiała się w prawdę. To była taka mama, która wchodząc do pokoju i widząc stłuczony wazon, ukarze cię, nie dopuszczając myśli, że okno się otworzyło od przeciągu albo byli złodzieje i stłukli. Wiadomo, że to twoja sprawka. Dom był królestwem, w którym rządziła królowa, a my byliśmy daleko i nawet nie mieliśmy jak pisnąć. Moją mamę się całowało w rękę.

 
– Kto?

– No, dzieci.

– W związku z czym?

– W związku ze wszystkim. Na dobranoc, rano chyba nie było powitania, każdy się spieszył. Ale wieczorem po umyciu się należało przyjść w koszulce nocnej do pokoju, pocałować mamę w rękę i cichutko iść do pokoiku. I, oczywiście, trzeba było całować przy przepraszaniu. Przepraszać należało często.

– A ojciec?

– Nieobecny. Był naukowcem i pracował. Był naprawdę fajnym facetem. Ale oddawał mamie pole wychowawcze, więc nie można się było odwołać od decyzji mamy do ojca. Wszyscy się mamy bali. Ojciec też.

– Kiedykolwiek pózniej mówiłas mamie, co czułaś?

– Wtedy, kiedy miałam ochotę coś zrozumieć, mama nie miała ochoty mi tego wyjaśnić.

– Toksyczna relacja matka – córka często pojawia się w twoich książkach.

– Moje książki nie powinny być czytane jako książki o mnie. Gdybym pisała o sobie, musiałabym stosować autocenzurę. A tak mogę pisać, co chcę. Często piszę w pierwszej osobie, wczuwam się w moje bohaterki, ale one nie są mną, choć znam ich uczucia.

– Jak wygladało twoje życie przed debiutem książkowym? Pisałaś?

– Zawsze pisałam. Powieść „Zimno mi, mamo” pisałam długo. Ale też nie myślałam, że to będzie książka. Nie wierzyłam, że może byc interesująca dla innych. Pisałam dla siebie. Nie musiałam się spieszyć. Aż któregoś dnia, będac z dzieckiem na spacerze, weszłam do redakcji „Literatury”. Pokazałam fragment. Na tyle się spodobał, że zaproponowano mi pisanie w odcinkach, tego się przestraszyłam, ale to zmobilizowało mnie do ukonczenia tekstu. Gotowy maszynopis pokazałam pewnej pisarce. Usłyszałam: „ależ tak się nie pisze powieści, musisz to napisać inaczej”, bo pisałam monologiem wypowiadanym wobec psychoterapeuty. Nie zmieniłam formy. Wiedziałam, że robię coś nowego, pokazuję to, co jest w rodzinach ukryte, zamiecione pod dywan, traktowane jako wstydliwe. To wymagało nowej formy i taką znalazłam, poszarpaną, pełną powtórzeń, bez akapitów.

– A konkretnie?

– No poczekaj, co mam ci powiedzieć?

– Prawdę.

– Nie wiem, czy chcę o tym mówić. No dobrze, więc powiem tyle, że pisałam dokładnie ze złości. Może też z poczucia bezradności. Wybuchła wtedy sprawa Andrzeja Samsona, mojego byłego męża. Wciągano mnie w tę historię, która nie była moja. Dla mediów aresztowanie Samsona stało się najbardziej interesujacym tematem na świecie. Czułam się wepchnięta w sytuację, z którą ani nie chciałam mieć, ani nie miałam nic wspólnego. To był koszmar. To po prostu ohydne, stałam się obiektem dociekań. Powiedziałam wtedy, że jeśli już, to wolę być bohaterką własnego skandalu. Napisałam tę książke, żeby powiedziec światu, że jest okrutny i głupi, nastawiając się na sensację i seks.

– Napisałaś o tym, co uważałaś wtedy za najważniejsze dla świata?

– Chcecie, to macie. Chcecie skandalu? Prosze bardzo. Ale nie wciągajcie mnie w cudze bagno, bo to niesprawiedliwe. Zrobiłam w życiu parę rzeczy, napisałam kilka książek, byłam wiele lat po rozwodzie, nazywałam się tak, ponieważ tak się nazywało moje dziecko, nie widziałam powodu, żeby zmieniać nazwisko, co mi ze wszystkich stron sugerowano, i nagle to wszystko przestało mieć znaczenie, byłam wyłącznie byłą żoną. Albo żoną, albo Samsonową w gazetach, rzygać mi się chce jeszcze dziś, kiedy to wspominam. Nagle usłyszałam, że nie mogę być zatrudniona z powodu nazwiska, że gdybym je zmieniła albo przeczekała, aż sprawa ucichnie… A wydawało mi się, że jestem profesjonalistką w paru dziedzinach. Straciłam pracę.

– Przecież nie ma odpowiedzialności zbiorowej.

– Jak to nie ma? Nagle okazało się, że nie umiem pisać, że moje teksty wracają po dziesięć razy, a na mój widok milkną rozmowy. Sama odeszłam, jak poznałam smak mobbingu. Nie chciałam pozwolić na odebranie sobie tożsamości. Musiałam wrzasnąć, że ja to ja. Napisałam więc „Wojnę…”. Gdybym napisała poemat, nikt by go nie zauważył. Musiałam pisać, żeby mieć z czego żyć, żeby cokolwiek robić. Napisałam groteskę, ale tak widziałam wtedy świat, który mnie zaatakował. Niezła trauma, nikomu nie życzę.

 
– Próbowałas tłumaczyć ludziom, co czujesz?

– Próbowałam jakoś istnieć, zagryźć zęby, pisałam felietony na Interii i ludzie obrzucali mnie błotem, częściowo z racji poglądów feministycznych, częściowo z powodu sprawy byłego męża. Gdyby ktoś napisał coś takiego o mnie teraz, to przestałabym pisać, nie pozwoliłabym się oblewać pomyjami. Ale byłam tak obolała, że nie widziałam różnicy. A może miałam na sobie jakąś zbroję, bo czułam się jak na wojnie? Wystawiałam łeb zza przyłbicy i dostawałam po głowie. Mój świat legł w gruzach.

– Umiałas dać wsparcie córce?

– Tę książkę napisałam dla niej: nie damy się, to oni nie są w porządku, a nie my. Nie chciałam, żeby widziała moją bezradność. Nawzajem dawałyśmy sobie wsparcie. Byłam szczęśliwa, że już nie jest dzieckiem. Była na studiach, miała wsparcie przyjaciół. Razem znalazłyśmy się na tej bezludnej wyspie, mimo że było dużo ludzi i zamieszania wokół. Trudno jest o tym opowiedzieć, to trauma. Nagle nic się nie zgadza, wszystko widzisz inaczej, wszystko ci się przewartościowuje, z autorki własnego życia stałam się przedmiotem w czyjejś historii. Ale dziś to juz przeszłość. Odzyskałam swoją tożsamość. Podziwiam własną siłę, to, że nie dałam się zagnać do mysiej dziury za nie swoje grzechy. Może nawet ryknęłam jak lwica.

– Myślisz, że do twojego byłego męża dotarło, w jakiej znalazłyście się sytuacji?

– Nie wiem, pewnie tak. Miał ten luksus, że był odcięty od świata, siedział w więzieniu. Nazywam to luksusem, bo to my byłyśmy narażone na bezpośrednią reakcję społeczną. Nie wiem, co myślał, bo z nim nie rozmawiałam, nie spotykałam się z nim. Nienawidzę tej tak zwanej sprawy Samsona i nie chcę o niej rozmawiać.

– Lubisz bohaterkę swojej książki?

– Moja Baśkę Patrycką? Uwielbiam.

– Baśkę, „dla kochanków Pati”. Nigdy cię nie irytuje?

– Może wtedy, kiedy jest taka naiwna. I kiedy gubi siebie na fali sukcesu. Ale na szczęście potem się z tego budzi.

– Szarlotki piecze dla męża.

– Ale dopiero w następnym tomie, w „Pokoju żeńsko-męskim na chwałę patriarchatu”. No własnie, potem znowu usypia, najpierw się emancypuje, a potem wychodzi za mąż. Uruchamia się jej mechanizm bycia matką Polką, żoną idealną, co jest zakodowane w wielu kobietach. Wystarczy, że pojawia się mąż ze swoimi oczekiwaniami, żeby chciała je spełniać. I znowu musi wykonać ciężką pracę, żeby się od tego uwolnić, najpierw w ogóle zobaczyć, co się dzieje. Ale to fajna kobieta. Jesli naiwna, to nie bardziej niż my wszystkie. Na szczęście zawsze dochodzi do rozumu.

– Które z twoich marzeń się spełniły?

– Teraz jedno się spełnia. Zawsze chciałam mieć dom gdzieś za miastem, nawet za wsią. To było moje wielkie marzenie. To ma być dom, gdzie pies może biegać, gdzie nie ma sąsiadów, gdzie będe sobie siedziała i pisała. Spełniło się dopiero do połowy, a juz nie wiem, czy to jest dalej moje marzenie. Zapewniłam sobie kolejnych kilka lat ciezkiej pracy, żeby zarobić na dokonczenie budowy. Czyli sama oddalam się od tego, do czego mam się przybliżać. I tak sobie robie całe życie. A najbardziej jestem szczęśliwa, kiedy piszę. I pewnie równie dobrze mogłabym pisać w swoim mieszkaniu.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).