1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Naturalny i zalecany rytm dnia według medycyny chińskiej

Naturalny i zalecany rytm dnia według medycyny chińskiej

fot. iStock
fot. iStock
Każdy organ osiąga w ciągu dnia maksimum energetyczne – wtedy funkcjonuje najlepiej.

5.00–7.00 jelito grube

Wstań i napij się ciepłej wody, to powinno ułatwić poranne wypróżnienie. Jeśli możesz, zrób szybki spacer

7.00–9.00 żołądek

Zjedz solidne ciepłe śniadanie, najlepiej składające się z węglowodanów złożonych i zdrowych tłuszczów. Polecane: brązowy lub biały ryż, kasza jaglana, płatki owsiane z gotowanymi owocami lub warzywami, z dodatkiem przypraw i łyżki oleju lnianego.

9.00–11.00 śledziona

Czas na pracę, aktywność i korzystanie z energii dostarczonej wraz ze śniadaniem, unikaj przegryzania przekąsek w tym czasie.

11.00–13.00 serce

Czas na pożywny, niezbyt ciężki lunch (bez alkoholu, bo o tej porze szybciej uderza do głowy) i spotkania towarzyskie. Ciesz się rozmową ze znajomymi i współpracownikami, udzielaj pomocy i rad. Unikaj wysiłku i stresu.

13.00–15.00 jelito cienkie

Jeśli możesz, zrób sobie krótką drzemkę. Jeśli pracujesz, wykorzystaj ten czas na „przetrawienie” informacji i decyzji.

15.00–17.00 pęcherz moczowy

Czas na pracę umysłową i fizyczną. Jesteśmy przytomni i mamy świetną pamięć. Zaleca się dużo pić, zwłaszcza herbaty.

17.00–19.00 nerki

Pora na spokojną lekką kolację i przegląd dnia.

19.00–21.00 osierdzie

Spotykaj się, flirtuj i baw. Dobry moment na seks.

21.00–23.00 tzw. potrójny ogrzewacz, czyli wszystkie narządy związane z przyjmowaniem, przetwarzaniem i wydalaniem pokarmów

Czas do łóżka! Przed snem czytanie, medytacja.

23.00–1.00 pęcherzyk żółciowy

Śpij i regeneruj się.

1.00–3.00 wątroba

Jeśli wybudzasz się w tym przedziale czasowym, to oznacza, że prawdopodobnie masz przeciążoną wątrobę, która nie radzi sobie z usuwaniem toksyn z alkoholu, leków, ciężkiego jedzenia. Obciążona wątroba może też dawać o sobie znać w postaci bolących ścięgien.

3.00–5.00 płuca

Jeśli kaszlesz w tych godzinach, to znaczy, że płuca pozbywają się toksyn.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Zdrowa dieta na zimę

Zdrowa dieta zimą służy ogrzaniu ciała. Efekt taki dadzą odżywcze i rozgrzewające potrawy. (Fot. iStock)
Zdrowa dieta zimą służy ogrzaniu ciała. Efekt taki dadzą odżywcze i rozgrzewające potrawy. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Zdrowa dieta zimą służy ogrzaniu ciała. Efekt taki dadzą odżywcze i rozgrzewające potrawy. Istotne są nie tylko składniki, ale także sposób przyrządzania. Dla prawidłowego funkcjonowania organizmu zalecam dwa lub trzy ciepłe posiłki dziennie.

Zima to ostatnia pora roku. Zamyka ona swoisty proces, zarówno w przyrodzie, jak i w życiu człowieka. Krótkie dni i długie wieczory, brak słonecznego światła po prostu wymuszają zwolnienie tempa życia. Można powiedzieć, że to czas regeneracji i zbierania sił. Ta pora roku przynosi z sobą również nastrój sprzyjający zadumie i rozmyślaniom nad tym, co ma sens i co jest istotne w życiu. Kto dobrze wykorzysta ten czas, kto potrafi żyć w zgodzie z rytmem pór roku, umie też z powodzeniem zarządzać własnymi siłami. Dlatego zimą tak ważne jest uspokojenie codziennego życia, na przykład poprzez większą dbałości o siebie, o swoje ciało, myśli i działania.

Co jeść zimą?

W zdrowej diecie na zimę ważne są produkty bogate w białko, a więc  rośliny strączkowe: fasole, soczewice, ciecierzycę jak również ryby i owoce morza. Nie trzeba jednak przesadzać z ilością zjadanego białka pochodzącego z produktów zwierzęcych. Polecam dodawać do gotowania kasz czy strączkowych wodorosty, takie jak kombu, wakame czy hijiki, które z jednej strony dostarczą ważne minerały, a z drugiej wpłyną na krótszy czas gotowania.

Rozpoczęcie dnia ciepłym gotowanym śniadaniem zapewni energię i miłe poczucie wewnętrznego ciepła. Produkty z pełnoziarnistych zbóż są najlepsze na początek dnia, ponieważ są wolno trawione i energia uwalnia się stopniowo. Do takich śniadań należy kasza jaglana, płatki owsiane lub jaglane. Najlepiej jak będą one gotowane z dodatkiem cynamonu, imbiru czy kardamonu, np. kasza jaglana gotowana z tymi przyprawami z dodatkiem suszonych owoców i ½ łyżeczki masła klarowanego. Ci, którzy wolą pikantne potrawy zamiast owoców, mogą dodać przyprawy, które lubią np.: imbir, oregano, tymianek, rozmaryn, ostra czerwona papryka. Na zimowe śniadanie  zwolennicy jajecznicy mogą użyć do jej przygotowania jajek „zerówek” oraz masła klarowanego a smak wzbogacić ulubionymi przyprawami oraz pieprzem czy czuszką. Do tego ciemny chleb na zakwasie.

Zasadą zdrowej diety na zimę jest także gotowanie w niższej temperaturze, dłużej i w mniejszej ilości wody. Potrawy mają być gęste i zawiesiste. Wspaniałe są dania jednogarnkowe z roślin strączkowych. Fasolowa, grochówka czy krupnik to znane przykłady z polskiego jadłospisu. Polecane są również długo gotowane zupy na mięsie, jak na przykład rozgrzewający rosół. Z kasz polecam jaglaną, gryczaną, jęczmienną oraz również quinoa i amarantus. Ostatnio jadłam pieczeń z soczewicy i amarantusa z suszoną śliwką. Całość polana była sosem chrzanowym. Pycha!

Warzywa zimowe to przede wszystkim kapusty: biała, czerwona, włoska. Kapusta może być kwaszona lub nie. Warte pamiętać o kwaszonych ogórkach i przyrządzać z nich i zupę ogórkową, i surówki. Ostatnio sama kwasiłam kapustę pekińską. Wyszła lekko ostra, wspaniała ( przepis poniżej). Pozostałe zimowe warzywa to: marchew, seler, pietruszka, burak, rzepa itd. Polecam też seler naciowy, cykorię, jarmuż, koper włoski. Wspaniałe pory, cebule, czosnek, chrzan, imbir goszczą zimą na stołach i pomagają przetrwać różnego rodzaju wahania temperatur. Do tego przyprawy: cynamon, goździki, anyż, jałowiec, ziele angielskie, pieprz oraz suszony majeranek, oregano, tymianek, rozmaryn, jałowiec, papryka itd.

Na przekąskę i na deser można uprażyć sobie orzechy i nasiona. Wzbogacą one także dania obiadowe.
Warto pamiętać, że owoce cytrusowe ochładzają organizm i dla osób, które po zjedzeniu pysznej mandarynki czy pomarańczy poczują chłód lub zimno, spożywanie tych owoców jest niewskazane. Zamiast cytrusów można w zimowy wieczór upiec jabłko z miodem i rodzynkami albo napić się herbaty z odrobiną cynamonu. Herbaty z suszonych malin i owoców jagodowych, z dodatkiem imbiru, miodu  i plasterka cytryny lub pomarańczy zapewnią miłe poczucie ciepła i bezpieczeństwa. Rozgrzewająca jest np. mieszanka lipy, pokrzywy i bzu czarnego, ale też korzeń imbiru pokrojony w plasterki i zalany wrzątkiem. Zimą wspaniale sprawdza się kawa zbożowa z jęczmienia i cykorii.

  1. Styl Życia

Runy - między ezoteryką a nauką. Czym są i do czego się ich używa?

Runologia to nauka zajmująca się badaniem i odczytywaniem pisma runicznego. Wielu badaczy zwraca jednak uwagę na ich znaczenie energetyczne. (fot. iStock)
Runologia to nauka zajmująca się badaniem i odczytywaniem pisma runicznego. Wielu badaczy zwraca jednak uwagę na ich znaczenie energetyczne. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Służyły do pisania, jak chcą naukowcy, ale były też czymś więcej niż alfabetem. Miały moc magiczną. I wielu badaczy uważa, że zachowały ją po dziś dzień.

Trudno dziś ocenić, skąd się wzięły i kiedy zaczęto je stosować. Niektórzy twierdzą, że pojawiły się w umysłach magów i kapłanów jeszcze przed epoką brązu, inni, że znały je już ludy pierwotne. Słowo „runa” odnajdziemy we wszystkich starych dialektach germańskich. W języku gockim oznaczało tajemnicę, sekret, w staroangielskim i staroniemieckim „run” to również szept, rada. W fińskim „runo” to magiczny śpiew. Runy wpisywały się od samego początku w obszar wiedzy tajemnej, były postrzegane jako święta idea.

Przyjmuje się, że alfabety runiczne są związane z kulturą starożytnych ludów Skandynawii. Wykorzystywano je do uzdrawiania, przewidywania przyszłości, przyciągania pomyślnych zdarzeń, poszukiwania wewnętrznej prawdy. Pisano nimi zaklęcia mające chronić przed złymi mocami i zapewniać szczęście. Dziś też służą wielu osobom jako amulety, talizmany.

Z runami związana jest bardzo bogata mitologia. Zgodnie z nią, magiczne znaki zostały darowane ludziom przez boga Odyna, który jako pierwszy zgłębił ich tajemnicę. Objawiając ją ludziom, zapowiedział, że będą im pomocne we wszystkich sprawach. Marek Strzałkowski, terapeuta i autor książek o runach, uważa, że runy reprezentują potężne moce kosmosu. - Przez wieki próbowano odciąć ludziom do nich dostęp, w okresie intensywnej chrystianizacji obowiązywał zakaz używania ich pod karą śmierci - mówi.  - Runami posługiwał się Hitler (dość wymienić przywłaszczone przez nazistów Sowilo, Othala czy Eihwaz). Nic dziwnego, że runy długo nie najlepiej się kojarzyły. Wróciły do łask w latach 90., w czasie odrodzenia się ezoteryki. Można je odnaleźć w wielu znakach chrześcijańskich.

Futhark: 24 znaki energetyczne i magnetyczne

Najbardziej popularny alfabet runiczny - futhark starszy - składa się z 24 znaków (plus jednego pustego). Dzieli się go na trzy oktawy. - Pierwsza to tzw. młode runy przypisane okresowi dzieciństwa - tłumaczy Marek Strzałkowski. - Druga ósemka wiąże się z nauką, zdobywaniem doświadczeń. Trzecia to wyższa szkoła rozwoju, kwintesencja mądrości. Każda z run ma własną, specyficzną energię, ale działa w powiązaniu z pozostałymi. Bardziej „zaawansowane” znaki zawierają w sobie te prostsze. Futhark to spójna całość - zauważa Strzałkowski. - Obrazuje poszczególne okresy rozwojowe, duchowe wyzwania, to coś w rodzaju wędrówki mitycznego bohatera.

Runy dzielimy na energetyczne i magnetyczne. Te pierwsze tylko dają energię, drugie również ją pobierają. Inny podział to runy odwracalne i nieodwracalne. Znajomość tej charakterystyki może się okazać przydatna przy wróżeniu: runy odwracalne mają podwójną wymowę - pozytywną i negatywną. Jeśli runa odwracalna ukaże się do góry nogami, możemy zastanowić się, czy nas przed czymś nie ostrzega. Najlepiej jednak koncentrować się na pozytywnym przesłaniu, pamiętając, że znaki runiczne uważa się za bardzo życzliwe.

 
Zdaniem runologów związanych z ezoteryką, zanim zaczniemy używać run, warto zaznajomić się ze znaczeniem i energią każdej z nich, nawiązać z nimi bardziej osobistą relację. Strzałkowski twierdzi, że z runami trzeba rozmawiać, prosić je o wsparcie, dziękować za pomoc, przekazywać im pozytywne myśli. - Dobrze jest być z nimi w ciągłym kontakcie, trzymać pod poduszką. A rano, po przebudzeniu, wyciągnąć jeden znak, który ukierunkuje naszą energię, wesprze nas w codziennych wyzwaniach: tak zwaną runę dnia. Jego zdaniem, runy kochają ludzi. - Można ich używać do ochrony i uzdrawiania, do samopoznania, poszerzania świadomości - wylicza. Stymulują procesy fizjologiczne, wzmacniają organizm, hamują proces starzenia. Sięga się po nie przy przemarznięciu czy przeziębieniu. W takich przypadkach polecam Sowilo. Medytowanie z runami wzmacnia wiele wartościowych cech: wytrwałość, cierpliwość, empatię... Runy pomagają nawiązać kontakt z nadświadomością, pozwalają lepiej zrozumieć sens zdarzeń, zaufać naturalnemu biegowi życia.

Posługiwanie się runami - dla tych, którzy wierzą w energię i magię znaków

Zdaniem runologa komplet run najlepiej wykonać samemu, żeby zsynchronizować je z własną energią. Dobrze wcześniej opanować wiedzę na ich temat (np. z mitologii nordyckich). Marek Strzałkowski do wykonania run zaleca naturalny materiał występujący w przyrodzie, np. kamień lub drewno. - Można się też posłużyć gałązką brzozy, jarzębiny czy lipy, pociąć ją na 24 kawałki, po czym wypalić lub wyryć wszystkie znaki - radzi. - Jeśli zdecydujemy się na kamyki, niech wszystkie będą z jednego minerału i podobnej wielkości, a znaki runiczne namalujmy farbą. Niebieską, zieloną, czarną lub białą. Zdecydowanie odradzam kolor czerwony. Runy malujemy w określonym porządku, to znaczy od pierwszego do ostatniego znaku futharku, by zachować runiczny ciąg energetyczny.

W pracy z runami bardzo ważne jest zestrojenie się z ich energią. Strzałkowski sugeruje, by najpierw poczuć każdą runę, dopiero potem wczytywać się w opisy książkowe. - Najważniejszy jest bezpośredni kontakt. Dla każdego z nas dana runa będzie emanować inną energią - mówi. - Kiedy nasz futhark jest już gotowy, trzeba go naenergetyzować, najlepiej z pomocą zaufanego runologa. Jeśli wolimy skorzystać z gotowego kompletu run (np. kart), wybierajmy je intuicyjnie, a przed rozpoczęciem pracy oczyśćmy. Dobrze jest przeciągnąć każdy znak nad płomieniem świecy - po okręgu, zgodnie z ruchem wskazówek zegara.

Aby symbole mogły zacząć działać, potrzebujemy odpowiedniej atmosfery. Do każdego przemówią w inny sposób: poprzez wewnętrzne obrazy, odczucia w ciele, emocje, myśli. Język komunikacji trzeba sobie cierpliwie wypracować. Ucząc się run, dobrze jest nakrywać je mniej aktywną dłonią (lewą dla osób praworęcznych). Zadawać im pytania, prosić o radę, wpatrywać się w nie, wsłuchiwać. Jeśli losujemy runę dnia, spróbujmy najpierw poczuć jej energię, dopiero później zobaczyć, jaki znak do nas „przyszedł”.

 

Z runami jest jak z astrologią - można w nie nie wierzyć, ale można też pracować z nimi. I wielu badaczy run przekonuje o sile ich działania. Znawcy run ostrzegają przy tym, żeby pracować z nimi ostrożnie, bo ich energia może być niewłaściwie użyta. (fot. iStock) Z runami jest jak z astrologią - można w nie nie wierzyć, ale można też pracować z nimi. I wielu badaczy run przekonuje o sile ich działania. Znawcy run ostrzegają przy tym, żeby pracować z nimi ostrożnie, bo ich energia może być niewłaściwie użyta. (fot. iStock)

Kiedy zaczniemy pracować z runami, zaczniemy dostrzegać ich obecność w przyrodzie – w konarach drzew, układzie znalezionych na ziemi patyczków. Runy (ich nazwy) możemy intonować, kreślić je na ziemi, w powietrzu, a nawet wizualizować. Gdy czujemy na przykład zagrożenie, warto przywołać Algiz - najbardziej kochający, opiekuńczy znak runiczny. Wskazany jest umiar. Strzałkowski zaleca, by nie wzywać znaku dwukrotnie i za każdym razem, po skorzystaniu z jego pomocy, pamiętać o odesłaniu go i podziękowaniu. Sam komponuje muzykę runiczną, stworzył nawet własną nowatorską metodę - runomuzykoterapię, łączącą energię znaku z energią słowa. Używa run do uzdrawiania.

Kontakt z runami można też nawiązać poprzez ciało: przyjmując postawy oddające ich kształt. Jeśli chcemy skorzystać z energii Gebo, wystarczy stanąć w rozkroku ze wzniesionymi ku górze ramionami (tworząc X). Gdy potrzebujemy ochrony (Algiz), przyjmujemy podobną pozycję, tyle że stopy są złączone. I jeszcze coś dla wzrokowców: dzięki technice komputerowej tworzy się trójwymiarowe obrazy runiczne pozwalające wzmocnić działanie znaków. Z runami możemy pracować nad różnymi aspektami życia: sferą materialną i psychiczną, partnerstwem i zdrowiem, karierą i nauką (pod warunkiem, że dobrze opanujemy wiedzę na ich temat)... Przywoływać energię przypisanych im żywiołów. Poszczególnym runom odpowiadają też wybrane rośliny i minerały, kolory i znaki zodiaku, czakramy i narządy. Również litery - jeśli potraktujemy runy jako alfabet, możemy zapisać nimi własne imię.

Kiedy jesteśmy już bardziej zaawansowani w pracy z runami, możemy zacząć tworzyć sigile, czyli połączenia kilku wybranych znaków runicznych w jeden symbol. W ten sposób można wzmocnić energię na przykład jakiegoś ważnego przedsięwzięcia. Podobnie działa skrypt runiczny - zapisanie kilku run w odpowiedniej kolejności i z odpowiednią intencją (czasem graweruje się je na obrączkach).

Ciekawostka: znanym skryptem runicznym jest napis KMB, który umieszcza się z początkiem roku na drzwiach domu, by go ochraniał. Tworzą go pierwsze litery imion Trzech Króli, ale zauważmy, że występują w nim aż cztery runy: Isa zamraża miniony czas, Kenaz zwiastuje nowy początek, Ehwaz daje harmonię, Berkano zapewnia opiekę i pomyślność.

Przykładowe znaczenie run:
  • Fehu – obfitość
  • Uruz – zdrowie, kontakt z ziemią
  • Ansuz – komunikacja i twórczość
  • Kenaz – początek, poznanie
  • Gebo – miłość, wymiana, równowaga
  • Wunjo – radość, przyjaźń
  • Tiwaz – sprawiedliwość, cel
  • Laguz – intuicja, introspekcja
Ponadto: 
  • Raidho - energia, z którejdobrze jest skorzystać kiedy potrzebujemy zrobić ważny krok; 
  • Isa - pomaga się wyciszyć lub skoncentrować;
  • Hagal - jedna z najsilniejszych i najtrudniejszych run, z którą należy obchodzić się bardzo ostrożnie. Ma moc transformacji i odrodzenia, jest silnie oczyszczająca. Gdy opieramy się zmianom, może zburzyć nasz pozorny porządek.
  • Sowilo – kolejna mocna runa, która pozwala zregenerować siły, działa niczym mocna kawa. Zapewnia sukces i zwycięstwo. Ogrzewa.
Uwaga: znaków runicznych nie wyrzucamy do śmieci! Po wykorzystaniu należy oddać je ziemi albo wodzie.

Marek Strzałkowski: badacz kultu polskich run, absolwent Studium Psychologii Psychotronicznej w Białymstoku. Mistrz run, uczeń Richarda Bandlera oraz profesora Lecha Pawła Słupeckiego, najwybitniejszego znawcy kultu run będącego w światowej czołówce uczonych zajmujących się tą tematyką.

  1. Zdrowie

Rozgrzewająca dieta według zasad medycyny chińskiej

Jesienią i zimą warzywa i owoce najlepiej jeść po upieczeniu lub uduszeniu. (Fot. Getty Images)
Jesienią i zimą warzywa i owoce najlepiej jeść po upieczeniu lub uduszeniu. (Fot. Getty Images)
Gdy na samą myśl o wyjściu na spacer robi nam się zimno, zmodyfikujmy naszą dietę. Rozgrzany od środka organizm będzie nie tylko lepiej znosił niższe temperatury, ale również jesienną aurę.

Jesienią i zimą organizm wydatkuje więcej energii, musi bowiem utrzymać odpowiednią temperatury naszego ciała. W tym czasie posłuży nam najlepiej dieta rozgrzewająca.

Według chińskiej filozofii wyróżniamy dwa rodzaje produktów różniących się między sobą właściwościami energetycznymi, niezwiązanymi z ilością kalorii. Według tej koncepcji siła określana jako Yang odnosi się do żywności wykazującej działanie rozgrzewające, natomiast Yin zarezerwowana jest dla produktów wywołujących efekt chłodzący. Zachowanie równowagi między tymi dwiema siłami gwarantuje prawidłową pracę wszystkich układów naszego organizmu. Nawet jeśli podział na jedzenie zimne czy ciepłe wydaje się być abstrakcyjny i trudny do zaakceptowania, zrozumienie termicznych właściwości niektórych produktów i ich wykorzystywanie w zależności od pory roku może przynieść zdumiewające efekty. Jakie więc składniki wybierać i jak komponować posiłki, aby podczas zimy zapewnić sobie odpowiedni komfort cieplny i nie spędzać całych dni pod kocem?

Odstawiamy nabiał i surowiznę

Pierwszym krokiem powinno być wyeliminowanie produktów silnie wychładzających takich jak cytrusy, twarogi i jogurty, surowe warzywa i owoce, a także biała mąka, a dokładniej to, co zostało z niej wyprodukowane. Kierując się zasadą logicznego myślenia i faktem, iż po owoce cytrusowe sięgamy głównie latem, oczywisty wydaje się być ich chłodzący charakter. Produkty mleczne, w tym jogurty pierwotnie podawano tylko z rozgrzewającą baraniną, natomiast w obecnych czasach, często silnie przetworzone, z dodatkiem cukru i owoców wykazują działanie ochładzające i nawilżające, co może dodatkowo stać się przyczyną infekcji. Termikę produktów zmienia gotowanie, dlatego w celu wzbogacenia diety w niezbędne warzywa i owoce, najlepiej spożywać je pieczone lub gotowane w postaci kompotów (niesłodzonych!), zup lub jako dodatek do dań głównych w postaci buraczków na ciepło lub pieczonej marchewki i innych warzyw korzeniowych.  Ciastka, bułki, rogale, chleb to produkty, których głównym składnikiem jest biała mąka, więc jeżeli są one stałym punktem naszego śniadania czy kolacji, nie dziwmy się, że jest nam zimno.

Śniadanie na ciepło

Jednym z ważniejszych elementów diety rozgrzewającej, w myśl filozofii Yin i Yang jest spożycie ciepłego śniadania. I nie mam na myśli kawy, która wykazuje właściwości chłodzące, lecz mieszankę zbóż lub kaszę jaglaną. Taki posiłek wzbogacamy orzechami i gotowanymi owocami, które dodatkowo dostarczą odpowiednią ilość błonnika, witamin oraz immunoskładników wzmacniających układ odpornościowy. Jeżeli jednak nie wyobrażamy sobie rozpoczęcia dnia bez filiżanki kawy, warto spróbować kawę gotowaną lub zbożową.

Kolejnym elementem diety rozgrzewającej są ciepłe napoje - herbata z goździkami czy imbirem, a nawet szczyptą cynamonu działa nie tylko rozgrzewająco, ale również odprężająco.

Żeby dostarczyć odpowiedniej ilości energii niezbędnej do ogrzania organizmu należy spożywać 4-5 posiłków dziennie.
Jeżeli te wskazówki wcielimy w życie i będziemy kierować się nimi przy przygotowaniu pierwszego posiłku nie straszne powinny być nam mrozy. Jeśli jednak wciąż będziemy cierpieć z powodu zimna proponuję jako danie główne zaserwować dziczyznę lub jagnięcinę w towarzystwie pieczonych ziemniaków, cebuli, dyni i pora.

Przyprawy na rozgrzewkę

Ciekawym dodatkiem do dań mięsnych i rybnych, które dostarczają niezbędnego białka wpływającego na produkcję ciepła w organizmie, może okazać się jeden z najbardziej ocieplających składników dodawanych do potraw, a mianowicie imbir.

Rozgrzewającą moc niektórych ziół i przypraw znają chyba wszyscy. Imbir, chilli to najlepsze przykłady podnoszące termikę potraw. Podobne działanie wykazuje kardamon, anyż, majeranek, kminek, jałowiec, rozmaryn, chrzan czy pieprz.

Potrawy powodujące rozgrzanie organizmu są zalecane nie tylko w celu zachowania odpowiedniego bilansu cieplnego, ale również dla osób cierpiących z powodu zmęczenia, depresji, wzdęć, senności, zimnych dłoni czy stóp, a nawet znacznej utraty koncentracji i skłonności do infekcji.

  1. Zdrowie

Życiowy potencjał w medycynie wschodniej - skąd możemy czerpać energię?

Fot. iStock
Fot. iStock
W ujęciu tradycyjnej medycyny chińskiej potencjał, jakim będziemy dysponować przez całe życie jest określony już w chwili narodzin. Chińczycy nazywają go energią przedurodzeniową. Składa się na nią potencjał naszych rodziców, naszych przodków, a więc to, co dzisiejsza nauka dostrzegła w genach. I na to nie mamy wpływu.

Z każdym dniem i godziną każdemu z nas ubywa tej energii – dlatego się starzejemy.

Ale na tempo utraty życiowego potencjału mają wpływ: energia czerpana z pożywienia, z powietrza i z umysłu. Dzięki temu możemy i powinniśmy świadomie oddziaływać na stan naszej energii życiowej – wspomagać fizyczne i psychiczne zdrowie, i w ten sposób opóźnić proces starzenia.

Energia z pokarmu

Energię chi, bo tak się ją określa, możemy czerpać z właściwego dla naszych indywidualnych  potrzeb pokarmu. Nie ma uniwersalnej diety dla wszystkich ludzi, ale podstawą pożywienia każdego dbającego o swoje zdrowie człowieka powinny być wszystkie jadalne nasiona (mają dużo własnej chi i są w łańcuchu pokarmowym oddalone od ludzkiego DNA). Należą do nich przede wszystkim zboża, wszelkiego rodzaju kasze, ale również nasiona roślin strączkowych, np. groch, fasola oraz takie przysmaki, jak orzechy, migdały, pestki słonecznika, dyni itp. Pokarmy sprzyjające zdrowiu to również warzywa i owoce spożywane w różnych wersjach, zarówno surowe, jak i na ciepło. W piramidzie zdrowia ostatnie miejsce zajmują pokarmy zwierzęce, a wśród nich pokarmy ssaków będących genowo najbliżej białka ludzkiego (należy do nich wieprzowina), potem białko mięsa ptaków i ryb.

Energię do życia czerpiemy też z powietrza, dlatego tak duże znaczenie mają ćwiczenia oddechowe oraz jakość powietrza, którym napełniamy nasze płuca. Aktywność fizyczna sprzyja czerpaniu tej energii wraz z tlenem transportowanym przez pęcherzyki płucne do krwi.

Energia generowana przez umysł

Najpotężniejszą porcją energii można zasilić się (ale i, niestety, osłabić) poprzez sterowanie własnym umysłem. Jeśli w życiu przeważają mądrość, przyjacielskość, współczucie, sprawiedliwość i uczciwe zamiary nasz umysł zdolny jest zrekompensować nawet niedomagania ciała. Zdolny jest też dać radość życia i poczucie sensu w każdej zastanej chwili. To czyni człowieka nieustraszonym.

Strach natomiast jest najbardziej destrukcyjną emocją dla nerek, od których, według tradycyjnej medycyny chińskiej, zależy energia chi. Współczesnemu człowiekowi, bardziej niż kiedyś, towarzyszy strach przed starością i przemijaniem. W dawnych czasach starość była atutem, mówiło się np. z szacunkiem „zacny staruszek”. W niektórych kulturach tylko starzec mógł być uznany za mędrca. W kulturze zachodniej zewsząd podsycany kult młodości czyni człowieka nieodpornym na najbardziej naturalne ze wszystkich naturalnych zjawisk – przemijanie.

Jeśli mamy dobrej jakości energię życiową, nie boimy się przemijania i przyjmujemy spokojnie to, co lata niosą.
Tymczasem słyszy się dokoła, że młodość może nam przedłużyć lek od ginekologa, skalpel chirurga czy zabieg u kosmetyczki. Wszystko to sprawia, że przestajemy być świadomi możliwości własnego organizmu, a naturalne procesy, jakie w nim zachodzą jawią się jako choroba, która wymaga leczenia. Jednym z przykładów może być okres menopauzy. Lansowane hormony, zwane eliksirem ryzyka, nie są jedynym środkiem do łagodzenia objawów menopauzy i na pewno nie są  eliksirem zdrowia. Oprócz działania onkogennego (ryzyko choroby nowotworowej) obciążają wątrobę, która musi sobie poradzić z ich metabolizmem. Ponieważ wątroba jest też odpowiedzialna za poziom niektórych czynników krzepnięcia, pojawia się możliwość wystąpienia choroby zakrzepowej. W medycynie Wschodu i Zachodu niejednakowo respektuje się powiązania narządowe warunkujące homeostazę, czyli równowagę wewnętrzną wszystkich układów ciała ludzkiego.

Ojciec medycyny, Hipokrates podkreślał, że naczelną zasadą leczenia jest „po pierwsze nie szkodzić”. A więc, jeśli działanie lekarza ma spowodować szkody większe niż sama choroba, należy przyjąć inną strategię. Przecież takie objawy jak gorączka czy ból często ostrzegają przed tym, co zaczyna się dziać w chorym organizmie. Mogą więc stać się jego sprzymierzeńcem poprzez szybką mobilizację układu odpornościowego (w podwyższonej temperaturze na przykład intensywnie produkowane są przeciwciała, a mniej intensywne jest namnażanie się bakterii, wirusów i innych patogenów). Oczywiście medycyna Zachodu w sytuacjach załamania się układu odpornościowego, urazach, nieodwracalnych lub wrodzonych defektach zdrowia przejmuje dowodzenie i jej zasługi są niekwestionowane. Jednak w wielu  przypadkach przewlekłych schorzeń sama nie zdaje egzaminu i powinna czerpać z mądrości medycyny Wschodu.

Dr n. med. Wiesława Stopińska: lekarka rodzinna i pediatra; dyplomowana akupunkturzystka. Propaguje i stosuje w praktyce lekarskiej naturalne metody diagnozowania i leczenia obok metod akademickich. Autorka książki "Medycyna. Między wschodem a zachodem".

  1. Zdrowie

Zdrowo żyć, zamiast się leczyć

Jeżeli współpracujemy z naturą, żyje nam się dobrze. Jeżeli przestajemy współpracować, wybijamy się z tej całości i zaczyna się choroba. (Fot. iStock)
Jeżeli współpracujemy z naturą, żyje nam się dobrze. Jeżeli przestajemy współpracować, wybijamy się z tej całości i zaczyna się choroba. (Fot. iStock)
Jeśli nawrócimy się na pierwotne, naturalne smaki, zyska na tym i zdrowie, i poczucie przynależności. – Jedzmy to, co nasza praprababka uznałaby za jedzenie – radzi doradca żywieniowy Anna Krasucka.

Zajmujesz się terapią jedzeniem. Na czym ona polega?
Terapia to modne słowo, fachowo nazywam się dietetykiem medycyny chińskiej, bo mam dyplom z dietetyki leczniczej według tradycyjnej medycyny chińskiej. Dietetyki medycyny zachodniej nie ukończyłam, bo program studiów głównie skupiał się na farmakologii. Wybrałam nurt naturalny. Ale czerpię też z innych źródeł – z Hildegardy z Bingen i nauki przekazanej mi przez moją babcię oraz ze współczesnych doniesień naukowych. Całą tę wiedzę łączę, co nie jest trudne, bo w wielu aspektach ona się pokrywa. Nie chodzi przecież o to, żebyśmy gotowali chińszczyznę, tylko żebyśmy szukali tego, co nam służy. Czerpali z różnych nurtów i wzbogacali swoją wiedzę. A doświadczenie pokaże, co tak naprawdę działa.

Rozumiem, że chodzi głównie o to, żeby zdrowo żyć, zamiast się leczyć.
Tak – profilaktyka to podstawa zdrowia. Legendy głoszą, że w starożytnych Chinach lekarze byli utrzymywani w danej wsi tak długo, jak długo ludzie nie chorowali. Gdy pojawiały się choroby, lekarz był wypędzany, a na dworze cesarskim – ścinany. A u nas lekarz jest opłacany, gdy ktoś choruje. Zatem w naszym systemie choroba jest dla opieki zdrowotnej sytuacją korzystną.

Jakie wymieniłabyś zatem podstawy codziennej profilaktyki?
Wyróżniłabym kilka aspektów, które mają bezpośredni wpływ na zdrowie człowieka. W pierwszej kolejności – dieta. Zwracajmy uwagę na to, żeby jeść świadomie i wybierać jedzenie jak najbardziej naturalne, czyli najmniej przetworzone. Ważny dla zdrowia jest też ruch – uprawiajmy sport, chociażby szybki półgodzinny spacer czy taniec. I traktujmy to jako przyjemność, a nie jako zadania, które mamy do wykonania. Bardzo ważnym aspektem jest oddech – oddychajmy głęboko, przeponowo i świadomie. Jak najczęściej wyjeżdżajmy na łono natury, korzystajmy ze świeżego powietrza. Ważny jest też sen – wysypiajmy się porządnie, chodźmy spać zdecydowanie przed północą, najlepiej ok. 21.30, bo wtedy sen jest najbardziej wartościowy. Wyłączajmy wtedy telewizor i komputer, wietrzmy sypialnię. Wyciszajmy się wieczorem – wtedy w nocy organizm się zregeneruje i wstaniemy wypoczęci. Utrzymujmy też w równowadze emocje. Nie chodzi o ich tłumienie, tylko wypracowanie sposobów radzenia sobie z nimi. Nie zatrzymujmy, tylko przyjmujmy i uwalniajmy.

Co pomaga radzić sobie z emocjami?
Jesteśmy częścią natury, i to niewielką częścią. Przecież pory roku zmieniają się niezależnie od tego, czy tego chcemy, czy nie. Jeżeli współpracujemy z naturą, żyje nam się dobrze. Jeżeli przestajemy współpracować, wybijamy się z tej całości i zaczyna się choroba. To mówi medycyna chińska i tak mówiła moja babcia. Kiedyś nikt nie sprzeciwiał się temu, że chwyta mróz. Ludzie wiedzieli, co nadejdzie i przygotowywali się na to. Bo wiedzieli, że jeżeli się nie przygotują, to umrą. Trzeba mieć trochę pokory, żeby uznać, że to nie my, a natura nadaje rytm życiu.

Poza tym modlitwa. Modne stały się medytacje wschodnie, ale mamy też medytacje chrześcijańskie i samą modlitwę jako formę wyciszenia. Mogą przywrócić równowagę emocjonalną. To wycofanie się z działania i przejście do emocjonalnego „tu i teraz” jest bardzo człowiekowi potrzebne. Kiedyś to wiedzieliśmy, dziś tę prawdę odkrywamy na nowo.

Podobnie w staropolskiej kuchni stosowano metody, które teraz odkrywamy na nowo, np. w kuchni Pięciu Przemian czy ajurwedyjskiej…
Dawniej ludzie wiedzieli, że pewne potrawy są rozgrzewające, a inne schładzające. Jadano zgodnie z porami roku – pomidory nie przechowywały się długo i jadano je latem, a ogórki się kisiło. Na zimę było zboże, warzywa strączkowe i korzeniowe, od czasu do czasu mięso, które przechowywało się w solance lub suszono. Kiedyś mięso i nabiał były rzadkością. To była forma luksusu – zwierzę zabijano na święta. Teraz mamy ciągły „luksus”. I nie chorujemy raczej z niedoboru, tylko z nadmiaru. Przyjmujemy suplementy, a prawdziwe niedobory biorą się z jakości jedzenia. Jemy za dużo białka, a jednocześnie jesteśmy niedożywieni, bo jemy fast foody i posiłki przetworzone, z puszki. To nie są odżywcze posiłki.

A jakie jedzenie jest odżywcze?
Wróćmy do naszych korzeni, do tego, jak się odżywiano kiedyś. Wybierajmy produkty jak najmniej przetworzone – marchewka niech będzie surowa, a nie mrożona czy z puszki. Jeżeli chcę zjeść mięso – niech to będzie kawałek mięsa, a nie przetworzone wędliny ze szkodliwymi dodatkami. Wybierajmy prawdziwe ziarna – płatki i zboża, nie błyskawiczne, nie przetworzone i nie słodzone. Należy uważnie czytać etykiety i zwracać uwagę na to, żeby lista składników podanych na opakowaniu była jak najkrótsza i najlepiej bez konserwantów. Najprościej mówiąc – jedzmy to, co nasza praprababka uznałaby za jedzenie.

Anna Krasucka trener, doradca żywieniowy, dietetyk tradycyjnej medycyny chińskiej, założycielka Akademii Odżywiania dla Zdrowia „Pięć Smaków".