1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Naturalne sposoby na bóle kręgosłupa

Naturalne sposoby na bóle kręgosłupa

Obecnie coraz młodsi uskarżają się na kręgosłup. Wynika to z przepracowania, stresu, niewłaściwej diety i pozycji siedzącej. (Fot. iStock)
Obecnie coraz młodsi uskarżają się na kręgosłup. Wynika to z przepracowania, stresu, niewłaściwej diety i pozycji siedzącej. (Fot. iStock)
Na ogół przypominamy sobie o nim dopiero wtedy, gdy zaczyna boleć. Potem przypominamy sobie znowu, kiedy przestają działać przeciwbólowe i przeciwzapalne leki… A potem? – przeczytajcie, dlaczego nie warto realizować takiego scenariusza.

Dr Marek Bardadyn, naturoterapeuta

Dzięki temu, że kręgosłup składa się z kręgów, łączących je stawów i mięśni, może być odpowiednio sztywny (by sprostać obciążeniom, jakim podlega) oraz elastyczny (by zapewnić nam swobodę ruchu). Ale jeżeli choć jeden z tych elementów zawodzi, pojawiają się bóle pleców i problemy z poruszaniem się. Gdy doskwiera odcinek szyjny, oprócz napięcia mięśni w tym rejonie mogą występować bóle i zawroty głowy, drętwienie rąk (zwłaszcza w nocy). Wtedy najlepiej sięgnąć po Gelsemium – doskonale rozluźnia mięśnie decydujące o stabilności i prawidłowej ruchomości tego fragmentu kręgosłupa, usuwając przykre objawy.

Jeśli problemy dotyczą odcinka piersiowego, zalecam Ranunculus. Z kolei uporczywe bóle w dolnym odcinku oraz rwa kulszowa i zaburzenia czucia w nogach wymagają zastosowania Rhus toxicodendron.

Jeżeli dolegliwości pojawiają się w wyniku urazu lub przeciążenia kręgosłupa dźwiganiem, ulgę przyniesie Arnica. Bardzo skuteczne jest równoczesne stosowanie tego leku w postaci doustnych granulek i homeopatycznej maści (rano i wieczorem wcieramy w bolące miejsca).

Często problemy z kręgosłupem są efektem przewlekłych niedoborów składników mineralnych w diecie, które doprowadzają do osłabienia struktury kości i stawów, a w konsekwencji do osteoporozy i patologicznej łamliwości kręgów. Silicea czy Calcium fluoratum pomogą szybko uzupełnić braki cennych pierwiastków.

Pitne minerały Dieta bogata w wapń i inne makro i mikroelementy to podstawa. Dlatego zalecam Eliksir Biały (miksujemy: 200 ml mleka ryżowego lub sojowego, po pół banana, figi, łyżeczki zarodków pszennych i łyżeczki melasy trzcinowej). Ten zaledwie 200-kaloryczny świeży koktajl wypijany zamiast kolacji ułatwia też chudnięcie. A utrata zbędnych kilogramów także sprzyja walce z dolegliwościami kręgosłupa.

Dr n. med. Ocz Batyn, specjalista chorób wewnętrznych i medycyny orientalnej

Najczęściej krążki międzykręgowe (tzw. dyski) ponoszą winę za nasze cierpienia. Ich przeciążenie, wysychanie, wysuwanie się powoduje dyskopatię. A gdy trwa to dłużej, mogą dołączyć inne schorzenia, także narządów wewnętrznych. Np. uszkodzony odcinek szyjny nierzadko prowadzi do chorób płuc czy serca. Problemy z odcinkiem piersiowym odbijają się na żołądku, wątrobie, a z lędźwiowym – m.in. na nerkach oraz narządach rodnych (sprzyjają mięśniakom macicy, torbielom jajników, zapaleniu przydatków i nadżerkom szyjki macicy). Bywa też odwrotnie: np. przewlekłe kłopoty z pęcherzem niekorzystnie wpływają na część lędźwiową kręgosłupa.

Obecnie coraz młodsi uskarżają się na kręgosłup. Wynika to z przepracowania, stresu, niewłaściwej diety i pozycji siedzącej. Musimy nauczyć się – choć wiem, że to niełatwe – że gdy organizm mówi „stop”, nie wolno dłużej pracować. Sensowny odpoczynek pomaga zniwelować stres. Jeśli pracujemy za biurkiem, odpoczywajmy w ruchu. Jeżeli pół dnia nosimy ciężary, wybierzmy się na spacer lub poleżmy na kanapie. Zachęcam też do spotkań z przyjaciółmi, oglądania komedii, meczów itd.

W diecie najważniejsza zasada to ograniczenie nabiału, bo niekorzystnie wpływa na tkankę łączną. Wyjątkiem jest rwa kulszowa, którą produkty mleczne łagodzą (zaostrzają zaś dania ostro przyprawione). Polecam kasze, energetyzujące zupy z imbirem, kardamonem oraz warzywa na ciepło. Doskonale działa też herbata z gałką muszkatołową, goździkami i kardamonem. Te przyprawy w ogóle warto dodawać do jedzenia. Jeśli dolegliwości dotyczą pasa biodrowego, wskazane są pokarmy słodkie (rodzynki!) oraz gorące zupy na kolację.

Radzę też regularnie korzystać z akupunktury (może zlikwidować rwę kulszową), akupresury oraz termoterapii. Zabiegi te także łagodzą stres, poprawiają przepływ energii w organizmie, wspomagają krążenie krwi i uelastyczniają tkankę łączną.

Ciepło, cieplej… Kręgosłup nie lubi wilgoci i chłodu. Zawsze osłaniajmy plecy przed przeciągami. Osobom mającym problemy z kręgosłupem odradzam urlop w rejonach wilgotnych, np. na Mazurach, oraz pływanie, które wcale nie jest tak korzystne, jak się powszechnie uważa. Co prawda pływając kraulem czy na plecach, wzmacniamy mięśnie pleców (pomagają utrzymać kręgosłup w prawidłowej pozycji), ale już nieumiejętna „żabka” może pogłębić jego wady. Dodatkowo woda ochładza organizm, co jest niekorzystne dla tkanki kostnej i łącznej.

Dr Partap S. Chauhan, specjalista medycyny ajurwedyjskiej 

Kręgosłup chroni rdzeń kręgowy, który bierze swój początek w mózgu. Układ nerwowy jest w głównej mierze sterowany przez doshę (energię) vata, która odpowiada m.in. za przepływ impulsów nerwowych. Z kolei dosha kapha odpowiada za „poślizg” pomiędzy kręgami, co minimalizuje tarcie podczas ruchu. Niezdrowy tryb życia, jaki teraz większość z nas prowadzi, sprzyja kumulowaniu toksyn w organizmie. Odłożone w stawach kręgosłupa i mięśniach do niego przylegających blokują przepływ vata. W efekcie pojawiają się problemy z odżywieniem kręgosłupa, co skutkuje dalszymi zmianami degeneracyjnymi. Sztywność mięśni kręgosłupa i uciskanie nerwów powodują ból pleców. Potęguje się on podczas chodzenia i wysiłku fizycznego i często promieniuje do ramion i nóg. Jeśli w porę nie zadbamy o siebie, dolegliwości mogą się pogłębiać nawet do trwałej utraty czucia w kończynach. Warto wiedzieć, że chory kręgosłup powoduje także osłabienie fizyczne, zmęczenie, rozdrażnienie, napięcie mentalne, depresję i brak koordynacji ruchowej.

Ajurweda zaleca odtruwające zioła i zabiegi. Dobre rezultaty daje Panchakarma, na którą składa się kilka procedur, m.in. masaż olejowy; swedan, czyli rodzaj sauny; oraz ziołowa lewatywa. Ulgę w cierpieniu przynosi też zakładanie na chore miejsce specjalnej opaski z lepkiej, dobrze przylegającej do ciała substancji (np. ciasto z mąki), którą wypełnia się gorącym olejem ziołowym. Wszystkie zabiegi powinny być wykonywane przez doświadczonego lekarza ajurwedy.

Co robić w domu Świeżo starty imbir i czosnek (po łyżeczce) wymieszać ze 100 ml oleju sezamowego i wolno podgrzewać. Po zagotowaniu przefiltrować przez gazę i przelać do szklanej buteleczki. Wcierać płyn w bolące miejsce raz dziennie i nakładać rozgrzewający kompres na 10–15 minut.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Zapalenie zatok - przyczyny, objawy i leczenie

Zapalenie zatok objawia się przeszywającym bólem głowy, kaszlem, chrząkaniem i osłabionym węchem. (Fot. iStock)
Zapalenie zatok objawia się przeszywającym bólem głowy, kaszlem, chrząkaniem i osłabionym węchem. (Fot. iStock)
Często objawiają się nietypowo – porannym kaszlem, chrząkaniem, osłabionym węchem. Zapalenia zatok „kochają” nasz klimat. 

Pierwsze skojarzenie z hasłem „zapalenie zatok”? Ból. Rzeczywiście, jest charakterystyczny. Przeszywający, pulsujący. Na początku doskwiera głównie rano i w ciągu dnia trochę ustępuje, nasilając się przy pochylaniu głowy lub nagłych zmianach temperatury. Uczucie rozpierania wokół oczu, potęgujące się przy kaszlu, może świadczyć o problemach z zatokami sitowymi, położonymi po obu stronach nosa. Uciśnij nasadę grzbietu nosa między brwiami. Jeśli ból się nasila, można podejrzewać zapalenie. Kiedy boli cię twarz w pobliżu skroni i policzków, dociśnij miejsce tuż nad górnym kłem. Jest gorzej? Zaatakowane mogą być zatoki szczękowe. W zapaleniu zatok czołowych boli środkowy odcinek górnej ściany oczodołu, tuż pod łukiem brwiowym.

Po kilku dniach ból może przybrać na sile. Pojawiają się też objawy dodatkowe: drapanie w uszach, ból zębów, chrapanie. Śluzowa wydzielina spływa po tylnej ścianie gardła, wywołując chrapanie, kaszel i chrząkanie. A wszystko z powodu… specyficznej budowy czaszki.

Przydatne przestrzenie

– Zatoki przynosowe to wypełnione powietrzem przestrzenie w kościach przedniej części czaszki – mówi dr Norbert Górski, otolaryngolog. Ich wnętrze wyścielone jest błoną śluzową, delikatną i pokrytą rzęskami. W ciągu doby potrafi ona wyprodukować niemal cztery szklanki śluzu! Kiedy wszystko działa normalnie, wydzielina miarowo i spokojnie spływa do jamy nosa, z którą zatoki są połączone kanalikami. – Tam oczyszcza i nawilża powietrze wciągane podczas wdechu – tłumaczy lekarz. To pierwsze zadanie zatok. Kolejne są równie ważne. Dzięki nim głowa jest lżejsza, co umożliwia nam chodzenie w postawie wyprostowanej, i jednocześnie odporna na uderzenia. Puste przestrzenie w twarzoczaszce działają jak amortyzatory, a układ beleczek kostnych ograniczający zatoki tworzy mocną konstrukcję.

Ostatnia funkcja zatok to wzmacnianie głosu. Tworzą one komory akustyczne, dzięki którym mowa staje się dźwięczna. Słychać to szczególnie podczas kataru. Powoduje on obrzęk błony śluzowej i zwężenie kanalików utrudniające odpływ śluzu. Wypełnione zatoki zmieniają akustykę mowy, a głos robi się przytłumiony. O ile ujścia są wąskie, ale drożne, pokichasz, poprychasz, a po kilku dniach sytuacja wróci do normy. Jeśli jednak zatoka się całkowicie zatka, a wydzielina nie będzie miała ujścia, pojawi się zapalenie. – Trwające ponad 12 tygodni nazywamy zapaleniem przewlekłym – dodaje lekarz.

Wirus czy pyłek?

Najczęściej przyczyną zapalenia jest infekcja. Ciepłe i wilgotne środowisko zatok sprzyja namnażaniu się wirusów, za którymi często podążają bakterie, i pojawia się nadkażenie. Zakażeniom sprzyjają jesień, ciepła zima i wczesna wiosna – czyli okresy, które charakteryzują się dużą zmiennością temperatury. Dlaczego u niektórych byle katar kończy się zawsze zapaleniem zatok, a u innych nigdy? Są przyczyny anatomiczne, ale są i środowiskowe. Kłania się smog, czyli wdychanie zanieczyszczonego powietrza, ale też palenie czy nurkowanie. Jednak coraz częściej przyczyną zapalenia są alergie. Klasyczny katar sienny także powoduje obrzęk błony śluzowej i zwężenie kanalików, co sprzyja zakażeniom wirusowym i bakteryjnym. I mamy błędne koło. Im silniejsza alergia i większy obrzęk, tym lepsze warunki dla infekcji. Według badania PBS ponad 25 procent osób cierpiących na katar sienny uskarża się na bóle zatok, a zatem nawet co czwarty alergik z takimi objawami może chorować na zapalenie zatok o podłożu alergicznym. Główną przyczyną takiego zapalenia zatok są sezonowe pyłki roślin, ale i całoroczne alergeny kurzu, pleśń oraz sierść zwierząt. Niekiedy pacjenci niewiedzący o uczuleniu miesiącami leczą się niepotrzebnie i nieskutecznie antybiotykami. Dlatego jeśli kuracja nie przynosi efektów, warto zasięgnąć opinii alergologa.

Sposób na zapalenie

Antybiotyki stłumią jedynie zakażenie bakteryjne. To alergiczne potrzebuje innego potraktowania. Przede wszystkim warto wyeliminować źródło uczulenia, podczas wiosny i latem unikać długich spacerów, okna otwierać wieczorem, brać kąpiel po powrocie do domu. Konieczne jest również stosowanie leków przeciwalergicznych i sterydów. Dlaczego się ich boimy? Kojarzą się nam ze sportowcami stosującymi doping. Niesłusznie, gdyż przyjmują oni zupełnie inne środki, tzw. sterydy anaboliczne. Te używane do leczenia alergii to glikokortykosteroidy. Czy utyjesz po nich lub spuchniesz? Nie po tych do nosa. Ich stężenie jest znacznie niższe niż leków w tabletkach czy zastrzykach. Poza tym podaje się je miejscowo i w niewielkich dawkach.

Nadużywamy z kolei leków obkurczających śluzówkę nosa, nie wiedząc, że mogą doprowadzić na przykład do… zwiększenia ciśnienia krwi. Po ich odstawieniu podwyższone ciśnienie może się zmniejszyć. Dlatego krople do nosa można stosować jedynie kilka dni przed zastosowaniem sterydu, by ułatwić mu dotarcie do zatok.

W każdym typie zapalenia polecane są irygacje, czyli płukanie nosa i zatok roztworem soli fizjologicznej. W aptekach dostępne są zestawy zawierające butelkę i sól do przygotowania roztworu z wodą. Wyjściem ostatnim jest ingerencja lekarza. Może on opróżnić zatoki z wydzieliny za pomocą nakłucia lub drenażu albo skierować na operację. Ważne, by metodę dopasować do źródła problemu.

  1. Styl Życia

Jak odnaleźć w sobie właściwą motywację do diety?

Odnalezienie własnej motywacji i wewnętrznej siły do odchudzania to przełomowy moment całego etapu. (Fot. iStock)
Odnalezienie własnej motywacji i wewnętrznej siły do odchudzania to przełomowy moment całego etapu. (Fot. iStock)
Jeśli ostatnio kupiłeś kolejny poradnik na temat odchudzania, właśnie zaczynasz stosować kolejną superdietę albo wierzysz, że ktoś podaruje ci magiczną tabletkę na schudnięcie – nie jesteś jeszcze gotowy, by schudnąć. Jeśli jednak chcesz odnaleźć w sobie właściwą motywację – czytaj dalej.

Kiedy w moim gabinecie pojawia się pacjentka, która już od progu mówi: „Jest pani moją ostatnią deską ratunku”, wiem, że powinnam odmówić jej pomocy, bo szkoda mojego czasu i jej pieniędzy. Zwykle jednak proponuję kilka sesji, na których wspólnie pracujemy nad jej motywacją. Efekty są różne. Czasami okazuje się, że pacjentka potrzebuje jeszcze kilkunastu kolejnych nadprogramowych kilogramów, by podjąć decyzję o świadomym odchudzaniu. Bywa, że w trakcie próby podjęcia terapii tyje, zamiast chudnąć – po to, by proces dojrzewania do decyzji: „Chcę zeszczupleć raz na zawsze” przyspieszył.

Wiara w terapeutkę cudotwórczynię, która odchudzi najbardziej opornego pacjenta, to kolejne rozpaczliwe wołanie o pomoc: „Uratuj mnie!”. Jeśli kiedyś jakiś „cudotwórca” sam obieca ci, że dzięki jego metodzie pozbędziesz się nadwagi – wiej, gdzie pieprz rośnie.

Z pełną świadomością

Stwórz listę strat wynikających z nadwagi. To są właśnie konsekwencje twojej choroby. Jeśli lista jest krótka albo wręcz masz poczucie, że chcesz schudnąć wyłącznie ze względów estetycznych – dostajesz dwóję, zrób pracę domową jeszcze raz. Mnie możesz oszukać, ale jak długo zamierzasz oszukiwać siebie?!

Przypomnij sobie ostatnią sytuację, kiedy nie zmieściłeś się w spodnie (te o dwa numery większe od poprzednich)… To jest jedna ze strat wynikających z twojej choroby. Albo zadyszka, która cię dopadła, kiedy podbiegałeś do autobusu, czy wstyd w sypialni, gdy nie chciałaś się kochać przy zapalonym świetle.

Gdy sumiennie wykonasz pracę domową, poczujesz silne emocje. Przede wszystkim uświadomisz sobie swoją bezsilność (ale nie bezradność) wobec choroby. Następnie zdasz sobie sprawę z bolesnej prawdy, że przestałeś kontrolować swoje życie. To bardzo trudny proces, ale w konsekwencji niezwykle ważny. Utrata złudzeń na temat tego, że w procesie odchudzania chodzi jedynie o superdietę, zestaw najlepszych ćwiczeń czy najbardziej skuteczną terapię – przyczyni się do odzyskania kontroli nad całym życiem. I o to właśnie chodzi w procesie świadomego odchudzania! Dieta jest ważna, ale ta dobrana indywidualnie do twoich potrzeb, podobnie jak ćwiczenia fizyczne – choć są tylko dopełnieniem terapii. Ma ona za zadanie przywrócić ci dobrostan psychiczny i pomóc w osiągnięciu dojrzałości emocjonalnej, aby nie powrócić do zgubnego objadania się. Proces świadomego odchudzania to odzyskanie woli wyboru, zdefiniowanie uczucia głodu i dostrzeżenie zysków z utrzymania prawidłowej wagi ciała. W dalszym etapie rozwój osobisty pozwoli ci odzyskać kontrolę nad własnym życiem. Ciągła walka z tuszą, bez zmiany dotychczasowych przyzwyczajeń i przekonań, to niebezpieczna gra, w której stawką jest twoje zdrowie, a nawet życie.

Nie sztuka zgubić wagę

Odnalezienie własnej motywacji i wewnętrznej siły do odchudzania to przełomowy moment terapii. Z pewnością nie raz przekonałeś się o tym, że zgubić parę kilogramów jest bardzo łatwo, udawało ci się to nawet wielokrotnie, ale prawdziwą sztuką jest dopiero utrzymanie właściwej wagi. Staje się jasne, dlaczego diety są tak nieskuteczne. Żadna z nich nie da ci gwarancji, że nie wrócisz do poprzedniego stanu. Oczywiście, w trakcie odchudzania zdarzają się wpadki, one są niejako wpisane w proces zdrowienia. Jednak jeśli twoja motywacja do podjęcia terapii jest silna i wynika ze zrozumienia sytuacji, w jakiej się znajdujesz – po każdej wpadce będzie ci łatwiej wrócić do świadomego odchudzania. Niestety, ani ja, ani nikt inny nie może dać ci recepty na obudzenie wewnętrznej motywacji. Ale ona jest w tobie.

Budzenie motywacji jest procesem, który wymaga czasu. Najlepiej rokujący pacjenci to ci, którzy pojawiają się w gabinecie terapeuty czy dietetyka z decyzją: „Wiem, że chcę przestać jeść tak jak do tej pory, ale nie wiem, jak to zrobić”, a ci, co do których wiem na pewno, że im się uda, mówią: „Znam wiele metod, dzięki którym mogę przestać jeść, ale nie wiem, co zrobić, żeby na nowo nie zacząć się objadać”.

Zanim więc znów udasz się do instruktora fitnessu, dietetyka czy terapeuty, zbadaj swoją motywację:

Zastanów się, dlaczego zdecydowałeś się odchudzać właśnie teraz

Co dzieje się w twoim życiu? Czy jesteś zadowolony z: pracy, związku, przyjaciół, dzieci? Czy ostatnio w twoim życiu wydarzyło się coś ważnego? Czy coś się zmieniło (na lepsze bądź na gorsze)? Decyzja o odchudzaniu nigdy nie pojawia się przypadkowo. Zdarza się, że jest podświadomym sposobem ukrycia jakiegoś poważniejszego problemu. Na przykład jedna z moich pacjentek pojawiła się w gabinecie, kiedy podczas indywidualnej terapii dojrzała do podjęcia trudnej decyzji o rozstaniu się z wieloletnim partnerem. Inna postanowiła się odchudzać po stracie pracy. Jeszcze inna – będąc w żałobie po śmierci matki. To nie są dobre momenty do zmierzenia się z nadwagą, bo bolesne tematy wymagają pierwszeństwa.

Czasami decyzja o odchudzaniu pojawia się w momencie, w którym powtarza się scenariusz z przeszłości. Na przykład jedna z pacjentek pojawiła się u mnie, kiedy w trakcie okresowych badań lekarskich wykryto u niej problemy zdrowotne. W trakcie terapii okazało się, że zaczęła się objadać 15 lat temu, kiedy jej ojciec umierał na raka. Po kilku miesiącach dotarłyśmy do przyczyny jej problemu – nowotwór wyniszczał organizm jej ojca, więc w głowie kilkunastoletniej wówczas dziewczynki pojawiła się myśl: „Objadanie się chroni przed chorobą i śmiercią”. Kiedy zgłosiła się na terapię, paradoksalnie, z lęku przed chorobą, wcale nie chciała schudnąć – tylko przytyć. Odkrycie tego skryptu było przełomowym momentem w naszej pracy.

Spisz historię swojego odchudzania

Wypisz na kartce wszystkie: diety, które do tej pory stosowałeś, nazwiska dietetyków i terapeutów, z pomocy których korzystałeś, wczasy odchudzające, na których dotychczas byłeś, itp. Podkreśl, które metody ci pomogły, choćby na krótko, a które były kolejnym sposobem na usprawiedliwienie samego siebie, że jednak czegoś próbowałeś. To nie metody były złe. Błąd polegał na tym, że sposobu na poradzenie sobie z kompulsywnym objadaniem szukałeś w zewnętrznym świecie, wewnętrznie nie będąc gotowym, by realnie spojrzeć na siebie, swoje zachowania i sposób życia.

Jeśli wszystkie nieudane inwestycje, jakie do tej pory poczyniłeś w sprawie odchudzania, nie przekonują cię, zadaj sobie pytanie: „Co musiałoby się wydarzyć, żeby udało mi się schudnąć?”. Jeśli oczekujesz, że ustawa sejmowa zakaże sprzedaży słodyczy, ktoś wymyśli wreszcie magiczną pigułkę na zrzucenie kilogramów albo cała twoja rodzina zacznie się odchudzać, żeby cię wesprzeć – przejrzyj wreszcie na oczy. Skoncentruj się na tym, z czego jesteś w stanie zrezygnować, by zacząć wreszcie kontrolować swoją wagę, a co za tym idzie – także swoje życie. Odchudzanie jest procesem trudnym, ale nie niemożliwym. To praca z ciałem i emocjami. Wymaga odłożenia, na przynajmniej osiem tygodni, wszystkich innych spraw i skoncentrowania się na jednym.

Spytaj siebie, po co chcesz schudnąć i dla kogo

Jak będzie wyglądało twoje życie, kiedy schudniesz raz na zawsze? Jeśli chcesz nosić mniejszy rozmiar ubrań dla: męża, żony, córki, szefa, przyjaciółek czy kochanka lub kochanki… – daj sobie spokój – to się nie uda. Gdy masz wizje, jakim rajem na ziemi będzie twoje życie, kiedy już schudniesz – odpuść sobie. Tak naprawdę czeka cię przejście przez prawdziwe piekło, spotkanie z najczarniejszymi demonami, które czają się w twojej podświadomości, skonfrontowanie się ze wszystkimi problemami, które do tej pory upychałeś pod dywan, zajadając z apetytem kolejne ciacho. Jesteś na to gotowy?

Zadanie domowe

Jeśli jesteś typowym jedzenioholikiem, na pewno masz swoją wysokokaloryczną słabostkę – ulubioną markę czekoladek, bez których nie wyobrażasz sobie życia, fast food, o którym myśl budzi cię w środku nocy, czy cokolwiek innego, bez jedzenia czego twoje życie traci smak. To teraz uważaj, będzie bolało: napisz swój list pożegnalny do: czekoladek, fast fooda czy pizzy z podwójnym serem. Podziękuj im jak najlepszemu przyjacielowi za wszystkie wspólne lata. List zakończ zdaniem: „Nadal mogę cię jeść, ale już nie muszę”.

I jeszcze jedno – na liście strat dopisz swoje postanowienie, np. napisałeś: „Z powodu nadwagi nie mogę uprawiać sportu” – dopisz: „Schudnę, żeby wrócić do mojej ulubionej dyscypliny”.

  1. Zdrowie

Żyjemy coraz dłużej, ale coraz krócej w zdrowiu

Coraz więcej ludzi Zachodu dostrzega sprzeczność, że pomimo iż dzięki osiągnięciom medycyny żyjemy coraz dłużej, to jednak coraz krócej w zdrowiu. (Fot. iStock)
Coraz więcej ludzi Zachodu dostrzega sprzeczność, że pomimo iż dzięki osiągnięciom medycyny żyjemy coraz dłużej, to jednak coraz krócej w zdrowiu. (Fot. iStock)
Ciało to mądry doradca. Gdy robisz coś wbrew sobie lub pozwalasz na przekraczanie swoich granic, zazwyczaj wysyła sygnały ostrzegawcze. Jak właściwie je odczytywać?

Nauki Wschodu

Mniej więcej od 40 lat coraz większą popularnością cieszą się zaczerpnięte ze Wschodu praktyki cielesno-duchowe, takie jak: wschodnie sztuki walki, joga, zen, chi-gong i thai-chi. Coraz więcej ludzi Zachodu dostrzega sprzeczność, że pomimo iż dzięki osiągnięciom medycyny żyjemy coraz dłużej, to jednak coraz krócej w zdrowiu. Nasze ciała chorują na otyłość, cukrzycę, nadciśnienie, niewydolność krążenia, alergie, zaburzenia funkcji rozrodczych, uzależnienia, wady kręgosłupa, raka i inne choroby autoagresywne – a nasze dusze na depresję. Coraz więcej wskazuje na to, że nie wolno dłużej traktować ciał, jakby były maszynami.

Choroba to wołanie ciała

Również w takich sytuacjach ciało może wskazywać na wypieraną prawdę. Ciało często choruje po to, by zwrócić nam uwagę na to, że żyjemy w toksycznym środowisku, w toksycznym związku, że hołubimy niemądre, groźne dla życia przekonania. Dlatego większość psychoterapeutycznych procedur pomaga uświadamiać sobie, nazywać i właściwie rozumieć to, co mówi do nas ciało. Ciało jest siedliskiem tego wszystkiego, czego o sobie nie wiemy lub nie chcemy wiedzieć. Wprawny obserwator dostrzega odzwierciedlone w ciele przekonania, doświadczenia, traumy, a także podstawowe wymiary stosunku do świata i do samego siebie.

Starość to stan umysłu

W ostatnim czasie rozwija się interesujący nurt badań nad psychogennymi aspektami starzenia się, czyli tymi, które odnoszą się do relacji umysł–ciało. Inspirująca konkluzja z tych badań i rozważań zawiera się w zadaniu: „starzenie się jest przekonaniem” (aging is believe). Okazało się bowiem, że osoby, które oddzielają się od ciała, traktują je przedmiotowo – są przekonane, że ono się nieuchronnie i szybko zestarzeje, że będą za chwilę chorować, będzie z nimi coraz gorzej – rzeczywiście starzeją się szybciej i więcej chorują. Ich przekonanie potwierdza się na zasadzie samospełniającej się przepowiedni. Takie osoby często – acz na ogół nieświadomie i żyjąc w iluzji dbania o ciało – zachowują się wobec ciała agresywnie, co przyspiesza proces starzenia. Te same badania pokazują, że ludzie przekonani, że ciało w miarę upływu czasu jest bardziej sprawne i wydolne, a oni stają się lepszymi i mądrzejszymi ludźmi – są często sprawniejsi od ludzi znacznie młodszych i umierają we śnie w okolicach setki, nie mając żadnych istotnych objawów fizjologicznego starzenia się. To jeszcze jedna lekcja o tym, że ciało podąża za umysłem, słucha umysłu – tak długo, jak może.

Doświadczyłem ciała, gdy dotknąłem granicy śmierci

Wojciech Eichelberger – psycholog, psychoterapeuta i trener, współtwórca i dyrektor warszawskiego Instytutu Psychoimmunologii (www.ips.pl), autor i współautor wielu książek.

Gdy byłem w bardzo wysokich górach, tam, gdzie już prawie nie ma czym oddychać, doświadczyłem ciała, które całkowicie odmawiało mi posłuszeństwa. To było jak rozciągnięte w czasie omdlewanie, graniczące z umieraniem. Będąc całkowicie przytomnym, nie byłem w stanie skłonić ciała do zrobienia kolejnego kroku. Mogłem jedynie biernie i bezradnie doświadczać sytuacji niemocy. Panowałem tylko nad oddechem. Więc co kilka kroków, z trudem utrzymując się na nogach, oddychałem gwałtownie i głęboko. Dopiero po wielu takich oddechach ciało podejmowało współpracę i mogłem zrobić kilka następnych kroków. Doświadczyłem wtedy definitywnej granicy mojej władzy nad ciałem, a jednocześnie ogromnej satysfakcji, że tę granicę przesunąłem. W istocie satysfakcja jest jednak fałszywa, bo wprawdzie szedłem na tę górę po ostrej, wąskiej granicy – po grani – między życiem i śmiercią, ale doszedłem tylko dlatego, że pozwoliło mi na to moje ciało. Tak więc radość i poczucie wyzwolenia wiązały się tylko (i aż) z tym, że przekroczyłem swój lęk przed znalezieniem się na tej granicy. W sumie było to wielkie doświadczenie pokory wobec ciała, wobec życia, wobec śmierci.

Życie smakuje najlepiej, gdy pozostając w pełni sił, dotkniemy granicy śmierci. Tego szukamy w wysokich górach i w głębokiej medytacji. Podobnie czujemy się, gdy wracamy do życia po ciężkiej chorobie. Ale najtrudniejsza próba dla naszej odwagi i pokory nadchodzi wraz z definitywną utratą sił związaną z terminalną chorobą ciała i z jego przemijaniem. Na tamtej górze moje ciało nie miało nic przeciwko temu, by umrzeć, by się poddać – zapraszało, a nawet nakłaniało mnie do tego. Jakby mówiło: „Nie walcz, poddaj się i idź za mną – tu jest prawdziwe życie”. Decyzja „żyć i iść dalej” była w tamtej sytuacji – wbrew pozorowi heroizmu – łatwiejszym, mniej odważnym wyborem.

  1. Zdrowie

Alergie - podstawowe informacje

Najczęstsze objawy reakcji alergicznej to łzawienie oczu, kichanie, katar sienny i kaszel, zmiany skórne, bóle brzucha, wzdęcia, biegunki i zaparcia oraz duszności. (Fot. iStock)
Najczęstsze objawy reakcji alergicznej to łzawienie oczu, kichanie, katar sienny i kaszel, zmiany skórne, bóle brzucha, wzdęcia, biegunki i zaparcia oraz duszności. (Fot. iStock)
Nie taki diabeł straszny, jak go malują. Fakt, alergia potrafi zatruć życie, ale radzimy sobie z nią coraz lepiej. Alergia nie jest, jak wielu sądzi, chorobą nową: wspominają o niej już inskrypcje egipskie liczące sobie z górą pięć tysięcy lat. Dziś na alergię cierpi już – według różnych źródeł – 20–30 proc. ludzi i odsetek ten szybko rośnie. Naukowcy przyczyn alergii upatrują w coraz bardziej sterylnych warunkach, w jakich żyjemy.

Dawniej nasz układ odpornościowy stale walczył z drobnoustrojami i pasożytami, przed którymi obecnie chronią nas środki dezynfekujące, szczepienia profilaktyczne oraz leki. Rozregulowuje to jednak system odpornościowy, czyni go nadwrażliwym na substancje normalnie nieszkodliwe. Organizm reaguje jak w wypadku ataku prawdziwych agresorów – stanem zapalnym, który w zwykłych warunkach przyspiesza powrót do zdrowia. U alergików staje się problemem samym w sobie. Sytuację komplikuje to, że skłonność do stanów zapalnych zwiększa stres, nieodłączny składnik naszego życia... Nikt przy zdrowym zmysłach nie zrezygnuje z dobrodziejstw nowoczesnej higieny i medycyny, nie sposób też wyeliminować z naszego życia stresu. Ale nie jesteśmy wobec alergii bezbronni.

Skąd się bierze alergia?

Objawy reakcji alergicznej to przekrwienie, obrzęk, łzawienie oczu, kichanie, katar sienny i kaszel, zmiany skórne (pokrzywka, atopowe zapalenie skóry, zwane też egzemą), bóle brzucha, wzdęcia, biegunki i zaparcia oraz duszności. Bezpośrednim ich sprawcą jest histamina i inne związki, zwane mediatorami reakcji alergicznej, pojawiające się wskutek obecności alergenu. Uczulająco działają na organizm przede wszystkim obce białka. Układ odpornościowy alergika traktuje je jako szkodliwe i w kontakcie z nimi wytwarza specyficzne przeciwciała (immunoglobuliny) zwane IgE, te zaś uwalniają zmagazynowaną w określonych komórkach (mastocytach i bazofilach) histaminę. Wtedy się zaczyna! U osób wyjątkowo wrażliwych nagły obrzęk obrzęk nosa i krtani może nawet zagrozić życiu! Do wylewu histaminy dojść może także, gdy magazynujące ją komórki ulegną zniszczeniu, pod wpływem temperatury lub czynników mechanicznych (np. ucisku).

Alergeny

Pod tym pojęciem kryją się wszystkie substancje wywołujące reakcję uczuleniową. Rozpoznano ich już ponad 20 tys., ale najczęściej alergie wywołują:

  • odchody roztoczy, mikroskopijnych pajęczaków żywiących się złuszczonym naskórkiem (mnożą się głównie w łóżkach i pościeli, tapicerowanych meblach, dywanach);
  • pyłki kwitnących roślin wiatropylnych (drzew, traw i zbóż, chwastów);
  • wydzieliny zwierząt obecne na ich skórze, sierści i piórach, w ślinie i odchodach oraz jady produkowane przez niektóre zwierzęta (np. owady, stworzenia morskie);
  • produkty spożywcze (najczęściej mleko, pszenica, jaja kurze, ryby, cytrusy i orzechy) oraz leki (np. antybiotyki, leki znieczulające);
  • zarodniki grzybów mikroskopowych (zarówno tych obecnych w środowisku, jak i zamieszkujących nasze ciała);
  • substancje wchodzące w skład kosmetyków (głównie wyciągi roślinne i barwniki) oraz w środkach czystości;
  • lateks (zrobione są z niego np. kondomy i rękawiczki chirurgiczne);
  • nikiel (ten metal można znaleźć m.in. w suwakach, zegarkach, biżuterii, telefonach komórkowych).

Kto ma skłonność do alergii?

Co sprawia, że jedni ludzie cierpią z powodu alergii, inni zaś nie? Istotne są uwarunkowania genetycznie: gdy jedno z rodziców cierpi na alergię, prawdopodobieństwo wystąpienia jej u dzieci wynosi 30–40 proc., a jeśli uczuleniowcami są oboje rodzice, wzrasta ono do 60–80 proc. Dziedziczy się jednak nie chorobę, lecz skłonność do niej, zwaną atopią. Na to, czy alergia ujawni się u konkretnej osoby, duży wpływ mają czynniki środowiskowe. Ryzyko, że tak się stanie, zwiększa szczególnie:

  • sposób karmienia we wczesnym dzieciństwie (np. podawanie niemowlętom sztucznych mieszanek);
  • niezdrowa dieta, niedobór witamin i minerałów oraz nadmiar chemicznych dodatków do żywności;
  • kontakt ze związkami toksycznymi, m.in. używkami (papierosy!), spalinami samochodowymi, zanieczyszczeniami przemysłowymi;
  • częste infekcje oraz stosowane leków (na receptę i bez), gdy nie są bezwzględnie konieczne, bez kontroli lekarza.

Marsz alergiczny

Z alergią jest jak z miłością: można jej ulec w każdym wieku, choć ze statystyk wynika, że po 40. roku życia ujawnia się rzadko. W przeciwieństwie do miłości nie ma mowy o tym, by choroba ta znikła. Typowy scenariusz alergii wygląda tak: najpierw dają o sobie znać zaburzenia trawienne i zmiany skórne, potem dolegliwości ze strony układu oddechowego. To tzw. marsz alergiczny, który może doprowadzić do ciężkiej choroby, astmy oskrzelowej. Pokonanie tej drogi czasem zajmuje kilka lat, a czasem dekady. Zdarza się, że alergia pozostaje w stanie utajonym przez lata, by w pewnej chwili – gdy odporność organizmu osłabnie – zaatakować ze zdwojoną siłą.

Jak rozpoznać alergię?

Alergia jest często mylona z innych schorzeniami, m.in. z infekcjami (drogi oddechowe, oczy), trądzikiem różowatym lub zaburzeniami trawiennymi. Decydujące znaczenie w postawieniu diagnozy ma wywiad lekarski, bo choć istnieją badania mogące potwierdzić alergię, to ich wyniki nie zawsze są jednoznaczne. Mimo że pacjenci przywiązują do nich wielką wagę, lekarze mawiają, iż leczą nie wyniki badań, lecz konkretnego człowieka trapionego określonymi dolegliwościami. Bezcenne dla alergologa są notatki pacjenta opisujące, w jakich okolicznościach pojawiły się niepokojące objawy, jaki był ich charakter, jak długo trwały itd. Z badań najczęściej zleca się testy skórne: na wewnętrzną stronę przedramienia lub plecy nanosi się próbki alergenów, które lekarz podejrzewa o wywoływanie uczulenia, i po reakcji skóry (zaczerwienienie, bąble, obrzęk) ocenia się prawdopodobieństwo alergii. Wykonuje się też analizę krwi na obecność przeciwciał IgE, ale ponieważ ich poziom rośnie nie tylko w efekcie alergii, oznacza tzw. swoiste IgE, skierowane przeciwko konkretnym alergenom (metoda RAST). W pewnych wypadkach (np. podejrzenie uczulenia na produkty spożywcze lub lateks) przeprowadza się również tzw. testy prowokacyjne: w warunkach szpitalnych poddaje się alergika bezpośrednio działaniu substancji prawdopodobnie go uczulającej.

Leczenie

Kluczowa jest profilaktyka: unikanie alergenów (jeśli to tylko możliwe), odpowiednia dieta (np. eliminacyjna) czy pielęgnacja skóry (jej podstawą powinny być tzw. emolienty – maści i kremy nawilżające i natłuszczające skórę) oraz kontrolowanie stresu. Większość alergików musi jednak, choćby okresowo, zażywać przepisane przez lekarza specyfiki. Alergicy ostro reagujący np. na jad owadów lub pokarmy powinni zawsze mieć w zasięgu ręki ampułkostrzykawkę z ratującą życie adrenaliną (hormon szybko gaszący reakcję zapalną).

Konsultacja: lek. med. Małgorzata Zaława-Dąbrowska, alergolog

  1. Styl Życia

Umiar, prostota i... mała miseczka. Sekrety diety Japończyków

Jeśli chcemy się dobrze czuć w swoim ciele, cieszyć się zdrowiem i ładną sylwetką, powinniśmy ćwiczyć samodyscyplinę. (Fot. iStock)
Jeśli chcemy się dobrze czuć w swoim ciele, cieszyć się zdrowiem i ładną sylwetką, powinniśmy ćwiczyć samodyscyplinę. (Fot. iStock)
Jak to robią w Kraju Kwitnącej Wiśni? Zamiast pizzy w rozmiarze XXL – miseczka ryżu z dodatkami. Zamiast zgagi i nadwagi – równowaga. Proste?

Nadmiar dóbr zazwyczaj nie prowadzi do dostatku, lecz do przesytu. Zwłaszcza na talerzu. Za dużo, za rzadko, niezdrowo i o nieregularnych porach – to kulinarne grzechy główne typowego człowieka Zachodu – twierdzi francuska pisarka Dominique Loreau. Od lat mieszka w Japonii i jest zafascynowana zwyczajami i zasadami codziennego życia swojej nowej ojczyzny. W książce „Sztuka umiaru” stawia nas do pionu.

Żołądek VIP

Zaciśnij pięść i przyjrzyj się jej. Takiej mniej więcej wielkości jest twój żołądek. Można go też porównać do małego grejpfruta (w przypadku kobiet) lub dużego (w przypadku mężczyzn).

– Ale żołądek jest rozciągliwym workiem, który pięciokrotnie może zwiększyć swój rozmiar. Dostosowuje się do naszych żywieniowych przyzwyczajeń i w związku z tym nie sygnalizuje, kiedy jest pełny. Należy więc, przede wszystkim, sprowadzić go do jego naturalnego rozmiaru – mówi Loreau.

Jak to zrobić? Zacznij od obserwowania swojego głodu. Czy zdarza ci się, że pomimo poczucia sytości, sięgasz po dokładkę albo deser, choć potem nie czujesz się dobrze? Może nawet nie dajesz sobie okazji, by poczuć głód, bo zanim nadejdzie, zawsze zdążysz go ubiec, podjadając małe przekąski? Jeśli tak – nadwaga pewna. Powinieneś traktować swój żołądek jak luksusowe wnętrze, lożę VIP-ów, do której wstęp mają tylko niektórzy – gdy już się tam znajdą, nie mogą czuć zbyt wielkiego tłoku – radzi Loreau. Delektuj się pokarmem i przestań jeść bez zastanowienia to, co akurat masz w zasięgu ręki.

Po pierwsze: jedz mniej

Dominique Loreau sprawdziła, jakie porcje spożywano pół wieku temu, a ile jemy teraz. I otrzymała szokujące dane. Pięćdziesiąt lat temu nie tylko porcje były o połowę mniejsze, ale też lodówki, szafki kuchenne, talerze, szklanki, sztućce i… ludzkie pupy! Z dekady na dekadę wszystko niepostrzeżenie rosło. „Kiedyś banan stanowił podwieczorek dla dzieci. Dzisiaj zestaw Big Mac, kanapka, mrożone danie, baton czekoladowy, puszka słodzonego napoju… są uważane za normalny posiłek. Pożywienie, które występuje w postaci pojedynczej porcji, jest przez większość z nas zjadane w całości. Pozwalamy w ten sposób decydować o naszych potrzebach producentom żywności, którzy nie troszczą się w najmniejszym stopniu o to, co może pomieścić nasz żołądek” – pisze Loreau w „Sztuce umiaru”.

Tymczasem natura proponuje idealne porcje: jedno jajko, jedno jabłko, jeden ziemniak… Azjaci przeżywają szok kulturowy, gdy po raz pierwszy przyjadą na Zachód i w restauracji podaje im się np. pastę czy sałatkę takiej wielkości, że w ich kraju mogłyby się nią najeść cztery osoby. A my się do takich przyzwyczailiśmy. Do tego duże porcje działają jak narkotyk: na widok wypełnionego po brzegi talerza wyimaginowany głód narasta. Najadamy się do syta i dopiero potem zaczynamy liczyć kalorie.

Kalorie wymyślono pół wieku temu. Można się obyć bez ich liczenia i chudnąć. Wystarczy posłużyć się wyobraźnią. „Im większa jest porcja, tym więcej zawiera kalorii. To aż tak proste! Jeśli masz trochę nadwagi, nie musisz radykalnie zmieniać sposobu odżywiania się. Wystarczy, że będziesz jadł te same pokarmy, zmniejszając ich ilość o połowę. Pozostawienie każdego dnia resztek na talerzu może sprawić, że schudniemy dziesięć kilo w ciągu roku. Takie małe, codzienne zmiany jest bardzo łatwo wprowadzić, a mogą w efekcie przenosić góry (tłuszczu!)” – pisze Dominique Loreau.

Po drugie: jedz prosto

Nawet jeśli do tej pory nie lubiłeś gotować albo szkoda było ci na to czasu, spróbuj potraktować przyrządzanie posiłków jak praktykę duchową, rodzaj medytacji. To świetny czas, by oderwać się od codziennych spraw i wyciszyć. Skupić uwagę na „tu i teraz”. Jeśli sama/sam lub wspólnie z partnerem/partnerką robicie zakupy i przyrządzacie posiłki, to dokonujecie wyboru, co ma się znaleźć w waszych miskach i na talerzach. W ten sposób dbacie o zdrowie swoje i najbliższych. Do tego dzielicie się z rodziną dobrą energią. Smak domowej potrawy zawsze będzie lepszy od kupionego gotowego obiadu.

Jeśli w ciągu tygodnia nie znajdujesz czasu na przygotowywanie wyrafinowanych dań, możesz ograniczyć się do zasady trzech składników: zboża, proteiny i warzywa. Liczba ich wariantów jest nieograniczona!

Zadowalaj się tylko kilkoma świeżymi, sezonowymi produktami, za to o doskonałym smaku i najlepszej jakości. Budżet domowy na pewno nie ucierpi, a może nawet zaoszczędzisz na butelkę dobrego wina. Proste dania mają tę zaletę, że można delektować się ich naturalnym smakiem. Na przykład makaron z łyżką oliwy, parmezanem pokrojonym na plastry cienkie niczym płatki i kilkoma listkami bazylii, omlet ze szczypiorkiem czy filet z ryby usmażony bez soli, z odrobiną cytryny, podany z ziemniakiem na parze – będą smakować o niebo lepiej niż odgrzana pizza w mikrofalówce. I pamiętaj! Jedz powoli, kęs po kęsie. Uczyń ze swojego ciała świątynię!

Złote reguły

Samodyscyplina to rzadka cecha wśród ludzi Zachodu. Często odstępujemy od swoich zasad, tłumacząc sobie to wyjątkową sytuacją. Jednak jeśli chcemy się dobrze czuć w swoim ciele, cieszyć się zdrowiem i ładną sylwetką, powinniśmy ćwiczyć tę cenną cechę i nie ulegać presji otoczenia czy łakomstwu. Dążąc do doskonałości, ustal złote reguły, których będziesz w stanie zawsze przestrzegać.

W domu:

  • nie jedz ani nie pij niczego podczas przygotowywania posiłku,
  • nigdy nie jedz od razu tego, co wyciągasz z lodówki lub szafki: zawsze wyłóż jedzenie na talerz, do miseczki,
  • nawet jeśli chodzi tylko o przekąskę, usiądź, żeby zjeść ją spokojnie,
  • rozpoczynaj wszystkie posiłki od zupy lub surówki czy sałatki,
  • po posiłku, przed sprzątnięciem ze stołu, zawiń od razu resztki jedzenia w plastikową folię, żeby nie zacząć ich podjadać,
  • zawsze miej w torebce jakąś małą przekąskę – suszone owoce, baton proteinowy, żeby nie ulec pokusie zjedzenia czegoś w ulicznych barach.
W restauracji:
  • poproś o podanie sosu osobno,
  • poproś o zapakowanie resztek posiłku,
  • nie jedz chleba,
  • podziel się z towarzyszem przekąską, deserem (zamów 1 porcję na 2 osoby)
Każdego dnia:
  • wypijaj szklankę wody po wstaniu rano i przed położeniem się wieczorem spać,
  • jedz trzy lekkie posiłki,
  • nigdy nie dokładaj sobie jedzenia, z wyjątkiem warzyw,
  • zjadaj tylko jedną kostkę czekolady za jednym razem,
  • po dwóch dniach odstępstw od diety jedz mniej przez kolejne dwa dni,
  • w towarzystwie innych jedz dla przyjemności, kiedy jesteś sam – dla zdrowia,
  • zimą jedz zupy, latem – surówki i sałatki z warzyw,
  • jadaj tylko w dobrych restauracjach lub zabieraj ze sobą do pracy kanapkę

Stała miarka

Najlepszym sposobem na zjadanie mniejszych porcji na co dzień, jest spożywanie ich z małej miseczki. Dlatego zaopatrz się w miseczkę o pojemności 600 ml – najlepiej z laki, bo jest lekka, elegancka, doskonale przewodzi ciepło i się nie tłucze.

Możesz wypełnić ją zupą, warzywami, sałatką, ryżem z rybą. To idealna miarka. Jeden posiłek – jedna miseczka. Tak na co dzień jedzą mnisi zen, ale i miliony Chińczyków i Japończyków. Przed włożeniem dania do miseczki, pokrój składniki na małe kawałki, by móc zjeść je łyżką czy pałeczkami. „Spożywany z czarki pokarm nabiera niemalże smaku zen… A jak przyjemnie jest przenosić naszą miseczkę tam, gdzie mamy ochotę spożyć posiłek – na kanapę, na werandę bądź po prostu na dywan!” – zapewnia Dominique Loreau.