1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Żywioły na stole

Żywioły na stole

fot.123rf
fot.123rf
Zdrowa dieta zwykle oznacza liczenie kalorii, badanie składu produktów, witaminy, minerały, przyswajalność. Kuchnia pięciu przemian zwraca uwagę na to, co – choć najtrudniejsze do zidentyfikowania – jest wszędzie. Na energię.

Teoria pięciu przemian (albo pięciu elementów) wywodzi się z praktykowanej od tysięcy lat medycyny chińskiej przywiązującej ogromną wagę do profilaktyki zdrowotnej. „Dawniej w Chinach lekarz otrzymywał wynagrodzenie, dopóki jego pacjent nie zachorował” – mówi Dominika Adamczyk, założycielka Akademii Zdrowego Odżywiania „Tao Zdrowia” i organizatorka warsztatów gotowania według pięciu przemian. „Do dziś specjaliści od medycyny chińskiej potrafią rozpoznać i usunąć zaburzenia w organizmie, zanim pojawią się objawy chorobowe”. Jeśli już są, medycyna wschodnia nie ogranicza się do ich usunięcia – dąży do wykrycia i wyeliminowania przyczyny. Przy diagnozie uwzględniane są wszystkie aspekty naszego życia: stany emocjonalne, relacje z innymi ludźmi, zwyczaje, upodobania, marzenia. Ważne jest, o której godzinie kładziemy się spać, czy znajdujemy czas na aktywność fizyczną, czy potrafimy się zrelaksować. Duże znaczenie ma środowisko, w którym żyjemy, oczywiście również klimat. W odróżnieniu od zachodniej medycyna chińska traktuje człowieka całościowo, jako spójny system, w którym żaden organ nie może funkcjonować osobno. Przyjmuje się, że człowiek pozostaje w ścisłym związku ze wszystkimi elementami natury, podlega tym samym prawom co makrokosmos. Te prawa dotyczą przede wszystkim przepływu energii życiowej, zwanej przez Chińczyków chi.

Każda dysharmonia, nieprawidłowość oznacza, że ten przepływ został zaburzony – nastąpił zastój, zagęszczenie, może przyspieszenie. Pojawia się gorsze samopoczucie, choroba. Dążąc do przywrócenia harmonijnego przepływu energii, medycyna chińska posługuje się trzema podstawowymi narzędziami: dietą, ziołolecznictwem i stymulacją odpowiednich punktów ciała – za pomocą akupunktury, akupresury, refleksologii czy moksoterapii (nagrzewanie punktów akupunkturowych). Dietoterapia to najbardziej oczywiste remedium – siłą rzeczy jemy codziennie. Odpowiedni sposób odżywiania może zapobiec wielu dolegliwościom, zwłaszcza że – jak twierdzi medycyna chińska – każda choroba zaczyna się od układu trawiennego.

Skarb w nerce

Każdy z nas rodzi się z innym potencjałem energetycznym – chodzi o energię przedurodzeniową, przechowywaną w prawej nerce. To taki pakiet startowy, który dostajemy od rodziców. Jak mówi Dominika Adamczyk, z łona mamy jedni wyjeżdżają jako syrenka, inni jako mercedes. „Dawniej rodzice przygotowywali się do poczęcia dziecka, rezygnując ze złych nawyków, oczyszczając organizm z toksyn. W okresie rozwoju płodowego dziecka najwięcej zależy oczywiście od matki, chociaż relacje między rodzicami nadal mają duże znaczenie”. Wszyscy znamy osoby, które źle się odżywiają, palą, mało śpią i wyglądają na okazy zdrowia. Oznacza to prawdopodobnie, że ich organizm dysponuje dużymi zasobami energii przedurodzeniowej, do której mogą się odwołać. Ale nie dajmy się zwieść – rezerwy wcześniej czy później się zużyją. A kiedy wyczerpuje się energia przedurodzeniowa, nasze życie dobiega końca. Wnioski są proste.

Dominika Adamczyk zwraca uwagę, że medycyna konwencjonalna zajmuje się głównie podtrzymywaniem życia (zamiast poprawą jego jakości): „Polska należy do krajów o największym w Europie spożyciu lekarstw, mimo to nasz stan zdrowia pozostawia coraz więcej do życzenia. Nie umiemy zadbać o układ odpornościowy, nękają nas rozmaite choroby cywilizacyjne, alergie. Wielokrotnie wyprowadzałam moich bliskich z przeziębień, ostrych angin czy stanów zapalnych bez leków – dzięki stosowaniu diet leczniczych według medycyny chińskiej. Przekonałam się do nich, kiedy mój synek cierpiał na ostre zakażenie układu moczowego. Antybiotyki tylko rozbiły system odpornościowy, za sprawą odpowiedniej diety zakażenie ustąpiło natomiast w ciągu kilku dni”.

Pięć żywiołów

Według teorii pięciu przemian wszystkie elementy wszechświata są w ciągłym ruchu, przenikają się nawzajem, zmieniają niczym pory roku. Kolejne fazy cyklu symbolizują: drzewo, ogień, ziemię, metal i wodę. Każdemu z tych pięciu żywiołów przyporządkowany jest smak, kolor, pora roku, kierunek świata i narząd wewnętrzny. I tak: drzewo to smak kwaśny, kolor zielony, wiosna, wschód, wątroba i woreczek żółciowy; ogień – smak gorzki kolor czerwony, lato, południe, serce i jelito cienkie, ziemia – smak słodki, kolor żółty, późne lato, centrum, żołądek i śledziona; metal – smak ostry, kolor biały, jesień, zachód, płuca i jelito grube, woda – smak słony, kolor czarny, zima, północ, nerki i pęcherz moczowy.

Teoria obejmuje znacznie więcej procesów i zjawisk: pory dnia, fazy życia, emocje, dźwięki, zapachy, i to, co najbardziej związane ze smakiem – produkty spożywcze. Przemiany następują po sobie, zataczając krąg, wpływając na siebie nawzajem. Ogień odżywia ziemię, ziemia odżywia metal, metal – wodę itd. Ten odwieczny porządek Chińczycy nazwali cyklem odżywczym. Do czego nam ta wiedza podczas gotowania? Otóż wrzucając poszczególne składniki do garnka według kolejności wynikającej z tego cyklu, możemy – poprzez harmonijną, odżywczą, lekkostrawną dietę – przyczynić się do lepszego stanu zdrowia. Weźmy prosty przykład: sos pomidorowy. Jeśli zechcemy go przyrządzić według teorii pięciu elementów, mógłby wyglądać następująco: na rozgrzaną patelnię (przemiana ognia) wlewamy oliwę (ziemia), dodajemy czosnek i pieprz albo chili (metal), a następnie sól (woda), pomidory (drzewo) i zioła prowansalskie (znów ogień).

Po każdej przemianie zaleca się wymieszać produkty w garnku lub na patelni i trochę odczekać. Oprócz kolejności zwracajmy uwagę na proporcje – im więcej smaków znajdzie się w potrawie, tym lepiej odżywimy nasze narządy. Liczy się też finał – kończąc przyrządzanie potrawy produktem z określonej przemiany, kierujemy energię do narządu, który najbardziej jej potrzebuje. Bardzo ważne jest jednak podejście całościowe, bo obieg energii w organizmie odbywa się zgodnie z cyklem odżywczym. Jeśli więc na przykład niedomaga wątroba, prawdopodobnie osłabione są też nerki albo pęcherz.

Żeby nauczyć się odpowiednio komponować potrawy, trzeba wyposażyć się w tabele przyporządkowujące składniki określonym żywiołom (są dodatkiem wszystkich książek poświęconych zagadnieniu). Głównym kryterium decydującym o przynależności do danego żywiołu jest smak. Dlatego do przemiany metalu (smak ostry) należą m.in. czosnek, cebula i pieprz. Do przemiany ognia (smak gorzki) zalicza się orzechy włoskie, kawę, herbatę, kaszę gryczaną, ale też wrzątek. Drzewo (smak kwaśny) reprezentują kwaśne owoce i pomidory, biały ser, mąka, drób. Ziemia to produkty słodkie – miód, ziemniaki, marchew, słodkie owoce, a przemiana wody – słone: sól, ryby, rośliny strączkowe również woda. Niektóre produkty można przypisać do różnych smaków, choćby jabłko (w zależności od tego, czy jest słodkie, czy kwaśne). Świeżą bazylię przyporządkowuje się aż trzem smakom (kwaśny, gorzki, ostry). W razie wątpliwości dobrze jest spróbować, jak smakuje dany produkt. Dodatkową wskazówką może być kolor.

Zaufać naturze

Ze względu na ich właściwości termiczne produkty żywnościowe też dzieli się na pięć grup: gorące (rozgrzewają organizm), ciepłe (działają lekko rozgrzewająco, wspomagają aktywność), neutralne (wzmacniają energię, równoważą pracę narządów), chłodne/nawilżające (sprzyjają budowie krwi i płynów odżywczych ciała), wreszcie zimne (wychładzają). Termikę produktu zmienia proces gotowania (najkorzystniejsze dla organizmu są potrawy gotowane, spożywane na ciepło), ale i tak w naszej strefie klimatycznej należy ze szczególną ostrożnością stosować produkty zimne i gorące. Najlepiej służą nam te neutralne, głównie zboża (kiedyś w Polsce jadło się ich bardzo dużo, potem wyparły je ziemniaki). Oczywiście co innego ziarno zboża, a co innego bułka – to już żywność przetworzona.

Kuchnia pięciu przemian stawia na naturalność – bo natura wie najlepiej, czego nam trzeba w danej porze roku, pod określoną szerokością geograficzną. W naszym klimacie z punktu widzenia energetycznego absolutnie nie służą nam owoce cytrusowe, zwłaszcza zimą. Mają charakter silnie wychładzający – nie bez powodu rosną w gorącym klimacie, tam świetnie spełniają swoją funkcję. To samo dotyczy bananów: „Nawet w ciepłych krajach bardzo rzadko jada się je w postaci surowej, zwykle są zapiekane” – zauważa Dominika Adamczyk. „W Polsce podkarmia się nimi małe dzieci nawet zimą”. Wychładzająco i mocno nawilżająco działa też nabiał, w szczególności produkty fermentowane, np. jogurt. A nadmiar wilgoci i zimna w organizmie to pierwszy krok do infekcji. Jogurt sprawdza się np. na Bałkanach – jako dodatek do pieczonych, pełnych ostrych przypraw mięs, doskonale je równoważy. U nas powinien być stosowany z umiarem.

Mimo wielu wymogów i na pierwszy rzut oka surowych zasad kuchnia pięciu elementów daje wiele możliwości eksperymentowania, pozwala wykazać się kreatywnością. Możemy dostosować do jej wytycznych ulubione przepisy – nawet jajecznicę da się przyrządzić według koła pięciu żywiołów. Na szczęście w praktyce wszystko okazuje się dużo prostsze, niż mogłoby się wydawać. Dlatego warsztaty organizowane przez Akademię Zdrowego Odżywiania „Tao Zdrowia” mają charakter praktyczny – owszem, są wykłady, wyjaśnienia, ale przede wszystkim się gotuje. Potrawy przygotowywane według autorskich przepisów (wyłącznie wegetariańskie) zmieniają się w zależności od pory roku i tematu warsztatów. Prawdziwą rewelacją są płatki pszenne z duszonymi owocami i powidłami z suszonych śliwek i daktyli – można zajadać się nimi codziennie. Warsztaty mają jeszcze jedną zaletę – weryfikacja umiejętności jest natychmiastowa. Bo nieodłączną częścią nauki jest oczywiście wspólna konsumpcja.

Zaskakujące!

Według kuchni pięciu przemian:
  • Zielona herbata, zwłaszcza słodzona, jest niewskazana w naszym klimacie. Niezależnie od temperatury ma działanie wychładzające.
  • Picie podczas posiłku spowalnia proces trawienia (rozcieńcza soki trawienne).
  • Nawet najbogatsze w witaminy warzywa po zamrożeniu nie dostarczą już nam energii (mrożenie pozbawia je chi).
  • Jedzenie grillowanych mięs latem prowadzi do przegrzania organizmu.
  • Tylko latem możemy sobie pozwolić na więcej surowych produktów. Ale nawet teraz nie należy przesadzać z surówkami czy chłodnymi napojami. Mają działanie wychładzające.
  • Spożycie naprawdę zimnych dań przy wysokich temperaturach na zewnątrz oznacza dla żołądka prawdziwy szok termiczny.
Składniki: 1,5 szklanki wody (WODA), pół szklanki płatków pszennych lub orkiszowych (DRZEWO), słodka gruszka lub jabłko (ZIEMIA), garść rodzynek (ZIEMIA), kilka migdałów (ZIEMIA), szczypta kurkumy (OGIEŃ)

Sposób wykonania: Do garnka, w którym będziesz gotować, wsyp płatki i wypłucz pod bieżącą wodą. Zalej płatki zimną wodą. Gotuj pod przykryciem na małym ogniu. Gdy woda się wchłonie, odstaw garnek z ognia i zostaw pod przykryciem jeszcze przez 10–15 min.

Rozgrzej patelnię (O), wlej olej i dodaj masło, wrzuć grubo pokrojone jabłka i gruszki, rodzynki i całe migdały (Z). Cały czas mieszając, dodaj szczyptę cynamonu, ewentualnie kardamonu (M). Po chwili, nie dopuszczając do przypalenia się owoców, dolej trochę gorącej wody (W). Następnie dodaj szczyptę kurkumy (O). Duś pod przykryciem, aż owoce będą miękkie. Gdyby woda wyparowała, dolej trochę wrzątku (O).

POWIDŁA Z SUSZONYCH ŚLIWEK I DAKTYLI

(mogą też być suszone morele i suszona żurawina)

Wypłucz suszone śliwki, zalej wodą i gotuj na małym ogniu pod przykryciem, mieszając co jakiś czas, aż zupełnie się rozpadną. Ugnieć masę widelcem lub ubijakiem do ziemniaków.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Życiowy potencjał w medycynie wschodniej - skąd możemy czerpać energię?

Fot. iStock
Fot. iStock
W ujęciu tradycyjnej medycyny chińskiej potencjał, jakim będziemy dysponować przez całe życie jest określony już w chwili narodzin. Chińczycy nazywają go energią przedurodzeniową. Składa się na nią potencjał naszych rodziców, naszych przodków, a więc to, co dzisiejsza nauka dostrzegła w genach. I na to nie mamy wpływu.

Z każdym dniem i godziną każdemu z nas ubywa tej energii – dlatego się starzejemy.

Ale na tempo utraty życiowego potencjału mają wpływ: energia czerpana z pożywienia, z powietrza i z umysłu. Dzięki temu możemy i powinniśmy świadomie oddziaływać na stan naszej energii życiowej – wspomagać fizyczne i psychiczne zdrowie, i w ten sposób opóźnić proces starzenia.

Energia z pokarmu

Energię chi, bo tak się ją określa, możemy czerpać z właściwego dla naszych indywidualnych  potrzeb pokarmu. Nie ma uniwersalnej diety dla wszystkich ludzi, ale podstawą pożywienia każdego dbającego o swoje zdrowie człowieka powinny być wszystkie jadalne nasiona (mają dużo własnej chi i są w łańcuchu pokarmowym oddalone od ludzkiego DNA). Należą do nich przede wszystkim zboża, wszelkiego rodzaju kasze, ale również nasiona roślin strączkowych, np. groch, fasola oraz takie przysmaki, jak orzechy, migdały, pestki słonecznika, dyni itp. Pokarmy sprzyjające zdrowiu to również warzywa i owoce spożywane w różnych wersjach, zarówno surowe, jak i na ciepło. W piramidzie zdrowia ostatnie miejsce zajmują pokarmy zwierzęce, a wśród nich pokarmy ssaków będących genowo najbliżej białka ludzkiego (należy do nich wieprzowina), potem białko mięsa ptaków i ryb.

Energię do życia czerpiemy też z powietrza, dlatego tak duże znaczenie mają ćwiczenia oddechowe oraz jakość powietrza, którym napełniamy nasze płuca. Aktywność fizyczna sprzyja czerpaniu tej energii wraz z tlenem transportowanym przez pęcherzyki płucne do krwi.

Energia generowana przez umysł

Najpotężniejszą porcją energii można zasilić się (ale i, niestety, osłabić) poprzez sterowanie własnym umysłem. Jeśli w życiu przeważają mądrość, przyjacielskość, współczucie, sprawiedliwość i uczciwe zamiary nasz umysł zdolny jest zrekompensować nawet niedomagania ciała. Zdolny jest też dać radość życia i poczucie sensu w każdej zastanej chwili. To czyni człowieka nieustraszonym.

Strach natomiast jest najbardziej destrukcyjną emocją dla nerek, od których, według tradycyjnej medycyny chińskiej, zależy energia chi. Współczesnemu człowiekowi, bardziej niż kiedyś, towarzyszy strach przed starością i przemijaniem. W dawnych czasach starość była atutem, mówiło się np. z szacunkiem „zacny staruszek”. W niektórych kulturach tylko starzec mógł być uznany za mędrca. W kulturze zachodniej zewsząd podsycany kult młodości czyni człowieka nieodpornym na najbardziej naturalne ze wszystkich naturalnych zjawisk – przemijanie.

Jeśli mamy dobrej jakości energię życiową, nie boimy się przemijania i przyjmujemy spokojnie to, co lata niosą.
Tymczasem słyszy się dokoła, że młodość może nam przedłużyć lek od ginekologa, skalpel chirurga czy zabieg u kosmetyczki. Wszystko to sprawia, że przestajemy być świadomi możliwości własnego organizmu, a naturalne procesy, jakie w nim zachodzą jawią się jako choroba, która wymaga leczenia. Jednym z przykładów może być okres menopauzy. Lansowane hormony, zwane eliksirem ryzyka, nie są jedynym środkiem do łagodzenia objawów menopauzy i na pewno nie są  eliksirem zdrowia. Oprócz działania onkogennego (ryzyko choroby nowotworowej) obciążają wątrobę, która musi sobie poradzić z ich metabolizmem. Ponieważ wątroba jest też odpowiedzialna za poziom niektórych czynników krzepnięcia, pojawia się możliwość wystąpienia choroby zakrzepowej. W medycynie Wschodu i Zachodu niejednakowo respektuje się powiązania narządowe warunkujące homeostazę, czyli równowagę wewnętrzną wszystkich układów ciała ludzkiego.

Ojciec medycyny, Hipokrates podkreślał, że naczelną zasadą leczenia jest „po pierwsze nie szkodzić”. A więc, jeśli działanie lekarza ma spowodować szkody większe niż sama choroba, należy przyjąć inną strategię. Przecież takie objawy jak gorączka czy ból często ostrzegają przed tym, co zaczyna się dziać w chorym organizmie. Mogą więc stać się jego sprzymierzeńcem poprzez szybką mobilizację układu odpornościowego (w podwyższonej temperaturze na przykład intensywnie produkowane są przeciwciała, a mniej intensywne jest namnażanie się bakterii, wirusów i innych patogenów). Oczywiście medycyna Zachodu w sytuacjach załamania się układu odpornościowego, urazach, nieodwracalnych lub wrodzonych defektach zdrowia przejmuje dowodzenie i jej zasługi są niekwestionowane. Jednak w wielu  przypadkach przewlekłych schorzeń sama nie zdaje egzaminu i powinna czerpać z mądrości medycyny Wschodu.

Dr n. med. Wiesława Stopińska: lekarka rodzinna i pediatra; dyplomowana akupunkturzystka. Propaguje i stosuje w praktyce lekarskiej naturalne metody diagnozowania i leczenia obok metod akademickich. Autorka książki "Medycyna. Między wschodem a zachodem".

  1. Zdrowie

Zdrowo żyć, zamiast się leczyć

Jeżeli współpracujemy z naturą, żyje nam się dobrze. Jeżeli przestajemy współpracować, wybijamy się z tej całości i zaczyna się choroba. (Fot. iStock)
Jeżeli współpracujemy z naturą, żyje nam się dobrze. Jeżeli przestajemy współpracować, wybijamy się z tej całości i zaczyna się choroba. (Fot. iStock)
Jeśli nawrócimy się na pierwotne, naturalne smaki, zyska na tym i zdrowie, i poczucie przynależności. – Jedzmy to, co nasza praprababka uznałaby za jedzenie – radzi doradca żywieniowy Anna Krasucka.

Zajmujesz się terapią jedzeniem. Na czym ona polega?
Terapia to modne słowo, fachowo nazywam się dietetykiem medycyny chińskiej, bo mam dyplom z dietetyki leczniczej według tradycyjnej medycyny chińskiej. Dietetyki medycyny zachodniej nie ukończyłam, bo program studiów głównie skupiał się na farmakologii. Wybrałam nurt naturalny. Ale czerpię też z innych źródeł – z Hildegardy z Bingen i nauki przekazanej mi przez moją babcię oraz ze współczesnych doniesień naukowych. Całą tę wiedzę łączę, co nie jest trudne, bo w wielu aspektach ona się pokrywa. Nie chodzi przecież o to, żebyśmy gotowali chińszczyznę, tylko żebyśmy szukali tego, co nam służy. Czerpali z różnych nurtów i wzbogacali swoją wiedzę. A doświadczenie pokaże, co tak naprawdę działa.

Rozumiem, że chodzi głównie o to, żeby zdrowo żyć, zamiast się leczyć.
Tak – profilaktyka to podstawa zdrowia. Legendy głoszą, że w starożytnych Chinach lekarze byli utrzymywani w danej wsi tak długo, jak długo ludzie nie chorowali. Gdy pojawiały się choroby, lekarz był wypędzany, a na dworze cesarskim – ścinany. A u nas lekarz jest opłacany, gdy ktoś choruje. Zatem w naszym systemie choroba jest dla opieki zdrowotnej sytuacją korzystną.

Jakie wymieniłabyś zatem podstawy codziennej profilaktyki?
Wyróżniłabym kilka aspektów, które mają bezpośredni wpływ na zdrowie człowieka. W pierwszej kolejności – dieta. Zwracajmy uwagę na to, żeby jeść świadomie i wybierać jedzenie jak najbardziej naturalne, czyli najmniej przetworzone. Ważny dla zdrowia jest też ruch – uprawiajmy sport, chociażby szybki półgodzinny spacer czy taniec. I traktujmy to jako przyjemność, a nie jako zadania, które mamy do wykonania. Bardzo ważnym aspektem jest oddech – oddychajmy głęboko, przeponowo i świadomie. Jak najczęściej wyjeżdżajmy na łono natury, korzystajmy ze świeżego powietrza. Ważny jest też sen – wysypiajmy się porządnie, chodźmy spać zdecydowanie przed północą, najlepiej ok. 21.30, bo wtedy sen jest najbardziej wartościowy. Wyłączajmy wtedy telewizor i komputer, wietrzmy sypialnię. Wyciszajmy się wieczorem – wtedy w nocy organizm się zregeneruje i wstaniemy wypoczęci. Utrzymujmy też w równowadze emocje. Nie chodzi o ich tłumienie, tylko wypracowanie sposobów radzenia sobie z nimi. Nie zatrzymujmy, tylko przyjmujmy i uwalniajmy.

Co pomaga radzić sobie z emocjami?
Jesteśmy częścią natury, i to niewielką częścią. Przecież pory roku zmieniają się niezależnie od tego, czy tego chcemy, czy nie. Jeżeli współpracujemy z naturą, żyje nam się dobrze. Jeżeli przestajemy współpracować, wybijamy się z tej całości i zaczyna się choroba. To mówi medycyna chińska i tak mówiła moja babcia. Kiedyś nikt nie sprzeciwiał się temu, że chwyta mróz. Ludzie wiedzieli, co nadejdzie i przygotowywali się na to. Bo wiedzieli, że jeżeli się nie przygotują, to umrą. Trzeba mieć trochę pokory, żeby uznać, że to nie my, a natura nadaje rytm życiu.

Poza tym modlitwa. Modne stały się medytacje wschodnie, ale mamy też medytacje chrześcijańskie i samą modlitwę jako formę wyciszenia. Mogą przywrócić równowagę emocjonalną. To wycofanie się z działania i przejście do emocjonalnego „tu i teraz” jest bardzo człowiekowi potrzebne. Kiedyś to wiedzieliśmy, dziś tę prawdę odkrywamy na nowo.

Podobnie w staropolskiej kuchni stosowano metody, które teraz odkrywamy na nowo, np. w kuchni Pięciu Przemian czy ajurwedyjskiej…
Dawniej ludzie wiedzieli, że pewne potrawy są rozgrzewające, a inne schładzające. Jadano zgodnie z porami roku – pomidory nie przechowywały się długo i jadano je latem, a ogórki się kisiło. Na zimę było zboże, warzywa strączkowe i korzeniowe, od czasu do czasu mięso, które przechowywało się w solance lub suszono. Kiedyś mięso i nabiał były rzadkością. To była forma luksusu – zwierzę zabijano na święta. Teraz mamy ciągły „luksus”. I nie chorujemy raczej z niedoboru, tylko z nadmiaru. Przyjmujemy suplementy, a prawdziwe niedobory biorą się z jakości jedzenia. Jemy za dużo białka, a jednocześnie jesteśmy niedożywieni, bo jemy fast foody i posiłki przetworzone, z puszki. To nie są odżywcze posiłki.

A jakie jedzenie jest odżywcze?
Wróćmy do naszych korzeni, do tego, jak się odżywiano kiedyś. Wybierajmy produkty jak najmniej przetworzone – marchewka niech będzie surowa, a nie mrożona czy z puszki. Jeżeli chcę zjeść mięso – niech to będzie kawałek mięsa, a nie przetworzone wędliny ze szkodliwymi dodatkami. Wybierajmy prawdziwe ziarna – płatki i zboża, nie błyskawiczne, nie przetworzone i nie słodzone. Należy uważnie czytać etykiety i zwracać uwagę na to, żeby lista składników podanych na opakowaniu była jak najkrótsza i najlepiej bez konserwantów. Najprościej mówiąc – jedzmy to, co nasza praprababka uznałaby za jedzenie.

Anna Krasucka trener, doradca żywieniowy, dietetyk tradycyjnej medycyny chińskiej, założycielka Akademii Odżywiania dla Zdrowia „Pięć Smaków". 

  1. Zdrowie

Akupresura - mapa czułych punktów

Akupresura to metoda leczenia pochodząca z Chin, znana już 7 tysięcy lat temu. (Fot. iStock)
Akupresura to metoda leczenia pochodząca z Chin, znana już 7 tysięcy lat temu. (Fot. iStock)
Akupresura, czyli uciskanie odpowiednich punktów ciała, może zdziałać cuda w przypadku wielu dolegliwości. To nie cuda zresztą, tylko tradycyjna chińska medycyna, którą można stosować w domu.

W samolocie do Egiptu: „Czy na pokładzie jest lekarz?” – głos stewardessy zakłócił spokój dr Elżbiecie Rybińskiej. Jeden z pasażerów, 40-latek, stracił przytomność. Zawał? Udar? Tętno prawie niewyczuwalne. Zawartość apteczki nieprzydatna, sytuacja coraz bardziej niebezpieczna. Doktor Rybińska mogła zrobić jedno: wykorzystać swoją wiedzę o akupunkturze. Igieł przy sobie nie miała, ale udało jej się zastosować akupresurę – uciskała kolejne punkty reanimacyjne. Mały palec lewej ręki mężczyzny – naciskała miejsce tuż przy zewnętrznej stronie paznokcia. Tam znajduje się punkt serca (gdy ktoś z niewiadomego powodu straci przytomność, można bezpiecznie próbować nacisku na to miejsce). Uciskała czubek nosa (co ułatwia odzyskanie przytomności, nawet w wypadku zatrucia alkoholem) i małżowinę uszną (jest na niej 151 punktów akupunkturowych; Chińczycy patrzą na małżowinę jak na płód w łonie matki: głowa to płatek uszny, kręgosłup – zewnętrzna krawędź ucha, a środek – narządy wewnętrzne). Mężczyzna odzyskał przytomność.

Wówczas, w samolocie do Kairu, dr Rybińska postanowiła zorganizować warsztaty akupresury dla wszystkich chętnych, aby mogli udzielać pomocy w nagłych wypadkach, ale też pomóc sobie. Akupresura oparta jest na tej samej wiedzy i tych samych znaczących energetycznie punktach naszego organizmu co akupunktura. Nie wymaga używania igieł, ale uciskania, a przynosi efekty.

Punkty akupresury

Kiedy na skutek wielu godzin pracy przy komputerze w pozycji, która nie jest naturalna, blokuje się przepływ energii i nie możesz myśleć – znajdź punkt na wysokości kącików oczu, w zagłębieniu, tam gdzie kończy się brew. Uciskanie go pomoże odzyskać świeżość i jasność umysłu. Jeśli boli cię kark, poszukaj na szyi z tyłu głowy, tam gdzie kończy się kość potyliczna, dwóch zagłębień.

Naciskaj je po trzy sekundy: raz, dwa, trzy… do 10. Jeśli odczuwasz duszność, na skutek stresu czy zmęczenia, znajdź meridian pośrodkowy przedni – na mostku na poziomie czwartej przestrzeni międzyżebrowej. U mężczyzn jest on umiejscowiony na poziomie brodawek sutkowych, u kobiet lepiej obliczyć cztery przestrzenie między żebrami, bo piersi mogą zmylić.

W połowie drogi między pępkiem a mostkiem jest kolejny punkt: alarmowy przedni, ważny dla żołądka. Uaktywnianie go pomaga, bo każe energii szybciej krążyć po kanałach energetycznych, co przyspiesza cyrkulację krwi i trawienie. Aby znaleźć punkty, które bezpośrednio mogą pomóc schudnąć, musimy poznać chińską miarę odległości cun. Każdy ma ją przy sobie, bo cun to szerokość kciuka człowieka. Punkty wspomagające odchudzanie położone są po dwóch stronach pępka (w odległości trzech cun) i poniżej w odległości jednego cun.

Jeśli stres i zła dieta osłabiają twój apetyt na seks, uciskaj punkty znajdujące się na poziomie kości łonowej z przodu i z tyłu na wysokości nerek (anatomicznie to kolec biodrowy tylny i przedni). To polepszy sprawność seksualną, a problemy z erekcją i oziębłością znikną. Bóle głowy? Usuwamy je, pracując nad tymi samymi punktami, które polepszają pracę jelita grubego: na dłoni, nad linią, która powstaje, gdy złączymy kciuk i palec wskazujący. Przy katarze, bólu zatok i alergii pomocne będą trzy punkty: przy skrzydełkach nosa i między łukami brwiowymi. Naciskamy je 10 razy i przytrzymujemy po 3 sekundy. Na początku brwi, w pobliżu nasady nosa znajdziemy punkty akupresurowe na czkawkę. Naciskamy i trzymamy tak długo, aż czkawka minie. Płacz? Niekiedy nie możemy się powstrzymać się od łez, a ani czas, ani miejsce na szlochy. Pomóc może wówczas punkt „radość życia”, który znajduje się po wewnętrznej stronie łokcia, w miejscu, gdzie kończy się fałd łokciowy.

Dr Elżbieta Rybińska lekarz medycyny, psychiatra, jako jedyna w Polsce opracowała mapy punktów akupunkturowych, które zaakceptował profesor Wang.

  1. Styl Życia

Feng shui, czyli jak mieszkać we właściwym kierunku?

Feng oznacza wiatr lub kierunek a shui - wodę. Feng Shui to inaczej kierunek wody. Najważniejszą zasadą jest płynąć z prądem rzeki a nie pod prąd. Czyli być w zgodzie z kierunkiem przepływu. (Fot. iStock)
Feng oznacza wiatr lub kierunek a shui - wodę. Feng Shui to inaczej kierunek wody. Najważniejszą zasadą jest płynąć z prądem rzeki a nie pod prąd. Czyli być w zgodzie z kierunkiem przepływu. (Fot. iStock)
Ta starożytna praktyka to bardzo złożony sposób planowania budowy domu w celu osiągnięcia jak największej zgodności ze środowiskiem naturalnym i otoczeniem – mówi Jacek Kryg, mistrz feng shui.

Mówi się, że za pomocą feng shui, czyli odpowiedniego urządzenia wnętrza, możemy oddziaływać na wszystkie sfery naszego życia, od miłości po zdrowie. Rzeczywiście tak jest? Feng shui nazywane jest sztuką urządzania domu. Często spłaszcza się je do zestawu prostych wskazówek, które mają przynosić natychmiastowe efekty. W rzeczywistości ta starożytna praktyka to bardzo złożony sposób planowania budowy domu w celu osiągnięcia jak największej zgodności ze środowiskiem naturalnym i otoczeniem. Feng oznacza wiatr lub kierunek, a shui – wodę. Feng shui to inaczej „kierunek wody”. Najważniejszą jego zasadą jest bowiem płynąć z prądem rzeki, a nie pod prąd. Być w zgodzie z kierunkiem przepływu.

To brzmi bardziej jak filozofia, a jednak feng shui znane jest jako logiczny system, w którym bazuje się na konkretnych obliczeniach. Pierwsze pisane źródła wspominają o feng shui już w VIII wieku p.n.e. i na tyle datuje się używane po dziś dzień techniki. W Chinach nigdy nie panowała jako taka żadna religia. Najbardziej popularny taoizm to system filozoficzny, a konfucjanizm – system społeczny. Od zawsze jednak panował tam kult przodków. Wierzono, że dobry, odpowiedni pochówek zapewni żyjącym szczęście na tym świecie. Oryginalnie feng shui powstało jako zwieńczenie kultu przodków. Służyło planowaniu pochówku i przestrzeni cmentarnej. Wierzono, że jeśli grobowce zostaną zgrane z otoczeniem, a przodkom zapewni się spokój, to będą się oni nami opiekować i wspierać żyjących. Dopiero z czasem zaczęto tę wiedzę stosować do planowania rozkładu miast, wsi i budowy domów, przede wszystkim mając na względzie strukturę krajobrazu.

Kiedyś opieraliśmy się o wiele bardziej na intuicji. Dzisiaj, funkcjonując w takim pędzie, w jakim żyjemy, nie słyszymy komunikatów, które płyną z naszego ciała, ignorujemy symptomy. Nie czujemy też, że dom, w którym mieszkamy, nam nie służy. Dlatego do diagnostyki potrzebujemy odpowiednich narzędzi.

Czym różnią się między sobą poszczególne techniki? Wczesne feng shui nazywano „feng shui form krajobrazowych”. Sprowadzało się ono do rozpoznawania wzorów w krajobrazie. Jeżeli określony wzór okazywał się powtarzalny i odpowiedni według techniki szkoły form krajobrazowych, można było budować w tym miejscu dom. Z czasem jednak coraz trudniej było o taką swobodę ze względu na określony podział działek. Powstało więc wiele technik i nurtów, które detalicznie określały, jak powinno być rozplanowane każde pomieszczenie. Jedna z technik nazywa się „120 worków złota”, inna „wędrująca gwiazda”. Techniki te różnią się między sobą tym, co bierze się pod uwagę, analizując otoczenie i planując budowę domu. Mówi się na przykład, że jeżeli dom będzie zgrany z górą, to zagości w nim poczucie bezpieczeństwa, stabilny rozwój i życie religijne. Natomiast jeżeli dom jest zgrany z wodą, to możemy liczyć na sławę i pieniądze. Gdyby udało się zgrać i wodę, i górę, to mamy jedno i drugie. Dobry konsultant feng shui zna różne techniki. Jego celem zawsze jest postawić dom w taki sposób, by był najbardziej zgodny z otoczeniem.

W feng shui mówi się, że wszystko, co znajduje się w przestrzeni, na nas wpływa. Czy to dotyczy także przedmiotów? Struktury, kolorystyki, faktury przedmiotów. Jeżeli ma pani widok z okna na górę z nawisem skalnym, podczas wichury nawet podświadomie będzie pani podchodzić do okna i patrzeć, czy ten nawis jeszcze jest. Staje się on potencjalnym zagrożeniem, czyli wpływa na pani nastrój, samopoczucie. Feng shui określa nawet, jakiej wielkości powinny być znajdujące się w przestrzeni przedmioty. Służy do tego specjalna miarka.

Chyba najbardziej popularnym narzędziem jest kompas feng shui. Kompas jest dosyć zaawansowanym narzędziem, ale sprawdza się w obecnych czasach najlepiej. Operuje żywiołami, kierunkami i znakami zodiaku. Złożony jest z wielu okręgów, a każdy z nich to inna metoda. Jedna z nich określa 24 różne rodzaje domów skierowanych w różne strony. Nazywa się to „okręgiem 24 gór”. Według tej metody istnieją trzy kierunki północy, trzy kierunki wschodu, trzy północnego wschodu itd. Każdy człowiek, w zależności od daty urodzenia, ma swoje cztery korzystne kierunki i cztery niekorzystne. Kierunki odpowiadają różnym aspektom życia. Jeden z nich odpowiedzialny jest za zdrowie. Korzystny kierunek będzie więc je wspierał, a niekorzystny – osłabiał.

Chińczycy uważają, że jeżeli człowiek musi coś robić, to niech robi to tak, żeby mu to wyszło na zdrowie. Jeśli musi jeść, niech je zdrowo, jeżeli musi się ruszać, powinien robić to w taki sposób, by nie blokować przepływu energii, ale przede wszystkim człowiek musi zamieszkiwać. Jedną z najgorszych chorób świata jest bezdomność. W każdej kulturze brak dachu nad głową jest uznawany za najgorszy obrót losu. Chińczycy uważają więc, że najważniejsze jest zdrowie i bogactwo, jako że biedę w kulturze chińskiej również uznaje się za chorobę. Człowiek nie urodził się po to, żeby cierpieć, a bieda jest źródłem cierpienia. Ją również się leczy.

Chociażby poprzez odpowiednie aranżowanie domu? Nie tylko. Mając już urządzony dom, musimy nauczyć się w nim żyć. Kompas jako narzędzie skupia się na rejonach i kierunkach. Widzę, że znajduje się pani teraz w najbardziej wysuniętym na południe rejonie w swoim mieszkaniu. Jest pani również zwrócona w kierunku na południowy wschód, co nie jest korzystnym kierunkiem, dlatego że należy pani do osób z grupy zachód. Wiem to z pani daty urodzenia. Urządzając dom, wszystkie miejsca siedzące przeznaczone do pracy, rozmów i czytania książek warto mieć skierowane w korzystną dla siebie stronę. W ten sposób będziemy w pełni sił mentalnych i zdrowotnych. Kierunek zdrowie, mimo że jest aktywny we wszystkich pomieszczeniach, według Chińczyków szczególnie uzasadniony jest dla leżenia i gotowania, ponieważ sen i jedzenie w kulturze chińskiej są odpowiedzialne za zdrowie.

Niezwykle ważne w feng shui są też żywioły. U podstaw wszystkiego, co chińskie, czy to będzie medycyna, astrologia, ćwiczenia, czy feng shui, leży koncepcja wu xing, czyli pięciu żywiołów. Żywioły przekładają się na wszystko, również odpowiadają konkretnym rejonom domu. Patrząc przez ten pryzmat, jeżeli w domu będzie problem z rejonem wody, która w medycynie chińskiej odpowiada nerkom, możemy doświadczyć osłabienia tych organów. Jeśli będzie kłopot z ogniem, możemy mieć problem z sercem. Bardzo ważna dla feng shui jest analiza astrologiczna, która nie tylko określa odpowiednie kierunki, ale też stan naszych żywiołów. W ten sposób dowiadujemy się, co konstytucyjnie nam jest potrzebne, jakiego żywiołu mamy niedobór, a jakiego nadmiar, który żywioł trzeba uzupełnić, by osiągnąć równowagę.

Jak możemy uzupełniać żywioły? Żywiołów dostarczać można chociażby odpowiednimi przedmiotami w domu czy aranżacją wnętrz. Jeżeli brakuje nam żywiołu ognia, w odpowiednim miejscu warto zainwestować w kominek. Może dla takiej osoby najlepszym sposobem będzie spanie przy kominku lub świecach. Jeżeli mamy niedobór metalu, możemy mieć metalowe elementy, metalową ramę łóżka, ale też w kuchni pięciu przemian wprowadzać więcej pożywienia odpowiadającego metalowi. Jeżeli ktoś urodził się z nadmiarem wody, często występuje u niego tendencja do alkoholizmu w aspekcie społecznym, a zdrowotnie będzie mieć kłopoty z nerkami albo dystrybucją płynów w organizmie. Jeśli taki człowiek postawi w sypialni akwarium, będzie go to dodatkowo obciążać. Bardzo popularna w Polsce była korespondująca z tym założeniem metoda zainicjowana w XIX wieku przez księdza Knajpa, tzw. wodolecznictwo. Ludzie mieli w domu w tamtym czasie tak dużo lamp naftowych, świec, kominków i pieców, że występował u nich nadmiar żywiołu ognia. Skutkowało to nadmiernym przegrzaniem, wysuszeniem i stanami zapalnymi. Metoda polegała na poddaniu się zabiegom z biczy wodnych, które sprawiały, że wyjątkowo często występujące wtedy migreny, mijały.

Czy z feng shui korzystać może każdy? Tak, bo ono służy poprawie jakości naszego życia. Każdemu polecam zapoznać się z podstawową wiedzą na temat feng shui, żeby móc z niej korzystać wszędzie, gdzie się znajdujemy. Też poza domem. W pracy, na wakacjach, w odwiedzinach. Jeśli jesteśmy skierowani w złą stronę, stajemy się niecierpliwi i gaśniemy, jak roślina, która źle posadzona, więdnie. Mech będzie zawsze dążyć do północy, kwiaty do południa. Nadrzędną zasadą jest unikać tego, co nam szkodzi. Zanim położysz się w kierunku zdrowia, naucz się więc, który to jest twój kierunek choroby i unikaj go.

Jacek Kryg kulturoznawca, religioznawca, filozof, doktorant socjologii, specjalizujący się w zagadnieniach związanych z szeroko rozumianą kulturą Chin (szczególnie z taoizmem), od 12 lat jest członkiem ścisłego zarządu IFSA (Międzynarodowe Stowarzyszenie Feng Shui) z siedzibą w Singapurze

Żywioły w mieszkaniu

Drewno, ogień, ziemia, metal i woda mają wpływ na różne dziedziny życia, dlatego ważna jest ich zrównoważona obecność w różnych strefach domu. Z każdym z tych elementów łączą się inne kształty, kolory oraz rodzaje przedmiotów.
  • Drewno dobrze wpływa na kreatywność i rozwój. Z tym elementem łączą się przedmioty o podłużnym kształcie przypominające pnie drzew oraz kolory zielony i niebieski.
  • Ogień zwiększa odwagę i umiejętności przywódcze. Aby wprowadzić ten element do swojego domu, warto udekorować wnętrza świecami i wzorami zwierzęcymi. Kolory związane z ogniem to czerwony, ale również odcienie różu i fioletu. Według zasad nowoczesnego feng shui obecność tego żywiołu wzmocnią również urządzenia elektroniczne.
  • Ziemia ma wpływ na siłę fizyczną, stabilność i zdrowie. Kolory związane z tym elementem to tak zwane barwy ziemi: brązy, zielenie i beże. Również przedmioty o kwadratowym lub prostokątnym kształcie oraz niskie, płaskie powierzchnie.
  • Metal jest odpowiedzialny za jasność myśli, logikę i zdolności analityczne, pomaga się również skupić. Łączą się z nim kształty okrągłe i owalne oraz kolory, takie jak biel, szarość, srebro oraz jasne, pastelowe barwy. Oprócz mebli i przedmiotów wykonanych z metali siłę tego żywiołu wzmocnią również kamienie.
  • Woda jest odpowiedzialna za duchowość i emocje. Czerń i ciemne barwy wzmacniają jej oddziaływanie. Bardzo ważne dla tego elementu są również lustra i nieregularne, falujące kształty. (Źródło: westwing.pl)

  1. Kuchnia

Kuchnia Pięciu Przemian

W Kuchni Pięciu Przemian ważne jest, by czuć się dobrze i być zdrowym. Należy, oprócz kolejności Przemian (smaków), zachować także równowagę między yin (chłodem i wilgocią) i yang (ciepłem i suszą). (Fot. iStock)
W Kuchni Pięciu Przemian ważne jest, by czuć się dobrze i być zdrowym. Należy, oprócz kolejności Przemian (smaków), zachować także równowagę między yin (chłodem i wilgocią) i yang (ciepłem i suszą). (Fot. iStock)
Co jeść wiosną? Najlepiej to, co nam daje natura. Jak jednak mądrze korzystać z jej dobrodziejstw? Podpowiedzi dostarcza sposób odżywiania, który praktykują już rzesze zwolenników na całym świecie.

Zazwyczaj do chińskich mądrości podchodzimy z przekonaniem, że kryją w sobie ogrom trudnej, skomplikowanej wiedzy, niedostępnej zwykłym śmiertelnikom. – Nie da się ukryć, że jest ona obszerna, bo dotyczy każdej dziedziny życia, ale wcale nie miniemy się z prawdą, twierdząc, że chińska filozofia przyrody jest bajecznie łatwa – przekonuje Anna Czelej, autorka książki „Wiosna w kuchni Pięciu Przemian”. – Z wnikliwych obserwacji chińskich wynikało, że zima nie przeradza się nagle w lato, proces przemian pór roku przebiega stopniowo, w powtarzających się regularnych cyklach, podobnie jak przemiana nocy w dzień i dnia w noc - dodaje Anna Czelej.

Fazy przejścia od ciepła do zimna i od zimna do ciepła można ująć w cykl Pięciu Przemian. W cyklu rocznym będzie to wiosna (Przemiana Drzewa), gdy niebo, biegun ciepła, przyciąga do siebie parę wodną z ziemi, następnie lato (Przemiana Ognia), gdy robi się bardzo ciepło. Po nim następuje późne lato (Przemiana Ziemi) – chwila bezruchu, konieczna przed zmianą ruchu w dół, który rozpocznie się wraz z jesienią (Przemiana Metalu), by zimą (Przemiana Wody) osiągnąć swe apogeum.

Anna Czelej mówi, że Ruch Pięciu Przemian przebiega zgodnie z ruchem wskazówek zegara, co nazywa się obiegiem karmiącym. Z każdą Przemianą korelują smaki, zapachy, barwy, emocje człowieka. W obiegu karmiącym każda Przemiana jest matką, czyli żywi następną Przemianę, i tak: Drzewo żywi Ogień, z Ognia powstaje popiół, czyli Ziemia, Ziemia rodzi Metal, Metal żywi Wodę, Woda daje napęd Drzewu.

Kolejność następujących po sobie Przemian, a tym samym kolejność dodawania produktów do przygotowanej przez nas potrawy, można najłatwiej zapamiętać, odnosząc je do pór roku: lato – Przemiana Ognia – smak gorzki (zapach spalenizny), późne lato – Przemiana Ziemi – smak słodki (słodkie owoce i warzywa), jesień – Przemiana Metalu – smak ostry, zima – Przemiana Wody – smak słony, i wiosna – Przemiana Drzewa – smak kwaśny, kolor zielony. Ten model ma zastosowanie także w życiu codziennym. Chińczycy cykl Przemian stosują m.in. w medycynie, sztukach walki, architekturze, no i sztuce gotowania. Podczas przygotowywania posiłku możemy zaczynać od dowolnej Przemiany, ważne jednak, by do potrawy dodawać przynajmniej trzy kolejne produkty według kolejności, bo to odzwierciedla cykl odżywczy w przyrodzie, a więc odżywi także nas.

Yin i yang

By czuć się dobrze i być zdrowym, należy, oprócz kolejności Przemian (smaków), zachować także równowagę między yin (chłodem i wilgocią) i yang (ciepłem i suszą). – Jeśli w potrawie znajdzie się pięć smaków, ale skomponujemy je wyłącznie z produktów yang, to będzie miała ona właściwości silnie rozgrzewające – tłumaczy Anna Czelej. Gdy z kolei posiłek skomponujemy z produktów yin, to wychłodzimy organizm, co nie jest zdrowe zwłaszcza zimą, wczesną wiosną oraz późną jesienią. Powinniśmy się starać zachować wewnętrzną równowagę yin–yang przez cały rok.

Przedwiośnie łączy w sobie koniec rocznego cyklu z nowym początkiem, śmierć ze zmartwychwstaniem. W cyklu Pięciu Przemian nic nie kończy się ostatecznie, koniec jest równocześnie kolejnym początkiem. Czas, który poprzedza wiosnę, to według Chińczyków czas bezruchu, podobnie jak późne lato. To moment tuż przed zmianą ruchu – zimą był w dół, teraz podąży ku górze: – Wiosną zaniknie zimowy ruch yin i rozpocznie w przyrodzie ekspansję ruch yang – mówi Anna Czelej. – Kiełkujące ziarna przebijają z ogromną siłą ziemię i przekształcają się w zielone rośliny. Późne lato to okres przejścia, zatrzymania między rozprzestrzenianiem się yang i ekspansją yin - dodaje.

Wiosenny ruch yang w górę powinien znaleźć odbicie w gotowanych przez nas potrawach, szczególnie w zupach. – Ja jesienią i zimą staram się dodawać do nich jak najwięcej ryżu, kasz: kaszy jaglanej, kaszy quinoa, kukurydzy. Kiedy jednak nadchodzi wiosna, stawiam na lżejsze zupy. Bo yang jest lekkie, małe, ruchliwe i szybkie, podobnie jak zarodki życia. Wiosną robi się ciepło i dlatego możemy sięgnąć po większą ilość wychładzających produktów, nie rezygnując przy tym z ciepłych, gotowanych dań. Przyroda odpowiada na nasze potrzeby i dostarcza nam wszystko we właściwym czasie – mówi Anna Czelej.

Menu na wiosnę

Jakie zmiany warto wprowadzić w kuchni wraz z nadchodzącą wiosną? – To czas nowalijek. Z tą porą roku koreluje smak kwaśny, co wcale nie oznacza, że trzeba wtedy jeść wyłącznie kwaśne produkty; o każdej porze roku należy bowiem spożywać potrawy składające się ze wszystkich pięciu smaków – podkreśla Anna Czelej.

Sezonowo zmieniają się jedynie akcenty, które pomagają nam zachować równowagę w okresowej zmianie. Na przykład smak kwaśny, związany z wiosną, działa ściągająco na żywy organizm, a więc jest to ruch, który ogranicza nieco ekspansywny ruch w górę w przyrodzie. Powinniśmy się cieszyć wiosną, kwiatami i zielenią, ale nie jest to jeszcze powód, żeby wpaść w euforię i odfrunąć.

Jak dodaje Anna Czelej, w marcu jest jeszcze stosunkowo chłodno, dobrze więc jeść dużo gotowanych potraw, powoli wprowadzając do menu więcej kwaśnych zup, typu kapuśniak, żurek czy ogórkowa. O tej porze roku możemy również kisić kwas z buraków, który zaspokaja zapotrzebowanie na minerały i witaminy, oraz wyhodować natkę pietruszki. W kwietniu i maju ujawnia się nasza tęsknota za zielonym i smakuje nam wszystko w tym kolorze, a skoro jest już cieplej, to w maju możemy zjadać bez obaw większe ilości wychładzającej sałaty, która nigdy nie smakuje tak dobrze, jak o tej porze roku. Majowym szlagierem są szparagi, a chwilę potem – młode ziemniaki. W czerwcu robi się gorąco i dlatego pojawiają się silnie wychładzające truskawki i bardzo silnie wychładzający rabarbar, czasami możemy zjeść też chłodnik.

W przyrodzie zawsze znajdziemy właściwe odpowiedzi na zachodzące zmiany, wystarczy obserwować, co rośnie o danej porze roku i z tego korzystać. Zatem wiosną jedzmy to, czym sama natura chce nas nakarmić – świeże, młode warzywa i owoce sezonowe, najlepiej z domowego warzywniaka. Samodzielnie wyhodowane i pozbawione pestycydów rośliny są najlepszym źródłem witamin i mikroelementów. Pamiętajmy również o kolejności Przemian i równowadze yin i yang.