1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Dieta na odporność. Co jeść, by nie zachorować w okresie jesienno-zimowym?

Dieta na odporność. Co jeść, by nie zachorować w okresie jesienno-zimowym?

Na produkt, który trafia na nasz talerz, powinniśmy patrzeć przede wszystkim pod kątem jego odżywczości. W ten sposób zapobiegniemy przewlekłemu stanowi zapalnemu w organizmie (przyczynie wszelkich chorób) i wzmocnimy jelita, których stan warunkuje odporność. (Fot. iStock)
Na produkt, który trafia na nasz talerz, powinniśmy patrzeć przede wszystkim pod kątem jego odżywczości. W ten sposób zapobiegniemy przewlekłemu stanowi zapalnemu w organizmie (przyczynie wszelkich chorób) i wzmocnimy jelita, których stan warunkuje odporność. (Fot. iStock)
Ma nas odżywiać, a nie pocieszać. I wzmacniać naszą odporność, bo ta w znacznej mierze zależy od stanu jelit. Jak powinna wyglądać odżywcza dieta o działaniu antyzapalnym – wyjaśnia dietetyk kliniczny i zielarz Iwona Wierzbicka.

Pandemia nie chce minąć. Perspektywa, że prawdopodobnie przyjdzie nam jeszcze długo żyć w cieniu koronawirusa, sprawia, że wizja sezonowej infekcji ma inny niż zazwyczaj wydźwięk i obawiamy się jej jeszcze bardziej niż dotychczas. Jak dodać sił organizmowi, żeby oparł się patogenom? Jak jeść zdrowo, czyli bezpiecznie?

Odżywianie zamiast liczenia kalorii

Iwona Wierzbicka, dietetyk kliniczny i autorka książki „Jak wzmocnić odporność. Dieta, styl życia, umysł, suplementy”, pisze, że na produkt, który trafia na nasz talerz, powinniśmy patrzeć przede wszystkim pod kątem jego odżywczości. W ten sposób zapobiegniemy przewlekłemu stanowi zapalnemu w organizmie (przyczynie wszelkich chorób) i wzmocnimy jelita, których stan warunkuje odporność. W trosce o ich florę bakteryjną mamy wybierać żywność pełną witamin, minerałów, białek i tłuszczów. Niby proste, ale jednak nie do końca, ponieważ najczęściej ulegamy uzależniającemu urokowi węglowodanów, czyli cukrów. Kryją się one nie tylko w słodyczach, ale i zbożach, owocach oraz warzywach bulwiastych. Robimy sobie przyjemność kawałkiem sernika, zapychamy się bułką z szynką, pocieszamy pierogami ruskimi... Dawka węglowodanów od czasu do czasu jest w porządku, jednak jeśli podstawą naszego menu są cukry, możemy zapomnieć o odporności. Przed zjedzeniem croissanta z dżemem lub zamówieniem pizzy zadajmy sobie pytanie: „czy ten produkt mnie odżywi?”, „czy naprawdę jestem głodny, a może brakuje mi miłości albo zrozumienia? Albo po prostu się nudzę?” – radzi Iwona Wierzbicka.

Zwykle kiedy jesteśmy w domu i mamy mniej pracy, jemy więcej, niż kiedy jesteśmy czymś zajęci. Pandemia sprawiła, że częściej przebywamy w pobliżu lodówki i spiżarni, przeważnie pełnej węglowodanów, a to nie sprzyja ani zgrabnej sylwetce, ani zdrowiu, ani też odporności. Zdaniem ekspertki dobrze mieć świadomość, że jedzenie to nie pluszowy miś. Ma nas żywić, a nie pocieszać. Mamy się odżywiać, a nie zajadać czy podjadać. Niedożywione ciało będzie słabe. Żeby organizm był odporny, potrzebuje wartości odżywczych, a tych nie znajdziemy w jedzeniu mocno przetworzonym czy w słodkościach. Może wydawać się, że alternatywą dla jedzenia hamburgerów i pralinek jest tylko skrzętne liczenie kalorii, żywienie się sałatą i chodzenie głodnym spać. Otoż niekoniecznie. Autorka poradnika uważa, że liczenie kalorii sprawdza się tylko u niektórych. Na przykład u sportowców czy osób mających zaburzoną relację z jedzeniem. Na nic zda nam się strategia: „zamówię do kawy brownie, a na kolację nie tknę mięsa albo w ogóle nic nie zjem”. Owszem, tym sposobem może nie przytyjemy, ale czy będziemy odporni? Pomysł, żeby przejść na którąś z licznych diet, też nie jest najlepszy. Owszem, są wśród nich skuteczne, ale trudno w nich dłużej wytrwać, więc długofalowo nie przysłuży się to odporności. Którędy zatem wiedzie najlepsza droga?

Węglowodany? Nie kupuj

Ograniczenie węglowodanów, zwłaszcza tych prostych, czyli cukru, soków owocowych, nadmiaru owoców, słodyczy, kolorowych napojów, jak również produktów z pszenicy, jest – według Iwony Wierzbickiej – pierwszą zasadą diety podnoszącej odporność. Ich nadmiar sprawia, że flora bakteryjna jelit nie chroni nas przed wirusami, bakteriami, grzybami i innymi zagrożeniami dla zdrowia. Jak sobie pomóc w odzwyczajeniu się od cukrów? Najlepiej ich po prostu nie kupować. Znacie ten przypadek – kupujemy cukierki, żeby poczęstować gości, ale zanim oni zapukają do drzwi, smakołyków już nie ma. Produkty węglowodanowe uzależniają, powodują, że nie jesteśmy w stanie o nich zapomnieć. Przez nie zjadamy więcej, niż trzeba, a nie jemy tego, czego najbardziej potrzebujemy. Jemy, by jeść, zamiast świadomie zaspokoić głód. Trudniej przejeść się jajkami, warzywami, a nawet mięsem niż makaronem czy czekoladą. Dlaczego to takie ważne?

Duet białka z tłuszczem

Efekt po zjedzeniu węglowodanów to podniesienie poziomu glukozy we krwi. Jej nadmiar jest niebezpieczny, dlatego natura wyposażyła nas w hormon: insulinę (której poziom podnosi się zaraz po glukozie) i zdolność magazynowania nadmiaru energii w postaci tkanki tłuszczowej. Niestety, dzisiejszy styl życia sprawia, że ten mechanizm obronny często zwraca się przeciwko nam samym. Zanim zaczniemy chorować, bo obniży się nasza odporność, jemy coraz więcej węglowodanów, ponieważ szybko poprawiają nastrój. Błyskawicznie sycą i wprawiają w błogość. Po zjedzeniu miski spaghetti z sosem bolognese gładzimy się po brzuchu i wydaje się nam, że nie weźmiemy do ust niczego przynajmniej przez kilka dni. Ale już po godzinie orientujemy się, że mamy ochotę na drożdżówkę, bo poziom cukru opadł, a organizm nie jest odżywiony. Tymczasem zjedzenie produktu białkowego w asyście tłuszczu i warzyw da nam uczucie sytości na cztery do sześciu godzin, a przemiana materii przyśpieszy o 25 proc. Tłuszcz bez węglowodanów praktycznie nie jest tuczący i nie podnosi poziomu insuliny. Zwykle zjadamy mniej, jeśli w potrawie jest go wystarczająco dużo. Nie należy jednak łączyć dużej ilości tłuszczu z węglowodanami, choć to smakuje nam najbardziej (frytki czy panierka). Tłuszcz jest nośnikiem smaku, a węglowodany „wciągają”. W naturze trudno jest znaleźć produkt, który ma dużo węglowodanów, a zarazem dużo tłuszczów. Naturalnymi połączeniami są tłuszcze z białkiem, węglowodany z odrobiną tłuszczu, węglowodany z odrobiną białka. Dlatego powinniśmy jeść żywność naturalną i zbliżoną do takiej, jaka występuje w naturze. Co to oznacza?

Wybieraj to, co strawne. Człowiek nie trawi błonnika, czyli skórek owoców i warzyw, okrywy zbóż (pełne ziarna, łuska) i wszelkich ziaren na surowo (na przykład nasion chia czy lnu). Żeby chleb był strawny, musimy mąkę zmielić, a następnie przygotować chleb na zakwasie (zakwas poprawia biodostępność i strawność), po czym go upiec. Kasze powinny być po prostu ugotowane, a nie prażone (płatki crunchy) czy pompowane w wysokiej temperaturze (wafle ryżowe). Zatem zboża, strączki, warzywa skrobiowe i owoce powinny stanowić dodatek w diecie, a nie jej główny składnik. Tak naprawdę potrzebujemy stosunkowo niewiele błonnika, który aktywuje produkcję dobroczynnych krótkołańcuchowych kwasów tłuszczowych w jelitach, podnoszących odporność.

Kupuj produkty lokalne i sezonowe. Człowiek synchronizuje się z florą bakteryjną otoczenia, taka żywność służy mu najbardziej. Jeszcze 30–40 lat temu jedliśmy głównie to, co pochodziło z najbliższej okolicy, bo nie mieliśmy dostępu do importowanej żywności. Ochota na owoce z egzotycznych krajów może nam przejść, jeśli uświadomimy sobie, że często są zbierane niedojrzałe, by dojrzeć w obecności specjalnych gazów, a przed transportem i pakowaniem są moczone w baliach z konserwantami i środkami grzybobójczymi. Z podobnych powodów w zimie nie warto jadać warzyw, na które nie jest sezon, czyli ogórków, pomidorów, papryki, rzodkiewki, ponieważ zwykle są uprawiane na styropianie i w szklarniach.

Według Iwony Wierzbickiej najlepiej wybierać warzywa i owoce oznaczone naklejką bio. Badania pokazują, że mają one niższą zawartość pestycydów. Jeśli jest to dla nas zbyt duży wydatek, pozostańmy przy tym, co dostępne w obecnej porze roku, a zakupy róbmy zawsze na straganach czy w warzywniakach. Naprawdę warto przełączyć się na myślenie sezonowe, powiązane z porami roku. Nasz organizm zimą potrzebuje bowiem nieco bardziej treściwego, tłustego, bogatszego w białko pokarmu, by „ogrzać” ciało, natomiast latem – pokarmu lekkiego, by je „schłodzić”, na przykład w postaci warzyw, owoców, kasz. Natura urządziła to bardzo mądrze, dając nam zimą mięso, tłuszcz, kiszonki, latem – warzywa i owoce, a na jesieni – warzywa korzeniowe, pestki i orzechy. Jedząc to, co daje nam aktualna pora roku, zasilamy organizm składnikami odżywczymi oraz antyoksydantami.

Jedz posiłki o stałych porach. Idealnie jest spożywać trzy posiłki w ciągu dnia z przerwami od czterech do sześciu godzin pomiędzy nimi oraz nocną przerwą wynoszącą 12–14 godzin. Chodzi o to, by organizm nie był stale zajęty trawieniem, ale mógł zebrać siły do walki z patogenami. Do procesu autofagii, czyli samotrawienia i samonaprawy, dochodzi w momencie, kiedy komórka zostanie zainfekowana przez drobnoustroje. DNA komórki mutuje się, żeby usunąć nadmiar toksyn lub cytokin stanu zapalnego. W ten sposób organizm broni się przed namnażaniem niezdrowych komórek. Jednak kiedy stale podjadamy lub układ trawienny nie ma nocnej przerwy w pracy, proces ten może zostać zakłócony, a konsekwencją będzie choroba. Poza tym stałe pory posiłków wnoszą do życia element spokoju. Organizm wie, kiedy dostanie pokarm, i nie stresuje się niepewnością – wykorzystując swoje zasoby na samowzmocnienie.

Orzechy, pestki, kiszonki. Rozmowa z Iwoną Wierzbicką, dietetykiem klinicznym

Iwona Wierzbicka, dietetyk kliniczny z wieloletnim doświadczeniem, szkoleniowiec. Prowadzi kanał na YouTube oraz blog, gdzie wraz z zespołem dietetyków dzieli się wiedzą. (Fot. materiały prasowe) Iwona Wierzbicka, dietetyk kliniczny z wieloletnim doświadczeniem, szkoleniowiec. Prowadzi kanał na YouTube oraz blog, gdzie wraz z zespołem dietetyków dzieli się wiedzą. (Fot. materiały prasowe)

Jak powinna wyglądać nasza dieta tej jesieni? Jesienią mamy bogactwo owoców jagodowych, które dostarczają antyoksydantów, oraz orzechów i pestek pełnych witamin i minerałów. Ponadto na przykład orzechy włoskie oraz pestki dyni mają działanie przeciwpasożytnicze. Jesień to również grzyby, które zawierają składniki wspomagające walkę z wirusami oraz czas kiszonek wspierających układ pokarmowy i zasilających nas w bakterie probiotyczne, a jak wiemy, odporność zaczyna się w jelitach. Warto zakisić również czosnek, który w tej postaci jest lepiej tolerowany, a wciąż zachowuje właściwości bakterio- i grzybobójcze.

Czego unikać, żeby nie osłabiać odporności? Przede wszystkim należy skupić się na odżywieniu organizmu. Traktować go jak dziecko, któremu nie podamy słodyczy, nim nie zje obiadu. Za oknem robi się szaroburo, a to oznacza że wiele osób zasiądzie przed telewizorem z czekoladą lub paczką czipsów. Warto zatroszczyć się o to, by najpierw zjeść konkretny, odżywczy posiłek, natomiast po przekąski nie do końca zdrowe sięgać według zasady 80/20, czyli w 80 proc. powinniśmy jeść produkty odżywcze, a w 20 proc. te niekoniecznie zdrowe, ale bardzo lubiane. Warto również wspomnieć o stylu życia, który jest często niedoceniany. Nasze ciało i układ odpornościowy lubią ruch, zimno, sen, przyrodę. Spacer powinien być codziennym punktem obowiązkowym. Pamiętajmy, nie ma złej pogody, są tylko niedostosowane do niej ubrania.

Co najlepiej jeść na śniadanie, żeby zapewnić sobie energię do działania? Jestem zwolenniczką śniadań białkowo-tłuszczowych, czyli na przykład połączenia jaj i warzyw, dobrej jakości parówek, orzechów i warzyw. Według badań naukowych oraz moich obserwacji pacjentów dietetycznych dają one poczucie sytości, wyższy poziom energii życiowej i intelektualnej oraz sprawiają, że nie mamy ochoty stale czegoś podjadać. Po takim śniadaniu po prostu lepiej się żyje, a wiele rzeczy widzimy w jasnych barwach. Jeśli jednak ktoś lubi śniadania bardziej węglowodanowe, to proszę unikać posiłków typu kulki czy płatki z mlekiem. Ich odżywczość jest pozorna, ponieważ takie produkty są fortyfikowane, czyli sztucznie wzbogacone witaminami. Ponadto składają się głównie z cukru, a jak wiemy, patogeny go lubią. Lepszym pomysłem będzie na przykład kasza jaglana na wodzie z warzywami lub owocami.

Więcej w: "Jak wzmocnić odporność. Dieta, styl życia, umysł, suplementy", Wydawnictwo Zwierciadło.

Jak wzmocnić odporność Iwona Wierzbicka Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Jak długo trwa odporność na koronawirusa po zakażeniu lub szczepieniu?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Koronawirus SARS-CoV-2 prowadzący do COVID-19 jest stosunkowo nowym wirusem i nie do końca poznanym, a uodpornienie się na niego wymaga czasu. Przeciwciała posiadają w organizmie ozdrowieńcy oraz osoby zaszczepione. Przeczytaj, czy możemy sprawdzić naszą odporność na koronawirusa.

Odporność na koronawirusa SARS-CoV-2

Odporność jest zdolnością organizmu do ochrony przed chorobami. Wyróżnia się dwa rodzaje odporności: wrodzoną, czyli naturalną, pierwszą linię obrony przed patogenami oraz swoistą, powstająca m.in. poprzez kontakt z antygenem. Na odporność na COVID-19 ma wpływ wiele różnych czynników np. wiek (wraz z wiekiem następują zmiany w odpowiedzi immunologicznej organizmu i wzrasta podatność na choroby zakaźne), płeć (niektóre badania wykazały większe miana przeciwciał u mężczyzn), choroby współistniejące, palenie papierosów czy niewyleczone infekcje.

Koronawirus SARS-CoV-2 był nowym dla nas patogenem i na początku pandemii nie było w populacji na niego odporności. Jednak pojawiło się pytanie, czy przejście COVID-19 lub szczepienie zapewni nam odporność? Jeśli tak, to na jak długo? U osoby zakażonej w ciągu dwóch tygodni organizm zaczyna wytwarzać przeciwciała przeciwko koronawirusowi. Po przebytej infekcji pamięć immunologiczna, produkowane przeciwciała oraz limfocyty T i B rozpoznają antygeny wirusa i zapewniają ochronę przed kolejnymi zakażeniami. Badania wykazały obecność przeciwciał w organizmie do około 6 miesięcy po przechorowaniu COVID-19. Wiele osób po rozpoczęciu szczepień oczekiwało końca pandemii, tymczasem słyszymy o nadchodzącej trzeciej fali koronawirusa. Jak na razie liczba zaszczepionych osób jest znikoma i zbyt mała, aby wykształciła się odporność populacyjna. Jedna dawka szczepionki jest niewystarczająca, zalecane jest przyjęcie dwóch.

Czy możemy sprawdzić naszą odporność na koronawirusa?

Obecnie dostępne są testy serologiczne sprawdzające obecność i ilość przeciwciał w pobranej próbce krwi. Przeciwciała neutralizujące anty-S to przeciwciała przeciwko białku S (glikoproteinie biorącej udział w infekcji wirusowej), pojawiające się u większości Pacjentów zakażonych koronawirusem SARS-CoV-2 prowadzącym do COVID-19. Wiążą się z białkiem koronawirusa, co zapobiega połączeniu wirusa z enzymem ACE2 znajdującym się na powierzchni wielu ludzkich komórek i jego neutralizację. Dzięki badaniom serologicznym umożliwiającym ilościowe oznaczenie przeciwciał anty-S koronawirusa SARS-CoV-2 można monitorować odporność na niego.

Dla kogo może być badanie przeciwciał przeciwko białku S i czym różni się od innych?

Test serologiczny oparty na ilościowym pomiarze przeciwciał przeciwko białku S koronawirusa SARS-CoV-2 może być przydatny dla osób chcących sprawdzić czy miały styczność z koronawirusem oraz dla chorych, po przejściu COVID-19, przy planowaniu szczepienia a także po szczepieniu, w celu zbadania odporności organizmu na koronawirusa - stwierdza specjalista portalu Zdrowegeny.pl

Wszystkie dopuszczone szczepionki na koronawirusa bazują na antygenie S i po szczepieniu w organizmie dochodzi do produkcji przeciwciał przeciwko białku S. Oznaczając przeciwciała anty-S osoby zaszczepione na COVID-19 mogą sprawdzić poziom przeciwciał w swoim organizmie i ustalić, czy faktycznie uzyskały pełną odporność na koronawirusa SARS-CoV-2. Wykonanie testu zaleca się po 7-14 dniach od przyjęcia drugiej dawki, ponieważ wtedy powinna pojawić się pełna odporność. Badanie to jest także przydatne dla ozdrowieńców. Jak interpretuje się wynik? Specjaliści i naukowcy wskazują, że im wyższy poziom przeciwciał, tym lepsza odporność na koronawirusa. Nie ma określonej górnej granicy przeciwciał.

Jak wzmocnić odporność organizmu?

W czasie pandemii warto zadbać o swój organizm i jego odporność. Funkcjonowanie układu immunologicznego zależy od wielu czynników, takich jak płeć, wiek, uwarunkowania genetyczne, styl życia, stres, sen czy dieta. W celu poprawy odporności, warto skupić się na zmianie stylu życia, dbać o prawidłową ilość snu, umiarkowaną aktywność fizyczną, zbilansowaną dietę dostarczającą odpowiednią ilość składników odżywczych, unikać stresu, przemęczenia i używek takich jak papierosy (palenie może prowadzić do przewlekłego stanu zapalnego dróg oddechowych oraz aktywacji cytokin prozapalnych). Deficyt witaminy D zwiększa podatność na infekcje, a jak wskazują badania większość Polaków ma niedobór tego składnika. Na odporność wpływa również mikroflora jelitowa, której prawidłowy skład wspiera dieta bogata w błonnik pokarmowy, ograniczenie żywności wysoko przetworzonej zawierającej duże ilości nasyconych kwasów tłuszczowych i cukrów prostych.

Bibliografia:

  1. Jankowska K., Suszczewicz N., Naturalne metody wspomagania odporności w walce z koronawirusem. Wiedza Medyczna 2020; 46-65.
  2. Sette A., Crotty S., Adaptive immunity to SARS-CoV-2 and COVID-19, Cell 2021; 184(4):861-880.
*informacja o udzielanym świadczeniu medycznym

  1. Zdrowie

Powstała "biała księga" obalająca mity o szczepieniach przeciwko SARS-CoV-2

Szczepionka przeciw SARS-CoV-2 nie jest wymysłem ostatnich miesięcy, tylko wynikiem wielu lat pracy nad technologią, która teraz dopiero znalazła zastosowanie. (Fot. iStock)
Szczepionka przeciw SARS-CoV-2 nie jest wymysłem ostatnich miesięcy, tylko wynikiem wielu lat pracy nad technologią, która teraz dopiero znalazła zastosowanie. (Fot. iStock)
Antyszczepionkowcy nie ustają w wysiłkach, by szerzyć dezinformacje na temat szczepień, które w pandemii są dla nas jedyną szansą na powrót do normalności. Dlatego lekarze i naukowcy starają się przekonywać do szczepień, odpierając nawet najbardziej absurdalne zarzuty. 

Fake newsy na temat szczepionek - ich skuteczności albo szkodliwości - pojawiają się w sieci i mediach społecznościowych każdego dnia. Stąd inicjatywa „Nauka przeciw pandemii". - Wielu Polaków w niezwykle sceptyczny, nawet nieprzyjazny sposób podchodzi do szczepień. Środowisko naukowe jest świadome tego, że tylko przełamanie obaw społecznych i działania oparte na merytorycznej, rzetelnej i sprawdzonej wiedzy mogą pomóc w zmianie postaw Polaków względem szczepień i  tym samym przyczynić się do wysokiej wyszczepialności i zatrzymania pandemii.- mówi mówi Andrzej M. Fal, Prezes Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego, Przewodniczący Rady naukowej „Nauka przeciw pandemii”.  - Dlatego zaprosiłem grono kilkunastu uznanych ekspertów z różnych dziedzin od lat działających na rzecz zdrowia publicznego: chorób zakaźnych, wakcynologii, wirusologii, chemii i biochemii, medycyny rodzinnej, do zjednoczenia się w ramach inicjatywy „Nauka przeciw pandemii” i przygotowania białej księgi pod tytułem „Szczepienia przeciw COVID-19. Innowacyjne technologie i efektywność” będącej kompendium wiedzy o szczepieniach, ich technologii oraz zasadności w walce z pandemią.”

Z dokumentu dowiadujemy się jak działają szczepionki, w jaki sposób powstawały, jak przebiega proces rejestracji i dopuszczenia do użytku. Ta publikacja to pierwszy tak kompleksowy dokument przygotowany przez przedstawicieli nauki i medycyny na rzecz edukacji i szerzenia rzetelnej informacji na temat szczepionek przeciw COVID-19.

Między innymi dzięki takim inicjatywom poziom zaufania do szczepionek wśród Polaków rośnie. W badaniu zrobionym przez Warszawski Uniwersytet Medyczny i ARC Rynek i Opinia w pierszej połowie grudnia tylko 17 proc. Polaków zamierzało się zaszczepić tak szybko jak to będzie możliwe, a 23 proc. dopiero po jakimś czasie. Pod koniec stycznia nieco ponad połowa badanych (53 proc.) zadeklarowała chęć zaszczepienia* - w liczbie tej są osoby, które odpowiedziały „zdecydowanie tak” i „raczej tak”. Największe zainteresowanie szczepieniami widoczne jest wśród osób z dużych miast, zamożnych i dobrze wykształconych (*badanie "Polacy o szczepionce na koronawirusa", agencja badawcza Inquiry)

Zobacz pełną treść białej księgi „Szczepienia przeciw COVID-19. Innowacyjne technologie i efektywność”

  1. Zdrowie

Pyłek pszczeli - właściwości i zastosowanie. Jak go stosować?

Zarówno pyłek pszczeli jak i pierzga mają wiele właściwości zwiększających wytrzymałość organizmu. (fot. iStock)
Zarówno pyłek pszczeli jak i pierzga mają wiele właściwości zwiększających wytrzymałość organizmu. (fot. iStock)
Pyłek pszczeli ma szczególne zastosowanie w okresie zimowym i wczesno wiosennym. Jest naturalnym źródłem cennych witamin i minerałów. Pomaga wzmocnić system immunologiczny poprzez szybkie przyswajanie zawartych w nim składników.

Pyłek pszczeli to potoczna nazwa na pyłek kwiatowy (męskie komórki rozrodcze roślin) zbierany przez pszczoły. Pszczoły zbierają pyłek z pręcików kwiatów (czyli z męskiej części kwiatów), po czym umieszczają go na swoich odnóżach zlepiając niewielką ilością nektaru. Tak przymocowany pyłek zanoszą do ula.

Pszczelarze pozyskują pyłek pszczeli zakładając przy wlocie do ula tzw. poławiacze pyłku. Część pyłku zostawia się wtedy pszczołom do dyspozycji, część zostaje w poławiaczu. Suszony i „przewiany” pyłek (wydmuchuje się z niego drobne zanieczyszczenia) nadaje się już do spożycia. Charakteryzuje się przyjemnym, słodkawym smakiem.

Pyłek pszczeli to jednak nie jedyny produkt, który wykazuje zdrowotne właściwości… Otóż tam, gdzie nie stosuje się poławiaczy pyłku, pszczoły gromadzą pyłek w plastrach, w dużych ilościach. Składając go w komórkach plastra, dodają troszeczkę miodu i enzymów pszczelich, a następnie ubijają całość główkami. Mieszanka pyłkowa, ubita w komórkach plastra, fermentuje przy pomocy bakterii kwasu mlekowego. Tak właśnie powstaje pierzga, która ma już bardziej gorzkawy i kwaskowy posmak.

Pierzga jest wyjątkowym darem natury, choć często zbyt mało znanym i niedocenionym przez ludzi. (fot. iStock) Pierzga jest wyjątkowym darem natury, choć często zbyt mało znanym i niedocenionym przez ludzi. (fot. iStock)

Pyłek pszczeli – właściwości

Zarówno pyłek pszczeli jak i pierzga to całe bogactwo witamin, minerałów, makroelementów, aminokwasów. Dzięki zastosowaniu tych naturalnych produktów bardzo szybko uzupełniamy w organizmie różne niedobory, przez co wzmacniamy odporność i przyspieszamy jego regenerację.

Właściwości lecznicze pyłku pszczelego (szczególnie w formie pierzgi) to m.in. zwiększona wytrzymałość i odporność organizmu, poprawa koncentracji, poprawa wzroku, działanie antydepresyjne, antyalergiczne, odtruwające i przeciwzapalne.

Pyłek pszczeli posiada też właściwości regulujące trawienie i poprawiające metabolizm. Ponadto przyspiesza regenerację wątroby i zmniejsza ryzyko wystąpienia prostaty u mężczyzn. Działa przeciwmiażdżycowo, reguluje poziom cukru we krwi, obniża poziom lipidów we krwi, wpływa na wzrost czerwonych krwinek, zawartość hemoglobiny i żelaza we krwi, wspomaga leczenie nadciśnienia tętniczego.

Warto więc zadać sobie pytanie, dlaczego pyłek pszczeli ma aż tak szerokie zastosowanie? Otóż pamiętajmy, że pyłek pszczeli to są komórki rozrodcze roślin - muszą więc być bogate w substancje odżywcze. Swoje wyjątkowe właściwości pyłek pszczeli zawdzięcza takim składnikom jak: witaminy (A, B1, B2, B6, B12, C, D, E, K, P i PP), pierwiastki (potas, żelazo, selen, magnez, miedź, krzem, chlor, siarkę, mangan), enzymy (inwertazę, katalazę, trypsynę, lipazę, laktazę) oraz aminokwasy (metionina, lizyna, treonina, histydyna, leucyna, izoleucyna, walina, fenyloalanina, tryptofan).

Pierzga z kolei bogatsza jest od pyłku o enzymy pszczele, miód i bakterie kwasu mlekowego, a dzięki procesom fermentacji pierzga jest też lepiej przyswajalna. Dodatkowo bakterie kwasu mlekowego poprawiają nasze trawienie i wspomagają oczyszczanie organizmu z toksyn.

Pyłek pszczeli – jak stosować

Zanim dowiemy się jak stosować pyłek pszczeli, warto poznać podstawowe zasady dotyczące jego przyswajalności. Sam pyłek, bez moczenia, przyswajalny jest przez nasze organizmy zaledwie w kilku procentach, pierzga – w kilkunastu. Natomiast po namoczeniu, zarówno pyłek jak i pierzga są przyswajalne w ponad 90%! Dlatego jeśli chcemy stosować pyłek pszczeli i skorzystać w pełni z jego właściwości, powinniśmy namaczać go przez minimum 4 godziny (zarówno pyłek jak i pierzgę).

Jak stosować pyłek pszczeli, który został już dobrze namoczony? - Należy go spożywać przynajmniej pół godziny przed posiłkiem, na czczo, lub dwie godziny po posiłku. Dawkowanie pyłku lub pierzgi zalecane jest w ilości od 10 do 30 g dziennie (przed namoczeniem) - czyli mniej więcej od 1 do 3 łyżek.

Jeśli chcemy uzyskać widoczne efekty, powinniśmy przyjmować pyłek lub pierzgę przez okres od jednego do dwóch miesięcy.

Konsultacja merytoryczna: Artur Rosłoniec, pszczelarz z 12-letnim doświadczeniem, pasjonat pszczelarstwa. Prowadzi rodzinne gospodarstwo pasieczne Złota Pszczółka na terenie Mazowieckiego Parku Krajobrazowego.

  1. Zdrowie

Adaptogeny - wzmacniają odporność i zmniejszają negatywny wpływ stresu

 Różeniec górski, nazywany też „złotym korzeniem”, jest byliną o silnych właściwościach antyoksydacyjnych i antydepresyjnych. (Fot. iStock)
Różeniec górski, nazywany też „złotym korzeniem”, jest byliną o silnych właściwościach antyoksydacyjnych i antydepresyjnych. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Nie zlikwidują zanieczyszczenia środowiska czy hałasu, nie zastąpią dobrej diety czy zdrowego snu. Ale mogą wzmocnić naszą odporność i zmniejszyć negatywny wpływ stresu. Nie bez powodu ich nazwa oznacza „przystosować się”. Pora poznać (i stosować) rośliny o właściwościach adaptogennych.

Po raz pierwszy termin „adaptogen” został użyty w połowie XX wieku przez rosyjskiego uczonego i lekarza Mikołaja Lazarewa, który poszukiwał substancji podnoszących odporność na stres, niekoniecznie naturalnych. Jego prace zwróciły uwagę innego uczonego ze Związku Radzieckiego, Izraela Brekhmana, który zainteresował się adaptogenami pochodzenia roślinnego. Celem naukowca było opracowanie specyfiku, który wzmacniałby wydolność organizmu i pozwalał radzieckim sportowcom osiągać lepsze wyniki, a żołnierzom (w przyszłości zaś i kosmonautom) — być bardziej sprawnymi niż ich zachodni koledzy. Pierwszym ziołem, które badał Brekhman, był żeń-szeń azjatycki, w tradycyjnej medycynie chińskiej od dawna uważany za roślinę długowieczności. Ponieważ jednak nie rósł on w republikach radzieckich, poszukiwano alternatywy dostępnej w kraju. Okazał się nią żeń-szeń syberyjski. Według książki „History of Adaptogens” Davida Winstona i Stevena Maimesa, pierwsze opublikowane przez Brekhmana wyniki jego badań były kamieniem milowym w historii adaptogenów. Wkrótce potem ekstrakt z żeń-szenia syberyjskiego został zatwierdzony przez komitet farmakologiczny ministerstwa zdrowia ZSRR do użytku klinicznego jako środek pobudzający. Przez wiele lat Rosjanie kontynuowali badania nad odkryciem kolejnych roślin o podobnych właściwościach, ale spośród 4000 zbadanych gatunków tylko 12 zidentyfikowano jako adaptogeny. Dzięki pracy Brekhmana i jego licznych następców zachodnia nauka może postrzegać substancje na bazie tych roślin jako klinicznie skuteczną, bezpieczną alternatywę dla powszechnie znanych, farmakologicznych metod redukcji stresu.

Czym jest adaptogen?

Mikołaj Lazarew sformułował trzy postulaty (warunki) dla produktu ziołowego uznanego za adaptogen: powinien on powodować minimalne zmiany w fizjologii organizmu, poprzez szerokie oddziaływanie fizyczne i biochemiczne uodparniać organizm, normalizować i usprawniać różne jego funkcje oraz nie mieć działań niepożądanych. Najważniejszą właściwością roślin adaptogennych jest to, że są nietoksyczne dla odbiorcy i nie wywołują skutków ubocznych (nie zanotowano przypadków klinicznych, aby rośliny wchodziły w interakcję z lekarstwami). Rośliny te nie zredukują stresu wywoływanego egzaminem czy rozmową kwalifikacyjną, ale zminimalizują naszą reakcję na takie stresory, jak pośpiech i trudy codzienności, zanieczyszczone środowisko, zmienna pogoda, duży wysiłek umysłowy oraz presja, w jakiej żyjemy. Adaptogen działa na organizm całościowo, mówi się nawet o budowaniu zapasów energii adaptogenicznej.

Adaptogeny działają normalizująco, co znaczy, że ten sam adaptogen może pomóc wyregulować nadczynność danego narządu u jednej osoby, a niedoczynność u innej. Dlatego niektórzy nazywają adaptogeny „inteligentnymi roślinami”. Kluczową rolę odgrywa ich regulacyjny wpływ na współpracę układu neuroendokrynnego i układu immunologicznego, szczególnie poprzez działanie na podwzgórze i regulację poziomu hormonów stresu, głównie kortyzolu.

Adaptogeny są szczególnie cenne ze względu na zrównoważony i łagodny sposób działania. Jedną z wad tej delikatności jest to, że czasami ich wpływ jest na pozór niedostrzegalny. Niektóre osoby muszą stosować je regularnie przez kilka dni lub tygodni, aby odczuć efekty. Każdy może wybrać odpowiedni dla siebie sposób przyswajania adaptogenów. Są dostępne w formie kropel, tabletek lub kapsułek i herbat, a także jako składniki posiłków oraz proszek, który może być dodawany np. do koktajli czy deserów. Można je łatwo transportować, przechowywać, a odpowiednio przygotowane nie tracą szybko swoich właściwości (np. suszone grzyby czy suszone korzenie). Dzisiejszy stan badań pokazuje, że jest ich 21 (choć niektóre źródła wyróżniają jedynie 16). Najbardziej znane to: żeń-szeń, lukrecja, różeniec górski, ashwagandha, gotu kola, szczodrak krokoszowy, miłorząb japoński oraz traganek.

Korzeń pachnący różą

Jego łacińska nazwa to Rhodiola rosea, bywa też nazywany „złotym korzeniem”. Różeniec górski jest byliną o płatkach zielonych, żółtych lub czerwonych, ma charakterystyczny zapach róży i zawiera aż 140 związków bioaktywnych. Badania na Jiangsu Institute of Nuclear Medicine w Chinach potwierdzają jego silne działanie antyoksydacyjne, które chroni komórki układu nerwowego. Ma również właściwości antydepresyjne, czego dowiodły z kolei sześciotygodniowe badania na Uniwersytecie Pensylwanii oraz w szpitalu uniwersyteckim we Frederiksbergu w Danii. U przyjmujących go osób zaobserwowano znaczną poprawę samopoczucia i samooceny. W wielu innych badaniach, prowadzonych już od lat 60., udowodniono, że działa niezwykle korzystnie w stanach przewlekłego stresu i przemęczenia. Zwiększa koncentrację, pamięć oraz zdolność uczenia się. Uważa się go za sprzymierzeńca osób zmagających się z astenią – chorobowym stanem zmęczenia i amobilizacji. Stwierdzono nawet działanie przeciwnowotworowe i przeciwzakrzepowe jego substancji czynnych. Leczniczymi częściami różeńca są kłącze i korzeń. To z nich pozyskuje się ekstrakt, którego zalecana dzienna dawka wynosi do 0,5 g.

Różeniec górski, nazywany też „złotym korzeniem”, jest byliną o silnych właściwościach antyoksydacyjnych i antydepresyjnych. (Fot. iStock) Różeniec górski, nazywany też „złotym korzeniem”, jest byliną o silnych właściwościach antyoksydacyjnych i antydepresyjnych. (Fot. iStock)

Końskie zdrowie, czyli ashwagandha

Jej nazwa oznacza „zapach i siłę konia”, co sugeruje moc tej rośliny oraz… zapach przypominający woń tego pięknego zwierzęcia. Nazwana przez botaników Withania somnifera, występuje również jako żeń-szeń indyjski, czereśnia zimowa oraz witania ospała. Ajurwedyjskie klasyczne teksty, testy na zwierzętach oraz badania kliniczne opisują ashwagandhę jako bezpieczny i skuteczny adaptogen, który łagodzi stres, zwiększa poziom energii i poprawia koncentrację. Największym dowodem na jej skuteczność jest badanie przeprowadzone w Departamencie Neuropsychiatrii i Psychogeriatrii Asha Hospital  w Indiach. Uczestniczyło w nim 64 pacjentów z historią przewlekłego stresu. Po 60 dniach grupa leczona ashwagandhą wykazała znaczącą redukcję we wszystkich skalach oceny stresu, w stosunku do grupy placebo, a stężenie kortyzolu (hormonu stresu) w surowicy badanych było wyraźnie zmniejszone. W tradycyjnej medycynie indyjskiej ashwagandha jest znana i najczęściej stosowana jako lek na reumatyzm, a także w stanach lękowych, wyczerpania fizycznego lub psychicznego. Do celów zielarskich wykorzystuje się korzeń i owoce rośliny. Inne właściwości to m.in. wspomaganie pracy serca i układu sercowo-naczyniowego, wzrost masy mięśniowej oraz energii życiowej, wsparcie układu oddechowego oraz wspomaganie właściwego funkcjonowania żeńskich narządów rozrodczych, jak również funkcjonowania płciowego mężczyzn. Wpływa też na tworzenie nowych dendrytów, czyli połączeń nerwowych, dzięki czemu znajduje zastosowanie w zapobieganiu chorobom neurodegeneracyjnym, takim jak parkinson, alzheimer, huntington. Jak widać nie bez powodu powszechnie znane jest określenie „końskie zdrowie”. Ashwagandhę przyjmuje się zwykle w kroplach lub tabletkach.

Ashwagandha to bezpieczny i skuteczny adaptogen, który łagodzi stres, zwiększa poziom energii i poprawia koncentrację. (Fot. iStock) Ashwagandha to bezpieczny i skuteczny adaptogen, który łagodzi stres, zwiększa poziom energii i poprawia koncentrację. (Fot. iStock)

Zjeść stres na słodko. Mowa o lukrecji

Kojarzymy ją zwykle z czarnymi cukierkami o słodkim smaku przypominającymi anyż. Co ciekawe, lukrecja ma długą historię zastosowań we wschodnich i zachodnich systemach ziołolecznictwa. Już około 3000 lat p.n.e. cesarz Shen Nung zaliczył ją do roślin leczniczych. Kwas glicyryzynowy zawarty w lukrecji hamuje rozpad kortyzolu i zwiększa jego produkcję, dzięki czemu jest przydatny w leczeniu zmęczenia nadnerczy, spowodowanym przewlekłym stresem. Lukrecja działa także kojąco na błony śluzowe w płucach, dzięki czemu jest korzystna dla palaczy. Korzeń lukrecji ma silne działanie przeciwwirusowe i antybakteryjne. Zwalcza wiele rodzajów wirusów, jak wirus zapalenia wątroby, opryszczki, zapalenia płuc oraz na wirusy wywołujące przeziębienie. Lukrecja wzmacnia ścięgna, kości oraz przyśpiesza wzrost mięśni. Można przyjmować ją w postaci herbatek i pastylek.

Lukrecja ma silne działanie przeciwwirusowe i antybakteryjne. (Fot. iStock) Lukrecja ma silne działanie przeciwwirusowe i antybakteryjne. (Fot. iStock)

Czy to jest bezpieczne?

Dorota Małgorzata Wydro, specjalista patomorfolog, lekarz medycyny estetycznej, doktor nauk ekonomicznych, wykładowczyni, autorka wyjątkowej, powstałej na podstawie kilkuset naukowych doniesień książki „Anti-aging na talerzu”:

Adaptogeny są bardzo bezpieczne, właśnie dlatego, że normalizują objawy stresu, w odróżnieniu od energetyków (np. kofeiny, teiny), które mogą wywoływać również objawy niepożądane, takie jak wzrost ciśnienia, rozdrażnienie, bóle głowy czy kołatania serca. Adaptogeny nie uchronią nas wprawdzie przed stresem, ale pomogą walczyć z jego negatywnymi skutkami. Moim ulubionym jest ashwagandha, zwana również indyjskim żeń-szeniem. Nie tylko neutralizuje objawy stresu, ale także spowalnia procesy starzenia, wzmacnia funkcjonowanie wątroby i nerek, poprawia pamięć i koncentrację, normalizuje sen i uspokaja, reguluje układ hormonalny, zwiększa sprawność seksualną, hamuje siwienie włosów i wspomaga leczenie cellulitu, a wszystko dzięki zawartych w niej witanolidom, które mają również właściwości przeciwbakteryjne i przeciwnowotworowe. Rośliny adaptogenne są znane od tysięcy lat w Azji. W Polsce ich popularność to efekt poszerzania wiedzy. Pamiętam swój pierwszy wykład dla lekarzy w Podyplomowej Szkole Medycyny Estetycznej i Anti-aging w 2013 roku, kiedy żaden z kolegów jeszcze o nich nie słyszał. Oczywiście polscy naukowcy (np. Obidoska i Sadowska z SGGW) pisali o roślinach adaptogennych znacznie wcześniej, bo już w 2004 roku, ale lekarze raczej nie czytają biuletynów Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin. Ja też nie. Wystarczy jednak na bieżąco śledzić anglojęzyczne piśmiennictwo.

  1. Zdrowie

Szczepionka przeciw COVID-19 - apel epidemiologów

Szczepionka przeciw COVID-19 oparta jest na technologii mRNA, rozwijanej od lat, m.in w badaniach nad nowotworami,  wścieklizną, ebolą, SARS-1. (Fot. iStock)
Szczepionka przeciw COVID-19 oparta jest na technologii mRNA, rozwijanej od lat, m.in w badaniach nad nowotworami, wścieklizną, ebolą, SARS-1. (Fot. iStock)
Szczepionka przeciw COVID-19 to nadzieja na powrót do normalności. Prestiżowy tygodnik "Science" uznał, że jej szybkie stworzenie i przetestowanie jest najważniejszym naukowym wydarzeniem mijającego roku. W Polsce wiele osób nie chce się szczepić.

Według najnowszego badania opublikowanego 18 grudnia 2020 r. przez Warszawski Uniwersytet Medycznego i ARC Rynek i Opinia aż 38% badanych nie zamierza się szczepić w ogóle, a co piąty nie ma w tym temacie zdania. Tylko 17% Polaków zamierza się zaszczepić tak szybko jak to będzie możliwe, a 23% - dopiero po jakimś czasie.

Dużo bardziej sceptyczne wobec szczepienia na COVID-19 są kobiety. Tylko 11% z nich (24% mężczyzn) chce się zaszczepić tak szybko, jak to będzie możliwe, a 45% kobiet nie zamierza się szczepić w ogóle (w przypadku mężczyzn jest to 32%).

Na początku grudnia Zarząd Głównego Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych wystosował list otwarty i apel do najważniejszych osób w państwie, polityków i mediów.

"My, specjaliści chorób zakaźnych, którzy od blisko roku diagnozujemy i leczymy chorych z COVID-19, stykający się codziennie ze śmiercią powodowaną przez SARS-CoV-2, apelujemy o ignorowanie apeli osób, które nazywają się naukowcami i lekarzami, a których zakres kompetencji nie wskazuje na posiadanie wiedzy uprawniającej do wydawania opinii na temat chorób zakaźnych, a w szczególności COVID-19, i szczepień przeciw zakażeniom SARS-CoV-2. Jako lekarze nie możemy pozwolić na dalsze przedłużanie paraliżu opieki zdrowotnej w sytuacji dostępności szczepionki pozwalającej na przerwanie pandemii. Każdy dzień zwłoki w udostępnieniu Polakom szczepień przeciw SARS-CoV-2 przyniesie kolejne kilkaset zgonów, czyli nawet 15 tysięcy przedczesnych śmierci miesięcznie spowodowanych tylko przez COVID-19, a przecież ludzie umierają także w wyniku utrudnionego dostępu do świadczeń zdrowotnych związanych z innymi schorzeniami. Jako lekarze i naukowcy zajmujący się od wielu lat chorobami zakaźnymi pragniemy przypomnieć o milionach istnień ludzkich ocalonych dzięki wdrożonym w przeszłości programom szczepień przeciw ospie prawdziwej, polio, wirusowemu zapaleniu watroby typu B i wielu innym chorobom zakaźnym.

Jednocześnie apelujemy do Polaków, jeżeli nie macie Państwo swojego zdania i chcecie lub musicie słuchać głosów doradczych, nie słuchajcie tych, których doświadczenie i wiedza są odległe od chorób zakaźnych, immunologii i wakcynologii. Zanim posłuchacie ich opinii, sprawdźcie kompetencje, bo nie każdy kto tytułuje się doktorem, skończył studia medyczne, nie każdy lekarz posiada właściwą wiedzę i nie każdy profesor jest ekspertem w tej konkretnej dziedzinie. Wsłuchajcie się w głos lekarzy, którzy na co dzień zajmują się chorymi z COVID-19 i mają już dość żniwa śmierci na oddziałach zakaźnych i intensywnej terapii. Posłuchajcie głosu zakaźników, epidemiologów, immunologów i wakcynologów, którzy wiedzą, że szczepionka przeciw SARS-CoV-2 nie jest wymysłem ostatnich miesięcy, tylko wynikiem wielu lat pracy nad technologią, która teraz dopiero znalazła zastosowanie. Dzięki nowoczesnym technikom informatycznym i aktywnemu wsparciu wielu instytucji, badania kliniczne, które w przeszłości trwały latami, mogły zostać przeprowadzone szybko i sprawnie. Olbrzymia liczba zakażeń sprawiła, że w przeciwieństwie do badań nad lekami i szczepionkami w innych chorobach, rekrutacja przebiegła niezwykle szybko, ale bez naruszenia obowiązujących procedur. Czy szczepionki przeciw SARS-CoV-2 mają działania niepożądane? Oczywiście, że mają, ale są one takie same, jak w przypadku innych szczepień. Zarząd Główny Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych Adres do korespondencji: Klinika Chorób Zakaźnych i Hepatologii UMB, 15-540 Białystok, ul. Żurawia 14 2 Podawanie każdego leku i szczepionki wiąże się z jakimś ryzykiem, dlatego zlecając każdy, nawet najprostszy preparat medyczny, lekarz musi rozważać za i przeciw, korzyści wobec ryzyka. W tym wypadku rachunek jest prosty, ryzyko krótkotrwałego bólu w miejscu podania czy nawet uczucie zmęczenia naprzeciwko ryzyka śmierci z powodu COVID-19, które wśród polskich pacjentów wymagających hospitalizacji przekracza 7%, a u chorych z koniecznością wsparcia wentylacją mechaniczną (zastosowanie respiratora) sięga 67%. Dlatego apelujemy do wszystkich, którzy mogą się przyczynić do szybkiego i sprawnego przeprowadzenia szczepień przeciw SARS-CoV-2, o zintensyfikowanie działań, które pozwolą na szybką rejestrację szczepionki i rozwiązanie problemów logistycznych związanych ze szczepieniami."

Treść apelu poparli wszyscy członkowie Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych:

Prof. dr hab. Robert Flisiak - prezes Prof. dr hab. Małgorzata Pawłowska - wiceprezes Prof. dr hab. Krzysztof Tomasiewicz – wiceprezes Dr med. Agnieszka Czauż-Andrzejuk Prof. dr hab. Michał Garlicki Prof. dr hab. Waldemar Halota Dr hab. Jerzy Jaroszewicz Dr med. Alicja Kalinowska Dr hab. Dorota Kozielewicz Prof. dr hab. Magdalena Marczyńska Prof. dr hab. Anatol Panasiuk Prof. dr hab. Sławomir Pancewicz Prof. dr hab. Anna Piekarska Prof. dr hab. Krzysztof Simon Dr hab. Dorota Zarębska-Michaluk