Najlepsza dieta dla Ciebie

najlepsza dieta dla ciebie
123rf.com

Intuicja to stan, w którym kocham siebie i chcę dla siebie jak najlepiej. Jak wykorzystać go w kuchni, opowiada kucharz Maciek Szaciłło.

„Gotowanie intuicyjne” brzmi równie podejrzanie jak „buddyzm hedonistyczny”!

Widziałaś dokument „Na surowo”?

Tak. Główna bohaterka wraz z synem od kilkunastu lat są na surowej diecie. Chłopak dzień zaczyna od zielonego koktajlu i banana, a kończy na zawijasach z sałaty oraz buraka. Lekarze uważają, że cierpi na zaburzenia wzrostu. Sąd ma rozstrzygnąć, czy dieta wpływa negatywnie na jego rozwój. Matka w obronie swoich przekonań ryzykuje ograniczenie praw rodzicielskich – to mnie najbardziej uderzyło. Choć sama coraz częściej trzymam się założeń diety raw…

Sam jestem laktowegetarianinem – od 20 lat nie jem jajek, ryb i mięsa. W tym czasie zdarzało mi się być na diecie wegańskiej. Obecnie nie używam cukru, nie jem glutenu, nie piję alkoholu. Przez ostatnie cztery lata w moim menu nie pojawiała się również kawa. Ostatnio pijam dwie dziennie. Dlaczego? Bo tak mi podpowiada mój organizm. W okresach stosowania diety raw jadałem kaszę. Będąc weganinem, sięgałem po twaróg, bo czułem, że go potrzebuję. Intuicja w kuchni podpowiada, co w danym momencie jest dla naszego ciała najlepsze. Muszą być jednak spełnione pewne warunki…

Jakie?

ZAMÓW

E-WYDANIE

Intuicja jest wewnętrznym głosem, który podpowiada, co jest dobre, ale czy byłabyś w stanie opiekować się z oddaniem kimś, kogo nie lubisz?

Byłoby to trudne…

Podstawowym kryterium jest więc pokochanie i zaakceptowanie siebie. Dopiero wówczas pojawia się chęć dbania o osobę, która jest nam bliska, czyli o siebie. Ja gotuję tak, aby zaspokoić potrzeby własne i swoich najbliższych. Nie trzymam się kurczowo nakazów lub zakazów jakiejś diety.

Latami walczyłam z nadwagą, która wynikała z braku akceptacji siebie, własnego ciała. W momencie, kiedy zaczęłam się lubić, kilogramy zaczęły spadać.

Mnóstwo kobiet wpada w pułapkę diet beztłuszczowych, sproszkowanych, redukujących kalorie. Nie kochają siebie, własnego wnętrza, więc swojej wartości upatrują w czymś tak zewnętrznym jak ciało. Nie jedzą tłuszczu, białka, węglowodanów, a waga ani drgnie. W efekcie zatrzymują sobie metabolizm. Intuicyjne działanie w kuchni to taki stan, kiedy w przestrzeni miłości i szacunku do samego siebie gotuję jednoosobową kolację. Zjadam ją z radością, nie w biegu – świadomie. Oczywiście wiedza, jak łączyć produkty, żeby były zdrowe i pomagały redukować wagę, jest bardzo przydatna.

Jaki jest drugi warunek?

Oczyszczenie organizmu. W tym pomagają techniki oddechowe i medytacja. Dlatego w trakcie warsztatów na początku usuwamy toksyny za pomocą oddechu i relaksacji.

A co z osobami, które twierdzą, że są kulinarnymi beztalenciami, potrafiącymi przypalić nawet wodę? One też mogą obudzić swoją kuchenną intuicję?

Oczywiście. Na warsztatach gotujemy bez przepisu. Uczestnicy ze zdrowych produktów i przypraw wybierają to, na co mają w danym momencie ochotę. Następnie dowiadują się, że np. kurkuma działa przeciwzapalnie i przeciwbakteryjnie, a awokado zawiera tłuszcze nasycone, omega-3, witaminę E i kwas foliowy, świetny dla kobiet w ciąży. Zaczynają zestawiać wiedzę z doświadczeniem, z obecną sytuacją. Słyszą potrzeby własnego organizmu.

Kiedy okazuje się, że potrafią przygotować prosty, zdrowy i przede wszystkim smaczny posiłek, automatycznie przenoszą tę intuicyjność na inne obszary życia, np. pracę czy związek. Pojawia się entuzjazm. Zaczynają być trochę jak dzieci. Podchodzą do smaków, zapachów, konsystencji tak, jakby poznawali je po raz pierwszy.

Dzieci też kierują się intuicją. Idą za tym, co czują, a nie za tym, co wiedzą…

Mam dwie córki, wegetarianki z wyboru, więc obserwuję to na co dzień. Maluchy mają tendencję do wpadania w monodiety. Przez pół roku są w stanie jeść tylko makaron. Jeżeli odpowiednio je pokierujemy i nie będziemy zaśmiecać ich organizmu, wybiorą produkty najkorzystniejsze na danym etapie rozwoju. Powstała cała filozofia intuicyjnego żywienia dzieci, która nazywa się: Baby Led Weaning. Kładziemy przed maluchem kilka zdrowych produktów i pozwalamy mu samodzielnie dokonać wyboru. Nim to się stanie, dotyka, wącha, przeżuwa, ogląda – słowem uruchamia wszystkie zmysły.

Każdy ma w sobie Wewnętrzne Dziecko, spontaniczne, szczęśliwe. Ale w wyniku różnych doświadczeń życiowych ono zaczyna się bać. Obudowuje się zbroją…

Techniki oddechowe, medytacja pomagają je rozbroić. Potem, w takiej „bezbronnej” przestrzeni, trafiamy do kuchni. Zaczynamy wąchać, oglądać, dotykać. W momencie kontaktu z pożywieniem przekazujemy mu energię. Hindusi i Arabowie właśnie z tego powodu jedzą rękami. Korzystają z całej palety informacji, jakich dostarczają zmysły. Heston Blumenthal, guru gotowania molekularnego, przeprowadził doświadczenie związane ze zmysłami i jedzeniem. Okazało się, że jabłko smakuje bardziej, kiedy słyszymy odgłos chrupania. Wrażenia smakowe osłabiają się, gdy wyłączymy efekty dźwiękowe. Podobnie jest ze smakiem i zapachem. Zakatarzeni często nawet nie mamy apetytu. Bo nie czujemy zapachu potraw. Nawet ulubione danie smakuje wtedy mniej…

Oddech oczyszcza, uspokaja i usuwa nadmiar stresu. Połączony z medytacją rozbudza intuicję, którą następnie wykorzystujesz w kuchni… Mógłbyś wrócić do kwestii oczyszczania i jedzenia?

To teraz ja spytam: po ostrym przepiciu alkoholowym, na kacu, na co mamy ochotę?

Na tłuste, ciężkostrawne jedzenie…

Tłuszcz pomaga strawić nadmiar alkoholu. I rzeczywiście intuicja podpowiada na dany moment dobrze. Co nie oznacza, że frytki i hamburger będą nam służyły długoterminowo. Kiedy pozbędziemy się nadmiaru toksyn z organizmu (pochodzących z zanieczyszczonego powietrza, konserwantów w jedzeniu itp.), pokochamy się i będziemy dla swojego ciała dobrzy – zacznie nam ono podpowiadać, czego naprawdę potrzebuje.

Miałam candidę (grzybicę), a mój organizm krzyczał: „cukier!”. Dlaczego? Bo jej głównym materiałem budulcowym jest właśnie cukier. To się idealnie pokrywa z tym, co powiedziałeś…

Takich przykładów intuicyjności lub jej braku w kuchni jest bardzo dużo. Spójrzmy na kobiety w ciąży. Legendarne ogórki kiszone, po które mąż jedzie w nocy do sklepu, zawierają kwas mlekowy. Ten z kolei powoduje, że w jelitach rozwijają się pożyteczne bakterie probiotyczne, polepszające trawienie i zwiększające wchłanialność związków odżywczych z jedzenia. Brzemienne są fascynującym przypadkiem, bo w okresie ciąży są wyposażone w podwójną intuicję – swoją i dziecka. Dlatego tak często zmieniają im się nie tylko smaki, ale nawet cechy charakteru. Ciąża jest tym momentem, kiedy kobieta jest bardzo wyczulona na swój wewnętrzny głos. Później niestety o nim zapomina, choć to on powoduje, że dąży do równowagi energetycznej.

Na pustyni Beduini czy Berberowie piją słodką, mocną herbatę. Cukier wychładza, podobnie jak kofeina czy teina…

W ciepłych krajach jest dużo energii jang – męskiej, rozgrzewającej, krzykliwej, dominującej. Dlatego cała ich kuchnia oparta jest na produktach, które w naturalny sposób wychładzają. Owoce i warzywa dojrzewające w słońcu mają właściwości obniżające temperaturę – wszystkie cytrusy na przykład. W Indiach czy w Afryce je się dużo ostrego. Dlaczego? Bo ostry przyspiesza pocenie, a pot tonizuje nasze ciało.

Mam wrażenie, że im cieplejszy klimat, tym większa otwartość, radość życia, a tym samym zwiększona intuicja. Wystarczy pójść na bazar w Hiszpanii czy we Włoszech. Tam się próbuje, targuje, dotyka… Kontakt z jedzeniem jest sensualny.

Tak, i zauważ, że to są narody, które rzadko miewają problemy z nadwagą. Choć niejednokrotnie jedzą dość tłusto, nie brakuje na ich talerzach węglowodanów. Ich dieta bazuje jednak na świeżych, wysokogatunkowych produktach. Siadają do posiłku, kiedy mają na to ochotę – często wieczorem, bo robi się chłodno. Nie „katują się” przekąską co trzy godziny, pięć razy dziennie, z zegarkiem w ręku.

Polacy też zmieniają się, gdy robi się ciepło. Wychodzimy do parków, ogródków, pełnych zieleni przestrzeni publicznych. Uśmiechamy się, jesteśmy bardziej otwarci. Czerpiemy energię ze słońca…

Jemy też dużo warzyw i owoców. Zimą zazwyczaj przerzucamy się na rzeczy rozgrzewające, np. na kaszę, płatki owsiane. Kultura, w tym ta związana z jedzeniem, powstaje na bazie intuicyjnych, wielopokoleniowych doświadczeń. Ludzie poznają otaczający świat i decydują, co jest dla nich dobre, a co złe.

Dziś w erze globalizacji te wypracowane, piękne tradycje się zacierają…

Myślę, że bliższe prawdy jest stwierdzenie: zacierały się. Zaczynamy do nich wracać. Świadczy o tym cały ruch slow food, promowanie małych producentów, regionalności. Jest taka wspaniała książka „Zdrowi stulatkowie”. Opisuje najstarsze, długowieczne kultury. Ludzi, którzy żyją ponad 100 lat. Jedną z najlepiej zbadanych społeczności jest ludność Okinawy (japońskie ministerstwo zdrowia prowadzi badania od 1975 roku). Ich dieta składa się głównie z tofu, surowych warzyw i ryb. Kolejną – Hunzowie, tragarze wybierani najczęściej przez himalaistów. W wysokogórskie wyprawy zabierają raw foodowe kulki z suszonych moreli i ich pestek – bogatych w witaminę B17 – działa m.in. antynowotworowo. Mieszkańcy wioski Vilcabamba w Ekwadorze żywią się w znakomitej przewadze surowymi produktami. Listę zamykają Abhazi z gór Kaukazu.

Domyślam się, że cechą wspólną tych wszystkich diet jest ich sezonowość…

Tak, matka natura idealnie współgra z naszą intuicją. Latem dostarcza wychładzających warzyw i owoców, a zimą roślin korzeniowych, posiadających właściwości rozgrzewające. Zimą chętniej sięgamy też po węglowodany złożone, takie jak kasza gryczana czy płatki owsiane. Wolniej uwalniają energię, dzięki czemu jest nam cieplej.

Dziś wieczorem chciałabym intuicyjnie coś dla siebie ugotować – co mam zrobić?

Pójść na bazar. Bez zastanawiania zatrzymać się przy stoisku. Wziąć do ręki soczystego pomidora, powąchać go i zobaczyć, czy uruchamiają się twoje kubki smakowe. Wybrać tylko te produkty, na które dosłownie „cieknie ślinka”. Wrócić do domu i nie korzystając z żadnego przepisu (można się jakimś zainspirować), zacząć improwizować. Gotować z intencją sprawienia sobie przyjemności. Tak, jakbyś przygotowywała posiłek dla ukochanej osoby…

Maciej Szaciłło, kucharz, współautor książek kulinarnych, m.in. „Przemytnicy groszku i marchewki” i „Przemytnicy na wakacjach”. Gotuje wegetariańsko w czwartkowym „Dzień Dobry TVN”. Wraz z Karoliną Kopocz, nauczycielką technik oddechowych i medytacji, stworzył warsztaty kulinarno–oddechowe MEDYtuJEMY (www.medytujemy.pl)

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>