Najlepsze kryminały na długie wieczory – polecamy książki na jesień

Zaszyć się pod ciepłym kocem z kubkiem parującego napoju w dłoni i zagłębić we wciągającej lekturze – to dla wielu osób idealny scenariusz na chłodny, jesienny dzień. (Fot. iStock)

Badania dowodzą, że osoby czytające kryminały są bardziej empatyczne i lepiej radzą sobie ze stresem. Ale to nie jedyna korzyść, jaką daje czytanie prozy detektywistycznej. Ekscytacja, ukojenie, oswajanie lęków, trening dla mózgu, rozrywka, wiedza o świecie i naturze ludzkiej… Jesienią dochodzi jeszcze jeden czynnik – ten najbardziej psychologiczny – poprawa nastroju.

Zaszyć się pod ciepłym kocem z kubkiem parującego napoju w dłoni i zagłębić we wciągającej lekturze – to dla wielu osób idealny scenariusz na chłodny, jesienny dzień. Jedyne, co mogłoby zwiększyć satysfakcję z doświadczania powyższego, to odpowiedni dobór lektury. Niewielu bowiem zdaje sobie sprawę z tego, że powieści detektywistyczne wręcz stworzono po to, by poprawiać nam nastrój.

Struktura klasycznego kryminału jest prosta, by nie powiedzieć „sztampowa”: dochodzi do zbrodni, która zaburza ład i uderza w system wartości, dlatego stróże prawa robią wszystko, co w ich mocy, by sprawiedliwości stało się zadość. Czytelnik zaś przyjemność czerpie już od pierwszej strony, począwszy od opisu zbrodni (naturalna, mniejsza lub większa, potrzeba zgłębiania ciemnej strony życia), przez zaangażowanie w tropienie zbrodniarza (szare komórki pracują na całego), snucie własnych podejrzeń (kiedy trafnie wytypujemy mordercę, w naszym mózgu wyzwalają się endorfiny) po przynoszące ukojenie zakończenie, w którym dobro zwycięża a zło zostaje ukarane. Ale to nie wszystko. Dzisiaj kryminały mają do zaoferowania o wiele więcej – bywają nie tylko świetną rozrywką, ale też i literaturą najwyższej próby. Dostarczają wiedzy o świecie, w dodatku podawanej „mimochodem”, ale też o mechanizmach psychologicznych kierujących naszym postępowaniem. Skłaniają też do rozważań natury etycznej – coraz częściej bowiem rzeczywistość w nich pokazana nie jest wcale czarno-biała. Wreszcie, ponieważ rozwiązanie kryminalnej zagadki bywa równie trudne jak ułożenie kostki Rubika, sudoku czy puzzli z 3000 kawałków – kryminały pozytywnie wpływają na nasz mózg, ćwicząc pamięć i zapobiegając zmianom neurodegradacyjnym. Jeśli więc tak jak ja uwielbiacie kryminały, thrillery i wszelkiej maści powieści detektywistyczne – spokojnie, wszystko jest z wami w porządku, a nawet jeszcze lepiej.

Jak dowodzą badania, to nieprawda, że po kryminały sięgają osoby spragnione sensacji i krwi, mało wrażliwe i pozbawione wyobraźni. Jest dokładnie odwrotnie, co udowodniły badania psycholog Sandry Rea. Według niej miłośników kryminałów cechuje zdecydowanie większa empatia, przy czym empatyzują zarówno z detektywem, ofiarą, jak i ze zbrodniarzem – są w stanie zrozumieć ich emocje oraz powody kierujące postępowaniem. A empatia jest niezbędna do tworzenia i utrzymywania udanych relacji z ludźmi.

Psycholog Miriam Henke posuwa się jeszcze dalej, twierdzi bowiem, że osoby z kryminalną przeszłością wręcz stronią od kryminałów. Cóż, jak widać wolą popełniać zbrodnie niż o nich czytać. I znów – odwrotnie niż kryminałożercy. Według Henke po kryminały sięgamy głównie po to, by poznać to, co niepoznane, i to oswoić. Psycholożka uważa, że mimo – czasem bardzo wiernego – opisu otaczającego nas świata, fikcja przedstawiona w kryminałach czy thrillerach jest jednak daleka od tego, co nas na co dzień spotyka – i dlatego właśnie tak ekscytująca. Zwykle nie bierzemy przecież udziału w pościgach, nie tropimy seryjnych zabójców czy międzynarodowych szajek, nie umykamy o włos śmierci – stąd podczas czytania w naszym mózg uruchamiają się obszary odpowiedzialne za radzenie sobie w tych sytuacjach, wydziela się adrenalina, która wprawia nas w stan lekkiej euforii. No a przy okazji oswajamy lęki – skoro „na sucho” poradziliśmy sobie z włamywaczem, mordercą czy gwałcicielem – zyskujemy większą pewność, że w podobnej stresującej sytuacji też nam się uda. Dostajemy wskazówki, jak się zachować lub – co na to samo wychodzi – jak się nie zachowywać w obliczu niebezpieczeństwa.

>> Czytaj także: Książki o rozwoju osobistym, które warto przeczytać

Poza tym dzięki temu, że towarzyszymy osobistym zmaganiom głównego bohatera – detektywa, który ma talent, ma środki i ma moralne prawo, by ścigać zbrodnię, ale któremu chwilowo nie wiedzie się w życiu prywatnym (trauma przeszłości, problemy małżeńskie lub po prostu ma uciążliwe dla innych przywary) – uczymy się, że to, co nam nie wychodzi, nie stanowi o tym, kim jesteśmy, a prawdziwi bohaterowie rzadko są idealni. To wszystko wzmacnia nasze poczucie sprawczości i zaufania we własne siły.

Tyle teorii, pora na praktykę. Oto najlepsze kryminały ostatnich tygodni, które polecam aplikować sobie zarówno, kiedy spada temperatura na zewnątrz, jak i samopoczucie:

  1. Jo Nesbo, „Nóż”, Wydawnictwo Dolnośląskie

Wielbicieli cyklu o bezkompromisowym policjancie Harrym Hole’u nie trzeba zachęcać do najnowszej odsłony jego przygód. Debiutantów w tym temacie warto uspokoić, że nie ma znaczenia, od której części zaczniecie. Szybko wciągniecie się w mroczny świat mroźnego (niezależnie od pogody) Oslo. Zwłaszcza, że „Nóż” naprawdę porywa i pozwala na kilka godzin zapomnieć o całym świecie. Harry Hole jest w kiepskim stanie, wszystkie ślady wskazują bowiem, że tym razem morderstwa dopuścił się sam Harry, w dodatku nie do końca świadomie, czytelnik więc razem z nim gorączkowo szuka dowodów na niewinność. Jeśli to się uda, to nie ma już chyba rzeczy niemożliwych.

(fot. materiały promocyjne)
  1. Fulvio Ervas „Ekspedentki z Treviso”, wyd. Smak Słowa

Właśnie ukazała się pierwsza książka z serii o detektywie Stuckym, pracującym w małym włoskim miasteczku Treviso, które słynie głównie z tego, że jest ojczyzną prosecco. Stucky przeżywa śmierć swojego przyjaciela i jednocześnie rozpoczyna śledztwo w dość dziwnej sprawie. Otóż ktoś napada na okoliczne ekspedientki, kiedy zamykają sklepy, psując bożonarodzeniową atmosferę mieszkańcom i siejąc postrach wśród sklepikarzy. Stucky, jak przystało na włoskiego śledczego, sporo je i jeszcze więcej rozmawia. Nie spodziewajcie się tu raczej pościgów, ucieczek czy mrożących krew w żyłach scen – śledztwo płynie tu tak jak codzienność w małym miasteczku: powoli, ale urokliwie.

(mat. promocyjne)
  1. Jon Lier Horst, „Ukryty pokój”, wyd. Smak Słowa

Stieg Larsson i Henning Mankell od kilku lat mają godnego następcę – Jon Lier Horst to obecnie najgorętsze skandynawskie nazwisko w dziedzinie powieści kryminalnych. Co mnie bardzo cieszy, bo jego książki są ideałem współczesnej detektywistycznej klasyki. Świetnie skonstruowane śledztwo, stopniowo narastające napięcie, bohaterowie, do których się przywiązujemy, wiarygodnie podana motywacja, ale bez zbędnych dygresji i pseudopsychologicznych wewnętrznych monologów, do tego poznajemy tajniki policyjnej pracy. Nic dziwnego, Horst jest byłym policjantem, studiował też kryminologię, filozofię i psychologię. „Ukryty pokój” to najnowsza powieść z cyklu opowiadającego o komisarzu Wistingu – rzetelnym i spokojnym śledczym, dla którego życie szykuje sporo niespodzianek i zmian.

(Fot. materiały promocyjne)
  1. L. Longworth „Morderstwo w winnicy”, wyd. Smak Słowa

Choć książek Mary Lou Longworth nie można by nazwać klasycznymi kryminałami, o ich uroku świadczy to, co sprowadziło tę urodzoną w Toronto Kanadyjkę do Francji – zachwyt Prowansją. Longworth od 1997 roku mieszka w Aix-en-Provence, gdzie rozgrywa się też akcja jej serii „Verlaque i Bonnet na tropie”, opowiadającej o sędzi śledczym i jego narzeczonej, wykładowczyni uniwersyteckiej, którzy wspólnie rozwiązują sprawy tajemniczych morderstw. „Morderstwo w winnicy” to trzecia cześć cyklu i jak na razie najlepsza. Na kolejnych kartach powieści czytelnik obserwuje nie tylko postępy w śledztwie (plus kilka całkiem pomysłowych zwrotów akcji), ale też mieszkańców prowansalskiego miasteczka, tutejsze zwyczaje i rytuały, no i perypetie miłosne Verlaque’a i Marine Bonnet. A że ten pierwszy jest wyjątkowym snobem, odbywa się to w oparach najlepszych cygar, w szczęku kieliszków wina oraz podczas podróży do nagradzanych gwiazdkami Michelina restauracji.

(Fot. materiały prasowe)
  1. Andrea Camilleri „Gra luster”, wyd. Noir Sur Blanc

Zmarły w lipcu tego roku Andrea Camilleri zdążył napisać jeszcze jedną powieść z serii o komisarzu Montalbano, która ukaże się po jego śmierci. Na razie dostaliśmy „Grę luster”, której polskie wydanie zbiegło się z odejściem tego wielkiego pisarza, we Włoszech wielbionego niczym gwiazda. Akcja cyklu rozgrywa się w fikcyjnym sycylijskim miasteczku, które pisarz wzorował na swoim rodzinnym mieście. Montalbano jest inteligentny, zabawny i wyluzowany, które to cechy – w połączeniu – pozwalają mu cieszyć się życiem i jedzeniem (ostrzegam, opisy dań jego gosposi naprawdę przyprawiają o bulgotanie w żołądku), mimo wszechobecnej mafii i porachunków gangsterów, z którymi musi się na co dzień mierzyć. Do tego jest wiecznie wiedziony na pokuszenia przez piękne kobiety, a odmówić im jest mu tym trudniej, że jego ukochana Livia mieszka w Genui i niezbyt często go odwiedza.

(Fot. materiały promocyjne)
  1. Fred Vargas „Dzikie hufiec”, wyd. Sonia Draga

Ulubiona autorka powieści kryminalnych redakcji SENS-u – Fred Vargas (Fred to skrót od Frederique) łączy w swoim pisaniu erudycję z poczuciem humoru, dzięki temu w każdym z tomów serii o inspektorze Adamsbergu dostajemy sporą dawkę smakowitych ludzkich posrtretów, pomysłowych rozwiązań oraz wiedzy na temat historii, w dodatku najczęściej średniowiecznej – Vargas z upodobaniem łączy przeszłość z przyszłością, udowadniając, że nawet ta zamierzchła wpływa na teraźniejszość. Weźmy choćby tytułowy hufiec z jej ostatnio wydanej książki – legendarny zwiastun śmierci, pojawiający się od stuleci na ścieżce w Ordebec, niewielkiej miejscowości w Normandii. Podobno pojawia się znowu. Adamsberg razem ze swoim wiernym Danglardem, kolegą z wydziału, jedzie sprawdzić te doniesienia, bo zwykł szukać rozwiązań zagadek w bardzo różnych źródłach. Trudno opisać rozkosz, jaką daje czytanie książek Vargas. To coś więcej niż przyjemność płynąca ze świetnie prowadzonej intrygi, niebanalnych postaci i ujmującej atmosfery. Po prostu chce się, by to, o czym pisze, istniało naprawdę.

(Fot. materiały promocyjne)
  1. Jussi Adler-Olsen „Wisząca dziewczyna”, wyd. Sonia Draga

Jussi Adler-Olsen ma szczęście do ekranizacji swoich powieści. „Kobieta w klatce” czy „Polowanie na bażanty” są niemal tak dobre jak ich oryginały. Najnowsza książka z cyklu o Departamencie Q, zajmującym się dawnymi, nierozwiązanymi sprawami prowadzi nas na Bornholm, w sam środek kultu słońca. Członkowie Departamentu Q: Carl Morck, Assad, serkretarka Rose oraz nowy członek brygady – Gordon usiłują rozwikłać tajemnicę śmierci siedemnastolatki, którą znaleziono powieszoną na drzewie. Urok kryminałów Adlera-Olsena zasadza się na przeciwieństwie dwóch głównych bohaterów: lekko depresyjnego Morcka oraz dobrodusznego i spokojnego Assada. Znakomicie się uzupełniają i nieraz ratują sobie skórę. Ostrzegam, to kryminał, przy którym zagryza się palce z emocji.

(Fot. materiały promocyjne)
  1. Jorge Zapeda Patterson „Morderczy wyścig”, wyd. Sonia Draga

Z kolei „Morderczy wyścig” to świetny przykład na to, jak napisać odświeżający współczesny kryminał. Akcja rozgrywa się bowiem w nietypowych realiach –podczas legendarnego wyścigu kolarskiego Tour de France. Okazuje się, że komuś ze startujących zależy na wyeliminowaniu z rozgrywki najlepszych kolarzy, i to dosłownym wyeliminowaniu. Śledząc dość prostą intrygę, mamy jednak niepowtarzalną szansę zerknąć do tak zamkniętego i niedostępnego środowiska, jakim jest zespół kolarski, dowiedzieć się, kim jest na przykład gregario i czy taki gregario (czyli pomocnik) ma szansę pokonać lidera. Sporo dowiadujemy się też o samym wyścigu – zasadach, charakterystyce i wymogach kolejnych etapów oraz poznajemy takie smaczki jak ten, że między poszczególnymi wyścigami kolarze, aby oszczędzać energię, poruszają się bardzo powoli i tylko tyle, ile jest to konieczne.

(Fot. materiały promocyjne)