1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zwierciadło
  4. >
  5. Dziennik

Dziennik

Zacząłem pisać dziennik, kiedy miałem lat piętnaście. Gdy teraz czytam te bazgroły, mam wrażenie, że pisał je ktoś, kogo nigdy nie znałem. Tak, chłopcy w tym wieku bywają niebezpieczni dla siebie i dla otoczenia. Niektórym zostaje to na całe życie.

Dzienniki są ważne, nie tylko dlatego, że zmieniają się w internetowe blogi, piszą je nawet politycy, którzy wydaje się, już niczego nie potrafią. Cenimy dzisiaj żywy dokument. Na naszych oczach umarł list, ten tradycyjny, pisany na papierze. To paradoks, gdyż jeszcze nigdy w historii ludzie nie pisali tak wielu listów jak teraz, lecz te e mailowe szybko gasną w kosmosie Internetu. Stary list okazał się wspaniałym źródłem informacji o przeszłości. Jaką niezwykłą korespondencję zostawili po sobie niemal wszyscy wielcy, listy Puszkina, Mickiewicza, Norwida tworzą ich pełne biografie. Wielkim wyjątkiem jest Szekspir. Nie mamy ani jednego jego listu! I dlatego prawie nic o nim nie wiemy.

Wysyłałem kiedyś tradycyjne listy, a dziennik zacząłem pisać, kiedy miałem lat piętnaście. Gdy teraz czytam te bazgroły, mam wrażenie, że pisał je ktoś, kogo nigdy nie znałem, szczeniak cierpiący na ostrą postać młodzie czego niedorozwoju. Tak, chłopcy w tym wieku bywają niebezpieczni dla siebie i dla otoczenia. Niektórym zostaje to na całe życie.

Jest rok 1970, mam lat 20, studiuję polonistykę, nadal jestem niedorozwinięty, ale czasami w moich zapiskach trafi się jakaś niegłupia myśl lub dobrze skonstruowane zdanie. A jednak spora część dzienników, które przychodziły na nasz konkurs, jest o wiele lepiej napisana i pomyślana niż ten mój dawny. Czy to może być zachęta dla przyszłych autorów dzienników?
 
Dziesięć lat dalej w las i jest już rok 1980. Mam pięcioletniego synka. Na karku 30 lat, straciłem dwa zęby i jestem przerażony swoim wiekiem. Na szczęście wybucha „Solidarność”, w powietrzu jest nadmiar tlenu. Potem lata walki, dyskretny urok konspiracji i słodki zapach podziemnych pism.
 
Z dziennikiem były wtedy dwa konspiracyjne problemy, najpierw wobec żony, potem wobec służby bezpieczeństwa. Miałem kolegę, który z tych dwóch powodów codziennie wynosił zapisane kartki do znajomych. Technika rozwiązała dzisiaj również ten problem, pisze się dzienniki w komputerze zabezpieczonym tajnym kodem. Problem, że dziennik ze swojej natury podobnie jak wiersz lubi być pisany ręcznie, na kartce. Ale nie musi.

Nie ma lepszej, bardziej poręcznej formy niż dziennik, by spotkać się ze sobą, teraz, gdy tak szybko biegniemy, gdy gdzieś gubimy siebie po drodze. I od razu widać, czy ktoś ma talent do pisania, czy nie. Ale ostrzegam – talent do pisania dziennika to niekoniecznie jest od razu talent literacki. Ale nim bywa. I jeszcze jedna zaleta dziennika – pisanie go bywa pociechą w bezsenności, która staje się wielkim problemem w XXI wieku. Jestem niestety częścią wielkiej ludzkiej rodziny, która boryka się ze snem. Pocieszam się, że jestem w dobrym towarzystwie, nie zapominam jednak, że zbrodniarz Kaligula też miał problemy ze snem, on, który przytulając się do kobiet, szeptał im na ucho: „W każdej chwili mogę ci kazać ściąć głowę”.

Do najbliższych mi bezsennych należy Emil Cioran, rumuński filozof, mistrz poetyckiej błyskotliwej myśli. Pisał: „Bardziej niż czas, lekarstwem na smutek jest sen. Natomiast bezsenność, która zwielokrotnia każdą zwykłą przeciwność losu, przekształca ją w cios przeznaczenia, czuwa nad naszymi ranami i nie pozwala nam zasnąć”.
Posiadanie małego dziecka niezwykle uczula na sprawy snu. Kiedyś ze zgrozą obserwowałem rytuały usypiania dzieci praktykowane przez znajomych. Rozrastały się do monstrualnych rozmiarów, dziecko jak król siedziało w łóżeczku, a rodzice odgrywali spektakl. Teraz widzę, że sami jesteśmy na dobrej drodze do jakiegoś teatru.
 
Mały w końcu zasnął, znowu cudem uśpiony przez matkę, która przy okazji też zasypia. Kładę się obok nich wycie czony pisaniem kolejnego felietonu, waham się, czy połknąć nasenną pastylkę. Na razie zapisuję w dzienniku datę, na więcej nie mam sił. Odkładam zeszyt i wysupłuję ze sreberka pastylkę, opakowanie okrutnie szeleści – budzi się dziecko, budzi się żona. I znowu rozwodzimy się w środku nocy. Jak potem spać w takiej sytuacji?

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Moda i uroda

Minimalizm, kreatywność, wyrafinowane dodatki - te kolekcje to hity nadchodzącego lata

fot. materiały prasowe MUUV
fot. materiały prasowe MUUV
Najpiękniejsze kolekcje, które osłodzą nam nadchodzące lato - zwracamy uwagę na te, które szczególnie nas zaciekawiły, i bez których modeli nie wyobrażamy sobie nadchodzącego sezonu. 

Kolekcja Jenny Fairy na wiosnę-lato 2021 to obraz wszystkiego, za czym tęsknimy. Towarzysząca jej sesja zdjęciowa to ukłon w stronę beztroskich, upalnych chwil przeplatanych najmodniejszymi modelami dodatków, które zawładnęły naszymi sercami. Znajdziemy tu chunky sandals - sandały na grubej platformie nawiązujące do stylizacji modnych w latach 90., klapki w neutralnych kolorach, które wyróżniają się fakturą plecionki, czy klasyczne mokasyny. Niezwykle modne w ostatnich sezonach sandały na podeszwie o lekko ortopedycznym kształcie będą hitem także tego lata - w kolekcji Jenny Fairy znajdziemy je w wydaniu glamour. Pojawią się też nowe modele torebek uwielbianych już przez stylistki i influencerki. Wśród nich przebojem okaże się z pewnością przeskalowana, miękka torba z krótką rączką. W torebkach także widać wpływ lat 70. – jednym z najważniejszych detali obok pikowania, tkanej faktury i marszczenia typu scrunchie, są frędzle, widoczne zarówno na zamszowej torebce, jak i praktycznym plecaku. Pojawia się także motyw tie dye zaczerpnięty z tamtej epoki. Jednym słowem - jest pięknie.

Na tę kolekcję czekałyśmy bardzo długo. Uwielbiana przez nas marka MUUV, która niedawno założyła swój stacjonarny butik w Warszawie, stworzyła kolekcję idealną na nasze potrzeby. Malahi kwetu - co w lokalnym języku (swahili) oznacza "nasze miejsce" to hołd w stronę kobiecości, klasyki i najwyższej jakości materiałów. Kolekcja Mahali kwetu jest minimalistyczna, realizuje zamysł ready-to-wear. W dzisiejszych czasach tego nam właśnie trzeba - przyzwyczajając się do pracy hybrydowej, powoli wracając do życia towarzyskiego chcemy wyglądać elegancko, ale wciąż na luzie i swobodnie. Basicowe bluzy, spodnie, lekkie, przeważająco czarne sukienki i unisexowe topy tworzą samodzielnie perfekcyjne stylizacje bądź stanowią idealny dodatek do marynarek, a nawet spodni dresowych. Dziewczyna MUUV jest wyzwolona, pewna siebie, ale i wrażliwa na otaczający świat - to właśnie podkreśla nowa kolekcja prezentowana klimatyczną i jedyną w swoim rodzaju sesją zdjęciową wykonaną na Zanzibarze. Ciekawe świata, głodne nowych doświadczeń - tak widzą swoje odbiorczynie projektantki, które w nowej kolekcji przewidziały także miejsce dla autorskiej bielizny. Wszystko tu jest spójne.

Kolekcja damska na sezon wiosna – lato 2021 Woolrich oparta jest na 190-letnim doświadczeniu marki w projektowaniu odzieży wierzchniej, która wzmacnia pozytywne doświadczenia jej użytkowników na świeżym powietrzu. W najnowszej kolekcji zostały wprowadzone dwa nowe modele okryć wierzchnich, które idealnie sprawdzą się w konfrontacji z żywiołami: płaszcz Tickseed i kurtka Tickseed. Te dwie kurtki zostały wykonane z wodoodpornego i wiatroodpornego nylonu z charakterystycznym efektem marszczenia, który doskonale łączy współczesny design z funkcjonalnymi detalami. Modele te posiadają w pełni regulowany kaptur i sznurek w pasie, które pozwalają na indywidualne dopasowanie do sylwetki.

Kampania marki W.KRUK "Mamy tak wiele" to oryginalne propozycje biżuterii i dodatków, które wyrażają najgłębsze uczucia. Wśród nowości znajdziemy biżuterię srebrną z motywem serca oraz kolekcję z emblematem marki, zainspirowanym koroną brylantowego pierścionka zaręczynowego Jedyny. W ofercie nie brakuje także klasycznych wzorów z perłami w złocie - idealnych jako prezent z okazji Dnia Matki.

Najnowsza kolekcja VISSAVI wraz z towarzyszącą jej sesją zdjęciową utrzymana została w klimacie "Sexu w wielkim mieście". Choć od premiery tego kultowego serialu minęło już sporo czasu, cztery przyjaciółki na zawsze stały się symbolem autentyczności, wolności i wyjątkowego stylu. Kolekcja VISSAVI to elegancja, klasyka i oryginalność w jednym, jakość w odszyciu i doborze naturalnych tkanin. Wszystkie modele szyte są w Polsce, co stanowi ogromną wartość i dumę marki. Nam szczególnie przypadły do gustu zmysłowe sukienki i eleganckie garnitury.

Paski, pastele, kobiece detale - Tommy Hilfiger szykuje na lato stylizacje pełne lekkości i wdzięku. Znajdziemy tu cudowną plisowaną koszulę, maxi sukienkę w pasy, oversize'owe bluzy w pastelowych kolorach, które idealnie wkomponują się w odrobinę bardziej nonszalanckie outfity. Ta kolekcja, choć nawiązuje do naszych ulubionych znaków rozpoznawczych marki, niesie ze sobą sporo niespodzianek. Hitem, który sprawdzi się  na wakacje będzie torebka na aparat i jeansowa sukienka z delikatnym rozkloszowaniem.

Nieco z innej strony pokazała się ostatnio marka Zalando, która zaprezentowała kontynuację globalnej kampanii „To wszystko zostaje tu z nami na dobre”. Startująca 5 maja kampania przybliża szerszej publiczności pięć wyjątkowych osobowości pochodzących z Pokolenia Z i ich historie. Działania młodych aktywistów, tworzących treści głównie w internecie, niejednokrotnie zostają bagatelizowane, a ich głos - niesłyszany. Zalando postanowiło dodać ich przekazom wyjątkową siłę i pomóc dotrzeć do odbiorców w tradycyjny, choć niekonwencjonalny sposób uwieczniając bohaterów kampanii na wyjątkowych portretach, namalowanych przez artystkę Justynę Grodecką, reprezentantkę pokolenia Z. "Nasza nowa kampania jest celebracją wartości, które stanowią fundament marki Zalando, a szczególnie różnorodności i inkluzywności" - mówi Dawid Pożoga, Regional Lead PL/CZ w Zalando. “Historie prawdziwych ludzi i wartości, które wyznają to dla nas ogromna inspiracja. Pozwala nam to pielęgnować więź z naszymi polskimi klientami z pokolenia Z i lepiej ich zrozumieć".

  1. Materiał partnera

Rodzinne wakacje – jak się zabezpieczyć?

Zagraniczny wyjazd z dziećmi oznacza konieczność zaplanowania wszystkich detali. W tym tekście opowiemy Ci o tym, jak odpowiednio zabezpieczyć całą rodzinę na czas podróży oraz przeżyć wakacje w spokoju.

Najważniejsze jest ubezpieczenie

Jedynym skutecznym i zapewniającym kompleksową ochronę sposobem na zabezpieczenie całej rodziny jest wykupienie ubezpieczenia turystycznego. Nie chodzi jednak o pierwszą lepszą ofertę. Polisa powinna być dostosowana do potrzeb wszystkich uczestników wyjazdu. Najlepiej więc będzie, jeśli skorzystasz z Internetu i to właśnie tam poszukasz idealnego rozwiązania. Obecnie popularne są porównywarki oraz kalkulatory, które pomagają w wybraniu odpowiedniej oferty. Wystarczy tylko, że wpiszesz do formularza swoje dane oraz informacje dotyczące oczekiwań. Po chwili otrzymasz całą listę, pasujących do Ciebie i Twojej rodziny polis. Więcej informacji znajdziesz w tym kalkulatorze ubezpieczeń turystycznych: https://kalkulator.polisaturystyczna.pl/kalkulator/ubezpieczenia-turystyczne/.

Co powinno zawierać ubezpieczenie turystyczne dla rodziny?

Poniżej znajdziesz opis najważniejszych elementów, które muszą znaleźć się w polisie turystycznej dla rodziny.

  1. Koszty leczenia

Wyjazd z dziećmi to zawsze pewne ryzyko. Nagłe choroby oraz kontuzje mogą skutecznie popsuć wypoczynek. Właśnie dlatego bardzo ważne jest, by ubezpieczenie gwarantowało pokrycie kosztów leczenia poza granicami kraju. Pamiętaj, że w wielu kurortach nie ma publicznych przychodni, a turyści mają do dyspozycji wyłącznie prywatne kliniki, których ceny za usługi są bardzo wysokie. Jeśli jednak zaopatrzysz swoją rodzinę w ubezpieczenie, towarzystwo pokryje wszelkie koszty, wynikające z udzielenia pomocy Tobie lub Twoim dzieciom. Sprawdź, czy polisa działa przy zakażeniu koronawirusem.

  1. OC

Wypadki zdarzają się niemal każdemu. Jeśli więc podczas podróży lub pobytu spowodujesz niebezpieczne zdarzenie, w którym ucierpią osoby trzecie, ubezpieczyciel pomoże Ci uniknąć finansowych konsekwencji. Osoby poszkodowane otrzymają odszkodowania, a Ty nie zbankrutujesz.

  1. NNW

Jak już wspominaliśmy, nie zawsze wszystko da się przewidzieć. Niebezpieczne zdarzenia mogą spotkać Twoją rodzinę w każdym momencie. Istnieje jednak możliwość zabezpieczenia się przed konsekwencjami, płynącymi z tego typu sytuacji. Z ubezpieczeniem turystycznym otrzymasz pomoc finansową, jeśli Ty lub inne osoby objęte ochroną ulegną wypadkowi, a stan ich zdrowia się pogorszy. Środki finansowe wypłacone przez ubezpieczyciela będziesz mogła wykorzystać na leczenie lub rehabilitację. Sprawdź, dostępne sposoby ochrony przy wyjeździe do pracy tymczasowej: https://www.polisaturystyczna.pl/poradniki/ubezpieczenie-na-wyjazd-do-pracy-tymczasowej-za-granice

  1. Ochrona bagażu

Lotniska to miejsca, w których panuje chaos. Nie pomaga też konieczność upilnowania dzieci, ich walizek i cennych przedmiotów. Musisz wiedzieć, że złodzieje tylko czekają, by Twoja czujność spadła. Jeśli więc bagaż należący do osób ubezpieczonych zostanie skradziony lub zaginie, ubezpieczyciel zwróci koszty, które poniosłaś. Pamiętaj jednak, by zbierać dowody zakupów. W innym wypadku towarzystwo może odmówić pomocy.

  1. Rekompensata za odwołany lub opóźniony lot

Koronawirus sprawił, że wyjazdy w każdej chwili mogą zostać odwołane. Jeśli więc chcesz, by Twoja rodzina otrzymała rekompensatę za opóźniony lub odwołany lot i w rezultacie zepsute wakacje, zainwestuj w polisę turystyczną.

Podsumowanie

Rodzinny wyjazd to duże wyzwanie logistyczne, które trzeba zaplanować. Twoim priorytetem powinno być zapewnienie bezpieczeństwa wszystkim uczestnikom, tak by mogli w pełni cieszyć się urokami letniego wypoczynku. Sprawdź też, co lepiej wybrać na wyjazd - ekuz czy ubezpieczenie (więcej na https://www.polisaturystyczna.pl/)

  1. Moda i uroda

Ekspresowy lifting skóry. Odmładzanie przez nakłuwanie

Nowoczesne zabiegi gabinetowe pozwalaja w krótkim czasie i w mało inwazyjny sposób pięknie odświeżyć skórę, przywrócić jej naturalną promienność.  (Fot. iStock)
Nowoczesne zabiegi gabinetowe pozwalaja w krótkim czasie i w mało inwazyjny sposób pięknie odświeżyć skórę, przywrócić jej naturalną promienność. (Fot. iStock)
Hitem ostatnich miesięcy wśród zabiegów gabinetowych jest Dermapen. Czy jest lepszy od klasycznej mezoterapii? Co dla kogo? Pytamy dr. Franciszka Strzałkowskiego z Kliniki Strzałkowski.

Hitem ostatnich miesięcy wśród zabiegów gabinetowych jest Dermapen. Czy jest lepszy od klasycznej mezoterapii? Co dla kogo? Pytamy dr. Franciszka Strzałkowskiego z Kliniki Strzałkowski.

Dermapen to dobra propozycja dla osób, które boją się zabiegów z użyciem igły. Dlaczego? Bo zamiast strzykawki z igłą tu używa się malutkiego urządzenia z głowicą, w której znajdują się mikroigiełki - nie widać ich, i nie czuć. Wędrująca po skórze główka z mikroigiełkami pulsuje, tworząc równomierną i bezpieczną sieć mikronakłuć. Dermapen 4 generuje aż 1920 ukłuć na sekundę. Cieniutkie jednorazowe igiełki molibdenowe nie dają reakcji alergicznych, bo nie zawierają chromu ani niklu. Wbijają się na głębokość od 0,5 mm do 3 mm według wskazań określonych przez specjalistę. Zabieg wykonuje się po wcześniejszym miejscowym znieczuleniu twarzy, albo innego obszaru ciała, który poddawany jest zabiegowi. Podczas zabiegu na skórę aplikowane są wybrane wcześniej preparaty ze składnikami aktywnymi.

Na czym polega sekret skuteczności Dermapenu?

- To zabieg, który działa na dwa sposoby: po pierwsze przez mikrourazy wywołane nakłuwaniem, w mechaniczny sposób stymuluje fibroblasty do produkcji kolagenu - mówi dr  Franciszek Strzałkowski z Kliniki Strzałkowski. Nasilają się w ten sposób czynniki wzrostu, które prowadzą do przebudowy skóry. Inicjowane są procesy naprawcze: tworzą się nowe naczynia krwionośne, wzmożona jest synteza kolagenu, elastyny i kwasu hialuronowego. W efekcie skóra staje się gęstsza, bardziej jędrna, lepiej odżywiona, ukrwiona i nawilżona. Po drugie mikronakłuciami „otwieramy” drogę do wniknięcia substancji czynnych do naskórka i skóry właściwej - dodaje dr Strzałkowski.

W trakcie zabiegu nakładane są na skórę aktywne preparaty bądź pozyskane z krwi pacjenta osocze bogatopłytkowe. W zależności od potrzeb skóry, w poszczególnych obszarach, można precyzyjnie dopasować składniki, których najbardziej skóra potrzebuje - np. co innego zaaplikować pod oczy, co innego na czoło, na którym występują przebarwienia.

Po zabiegu skóra jest lekko zaczerwieniona, w delikatnych obszarach np. pod oczami mogą pojawić się lekkie wybroczyny, ale przez to, że są to mikonakłucia, szybko znikają. Po Dermapenie nie występują siniaki ani krwiaki. Skóra goi się szybko i już następnego dnia można wrócić do normalnego funkcjonowania, a ewentualne niedoskonałości da się zamaskować makijażem. Po 3-4 dniach może pojawić się delikatne złuszczanie naskórka. Po 5-7 dniach od zabiegu skóra zyskuje „nowy wygląd”: jest bardziej jędrna i elastyczna. Nawet jeden zabieg przynosi widoczne efekty, ale najlepsze rezultaty uzyskuje się po serii 3-4 zabiegów.

Czy nowy Dermapen wyprze klasyczną mezoterapię?

Przypomnijmy - mezoterapia to zabieg, do wykonania którego używa się igły i strzykawki z przygotowanymi wcześniej i dobranym indywidualnie preparatami tzw. mezokoktajlami. Przed nakłuwaniem, wybrane miejsce zostają znieczulone. Nakłuć śródskórnych dokonuje lekarz. Po nakłuciach tworzą się małe depozyty, które w ciągu kilkudziesięciu godzin znikają. Zabiegu zwykle wywołuje delikatny obrzęk skóry, zaczerwienienie, mogą też pojawić się drobne siniaczki a nawet krwiaczki. Już po jednym zabiegu widać poprawę wyglądu skóry, ale najlepsze efekty daje seria.

- W tym sezonie obserwujemy, że wiele naszych klientek nie chce innego zabiegu, chcą tylko Dermapen, bo widzą błyskawiczne efekty, doceniają szybki czas rekonwalescencji po i dlatego zabieg ten w ich ocenie jest najlepszy. Buzia po serii zabiegów jest nie tylko zliftingowana, czy „wyczyszczona” z przebarwień”, ale też wyraźnie odżywiona i rozświetlona. Jest to też dobry zabieg dla początkujących i odpowiedni dla każdej cery.  Ponadto Dermapen można robic przez 12 miesiecy w roku. Jednak przewagą mezoterapii igłowej jest możliwość podania większej ilości preparatu w miejscach, które szczególnie tego wymagają - mówi dr Strzałkowski.

  1. Styl Życia

Archetyp Byka - kreatywny, hojny i zaborczy

Byk wiedzie życie wypełnione kontaktem z ludźmi. Jest rodzinny, domowy, zazdrosny o dobra i ukochane osoby. Ma naturalną potrzebę ochrony bliskich i bywa zaborczy, ale jednocześnie hojny i skłonny do dzielenia się, gościnny i ciepły. (Ilustracja: iStock)
Byk wiedzie życie wypełnione kontaktem z ludźmi. Jest rodzinny, domowy, zazdrosny o dobra i ukochane osoby. Ma naturalną potrzebę ochrony bliskich i bywa zaborczy, ale jednocześnie hojny i skłonny do dzielenia się, gościnny i ciepły. (Ilustracja: iStock)
Zodiakalny Byk wybiera piękno w parze z jakością i umie połączyć przyjemne z pożytecznym. Jest kreatywny, hojny, ale lubi posiadać i bywa zaborczy. Naturę znaku i najbliższe plany, jakie mają dla niego gwiazdy, odkrywa Aleksandra Nowakowska we współpracy z astrologiem Piotrem Gibaszewskim.

Poprzednik Byka na kole zodiaku – koczowniczy Baran – zuchwale zdobył nowe terytorium. Agresywna planeta Mars, silna w Baranie, traci teraz na znaczeniu. Byk stabilizuje wojowniczą energię i odradza ziemię. Osiada w rozległej bezpiecznej dolinie i zostaje rolnikiem, gdyż potrzebuje pewnego gruntu. To  znak żywiołu ziemi, który lubi żyć na żyznej glebie i cieszy się, korzystając z jej plonów.

– Byk jest pokojowy, rolnicy nigdy nie lubili wojen, bo wyniszczały ziemię i zakłócały naturalne cykle prac – mówi astrolog Piotr Gibaszewski.

Archetyp Byka uczy, jak się zadomowić. Uważa, że bujanie w obłokach do niczego dobrego nie prowadzi, bo na lekkość bytu można sobie pozwolić, gdy jesteśmy zakorzenieni. Dopiero gdy wyznaczymy granice i nauczymy się ich bronić, możemy odfrunąć w wyższe wymiary.

– Byk reprezentuje najbardziej pierwotną, podstawową formę ziemi. Jego praca realizuje się na poziomie powolnego, spokojnego przekształcania rzeczywistości – wyjaśnia ekspert, zauważając, że pojawienie się rolnictwa, zwłaszcza w perspektywie dzisiejszej eksploatacji gruntów i przemysłowej hodowli, nie wyszło nam na dobre, chociażby dlatego że jako koczownicy byliśmy zdrowsi.

Z Bykiem z jednej strony wiąże się ingerencja w naturę, a z drugiej jest on patronem ekologii. Jednak nie takim, który walczy, przykuwając się do drzew, tylko pokazuje, jak można naturę kochać i czerpać z niej radość. Tym samym nawiązuje do kultów płodności, które – jak przypomina astrolog – zawsze były hedonistyczne, ekstatyczne, seksualne.

Kobiecy pierwiastek

Patronka Byka – Wenus – to planeta miłości, erotyki, komfortu, obfitości. Jako receptywny pierwiastek żeński jest zasadą twórczą. To ona w dużym stopniu decyduje o mocy kreacji życia. Wpływa na to, czy umiemy się nim cieszyć, określa nasz sposób na doświadczanie dobrobytu. Odpowiada za odczucia estetyczne, uzdolnienia artystyczne, gust i smak. Dlatego z Byka warto brać przykład, jeśli chodzi o rozkoszowania się ziemską egzystencją wszystkimi zmysłami. To znak żyjący zgodnie z rytmem natury, którą odczuwa poprzez dotyk, smak, wzrok, słuch. Jest królem życia, który kocha wygody. Wybiera piękno w parze z jakością, jak nikt łączy przyjemne z pożytecznym i przydatnym. Bywa, że wykazuje skłonność do stylu rustykalnego, a na pewno jest tradycjonalistą. Kocha przytulne wnętrza, w których królują drewno, kolory ziemi, rozłożyste kanapy.

Zodiakalny Byk czerpie przyjemność z własności – czy jest to wyborne wino, rozległe domostwo, czy zieleń drzew na jego działce. – Pasuje do niego coraz bardziej popularny  ruch slow, mieszczący w sobie slow seks czy slow food. Nikt tak jak on nie potrafi  niespiesznie celebrować chwile i wypełniać życie spokojnym rytmem. Natura Byka przejawia się na wsi. Żeby ją zrozumieć, wystarczy pojechać gdzieś na Podlasie czy Zamojszczyznę i zobaczyć polskiego chłopa – z jego uporem, przywiązaniem do miejsca, religii, tradycji, zasad, obyczajów – dodaje Piotr Gibaszewski.

W astrologii medycznej Byk odpowiada za gardło, dlatego jest smakoszem i z reguły świetnie gotuje. To odwołanie do domowego i matczynego Księżyca, ale Bykowi blisko jest też do Wenus, archetypu kobiety kochanki, która mówi „ja chcę”, a Byk to, co chce – posiada.

Posiadam, więc jestem

Byk włada drugim domem astrologicznym, reprezentującym ten obszar życia, w którym wykazujemy się zarabianiem pieniędzy, budując poczucie materialnego bezpieczeństwa.

– Jeśli chodzi o poziom rozsądku i pragmatyzmu, Byk wygrywa chyba wszystkie rankingi. Potrzebuje spokoju płynącego z komfortu ekonomicznego, który zapewnia mu stan posiadania. Tu jest klucz do łączenia go z pieniędzmi. Byk patronuje zresztą giełdzie, symbolizując wzrosty – podkreśla ekspert.  I dodaje, że teraz, gdy planeta Uran przemierza znak Byka – Uranos, bóg Nieba spotyka się z Gają, matką Ziemią i dokonuje głębokiej przemiany myślenia nie tylko o szacunku do natury, ale też o posiadaniu. Piotr Gibaszewski zwraca uwagę, że w zachodnim świecie posiadanie jest czymś istotnym, tymczasem w kulturach pierwotnych wcale tak nie było. Indianie zabierali białym konkwistadorom topory czy łodzie i nie rozumieli, dlaczego oni się na nich wściekali. Nie znali bowiem pojęcia własności, która jest przyczyną kapitalizmu i walki o zasoby.

Jako zależny od materii i stały znak, Byk chętnie podpisuje umowy nabycia ziemi czy nieruchomości. Bliskie mu hasła to: gromadzenie, ograniczanie, zatrzymywanie, zagarnianie dla siebie. Lubi mieć mieszkanie, posiadłość, złoto, antyki, dzieła sztuki... coś konkretnego, na czym można zawiesić oko i tego dotknąć. „To moje” –  mówi potem, zataczając ręką szerokie koło i najchętniej przystawiłby na tym pieczątkę. Zabierz mu coś, a staniesz się największym wrogiem. A rozjuszony Byk to nic przyjemnego! Z łagodnego i uprzejmego zamienia się w furiata.

Wysoka stawka

Byk słynie z tego, że  jest niesamowicie uparty, wytrzymały do bólu, odporny, cierpliwy. Choć cieszy się opinią leniwego,  jest w stanie pracować i to nawet bardzo intensywnie i efektywnie, tylko musi widzieć cel. Gdy chce zarobić na swoje luksusy, zadziwia skutecznością, jest wtedy niepokonany. Do ruszenia się z aksamitnego fotela motywują go pieniądze, ale niemałe. Jego stawki zazwyczaj przewyższają te rynkowe. Byk ma wrodzony talent zarówno do zarabiania pieniędzy, jak i ich wydawania. Nie odkłada na czarną godzinę, ale zabezpiecza się, by zawsze móc cieszyć się życiem. Można by brać z niego przykład, jak cenić własność i jaki pożytek zrobić z gotówki. Potrafi oszczędzać pieniądze, ale nie kosztem swojego komfortu. Najbardziej lubi, kiedy mu zbywa.

Byk to synonim zamożności. Jego ciemną stroną bywa materializm i brak umiejętności odpuszczania.

– Ze swoim powolnym temperamentem jest niechętny zmianom, dlatego stawia opór. Ma problem, żeby coś zostawić, jego zadaniem jest nauczyć się uwalniania – mówi Piotr Gibaszewski. Przywiązanie i posiadanie określają jego tożsamość i pozwalają mu przetrwać, jednak chodzi o to, żeby ta kotwica, która zapewnia byt, nie stała się kulą u nogi. Pozytywna transformacja uczyniłaby z Byka króla życia, który z tego, co namacalne, zrobi bezpieczną przystań dla siebie i ludzi, których kocha.

Długodystansowiec

Jako podopieczny relacyjnej Wenus, Byk wiedzie życie wypełnione kontaktem z ludźmi. Jest rodzinny, domowy, zazdrosny o dobra i ukochane osoby. Ma naturalną potrzebę ochrony bliskich i bywa zaborczy, ale jednocześnie hojny i skłonny do dzielenia się, gościnny i ciepły. Zawsze ceni sobie kontakt z drugim człowiekiem; zwłaszcza fizyczny. Jako że bliskie są mu energie Wenus, seks odgrywa w jego życiu niepoślednią rolę. W wydaniu osób urodzonych w tym znaku jest – a jakże! – zmysłowy. Byk jest namiętny, śmiało posługuje się dotykiem, najchętniej kochałby się od wieczora do południa. W pławieniu się w rozkoszach jest nieposkromionym długodystansowcem.

– Byk jest znakiem seksualnych przyjemności i pragnień. Zeus jako biały byk porywa Europę. W Parlamencie Europejskim wisi obraz przedstawiający ten mit, autorstwa Franciszka Starowieyskiego, który zresztą używał pseudonimu Jan Byk – mówi Piotr Gibaszewski  – Pamiętajmy jednak, że Byk do partnerstwa, jak do wszystkiego, podchodzi ze sporą dawką rozsądku. Nie oczekujmy od niego altruistycznych poświęceń czy mistycyzmu, a raczej umiejętności czerpania radości ze wspólnego wygodnego życia.

Piotr Gibaszewski, astrolog, autor corocznych prognoz dla Polski i świata. Wykładowca w Studium Psychologii Psychotronicznej, www. solarius.pl. 

  1. Psychologia

Związek kobiety z młodszym mężczyzną - czy wiek ma znaczenie?

- Istnieje niepisany nakaz społeczny, według którego starsze kobiety są aseksualne. A przecież tak nie jest - mówi psychoterapeutka Olga Haller. (Fot. iStock)
- Istnieje niepisany nakaz społeczny, według którego starsze kobiety są aseksualne. A przecież tak nie jest - mówi psychoterapeutka Olga Haller. (Fot. iStock)
Czy zmiany obyczajowe spowodują, że kobieta, która ma o wiele młodszego partnera, nie będzie budziła zdziwienia lub zgorszenia? A może sprawią, że takie związki staną się powszechne? To bardzo smutne, kiedy wyobrażamy sobie, że tracąc młodość, tracimy siebie, naszą kobiecą tożsamość i prawo do seksualności – mówi psychoterapeutka Olga Haller.

Związki, w których mężczyzna jest starszy od swojej partnerki zdarzają się często, sam w takim jestem. Na odwrót to już rzadkość. Znam całkiem sporo związków: on starszy, ona o wiele młodsza. Bywają dobre i szczęśliwe. Takich, gdzie to ona jest starsza – niewiele. A z różnicą wieku ponad 10 lat nie znam wcale. Taka była tradycja, tak ukształtowała nas kultura. W pierwszym przypadku wydaje się, że jemu ta niesymetryczność nawet czegoś przydaje, na przykład uznania otoczenia. Gdy ona starsza, to raczej jej czegoś brak, i problemy wiszą w powietrzu. Niezrozumienie i zakłopotanie otoczenia, podejrzenia – on szuka matki lub jest interesowny.

Zgoda, takich stałych związków jest niewiele, chociaż romansów pewnie znacznie więcej. Ale nadal wydaje mi się, że kobiety raczej rzadko interesują się o wiele młodszymi facetami. Tego nie możesz wiedzieć! Która się przyzna? Same przed sobą się nie przyznajemy. Nie ma przyzwolenia, by starsze kobiety, jak starsi panowie, mogły się choćby zachwycić młodością, nie mówiąc już, że uwodzić, flirtować... Kobiety paraliżuje wstyd przed śmiesznością.

Przed wieloma laty kobieta, która wydawała mi się stara, a pewnie była o wiele młodsza niż ja teraz, westchnęła: „Ach, gdybym była młodsza”, i popatrzyła na mnie czule. Pomyślałem oburzony: „Coś takiego!”. Innym razem, też dawno temu, jakaś inna pani, o wiele starsza, chciała ze mną tańczyć. Poczułem, że to śmierć bierze mnie w ramiona, i uciekłem. A teraz wstyd, ale tak było... To pewnie był też lęk przed czasem, który zjada nas wszystkich. Związek z młodszym wyostrza problemy atrakcyjności fizycznej, na co młody i głupi zareagowałeś tak brutalnie. Tego też boją się kobiety. Wszystkich nas wiążą normy, co wypada, a czego nie, szczególnie kobiety, gdy są już „w pewnym wieku”. Obawiam się, że tak mocno boimy się przekroczenia tych reguł, że negujemy naszą wrażliwość erotyczną w tym obszarze.

Związek z młodym zawsze dramatycznie podkreśla wiek kobiety, ale i mój, gdy jestem z młodą żoną. Jeśli to trwa dłużej – zmusza kobietę do szczególnych starań, żeby zatrzymać czas. Nawet jeśli partner nie przywiązuje do tego wagi. Są jednak wielkie zmiany w stosunkach męsko-damskich, podwójne standardy w sferze seksu wyraźnie się kruszą. Jedna z moich koleżanek po czterdziestce (świeżo upieczona babcia) jest w związku z 30-latkiem. Mówi, że wreszcie rozumie tych wszystkich starszych facetów pożądających młodych dziewczyn, kiedy teraz sama zachwyca się pięknem ciała partnera – to takie pociągające! Zawrót głowy! A przy tym idealnie się uzupełniają – on dużo może, ona dużo chce. I nie martwi się, że jej ciało nie jest doskonałe – z rozstępami i blizną po porodzie. Inna znajoma (45 lat) dzieli się swoim doświadczeniem: „Może właśnie dlatego możemy cieszyć się z takich związków, bo ta różnica wieku zwalnia kobietę z dalekosiężnych projektów – planów na ślub i życie wieczne, pozwala zanurzyć się w tym, co jest”. Zmieniając jedną regułę gry, łatwiej zmienić kolejne i być w takim związku bardziej w zgodzie z sobą niż z wymogami kobiecej roli. Ale by w pełni się to dokonało, musi minąć trochę czasu. Przecież ile trzeba było czekać, by praca zawodowa kobiet stała się czymś naturalnym. Tak też będzie z prawami kobiet do różnych form ekspresji własnego erotyzmu.

Ale jeśli chodzi o model: on młodszy, ona o wiele starsza, chyba nie przewidujemy jego wielkiej popularności? To zapewne będzie zawsze margines, tak jak marginesem jednak pozostaje model: on o wiele starszy od niej. Być może te dwa marginesy kiedyś się zrównają. Związek starszego z młodszą kobietą ma większe szanse na trwałość ze względu na biologię – możliwość posiadania potomstwa. W drugą stronę spotykamy się z biologicznym ograniczeniem.

Jednak duży potencjał seksualny dojrzałych kobiet, ich doświadczenie i odwaga, często także głód zmian, mogą przyciągać młodszych mężczyzn i prowadzić do tworzenia wolnych związków potrzebnych obu stronom na jakiś czas. Niektóre z nich przetrwają.

Z tradycjami jest tak, że nigdy do końca nie wiemy, na ile napędza je natura, a na ile kultura. Zwykle okazuje się, że kultura bywa silniejsza, niż nam się zdaje. A nam nadal sporo brakuje, by mówić o tym szczerze.

To mów szczerze: jak to z wami naprawdę jest? Trudno otwarcie przyznać się, że interesują nas młodzi urodziwi mężczyźni, że patrzenie na szczegóły męskiego ciała czy śledzenie wzrokiem zgrabnego chłopca może być dla nas ekscytującym zajęciem. I może to dotyczyć realnych kontaktów lub postaci z filmu czy muzyki. Kilka lat temu pozwoliłam sobie na taką fascynację – spędziłam wiele godzin na oglądaniu koncertów Led Zeppelin i słuchaniu zachwycająco zmysłowego i bezwstydnego młodego Roberta Planta… Czy to śmieszne? Może dojrzałej kobiecie to nie uchodzi? Możemy też zachwycić się urokiem nastolatka, zobaczywszy w nim zapowiedź przystojnego mężczyzny. Też niedobrze – powinnam widzieć w nim tylko dziecko, coś ze mną nie tak. Albo w twarzy jakiegoś młodzieńca dostrzec rysy pierwszego chłopaka, aż zabije nam mocniej serce, jak kiedyś… Cięcie wewnętrznego cenzora – i przestajemy patrzeć na świat w ten przyjemnie pobudzający sposób. Odcinamy się od naszej seksualnej witalności. To zablokowanie zubaża nasze życie, pozbawia je smaku. Czasem rodzi agresję, np. szefowe lub nauczycielki tępią młodych, zamieniając nieakceptowane uczucia na agresję.

Kobiety na wszelki wypadek blokują te „nieskromne” zainteresowania, frywolne myśli czy erotyczne tęsknoty, żeby nie narazić się na upokorzenie, krytykę, zawstydzenie. Mężczyźni mają tu dużo więcej swobody, dla nich jest przyzwolenie na odmianę, na rozmaitość...

Począwszy od romansów z młodymi po prostytutki czy sponsoring. Tak, mężczyźni korzystają z prawa do najróżniejszych form ekspresji seksualnej. A sądzi się, że kobieta po czterdziestce powinna traktować młodszych facetów jako synów, a nie obiekty erotyczne. Jeśli jest inaczej, podejrzewa się nas o jakieś odchylenie. Z moich rozmów z kobietami wynika, że istnieje silne tabu – 10–12 lat różnicy to jeszcze OK, ale więcej absolutnie nie! O wiele młodszy partner zbyt mocno kojarzy się z relacją matka – syn, co zabija erotyczne zainteresowanie! Rzeczywiście zabija? A może pod społeczną presją kobieta stosuje mechanizm wyparcia? Dlaczego dla mężczyzn ta blokada nie jest tak mocna? Czemu „Lolita” znalazła na stałe miejsce w kulturze, sankcjonując w pewnym sensie zakazane męskie pragnienia? Czemu nie ma jej chłopięcego odpowiednika?

Nadal upieram się, że kobiety „naturalnie” wolą nieco starszych partnerów, młodsi są dla nich za mało dojrzali. Ja raczej zwróciłabym uwagę na to, jak powszechne i głęboko zakorzenione są przekonania, które odbierają starszym kobietom prawo do seksualności.

Gdy kobieta musi się skonfrontować z przemijaniem, ma cięższe zadanie niż mężczyzna. Tracąc młodość, traci urodę, figurę, a wraz z nią atrakcyjność, z której korzystała w relacjach z ludźmi i która, co gorsza, stanowi w naszej kulturze o jej wartości jako osoby. Traci władzę, możliwość wpływu – przyciągania spojrzeń, uwagi. Jakby stała się niewidzialna. Podczas gdy mężczyzna, starzejąc się, pozostaje atrakcyjny jako partner seksualny, kobieta z każdym dniem rozstaje się z tą szansą. To bardzo smutne, kiedy wyobrażamy sobie, że tracąc młodość, tracimy siebie, naszą kobiecą tożsamość i prawo do seksualności. Istnieje niepisany nakaz społeczny, według którego starsze kobiety są aseksualne. A przecież tak nie jest. Jak bardzo mogłaby pomóc nam świadomość, że wciąż możemy odczuwać erotyczne zainteresowanie światem, w tym mężczyznami, także młodszymi, a nawet o wiele młodszymi? I że nie musimy tego ukrywać, narażając się na kpinę czy etykietę „niewyżytej baby”.

Zauważmy, że to same kobiety potępiają i wykpiwają te starsze, które chcą być wolne od ograniczeń wieku. Może po prostu zazdroszczą, ale nie są tego świadome? Samo uświadomienie sobie czegoś, czego nie akceptujemy, może być uwalniające. Może pomagać rozwinąć się tolerancji. Najwięcej napięcia rodzą te uczucia i potrzeby, które musimy skrzętnie skrywać. Nie powstrzymujmy więc zainteresowania mężczyznami i seksem, mimo że lat nam przybywa.

Myślę, że wyobraźnia już niemal została odblokowana, teraz czas na realne życie. Okropne jest to zamknięcie, też je czuję. A przecież to nie musi od razu oznaczać intencji romansu, lecz jedynie szanse na przepływ energii, wymianę zdań, na taki rodzaj międzypokoleniowego flirtu, który odświeża i odżywia obie strony – odmładza jedną, a dowartościowuje drugą.

To prawda, bliskość młodości doprowadza życiowe soki do zardzewiałego organizmu. Od razu zardzewiałego! Niekoniecznie, starsze organizmy bywają całkiem sprawne, jeśli są zadbane. Seksualność żyje w każdym wieku, od urodzenia do końca, zawsze jest obecna, choć się zmienia. Mamy jeszcze dużo do zrobienia, by się na nią zgodzić i z niej korzystać – rozumnie i swobodnie.