1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zwierciadło
  4. >
  5. Szkoła odwrotności

Szkoła odwrotności

Dodaj w Google
Dodaj w Google

Tomasz Kozak sięga do podziemia kultury, do bogatych pokładów zbiorowej wyobraźni. W swoich działaniach artystycznych przypomina psychoanalityka, który wydobywa z podświadomości pacjenta wyparte, budzące lęk treści.

Tomasz Kozak ma 36 lat, jest malarzem, wykładowcą UMCS w Lublinie, błyskotliwym eseistą, a także autorem filmów animowanych (taką specjalizację wybrał podczas studiów na warszawskiej ASP). Najpełniejszy wyraz strategia artysty znalazła jednak w filmach foundfootage’owych.

Foundfootage – dosłownie „znalezione ujęcia” – jest jedną z najpopularniejszych i najciekawszych technik współczesnej sztuki. Posługujący się nią twórcy pracują ze „znalezionym materiałem” – budują swoje narracje z fragmentów wymontowanych z gotowych dzieł. Bliscy są didżejom, tworzącym nowe utwory z gotowych cudzych nagra ; to idealna taktyka dla buntowników, którzy z biernych odbiorców kultury chcą zmienić się w jej aktywnych krytyków i demistyfikatorów.

Takim buntownikiem jest Kozak, który korzysta z bogatych zasobów filmowego imaginarium: od hollywoodzkich przebojów i evergreenów polskiej kinematografii, przez kino klasy B, po pornografię i materiały archiwalne. W ręku Kozaka foundfootage staje się skalpelem używanym do wiwisekcji zbiorowej wyobraźni, której emanacją (i zarazem matrycą) jest popularne kino. Jest także narzędziem dekonstrukcji i rewizji mitów.

Trzeba napaść na klasztor!

Tomasz Kozak „Góralu! Pamiętaj o górnikach!”, akryl na płótnie, 2003Spektakularnym przykładem takiej rewizji jest „Klasztor Inversus” – foundfootage’owy film zmontowany z fragmentów ekranizacji „Pana Wołodyjowskiego” i „Potopu” zderzonych z ujęciami z gejowskich filmów pornograficznych. Praca Kozaka nie darmo nosi podtytuł „Szkoła odwrotności”. Za pomocą precyzyjnego montażu artysta zbudował „odwrotną” wersję Sienkiewiczowskiej opowieści. Jej bohaterem jest anty Kmicic – zdrajca, sodomita, bluźnierca. W scenie otwierającej film ten mroczny sobowtór Sienkiewiczowskiego protagonisty woła: „Trzeba napaść na klasztor! Trzeba napaść na Boga!” (Kozak zbudował ten apel, montując dwie  różne kwestie wypowiadane przez Olbrychskiego w filmie). Następnie zamiast bronić klasztoru, anty Kmicic atakuje go na czele artyleryjskiej baterii. Ten klasztor to sanktuarium bogoojczyźnianego paradygmatu, przeciwko któremu Kozak każe buntować się swojemu (anty)bohaterowi.

autopromocja
750x300_srodtekst_artykul (4).webp


Zamierzeniem stojącym za „Klasztor Inversus” jest kruszenie monolitu narodowej mitologii. Kozak wydobywa i wzmacnia najskrajniejsze formy bogoojczyźnianego dyskursu „Trylogii” – aż do odwrotności tego dyskursu, czyli zawartego w nim potencjału wrogości wobec Boga, Honoru i Ojczyzny. Za skruszoną fasadą czają się demony. Gra toczy się o to, aby je wypuścić i obejrzeć w świetle dziennym. Działania artysty stają się podobne do praktyki psychoanalityka, który sięga do podświadomości pacjenta, aby wydobyć z niej haniebne, budzące lęk i neurozę treści.

Jeszcze jeden wysiłek

Podobne zasady i cele rządzą malarstwem Kozaka, które oparte jest na powtarzaniu/przetwarzaniu „obrazów znalezionych” – i znów teren poszukiwań jest rozległy, od sztuki III Rzeszy, przez archiwalne fotografie, po Grottgera i kadry filmowe. Wspólna z filmem jest także montażowa technika budowania obrazu. W muralu „Polacy! Jeszcze jeden wysiłek!” artysta „wymontowuje” postaci z patriotycznych rycin Grottgera, następnie poddaje je modyfikacjom i „wmontowuje” w przestrzeń malowidła. Widzimy piekielne sobowtóry Grottgerowskich postaci: czapki powstańców styczniowych zdobią sataniczne pentagramy, Madonny zmieniły się w nierządnice, złośliwy Żyd wrzuca do ognia dziecko. Tłem sceny są płomienie – pożoga wzniecona w mitologicznym obrazie przez przewrotnego artystę podpalacza.

Tomasz Kozak „Polacy! Jeszcze jeden wysiłek!”, mural, 2004W przestrzeni muralu pojawia się inskrypcja „Polacy! Jeszcze jeden wysiłek!” – trawestacja słów markiza de Sade, który w dniach rewolucji zalecał Francuzom podjęcie „jeszcze jednego wysiłku” celem ostatecznego wyzwolenia. Podobną radę daje nam Kozak – ale wolność, którą proponuje, jest niebezpieczna. To wolność od strzeżonego przez władzę porządku wartości – osiąga się ją poprzez przekroczenie norm, występek, bluźnierstwo.

Egzorcysta w labiryncie

„Nie jestem robotnikiem. Jestem romantykiem” – czytamy w jednym z fotograficznych kolaży Kozaka. To cytat z Ernsta Jüngera, ale zarazem deklaracja artysty, wyjątkowo zainteresowanego tematyką i poetyką romantyzmu – tego tyleż uporczywego, co niechcianego widma krążącego po polskiej kulturze. Kozak specjalizuje się jednak w badaniu niechcianych wątków, zakładając, że są one odrzucane nie bez powodu – musi drzemać w nich coś, czemu nie chcemy stawić czoła, a więc coś w swej istocie aktualnego. Kozaka odróżnia od artystycznego mainstreamu również jego literackość. Literatura (tak różnych autorów, jak Jünger, Benjamin, de Sade, Borowski i Sienkiewicz) bywa tu punktem wyjścia, a proces twórczy staje się tożsamy z procesem odczytywania tekstów, opatrywania ich komentarzami, przypisami. Kozak nadaje swoim projektom formę esejów: dotyczy to filmów, ale również prac malarskich, tekst jest przedłużeniem obrazu i tworzy z nim integralną całość.

Siekiera (rozumu) i pochodnia (namiętności)

Literackie źródła ma również najnowszy projekt Kozaka, foundfootage’owy dyptyk „Lekcja lucyferyczna/Lekcja jogi”. Artysta odczytuje teksty Tadeusza Micińskiego, poety, szamana, egzaltowanego wizjonera polskiego modernizmu – i zderza je z popularnym kinem, od „Władcy pierścieni” po niemiecką superprodukcję. Przedsięwzięcie jest intelektualnie karkołomne: chodzi o opisanie współczesnego kryzysu kultury i – w szczególności – kryzysu polskiej tożsamości archaicznym językiem natchnionego neoromantyka. Demony znów stają u bram, bo w twórczości Micińskiego polskie archetypy i narodowa retoryka splatają się z satanicznymi fantazmatami i niebezpieczną symboliką. Kozak przypomina, że „artysta nie zawsze bada obrazy w imię rozumu, a jego zamiary nie są związane wyłącznie z intencją poznawczą – czasem poluje on również na rozkosz”. W wypadku autora „Lekcji...” chodzi o niemal erotyczną przyjemność towarzyszącą gwałceniu tabu, obnażaniu ukrytych treści. I to właśnie rządząca twórczością Kozaka „zasada przyjemności” przesądza o tym, że jego filmy, obrazy i teksty stają się naprawdę wywrotowe, niebezpieczne i ważne. Istnieją bowiem warowne gmachy idei i mitologii, wobec których „siekiera rozumu” jest bezsilna – podpalić je może tylko „pochodnia namiętności” – tej samej namiętności, która odróżnia sztukę od chłodnej intelektualnej spekulacji.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE