1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zwierciadło
  4. >
  5. Krystyna Loska i Grażyna Torbicka: (nie)rozłączne

Krystyna Loska i Grażyna Torbicka: (nie)rozłączne

fot. Albert Zawada
fot. Albert Zawada
Ikony polskiego dziennikarstwa telewizyjnego. Profesjonalistki w  każdym calu. Matka i córka strzegące swojej autonomii – nigdy nie wchodzą razem do kuchni, nie udzielają wspólnych wywiadów. Nam Krystyna Loska i Grażyna Torbicka opowiadają o pracy, która nie może być całym światem, o rodzinie, dla której warto się zatrzymać, i życiu, którego nie da się przechytrzyć.

fot. Albert Zawada fot. Albert Zawada

Nie kusi was, żeby poprowadzić razem jakiś program? W ubiegłym roku pisano, że planujecie wspólny projekt.

G.T.: Rzeczywiście pojawiła się taka informacja, ale nieprawdziwa. Mama od czasu do czasu lubi wrócić do pracy w mediach, na przykład w radiu Pogoda. Ale od czasu odejścia z telewizji nie ma potrzeby, żeby gdzieś się pokazywać, co, muszę przyznać, bardzo w niej podziwiam. Prowadziłyśmy razem kilka uroczystości, ale sporadycznie.

Czyli autonomia i niezależność.

G.T.: Zdecydowanie tak. Mimo że bardzo się kochamy i wspieramy, to każda musi mieć swój kawałek podłogi. Teraz, kiedy nie ma taty, bardzo dużo czasu spędzamy razem, każdą wolną chwilę. Na mamę zawsze możemy z mężem liczyć. Bez jej pomocy trudno byłoby nam zorganizować nasze zawodowe wyjazdy, a te zdarzają się często.

K.L.: I bardzo się z tego cieszę! Lubię być potrzebna.

Kiedy uświadomiłaś sobie, że mama jest sławna?

G.T.: Pamiętam pewien poranek, kiedy zobaczyłam na drzwiach szafy zawieszoną sukienkę, w której mama poprzedniego dnia wystąpiła na spikerskim dyżurze w telewizji i w której zapowiadała dobranockę. „O, a wczoraj pani w telewizji miała taką samą”, powiedziałam. Gdy odkryłam, że to jednak sukienka mamy, dotarło do mnie, że moja mama to ta pani z telewizji. Ale to stało się stosunkowo późno. Jako dziecko widziałam to tak: mama była moją mamą rano od momentu, kiedy się obudziłam, aż do chwili, kiedy wchodziła do łazienki. Gdy wychodziła z przyklejonymi rzęsami, umalowana, traktowałam ją już jak mamę telewizyjną. A potem wracała z dyżuru, odklejała rzęsy i znów stawała się moją mamą.

K.L.: Zabawne były sytuacje, gdy na przykład podróżowałam razem z Grażynką pociągiem i przypadkowo napotkane osoby rozmawiały ze mną jak ze swoją dobrą znajomą. Trudno było wtedy wytłumaczyć dziecku, że to jest znajomość jednostronna.

Więcej w Zwierciadle 05/2017. Kup teraz!

Zwierciadło także w wersji elektronicznej

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Jak rozmawiać z dzieckiem o jego chorobie – pytamy psycholożkę kliniczną Martę Rusek

Młodsze dzieci stosunkowo szybko włączają szpitalną rzeczywistość w swoje życie. Chcą się bawić w to, co ich otacza, więc wcielają się w lekarzy, powtarzają to, co oni mówią. W ten sposób choć na chwilę mogą wyjść z roli pacjenta. (Fot. iStock)
Młodsze dzieci stosunkowo szybko włączają szpitalną rzeczywistość w swoje życie. Chcą się bawić w to, co ich otacza, więc wcielają się w lekarzy, powtarzają to, co oni mówią. W ten sposób choć na chwilę mogą wyjść z roli pacjenta. (Fot. iStock)
Choć mali pacjenci przechodzą choroby nowotworowe inaczej niż dorośli i częściej od nich zdrowieją, to dla rodziców, którzy poznają diagnozę jako pierwsi, jest ona szokiem. Jak rozmawiać o tym z dzieckiem? Ile mu powiedzieć? Gdzie szukać wsparcia, żeby mieć siłę na opiekę? Wyjaśnia Marta Rusek, psycholożka kliniczna współpracująca z Fundacją Onkologiczną Alivia.

Co roku w Polsce aż 1300 rodziców małych i nastoletnich pacjentów słyszy diagnozę „nowotwór”. A kto mówi o chorobie dziecku? Czy to zawsze rola rodzica?
To zależy od wieku pacjenta. Jeśli rozmawiamy o dziecku do wieku wczesnoszkolnego, to lekarz informuje na początku tylko rodziców. Nastolatek najczęściej zapraszany jest do gabinetu razem z dorosłymi. Rozmowa odbywa się w ich obecności, czasem z udziałem psychologa.

Czy są jakieś zasady prowadzenia takich rozmów?
Oczywiście. W onkologii dziecięcej obowiązuje kilka żelaznych zasad. Po pierwsze, pacjenta prowadzi tylko jeden lekarz, do którego pacjent z czasem bardzo się przywiązuje, i wzajemnie. Nie narażamy dziecka na zmiany lekarza. I to ten lekarz przekazuje informacje o diagnozie. Po drugie, zawsze zakładamy, że chorobę wyleczymy i z takim nastawieniem wszyscy na oddziale onkologicznym pracujemy. Po trzecie, nie wyprzedzamy psychologicznych potrzeb pacjenta.

Co to znaczy?
Kiedy towarzyszyłam lekarzom w rozmowach z pacjentami, staraliśmy się, by informowanie o diagnozie, o rokowaniach czy sposobie leczenia nie było pełnym napięcia monologiem. Raczej nastawialiśmy się na dialog, w którym stosowaliśmy metodę dopytywania.

Na czym polega dopytywanie?
Na tym, żeby nie wyprzedzać pacjenta w rozmowie. Razem z lekarzem staraliśmy się, żeby dziecku nie powiedzieć za dużo. Ono i tak najczęściej domyśla się, co się dzieje; dzieci dużo wiedzą, chociaż bywa, że nikt im oficjalnie nic nie mówi. Często jednak trzeba ten obraz skorygować. Kiedy tuż po rozpoczęciu leczenia pytaliśmy: „Czy chcesz wiedzieć, dlaczego jesteś w szpitalu?”, dzieci początkowo odpowiadały: „Nie chcę nic wiedzieć”. To jest normalne, ale potem się zmienia. Gdy dziecko oswaja się ze szpitalem, z lekarzami, z personelem, z psychologiem, po jakimś czasie samo wraca do tego pytania i chce wiedzieć, na co choruje, jak się je leczy, co oznaczają medyczne słowa. Samo pokazuje, że jest już gotowe na rozmowę.

Dla każdego rodzica zdiagnozowanie choroby nowotworowej u dziecka to szok. Jak rodzice powinni wesprzeć siebie w tej sytuacji?
Po takiej informacji dotychczasowe życie w jednej chwili przestaje istnieć. Rodzic czuje ból, wściekłość, samotność. Ma poczucie, że nikt, kto nie doświadczył choroby dziecka, nie jest w stanie go zrozumieć. Bywa, że na tym etapie ludzie odsuwają się od znajomych i przyjaciół, bo relacje z nimi są w tym momencie zbyt bolesne. Najczęściej zbliżają się do grupy rodziców szpitalnych. Wsparcie ze strony dorosłych, którzy przechodzą to samo, to dobry początek.

Jak prosić tych innych dorosłych o wsparcie?
Najlepsza jest aktywna postawa polegająca na informowaniu, co jest mi teraz potrzebne. Najczęściej wcale nie chodzi o wielkie sprawy, ale o ugotowanie obiadu, przywiezienie czegoś z domu, pomoc w zakupach albo porozmawianie, pobycie. Chodzi jednak o to, żeby tymi wspierającymi osobami byli dorośli, przy których można się na przykład rozpłakać. Przy dziecku rodzic nie powinien płakać, chociaż czasem trudno powstrzymać łzy. Lepiej wyjaśnić, że płacze, ponieważ np. tęskni za domem. Wtedy te łzy stają się dla dziecka zrozumiałe, a jednocześnie pokazujemy mu, że w taki sposób można poradzić sobie z trudnymi uczuciami.

A nie powinien tu wkroczyć psycholog albo fundacja wspierająca rodziców dzieci chorych?
Nie, nikt nie powinien „wkraczać”, tylko raczej być w pobliżu i w gotowości udzielenia do pomocy i wsparcia. Tak się dzieje ze szpitalnym psychologiem lub psychologiem pracującym w fundacji – jest dostępny w razie potrzeby.

I na czym polega jego pomoc?
Najważniejsze jest uświadamianie, że chorowanie to proces, warto to nieustannie powtarzać. To, że w chwili diagnozy rodzic czuje wściekłość, rozżalenie, samotność, bezradność, zaprzecza lub za wszelką cenę szuka winnego, jest normalne. Trzeba wiedzieć, że ma się prawo do odczuwania czasem bardzo silnych emocji. To dla rodziców niezwykle ważne. Dowiadują się, że nie popadli w szaleństwo, ich emocje są naturalne i miną. Człowiek umie się przystosować do nowej sytuacji, do chorowania i leczenia także.

Czy bardziej choroby boją się dzieci, czy ich rodzice?
Nie demonizujmy tego, jak dzieci odbierają chorobę. Już to powiedziałam, ale powtórzę: choroba to jest proces. Inaczej reaguje się na początku, inaczej po miesiącu chorowania, gdy już się wie, że da się z tym żyć. Szczególnie młodsze dzieci stosunkowo szybko włączają szpitalną rzeczywistość w swoje życie. Podczas hospitalizacji często bawią się właśnie w szpital, w pacjentów i personel medyczny. Bo dzieci chcą się bawić w to, co ich otacza. Wcielają się w lekarzy i mogą w ten sposób choć na chwilę wyjść z roli pacjenta. Zawsze mnie zadziwiało, jak dużo dzieci wiedzą, jakimi są świetnymi obserwatorami, a nawet ekspertami. Używają żargonu medycznego, zachowują procedury, na przykład wkładając rękawiczki przed zrobieniem zastrzyku lalce. Powtarzają to, co mówi im lekarz, i to jego tonem, znają nazwy leków, dawkowanie, wiedzą, jakie wyniki są w normie, a jakie nie, i bawią się w to. Gdy dziecko inicjuje zabawę w szpital, wiem, że mogę je dopytać, co by chciało wiedzieć.

A jak jest ze starszymi? Nastolatek nie pokaże w zabawie, że jest gotowy do poważnej rozmowy.
Przede wszystkim, by móc rozmawiać z nastolatkiem, trzeba wypracować sobie jego zaufanie. Nie chcemy żadnej „poważnej rozmowy”. Nie sadzamy nastolatka, nie robimy mądrych min. Przede wszystkim temat choroby, która opanowała ciało, bywa często trudny i zawstydzający. Działamy delikatnie, wręcz niezauważalnie odpowiadamy na pytania, do których pacjent dorósł. Ponadto nastolatki mają dostęp do Internetu, zazwyczaj same dowiadują się bardzo wiele o swojej chorobie. Nie potrzebują informacji, a zwykłej rozmowy. Wyjaśnienia różnych wątpliwości, wysłuchania tego, co ich niepokoi.

Czego boją się najbardziej?
Dzieci boją się bólu, jak my wszyscy. Jednak współczesna medycyna na szczęście nie skazuje pacjenta na cierpienie. Wytyczne są jednoznaczne: lekarz ma oszczędzać pacjentowi bólu i ograniczać dyskomfort w każdy dostępny sposób, i lekarze się tego trzymają. Mamy skuteczne środki przeciwbólowe. W onkologii dziecięcej ból traktuje się serio i jest on leczony. Dzieci boją się też zmian, jakie niesie ze sobą choroba onkologiczna – utraty włosów, zniekształcenia po operacji, protez. Boją się tego, co jest nieznane.

A co zrobić, gdy w moim otoczeniu ktoś ma dziecko chorujące na nowotwór?
Być przy tej rodzinie. Nie bać się cierpienia i choroby. A jeśli nie wiemy, jak wspierać – warto po prostu dopytać rodziców: „Jak mogę pomóc?”, „Ugotować coś, posprzątać, zawieźć?”. Rodzic jest tak pochłonięty leczeniem chorego dziecka, że często nie ma czasu zająć się drugim, zdrowym dzieckiem czy domowymi zwierzętami. Warto proponować, że się odbierze ze szkoły zdrowe rodzeństwo, weźmie je na weekend, przenocuje, pomoże w opiece nad psem.

Zdrowe rodzeństwo w obliczu takiej sytuacji schodzi zupełnie na drugi plan…
Niestety, to prawda. Leczenie zajmuje rodzicom tyle czasu i energii, że często nie mają już rezerw na poświęcanie czasu zdrowym dzieciom, tymczasem one potrzebują uwagi, miłości i normalności. Straciły kontakt nie tylko z rodzicami, ale też z rodzeństwem, bo dzieciom zdrowym nie wolno wchodzić do szpitala. Warto zadbać o to, żeby rodzeństwo miało kontakt, żeby do siebie na przykład dzwoniło. Mamy na szczęście do dyspozycji całą technologię.

Czy należy dokładnie wyjaśniać, co dzieję się z chorą siostrą czy bratem?
To znów zależy od wieku i od tego, ile rodzeństwo chce wiedzieć, ale generalnie warto przygotować je na ewentualne zmiany w wyglądzie pacjenta, bo przecież leczenie choroby nowotworowej odbija się na fizyczności. I oczywiście nie chodzi nam tu o przekazanie suchych informacji, tylko o rozmowę, co dzieje się z chorym. Chodzi o to, żeby zdrowe dziecko nie było zaskoczone brakiem włosów czy otyłością wywołaną zastosowaniem sterydów. Albo amputacją, bo przecież i to się zdarza w leczeniu chorób nowotworowych.

To bardzo trudne zadania dla rodzica.
Tak, i tutaj też potrzebne jest wsparcie. Dlatego warto być w stałym kontakcie z psychologiem, który przygotuje rodzica na taką rozmowę, powie, jak ją delikatnie przeprowadzić, a nawet przećwiczy.

Zatem może jednak psycholog powinien takie rozmowy przeprowadzać z rodzeństwem?
Moim zdaniem to jednak rola rodzica, z którym dziecko jest związane i czuje się bezpieczne. Taka próba wprowadzenia obcej, nieznanej osoby, żeby przeprowadziła rozmowę, może być jeszcze bardziej stresująca dla dziecka. Lepiej jest, gdy psycholog przygotowuje rodzica, ale to rodzic rozmawia ze swoim dzieckiem. Taka kolej rzeczy jest naturalna.

Myślę, że bardzo łatwo jest obciążyć zdrowe dziecko chorobą rodzeństwa.
Dlatego tak ważne jest, żeby rodzic szukał wsparcia tylko u innych dorosłych. Nie należy przy zdrowym dziecku płakać, dzielić się swoimi emocjami, szczególnie lękiem, bo dziecko zawsze chce chronić rodziców. A nawet prawie dorosłe, nastoletnie zdrowe dziecko nie może być pocieszycielem dorosłych.

Ale czasem nie ma nikogo innego…
Rodzice często mają takie wrażenie, ale przecież zawsze są wokół nas inni dorośli: lekarz, pielęgniarka, psycholog, znajomi czy chociażby rodzice innych chorych dzieci. Bywa jednak, że rodzicom jest trudno prosić o pomoc, albo nie widzą, że otoczenie jest gotowe ich wesprzeć. Warto by bliscy, przyjaciele takiej rodziny przyjęli aktywną postawę i tak jak już wcześniej wspomniałam – pytali. Czasem ta pomoc może polegać na tym, że choć na chwilę zastąpi się takiego rodzica w szpitalu i będzie on mógł chociażby wyjść na spacer czy do fryzjera.

Chyba nie miałabym odwagi zapytać rodzica, który ma tak chore dziecko, czy chce iść do fryzjera. Nie umiem sobie wyobrazić, że sama miałabym na to ochotę. Myślę też, że społeczeństwo narzuca obraz cierpiącego udręczonego.
Ten fryzjer to może bardziej metafora i pytanie, czy rodzic w trakcie chorowania dziecka ma prawo zająć się też swoimi potrzebami. Widziałam, jak rodzice dawali z siebie wszystko. A przecież leczenie trwa miesiącami, czasem nawet latami. Do opieki potrzeba mnóstwo sił. Niewyspany, udręczony, samotny, przeciążony rodzic nie będzie dobrym wsparciem. Dlatego tak ważne jest, by inni dorośli pomagali rodzicom w odzyskiwaniu, choć na chwilę, poczucia równowagi, pomagali w regeneracji. A co do fryzjera – pamiętam, jak jedna z fundacji zorganizowała wizytę właśnie fryzjera na oddziale – ileż było śmiechu i radości, gdy rodzice mogli wreszcie zająć się sobą.

Zbieram się z pytaniem na temat opieki paliatywnej. Jak rozmawiać z dziećmi o śmierci, o tym, że nie wyzdrowieją?
Pamiętajmy, że onkologia dziecięca ma inną dynamikę. Dzieci zdrowieją znacznie częściej niż dorośli. Bardzo skutecznie leczymy choroby nowotworowe u dzieci. Ale bywa niestety, że choroba okazuje się silniejsza niż medycyna. I tu obowiązują te same zasady: nic na siłę. Nigdy nie atakujmy pacjenta tym tematem.

Mam poczucie, że rozmawianie o śmierci to nie są mądre monologi, bo to nie czas na nasze, dorosłe przemyślenia czy przekonania np. religijne. To czas na to, by usłyszeć, co myśli o tym dziecko, z jakimi pytaniami się mierzy. Pamiętam pacjenta, który zapytał: „czy w niebie jest McDonald?”, bo usłyszał, że w niebie jest wszystko, co najlepsze, a po śmierci idzie się do nieba. Ale najczęściej to są bardzo nieśmiałe i ulotne momenty, gdy pacjent zastanawia się, jak to jest z tą śmiercią. Chociaż bywały także sytuacje, gdy pacjent, najczęściej nastolatek, zadawał pytanie: „czy ja umrę?”. I tu nie ma jednej dobrej odpowiedzi, ale dla mnie takie pytanie pacjenta jest zawsze punktem wyjścia do rozmowy, co stoi za takim pytaniem, jakie myśli, jakie fantazje, jakie uczucia. Często w rozmawianiu o śmierci nie tyle chodzi o konkretną odpowiedź, ale o stworzenie bezpiecznej atmosfery, by dziecko mogło podzielić się z drugim dorosłym swoimi niepokojami, lękami, refleksjami. Chociaż czasem młody człowiek chce po prostu wiedzieć, jakie są jego rokowania, bo myśli o tym, by móc się z kimś pożegnać, może pogodzić, a może coś komuś ważnego powiedzieć. Tylko w rozmowie z pacjentem możemy poznać, jaki motyw stoi za jego pytaniem.

A czy dzieci boją się śmierci?
Boją się i martwią. Czasem zastanawiają się, co się stanie z ich rzeczami, jak rodzice to zniosą, co będzie po śmierci. Pamiętam dziewczynkę, która w zabawie opowiadała mi, jak sobie wyobraża, co będzie po śmierci. Wyzdrowiała i ma się dobrze, ale widać, że myśl o śmierci może się pojawić.

Nie wiem, który rodzic by to udźwignął…
Dlatego w szpitalu pracują psychologowie. Dzieci potrzebują bezpiecznej przestrzeni – z dorosłym, który nie zabroni poruszania tego tematu, nie wystraszy się ani nie rozpłacze na dźwięk słów „boję się, że umrę”. Chcę podkreślić, że nowotwory są uleczalne i że wbrew aktualnie bardzo złym opiniom na temat służby zdrowia, dziecięcy onkolodzy to w większości kompetentni, empatyczni ludzie, którzy wiążą się bardzo mocno ze swoimi pacjentami i walczą o nich tak samo jak rodzice.

Fundacja Alivia jest Organizacją Pożytku Publicznego, która pomaga chorym na raka m.in. w finansowaniu nierefundowanych terapii i konsultacji. Więcej na temat przekazania 1% podatku na rzecz fundacji na www.alivia.org.pl.

Marta Rusek, specjalistka psychologii klinicznej, psychoterapeutka, psychoonkolożka. Przez wiele lat pracowała jako psycholog na oddziale onkologii dziecięcej. Współzałożycielka Warszawskiego Centrum Psychoonkologii, www.psychoterapia-mokotow.pl.

  1. Zdrowie

Nootropiki – pożywka dla głowy

Owoce jagodowe wspomagają rozwiązywanie problemów, uczenie się i pamięć. Przeciwdziałają starzeniu się i poprawiają płynność myślenia. (Fot. iStock)
Owoce jagodowe wspomagają rozwiązywanie problemów, uczenie się i pamięć. Przeciwdziałają starzeniu się i poprawiają płynność myślenia. (Fot. iStock)
Konsultantka kulinarna i promotorka kuchni roślinnej Julie Morris przekonuje, że nawet niewielkie zmiany w diecie mogą znacząco podnieść sprawność umysłu. O tym, co smakuje naszemu mózgowi, pisze w książce „Smart Plants. Jak wykorzystać naturalne nootropiki, by usprawnić myślenie, koncentrację i pamięć”.

Zacznijmy od nazwy. Wywodzi się ona z greckiego, słowo nous oznacza „umysł”, a tropos – „obrócenie„ lub „zmianę”. Innymi słowy – nootropik to substancja zmieniająca umysł, pobudzająca procesy poznawcze, która ma moc poprawiania sposobu myślenia, odczuwania i funkcjonowania. Nootropiki są w użyciu od tysiącleci we wszystkich zakątkach świata, czy to by wzmóc wytrzymałość i wyostrzoną uwagę podczas polowania bądź bitwy, czy by podnieść poziom świadomości i mieć lepszą więź ze światem na poziomie duchowym. Współczesne postrzeganie nootropików jako substancji wspomagających procesy poznawcze jest jednak stosunkowo nowe.

Początki badań nad środkami wspomagającymi układ nerwowy sięgają lat sześćdziesiątych XX wieku. Rumuński psycholog i chemik Corneliu Giurgea użył terminu „nootropik” w 1972 roku – kilka lat po tym, jak opracował Piracetam, czyli związek wspomagający pamięć. Urodzony w 1923 roku w Bukareszcie dr Giurgea poświęcił zawodowe życie na badanie ewolucji człowieka i opracowywanie metod wspomagania jego rozwoju. Udało mu się nie tylko przyciągnąć uwagę do idei optymalizacji funkcji mózgu, lecz także wprowadził koncepcję wspierania procesów poznawczych do świata chemii. Opracował listę cech charakterystycznych odkrytych przez siebei substancji, które nazwał „pięcioma zasadami nootropików”:

  1. wzmacniają pamięć i zdolność uczenia się
  2. wzmacniają trwałość wyuczonych zachowań i wspomnień
  3. chronią mózg przed uszkodzeniami
  4. zwiększają skuteczność korowych/podkorowych mechanizmów kontroli
  5. nie powinny wywoływać żadnych skutków ubocznych

Współczesna medycyna od XVIII wieku czyni niesłychane postępy, również na polu wspierania funkcji mózgu, jednak naturalne nootropiki są w użyciu znacznie dłużej. Medycyna ajurwedyjska oraz medycyna chińska z powodzeniem wykorzystują ich właściwości od tysięcy lat. Dziś, choć nie istnieje ujednolicona definicja słowa „nootropik”, większość świata medycznego jest zgodna, że to po prostu substancja wzmacniająca procesy poznawcze bez efektów ubocznych. Naturalne nootropiki również taką zdolnością się charakteryzują, jest jednak pewna różnica między nimi a syntetycznymi: są to produkty żywnościowe (lub przynajmniej suplementy pochodzenia naturalnego), a nie chemiczne substancje wytwarzane przez człowieka.

Najpoważniejszym argumentem za stosowaniem diety opartej na żywności pełnowartościowej, zamiast produktów przetworzonych i suplementów, jest występujące w niej bogactwo naturalnych wieloskładnikowych substancji odżywczych, czyli takich, które składają się z przynajmniej dwóch współdziałających elementów oddziałujących pozytywnie na wielu płaszczyznach – zarówno jeśli chodzi o zdrowie mózgu, jak i całego organizmu. Chemiczne nootropiki tylko maskują niedobory i niekoniecznie pomagają generować trwałe zmiany. Naturalne nootropiki mogą poprawić całościową kondycję mózgu, a to przełoży się pozytywnie na sposób myślenia i odczuwania.

Julie Morris, konsultantka kulinarna, założycielka szkoły gotowania online „Luminberry”. Jest autorką pięciu książek kucharskich.

10 najlepszych naturalnych nootropików

  • Kakao – „ziarno szczęścia”. Poprawia nastrój (oraz łagodzi depresję i stany lękowe). Wzmacnia pamięć i zdolność uczenia się, wspomaga koncentrację. Jest bardzo silnym neuroprotektorem.
  • Matcha – „herbata, która pozwala zachować spokój i robić swoje”. Jest źródłem wyciszonej energii. Łagodzi niepokój i stany lękowe, dobrze wpływa na ogólne samopoczucie. Wzmacnia motywację i koncentrację. Poprawia pamięć i inne funkcje poznawcze, wspiera twórcze i płynne myślenie. Jest silnym neuroprotektorem.
  • Soplówka jeżowata – „grzyb inteligencji”. Może być pomocna w leczeniu chorób neurodegeneracyjnych. Ma bardzo silne działanie neuroprotekcyjne. Działa wspomagająco w zaburzeniach snu. Wspomaga regenerację nerwów, łagodzi depresję i stany lękowe. Poprawia pamięć, uwagę i zdolność uczenia się. Wspiera funkcje poznawcze. Zwiększa neuroplastyczność i neurogenezę.
  • Reishi (lakownica żółtawa) – „polisa na zdrowie”. Wycisza, łagodzi napięcia i stany lękowe. Wspomaga redukcję stresu i zdrowszy sen. Wzmacnia pamięć i zdolność uczenia się. Ma silne działanie neuroprotekcyjne i oczyszczające.
  • Jagody goji – „jagody dobrostanu”. Wzmacniają pamięć i zdolność uczenia się, wpływają korzystnie na ogólny dobrostan. Chronią barierę krew-mózg przed ekscytotoksycznością i szkodliwym działaniem innych neurotoksyn. Wspomagają neurogenezę.
  • Fioletowe owoce jagodowe – „owoce pamięci”. Wspomagają rozwiązywanie problemów, uczenie się i pamięć. Mają silne właściwości neuroprotekcyjne i przeciwdziałają starzeniu się. Wspomagają płynność myślenia. Poprawiają koordynację ruchową i równowagę. Wzmacniają koncentrację i uwagę. Zwiększają potencjał neurogenezy.
  • Różeniec górski – „moc”. Redukuje zmęczenie i zwiększa zasoby energii. Wspomaga zrównoważony nastrój i poczucie dobrostanu, poprawia kondycję. Poprawia koncentrację i motywację.
  • Ashwagandha (witania ospała) – „zioło zadowolenia i wyluzowania”. Zmniejsza napięcia. Jest naturalnym antydepresantem oraz redukuje stres poprzez wyrównywanie poziomu hormonów (głównie kortyzolu i insuliny). Łagodzi poczucie wyczerpania i chroniczne zmęczenie psychofizyczne. Pomaga zwalczyć bezsenność wywołaną stresem. Wzmacnia kondycję i odporność. Wspomaga powrót do formy po przebytym stresie i wyjście ze stanu wypalenia. Wspiera pamięć, uwagę i koncentrację.
  • Kurkuma (ostryż długi) – „złoty korzeń ochrony”. Ma mocne działanie przeciwzapalne. Jest silnym przeciwutleniaczem. Zwalcza stres, poprawia nastrój, redukuje depresję. Może poprawiać pamięć.
  • Cytryniec chiński – „jagoda koncentracji”. Wycisza, redukuje stres, łagodzi stany lękowe. Wspomaga długi i zdrowy sen. Wzmacnia aktywność psychiczną. Poprawia pamięć, uwagę, pozwala osiągać lepsze wyniki w pracy, przyspiesza reakcje. Działa neuroprotekcyjnie.
  1. Moda i uroda

Kosmetyki na wakacyjny wyjazd

Fot. Imaxtree (Alberta Ferretti)
Fot. Imaxtree (Alberta Ferretti)
Podczas wyjazdów potrzebne są nam konkretne, sprawdzone produkty, które odpowiednio nawilżą, odmłodzą i ochronią przed szkodliwym działaniem słońca. Oto lista kosmetyków, które na pewno weźmiemy ze sobą.

Odpowiednia pielęgnacja włosów podczas lata to podstawa. Ochrona przed słońcem, stosowanie sprawdzonych kosmetyków i unikanie zbyt dużej ingerencji w strukturę włosa stanowią trzon odpowiedniej dbałości o letnią fryzurę. Warto pamiętać również o nawilżeniu i stosowaniu kosmetyków, które zapewnią włosom ochronę przed utratą wody. Wśród najciekawszych poleceń znalazłyśmy szampon Sos Nutrition od Be Eco, dokładnie myjący włosy na całej długości, zapewniający odpowiednie nawilżenie, zdrowy wygląd i blask. W ofercie marki znajduje się także odżywka dopełniająca pielęgnację włosów zawierająca m.in. olej ze słodkich migdałów, masło mango i masło shea, a także mleczko zapobiegające rozdwajającym się końcówkom. Linia warta uwagi szczególnie, gdy włosy są zniszczone i potrzebują silnej regerenacji.

Fot. materiały prasowe Be EcoFot. materiały prasowe Be Eco

Natychmiastowy efekt i wysokie stężenia pożądanych składników zapewniają coraz chętniej stosowane kuracje ampułkowe. Jedną z nich, która zainteresowała nas szczególnie jest 7-dniowa kuracja rewitalizująco-rozświetlająca od firmy Babor. Ampułka Phyto AHA z naturalnym kompleksem kwasów owocowych, przeznaczona jest do pielęgnacji poszarzałej, pozbawionej witalności skóry, także wrażliwej. Delikatny efekt złuszczenia pobudza procesy odnowy skóry, pozwala zredukować drobne zmarszczki i przebarwienia oraz wygładza skórę. Ekstrakt z kory wierzby z naturalnym kwasem salicylowym zapobiega powstawaniu zanieczyszczeń, a alantoina działa kojąco i nawilżająco. W limitowanej edycji kosmetyków znalazły się także inne kuracje ampułkowe, które z powodzeniem zastąpią nam profesjonalne zabiegi podjęte w salonach kosmetycznych.

Fot. materiały prasowe BaborFot. materiały prasowe Babor

Wegańskie kosmetyki do pielęgnacji ciała od Aura Naturals to ogromna siła ukryta w nasionach chia i ich właściwościach korzystnie wpływających na kondycję skóry. Żel, masło i mleczko do ciała składające się na linię Chia&Goja wykorzystują olej z nasion chia, bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe, białka, przeciwutleniacze, flawonoidy, witaminy A i E oraz minerały takie jak: fosfor czy magnez. Drugim ważnym składnikiem jest ekstrakt z owoców goji. Ten z kolei zawiera antyoksydanty, witaminy B1, B2, B6 oraz C, aminokwasy i minerały. Wzmacnia, rewitalizuje i pobudza skórę.

Fot. materiały prasowe Aura NaturalsFot. materiały prasowe Aura Naturals

Intensywnie nawilża, długotrwale matuje, skutecznie zmniejsza zaczerwienienia i nadmiar sebum. Curcumin Cream od Dermash Cosmetics redukuje niedoskonałości, długotrwale matuje i nawilża w celu zmniejszenia defektów na skórze. Jest idealny dla skóry wrażliwej, mieszanej, tłustej, z trądzikiem lub przebarwieniami. Zawierający kurkuminę krem dociera do głębszych warstw skóry wykazując silne działanie antyoksydacyjne i przeciwzmarszczkowe. Efekt gwarantowany.

Fot. materiały prasowe Dermash CosmeticsFot. materiały prasowe Dermash Cosmetics

Pamiętając o letnim makijażu warto decydować się na kosmetyki, które zapewniają wysoką ochronę przed promieniowaniem UVA i UVB. Jednym z hitów makijażowych lata jest mineralny podkład ochronny od marki Eau thermale Avène opracowany z myślą o skórze nadwrażliwej i alergicznej, a także osób uczulonych na filtry chemiczne lub substancje zapachowe. Kompakt mineralny SPF50 zawiera wyłącznie filtry mineralne, zapobiega uszkodzeniom DNA oraz działa łagodząco na skórę. Zastosowane pigmenty pozwalają zamaskować wszelkie niedoskonałości i wyrównują koloryt cery, dlatego też kosmetyk sprawdzi się idealnie nie tylko podczas upalnych dni, ale również w codziennej pielęgnacji. Polecamy.

Fot. materiały prasowe Eau Thermale AveneFot. materiały prasowe Eau Thermale Avene

Wśród makijażowych nowości, godny polecenia jest również transparentny puder od marki Note. Puder nie tylko utrwala makijaż i pomaga złagodzić wygląd drobnych zmarszczek, ale także chroni skórę przed wolnymi rodnikami wywołanymi przez niebieskie światło i zapewnia silne nawilżenie skóry. Delikatny i przyjemny dla skóry idealny do przetestowania na lato.

Fot. materiały prasowe NoteFot. materiały prasowe Note

Marka Yumi znana z żeli pod prysznic i mydeł w płynie dołączyła do swojej oferty trzy nowe linie dedykowane twarzy. W każdej z nich znalazły się cztery produkty, dobrane do konkretnych potrzeb skóry, które pozwolą szybko i skutecznie zadbać o codzienną rutynę na każdym etapie. Produkty z każdej linii zawierają m.in. nawilżającą betainę, wygładzający kwas mlekowy, regulujący mikrobiom skóry prebiotyk i flagowy aloes. Ich działanie uzupełniają odżywcze oleje i bogate w witaminy soki. W intensywnie nawilżającej serii czerwonej są to oleje: sojowy, z pestek malin i masło shea oraz soki z maliny i granatu. Osoby ze skórą wrażliwą i skłonną do podrażnień docenią zaś linię żółtą. Wykorzystano w niej witaminę C, która jest silnym antyoksydantem, wymiatającym przyspieszające starzenie wolne rodniki. Z kolei przy cerze problematycznej, ze skłonnością do trądziku i niedoskonałości idealnym wyborem będzie seria zielona. Kosmetyki z tej linii zostały wzbogacone o super modny ostatnio składnik - niacynamid,
który pomaga utrzymać równowagę wydzielania sebum, zwęża pory, delikatnie ujędrnia, matuje i sprawia, że zmiany trądzikowe są mniej widoczne. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Fot. materiały prasowe YumiFot. materiały prasowe Yumi

Receptura tego kremu oparta jest na przeciwutleniaczach i kompleksie nawilżającym, który zapewnia odżywienie, jednocześnie wygładzając, ujędrniając i wyrównując koloryt skóry. Krem przeciwzmarszczkowy Perricone MD Cold Plasma + Moisturizer Intensive Hydrating Complex (dostępny w sklepie pell.pl) to inwestycja w skórę. Marka tą pozycją weszła na wyższy poziom pielęgnacji skóry i już po krótkim czasie stosowania pozostawia ją jędrną, ożywioną i odmłodzoną. Zdziała cuda i sprawdzi się także w szczególnych zadaniach.

Fot. materiały prasowe Perricone (dostępny na pell.pl)Fot. materiały prasowe Perricone (dostępny na pell.pl)

Cienie do powiek od Eveline Cosmetics wprowadzą tegoroczny makijaż na inny poziom. Intensywne, żywe kolory zamknięte w palecie 12 kolorów zachwycają pigmentacją i sprawdzą się do różnego rodzaju make-up'u - mono, kolorowego smokey i do rysowania kresek. Koniecznie zabierzcie je ze sobą w dalekie i bliskie podróże - urozmaicą niejedną stylizację.

Fot. materiały prasowe Eveline CosmeticsFot. materiały prasowe Eveline Cosmetics

Zadbane włosy to nie tylko dbałość o strukturę, ale także dobra kondycja skóry głowy. Regularne i prawidłowe oczyszczanie skóry głowy nie tylko pomaga na dłużej zachować świeżość włosów, ale również skutkuje odrostem zdrowych i wzmocnionych włosów. Właściwe oczyszczanie zapewnią m.in. delikatne szampony o niskim potencjale drażniącym oraz peelingi dokładnie czyszczące skórę głowy. Marka Only Bio w linii przeznaczonej do pielęgnacji włosów zawiera szereg kosmetyków, które sprawdzą się na wszystkie potrzeby, i które przywrócą włosom blask oraz zdrowy wygląd.

Fot. materiały prasowe Only BioFot. materiały prasowe Only Bio

Dbałość o zęby i dziąsła to podstawa niezależnie od pory roku i okoliczności. Właściwa higiena jamy ustnej to nie tylko mycie zębów, ale również systematyczne używanie nici dentystycznych lub alternatywy dla nich, czyli tzw. flosserów. Niestety, szczoteczka czyści tylko 65% powierzchni zębów, pozostałe 35% stanowią wąskie przestrzenie międzyzębowe. I to właśnie tam gromadzą się zanieczyszczenia, które mogą sprzyjać rozwojowi kamienia nazębnego. Do czyszczenia przestrzeni międzyzębowych, w zależności od indywidualnych preferencji, możemy wykorzystać klasyczną nitkę dentystyczną lub jej bardziej poręczną „odmianę” czyli flosser. Flosser od marki Jordan z wymiennymi końcówkami z serii Green Clean jest przyjazny nie tylko dla naszego zdrowia, ale i dla planety. Został wykonany z bezpiecznego, zatwierdzonego przez FDA tworzywa z recyklingu, pochodzącego m. in. z kubeczków po jogurtach. Dostępny w trzech kolorach: zielonym, niebieskim i różowym, w zestawie z sześcioma wymiennymi wkładami, ułatwi nam codzienną higienę jamy ustnej.

Fot. materiały prasowe JordanFot. materiały prasowe Jordan

O zdrowe zęby pomogą zadbać nam również produkty marki Sunstar, które warto mieć przy sobie codziennie. W skład kompleksowej linii Gum Sensivital wchodzi m.in. pasta, płyn i szczoteczka, które pomogą nie tylko utrzymać świeżość w jamie ustnej, ale również walczyć z różnego rodzaju problemami, takimi jak próchnica, czy nadwrażliwość zębów.

Fot. materiały prasowe SunstarFot. materiały prasowe Sunstar
  1. Kultura

Pejzaż po zagładzie – wystawa Wilhelma Sasnala w Muzeum Polin

Na wystawie Wilhelma Sasnala „Taki pejzaż” w Muzeum Polin zobaczymy m.in. obraz
Na wystawie Wilhelma Sasnala „Taki pejzaż” w Muzeum Polin zobaczymy m.in. obraz "Bez tytułu". Otwarcie 17 czerwca. (Fot. materiały prasowe)
W malarstwie Wilhelma Sasnala mocno obecny jest temat Zagłady. Zapytany o źródło tego zainteresowania, artysta odpowiedział, że chciał przepracować poczucie braku i poczucie winy, z którym wcześniej się mierzył. Jak wyjaśnił, wzięło się to z troski o siebie, a nie sentymentu.

Efektem tego procesu są m.in obrazy, które będą prezentowane w Muzeum Polin. Wśród ok. 60 prac pochodzących z ostatniego 20-lecia jest kilka, które powstało specjalnie z myślą o tej wystawie. Artysta inspirował się m.in. prozą Tadeusza Borowskiego. Warszawska ekspozycja jest rzadką okazją do zapoznania się z twórczością Sasnala w takiej skali, ponieważ jego obrazy są rozproszone po publicznych i prywatnych kolekcjach na całym świecie, a w Polsce były prezentowane po raz ostatni kilkanaście lat temu.

Otwarcie wystawy Wilhelma Sasnala „Taki pejzaż” 17 czerwca w Muzeum Polin.

  1. Psychologia

Somatoterapia – ulecz swoje ciało

Najkrócej można więc określić psychoterapię jako terapię duszy, a somatoterapię jako terapię poprzez ciało. (Fot. iStock)
Najkrócej można więc określić psychoterapię jako terapię duszy, a somatoterapię jako terapię poprzez ciało. (Fot. iStock)
Żyjąc w pośpiechu, często zapominamy o potrzebach własnego ciała. A tymczasem ono skrzętnie „notuje” wszystkie przeżywane emocje i niejednokrotnie cierpi z ich powodu. Jak poprawić zdrowie i jakość swojego życia dzięki terapii ciała opowiada somatoterapeutka Emilia Żurek.

Czym różni się somatoterapia od psychoterapii?
Można powiedzieć, że somatoterapia to psychoterapia ciała korzystająca z opracowanych naukowo metod. Twórcą somatoterapii jest francuski psychiatra dr Richard Meyer, w którego szkole miałam szczęście uczyć się metod pracy z ciałem i emocjami. Somatoterapia wywodzi się z psychoanalizy. Psychoanaliza Zygmunta Freuda koncentruje się na „słowie”, Wilhelm Reich i Sándor Ferenczi włączyli do terapii ciało. W rozwoju postrzegania aspektów ciała wymienia się cztery etapy: ciało funkcjonalne, ciało emocjonalne, ciało zmysłowe i wymiar duchowy.

Najkrócej można więc określić psychoterapię jako terapię duszy, a somatoterapię jako terapię poprzez ciało.

Czy uczucia i emocje mają wpływ na nasze zdrowie?
Temat przeżywanych uczuć i emocji na zachowanie oraz zdrowie człowieka jest bardzo obszerny. Najczęściej terminów „uczucie” i „emocja” używa się zamiennie chociaż nie są to jednoznaczne stany.

Emocje są formą interakcji, modulują zachowanie oraz nastrój. Uczucia cechuje brak bezpośredniej zależności od aktualnej sytuacji. Uczucia są stałe, a emocje zmieniają się w określonej sytuacji, są reakcją na akcję. Robert Plutchik opracował teorię emocji, w której wyróżnił tzw. emocje pierwotne (dotyczące działań adaptacyjnych, pomagających w procesie przetrwania) i emocje wtórne, które powstają w wyniku relacji interpersonalnych. Emocje cechuje krótkotrwałość, w jednej chwili przeżywa się jedną emocję. Nie można jednocześnie doznawać akceptacji i wstrętu, dwóch przeciwstawnych emocji.

Siłą sprawczą emocji mogą być np. sytuacje, kontakt z samym sobą, a także słowa, które kierujemy do innych. Warto pamiętać, że „rany” zadane słowami trudno się goją i pozostają głęboko w pamięci. Znam z praktyki szereg przykładów, gdy wypowiedziane nawet w dobrej wierze słowa, stały się praprzyczyną zaburzeń łaknienia u kobiet. \ Emocje mogą mieć charakter ukierunkowany na działanie pobudzające lub spowalniające. Przeżycia wywołują reakcje fizjologiczne np. strach może wywołać spadek ciśnienia, tętna, powodować płytki oddech i znieruchomienie albo potrzebę działania (ucieczkę).

Powtarzające się negatywne lub głęboko ukryte emocje, zwłaszcza te niszczące poczucie naszej godności, mogą wywoływać złe samopoczucie pomimo dobrych wyników badań laboratoryjnych stanu organizmu. Mogą też utrudniać nawiązanie i podtrzymanie relacji z innymi ludźmi, w tym stworzenie udanego związku partnerskiego. Należy pamiętać, że podobne sytuacje wywołują podobne emocje, nawet te dawne, pozornie zapomniane. Przeżywana emocja „zapamiętana” jest w korelacji do danej sytuacji.

Jakimi metodami posługuje się somatoterapia?
Somatoterapia jest eklektyczną terapią korzystającą z opracowanych wcześniej metod, ale somatoterapeuci wypracowują nieustannie nowe metody mające charakter polisensoryczny, angażujący wszystkie zmysły: wzrok, słuch, dotyk, smak. W pracy z ciałem stosuje się metody dostosowane do potrzeb pacjenta, w tym dotyk (za przyzwoleniem pacjenta).

Neurobiolog António Damásio zajmujący się m.in. neuronalnymi podstawami emocji udowodnił, że emocje zdecydowanie wpływają na poznawanie społeczne i podejmowanie decyzji. W badaniach laboratoryjnych potwierdził też, że ciało „zapamiętuje” emocje po 200 milisekundach a umysł uświadamia sobie przeżywaną emocję po 900 milisekundach. W pracy z ciałem poprzez określone ćwiczenia dociera się do emocji, o których już świadomie się „zapomniało”, np. gdy pacjent odczuwa dolegliwości w jakimś miejscu (a nie jest to miejsce zmienione chorobowo) można poprzez odpowiedni masaż uciskowy tego miejsca dotrzeć do „zapisanych” emocji i przeanalizować ich wpływ na aktualny stan zdrowia pacjenta, sytuację życiową, zachowania. Niekiedy odkrywa się zaskakujące rzeczy. Ja w ten sposób dowiedziałam się, że miałam problem z wyrażaniem złości. Metody somatoterapii umożliwiły dalszą analizę, aby zrozumieć własne zachowania, motywacje w relacjach z innymi ludźmi.

Z jakimi problemami warto zwrócić się do somatoterapeuty?
Praktycznie ze wszystkimi problemami życiowymi można zgłosić się na sesje somatoterapii. W wielu przypadkach proponuję pacjentom działania równoległe z zakresu somatoterapii i psychoterapii. Stany depresji, psychoz powinny być leczone równolegle przez lekarza psychiatrę, i najlepiej też psychoterapeutę. Somatoterapia pozwala uwolnić się w sposób bezpieczny od ograniczających emocji, poprawić relacje, przepracować trudności interpersonalne. Najskuteczniejszą metodą w psychoterapii ciała jest połączenie pracy indywidualnej z grupową. Jako coach łączę też somatoterapię z metodami somatocoachingu. Celem jest reintegracja organizmu osoby rozpoczynającej somatoterapię.

Metody somatoterapii wspierają wszystkie działania w zakresie profilaktyki zdrowia i zachowania pięknego wyglądu. Przykładem mogą być ćwiczenia wzmacniające mięśnie twarzy. Można nauczyć się samodzielnego masażu twarzy, który nie tylko stymuluję komórki skóry, ale jest rodzajem akupresury (poprawia pracę narządów wewnętrznych).

Jakie efekty przynosi somatoterapia?
Efekty terapii można określić za pomocą testów, ewaluacyjnych ćwiczeń dających możliwość samooceny. Jednak to sami pacjenci najlepiej wiedzą, czy w ich życiu dokonała się pozytywna zmiana, czy lepiej radzą sobie w trudnych sytuacjach i mają większe poczucie własnej wartości.