1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zwierciadło
  4. >
  5. Michelle Obama: Na pierwszym planie

Michelle Obama: Na pierwszym planie

fot. GettyImages
fot. GettyImages
Przez osiem lat spędzonych w Białym Domu awansowała na ikonę mody i ulubienicę mediów, ale rola pierwszej damy ją męczyła. Teraz znów może być sobą.

Dla Michelle sezon podróży rozpoczął się z końcem wakacji. Ruszyła w Amerykę, by przekonywać młodzież, że każdy głos jest na wagę złota. Jesienią demokraci spróbują odebrać republikanom Izbę Reprezentantów, a była pierwsza dama chce zwiększyć ich szanse. Oficjalnie promowała obywatelską świadomość wśród wszystkich milenialsów, ale na jej wiece konserwatyści raczej nie chodzą, więc w praktyce wspomagała Partię Demokratyczną. Zresztą nie po raz pierwszy.

Również w 2010 roku, kiedy gwiazda Baracka Obamy przybladła wskutek przeforsowania ustawy o powszechnej opiece medycznej (Obamacare), partyjni stratedzy uznali, że to właśnie Michelle powinna ratować lewicę. Nie udało się, bo niemal każdy prezydent traci w połowie kadencji kongresową większość, jeśli w ogóle ją miał. Ale teraz, po dwóch latach urzędowania Donalda Trumpa, prezydentura Obamy jawi się liberalnej połowie społeczeństwa jako wiek złoty na miarę ery Kennedy’ego.

(…)

Więcej w listopadowym numerze magazynu Zwierciadło.

Wydanie 11/2018 dostępne jest także w wersji elektronicznej.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Moda i uroda

Kosmetyki na wakacyjny wyjazd

Fot. Imaxtree (Alberta Ferretti)
Fot. Imaxtree (Alberta Ferretti)
Podczas wyjazdów potrzebne są nam konkretne, sprawdzone produkty, które odpowiednio nawilżą, odmłodzą i ochronią przed szkodliwym działaniem słońca. Oto lista kosmetyków, które na pewno weźmiemy ze sobą.

Odpowiednia pielęgnacja włosów podczas lata to podstawa. Ochrona przed słońcem, stosowanie sprawdzonych kosmetyków i unikanie zbyt dużej ingerencji w strukturę włosa stanowią trzon odpowiedniej dbałości o letnią fryzurę. Warto pamiętać również o nawilżeniu i stosowaniu kosmetyków, które zapewnią włosom ochronę przed utratą wody. Wśród najciekawszych poleceń znalazłyśmy szampon Sos Nutrition od Be Eco, dokładnie myjący włosy na całej długości, zapewniający odpowiednie nawilżenie, zdrowy wygląd i blask. W ofercie marki znajduje się także odżywka dopełniająca pielęgnację włosów zawierająca m.in. olej ze słodkich migdałów, masło mango i masło shea, a także mleczko zapobiegające rozdwajającym się końcówkom. Linia warta uwagi szczególnie, gdy włosy są zniszczone i potrzebują silnej regerenacji.

Fot. materiały prasowe Be EcoFot. materiały prasowe Be Eco

Natychmiastowy efekt i wysokie stężenia pożądanych składników zapewniają coraz chętniej stosowane kuracje ampułkowe. Jedną z nich, która zainteresowała nas szczególnie jest 7-dniowa kuracja rewitalizująco-rozświetlająca od firmy Babor. Ampułka Phyto AHA z naturalnym kompleksem kwasów owocowych, przeznaczona jest do pielęgnacji poszarzałej, pozbawionej witalności skóry, także wrażliwej. Delikatny efekt złuszczenia pobudza procesy odnowy skóry, pozwala zredukować drobne zmarszczki i przebarwienia oraz wygładza skórę. Ekstrakt z kory wierzby z naturalnym kwasem salicylowym zapobiega powstawaniu zanieczyszczeń, a alantoina działa kojąco i nawilżająco. W limitowanej edycji kosmetyków znalazły się także inne kuracje ampułkowe, które z powodzeniem zastąpią nam profesjonalne zabiegi podjęte w salonach kosmetycznych.

Fot. materiały prasowe BaborFot. materiały prasowe Babor

Wegańskie kosmetyki do pielęgnacji ciała od Aura Naturals to ogromna siła ukryta w nasionach chia i ich właściwościach korzystnie wpływających na kondycję skóry. Żel, masło i mleczko do ciała składające się na linię Chia&Goja wykorzystują olej z nasion chia, bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe, białka, przeciwutleniacze, flawonoidy, witaminy A i E oraz minerały takie jak: fosfor czy magnez. Drugim ważnym składnikiem jest ekstrakt z owoców goji. Ten z kolei zawiera antyoksydanty, witaminy B1, B2, B6 oraz C, aminokwasy i minerały. Wzmacnia, rewitalizuje i pobudza skórę.

Fot. materiały prasowe Aura NaturalsFot. materiały prasowe Aura Naturals

Intensywnie nawilża, długotrwale matuje, skutecznie zmniejsza zaczerwienienia i nadmiar sebum. Curcumin Cream od Dermash Cosmetics redukuje niedoskonałości, długotrwale matuje i nawilża w celu zmniejszenia defektów na skórze. Jest idealny dla skóry wrażliwej, mieszanej, tłustej, z trądzikiem lub przebarwieniami. Zawierający kurkuminę krem dociera do głębszych warstw skóry wykazując silne działanie antyoksydacyjne i przeciwzmarszczkowe. Efekt gwarantowany.

Fot. materiały prasowe Dermash CosmeticsFot. materiały prasowe Dermash Cosmetics

Pamiętając o letnim makijażu warto decydować się na kosmetyki, które zapewniają wysoką ochronę przed promieniowaniem UVA i UVB. Jednym z hitów makijażowych lata jest mineralny podkład ochronny od marki Eau thermale Avène opracowany z myślą o skórze nadwrażliwej i alergicznej, a także osób uczulonych na filtry chemiczne lub substancje zapachowe. Kompakt mineralny SPF50 zawiera wyłącznie filtry mineralne, zapobiega uszkodzeniom DNA oraz działa łagodząco na skórę. Zastosowane pigmenty pozwalają zamaskować wszelkie niedoskonałości i wyrównują koloryt cery, dlatego też kosmetyk sprawdzi się idealnie nie tylko podczas upalnych dni, ale również w codziennej pielęgnacji. Polecamy.

Fot. materiały prasowe Eau Thermale AveneFot. materiały prasowe Eau Thermale Avene

Wśród makijażowych nowości, godny polecenia jest również transparentny puder od marki Note. Puder nie tylko utrwala makijaż i pomaga złagodzić wygląd drobnych zmarszczek, ale także chroni skórę przed wolnymi rodnikami wywołanymi przez niebieskie światło i zapewnia silne nawilżenie skóry. Delikatny i przyjemny dla skóry idealny do przetestowania na lato.

Fot. materiały prasowe NoteFot. materiały prasowe Note

Marka Yumi znana z żeli pod prysznic i mydeł w płynie dołączyła do swojej oferty trzy nowe linie dedykowane twarzy. W każdej z nich znalazły się cztery produkty, dobrane do konkretnych potrzeb skóry, które pozwolą szybko i skutecznie zadbać o codzienną rutynę na każdym etapie. Produkty z każdej linii zawierają m.in. nawilżającą betainę, wygładzający kwas mlekowy, regulujący mikrobiom skóry prebiotyk i flagowy aloes. Ich działanie uzupełniają odżywcze oleje i bogate w witaminy soki. W intensywnie nawilżającej serii czerwonej są to oleje: sojowy, z pestek malin i masło shea oraz soki z maliny i granatu. Osoby ze skórą wrażliwą i skłonną do podrażnień docenią zaś linię żółtą. Wykorzystano w niej witaminę C, która jest silnym antyoksydantem, wymiatającym przyspieszające starzenie wolne rodniki. Z kolei przy cerze problematycznej, ze skłonnością do trądziku i niedoskonałości idealnym wyborem będzie seria zielona. Kosmetyki z tej linii zostały wzbogacone o super modny ostatnio składnik - niacynamid,
który pomaga utrzymać równowagę wydzielania sebum, zwęża pory, delikatnie ujędrnia, matuje i sprawia, że zmiany trądzikowe są mniej widoczne. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Fot. materiały prasowe YumiFot. materiały prasowe Yumi

Receptura tego kremu oparta jest na przeciwutleniaczach i kompleksie nawilżającym, który zapewnia odżywienie, jednocześnie wygładzając, ujędrniając i wyrównując koloryt skóry. Krem przeciwzmarszczkowy Perricone MD Cold Plasma + Moisturizer Intensive Hydrating Complex (dostępny w sklepie pell.pl) to inwestycja w skórę. Marka tą pozycją weszła na wyższy poziom pielęgnacji skóry i już po krótkim czasie stosowania pozostawia ją jędrną, ożywioną i odmłodzoną. Zdziała cuda i sprawdzi się także w szczególnych zadaniach.

Fot. materiały prasowe Perricone (dostępny na pell.pl)Fot. materiały prasowe Perricone (dostępny na pell.pl)

Cienie do powiek od Eveline Cosmetics wprowadzą tegoroczny makijaż na inny poziom. Intensywne, żywe kolory zamknięte w palecie 12 kolorów zachwycają pigmentacją i sprawdzą się do różnego rodzaju make-up'u - mono, kolorowego smokey i do rysowania kresek. Koniecznie zabierzcie je ze sobą w dalekie i bliskie podróże - urozmaicą niejedną stylizację.

Fot. materiały prasowe Eveline CosmeticsFot. materiały prasowe Eveline Cosmetics

Zadbane włosy to nie tylko dbałość o strukturę, ale także dobra kondycja skóry głowy. Regularne i prawidłowe oczyszczanie skóry głowy nie tylko pomaga na dłużej zachować świeżość włosów, ale również skutkuje odrostem zdrowych i wzmocnionych włosów. Właściwe oczyszczanie zapewnią m.in. delikatne szampony o niskim potencjale drażniącym oraz peelingi dokładnie czyszczące skórę głowy. Marka Only Bio w linii przeznaczonej do pielęgnacji włosów zawiera szereg kosmetyków, które sprawdzą się na wszystkie potrzeby, i które przywrócą włosom blask oraz zdrowy wygląd.

Fot. materiały prasowe Only BioFot. materiały prasowe Only Bio

Dbałość o zęby i dziąsła to podstawa niezależnie od pory roku i okoliczności. Właściwa higiena jamy ustnej to nie tylko mycie zębów, ale również systematyczne używanie nici dentystycznych lub alternatywy dla nich, czyli tzw. flosserów. Niestety, szczoteczka czyści tylko 65% powierzchni zębów, pozostałe 35% stanowią wąskie przestrzenie międzyzębowe. I to właśnie tam gromadzą się zanieczyszczenia, które mogą sprzyjać rozwojowi kamienia nazębnego. Do czyszczenia przestrzeni międzyzębowych, w zależności od indywidualnych preferencji, możemy wykorzystać klasyczną nitkę dentystyczną lub jej bardziej poręczną „odmianę” czyli flosser. Flosser od marki Jordan z wymiennymi końcówkami z serii Green Clean jest przyjazny nie tylko dla naszego zdrowia, ale i dla planety. Został wykonany z bezpiecznego, zatwierdzonego przez FDA tworzywa z recyklingu, pochodzącego m. in. z kubeczków po jogurtach. Dostępny w trzech kolorach: zielonym, niebieskim i różowym, w zestawie z sześcioma wymiennymi wkładami, ułatwi nam codzienną higienę jamy ustnej.

Fot. materiały prasowe JordanFot. materiały prasowe Jordan

O zdrowe zęby pomogą zadbać nam również produkty marki Sunstar, które warto mieć przy sobie codziennie. W skład kompleksowej linii Gum Sensivital wchodzi m.in. pasta, płyn i szczoteczka, które pomogą nie tylko utrzymać świeżość w jamie ustnej, ale również walczyć z różnego rodzaju problemami, takimi jak próchnica, czy nadwrażliwość zębów.

Fot. materiały prasowe SunstarFot. materiały prasowe Sunstar
  1. Kultura

Pejzaż po zagładzie – wystawa Wilhelma Sasnala w Muzeum Polin

Na wystawie Wilhelma Sasnala „Taki pejzaż” w Muzeum Polin zobaczymy m.in. obraz
Na wystawie Wilhelma Sasnala „Taki pejzaż” w Muzeum Polin zobaczymy m.in. obraz "Bez tytułu". Otwarcie 17 czerwca. (Fot. materiały prasowe)
W malarstwie Wilhelma Sasnala mocno obecny jest temat Zagłady. Zapytany o źródło tego zainteresowania, artysta odpowiedział, że chciał przepracować poczucie braku i poczucie winy, z którym wcześniej się mierzył. Jak wyjaśnił, wzięło się to z troski o siebie, a nie sentymentu.

Efektem tego procesu są m.in obrazy, które będą prezentowane w Muzeum Polin. Wśród ok. 60 prac pochodzących z ostatniego 20-lecia jest kilka, które powstało specjalnie z myślą o tej wystawie. Artysta inspirował się m.in. prozą Tadeusza Borowskiego. Warszawska ekspozycja jest rzadką okazją do zapoznania się z twórczością Sasnala w takiej skali, ponieważ jego obrazy są rozproszone po publicznych i prywatnych kolekcjach na całym świecie, a w Polsce były prezentowane po raz ostatni kilkanaście lat temu.

Otwarcie wystawy Wilhelma Sasnala „Taki pejzaż” 17 czerwca w Muzeum Polin.

  1. Psychologia

Somatoterapia – ulecz swoje ciało

Najkrócej można więc określić psychoterapię jako terapię duszy, a somatoterapię jako terapię poprzez ciało. (Fot. iStock)
Najkrócej można więc określić psychoterapię jako terapię duszy, a somatoterapię jako terapię poprzez ciało. (Fot. iStock)
Żyjąc w pośpiechu, często zapominamy o potrzebach własnego ciała. A tymczasem ono skrzętnie „notuje” wszystkie przeżywane emocje i niejednokrotnie cierpi z ich powodu. Jak poprawić zdrowie i jakość swojego życia dzięki terapii ciała opowiada somatoterapeutka Emilia Żurek.

Czym różni się somatoterapia od psychoterapii?
Można powiedzieć, że somatoterapia to psychoterapia ciała korzystająca z opracowanych naukowo metod. Twórcą somatoterapii jest francuski psychiatra dr Richard Meyer, w którego szkole miałam szczęście uczyć się metod pracy z ciałem i emocjami. Somatoterapia wywodzi się z psychoanalizy. Psychoanaliza Zygmunta Freuda koncentruje się na „słowie”, Wilhelm Reich i Sándor Ferenczi włączyli do terapii ciało. W rozwoju postrzegania aspektów ciała wymienia się cztery etapy: ciało funkcjonalne, ciało emocjonalne, ciało zmysłowe i wymiar duchowy.

Najkrócej można więc określić psychoterapię jako terapię duszy, a somatoterapię jako terapię poprzez ciało.

Czy uczucia i emocje mają wpływ na nasze zdrowie?
Temat przeżywanych uczuć i emocji na zachowanie oraz zdrowie człowieka jest bardzo obszerny. Najczęściej terminów „uczucie” i „emocja” używa się zamiennie chociaż nie są to jednoznaczne stany.

Emocje są formą interakcji, modulują zachowanie oraz nastrój. Uczucia cechuje brak bezpośredniej zależności od aktualnej sytuacji. Uczucia są stałe, a emocje zmieniają się w określonej sytuacji, są reakcją na akcję. Robert Plutchik opracował teorię emocji, w której wyróżnił tzw. emocje pierwotne (dotyczące działań adaptacyjnych, pomagających w procesie przetrwania) i emocje wtórne, które powstają w wyniku relacji interpersonalnych. Emocje cechuje krótkotrwałość, w jednej chwili przeżywa się jedną emocję. Nie można jednocześnie doznawać akceptacji i wstrętu, dwóch przeciwstawnych emocji.

Siłą sprawczą emocji mogą być np. sytuacje, kontakt z samym sobą, a także słowa, które kierujemy do innych. Warto pamiętać, że „rany” zadane słowami trudno się goją i pozostają głęboko w pamięci. Znam z praktyki szereg przykładów, gdy wypowiedziane nawet w dobrej wierze słowa, stały się praprzyczyną zaburzeń łaknienia u kobiet. \ Emocje mogą mieć charakter ukierunkowany na działanie pobudzające lub spowalniające. Przeżycia wywołują reakcje fizjologiczne np. strach może wywołać spadek ciśnienia, tętna, powodować płytki oddech i znieruchomienie albo potrzebę działania (ucieczkę).

Powtarzające się negatywne lub głęboko ukryte emocje, zwłaszcza te niszczące poczucie naszej godności, mogą wywoływać złe samopoczucie pomimo dobrych wyników badań laboratoryjnych stanu organizmu. Mogą też utrudniać nawiązanie i podtrzymanie relacji z innymi ludźmi, w tym stworzenie udanego związku partnerskiego. Należy pamiętać, że podobne sytuacje wywołują podobne emocje, nawet te dawne, pozornie zapomniane. Przeżywana emocja „zapamiętana” jest w korelacji do danej sytuacji.

Jakimi metodami posługuje się somatoterapia?
Somatoterapia jest eklektyczną terapią korzystającą z opracowanych wcześniej metod, ale somatoterapeuci wypracowują nieustannie nowe metody mające charakter polisensoryczny, angażujący wszystkie zmysły: wzrok, słuch, dotyk, smak. W pracy z ciałem stosuje się metody dostosowane do potrzeb pacjenta, w tym dotyk (za przyzwoleniem pacjenta).

Neurobiolog António Damásio zajmujący się m.in. neuronalnymi podstawami emocji udowodnił, że emocje zdecydowanie wpływają na poznawanie społeczne i podejmowanie decyzji. W badaniach laboratoryjnych potwierdził też, że ciało „zapamiętuje” emocje po 200 milisekundach a umysł uświadamia sobie przeżywaną emocję po 900 milisekundach. W pracy z ciałem poprzez określone ćwiczenia dociera się do emocji, o których już świadomie się „zapomniało”, np. gdy pacjent odczuwa dolegliwości w jakimś miejscu (a nie jest to miejsce zmienione chorobowo) można poprzez odpowiedni masaż uciskowy tego miejsca dotrzeć do „zapisanych” emocji i przeanalizować ich wpływ na aktualny stan zdrowia pacjenta, sytuację życiową, zachowania. Niekiedy odkrywa się zaskakujące rzeczy. Ja w ten sposób dowiedziałam się, że miałam problem z wyrażaniem złości. Metody somatoterapii umożliwiły dalszą analizę, aby zrozumieć własne zachowania, motywacje w relacjach z innymi ludźmi.

Z jakimi problemami warto zwrócić się do somatoterapeuty?
Praktycznie ze wszystkimi problemami życiowymi można zgłosić się na sesje somatoterapii. W wielu przypadkach proponuję pacjentom działania równoległe z zakresu somatoterapii i psychoterapii. Stany depresji, psychoz powinny być leczone równolegle przez lekarza psychiatrę, i najlepiej też psychoterapeutę. Somatoterapia pozwala uwolnić się w sposób bezpieczny od ograniczających emocji, poprawić relacje, przepracować trudności interpersonalne. Najskuteczniejszą metodą w psychoterapii ciała jest połączenie pracy indywidualnej z grupową. Jako coach łączę też somatoterapię z metodami somatocoachingu. Celem jest reintegracja organizmu osoby rozpoczynającej somatoterapię.

Metody somatoterapii wspierają wszystkie działania w zakresie profilaktyki zdrowia i zachowania pięknego wyglądu. Przykładem mogą być ćwiczenia wzmacniające mięśnie twarzy. Można nauczyć się samodzielnego masażu twarzy, który nie tylko stymuluję komórki skóry, ale jest rodzajem akupresury (poprawia pracę narządów wewnętrznych).

Jakie efekty przynosi somatoterapia?
Efekty terapii można określić za pomocą testów, ewaluacyjnych ćwiczeń dających możliwość samooceny. Jednak to sami pacjenci najlepiej wiedzą, czy w ich życiu dokonała się pozytywna zmiana, czy lepiej radzą sobie w trudnych sytuacjach i mają większe poczucie własnej wartości.

  1. Psychologia

Jak się ma miłość do dobrego związku?

Miłość nie potrzebuje związku, to związek potrzebuje miłości. Ona jest tak potężna i samowystarczalna, że może istnieć samodzielnie. (Fot. iStock)
Miłość nie potrzebuje związku, to związek potrzebuje miłości. Ona jest tak potężna i samowystarczalna, że może istnieć samodzielnie. (Fot. iStock)
Nasz duchowy rozwój to podróż przez miłość. A ona ma nas obudzić.

Jak się ma miłość do dobrego związku? Zagadnienie wbrew pozorom skomplikowane. Jeśli myślimy jak wszyscy, to będziemy dążyć do związku opartego na wielkim uczuciu, z dodatkiem wspaniałego seksu. Możemy długo szukać. Wielka trójka, przedmiot naszego pożądania, to: miłość, związek i seks. W jednym pakiecie. Gdyby tylko znaleźć właściwą osobę…

To, czego pragniemy

Miło na nich patrzeć. Anna i Jakub siedzą obok siebie w sposób, który mówi „jesteśmy razem”. Widać to po nachyleniu ciała ku partnerowi, zresztą to się czuje. Tak jakby otaczała ich wspólna, prywatna przestrzeń. Ta para posiada coś dobrego, cennego. Miłość?

Są ze sobą już dwadzieścia osiem lat. Ich małżeństwo przeżyło sztormy, rozstania i pojednania. Dorosłe dzieci niedawno wyszły z domu.

– Każdy rok jest inny, lepszy – uśmiecha się Jakub. Kiedy pytam, jak to jest z miłością po tylu latach, Jakub odruchowo kładzie delikatnie dłoń na dłoni żony. Ona odpowiada: „Dobrze. Miłość trwa, zmienia się. Seks jest lepszy niż kiedykolwiek, chociaż kochamy się rzadko. Zwykle wystarczy mi, że on jest w pobliżu”.

Poznać sekret

Ta para ma coś, co wielu z nas chciałoby posiąść. Aż się prosi zapytać, co należałoby robić, by zdobyć szczęście, które jest ich udziałem. Nie mogą nam jednak pomóc. To, co stworzyli, należy tylko do nich. Może nawet sami nie do końca wiedzą, jak to się stało.

Wbrew temu, co czytamy w literaturze i przewodnikach po miłości, nie ma uniwersalnej recepty na udany związek. Gdyby była, większość par żyłaby długo i szczęśliwie. Wokół nas jednak pełno ludzi w dobrych związkach, opartych na miłości, tylko że oni dostali ją w darze – częściowo zasłużonym.

Dążenie do bycia idealną parą zakłada, że możemy świadomie kształtować siebie, partnera, związek, nasz los. Na nie mamy wpływ, ale... nie na miłość!

Można budować lepsze porozumienie i zaufanie. Uczyć się radosnego korzystania z dobrodziejstw seksu. Natomiast praca nad miłością to nieporozumienie. To tak jakby powiedzieć, że chcę pracować nad życiem albo nad Bogiem. Miłość pozostanie zawsze poza naszą kontrolą. Po prostu jest większa od nas. Nie można jej „osiągnąć”. Czy to oznacza bezsens pracy nad związkiem? Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy najpierw zadać sobie dwa inne.

Czym jest związek?

To partnerstwo dwojga dorosłych osób. Aby ułożyć sobie z kimś życie, możemy odwołać się do swoich zasobów, użyć znanych narzędzi służących komunikacji. Znajdziemy je w sobie – w obrębie tego, co nazywamy ego. Nasz umysł, wprawiony w codziennym rozwiązywaniu problemów, może podjąć się zorganizowania wspólnego życia.

O związku powinniśmy myśleć jako o trzeciej istocie obdarzonej niezależnym bytem. Żadne z partnerów nie ma nad nim władzy, ale każde jest w stanie go kształtować, wspierać albo... odejść. Dopóki oboje służą mu całym sercem, związek żyje. Miłość bardzo pomaga, ale nie jest niezbędna. Można sobie wyobrazić trwały związek bez miłości, oparty na wzajemnym szacunku, wsparciu, radzeniu sobie z wyzwaniami życia. O ile ze związkiem można sobie radzić lepiej lub gorzej, to z miłością nie jest tak prosto.

Czym jest miłość?

Pierwsze spotkanie z miłością informuje nas, że to coś cennego i dobrego. A także, że to coś na zewnątrz nas. Zwykle jest pierwszym darem, jaki otrzymujemy od matki. Jeśli nie jest nam dana, będzie później znacznie trudniej, ponieważ nie będziemy wiedzieli, czego szukamy. Większość z nas na szczęście wie.

Kiedy pokłady rodzicielskiej miłości zaczynają się wyczerpywać – zwykle w okresie dojrzewania, czasami wcześniej – wyruszamy w świat w poszukiwaniu jej nowej dawki. Pomysł, aby „znaleźć miłość” towarzyszy nam czasami całe życie. Nie pamiętamy, skąd to pragnienie, rozglądamy się po prostu za osobą, która dostarczy nam doświadczenia zgodnego z wyobrażeniami. W miarę upływu czasu obraz tego, czego szukamy, zmienia się. Początkowo pragniemy doświadczenia emocjonalnej i fizycznej bliskości, potem (najczęściej między 20. a 25. rokiem życia) dużo ważniejsze staje się budowanie trwałego związku.

Dwie pary okularów

W momencie wejścia w pierwszy trwały związek zaczynamy balansować na styku dwóch światów – naszych wyobrażeń i realiów. W głębi duszy mieszkają wyobrażenia, potrzeby. Natomiast na zewnątrz jest to, co można zobaczyć, usłyszeć, dotknąć. Tutaj spotykamy się fizycznie z drugą osobą. I wszystko byłoby proste, gdyby nie jeden istotny szczegół – świat zewnętrzny nie jest nam bezpośrednio dany. Nasz umysł wybiórczo dopuszcza do świadomości część informacji, odrzucając resztę. Niewidzialne okulary, przez które na niego patrzymy, są zbudowane z naszych wcześniejszych doświadczeń i kreują świat zewnętrzny na ich podobieństwo. Można powiedzieć, że widzimy nie to, co jest, tylko to, kim jesteśmy. Tej wizji nie możemy dzielić z partnerem, gdyż jest ona subiektywnym wytworem wyobraźni. Jak zatem się spotkać?

Szukanie środka

Złudzenie, że rzeczywistość jest jedna, taka sama dla mnie i dla ciebie, prowadzi do wielu nieporozumień. „Przecież to oczywiste, że powinniśmy mieć dzieci” – myśli ona. „Jak wszyscy. To normalne”. A on postrzega świat inaczej. „Najpierw trzeba zacząć dobrze zarabiać. Duży, wygodny dom to podstawa. Tak się urządzają mądrzy ludzie”.

On i ona żyją w różnych światach i każde z nich widzi tylko swój. Będą się nawzajem przekonywać, krytykować, może nawet kłócić. A przecież punkty widzenia obojga partnerów są równouprawnione. Nikt nie ma monopolu na rację.

W tym miejscu zaczyna się budowanie dojrzałego związku. Kiedy oboje sobie uświadomią, że mają dostęp tylko do połowy prawdy, możliwy staje się dialog, wymiana pomysłów, kreowanie wspólnego życia z radością i miłością. Esencją tego procesu jest budowanie „miejsca pośrodku”, przestrzeni dialogu, dzięki której można się porozumieć i współtworzyć. Rosną szanse na dobre, wspólne życie, udany związek. A miłość?

Nigdy nie śpi

Miłość nie jest częścią „miejsca pośrodku”, w którym możliwy jest dialog pomiędzy partnerami. Sprzyja mu, ale jest o wiele większa. Miłość nie potrzebuje związku, to związek potrzebuje miłości. Ona jest tak potężna i samowystarczalna, że może istnieć samodzielnie.

Niemiecki psychoterapeuta, Arnold Retzer, pisze: „W miłości nie da się ustanowić żadnych praw. Nie jest zasługą. Unieważnia każdy kontrakt. Nie można jej ani wymusić, ani być komuś dłużnym”.

Stąd prosta droga do wniosku: skoro dwoje dorosłych ludzi jakoś się dogaduje, miłość, która jest nieprzewidywalna i niejednokrotnie przysparza cierpienia, nie jest już potrzebna. Niech króluje rozsądek i współpraca, rzetelna komunikacja, szacunek, zaufanie, współtworzenie!

Ale miłość nie śpi. Daje o sobie znać w pozytywny sposób – przez tęsknotę, nadzieję, poruszenie serca. Lub w negatywny – przez poczucie braku, pustki, bezsensu. Kiedy już zbudujemy sensowny związek, powraca w nieoczekiwanym momencie i wszystko burzy, jakby mówiąc: „Czcisz fałszywego boga. Ja króluję!”.

To, czego się nie spodziewamy

Artur, niegdyś wybitny sportowiec, wiedzie spokojne życie, jest wiele lat po rozwodzie.

– Zauważyłem, że mi się przygląda. To mi pochlebiało. Ładna, zgrabna… Tylko że już jestem po sześćdziesiątce. A ona nie ma nawet czterdziestki. Co prawda, moje ciało jest w doskonałej formie. No ale ja już te rzeczy odłożyłem do lamusa. Nie zrobiłem żadnego ruchu. To ona podeszła. I została.

Zaczęli razem przeżywać – jak mówi Artur – coś niesamowitego. – Przebywamy ze sobą godzinami, czasami patrząc sobie w oczy, czasami dotykając się. Czujemy się tak, jakbyśmy się znali od dawna, jakbyśmy na siebie czekali. Zaczynamy zgadywać swoje myśli. Seksu prawie nie było, ale to, co jest, nam wystarcza i nie chcemy tego zakłócać.

Pojawiły się pierwsze wątpliwości. – Mieliśmy „rozsądną” rozmowę. Powiedziałem, że nie chcę komplikować jej życia. Zgodziła się. Przestałem się z nią kontaktować. Ale jednocześnie czekałem niecierpliwie na TEN telefon… Zadzwoniła. Znów się widujemy, coraz częściej... – wyznaje szczęśliwy Artur.

Nie szczęście, a pobudka

Nasz rozwój duchowy to podróż przez miłość. Oto jedziemy sobie pociągiem czasu przez krainę miłości i widzimy bajecznie kolorowe albo szare, ale stale zmieniające się, krajobrazy. Od czasu do czasu wysiadamy, aby się przejść po niezwykle malowniczej okolicy. Tu i ówdzie zakładamy obóz – rodzina, dom. Może on być bardzo trwały. Ale i tak w końcu pojedziemy dalej.

Miłość pisana wielką literą, potężna, zagadkowa siła, nie różni się od miłości, którą spotykamy na co dzień. Mają się do siebie tak, jak ocean do fali: wypełnia je ta sama substancja. Miłość nie ma nas uszczęśliwić. Ma nas obudzić.

Esencją naszego rozwoju jest stopniowe otwieranie się na nią. Nie jest to identyczne z budowaniem szczęśliwego związku. To odmienny proces, który może zachodzić równolegle. Miłość wyprowadza nas poza ego. Związek może być wielkim szczęściem, ale nasz rozwój duchowy jest czymś o wiele większej wagi.

To, co najtrudniejsze

Od kilku lat Robert, Joanna i Katarzyna żyją razem. To znaczy: Robert mieszka z Asią – mają dorosłego syna, wspaniały dom, szczęśliwe życie – ale jest jeszcze Kasia.

– Poznałem ją na samotnych wakacjach nad Adriatykiem – zwierza się Robert. – Zaczęło się od zwykłej, miłej rozmowy. Ale już tego samego wieczoru trzymaliśmy się za ręce. Szybko stawało się jasne, że jesteśmy sobie bardzo bliscy. Te same przekonania, upodobania, wartości.

Robert dość szybko opowiedział o wszystkim żonie. Podjął szczere wysiłki, żeby zakończyć wakacyjny związek. Jednak nie potrafił. Przez rok żył rozdarty pomiędzy Joasią i Kasią. Wszyscy troje bardzo cierpieli.

– Uspokoiłem się w momencie, kiedy powiedziałem sobie, że zrobiłem wszystko, co w mojej mocy. Nie mam już siły dalej walczyć. Kocham dwie kobiety.

Epilog

Wszyscy nasi bohaterowie – dotknięci miłością – zmienili się.

Trójkąt Robert–Joanna–Kasia trwał jeszcze pięć lat. Pod koniec Robert obserwował z bólem, jak bliskość między nim a Kasią powoli się rozwiewa. Sercem wrócił do Joanny, ich związek odżył. – To, czego doświadczyłem, potwierdziło, że warto być uczciwym. Moje małżeństwo przetrwało, a z Kasią też mam dobrą, ciepłą relację. Nauczyłem się pokory. I wdzięczności – mówi Robert.

Artur też się czegoś nauczył: tego, że ma prawo przyjąć dar miłości. Nie czuje się już za wszystko odpowiedzialny. – Nie tylko nie muszę, ale nie potrafię kontrolować miłości. Przyzwalam na nią. Jestem wdzięczny i spokojny, nie wiedząc nawet, dokąd mnie to prowadzi. Czuję się lekki, silny i wolny. Jestem szczęśliwy – zwierza się.

Jakub i Anna, nasza „modelowa para”, nawiązali trwałą relację z miłością przez duże „M”. Czując się przepełnieni tym wspaniałym uczuciem, z radością obdarzają się nim nawzajem. Potrafią odróżniać przedmiot miłości od niej samej. I jedno, i drugie jest ich udziałem na co dzień. Przebywając z ukochanym człowiekiem, czują się obdarowani przez los.

Artykuł archiwalny.

  1. Styl Życia

W Warszawie zakwitło dziwidło olbrzymie!

(Fot. Wikipedia US Botanic Garden)
(Fot. Wikipedia US Botanic Garden)
Dziwidło olbrzymie – największy kwiat świata o woni padliny, zakwitło tej nocy w Ogrodzie Botanicznym Uniwersytetu Warszawskiego. Można je podziwiać jeszcze dzisiaj (od godz. 10), zanim definitywnie zamknie swój kwiatostan.

Kwitnące dziwidło olbrzymie zadziwia i fascynuje – przyciąga odmiennością, odrzuca wstrętną wonią. Kiedy kwitnie trudno przejść obok niego obojętnie. Jego kwiatostan jest bowiem największy w świecie roślin (ma do 3 m. wysokości, 1,5 m. średnicy), a przy tym wygląda jak kawał padliny i „pachnie” jak ona. W dodatku bardzo intensywnie. Na Sumatrze, skąd roślina pochodzi, woń jej kwiatostanu jest wyczuwalna z odległości nawet 3 km! W ten sposób przywabia zapylacze – muchy i inne padlinożerne owady. Nęci je nie tylko „aromatem”, ale i ciepłem panującym we wnętrzu kwiatostanu (czyli w pochwie). Temperatura może tam osiągnąć nawet 40 st.C! Roślina wie co robi, włączając „ogrzewanie”, ciepło potęguje bowiem jej brzydki zapach.

Łacińska nazwa dziwidła - Amorphophallus (od amorphos - podobny i phallus - penis) w pełni oddaje wygląd kolby kwiatostanu, wyrastającej z nabrzmiałej pochwy, skrywającej właściwe kwiaty – żeńskie i męskie. Niestety, roślina zakwita tylko raz na kilka lat, w dodatku jest kwiatem jednej nocy – spektakl zaczyna się po południu, a kończy następnego dnia.

Tej nocy dziwidło zakwitło w Warszawie - w szklarni tropikalnej Ogrodu Botanicznego UW. I to jako pierwsze w Polsce! Zainteresowanie było ogromne! O północy, kiedy zamknięto kolejkę, ostatni chętni czekali na wejście ponad 2 godziny. Kwitnienie można było też śledzić on line pod linkami: https://youtu.be/bFKASNfwE4A i http://bit.ly/dziwidlo_live.

Kwiat jednej nocy

Tym razem roślina zadziwiła nawet swoich opiekunów – Joannę Bogdanowicz i Piotra Dobrzyńskiego. Według ich prognoz miała bowiem zakwitnąć w nocy z wtorku na środę. – Z dziwidłem nigdy nic nie wiadomo, ono robi co chce i kiedy chce – śmieje się Piotr – wiele zależy od warunków, w jakich żyje, głównie od temperatury, oświetlenia i wilgotności.

Każdy okaz rozwija się z bulwy, która też jest rekordzistką w świecie roślin – może ważyć do 100 kg! Najpierw jednak wyrasta z niej mały liść w kształcie parasola. Po kilkunastu miesiącach zamiera, oddając substancje zapasowe bulwie, która wchodzi w okres spoczynku. Potem wydaje nowy, znacznie większy liść. Trwa to kilka lat. Kiedy bulwa odpowiednio dojrzeje, zamiast liścia wyłania się z ziemi kwiatostan.

Kwitnienie wygląda spektakularnie! Kolba stopniowo się wydłuża (o kilka cm dziennie), a pochwa nabrzmiewa. Aż wreszcie któregoś popołudnia zaczyna się otwierać (i pachnieć). Wieczorem w pełni prezentuje swój aromat i urodę, a w nocy powoli zaczyna się zamykać. Następnego dnia spektakl się kończy. Na koniec płatki ponownie lekko się rozchylają, by uwolnić uwięzione we wnętrzu owady. Kwitnąca roślina przyciąga tłumy zwiedzających, a jej kwitnienie jest ogromnym wydarzeniem w życiu każdego ogrodu.

Bulwa (Fot. Ogród Botaniczny UW)Bulwa (Fot. Ogród Botaniczny UW)

Dziwna historia dziwidła

Choć stołeczne dziwidło mieszka w szklarni już od kilkunastu lat, pracownicy ogrodu niewiele mieli okazji, by zawrzeć z nim bliższą znajomość. Prawie połowę tego czasu roślina spędziła bowiem w głębokim uśpieniu, „liżąc rany” po nieszczęśliwym wypadku.

- Bulwa jest prezentem od pewnego mieszkańca stolicy, który przywiózł ją z Sumatry. Przez kilka pierwszych lat rozwijała się prawidłowo co roku wydawała liść – wspomina Piotr. Aż do czasu, gdy w szklarni pojawiła się ekipa TV, by nagrać kolejny program botaniczny. Ogromna donica z bulwą trochę jej zawadzała, lekkomyślnie wyniesiono ją więc na mróz.

W efekcie bulwa przemarzła i zaczęła gnić, co gorsza w miejscu, gdzie powstaje pąk. Pracownicy chuchali na nią i dmuchali, posypywali rany sproszkowanym węglem drzewnym, a nawet układali ją w… hamaczku, by się przewietrzyła. Mimo to przez kilka lat nie dawała znaków życia. Ogrodowa legenda głosi, że gdy utracono już nadzieję, odtańczono nad nią… taniec rytualny (niektórzy twierdzą, że pożegnalny). I o dziwo bulwa wkrótce ożyła, wydając liść, który bywa prawie tak intrygujący, jak kwiatostan. Jego „ogonek” dorasta bowiem do 7 m. wysokości, oczywiście u starszych okazów.

Ale powróćmy do naszego dziwidła. Gdy liść zanikł bulwę wykopano i stwierdzono, że… obumarła. Wcześniej jednak zdążyła wydać nową bulwkę – młodą i rwącą się do życia. To właśnie ona wytworzyła liść, a teraz zakwitła.

- Nasza roślina jest młoda i po przejściach, przy ostatnich pomiarach jej bulwa ważyła więc „tylko” 23,5 kg. A po sezonie spędzonym w hamaczku schudła o 1,5 kg, na skutek utraty wody, co wbrew pozorom wyszło jej na zdrowie – śmieje się Piotr.

Bulwa (Fot. Ogród Botaniczny UW)Bulwa (Fot. Ogród Botaniczny UW)

Uchodźca z Sumatry

Dziwidło jest endemitem – rośnie dziko tylko na Sumatrze, można je też spotkać na Borneo. Nie występuje nigdzie indziej, co najwyżej w ogrodach botanicznych.

- Niestety może się zdarzyć, że te niesamowite rośliny będzie można podziwiać tylko w szklarniach – poważnieje Piotr. Na Sumatrze masowo wycinane są lasy pod plantacje palm olejowych. Wraz z nimi ginie wiele gatunków zwierząt i roślin – między innymi dziwidło, które nie jest nawet pod ochroną.

Dlatego tak ważne jest, by rośliny te przetrwały i rozmnażały się w ogrodach botanicznych, co nie jest łatwe. To co widzimy podczas kwitnienia nie jest kwiatem, lecz kwiatostanem, złożonym z kolby i pochwy okrytej okrywami, które po rozchyleniu się wyglądają jak płatki. Prawdziwe kwiaty (żeńskie i męskie) ukryte są we wnętrzu pochwy – damskie poniżej męskich. Niestety, nie są one gotowe do rozrodu w tym samym czasie. Kiedy kwiaty męskie sypią pyłkiem, żeńskie są już nieaktywne. I pyłek przepada.

Aby doszło do zapylenia, musi rosnąć obok siebie kilka okazów w różnej fazie rozwoju. To się często zdarza w tropikalnym lesie deszczowym, ale nie w szklarni. Ogrodnicy pomagają roślinom jak mogą – zbierają pyłek i przechowują go w lodówce, by w odpowiednim momencie zapylić roślinę pędzelkiem, przez wycięte w pochwie okienko. Ogrody botaniczne coraz częściej współpracują ze sobą w tej dziedzinie.

Bulwa (Fot. Ogród Botaniczny UW)Bulwa (Fot. Ogród Botaniczny UW)

Zapylenie i vitro

- Nasze dziwidło jest jednak samotne, więc nie ma szans na zawiązanie nasion i potomstwo. Co najwyżej możemy próbować pobrać pyłek i przechować go do następnego kwitnienia. Ale czy dotrwa do tego czasu w lodówce? Nie wiadomo. Najważniejsze jednak, że nasz okaz wreszcie zakwitł! – cieszy się Piotr. Teraz zostanie wpisany na listę kwitnących dziwideł i będzie można rozpocząć współpracę z innymi ogrodami.

Kiedy dziwidło przekwitnie, jego kwiatostan zostanie ścięty, umieszczony w słoju i utrwalony w specjalnym preparacie, a potem wystawiony dla zwiedzających. Komu więc nie udało się go teraz obejrzeć, będzie miał ku temu już wkrótce okazję podczas kolejnych wizyt w Ogrodzie Botanicznym UW.

Szklarnia tropikalna Ogrodu Botanicznego UW jest otwarta w weekendy (godz. 10-20). Obecnie, z uwagi na duże zainteresowanie dziwidłem, można ją zwiedzać codziennie (10–15). Dzisiaj prawdopodobnie będzie czynna do godziny 20 (zależnie od rozwoju sytuacji).

Ceny biletów: normalny 12 zł (w weekendy 20 zł), ulgowy 6 zł (w weekendy 10 zł).