1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Felietony

Szwagier Gierka: Mieszko Made in Czechoslovakia

Artur Andrus (Fot. Krzysztof Opaliński)
Artur Andrus (Fot. Krzysztof Opaliński)
W oryginalnych dziełach muszą się zdarzać niedoróbki, kopia może być lepsza od oryginału. Jej autor może dopracować fragmenty, na które twórca pierwowzoru nie miał czasu.

Żeby niepotrzebnie nie podgrzewać tematu, napiszę nie wprost. Sprawa wręczenia pewnemu duchownemu pewnego miecza z czasów pewnego władcy wprowadzającego w Polsce chrześcijaństwo przetoczyła się przez wszystkie media. Było i poważnie, i patetycznie, i humorystycznie. Szwagier Gierka stwierdził, że mało go obchodzi, czy to oryginał. Sam ma w domu kopię obrazu Chełmońskiego i uważa, że jest lepsza od oryginału. Autor reprodukcji może dopracować fragmenty, na które twórca pierwowzoru nie miał czasu. Terminy go goniły, klienci zniecierpliwieni – w oryginalnych dziełach muszą się zdarzać niedoróbki. Na kopii wiszącej w domu szwagra bohater obrazu Chełmońskiego ma czystsze stopy, co znacznie podnosi wartość estetyczną dzieła. Więc czy ten dar złożony księdzu Ry… pewnemu duchownemu jest oryginalny – nieważne. Ważne, że jak się miecz wyszczerbi, będzie mógł służyć do koronacji kolejnych dyrektorów rozgłośni.

Nie wracałbym do sprawy, gdyby nie tekst, który przeczytałem w tygodniku „Polityka”. Dwóch naukowców znających się na mieczach z czasów Miesz… pewnego władcy, mówi o tym, że w XIX wieku pod Berlinem powstała wytwórnia, w której na zamówienie bogatych fabrykantów powstawały repliki oręża średniowiecznego. Pan profesor i pan doktor opowiadają, jak taki miecz postarzano – żeby wyglądał na autentyczny, trzymało się go jakiś czas w pobliskim stawie. Czyli wiadomo, gdzie i kiedy produkowano falsyfikaty, ale z tekstu dowiaduję się też, gdzie się odkrywa oryginały, na przykład miecze z XIII wieku „znajdowane są w zachodniej Polsce i byłym NRD”. Wniosek? Bez względu na to, czy ten miecz podarowany pewnemu duchownemu w Toruniu to podróbka czy nie – może mieć jakieś związki z Niemcami. A nawet „byłym NRD”.

Rozmawiałem kiedyś ze znajomym lutnikiem, do którego regularnie wpadają podekscytowani ludzie znajdujący na strychu skrzypce po dziadku. Przez wycięte w płycie instrumentu otwory widzą kartkę z napisem: „Antonius Stradivarius” i biegną do fachowca, żeby im powiedział, ile domów mogą sobie za to kupić. Wizja nagłego bogactwa tak bardzo ich porywa, że nie zauważają dalszego ciągu napisu: „Antonius Stradivarius Made in Czechoslovakia”. Kiedy lutnik tłumaczy, że to kopia wyprodukowana w czechosłowackiej manufakturze w XX wieku i że Antonio Stradivari raczej nie mógł tego instrumentu wykonać własnoręcznie, bo zmarł trochę wcześniej i nie w Karlowych Warach, są wyraźnie zawiedzeni. Ale się nie poddają. Idą do następnego lutnika. Jak następny powie to samo, idą do sąsiada, który handluje samochodami i wszystko potrafi sprzedać. Ludzie ze stradivariusami znalezionymi na strychach działają w myśl zasady sformułowanej przez moją mamę, kiedy zaczął ją boleć bark: „Nie można polegać na opinii jednego lekarza. Kiedy czterech ortopedów powie ci to samo, zapisz się do reumatologa”.

Jeszcze jedno wyjście z kłopotliwej sytuacji – zarówno w przypadku miecza, jak i stradivariusa – podpowiedziało mi ogłoszenie, na które trafiłem w Internecie: „Sprzedam stare skrzypce z 1998 roku”. Po prostu zmienić definicję „starości” przedmiotu. Wtedy do informacji, że pewnemu dyrektorowi pewnego radia pewien minister podarował „stary miecz”, już nikt się nie przyczepi.

Miałem pisać o czymś jeszcze, ale szwagier Gierka wezwał mnie na obiad. Będzie pstrąg. Właściwie to kopia pstrąga potokowego. Trzymało się go jakiś czas w pobliskim stawie, a teraz żona szwagra usmażyła na patelni przywiezionej kiedyś z byłego NRD.

Artur Andrus, Mistrz Mowy Polskiej, dziennikarz, poeta, autor piosenek

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze