1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Felietony

Do poduszki: polowanie na Miłosza

Tomasz Jastrun (Fot. Krzysztof Opaliński)
Tomasz Jastrun (Fot. Krzysztof Opaliński)
Znowu piszę o Czesławie Miłoszu. Niezwykle go cenię. I jestem szczęśliwy, że kilkanaście razy spotykałem poetę w różnym czasie i w różnych miejscach.

Wracam po latach do lektury „Roku myśliwego”. Ta książka to dziennik jednego roku. Poeta wahał się, czy go opublikować, wydawał mu się zbyt szczery. Miłosz był z epoki, która więcej ukrywała z życia osobistego, niż ujawniała. Nowy wiek jest czasem ujawnień. Świat częściowo zakryty zdawał się chyba ładniejszy, za to odkryty, chociaż brzydszy, jest chyba zdrowszy.

Książka zaczyna się od słów: „Ciągle zdumienie, każdego dnia; zacząłem siedemdziesiąty siódmy rok życia. Powtarzam sobie, i nie udaje mi się siebie przekonać, że tak jest naprawdę”. Kiedy poznałem poetę, był, nie do wiary, niewiele starszy ode mnie obecnego. Spałem w garażu przerobionym na sypialnię przy jego domu na wzgórzu San Francisco. Przejechałem wtedy z trójką przyjaciół samochodem Stany wzdłuż i wszerz. Miłosz zaszedł do nas pogadać. Sam, bez żony, która miała być chora. Dopiero z książki wiem, że przez dziesięć lat cierpiała na nieuleczalną chorobę ciała i duszy. Miłosz pięknie o niej pisze: „Kochałem ją, nie wiedząc, kim była naprawdę. Zadawałem jej ból, goniąc za moją ułudą. Zdradzałem ją z kobietami, jej jedynej wierny. Zaznaliśmy wiele szczęścia i wiele nieszczęścia”. Fragmenty „Roku myśliwego” o żonie Jance należą do najbardziej przejmujących w książce. To jednak bardziej dziennik intelektualny niż zapis zdarzeń.

Miłosz przyznaje, że miał ciężkie życie, chociaż w oczach wielu był wybrańcem losu. Rozpacz nie była mu obca. Lata poniżeń i biedy, gdy uciekł ze stalinowskiej Polski. Bez grosza przy duszy w Paryżu schronił się u Giedroycia w siedzibie „Kultury” w Maisons-Laffitte. Zosia Hercowa, prawa ręka Redaktora, opowiadała mi, że był wtedy tak zestresowany, że drapał się do krwi. Poeta pisze: „w mojej emigracyjnej izolacji były miesiące, kiedy zastanawiałem się, czy nie warto pisać do siebie listów, żeby coś znajdować w skrzynce”. Ale miał też niełatwe życie z powodu swego trudnego charakteru. Cierpiał na skłonność do zgryzoty z byle powodu. Nieraz byłem tego świadkiem. Pamiętam różne jego rozpacze, choćby dlatego, że jego książka „Piesek przydrożny” kandyduje do nagrody Nike w gronie kilku innych książek. Jak może być na uroczystości, skoro może nie dostać tej nagrody? To będzie idiotyczna sytuacja. Dałem mu głowę, że dostanie nagrodę, i ją dostał. Pisze, że zawsze był nieśmiały, ale „odgrodzony szklaną taflą”. Tak, zawsze czułem tę szklaną taflę, gdy go spotykałem, dystans i nieśmiałość zwykle sąsiadują z pychą, która zdaje się niemal zawsze kroczyć pod rękę z wybitnymi artystami. Przyznaje: „Zdarzały mi się wybuchy wyniosłości, wściekłości”.

Miłosz pisze, że próbuje zrozumieć swoje życie, ale nadaremnie. Sam siebie tak definiuje: „Uparty, podejrzliwy, skąpy, ostrożny – prawdziwy Litwin”. Pamiętam, jak rozpaczał na lotnisku, że musi dopłacić niewielką sumę do biletu. Poeta w dzienniku nie ukrywa też swojej słabości do kobiet: „Nadal działa magnetyzm między mną a kobietami, które oczywiście wiedzą, czy ktoś jest w grze, czy poza nią”. Deklaruje to 77-latek i pisze: „z powodu moich przynoszących wstyd zalecań się do kobiet po alkoholu”. Dzisiaj w epoce #MeToo to zwierzenie wydaje się ryzykowne.

Kocham „Rok myśliwego” również za takie myśli: „Zawsze, kiedy bliżej się przyjrzeć, »normalność« okazuje się całkiem krzywa, tak jak szukając choinki na Boże Narodzenie, przekonujemy się, że nie ma drzewek idealnych”. Zgadzam się, że nie ma ludzi w pełni normalnych.

Tomasz Jastrun, poeta, prozaik, krytyk literacki, czuły obserwator świata. Zawsze z książką obok poduszki.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze