„Mógł pisać o polu, o sośnie, o strumyku, lecz język kreował to wszystko w jakieś figury, symbole, metafory, odniesienia; dotknął byle czego – i tryskało słowo”, mówił Wiesław Myśliwski o poezji Tadeusza Nowaka.
Tekst pochodzi z miesięcznika „Zwierciadło” 10/2026.
A mnie wydaje się, że ta poezja łączy w sobie dwa światy, Leśmiana i Baczyńskiego. Leśmian to metafizyczna baśń, Baczyński odważne zestawianie odległych surrealistycznych obrazów.
Nowak pochodził z zapadłej wsi rzuconej na śródlądową wyspę otoczoną wodami Wisły i Dunajca, w jego poezji ten wiejski świat pełen natury pulsuje wielobarwnym życiem. Tacy ludowi poeci byli bardzo hołubieni w Polsce Ludowej. Ale i bez tego byłby bardzo popularny, to nie jest trudna poezja, a działa na wyobraźnię. W wierszach pilnie, chociaż nierygorystycznie używa rymu w czasach, gdy rym niemal umarł. Miał swoje światy bardzo oryginalne i osobne. Pisał też w podobnej poetyce powieści.
Gdy ukrywałem się w stanie wojennym na Ursynowie, często wpadałem do Nowaków, piło się tam odważnie, ale kulturalnie. Stałym gościem była Nena, przyjaciółka domu, czyli Zofia O’Bretenny, zawsze roześmiana żona słynnego opozycyjnego historyka Pawła Jasienicy.
Po latach okaże się, że była agentką bezpieki o pseudonimie Ewa, pisała pracowicie tysiące donosów, nawet na męża. Na mnie jakimś cudem chyba nie donosiła, nie ma w moich teczkach jej raportów z naszych biesiad.
Tadeusz stracił nogę, chorował na buergera, ta utrata nogi jest w jego wierszach, częsty motyw noża, okaleczenia. Zmarł na serce na pewno za wcześnie, w wieku 60 lat. Jego żona Zosia przez lata opiekowała się moją mamą, mam wobec niej wielki dług wdzięczności. Oboje byli bardzo fajnymi ludźmi.
A ludzi można podzielić na takich, co nie lubią innych ludzi, którym ludzie, są mniej lub bardziej obojętni, i na takich, co ludzi lubią. To był przypadek Tadeusza i Zosi.
On serdeczny, opiekuńczy, też wobec początkujących poetów, zawsze miał coś dobrego do powiedzenia o ich wierszach, dopieszczał nawet grafomanów, pewnie czasami niechcący robiąc im krzywdę, bo dając nadzieje niemożliwe do spełnienia. Napisał też kilkadziesiąt wierszy, które nazwał psalmami, bo jest w nich podniosły styl, czasami Bóg. Oto jeden z nich.
Złoci się nagie pod jabłonią ciało
Z dwóch piersi owoc do kolan się toczy
W dzieciństwie moim jeszcze raz się stało
to co widziały traw i zwierząt oczy
Odtąd chodziłem na jabłonie nocą
z nożem siekierą powrozem i piłą
żeby zobaczyć jak drzewa dygocą
żeby się wnukom o ich rzezi śniło
A gdy spod ściętych w parafii jabłoni
Adam i Ewa w zboża się wynieśli
niby Bóg z niebios pisywałem do nich
piekielnym jadem przepojone pieśni
I aż do wojny wspierając anioła
nosiłem za nim miecz większy ode mnie
Dziś Chrystus za wsią rozstrzelany woła
daremnie synku aniele daremnie
Daremnie Drutem kolczastym związany
leży w okopie ten archanioł dziki
Ewa posiała proso w jego rany
Adam miecz jego przekuł na werbliki
Złoci się nagie pod jabłonią ciało
Z dwóch piersi owoc do kolan się toczy
Stało się w zbożu pod jabłonią stało
Zakryjcie trawom i zwierzętom oczy
Tadeusz Nowak, „Bramy czułości”, Gaudium 2006
Tomasz Jastrun, poeta, prozaik, krytyk literacki, czuły obserwator świata. Zawsze z książką obok poduszki.