1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Wywiad z Beatą Pawilkowską - Ja wolna i szczęśliwa

Wywiad z Beatą Pawilkowską - Ja wolna i szczęśliwa

</a>
Zobacz galerię 4 Zdjęć
Najważniejsze jest to, by mieć odwagę usłyszeć swój wewnętrzny głos, a potem pójść za nim. Koleżanki zakładały rodziny, a mnie coś ciągnęło do dżungli… – Beata Pawlikowska z Hanką Halek wyruszają w ciekawą podróż.

Łatwiej gubisz się na warszawskim placu Trzech Krzyży czy w amazońskiej dżungli?

Wiem, że w mieście zawsze zabłądzę, więc przestałam już się tym przejmować. Pamiętam, jak kiedyś w Hanoi przybyłam w umówione miejsce przed czasem i postanowiłam zrobić najprostszą sztukę pod słońcem. Pomyślałam, że pójdę ulicą prosto przez pół godziny, potem odwrócę się o 180 stopni i wrócę w takim samym czasie w to samo miejsce. I zabłądziłam! Naprawdę! Złapałam motocyklową taksówkę, pokazałam adres i kierowca wiózł mnie z powrotem 20 minut. Jak to możliwe? Nie mam pojęcia. Ja po prostu tak mam. Lubię czasem zabłądzić. Ale dzięki temu odkrywam najbardziej nieprawdopodobne rzeczy, jakich nie ma na mapie ani w przewodniku.

Czyli warto błądzić, gubić się?

Tak, naprawdę! Kierowanie się mechaniczną nawigacją pozwala tylko trafić do wcześniej ustaloneg celu. A jeśli pozwolisz sobie kierować się instynktem i zabłądzisz, to znajdziesz to, o czego istnieniu nie miałeś pojęcia. Kiedyś myślałam, że dobry podróżnik to taki, który natychmiast dociera do celu, bo ma w sobie wbudowany GPS. Teraz myślę inaczej. Bo ja podróżuję właśnie po to, żeby przeżyć wszystko, co jest po drodze. A jeżeli jeszcze trafię do celu? Super! Po prostu idę przed siebie i życie zaczyna mnie prowadzić.

Twój najpiękniejszy „wybłądzony” skarb?

Wszystkie te malutkie wioski, gdzie ludzie żyją w całkowitym odseparowaniu od reszty świata. Bez elektryczności, bieżącej wody, pieniędzy, polityki i reklam. W tym roku wyruszyłam do Ameryki Południowej z zamiarem przepłynięcia z Wenezueli do Brazylii. Z Orinoko, przez Rio Negro, aż do Amazonki. Pomysł był szalony, bo na tych rzekach nie ma transportu publicznego i można liczyć tylko na to, że pojawi się łódź towarowa albo indiańskie czółno. Już na początku na towarowej łodzi z ładunkiem jedzenia dla kur trafiłam do maleńkiej wioski. I tam utknęłam. Przez cztery dni siedziałam nad brzegiem rzeki, czekając na jakąś łódź. Psy się drapały na piasku, a ludzie w rzece prali ubrania i myli garnki.

Jak porozumiewasz się z autochtonami?

Znam hiszpański, angielski, trochę portugalskiego i innych języków. Ale kiedy żaden język nie działa, to mówię po prostu po polsku. Naprawdę. Kiedy chcesz przekazać ważny komunikat, to przecież mówisz całym sobą! Dłońmi, oczami, całym ciałem. I wtedy – obojętnie, w jakim języku powiesz, że jesteś głodny – zostaniesz zrozumiany. Oczywiście, warto się uczyć języków obcych, ale zdarzają się sytuacje, kiedy ta znajomość nie wystarcza. Wtedy mów po polsku. I uśmiechaj się.

Czekając na ciebie, przeczytałam takie oto zdanie Agaty Bielik-Robson: „Kiedy w Polsce zapominam się i uśmiecham do spacerowiczów, patrzą na mnie jak na wariatkę”.

Mam zupełnie inne doświadczenia. Wyjdź na ulicę i uśmiechnij się. Idę o zakład, że 90 proc. osób odpowie ci uśmiechem.

Tak, ale potem jakiś pan znowu będzie chciał mnie odprowadzić do domu...

Niekoniecznie. Jeżeli chcesz uśmiechem zwrócić na siebie uwagę – zwracasz. Jeśli uśmiechasz się, bo po prostu lubisz świat, ten dzień, tę chwilę – od razu to widać. Wtedy w zamian dostajesz to samo. Bo najważniejsze informacje o tobie znajdują się w twojej podświadomości. Niektórzy mówią, że nie można mieć z nią kontaktu, ale to nieprawda. Mówią tak, ponieważ boją się, że to, co tam znajdą, będzie złe albo brzydkie i nie będzie im się podobało. Strach powstrzymuje ich przed poznaniem prawdy. A przecież w podświadomości żyje twoje drugie „ja”. Twoje Wewnętrzne Dziecko, które – dopóki się z nim nie zaprzyjaźnisz – jest obce, przestraszone i w taki też pełen strachu sposób kieruje wszystkim, co robisz: twoimi myślami, słowami, decyzjami. Jeżeli nie oswoisz swojej podświadomości i nie zaprzyjaźnisz się z nią w sposób aktywny, czyli będziesz wysyłać do niej świadome komunikaty: „lubię cię”, „kocham cię”, „akceptuję cię” – podświadomość będzie cię prowadziła przez życie po bardzo wyboistych i krętych ścieżkach. Im więcej jest w niej ukrytego strachu, z którego nie zdajesz sobie sprawy, tym bardziej będziesz czuł się pokrzywdzony, rozczarowany i nieszczęśliwy.

Nie zawsze byłaś taką mądralą i swoją przyjaciółką...

Tak, było wprost przeciwnie. Nienawidziłam siebie i usiłowałam się za wszystko ukarać. I popełniałam wciąż ten sam błąd, czyli pozwalałam, żeby kierował mną podświadomy strach. Nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale żyłam w destrukcji, która prowadziła mnie w takie życiowe zakątki, gdzie co chwilę dostawałam po głowie. Obrywałam tak długo, aż w końcu dotarło do mnie, że to zły kierunek.

Droga jednak nie była ani krótka, ani łatwa.

Za to pouczająca. To najbardziej niesamowita podróż, jaką można sobie wyobrazić – w głąb własnej duszy. Do własnej podświadomości. Kiedy miałam 16 lat, zaczęłam ze sobą rozmawiać. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to jest fantastyczne narzędzie do poznania samego siebie. Brałam ołówek i tysiąc razy pisałam w zeszycie: „jestem wolna i silna”, co było wtedy dokładnym przeciwieństwem mnie. Ja tylko marzyłam, żeby taką być... A tak naprawdę byłam totalnie zagubiona i obca. A potem bardzo zbuntowana. Przychodziłam do klasy w piżamie albo kapeluszu zrobionym z nakładki na sedes. Wyrzucali mnie ze dzkoły. Zaczęłam palić papierosy, uciekałam z domu.

 Punk’s not dead?

Ja byłam raczej hippie, nosiłam dużą złotą pacyfę, którą zrobiłam z koralików, sadziłam dęby, rozdawałam ludziom na ulicy róże. A jednocześnie piłam alkohol, paliłam, pociągały mnie narkotyki, bo cały czas próbowałam uciec od siebie. W końcu zaczęło do mnie docierać, że przyczyna wszystkiego znajduje się we mnie. Nie w świecie i nie w innych ludziach. U zarania każdego zdarzenia jest jakaś decyzja, nawet jeśli to jest decyzja o niepodejmowaniu decyzji. Złe wydarzenia są ich konsekwencją. A ja lubię myśleć. I zaczęłam się zastanawiać, jak to w ogóle jest możliwe, że robię coś, czego nie chcę zrobić, albo mówię coś, czego nie chcę powiedzieć. No, jak to jest możliwe?

No jak?

Zaczęłam analizować zdarzenia i szukać prawdy. Dużo ze sobą rozmawiałam, pytałam i udzielałam sobie odpowiedzi. Byłam wobec siebie uczciwa i żądałam uczciwych odpowiedzi. Miałam chłopaka, ale tak naprawdę tylko udawałam, że z nim jestem. On dzwonił i mówił: „Znalazłem piękny domek nad jeziorem, wyjedźmy tam na weekend”. A moja pierwsza myśl: „Boże, jak się z tego wykręcić?!”. I jednocześnie druga myśl: „Dlaczego jesteś z nim, skoro wcale tego nie chcesz”. No, dlaczego?

A to był strach przed byciem samą?

Tak. Usiłowałam zachować pozory, ale prawda była prawdą, a ja mam wbudowaną w duszę uczciwość, która nie pozwala mi kłamać. Więc słyszę głos w myślach: „Powiedz mu po prostu, że nie chcesz z nim spędzić weekendu”. Ale wtedy co? On zapytałby, dlaczego i musiałabym powiedzieć prawdę: „tak naprawdę to ja nie lubię z tobą spędzać czasu”. Byłam w stanie się do tego przyznać przed sobą, ale bałam się, że sprawię mu tym przykrość. Ale już pojawia się w myślach następne pytanie: „Skoro tak naprawdę nie masz chęci z nim być, to czemu martwisz się, czy jemu będzie przykro?”. Uczciwość polega na tym, żeby przyznać się przed sobą do iluzji, nawet jeśli czujesz potrzebę ich tworzenia. Przyznać się, a potem znaleźć ich źródło. I to właśnie zrobiłam. Rozplątałam to w sobie, potem na nowo złożyłam wszystkie sznurki i zrozumiałam, o co tu naprawdę chodzi. I wtedy zaczęłam pisać książki o podświadomości, o ukrytych w nas kodach, o tym, jak znaleźć własne szczęście. Nie iluzję szczęścia, tylko najprawdziwszą prawdę.

Jesteś zatem kobietą szczęśliwą.

Jestem szczęśliwym człowiekiem. Bo człowiek to więcej niż kobieta. Słowo „kobieta” od razu definiuje i sprawia, że dokonujesz w głowie pewnego ograniczenia i uprzedzenia. A na człowieka patrzysz jak na istotę, w której jest wszystko. Dlatego ja mówię o sobie, że jestem podróżnikiem. Mnie nie interesuje, czy w podróży jestem kobietą czy mężczyzną.

A zdarzają ci się, człowieku, momenty, gdy się czegoś boisz?

W niebezpiecznej sytuacji nie myślisz o tym, czy się boisz, czy nie, tylko co zrobić, żeby tę sytuację oswoić i poczuć się bezpiecznie. Gdy utknęłam wtedy nad rzeką w maleńkiej wiosce w Amazonii, czwartego wieczoru usłyszałam głosy. Biegnę, może jakaś łódka… I rzeczywiście, łódka, a przy niej stoją żołnierze Wenezuelskiej Gwardii Narodowej i coś naprawiają. Więc mówię: „Panowie, czekam od czterech dni, nie chcę tu zostać na zawsze, proszę, zabierzcie mnie ze sobą”. O świcie wsiadam do motorówki. Jest czterech żołnierzy z karabinami, żywa małpa i ja. Mieliśmy płynąć trzy godziny. Płynęliśmy dwanaście godzin, bo dwa razy zepsuł się silnik. I teraz, wyobraź sobie, gorący dzień, dżungla po obu stronach rzeki, nie ma zasięgu, nikt nie wie, że tam jestem. I czekam z czterema uzbrojonymi żołnierzami na pomoc.

I co czujesz?

Mam świadomość tego, że to jest niebezpieczna sytuacja. Jestem sama, z całym moim dobytkiem. Mam drogie aparaty fotograficzne, telefon, jest oczywiste, że mam gdzieś schowane pieniądze. Czekamy na brzegu dżungli, aż przypłynie ktoś z pomocą. Żołnierze mają broń. I jest ich czterech, a ja jedna. Ale nie myślę o tym. Staram się wyglądać na zajętą – uzupełniam notatki, czytam książkę. Przez 12 godzin nic nie jadłam, nie piłam i nie mogłam się załatwić. Ale żyję!

A jak to z tobą jest: wyjeżdżasz z Warszawy czy tylko tu wracasz ze świata?

Dokładnie pośrodku. Uwielbiam moje mieszkanie i moje życie tutaj. Potrzebuję spać 10 godzin. Codziennie budzę się około 6.15. Leżę sobie jeszcze chwilę i uśmiecham się. I myślę sobie: „o, dzisiaj jest poniedziałeczek”.

Beata Pawlikowska, podróżniczka, pisarka, autorka ponad 40 książek podróżniczych, coachingowych i językowych. Prowadzi audycję „Świat według Blondynki” w Radiu ZET. Organizuje egzotyczne wyprawy, na których jest też przewodnikiem. Więcej na: www.beatapawlikowska.com oraz facebook.com/BeataPawlikowska.
Czyli o ósmej wieczorem idziesz już spać?!

Tak. Taki mam rytm i nauczyłam się tego właśnie w amazońskiej dżungli. Rano wstaję, idę biegać, wracam, robię sok ze świeżych owoców, a potem siadam do komputera i zaczynam pisać kolejny rozdział mojej nowej książki. Uwielbiam to. Tak samo, jak być w podróży i przeżywać poranki wietnamskie, wenezuelskie czy afrykańskie pod Kilimandżaro. Tam wszystko jest nieoczekiwane. Tutaj mam stały rozkład dnia. I to mnie też zachwyca.

Jaki koszt trzeba ponieść za takie życie?

Od razu założyłaś, że ponoszę koszt. Tak jakby trzeba było zapłacić cenę za bycie szczęśliwym. Ja myślę inaczej. Moim zdaniem najważniejsze jest to, żeby mieć odwagę usłyszeć swój wewnętrzny głos, a potem pójść za nim. Ja to właśnie zrobiłam. Czasem wbrew całemu światu i inaczej niż wszyscy. Widziałam, co robią koleżanki: rodzina, kolejne dziecko, zmiana pracy, nowy kolor włosów. A mnie coś ciągnęło do dżungli. Do Ameryki Południowej, do Indian. I tam znalazłam coś najbardziej niezwykłego na świecie, coś takiego, co pozwoliło mi spojrzeć na naszą cywilizację z zupełnie innej perspektywy. Zawsze wybierałam to, czego pragnęłam tak bardzo, że wszystko inne stawało się nieważne. Rzuciłam studia, bo nie chciałam uczyć się na pamięć formułek jak w podstawówce. Nie założyłam rodziny, bo nigdy tego wystarczająco mocno nie pragnęłam.

Presja społeczna jest ogromna.

I co z tego? Każdy sam układa swoje życie, jak uważa za słuszne. Ja nie zmieniłabym niczego. Jestem jednym z najszczęśliwszych ludzi na świecie. Nie przejmuję się przesądami i uprzedzeniami. Mieszkam sama, a ludzie często myślą, że samotność to smutek i nieszczęście. Jest odwrotnie! Ludzie pakują się gorączkowo w związki, żeby uciec przed tym, co noszą w swojej podświadomości. Ja też uciekałam. A potem zatrzymałam się, wyłożyłam wszystko na stół, uporządkowałam sprawy w mojej duszy i dlatego jestem dzisiaj szczęśliwa. I będę tak samo szczęśliwa sama, jak i z kimś.

Przerzedziły się więc szeregi twoich przyjaciół?

Trudno. Nie robię już nic ze strachu, poczucia winy albo dla zachowania pozorów. Dopiero teraz widzę, ile dookoła jest iluzji i kłamstw, w które ludzie udają, że wierzą. Otwórz pisma kobiece i zobacz, ile jest w nich rad, jak uciec od tego, co cię zniewala – starości, suchej skóry, złego szefa i złego trawienia. Można odnieść wrażenie, że wszystko dookoła ciebie jest wbrew tobie. A przecież tak nie jest! Wszystko jest w doskonałej harmonii, jeżeli tylko znajdziesz w sobie odwagę bycia sobą. Nie chodzi o to, żeby wiecznie coś udawać. Chodzi o to, żeby znaleźć prawdę o sobie. Przyznać się do niej, nawet jeśli jest przykra. A potem zakasać rękawy i naprawić to, co jest w tobie leniwe, słabe i złe. Wiesz, co się wtedy dzieje? Wtedy przestajesz udawać, że jesteś silna i odważna. Wtedy po prostu jesteś silna i odważna.

A jakie masz plany na przykład na dzisiaj?

Dzisiaj jest niedziela, więc prowadzę audycję „Świat według Blondynki” w Radiu ZET i kocham to robić. Po programie pojadę do domu i ugotuję coś wegańskiego.

Czyli już nie jesz tarantul?

To zupełnie inna historia. W dżungli często nie ma nic innego do jedzenia, więc muszę jeść małpę albo węża. Ale jeśli mam wybór, to gotuję proste potrawy wegańskie, które sama wymyślam. Nasza cywilizacja stworzyła masowo produkowane jedzenie, które jest tanie i robione z dodatkiem chemicznych substancji. One nadają mu sztuczny smak, zapach i kształt. To dotyczy prawie wszystkich rzeczy, które kupujesz w sklepie: chleba, soków, mięsa, konserw i gotowych dań. Te chemiczne substancje są legalne, ale niektóre dopiero teraz zostają dokładnie zbadane i okazuje się, że wywołują nowotwory albo niszczą komórki w mózgu. Dlatego całkowicie wyłączyłam z menu produkty wysoko przetworzone. Nie piję alkoholu, bo wiem, jak działa na komórki w organizmie. Powoli i stopniowo tracisz umiejętność koncentracji, chęć do życia oraz zdolność racjonalnego myślenia i działania, osłabia się twój naturalny układ odpornościowy. Odkąd całkowicie zmieniłam mój sposób odżywiania, odkryłam, jak cudownie przez to może zmienić się życie.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Nowości Netflixa i HBO idealne na majówkę

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Kobieta w oknie". (Fot. materiały prasowe Netflix)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Tegoroczna majówka nie będzie należała do najcieplejszych, dlatego wszystkich spragnionych dobrego kina zapraszamy na przegląd najciekawszych nowości, które obejrzycie w tym czasie (i nie tylko) na Netflixie i HBO GO.

"Homeland", sezon 8

Kontynuacja i tym samym finałowy sezon jednego z najlepszych seriali szpiegowskich w historii. Historię niezwykle charyzmatycznej agentki CIA śledzimy już od tak dawna, że ciężko opisać wszystkie kryzysy polityczne, spiski i tajemnice, które odkryła w swojej długiej karierze. Ostatni sezon "Homeland" polecamy nie tylko (takim jak my) oddanym fanom Carrie i Saula Berensona, ale zwłaszcza osobom, które dotychczas omijały "Homeland". Gwarantujemy, że w ciągu całej majówki dotrzecie do 8. sezonu i wspólnie zobaczymy, jak kończy się ta trzymająca w napięciu (i to w każdym sezonie, co zdarza się rzadko!) historia. Sezon ósmy "Homeland" zadebiutuje na platformie 1 maja.

"Tlen"

12 maja na platformie Netflix pojawi się nowy film oryginalny pt. "Tlen". To opowieść o młodej kobiecie (w tej roli znana m.in. z "Bękartów wojny" Mélanie Laurent), która budzi się ze śpiączki w kapsule kriogenicznej. Aby się z niej wydostać nie ma zbyt dużo czasu - musi zrobić to jak najszybciej, ponieważ w kapsule niebawem zabraknie jej tlenu. Jak na razie brzmi to raczej przerażająco i klaustrofobicznie, ale "Tlen" okrzyknięto premierą miesiąca, więc damy mu kredyt zaufania.

"Kobieta w oknie"

Kolejny thriller, który zaprezentuje nam w najbliższych dniach Netflix to "Kobieta w oknie" z główną rolą Amy Adams to opowieść o cierpiącej na agorafobię (lękiem przed przebywaniem w otwartych przestrzeniach) psycholożce dziecięcej, która obserwuje z okna idealną rodzinę mieszkającą po drugiej stronie ulicy. Kobieta przypadkowo staje się świadkiem brutalnej zbrodni, co jeszcze bardziej wpłynie na jej dotychczasowe życie i problemy, z jakimi się zmaga. Film oparty został na książce A. J. Finna z 2018 roku o tym samym tytule.

"Kto zabił Sarę?", sezon 2

Największy hit Netflixa ostatnich miesięcy już powraca z kolejnym sezonem. Meksykański serial, który od tygodni utrzymuje się na szczycie rankingu najchętniej oglądanych produkcji Netflixa opowiadający o tragicznej zbrodni dokonanej na tytułowej Sarze w pierwszym sezonie zostawił nas z wieloma niewiadomymi w zasadzie bezustannie kierując podejrzenia na innego bohatera. W tym sezonie mamy dowiedzieć się więcej i może ostatecznie będziemy mogli odpowiedzieć sobie na nurtujące wszystkich pytanie - kto naprawdę zabił Sarę?

"Boyhood"

Choć na tę produkcję, która pojawi się na Netflixie poczekamy do drugiej połowy miesiąca (premierę na platformie zapowiedziano na 16 maja), w tym wypadku naprawdę warto czekać. "Boyhood" to opowieść o chłopcu, którego losy śledzimy od 5. do 18. roku życia. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że prace nad filmem trwały ponad 12 lat. Reżyser pokazał tu bowiem rzeczywiste dorastanie i wchodzenie w dorosłość, gdzie przez cały czas bohaterów grają ci sami aktorzy. Kto nie widział, warto poczekać.

"Tajemnica Brokeback Mountain"

Tego samego dnia na platformie (16 maja) ukaże się jeden z najlepszych filmów w karierze Jaka Gylenhaalla i Heatha Ledgera - opowieść o rodzącym się uczuciu pomiędzy dwoma mężczyznami, którzy początkowo bronią się przed tym - wówczas wstydliwym, niezrozumiałym dla nich uczuciem. Z biegiem lat każdy z nich znajduje sobie żonę, rodzą im się dzieci, jednak pamięć o ukochanym nie przemija. Poruszający i w pewnym sensie przełomowy film, który w tym roku skończył 16 lat.

"Mare z Easttown"

Nowy serial kryminalny z Kate Winslet w roli głównej od niedawna zadebiutował na platformie HBO GO. I trzeba przyznać, że jest to serial wyjątkowo udany, z ciekawie rozwijającą się fabuła i przede wszystkim - świetną grą, zwłaszcza Winslet. Choć w ciągu pierwszych kilkunastu minut wydaje się powielać znane nam już serialowo schematy - małe miasteczko, każdy się zna od lat, nieszczęśliwe rodziny, w końcu tragiczna zbrodnia - "Mare z Easttown" ogląda się naprawdę z ogromnym zaciekawieniem. Serial doskonale buduje klimat, zagadka staje się coraz cięższa do rozwiązania, a poszczególne postaci tak niejednoznaczne i w sumie dziwaczne, że na kolejne odcinki czeka się z utęsknieniem.

"Rocky"

Na platformę HBO GO w tym miesiącu dodane zostaną wszystkie filmy o legendarnym pięściarzu Rocky'm, w tym m.in. "Rocky", "Rocky II", "Rocky III", "Rocky IV", "Rocky V", "Rocky Balboa", "Creed: Narodziny legendy", "Creed II" oraz dokumentalny "Rocky: 40 lat legendy". Jedno jest pewne - fani Rocky'ego będą mogli urządzić sobie maraton z idolem, reszta nadrobić zaległości klasyki kina.

"Opowieść podręcznej", sezon 4

Kontynuacja kultowego serialu powstałego na podstawie bestsellerowej i nagrodzonej wieloma nagrodami książki Margaret Atwood. W czwartym już sezonie June, jako przywódczyni rebeliantów, staje do walki z Gileadem. I w tym sezonie również przeniesiemy się do brutalnego świata, w którym życie kobiet stało się prawdziwą udręką. Wszystkich fanów serialu nie trzeba zachęcać, ale tym, którzy nie widzieli mocno polecamy.

  1. Kultura

Carlos Ruiz Zafón: "Zazdroszczę umiejętności zapominania"

Carlos Ruiz Zafón. Jego powieść „Cień wiatru” została przetłumaczona na ponad 30 języków, opublikowana w 45 krajach i sprzedana w ponad 14 milionach egzemplarzy.
 (Fot. materiały prasowe)
Carlos Ruiz Zafón. Jego powieść „Cień wiatru” została przetłumaczona na ponad 30 języków, opublikowana w 45 krajach i sprzedana w ponad 14 milionach egzemplarzy. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Swoim powieścią „Cień wiatru” oczarował cały świat. Książka ta stała się fenomenem współczesnej literatury i została sprzedana w ponad 14 milionach egzemplarzy. Carlos Ruiz Zafón zmarł przedwcześnie w zeszłym roku. Niebawem ukaże się jego ostatnia książka „Miasto z mgły”.

Swoim powieścią „Cień wiatru” oczarował cały świat. Książka ta stała się fenomenem współczesnej literatury i została sprzedana w ponad 14 milionach egzemplarzy. Carlos Ruiz Zafón zmarł przedwcześnie w zeszłym roku. Niebawem ukaże się jego ostatnia książka „Miasto z mgły”.

Fragment opowiadania "Blanca i Pożegnanie" z książki Carlosa Ruiza Zafona "Miasto z mgły", Wydawnictwo MUZA S.A., premiera: 5 maja

Zazdroszczę i zawsze będę zazdrościć owej niezwykłej umiejętności zapominania, którą obdarzeni są niektórzy szczęśliwcy. Dla nich przeszłość jest jak sezonowe ubranie albo jak stare buty, które wystarczy schować gdzieś głęboko w szafie i uznać, że już się nie nadają do jakichkolwiek wycieczek w przeszłość. Bo ja na swoje nieszczęście wszystko zachowywałem w pamięci i wszystko zachowywało w swojej pamięci mnie. Pamiętam wczesne dzieciństwo spędzone o chłodzie i głodzie, pełne samotności i martwej pustki, i siebie wpatrującego się w szarość kolejnych dni. I pamiętam czarne lustro zaćmiewające złym urokiem spojrzenie mego ojca. Nie pamiętam za to żadnego z bliskich kolegów. Mogę oczywiście przywołać w myślach twarze dzieciaków z mojej dzielnicy, z którymi bawiłem się albo tłukłem, ale żadnej z nich nie pragnę odzyskać z krainy obojętności. Żadnej prócz twarzy Blanki. Blanca była o parę lat starsza ode mnie. Poznałem ją w kwietniowy dzień, tuż przy bramie mojego domu, kiedy szła, trzymając się ręki panny służącej, która kierowała się ku małemu antykwariatowi naprzeciwko budynku sali koncertowej. Traf chciał, że antykwariat tego dnia czynny był dopiero od godziny dwunastej, one zaś zjawiły się pół godziny wcześniej i teraz musiały jakoś przeczekać tych trzydzieści minut, podczas których miał zostać naznaczony mój los, czego zresztą nie przeczuwałem w najmniejszym nawet stopniu. Jeśli o mnie chodzi, nigdy nie ośmieliłbym się do Blanki odezwać. Strój, zapach i wielkopańska prezencja panienki z bogatego domu, odzianej w jedwabie i tiule, nie pozostawiały wątpliwości, że ta istota nie należy do mojego świata, a ja jestem dla niej z zupełnie innej planety. Dzieliło nas zaledwie kilka metrów ulicy, ale całe kilometry niewidzialnych norm, zasad i praw. Mogłem tylko patrzeć na nią, tak jak się patrzy z podziwem, bałwochwalstwem niemal, na przedmioty wystawione w witrynach sklepów, do których drzwi zdają się stać otworem, ale człowiek dobrze wie, że nigdy nie przekroczy ich progu. Często myślałem, że gdyby nie stanowczość mojego ojca w sprawach higieny, Blanca nigdy nie zwróciłaby na mnie uwagi. Mój ojciec uważał, że w czasie wojny napatrzył się na parchów aż nadto, i choć byliśmy biedni jak myszy kościelne, od małego przyzwyczajał mnie, bym nie dąsał się na lodowatą wodę ciurkającą, a i to nie zawsze, z kranu nad umywalką i zaprzyjaźnił się z kostkami mydła, które cuchnęło chlorem, ale usuwało każdy brud, łącznie z wyrzutami sumienia. W ten właśnie sposób, liczący sobie dokładnie lat osiem sługa uniżony David Martin, schludny chudopachołek w przyszłości aspirujący do roli trzeciorzędnego literata, zebrał się na odwagę, by nie uciec wzrokiem w bok, kiedy ta laleczka z dobrej rodziny utkwiła we mnie swe oczy i uśmiechnęła się nieśmiało. Ojciec powtarzał mi nieustannie, że należy zawsze ludziom odpłacać taką samą monetą. Odnosiło się to co prawda do mordobicia i tym podobnych afrontów, niemniej postanowiłem być wierny jego naukom i odpowiedzieć uśmiechem na uśmiech, a do uśmiechu dodać lekkie skinienie głową. To ona wolno podeszła do mnie i przyglądając mi się bacznie, zrobiła coś, czego nikt nigdy przedtem wobec mnie nie uczynił – wyciągnęła do mnie rękę. – Mam na imię Blanca – powiedziała. Blanca, z wyrazem znudzenia na twarzy, trzymała dłoń lekko zgiętą niczym paryska młoda dama albo panienki w komediach salonowych. Nie miałem najmniejszego pojęcia, że powinienem był natychmiast skłonić się i nachylony delikatnie musnąć wargami tę wyciągniętą dłoń. Nie doczekawszy się, Blanca cofnęła rękę i zmarszczyła brew. – Ja jestem David. – Zawsze jesteś tak źle wychowany? Zacząłem szukać jakiegoś elokwentnego wyjścia, by zatrzeć nieco moje nieokrzesanie popisem błyskotliwości i polotu, który uratowałby mój wizerunek, kiedy podeszła do nas panna służąca z wyrazem niedowierzania na twarzy i spojrzała na mnie jak na wściekłego psa szwendającego się po ulicy. Była to młoda kobieta, nazbyt poważna jak na swój wiek, o przepaścistych czarnych oczach, w których trudno było uświadczyć choćby odrobiny sympatii względem mej osoby. Ujęła Blancę za ramię i odciągnęła ode mnie. – A z kim to panienka Blanca rozmawia? Panienka wie przecież, że ojciec panienki nie lubi, by panienka rozmawiała z obcymi ludźmi. – To nie jest obcy człowiek, Antonio. To mój przyjaciel David. Mój ojciec go zna. Zatkało mnie. Służąca bacznie mi się przyglądała. – David jak? – David Martín, proszę pani. Sługa uniżony. – Antonii nikt nie usługuje, Davidzie. To ona służy nam. Nieprawdaż, Antonio? To była chwila zaledwie i nikt nie mógł tego zauważyć poza mną, bo ciągle czujnie się jej przyglądałem. Antonia wpierw obrzuciła Blancę krótkim mrocznym spojrzeniem pełnym jadowitej nienawiści, które zmroziło mnie całkowicie, ale w sekundę zgasiła je potulnym uśmiechem, a następnie pokręciła głową, jakby bagatelizując rzecz całą. – Dzieciaki… – bąknęła pod nosem i zawróciła do antykwariatu, w którym już otwierano drzwi. W tym samym momencie Blanca zrobiła taki ruch, jakby chciała usiąść na schodku przy drzwiach. Nawet ja, nieokrzesany żółtodziób, wiedziałem, że jej ubranie żadną miarą nie powinno wejść w kontakt z niezbyt szlachetnymi, pokrytymi pyłem węglowym kamieniami, z których zbudowany był mój dom. Zdjąłem więc szybko swoje połatane paletko i rozłożyłem je przed nią niczym dywanik. Blanca usiadła na najlepszym z mych ubrań i westchnęła, spoglądając na ulicę i spieszących nią przechodniów. Antonia, stojąc jeszcze w drzwiach antykwariatu, nie spuszczała z nas oka, a ja udawałem, że tego nie widzę. – Mieszkasz tu? – zapytała Blanca. Wskazałem sąsiedni dom i przytaknąłem. – Ty też? Blanca spojrzała na mnie, jakby właśnie usłyszała najgłupsze pytanie w swoim krótkim życiu. – A skądże znowu. – Dzielnica ci się nie podoba? – Brzydko pachnie, ciemno tu, zimno, ludzie są brzydcy i straszny tu hałas. Do głowy by mi nie przyszło opisanie mojego dotychczasowego świata tymi słowami, ale niestety nie potrafiłem znaleźć żadnego kontrargumentu. – To po co tu przychodzisz? – Mój tata mieszka niedaleko targowiska Born. Często go odwiedzam, Antonia mnie tu przyprowadza. – A ty gdzie mieszkasz? – W dzielnicy Sarriá, z mamą. Nawet ja, biedak, słyszałem o tej dzielnicy, choć nigdy tam nie byłem. W mojej wyobraźni miejsce to jawiło się jako warowny gród z wielgachnymi domami i lipowymi alejami, z luksusowymi pojazdami, bujnymi ogrodami – świat zaludniony takimi osobami jak ta panieneczka, ale sporo starszymi. Bez wątpienia jej świat był światem pachnącym, świetlistym, owiewanym świeżutką bryzą, a jego mieszkańcy byli wytworni i cisi. – A dlaczego twój tata mieszka tutaj, a nie z wami? Blanca wzruszyła ramionami i spuściła wzrok. Temat ją chyba krępował, więc wolałem go nie drążyć. – To tylko na jakiś czas – powiedziała po chwili. – Niedługo wróci do domu. – Jasne – odparłem ze współczuciem w głosie, nie bardzo wiedząc, o czym właściwie mówimy. Jako przegrany już w chwili urodzenia zawsze skory byłem do namawiania, by pokornie godzić się z losem. – Wiesz co, nasza dzielnica nie jest taka zła, sama zobaczysz. Na Riberze da się żyć, przyzwyczaisz się. – Ale ja nie chcę się przyzwyczaić. Nie podoba mi się ta dzielnica, nie podoba mi się dom, który kupił tata. Nie mam tutaj przyjaciół. Przełknąłem ślinę. – Ja mogę być twoim przyjacielem, o ile tylko zechcesz. – A kim ty jesteś? – Jestem David Martín. – Już to mówiłeś. – Wydaje mi się, że jestem kimś, kto też nie ma przyjaciół. Blanca odwróciła się i spojrzała na mnie z ciekawością i nieufnością zarazem. – Nie lubię bawić się w chowanego ani grać w piłkę nożną – zaznaczyła. – Ja też nie lubię. Blanca uśmiechnęła się i znów wyciągnęła do mnie rękę. Tym razem dołożyłem wszelkich starań, żeby złożyć pocałunek na jej dłoni. – Lubisz baśnie? – spytała. – Najbardziej na świecie. – Znam kilka takich, których nikt nigdy nie czytał – powiedziała. – Mój tata pisze je specjalnie dla mnie. – Ja też piszę baśniowe opowieści. To znaczy wymyślam je sobie, a później uczę się ich na pamięć. Blanca zmarszczyła brwi. – No to opowiedz mi jedną z nich. – Teraz? Zaraz? Blanca przytaknęła i spojrzała na mnie wyzywająco. – Mam nadzieję, że nie będzie o księżniczkach – zagroziła. – Nienawidzę księżniczek. – No cóż, występuje w niej taka jedna księżniczka… Ale jest wredna. Twarz jej się rozpromieniła. – Jak bardzo wredna?

Tego dnia Blanca została moją pierwszą czytelniczką, słuchaczką i publicznością. Opowiedziałem, jak najlepiej umiałem, swoją pierwszą baśń o księżniczkach, czarownikach, o magii, zatrutych pocałunkach w świecie czarów i o ożywionych pałacach, które pełzały po stepach mrocznego świata niby piekielne bestie. Pod koniec opowieści, kiedy bohaterka tonęła w mroźnych wodach czarnego jeziora, trzymając w dłoni przeklętą różę, Blanca, zapomniawszy, że jest panienką z dobrego domu, uroniła łzę i szeptem wyznała, że ta opowieść jest piękna. Tym samym na zawsze przypieczętowała wybór mojej życiowej drogi. Wszystko bym oddał za to, żeby ta chwila trwała wiecznie. Padający na nas cień Antonii przywrócił mnie do szarej rzeczywistości. – Blanco, musimy już iść, ojciec panienki nie lubi, kiedy spóźniamy się na obiad. Służąca odciągnęła Blancę i kiedy prowadziła ją w dół ulicy, ja odprowadzałem ją wzrokiem, póki całkiem nie zniknęła mi z oczu, a ona na krótko przedtem pomachała mi ręką na pożegnanie. Podniosłem swoje paletko i założyłem je, czując ogarniające mnie ciepło i zapach Blanki. Uśmiechnąłem się w myślach, bo dotarło do mnie, że może i na krótko, ale po raz pierwszy w życiu byłem szczęśliwy i że skoro raz poczułem smak tej trucizny, moje życie nigdy już nie będzie takie samo. Gdy wieczorem jedliśmy zupę z pajdą chleba, ojciec przyglądał mi się bacznie. – Dziwnie inaczej wyglądasz. Coś się stało? – Nie, ojcze. Położyłem się wcześnie, żeby uciec przed dołującymi nastrojami ojca. Wyciągnąłem się w ciemnościach na łóżku, rozmyślając o Blance, o opowieściach, jakie miałem zamiar dla niej wymyślić, ale zdałem sobie w pewnym momencie sprawę, że nie mam pojęcia, gdzie mieszka ani kiedy znów będę mógł ją spotkać, i czy w ogóle taka sposobność się nadarzy. Przez następne dni szukałem Blanki. Po obiedzie, gdy mój ojciec udawał się na drzemkę albo zamykał się w pokoju, by odgrodzić się od świata i siebie samego, ja wychodziłem i ruszałem w dół dzielnicy, a potem kręciłem się po wąskich i ciemnych uliczkach otaczających aleję Born z nadzieją, że spotkam tam Blancę albo jej groźną pannę służącą. Na pamięć znałem już wszystkie zaułki, każdy cień tego labiryntu, którego ściany zdawały się napierać na siebie, zbiegać, jakby chciały się zewrzeć w plątaninę tuneli. Stare szlaki średniowiecznych cechów kreśliły siatkę korytarzy, które brały swój początek przy bazylice Santa María del Mar, by później rozwidlać się i ponownie schodzić, rozgałęziać i przecinać, tworząc splot pasaży, łuków i niemożliwych zakrętów, do których światło słoneczne docierało za dnia ledwie przez kilka minut. Skrzyżowania sygnalizowały gargulce i reliefy, tam gdzie stare pałace w ruinie sąsiadowały z budynkami wyrastającymi jeden na drugim niczym napierające na siebie skały. Wyczerpany wracałem o zmierzchu do domu, w tym samym czasie, kiedy mój ojciec się budził. Szóstego dnia, gdy już skłonny byłem uznać, że spotkanie z Blancą po prostu mi się przyśniło, poszedłem ulicą Mirallers w kierunku bocznego wejścia do bazyliki Santa María del Mar. Gęsta mgła spowiła miasto i snuła się nad brukiem ulic niczym białawy welon. Drzwi do kościoła były otwarte. W nich właśnie spostrzegłem zarys kobiecej sylwetki, a obok niej dziewczęcej postaci. Obie ubrane były w białe suknie, które chwilę później mgła przywłaszczyła sobie i przesłoniła. Pobiegłem w tamtą stronę i wpadłem do bazyliki. Prąd powietrza wciągał mgłę do wnętrza kościoła i widmowa smuga batystu płynęła nad ławkami nawy głównej rozświetlana płomykami świec. Zobaczyłem Antonię, pannę służącą klęczącą przy jednym z konfesjonałów w błagalnej i pełnej skruchy pozie. Nie miałem wątpliwości, że spowiedź tej harpii spowijały gęste opary smoły. Blanca siedziała w jednej z ław, machając nogami i błądząc oczyma po ołtarzu. Gdy podszedłem do ławy z drugiej strony, Blanca się odwróciła. Ujrzała mnie i jej twarz się rozjaśniła. Uśmiechnęła się i w jednej chwili uleciały mi z pamięci wszystkie te ponure dni, podczas których usiłowałem ją odnaleźć. Usiadłem obok niej. – Co ty tutaj robisz? – spytała. – Przyszedłem na mszę – wymyśliłem na chybcika. – O tej porze nie ma mszy – zaśmiała się. Nie chciałem jej okłamywać, więc spuściłem wzrok. Obyło się bez słów. – Ja też stęskniłam się za tobą – wyznała. – Myślałam, że o mnie zapomniałeś. Pokręciłem głową. Atmosfera szeptów i mgieł dodała mi skrzydeł, więc zebrałem się na odwagę, by głośno wypowiedzieć jedno z tych wyznań, które układałem w swych opowieściach pełnych magii i bohaterstwa. – To niemożliwe, bym mógł cię zapomnieć. Te słowa brzmiały pewnie niepoważnie i komicznie, tym bardziej w ustach ośmioletniego chłopaka, który być może nawet nie wiedział, co mówi, ale powiedziałem to, co czułem. Blanca spojrzała na mnie z dziwnym smutkiem, niepojętym zupełnie w tych dziewczęcych oczach, i mocno ścisnęła moją dłoń. – Przyrzeknij, że nigdy o mnie nie zapomnisz. Antonia, panna służąca, najwyraźniej wolna już od grzechu wszelakiego i gotowa do recydywy, stanęła przy naszej ławie, spoglądając na nas z nieukrywaną niechęcią. – Proszę panienki? Blanca ciągle patrzyła mi w oczy. – Przyrzeknij. – Przyrzekam. I znowu panna służąca zabrała mi moją jedyną przyja­ciółkę. Patrzyłem, jak oddalają się główną nawą bazyliki i znikają w drzwiach wychodzących na aleję Born. Tym razem jednak moją melancholię osładzała szczypta przebiegłości. Coś mi mówiło, że panna służąca jest wrażliwego sumienia, co zmusza ją, celem jego podreperowania, do częstych wizyt w konfesjonale. Dzwony bazyliki wybiły czwartą, a w mojej głowie zaczął kiełkować pewien plan. Od tego dnia codziennie za piętnaście czwarta stawiałem się w kościele Santa María del Mar i siadałem w jednej z ław nieopodal konfesjonałów. Minęło zaledwie kilka dni, gdy znów zobaczyłem je obie. Odczekałem chwilę, by służąca uklękła przy konfesjonale, i podszedłem do Blanki. – Co drugi dzień o czwartej – przekazała mi szeptem informację. Nie chciałem tracić ani chwili, więc ująłem jej dłoń i ruszyliśmy na spacer po bazylice. Przygotowałem dla niej opowieść, która toczyła się właśnie tu, wśród tych kolumn i kaplic, i kończyła się walką pomiędzy złym duchem z popiołu i krwi a bohaterskim rycerzem, odbywającą się w krypcie pod ołtarzem. Miał to być pierwszy odcinek tasiemcowej powieści pod tytułem Widma katedry pełnej przygód, strachów i romansów, w każdym najdrobniejszym szczególe wymyślonej dla Blanki. To dzieło w swym debiutanckim zadufaniu uznawałem za szczytowe osiągnięcie literackie. Ostatnie zdania odcinka udało mi się wypowiedzieć, kiedy dochodziliśmy już do konfesjonału, od którego służąca właśnie wstawała. Tym razem mnie nie zauważyła, zdążyłem bowiem schować się za kolumną. Przez dwa tygodnie co drugi dzień spotykałem się z Blancą w bazylice. Dzieliliśmy się przeróżnymi historiami, zwierzaliśmy się sobie z dziecięcych marzeń, podczas gdy służąca katowała księdza drobiazgowym wyliczaniem swoich grzechów.

Carlos Ruiz Zafón. 'Miasto z mgły', Wydawnictwo: MUZA S.A. Carlos Ruiz Zafón. \"Miasto z mgły\", Wydawnictwo: MUZA S.A.

  1. Kultura

Rodzinnie przed ekranem - filmowa majówka z Nowymi Horyzontami VOD

(Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Majówka z Nowymi Horyzontami VOD to nasza propozycja na nadchodzący długi weekend. Na każdy dzień platforma przygotowała filmowe atrakcje dla całej rodziny - zarówno dla młodszych, jak i starszych widzów. 

Małe, duże, nuklearne, wielopokoleniowe, patchworkowe. Każda rodzina znajdzie coś dla siebie w ofercie NH VOD. W ramach majówki zespoły festiwali Nowe Horyzonty i Kino Dzieci połączyły siły, wybierając zestawy tytułów, które zebrano w blokach tematycznych. Każdemu dniu majówki przyświeca specjalne hasło, a za nim idą znakomite filmy – jeden skierowany do młodego widza, drugi dla dorosłego. Przygotowując cały plan inspirowano się staropolskim zwyczajem oglądania filmów w układzie „najpierw wieczorynka, później propozycja dla dorosłych”. Oczywiście, wieczorynkę można oglądać o dowolnej porze.

Sobota, 1 maja: Międzypokoleniowe starcia

Starsi nie rozumieją młodszych, a młodsi nie chcą zrozumieć starszych – to punkt wyjścia. Więcej zrozumienia pomiędzy obiema stronami – to efekt, jaki można uzyskać po seansach filmów z propozycji na pierwszy dzień majówki.

"Sekrety morza", reż. Tomm Moore – nominowana do Oscara, ponadczasowa i ponadpokoleniowa baśń z Irlandii, która przypomina o potędze wyobraźni i jeszcze większej sile rodzinnej miłości. Sekrety morza to także powrót do tradycyjnej, ręcznej animacji, co zdecydowanie odróżnia film od wszechobecnej w dzisiejszym kinie ponurej, cyfrowej technologii 3D.

https://www.youtube.com/watch?v=7Lj-vqlmiAY

"Toni Erdmann", reż. Maren Ade – obsypana nagrodami, przewrotna, pełna niepoprawnego humoru historia relacji między śmiertelnie poważną trzydziestolatką a jej bujającym w obłokach ojcem. Dużo śmiechu, jeszcze więcej wzruszeń.

https://www.youtube.com/watch?v=VwinzcBGqYw

Niedziela, 2 maja: Zwierzęta mają głos

Dziś celebrujemy uczucia międzygatunkowe i przypominamy o tym, że nasi czworonożni, płetwiaści lub skrzydlaci przyjaciele są pełnoprawnymi członkami rodziny.

"Jakub, Mimmi i gadające psy", reż. Edmunds Jansons – tytułowi bohaterowie to para rezolutnych dzieciaków, która staje w obronie swojego ulubionego parku, będącego łakomym kąskiem dla bezwzględnego inwestora. W walce o zachowanie „zielonych płuc” miasta pomaga im gang gadających psów. Cała animacja została przepięknie wykonana za pomocą metody „cut-out”.

https://www.youtube.com/watch?v=ELO_pE0-VmQ

"Serce psa", reż. Laurie Anderson – zaskakujący, nowatorski hołd dla męża autorki, Lou Reeda, i ukochanej terierki Lolabelle. Mnóstwo świetnej muzyki, nowojorskich pejzaży oraz małych-wielkich przemyśleń o blaskach i cieniach naszego życia.

https://www.youtube.com/watch?v=0filyleqHGo

Poniedziałek, 3 maja: Girl Power

Dziewczyny u sterów! Dzień zaczynamy patriotycznie – wspólnie z Basią, jedną z najpopularniejszych bohaterek z polskiej animacji, a później zapraszamy na pokład legendarnego jachtu Maiden, dowodzonego przez załogę nieustraszonych kobiet.

"Basia", "Basia 2" i "Basia 3", reż. Marcin Wasilewski, Łukasz Kacprowicz – tytułowa Basia to wyjątkowo rezolutna pięciolatka, dobrze znana wielbicielom książek Zofii Staneckiej i Marianny Oklejak. Każdy odcinek uczy dzieci czegoś o dorosłych, ale i dorosłych czegoś o dzieciach.

https://www.youtube.com/watch?v=fLS_0l5O9U4

"Maiden", reż. Alex Holmes – trzymająca w napięciu – niczym rasowy thriller – opowieść o grupie upartych, odważnych i niezależnych kobiet, które stworzyły pierwszą w historii żeńską załogę startującą w prestiżowych i ekstremalnie niebezpiecznych regatach Whitbread Round the World Race.

https://www.youtube.com/watch?v=I98hJiZRQyM

Aby wziąć udział w majówce z Nowymi Horyzontami, wystarczy założyć konto na nowehoryzonty.pl/vod i wykupić dostęp do filmów (pojedyncze dostępy zaczynają się już od 7,90 zł). Można też zakupić pakiet dostępów za jedyne 49 zł (w pakiecie mieści się aż 15 filmów oznaczonych promocją) – wówczas uzyskujemy dostęp do wszystkich majówkowych propozycji. Każdy z zaproponowanych filmów można oglądać o dowolnej porze dnia (i nocy).

  1. Kultura

O kobiecej duszy i poszukiwaniu nowego sensu – nowa książka Grażyny Jagielskiej

Zobacz galerię 4 Zdjęć
Kameralna, do bólu prawdziwa, pełna ironii i subtelnego humoru opowieść o poszukiwaniu wolności i sensu, która rozbiera na czynniki pierwsze kobiecą duszę. „Wszystkie moje domy” Grażyny Jagielskiej to świetnie napisana historia o budowaniu życia na nowo.

Kameralna, do bólu prawdziwa, pełna ironii i subtelnego humoru opowieść o poszukiwaniu wolności i sensu, która rozbiera na czynniki pierwsze kobiecą duszę. „Wszystkie moje domy” Grażyny Jagielskiej to świetnie napisana historia o budowaniu życia na nowo.

„Odchodząc z domu, zabrał, ile zdołał: świadectwo maturalne, płyty ojca i cały sok pomarańczowy z lodówki. Gitara już teraz obijała mu się̨ o nogi. Pomyślałam: od- prowadzam wzrokiem tego, który zwraca mi wolność́” — rozpoczyna swoją powieść Grażyna Jagielska. Koniec przychodzi często niepostrzeżenie i w mgnieniu oka kruszy fundamenty, na których oparliśmy naszą rzeczywistość. Tak też się dzieje w życiu głównej bohaterki „Wszystkich moich domów”, której dwójka synów opuszcza gniazdo rodzinne, a mąż przechodzi na emeryturę. W obliczu nadchodzących zmian ona sama postanawia sprzedać dom i pozbyć się większości starych przedmiotów. Zostawia dla siebie maszynę do pisania i mocne postanowienie, że znajdzie własny pokój, w którym będzie mogła wreszcie robić to, o czym zawsze marzyła: pisać.

Kolejne przeprowadzki i próby odnalezienia spokojnej przystani dla niej i dla męża spełzają na niczym, a pragnienie zalepienia pustki po starym życiu duchowością i kontaktem z naturą kończą się sromotną porażką. Jednakże ta podróż przez wszystkie nowe przestrzenie i domy staje się też formą terapii: możliwością skonfrontowania się z tym, co wyparte, przyjrzenia się sobie i relacji z mężem (opartej na tradycyjnym podziale ról, w której to ona poświęciła kiedyś wszystko dla swojej rodziny). Kiedy drzwi do przeszłości zostają zamknięte z hukiem, otwierają się nowe, które po wielu latach ciemności, oświetlają w końcu niewypowiedziane wcześniej pretensje, żale i tęsknoty. Lekarstwem staje się zakotwiczenie w codzienności, a także udomowienie nowej rzeczywistości za pomocą ciepła, czułości i poczucia humoru.

Grażyna Jagielska (fot. materiał partnera) Grażyna Jagielska (fot. materiał partnera)

Grażyna Jagielska, świetna pisarka, tłumaczka i autorka doskonale przyjętych przez krytyków i czytelników bestsellerów, w swojej nowej powieści eksploruje mikrokosmos kobiecych emocji, tęsknot i wspomnień. „Wszystkie moje domy” to z pozoru spokojna i pozbawiona fajerwerków powieść, która w subtelnościach i niedopowiedzeniach skrywa kobiecy wszechświat: gęsty, wielowarstwowy, pełen ciemności i blasku, co zbliża ją do niektórych książek włoskiej pisarki Eleny Ferrante. To opowieść o stracie, która jest wyzwoleniem i o domu, który każdy z nas nosi w sobie. „Wszystkie moje domy” jest pozycją obowiązkową dla każdej kobiety, zostawiającej za sobą trudną przeszłość i otwierającej się na nowe.

 

  1. Kultura

"Co jest wstydliwego w naszej seksualności?" O nowym polskim serialu dla Netflixa rozmawiamy z Małgorzatą Foremniak

Małgorzata Foremniak, fot. materiały prasowe Netflix
Małgorzata Foremniak, fot. materiały prasowe Netflix
Zobacz galerię 3 Zdjęć
"Sexify" to najnowsze dzieło polskich twórców - Kaliny Alabrudzińskiej i Piotra Domalewskiego. Opowiada historię trzech przyjaciółek, które wspólnymi siłami starają się stworzyć wyjątkową aplikację mającą pomóc zaspokoić i zrozumieć potrzeby seksualne rówieśników - przede wszystkim dziewcząt i kobiet. Każda z nich to inna historia, inne problemy i poszukiwanie odpowiedzi na to, co wiąże się z własną seksualnością. 

W tej drodze, którą dziewczyny podjęły pomaga im m.in. matka jednej z nich - Joanna, która stara się przekonać dziewczyny do tego, że odnajdowanie w sobie kobiecości, świadomości własnych potrzeb i upodobań to nie tylko klucz do udanego życia seksualnego, ale przede wszystkim zrozumienie siebie samej i akceptacja własnych pragnień i wyborów życiowych. W rolę Joanny wcieliła się znana polska aktorka - Małgorzata Foremniak, którą zapytaliśmy o to, o czym tak naprawdę opowiada "Sexify".

fot. materiały prasowe Netflix fot. materiały prasowe Netflix

„Sexify” to opowieść o trzech dziewczynach, które decydują się stworzyć innowacyjną aplikację pozwalającą odkrywać i zaspokajać seksualne potrzeby – zwłaszcza kobiet. Czy serial, który tak wiele mówi o odkrywaniu kobiecej siły oraz własnej seksualności jest potrzebny, zwłaszcza że tak wiele mówi się, że jest to nadal temat pomijany, na punkcie którym kobiety są dyskryminowane? MF:  Pomysł głównych bohaterek na aplikację  może stać się bardzo  pomocny w poszukiwaniu własnej seksualności. Joanna – postać, którą gram, uczy w swojej Akademii Uważności, aby kobiety odkrywały same siebie jak mapę. Nie tylko mapę ciała, ale także mapę emocji, potrzeb, wrażliwości, bo są to obszary dla wielu kobiet wciąż nieznane.

Kiedyś o sprawach tak intymnych, zwłaszcza w kontekście osiągania przyjemności seksualnej przez kobiety nie mówiło się wcale bądź w znikomym stopniu. Kobiety nie miały zbyt wielu możliwości poznania, zrozumienia tego, co dzieje się z ich ciałem, co daje im satysfakcję seksualną. Czy dalej jest to temat kontrowersyjny, czy miała Pani poczucie, że bierze udział w kontrowersyjnym serialu? MF: Nie miałam takiego poczucia. To dobrze, że taki serial powstał. Z jednej strony żyjemy w świecie przepełnionym technologią, przesiąkamy nią. Z drugiej, często ta technologia odcina nas od prawdziwych siebie. Zapominamy w tym pędzie o naszych potrzebach, o potrzebach naszego ciała, o naszych uczuciach. Przewrotne jest to, że aplikacja którą tworzą bohaterki może pomoc kobietom przybliżyć się do ich wewnętrznego świata poprzez odkrywanie swojej  prawdziwej natury.

Czy "Sexify" może wpłynąć np. na zmianę patrzenia na potrzebę edukacji seksualnej w Polsce? MF: Może nie tyle edukacji, co myślenia o seksualności. Wbrew pozorom serialowa rozrywka może być dobrym źródłem spojrzenia na ten temat z rożnej perspektywy. Mówienie o seksualności jest bardzo ważne dla każdego młodego człowieka, który wkracza w dorosłość. "Sexify" swoją formą w naturalny i życiowy sposób może otworzyć pole do rozmowy czy refleksji.

W serialu gra Pani Joannę, matkę Moniki, która przeżywa dość ciężki okres w życiu, pomimo młodego wieku. Co okazało się największym wyzwaniem podczas tworzenia postaci Joanny? MF: Wyzwaniem to za dużo powiedziane, ale pewną trudność stanowił dla mnie wątek kursu Akademii Uważności, którą prowadzi moja postać. Nie chciałam przekraczać pewnych granic. Zastanawialiśmy się wspólnie, jak to zrobić, żeby to było ciepłe, organiczne, przyjazne. Chciałam, żeby te sceny były lekkie, bo w lekkości więcej widzimy, więcej możemy. Mam nadzieje, że tak się stało.

fot. materiały prasowe Netflix fot. materiały prasowe Netflix

Serial "Sexify" będzie dostępny na platformie Netflix od 28 kwietnia 2021 r.