1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Gra o tron: już 17 lipca polska premiera kolejnego sezonu!

Gra o tron: już 17 lipca polska premiera kolejnego sezonu!

</a> fot. materiały prasowe HBO Polska
fot. materiały prasowe HBO Polska
Nie dajcie się zmylić rycerzom, smokom i średniowiecznym realiom. „Gra o tron”, choć wygląda jak baśń, celniej ukazuje otaczającą nas rzeczywistość niż niejeden reportaż. Fanów serialu nie trzeba przekonywać, że to nie tylko rozrywka na najwyższym poziomie, ale też filozoficzna przypowieść o życiu, a nawet terapia na ekranie. Komu sześć sezonów przeleciało koło nosa, ma jeszcze czas nadrobić zaległości, przed premierą kolejnego w lipcu. Dlaczego warto w ogóle zawracać sobie tym głowę?

fot. materiały prasowe HBO Polska fot. materiały prasowe HBO Polska

Premiera nowego sezonu ulubionego serialu to jak powrót do domu z długiej podróży. W tym wypadku dom wprawdzie jest zacny, ale w ruinie. Do tego jego prawowity właściciel zmarł, a właściwie został zamordowany. Rodzina kłóci się o schedę, nie przebierając w środkach. Połowa krewnych wyeliminowała się wzajemnie, pozostałym nie warto ufać – a jednak ciągnie cię do nich jak do swoich.

„Gra o tron” opowiada o swoich. Ludziach takich jak my, choć odzianych w długie suknie oraz zbroje. Mimo talentów i dobrego urodzenia nie radzą sobie w nieprzewidywalnym świecie. Opowiada też o rodzinie, a właściwie rodzinach – z pogmatwanymi relacjami, sympatiami i animozjami. Pełno tu konfliktów między jej członkami, ale też konfliktów wewnętrznych, gdyż bohaterowie często są stawiani przed trudnymi wyborami. Możemy im współczuć, możemy ich podziwiać, możemy cieszyć się z ich niepowodzeń lub odnaleźć siebie w ich losie czy postawie.

Fikcyjnej krainie Westeros jest całkiem blisko do podzielonej Unii Europejskiej, obawiającej się najazdu uchodźców w podobnym stopniu co serialowi bohaterowie obawiają się hord Dzikich Ludzi zza Wielkiego Muru, ale przede wszystkim inwazji Innych – skutych lodem, niezniszczalnych żywych trupów. Widmo zniszczenia Westeros przez tę nieludzką armię to odbicie apokaliptycznych lęków współczesnego człowieka. Ale to nie wszystko, co „Gra o tron” ma do zaoferowania.

– Zawsze uważałam, że ten serial jest o wszystkim: o władzy, życiu, śmierci, miłości, przyjaźni, odwadze, namiętności, zbrodni, wierze… Łączy też w sobie wiele gatunków – jest kryminałem, filmem fantasy, horrorem, dramatem, a czasem też komedią – wyjaśnia Lidia Rudzińska-Sierakowska, kulturoznawczyni i filmoznawczyni, która na Uniwersytecie SWPS prowadzi zajęcia o serialach nowej generacji.

„Grę o tron” możemy oglądać jako sagę kilku rodów, opowieść o walce o władzę albo pełen przygód serial fantasy, w którym są rycerze i smoki. Może nas przyciągać jej realizm i brutalność czy zachwyt nad możliwościami kinematografii. Ale możemy też dostrzec w niej skomplikowane studium charakterów, wykładnię światowej polityki, lustro naszych problemów, traum i lęków.

– Moim zdaniem głównym rdzeniem tego serialu jest śmierć – mówi Lidia Rudzińska-Sierakowska. – Gdyby nie niewyjaśniona śmierć Namiestnika, od której zaczyna się akcja, nie zawiązałaby się cała intryga i wojna. Śmierć przewija się przez wszystkie najważniejsze wątki serialu – każdy rozwija się i kończy śmiercią – i jest bardzo demokratyczna: giną zarówno źli, jak i dobrzy, drugoplanowe postaci, jak i główni bohaterowie, co wywołuje szok oraz niedowierzanie u przywiązanego do nich widza.

Bezkompromisowość twórców, którzy w ukazywaniu prawdy o naturze ludzkiej nie cofną się przed żadną świętością i nie chowają za żadnym tabu, przyciąga przed ekrany miliony i sprawia, że „Gra o tron” wymyka się wszelkiej klasyfikacji.

Doskonała rozrywka

– Mamy tu wszystko, co przywiązuje widza: seks, przemoc, intrygę i bardzo dobrze skonstruowane postaci – mówi Martyna Harland, psycholożka i autorka projektu Filmoterapia.pl. Jej zdaniem to właśnie bohaterowie powodują tak duże zaangażowanie widza. – Każdy z nas może utożsamić się mniej lub bardziej z wybraną postacią. Do tego, jak w każdym serialu, częstsze i dłuższe obcowanie z bohaterami przywiązuje nas do nich emocjonalnie.

Istotną częścią „Gry o tron” jest też suspens. Ma utrzymać widza w napięciu albo zaskoczyć nieoczekiwanym zwrotem akcji. Wystarczy wspomnieć jeden z odcinków drugiego sezonu pt. „Krwawe gody”, który w kilkanaście godzin od emisji obejrzało ponad milion internautów i który u widzów nieznających treści literackiego pierwowzoru wywołał tak wielki szok i niedowierzanie, że jego odbiór w mediach społecznościowych przeszedł już do historii. – Suspens działa jeszcze lepiej w serialu niż w filmie, bo mamy chwilę na refleksję między jednym odcinkiem a drugim – tłumaczy Martyna Harland. – Poza tym wszyscy czujemy potrzebę domknięcia poznawczego, chcemy uzyskać jak najszybszą odpowiedź na interesujący nas temat. Dlatego jesteśmy tak ciekawi kolejnego odcinka.

Lidia Rudzińska-Sierakowska potwierdza, że „Gra o tron” to rozrywka najwyższej jakości. – To nie tylko serial, który ma wszystko, ale też serial, który jest o wszystkim i dlatego jest dla każdego – mówi. – Może być to jego wadą, bo jeżeli coś jest dla każdego, to znaczy, że nie trzeba żadnych kompetencji, by to przyswoić. Ale może być też zaletą – każdy, kto go obejrzy, będzie się dobrze bawił, bo każdy znajdzie w nim coś dla siebie. To od nas zależy, na jaki wątek zwrócimy uwagę, jakie tropy w nim znajdziemy.

Poza tym „Gra o tron” jednoczy. – Już dawno nie było serialu, o którym każdy mógłby porozmawiać praktycznie w każdym towarzystwie i w każdym miejscu na świecie – zauważa Lidia Rudzińska-Sierakowska.

Seans terapeutyczny

Martyna Harland, która filmy wykorzystuje w pracy psychologa, proponuje, by „Grę o tron” potraktować szerzej – jako narzędzie terapeutyczne służące do przyjrzenia się sobie i własnym problemom. – Warto zatrzymać się na chwilę w biegu i zastanowić nad tym, co i kto szczególnie porusza mnie w tym serialu. Kto jest „moim” bohaterem – tłumaczy.

Jest to o tyle proste, że poprzez mechanizm projekcji przypisujemy postaciom własne emocje i uczucia. A to, na co zwracamy uwagę w serialu, może być cenną wskazówką rozwojową. Zastanówmy się zatem: Jaki wątek, czyja historia najbardziej mnie porusza? Z którym bohaterem się identyfikuję, a który mnie irytuje?

Wśród tematów i tropów są problemy dużego kalibru. Bycie „czarną owcą” w rodzinie, pogardzaną i odsuwaną na bok, zakazana lub nieszczęśliwa miłość, trauma, zemsta, kazirodztwo, kalectwo, przemoc domowa, szaleństwo, ale przede wszystkim śmierć bliskich i bardzo silnie akcentowane wybijanie się na niezależność kobiet. – Zwłaszcza ostatni sezon „Gry” był bardzo ciekawy pod kątem wątków kobiecych – mówi Martyna Harland. – Kobiety zdecydowanie przewyższają męskich graczy siłą, odwagą i inteligencją.

Wśród najciekawszych charakterologicznie i terapeutycznie postaci, w których możemy się przejrzeć jako widzowie, psycholożka wymienia królową Cersei Lannister. – „Kiedy bierzesz udział w grze o tron, zwyciężasz lub giniesz” – stwierdza bohaterka w pierwszym sezonie. Sama przez lata rządząca z tylnego siedzenia, została wreszcie ukoronowana. Stało się to w momencie, kiedy straciła to, co było dla niej najważniejsze – rodzinę. Ale ona nie poddaje się nigdy – analizuje Martyna Harland.

Kolejna bohaterka – Arya Stark. Mimo młodego wieku, wyruszyła w nieznany jej świat bez lęku. – Oślepiona i wyrzucona na ulicę, podniosła się i nauczyła podejmować rozważne decyzje. Do tego nie zapomniała, kim jest i skąd pochodzi oraz co jest jej życiowym celem – twierdzi psycholożka.

Jest wreszcie Daenerys, Matka Smoków, która do świadomości swojej siły musiała dorosnąć. – Wydaje się idealną władczynią, ale jest zmienna, nigdy nie wiadomo, jaki będzie miała nastrój. Jej reakcje i decyzje pozostają wielką niewiadomą – tłumaczy Martyna Harland. – Bierze, co chce, siłą i z łatwością usprawiedliwia swoje działania. Pytanie, czy zamieni się we własnego ojca, Aerysa Targaryena, zwanego Szalonym Królem.

I najciekawsza pod kątem przemiany psychologicznej Sansa Stark. – Poznajemy ją jako naiwną dziewczynkę, wraz z rozwojem serialu dorasta i staje się mocną kobietą. Po tym, co przeszła w Królewskiej Przystani czy w komnatach swojego męża Ramsaya, stała się jedną z najsilniejszych bohaterek. Wychodzi z życiowego kryzysu zwycięsko – zauważa psycholożka.

Na wątek kobiecych bohaterek zwraca też uwagę Lidia Rudzińska-Sierakowska: – Ten serial jest tak naprawdę o wyzwalaniu się kobiet, zjawisku, jakie możemy też zaobserwować współcześnie. Wszystkie główne postaci kobiece miały podobną historię. Z dziewczynek wyrosły na kobiety starające się odnaleźć w męskim świecie, by w końcu ten świat zniszczyć i budować na swoich zasadach. Daenerys musiała się wyzwolić z niewoli w khalasarze i zrobiła to popisowo. Arya przez kilka sezonów dążyła do tego, by się dostosować, a nagle mówi: „Nie, jestem Arya Stark, mam swoje imię”. Mamy też Cersei, zawsze silną, ale do tej pory stojącą w cieniu mężczyn – ojca, męża, brata czy syna. Sansa z mdłej trzpiotki staje się tą, która wygrywa wielką bitwę. No i wreszcie Brienne z Tarsu – jedyna kobieta wierna zasadom rycerskości. Nawet pomniejsze postaci kobiece są tu wyzwolone – jak Asha Greyjoy z Żelaznych Wysp czy wojowniczki z Dorne.

Do głosu dochodzą też pomijani i poniżani, jak Tyrion, karzeł, którego praktycznie wyrzekł się własny ojciec, Jon Snow – żyjący z łatką bękarta czy Samwell Tarly, który w świecie promującym siłę fizyczną wreszcie zaczyna rozdawać karty dzięki swojej wiedzy i oczytaniu. Scenarzyści fundują zbiorową terapię na ekranie wszystkim, którzy uważają się za innych, odmiennych, niepasujących do dzisiejszego świata.

Filozoficzna prawda

Elio M. Garcia i Linda Antonson we wstępie do pracy zbiorowej pt. „Gra o tron i filozofia” (wyd. Editio) zwracają uwagę na jeszcze jeden poziom, na jakim możemy odbierać ten film – filozoficzno-moralny. Twierdzą, że George’owi R.R. Martinowi, autorowi „Pieśni Lodu i Ognia”, na podstawie której powstał serial, udało się stworzyć dzieło wprawdzie silnie inspirowane kanonem literatury fantasy, ale jednak ze wszech miar oryginalne.

Do tej pory literatura gatunku opierała się na prostym podziale – protagonista był dobry i szlachetny, a antagonista – klasycznyn szwarccharakterem. Martin złamał tę konwencję, zaludniając świat Westeros bohaterami dwuznacznymi moralnie, którzy w pewnych sytuacjach są skłonni działać szlachetnie, a w innych robić rzeczy nikczemne. Skupił się na psychologicznej charakterystyce postaci, ukazując złożoność ich relacji i uczuć – i to właśnie zyskało mu rzesze wiernych czytelników.

Świat ukazany w „Grze o tron” nie jest idealny, ale prawdziwy aż do bólu. Nie ma tu miejsca na puste frazesy i deklarowane jedynie, a nie praktykowane postawy. Dlatego też jednym z tematów, z którymi mierzy się „Gra o tron”, jest rycerskość – podręcznikowa definicja postawy krystalicznej moralnie. Świat Westeros aż roi się od rycerzy, a jednak jest to świat brutalny i głęboko niesprawiedliwy. Rycerze łamią dane słowo, nie szanują kobiet i nie są wcale wierni swojemu władcy. Sansę Stark, wychowaną na pieśniach chwalących rycerskie czyny, dorosłe życie uczy, że mają się one nijak do rzeczywistości. Osobą, która prawdziwie przestrzega kanonu tego „fachu”, jest jedynie Brienne, kobieta rycerz, wyśmiewana zresztą przez resztę rycerskiej braci i co chwila napotykająca trudności w zastosowaniu zasad rycerskich w życiu.

Rycerskość w swoim założeniu nie przystaje do realnego świata – ani tego średniowiecznego, ani tym bardziej naszego, ale nie dlatego, że jest zbyt idealistyczna, tylko dlatego że przyzwala na pewną dyskryminację. Zakłada ochronę słabszych, co oznacza, że uznaje już sam fakt istnienia słabszych i silniejszych, a na dodatek tych słabszych utrzymuje w roli wiecznych ofiar, którym trzeba pomagać. Gloryfikując kobietę i stawiając ją na piedestale, tak naprawdę umieszcza ją w czymś w rodzaju więzienia. Stacey Goguen, autorka jednego z artykułów w tomie „Gra o tron a filozofia”, ujmuje to jeszcze bardziej dobitnie: „średniowieczne rycerstwo było homofobiczne, seksistowskie, klasowe, pełne uprzedzeń do osób niepełnosprawnych i prawdopodobnie także rasistowskie”. George R.R. Martin daje na to mnóstwo przykładów, rozwiewając pokutujący od stuleci mit rycerskości jako najwyższego kodeksu moralnego. Dziś prawdziwych rycerzy już nie ma. I bardzo dobrze – zdaje się mówić Martin. Jego saga i serial są antyrycerskie, ale za to bardzo proczłowiecze.

Zwycięzca jest jeden

„Winter is coming”(zima nadchodzi) – to zawołanie rodu Starków, oznaczające konieczność bycia gotowym nie tylko na srogie warunki atmosferyczne, ale i zagrożenie zza Wielkiego Muru, co roku zwiastowało początek kolejnego sezonu serialu. Tym razem zima pierwszy raz przyjdzie latem – premiera serialu jest bowiem zapowiedziana na 16 lipca. Siódmy sezon będzie wyjątkowy nie tylko ze względu na nietypowy start, ale też dlatego, że jako widzowie jesteśmy w momencie przełomowym – serial wreszcie wykracza poza swój książkowy pierwowzór. – Co oznacza, że z jednej strony ci, którzy przeczytali „Pieśń Lodu i Ognia”, będą mieli dodatkową przyjemność z oglądania serialu, bo nie znają ciągu dalszego historii, z drugiej strony budzi to niepewność, czy scenariusz dorówna książce – zastanawia się Lidia Rudzińska-Sierakowska. – Czy twórcy zdecydują się tak bez skrupułów uśmiercać główne postacie, jak robił to George R.R. Martin, nazywany z tego powodu seryjnym mordercą? W końcu zainteresowanie poszczególnymi postaciami generuje wielkie zyski. Wierni fani wiedzą, że w „Grze o tron” nie można się do nikogo przyzwyczajać. Ale może i w tej kwestii nowy sezon nas czymś zaskoczy…

Producenci podsycają zainteresowanie, co chwilę wrzucając do Internetu nową informację na temat obsady czy rozwoju jednego z ważniejszych wątków, ale też ciekawostki, jak ta, że gościnnie pojawi się idol nastolatek muzyk Ed Sheeran. Najnowszy zwiastun sezonu jest też najbardziej tajemniczy z dotychczasowych – na placu boju o tron wydaje się pozostawać trójka bohaterów: bezwzględna i przebiegła Cersei, empatyczna, ale nieugięta Daenerys i Jon, obdarzony wprawdzie małą wiarą w siebie, ale jednocześnie ogromnym talentem przywódczym. Kto wygra ostateczną rozgrywkę, dowiemy się dopiero w ósmym sezonie, ale Internet już huczy od domysłów. Sam George R.R. Martin powiedział kiedyś, że jest tam tyle teorii na ten temat, że na pewno ktoś już odgadł zakończenie.

– Mnie osobiście jest najbliżej do takiej teorii, która mówi, że nie będzie jednego władcy – wyznaje Lidia Rudzińska-Sierakowska. – Mamy trzy smoki, musi być więc troje jeźdźców. Obstawiam wielki powrót Targaryenów i rozproszenie władzy – wątpię, by w całości objęła ją Daenerys. Pamiętajmy jednak, że zbliża się zima, a wraz z nią apokalipsa, czyli fala zombie – Innych zza Wielkiego Muru. Może się okazać, że to, kto zasiądzie na tronie, będzie sprawą drugorzędną.

Pozostaje jeszcze jedna kwestia – czy zakończenie serialu będzie pokrywało się z rozwojem wypadków w dalszych tomach sagi, nadal nieopublikowanych, a może i jeszcze nienapisanych. Swoją drogą wielu fanów powątpiewa, czy zajęty tworzeniem scenariusza i bywaniem na premierach Martin znajdzie w ogóle czas na dopisanie końca. Inni twierdzą, że ostatnie tomy sagi już dawno leżą w sejfie i opóźnienie ich premiery to celowa strategia producentów, by dodatkowo zwiększyć zainteresowanie serialem.

Jaka jest prawda? Nie wiadomo. I to jest najlepsze. Bo prawdziwa gra toczy się między największym demiurgiem tego fikcyjnego świata – George’em R.R. Martinem a czytelnikami i widzami. Niedopowiedzenia, tajemnice i teorie spiskowe tylko podnoszą temperaturę. Jak widać, najgenialniejszym władcą, najbardziej skomplikowaną postacią i największym zwycięzcą w tej grze jest właśnie on – autor!

Świat w miniaturze

„Gra o tron” ma skomplikowaną fabułę z ok. 150 wybijającymi się bohaterami. Akcja osadzona jest w Westeros – fantastycznej krainie, przypominającej trochę średniowieczną Europę. Po obaleniu szalonego króla Aerysa z rodu Targaryenów, aby zachować jedność królestwa – na tronie zasiada Robert Baratheon, jeden z przywódców rebelii. Chcąc mieć sprzymierzeńca w potężnym Tywinie Lannisterze, bierze za żonę jego córkę, Cersei. Robert, nieszczęśliwy w małżeństwie i nadmiarowo korzystający z uroków życia, po latach staje się karykaturą rycerza, którym był. Do tego w podejrzanych okolicznościach ginie jego Namiestnik. Wyjaśnienie tej zagadki i wakat król oferuje swojemu wiernemu kompanowi z czasów rebelii – Nedowi Starkowi. Kiedy w podejrzanych okolicznościach ginie także Robert, Ned zaczyna podejrzewać spisek. Na dodatek zdobywa dowody, że dzieci Cersei wcale nie są potomkami Roberta. Z kolei tysiące mil dalej dorasta w ukryciu ocalałe rodzeństwo: Viserys i Daenerys, prawowici potomkowie Targaryena, którzy chcą odzyskać tron ojca. Ostatecznie na Żelazny Tron Siedmiu Królestw Westeros zaczyna sobie ostrzyć zęby 9 rodów: Lannisterowie, Baratheonowie, Starkowie, Targaryenowie, Tully’owie, Arryonowie, Martellowie, Greyjoyowie i Tyrellowie. Tak zaczyna się walka, a właściwie – jak mówi tytuł – gra o tron Westeros. Gra, w której liczy się nie tyle siła, co przebiegłość, nie tyle mądrość, co spryt. Gra, w której nie wolno mierzyć przeciwnika swoją miarą i niewolniczo trzymać się zasad. Tu wszystko się może zdarzyć – największy sojusznik może wbić ci nóż w plecy, a najzacieklejszy wróg podać rękę – gdy będzie miał w tym interes. To świat, w którym możesz liczyć tylko na siebie i na swoją rodzinę, no i odrobinę magii.

 

Kto zasiądzie na Tronie?

To nie tylko pytanie o zakończenie sagi, ale też o to, jaki typ władcy i rodzaj sprawowania władzy my sami wybieramy. Nieliczący się z nikim despota, schlebiający ogółowi populista, mistrz politycznej strategii i rozgrywek czy mądry i sprawiedliwy mąż stanu, ale niepotrafiący odnaleźć się w sieci intryg? George R.R. Martin na kartach swojej książki zilustrował każdą z tych postaci i doktryn, odwołując się w tym do myśli politycznej wielu historyków i filozofów. Na przykład Thomasa Hobbesa, angielskiego humanisty, według którego trzeba robić wszystko, by uniknąć wojny, nawet za cenę godzenia się na sadyzm władcy czy mijanie się z prawdą. Z kolei w kwestii utrzymania władzy odwołuje się do Niccola Machiavellego, który twierdził, że władca może robić wszystko, co niezbędne, gdyż cel uświęca środki. Jego zdaniem długiemu sprawowaniu władzy sprzyjają określone umiejętności (virtu) oraz szczęście (fortuna), natomiast największą przeszkodą jest moralność, bo uniemożliwia zdobycie przewagi nad przeciwnikiem – na co idealnym przykładem w „Grze o tron” jest los szlachetnego Neda Starka – oraz jakakolwiek zależność, a zwłaszcza poleganie na obcych żołnierzach, co zgubiło innego walczącego o tron – Robba Starka.

Machiavelli twierdził, że idealny władca powinien umieć łączyć w sobie cechy lwa i lisa, na co przykładem jest Jon Snow, zdobywający sobie posłuch za Wielkim Murem. Jednak najlepiej wzorce Machiavellego wypełniają dwie inne postaci: Daenerys Targaryen i Tyrion Lannister, czyli Matka Smoków i karzeł. Potrafią dostosowywać się do sytuacji, nawiązywać korzystne sojusze, tworzyć armie, a kiedy trzeba, też knuć intrygi. Taki byłby wybór Machiavellego. Kogo wybiorą scenarzyści – zobaczymy w ósmym, finałowym sezonie. Kogo my chcielibyśmy mieć za władcę – oto najtrafniejsze pytanie!

 

Telewizyjny fenomen

Serial wszech czasów? Zdecydowanie! Choć lata lecą – 6 sezonów już za nami, więc zaczyna się nieco starzeć. Mimo to nadal wzbudza emocje. Jak z dobrego serialu fantasy, jakim była na początku, „Gra o tron” stała się kulturowym fenomenem, który zmienił nie tylko oblicze telewizji, ale też nas jako widzów? Z pewnością duża w tym zasługa bardzo dobrej podstawy – 5 opasłych tomów sagi „Pieśni Lodu i Ognia” pisarza science fiction i fantasy George’a R.R. Martina (z wyglądu przypominającego rubasznego Sarmatę), który jest także jednym ze scenarzystów, oraz rozmachu, z jakim serial jest kręcony. Począwszy od scenografii i plenerów zlokalizowanych na kilku kontynentach, po efekty specjalne, a na bardzo licznej obsadzie kończąc.

Jak podaje kanał E! Entertainment, jeden odcinek „Gry o tron” kosztuje średnio 6 mln dolarów (najdroższy pochłonął aż 8 mln), a zważywszy na to, że w każdym z dotychczasowych 6 sezonów było ich 10 – jest to produkcja na niespotykaną dotąd skalę. Serial jest nie tylko najczęściej oglądanym w historii – szacuje się, że ostatni, 6. sezon obejrzały 23 mln widzów w wieku od 18 do 49 lat, ale też najczęściej ściąganą nielegalnie produkcją (produkująca go stacja HBO twierdzi, że to dla nich komplement).

Prawa do emisji „Gry o tron” ma obecnie 170 państw.

Rekordowe są też gaże odtwórców głównych ról – pierwszoplanowi aktorzy za każdy odcinek dostają ponad 600 tysięcy, a grający główne postaci – Daenerys, Jon, Cersei, Tyrion i Jaime – wynegocjowali  2,5 mln dolarów za odcinek.

Efektem zainteresowania serialem są też liczne wycieczki do miejsc, które służyły za scenografię poszczególnych kluczowych dla serialu lokalizacji. Jak przystało na megaprodukcję, zdjęcia kręcono na całym świecie, w tym w Irlandii, Islandii, Chorwacji, na Malcie czy w Maroku.

Popularność serialu do tego stopnia zawładnęła masową wyobraźnią, że autor sagi o Westeros nie ma czasu napisać ostatnich tomów serii, tak pochłonięty jest produkcją serialu, w którym akcja biegnie szybciej i co chwila robi zwrot o 180 stopni – już w szóstym sezonie film zaczął odbiegać od swojego pierwowzoru, pojawiły się nowe tropy, a niektóre wątki potoczyły zupełnie inaczej niż w książce. Ciągłe zaskakiwanie widza szybko stało się wizytówką i znakiem rozpoznawczym produkcji. Emocje podkręca fakt, że nikt – poza samym George’em R.R. Martinem i producentami – nie zna zakończenia całej historii. Rodzi to mnóstwo domysłów i teorii na temat dalszego rozwoju wypadków, które nakręcają zainteresowanie serialem.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

5 najlepszych miniseriali true crime dostępnych na Netflixie

Wstrząsający miniserial dokumentalny „Richard Ramirez: Polowanie na seryjnego mordercę” opowiada nieprawdopodobną, ale prawdziwą historię jednego z najbardziej znanych seryjnych morderców w historii Ameryki. (Fot. materiały prasowe Netflix)
Wstrząsający miniserial dokumentalny „Richard Ramirez: Polowanie na seryjnego mordercę” opowiada nieprawdopodobną, ale prawdziwą historię jednego z najbardziej znanych seryjnych morderców w historii Ameryki. (Fot. materiały prasowe Netflix)
Mówi się, że najlepsze scenariusze pisze samo życie. Owszem, ale te najbardziej makabryczne również. Seryjni mordercy i niewyjaśnione sprawy kryminalne stanowią niekończące się źródło inspiracji dla filmowców. Tak powstają cieszące się coraz większą popularnością filmy i seriale true crime.

Produkcje true crime, w których autor bada rzeczywiste zbrodnie i szczegółowo opisuje działania przestępców, przeżywają teraz swój złoty okres. Do tego zjawiska z pewnością przyczynia się Netflix, który oferuje swoim subskrybentom całą masę dokumentów kryminalnych opartych na faktach. W ubiegłym miesiącu hitem platformy okazał się serial o seryjnym mordercy Richardzie Ramirezie, dziś z kolei premierę ma kolejna produkcja z zadatkiem na stanie się przebojem, czyli "Na miejscu zbrodni: Zaginięcie w hotelu Cecil". Jeśli lubicie mroczne historie, które wydarzyły się naprawdę, zajrzyjcie na Netflix. Aby ułatwić wam wybór, wybraliśmy 5 tytułów wartych uwagi. Pod lupę wzięliśmy miniseriale, które z łatwością obejrzycie w jeden wieczór.

"Rozmowy z mordercą: Taśmy Teda Bundy'ego"

Przejmujący miniserial dokumentalny "Rozmowy z mordercą: Taśmy Teda Bundy'ego" pozwala po raz pierwszy zajrzeć w zakamarki umysłu seryjnego mordercy Teda Bundy’ego. Z niepublikowanych dotąd rozmów z „amerykańskim Kubą Rozpruwaczem” wyłania się przerażający obraz człowieka, którego osobowość, wygląd i dobre maniery przeczyły stereotypowemu wizerunkowi groźnego przestępcy. Dzięki tym przymiotom Ted Bundy mógł przez lata swobodnie oddawać się swojemu odrażającemu procederowi. Do 1978 roku, gdy został ostatecznie schwytany, ofiarami popełnionych przez niego okrutnych morderstw na tle seksualnym padło ponad 30 kobiet. Podczas procesu Bundy z łatwością podbił serca Amerykanek, co dodatkowo sprawia, że jego czyny nawet dziś przyprawiają o dreszcze.

"Na miejscu zbrodni: Zaginięcie w hotelu Cecil"

Od dziś na Netflixie oglądać można pierwszy sezon nowego serialu dokumentalnego Joego Berlingera, twórcy wspomnianych wcześniej "Rozmów z mordercą...", który rozkłada na czynniki pierwsze mitologię i aurę tajemniczości otaczającą niesławne miejsca współczesnych zbrodni. Przez niemal sto lat hotel Cecil w Los Angeles stanowił centrum przestępczej działalności miasta. Dochodziło w nim do przedwczesnych zgonów i był on domem dla seryjnych morderców. W 2013 roku z hotelu zniknęła studentka Elisa Lam, rozpalając medialne szaleństwo i mobilizując globalną społeczność internetowych detektywów, którzy palili się do samodzielnego rozwiązania sprawy. "Na miejscu zbrodni: Zaginięcie w hotelu Cecil" to mrożące krew w żyłach, hipnotyzujące spojrzenie na jedno z najbardziej nikczemnych miejsc w Los Angeles.

"Richard Ramirez. Polowanie na seryjnego mordercę"

Wstrząsający miniserial dokumentalny „Richard Ramirez: Polowanie na seryjnego mordercę” opowiada nieprawdopodobną, ale prawdziwą historię jednego z najbardziej znanych seryjnych morderców w historii Ameryki. Latem 1985 roku Los Angeles nawiedziła rekordowa fala upałów. Towarzyszyła jej seria morderstw i napaści seksualnych, które z początku wydawały się niepowiązane. Ofiarami byli mężczyźni, kobiety i dzieci, w wieku od 6 do 82 lat. Pochodzili z różnych dzielnic, z różnych środowisk rasowych i poziomów społeczno-ekonomicznych. Nigdy wcześniej w historii kryminalistyki jeden morderca nie był odpowiedzialny za tak przerażający zestaw zbrodni. Śledczy ścigali się z czasem, by powstrzymać sprawce. Gdy pracowali nad rozwiązaniem sprawy, media deptały im po piętach, a całą Kalifornię ogarnęła panika. Czteroodcinkowy serial zawiera wywiady i nieznane wcześniej materiały archiwalne.

"The Keepers"

Intrygujący serial Ryana White'a dotyczy sprawy niewyjaśnionego zabójstwa zakonnicy z Baltimore oraz przerażających sekretów, które od pół wieku pozostają niewyjaśnione. Motywem przewodnim serialu jest historia sympatycznej siostry zakonnej Cathy Cesnik, nauczycielki z jednej ze szkół średnich w Baltimore, która zaginęła 7 listopada 1969 roku, a dwa miesiące później odnaleziono jej ciało. Sprawa powróciła w latach 90., gdy dawna uczennica siostry Cathy ujawniła przerażające szczegóły przemocy seksualnej, jakiej dopuszczał się ksiądz z jej szkoły. Mimo to, do dzisiaj nikogo nie pociągnięto do odpowiedzialności, a sprawa wciąż pozostaje niewyjaśniona. Na podstawie rozmów, które reżyser serialu, powstała opowieść wykraczającą daleko poza śmierć siostry Cesnik. Opowieść o nadużyciach w kościele, wypartych wspomnienia ofiar oraz postawie władz rządowych i instytucji religijnych.

"The Confession Killer"

Na początku lat 80. XX wieku Henry Lee Lucas przyznał się do popełnienia setek morderstw, co zakończyło wiele spraw i dało odpowiedzi pogrążonym w żałobie rodzinom. Choć zabrakło dowodów bezpośrednio łączących Lucasa z miejscami zbrodni, zaskoczył on władze umiejętnością opisania ofiar oraz makabrycznych szczegółów każdego ataku. Dziennikarze i prawnicy zaczęli jednak zwracać uwagę na zaprzeczającą logice chronologię wydarzeń, a testy DNA podważyły prawdziwość złożonych zeznań, o których na tym etapie mówił już cały świat. „The Confession Killer” to emocjonujący pięcioodcinkowy serial dokumentalny o człowieku nazywanym najaktywniejszym seryjnym mordercą Ameryki, który był złożoną osobą stanowiącą duże wyzwanie dla niedoskonałego wymiaru sprawiedliwości.

  1. Kultura

"Bridgertonowie" - serial kostiumowy, którego potrzebowaliśmy

Phoebe Dynevor i Rege-Jean Page w serialu
Phoebe Dynevor i Rege-Jean Page w serialu "Bridgertonowie". (Fot. materiały prasowe Netflix)
Serial "Bridgertonowie" to niekwestionowanie jeden z największych sukcesów platformy Netflix w ostatnim czasie. Serwis prognozuje, że może on dotrzeć do 63 mln gospodarstw domowych w niespełna miesiąc od premiery. 

Serial kostiumowy "Bridgertonowie" miał swoją premierę na platformie Netflix w święta Bożego Narodzenia. Błyskawicznie zyskał ogromną popularność i stał się jedną z najchętniej oglądanych produkcji - to właśnie między innymi za jego zasługą Netflix mógł się pochwalić rekordową liczbą widzów w tygodniu świątecznym. Serial oparty jest na bestsellerowych powieściach Julii Quinn, amerykańskiej autorki romansów historycznych. Opowiada o perypetiach nastoletniej Daphne Bridgerton, która wśród arystokracji szuka kandydata na męża.

Platforma streamingowa zdradziła szacunki oglądalności serialu, według których w ciągu 28 dni od swojej premiery "Bridgertonowie" powinni zgromadzić przed ekranem około 63 mln gospodarstw. Taki wynik pozwoli uplasować serial w czołówce produkcji z najlepszym otwarciem, wśród których znajdują się takie tytuły jak: "Wiedźmin", "Stranger Things 3", "Dom z papieru 4" i "Tiger King". Możemy się więc spodziewać, ku uciesze miłośników serialu, że tak wysoki wynik sprawi, że twórcy zdecydują się na to, by powstał drugi sezon serialu "Bridgertonowie".

O czym opowiada serial "Bridgertonowie"? Śledzimy w nim losy Daphne Bridgerton (Phoebe Dynevor), najstarszej córki potężnej familii, która wkracza na pełną konkurentek scenę małżeńską Londynu w epoce regencji. Dziewczyna marzy o powtórzeniu losu rodziców i znalezieniu wybranka, którego naprawdę pokocha. Na początku idzie jej świetnie i jest bezkonkurencyjna. Jednak gdy jej starszy brat odrzuca awanse kolejnych kandydatów do jej ręki, w popularnej na salonach plotkarskiej gazecie tajemniczej Lady Whistledown pojawiają się liczne oszczerstwa pod adresem Bridgertonówny. Do akcji wkracza wtedy rozchwytywany i zbuntowany książę Hastings (Regé-Jean Page), zdeklarowany kawaler, którego matki debiutantek uważają za najlepszą możliwą partię. Choć Daphne i książę uparcie twierdzą, że nie są zainteresowani związkiem, łączącej ich więzi trudno nie zauważyć — podobnie jak emocji, które aż w nich kipią podczas podchodów i utarczek toczonych na tle wyrażanych przez towarzystwo oczekiwań wobec ich przyszłości.

(Fot. materiały prasowe Netflix) (Fot. materiały prasowe Netflix)

„Bridgertonowie” to romantyczny, skandalizujący i błyskotliwy serial, który pokazuje, że prawdziwa przyjaźń jest ponadczasowa, z siłą rodziny lepiej nie zadzierać, a o miłość zawsze warto walczyć. W obsadzie poza Phoebe Dynevor znaleźli się m.in. Golda Rosheuvel, Jonathan Bailey, Luke Newton, Claudia Jessie, Nicola Coughlan, Ruby Barker, Sabrina Bartlett, Ruth Gemmell, Adjoa Andoh, Polly Walker, Ben Miller, Bessie Carter i Harriet Cains. Głosu tajemniczej Lady Whistledown użycza Julie Andrews.

  1. Kultura

Seriale podobne do "Gry o Tron" - nasze propozycje

Który serial podobny do
Który serial podobny do "Gry o tron" zyskuje największe uznanie? Kadr z serialu "Upadek królestwa" (fot. BEW)
"Gra o Tron" stała się fenomenem popkultury. Nawet najwięksi sceptycy, którzy nie gustują w fantasy, nie pozostali obojętni na niewiarygodny sukces, jakim okazał się serial będący adaptacją sagi George’a R.R. Martina. Choć ostatni sezon serialu dawno za nami, fani wciąż wracają do historii Jona Snowa, Daenerys i Tyriona Lannistera, roztrząsają ich perypetie i przeżywają śmierć innych ukochanych postaci. Coraz chętniej szukają też seriali podobnych do "Gry o Tron", które zachwycą ich niezwykle ciekawym światem i rozbudowanymi, skomplikowanymi postaciami. Czy seriale podobne do "Gry o tron" mogą podbić serca widzów?

"Gra o Tron" jak żaden inny serial w historii rozkochała w sobie prawie wszystkich. Ciężko wskazać inną produkcję, która w taki sposób zawładnęłaby wyobraźnią widzów - w zasadzie już od pierwszego sezonu, serial stał się najchętniej oglądanym show na świecie. Aż taką popularnością nie cieszyły się nawet książki Martina, na podstawie których powstała większa część sezonów. Dopiero z czasem, popularność serialu przyczyniła się również do tego, że autora zaczęto nazywać następcą Tolkiena.

Fenomenu "Gry o Tron" upatruje się m.in. w sposobie przedstawiania postaci - niezwykle charyzmatycznych, jedynych w swoim rodzaju, których nie oszczędzała fabuła. Oglądając serial można było spodziewać się wszystkiego - uśmiercenia głównego bohatera, wyeliminowania ulubieńców publiczności - produkcja nigdy nie dzieliła bohaterów na tych, którzy mogą zostać uśmierceni, a tych, którzy pomimo wszelkich przeciwności losu zostaną przy życiu.

Oprócz samej fabuły, którą wielu postrzega jako jeden z ważniejszych seriali o społecznych przemianach, na popularność "Gry o Tron" wpłynęła także znakomita obsada aktorska. Dzięki niej światową rozpoznawalność zyskało wielu aktorów, wcześniej nieznanych, bądź cieszących się umiarkowaną popularnością. Dlatego też tak ciężko powtórzyć sukces "Gry o Tron", choć coraz chętniej otwieramy się na tego rodzaju gatunki. Jak się jednak okazuje, seriale podobne do "Gry o Tron" również cieszą się uznaniem i pozytywnymi ocenami ze strony krytyków.

Oto najciekawsze seriale podobne do "Gry o Tron":

"Wikingowie"

Ten serial podobny do "Gry o Tron" jest jednym z najpopularniejszych. Stanowił on duże pocieszenie dla fanów sagi i dostępny jest na Netfliksie. Sześć sezonów opowiadających historię skandynawskich wojowników, a zwłaszcza losy wikinga Ragnara Lothbroka oraz jego synów, to także mnóstwo intryg, zwrotów akcji przeplatanych średniowiecznymi legendami i faktami. "Wikingowie" świetnie oddają klimat, kulturę i historię wojowników, a serial (podobny do "Gry o Tron") przepełniony jest scenami walk, brutalnymi podbojami i odważnymi scenami miłosnymi.

"Spartakus"

Choć zdania na temat serialu są podzielone, uchodzi on za jedną z tych produkcji, które pod pewnymi względami mają nawet pierwszeństwo przed "Grą o Tron". Chodzi tu bez wątpienia o nagromadzenie licznych scen przemocy, które pod względem ilości i rozmachu przewyższają nawet wydarzenia z Westeros. "Spartakus" to znana wszystkim historia doskonałego gladiatora Spartakusa będącego organizatorem i przywódcą największego w historii starożytnego Rzymu powstania niewolników. Serial utrzymany w klimacie popularnych "300" bardzo interesująco przedstawia realia ówczesnego Rzymu, aczkolwiek zabrakło mu zwrotów akcji i intryg, które mogłyby porwać miliony.

"Upadek królestwa"

Jeden z mniej znanych seriali kostiumowych, który z powodzeniem może wypełnić lukę po "Grze o Tron". "Upadek królestwa" to świetnie zrealizowany serial podobny do "Gry o tron". Opowiada historię Uhtreda, Saxona, którego wychowali wikingowie, żyjącego w IX-wiecznej Anglii podzielonej na wiele królestw, atakowanej ze strony Danii i borykającej się z wieloma problemami. Uhtred będzie musiał wybrać, komu dochować lojalności stając się jednocześnie narzędziem w konflikcie z wikingami. "Upadek królestwa" to serial podobny do "Gry o Tron", gdzie poruszone są ważne społecznie wątki dotyczące ksenofobii, czy fanatyzmu religijnego mogącego prowadzić do dramatycznych wydarzeń.

"Rzym"

Serial podobny do "Gry o tron" przybliża nam wydarzenia mające miejsce u schyłku republiki i w początkach istnienia Cesarstwa Rzymskiego. "Rzym" niezwykle wiarygodnie odtwarza wydarzenia tamtych czasów bazując na historii - mamy tu więc dojście Juliusza Cezara do władzy, podporządkowanie Egiptu rzymskiej jurysdykcji czy przejęcie po Cezarze schedy przez Oktawiana Augusta. Mocną stroną serialu jest silny walor edukacyjny - wątki oparte są na prawdziwych wydarzeniach urozmaiconych niezwykłymi kostiumami i mocnymi dialogami.

"Brytania"

Imperium Rzymskie podejmuje próbę podboju terenów dzisiejszej Wielkiej Brytanii - i choć tę kwestię serial "Brytania" odwzorowuje na podstawie prawdziwych wydarzeń, reszta należy już do świata fikcji. Legion pod przewodnictwem bezwzględnego generała Plaucjusza napotyka na silny opór lokalnej ludności, w tym tajemniczych i przerażających druidów, które potrafią manipulować ludzkimi umysłami. W pierwszych odcinkach poznajemy też głównych bohaterów "Brytanii" - potężnego druida Verana, młodą dziewczynę Cait odseparowaną od własnej rodziny i skazaną na życie wśród obcych, królową Antedię i króla Pellenora. Postaci nie odbiegają od tych przedstawionych w "Grze o Tron", a cała brutalność i ponury charakter serialu przypomina nam emocje, których doświadczaliśmy oglądając "GoT". Ten serial jest bardzo podobny do "Gry o tron".

  1. Kultura

Geniusz, szachy i nałóg. "Gambit królowej" - serialowy hit Netflixa

Anya Taylor-Joy w serialu
Anya Taylor-Joy w serialu "Gambit królowej". (Fot. materiały prasowe Netflix)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
"Gambit królowej" został okrzyknięty jedną z najlepszych produkcji Netflixa ostatnich lat. Od tygodni nie schodzi z czołówki najchętniej oglądanych produkcji na platformie. I słusznie, bo to serial, który niesie za sobą szereg rewelacyjnych odkryć. I nie chodzi tu tylko o grającą w nim główną rolę Anyę Taylor-Joy.

W moim domu szachy gościły niemal od zawsze. Od wczesnego dzieciństwa grywał w nie bowiem mój starszy brat. Podstaw nauczył go tata, całą resztę wyniósł z książek. Najczęściej rozgrywki toczył na środku dywanu, sam ze sobą, bo nikt z jego kolegów nie interesował się tym, jakże nudnym dla dorastających chłopców, sportem. Ja z kolei opanowałam tylko kilka podstawowych zasad, więc najczęściej pokonywał mnie już w pierwszych ruchach. Jeden raz pojechałam z nim na szachowy turniej, byłam wtedy pewnie kilkuletnią dziewczynką. Jedyne co stamtąd zapamiętałam, to przenikliwą ciszę i skupienie, które było niemal czuć w powietrzu. Dokładnie takie samo skupienie, które widnieje na twarzy Beth Harmon, głównej bohaterki serialu "Gambit królowej", od jej pierwszego spojrzenia na czarno-białą szachownicę. Skupienie, od którego nie sposób oderwać wzrok.

"Gambit królowej" powstał na podstawie książki Waltera Tevisa o tym samym tytule. Na kanwie jego powieści powstały dotąd aż trzy, cenione filmy: "Bilardzista", "Człowiek, który spadł na ziemię" i "Kolor pieniędzy". I tutaj następuje pierwsze odkrycie, ponieważ do ekranizacji "Gambitu królowej" zabierano się już na początku lat 90., wtedy właśnie twórca serialu, Allan Scott, nabył prawa do powieści i napisał scenariusz filmu. Wyreżyserować go chcieli Michael Apted i Bernardo Bertolucci, a do głównej roli rozważana była Molly Ringwald. W 2008 roku Heath Ledger, który był entuzjastą szachów, został zakontraktowany do nakręcenia filmu z Ellen Page w roli Beth Harmon. Miał to być jego reżyserski debiut, jednak w tym samym roku Ledger zmarł z powodu przedawkowania leków. Projekt więc utknął w martwym punkcie, by powstać na nowo po latach i stać się jedną z najlepszych i najchętniej oglądanych pozycji serialowych Netflixa.

(Fot. materiały prasowe Netflix) (Fot. materiały prasowe Netflix)

Zdecydowanie największym atutem serialu jest fabuła - niezbyt zawiła, lekko przewidywalna, a jednocześnie nieprawdopodobnie wciągająca. Prym grają w niej szachy i być może w tym właśnie tkwi sekret tak dobrego odbioru serialu, bowiem nie jest to temat znany z jakiejkolwiek innej produkcji platform streamingowych. Szachy to sport elitarny, nieco zapomniany, z wąską grupą zawodowców oraz fascynatów - i to jest kolejne odkrycie serialu, czyli fakt, że historia o tak niszowym sporcie porwała miliony odbiorców na całym świecie.

"Gambit królowej" pokazuje szachy z perspektywy Ameryki lat 60., oczami Beth Harmon, której genialny umysł wiele namieszał w poukładanym świecie szachistów. Historia zaczyna się w momencie, gdy młodziutka Harmon pod koniec lat 50. ubiegłego wieku trafia do prowadzonego w stanie Kentucky sierocińca. Nie zaznała tam ciepła i miłości, raczej musztrę, wpajanie katolickich wartości i... uzależnienie. Dziewczynki musiały tam codziennie zażywać dwie tabletki - witaminy i zieloną pastylkę na uspokojenie. Co ciekawe, choć niemal cała historia serialu jest fikcją, wątek zielonej tabletki ma swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. W Stanach Zjednoczonych istniały bowiem sierocińce zarządzane przez siostry zakonne, w których dzieciom podawano środki na uspokojenie, a zielona tabletka znana była pod nazwą Librium. Niespełna 10-letnia Beth Harmon szybko się od nich uzależnia, a w parze z nałogiem idzie odkrycie w sobie niezwykłego talentu do szachów. Dziewczyna, dręczona przez własne demony i napędzana wybuchowym koktajlem ze środków odurzających podkręconym jej własnymi obsesjami, zmienia się w wyjątkowo uzdolnioną i czarującą outsiderkę, która postanawia szturmem podbić konserwatywne i zdominowane przez mężczyzn środowisko zawodowych szachów. Za cel stawia sobie niedościgniony dotąd świat rosyjskich szachistów z Vasilym Borgovem na czele, którego notabene świetnie zagrał Marcin Dorociński.

(Fot. materiały prasowe Netflix) (Fot. materiały prasowe Netflix)

Anya Taylor-Joy, wcielająca się w rolę Beth Harmon, to jednak niekwestionowanie największe odkrycie "Gambitu królowej". Absolutnie hipnotyzująca, tajemnicza, subtelnie uwodzicielska, a jednocześnie pewna siebie. Jest jakby perfekcyjnie dopasowana do świata zamkniętego w 64. czarno-białych kwadratach. To dla niej ogląda się ten serial.

"Gambit królowej" to też genialna muzyka, wspaniały montaż, piękne kostiumy i zdjęcia. Reżyserem serialu i autorem jego scenariusza jest dwukrotnie nominowany do Oscara Scott Frank. Za produkcję wykonawczą odpowiadają Scott Frank, William Horberg i Allan Scott, który jest również współtwórcą serialu. Oprócz Taylor-Joy i Dorocińskiego, w serialu zobaczymy Marielle Heller, Thomasa Brodie-Sangstera, Moses Ingram, Harry'ego Mellinga i Billa Campa. Wszystko razem tworzy serial, który absolutnie trzeba zobaczyć.

  1. Kultura

"Opowieść podręcznej" - świat z najgorszego koszmaru kobiet

Kadr z serialu
Kadr z serialu "Opowieść podręcznej". (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
"Opowieść podręcznej" stała się na całym świecie symbolem walki o prawa kobiet. Historia, która szokuje, przeraża, wzbudza niepokój, czasem wręcz obrzydza, a jednocześnie nie pozwala oderwać wzroku, dała przyczynek do wielu ważnych dyskusji. Dyskusji o świecie z najgorszego koszmaru, gdzie reżim i ortodoksja są jedynym prawem. Czy ten fikcyjny świat mógłby istnieć naprawdę? 

"Opowieść podręcznej" to wydana w 1985 roku bestsellerowa powieść kanadyjskiej pisarki Margaret Atwood. To wstrząsająca historia o przyszłości kobiet w świecie, w którym ich jedyną słuszną rolą jest rodzenie dzieci. Główną bohaterką jest Freda, Podręczna w Republice Gilead. Może opuszczać dom swojego Komendanta i jego Żony tylko raz dziennie, aby pójść na targ, gdzie wszystkie napisy zostały zastąpione przez obrazki, bo Podręcznym już nie wolno czytać. Co miesiąc musi pokornie leżeć i modlić się, aby jej zarządca ją zapłodnił, bo w czasach malejącego przyrostu naturalnego tylko ciężarne Podręczne mają jakąś wartość.

Po ponad 30 latach Atwood zdecydowała się napisać drugą część "Opowieści podręcznej". "Testamenty" w Polsce ukazały się w 2019 roku, a kanadyjska pisarka zdobyła za nie Nagrodę Bookera. Zawsze mówiłam „nie”, gdy proszono mnie o napisanie drugiej części. Ale jako że zaczęliśmy zbliżać się do Gileadu, zamiast się od niego oddalać, ponownie to przemyślałam – powiedziała autorka w dniu premiery książki. W "Testamentach" od wydarzeń przedstawionych w „Opowieści Podręcznej” minęło piętnaście lat. Sytuacja Republiki jest dramatyczna. Brakuje jedzenia, na świat przychodzą zdeformowane, słabe dzieci, umierają też Podręczne. W tym kraju przemocy żyją obok siebie Ciotka Lidia, surowa i okrutna funkcjonariuszka Gileadu oraz młodziutka Agnes, przygotowywana do roli Podręcznej. Ich losy obserwuje z bezpiecznego dystansu Daisy, nastolatka mieszkająca w Kanadzie.

Serialowa adaptacja "Opowieści podręcznej"

Na podstawie "Opowieści podręcznej" Atwood, ponad 30 lat po jej wydaniu, powstał amerykański serial, którego producentem jest Bruce Miller. Już od emisji pierwszego odcinka serial stał się fenomenem i jedną z najgłośniejszych produkcji ostatnich lat. Zdobył aż 56 nagród filmowych (w tym dwa Złote Globy, osiem statuetek Emmy w najważniejszych kategoriach i nagrodę BAFTA) oraz 117 nominacji. W główną rolę Podręcznej wciela się w nim Elisabeth Moss, a obok niej w obsadzie występują: Yvonne Strahovski i Joseph Fiennes, jako komandor i jego żona, Ann Dowd jako despotyczna Ciotka Lydia, a także Alexis Bledel, Madeline Brewer, Amanda Brugel, O-T Fagbenle, Max Minghella, Samira Wiley i Bradley Whitford. Producentami wykonawczymi serialu są Bruce Miller, Warren Littlefield, Elisabeth Moss, Daniel Wilson, Fran Sears, Eric Tuchman oraz Mike Barker. Natomiast międzynarodowym dystrybutorem serialu jest spółka MGM.

Elisabeth Moss jako Freda w serialu 'Opowieść podręcznej'. (Fot. materiały prasowe) Elisabeth Moss jako Freda w serialu "Opowieść podręcznej". (Fot. materiały prasowe)

Serial składa się z trzech sezonów. Pierwszy z nich przedstawia wydarzenia znane z książki Margaret Atwood. Dalsze sezony są efektem pracy scenarzystów we współpracy z kanadyjską autorką.

"Opowieść podręcznej" - gdzie obejrzeć?

W Polsce "Opowieść podręcznej" online można obejrzeć na platformie HBO GO. Fabuła pierwszego sezonu serialu to historia znana z książki Margaret Atwood. Sercem wydarzeń jest teokratyczna Republika Gilead, która boryka się z problemem dzietności. Płodna Offred jest podręczną, która mieszka u wysokiej rangi komandora i jego żony. Kobieta raz w miesiącu musi oddać swe ciało panu domu z nadzieją, że uda jej się zajść w ciążę. Offred musi być posłuszna i postępować zgodnie z obowiązującymi surowymi zasadami. Jeśli zacznie buntować się przeciwko swemu losowi, zostanie wysłana do kolonii karnej, gdzie czekać ją może tylko śmierć. Kobiecie ciężko jest pogodzić się ze swoim losem. Marzy o powrocie do starego życia, gdzie miała męża, córkę i prawo decydowania o własnym losie.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Kolejne sezony koncentrują się na tytułowej podręcznej June i jej buncie przeciwko Republice Gileadu, do którego kobieta trafia ponownie po tym, jak zrezygnowała z możliwości ucieczki ze swoim dzieckiem do Kanady. June stawia czoła reżimowi i wielu przytłaczającym ją przeciwnościom losu. Zaskakujące spotkania, zdrady i podróż do przerażającego serca Gileadu zmuszają wszystkich bohaterów do działania. Na ustach mają oni tylko jedną prowokacyjną modlitwę: „Błogosławiona walka” .

"Opowieść podręcznej" - 4 sezon

Twórcy serialowej adaptacji "Opowieści podręcznej" zapowiadają, że serial będzie liczył aż pięć sezonów. Tymczasem w sieci pojawił się zwiastun kolejnego, czwartego sezonu "Opowieści podręcznej", który składa się zarówno z archiwalnych materiałów, jak i zupełnie nowych scen. Można przypuszczać, że serial zmierza w kierunku wyczekiwanej rewolucji przeciwko Gileadowi

https://youtu.be/1WLqBUi4r6o

Początkowo czwarty sezon serialu miał mieć premierę w 2020 roku. Jednak przez utrudnienia związane z pandemią koronawirusa, twórcom nie udało się ukończyć wszystkich prac na czas. Premiera odbędzie się więc w 2021 r., a dokładna data nie jest jeszcze znana.