1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Miranda July - Kłopot z Mirandą

Miranda July - Kłopot z Mirandą

Miranda July w filmie "The Future"
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Filmy. Performance. Sztuka. Pisanie. Sieć. Obrazy. Linki. Kontakty. Miranda July, amerykańska artystka uniwersalna, uprawia te wszystkie dziedziny w równie oryginalny sposób i z równym powodzeniem, które jednych zachwyca, a innych doprowadza do szewskiej pasji.

Chwali się, że od 23. roku życia nie tknęła się żadnej pracy, która nie byłaby związana z jej sztuką. Odziana w barwne stroje z drugiej ręki, ze swoim wymyślonym nazwiskiem, czupryną kręconych włosów, szeroko otwartymi, lekko nieprzytomnymi błękitnymi oczami i wysokim, dziwnie zduszonym głosem, jest żywym uosobieniem postaci z artystycznej bohemy. Dla jednych oznacza to, że jest oryginalna i charyzmatyczna. Dla innych Miranda July jest pretensjonalna i nieznośna.

Ma zagorzałych fanów na całym świecie, ludzie piszą do niej listy, chcą, żeby została powierniczką ich najintymniejszych spraw. Pewien entuzjasta wydrukował wszystkie mejle, jakie napisał w życiu, i wysłał July w wielkiej paczce, ponieważ „tylko ona potrafi zrozumieć ten gest”.

Narratorem jej nowego filmu „The Future” jest ranny w wypadku samochodowym kot, który czeka na adopcję w schronisku. Kot przemawia dziwnym, dziecięcym głosem (oczywiście należącym do samej July). Właśnie z powodu takich zagrań fani artystki ją kochają – i z tych samych powodów nie znoszą jej adwersarze. Od kilku lat z powodzeniem funkcjonuje tematyczny blog „I Hate Miranda July” (Nienawidzę Mirandy July). Na jego forum mogą wyżyć się wszyscy, których artystka doprowadza do szału. Jednym z najżywiej dyskutowanych wątków bloga był projekt zesłania July do Darfuru w nadziei, że tam nauczy się „prawdziwego życia”.

Miranda potrafi irytować, bo jest okropnie artystowska. A może nieznośne jest to, że wszystko jej się udaje?

JAK ZOSTAĆ ARTYSTKĄ

Urodziła się w Kalifornii jako Miranda Grossinger. Jej ojciec jest z pochodzenia nowojorskim Żydem, matka protestantką, ale w ich domu prowadzono o wiele mniej konwencjonalne duchowe poszukiwania. Rodzice Mirandy są pisarzami; kiedy była mała, założyli wydawnictwo specjalizujące się w książkach spod znaku New Age: od ekologicznej żywności po dalekowschodnie mistycyzmy. Sprawy magii dyskutowano w tym domu zupełnie na poważnie. Dzieci Grossingerów, Miranda i jej starszy brat Robin, który zajmuje się dziś ochroną środowiska, od zawsze tworzyły różne rzeczy, niekoniecznie nazywając się artystami. Pierwszą sztukę teatralną July napisała w wieku 16 lat. Inspiracją była korespondencja, którą prowadziła wówczas z mężczyzną odsiadującym wyrok za zabójstwo. Przedstawienie pokazano w lokalnym klubie punkowm.

Na studiach nie wytrzymała nawet roku, do dziś nie ma formalnego wyższego wykształcenia w żadnej dziedzinie, choć zajmuje się niemal wszystkim. 20-letnia dziewczyna rzuciła szkołę, zmieniła nazwisko na July i wyjechała z Kalifornii do Portland, aby zostać artystką. Eksperymentowała z wideo i interaktywnymi projektami internetowymi. Jej prace i wideoakcje zaczęły być pokazywane w najlepszych amerykańskich muzeach. Jednocześnie otworzyła front literacki: jej debiutancki zbiór opowiadań „No One Belongs Here More than You” wygrał prestiżową nagrodę Frank O’Connor.

Na Biennale w Wenecji w 2009 r. niespodziewanie pokazała rzeźby. Jej „11 Heavy Things” [11 ciężkich rzeczy] znalazło się na samym końcu międzynarodowej wystawy, na tyłach weneckiego Arsenału, w zaczarowanym ogrodzie, który niepostrzeżenie zmienia się w dzikie chaszcze. Osobliwe obiekty z włókna szklanego, niektóre kolorowe, inne gęsto pokryte tekstami, zapraszały widza do szczególnej gimnastyki. Jedne przypominały średniowieczne dyby, inne staroświeckie monidła. Zwiedzający mogli stać się częściami rzeźb, wystawiać głowy, ręce i palce w wydrążone w rzeźbach dziury, przybierając przy tym najbardziej karkołomne pozycje. Artystka przygotowała także trzystopniowe podium, takie jak na zawodach sportowych, tyle że tu zamiast na zwycięzców stopnie czekały na „Winnego”, „Bardziej winnego” i „Najbardziej winnego”.

Ktoś tu kręci

Jednak naprawdę głośno zrobiło się o niej już wcześniej. W 2005 r. nakręciła swój debiutancki film fabularny „Ty i ja, i wszyscy, których znamy”. Publiczność z miejsca zapomniała o Mirandzie July, gwieździe wideoartu oraz sztuki peformance’u, i ujrzała w niej wschodzącą gwiazdę kina niezależnego. July zagrała w swoim filmie główną rolę, odtwarzając zasadniczo siebie – eksperymentującą wideoartystkę. Wokół tej autobiograficznej postaci zbudowała tragikomiczną opowieść o samotności, wyobcowaniu, wiecznej niedojrzałości, sztuce, pedofilii i dziecięcej seksualności widzianej z tyleż ryzykownej co niekonwencjonalnej perspektywy. Obraz dostał nagrodę specjalną jury na festiwalu Sundance, najważniejszym konkursie kina artystycznego w USA, i wygrał Złotą Kamerę w Cannes. Król amerykańskich krytyków Roger Ebert nazwał dzieło Mirandy jednym z najciekawszych filmów, jakie powstały w Stanach w pierwszej dakadzie XXI wieku.

July, która zdążyła w międzyczasie wydać kolejną świetnie przyjętą książkę, powraca do kina filmem „The Future”. Oprócz rannego kota narratora, mamy w tym filmie niespodziewany seks, zakopaną po szyję dziewczynkę, realizm magiczny, rozpadający się związek dwojga dobiegających czterdziestki niedojrzałych dorosłych oraz oczywiście samą Mirandę w głównej roli. Jest to jednak inna postać niż July z „Ty i ja, i wszyscy, których znamy”. Między bohaterami „The Future” ma miejsce następujący dialog : „Za pięć lat stuknie nam czterdziestka”. „Tak, a czterdziestka to w zasadzie to samo co pięćdziesiątka. Po pięćdziesiątce zaś życie rozmienia się już tylko na drobne”. Miranda, która ma 37 lat, przedstawia samą siebie stojącą w obliczu kryzysu wieku średniego. I nie tylko siebie. W filmie uruchamia wszystko, co wcześniej czyniło jej sztukę tak wyjątkową: kobiecą, wręcz dziewczęcą perspektywę, nadwrażliwość, surrealistyczną wyobraźnię i tragikomiczne poczucie humoru. Co jednak ważniejsze, jak nikt inny potrafi uchwycić doświadczenie wielu dzisiejszych trzydziestoparolatków: tkwiących jedną nogą w świecie realnym, a drugą w wirtualnych przestrzeniach Internetu, nigdy niewyrastających z dzieciństwa, uciekających przed odpowiedzialnością w sentymentalizm i małe bezpieczne światy wyobraźni, skazanych na samotność (nawet w związku), mentalnie wiecznie młodych, ale zdumionych błyskawicznym upływem czasu. Miranda July, manieryczna, skupiona bez reszty na sobie i własnych odczuciach, może irytować, ale jeżeli macie trzydzieści kilka lat, to najprawdopodobniej doskonale wiecie, o czym mówi.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze