fbpx

High Hopes. Nowy Springsteen, stary Springsteen

High Hopes. Nowy Springsteen, stary Springsteen
fot. materiały prasowe SONY

Mały remanent? Owszem, ale nie tylko. Artysta zwany słusznie Bossem wydał album, na którym znalazły się piosenki premierowe, kilka dawnych utworów w nowych wersjach oraz – co dla niego nietypowe – kilka zaskakujących coverów.

Bruce Springsteen wydał płytę nietypową, rodzaj remanentu, jakie tak kochają fani. Wszystkie nagrania są tutaj jednak premierowe, zaś składają się na nie utwory znane dotychczas z wykonań koncertowych – jak przejmujące „American Skin (41 Shots)” – albo też zarejestrowane na nowo w wersjach „na jakie zasługiwały” (cytując samego artystę). A do tej kategorii zalicza się choćby oparty na prozie Steinbecka „The Ghost Of Tom Joad”. Inspiracją całego projektu stał się muzyk, który przypadkiem i jedynie tymczasowo znalazł się w grupie E Street Band, Tom Morello (znany z zespołów Rage Against The Machine i Audioslave). Można powiedzieć, że odległy od Springsteena o całe światy, a tu jednak… Kilka lat temu miałem okazję usłyszeć akustycznie na żywo duet Springsteen-Morello, a moc ich połączonych głosów była niezwykła i cieszę się, że ta współpraca znalazła reprezentację „na jaką zasługuje”. I to wbrew różnicom dzielącym amerykańskiego klasyka od gitarowej maszyny spod znaku metalu.

Doskonałym przykładem, jak inspirują się nawzajem pozorne przeciwieństwa, jest utwór „The Ghost Of Tom Joad”. Ta folkowa ballada w szlachetnej tradycji Woody Guthriego zostaje tu odczytana zupełnie na nowo i staje się tutaj – także za sprawą gitary Morello – metalową odyseją po amerykańskich bezdrożach i po amerykańskich złudzeniach. Dobrze, że Springsteen wrócił do tego utworu z 1995 roku, bo chociaż lubię jego oryginalną, akustyczną wersję, to cieszę się, że ta literacka piosenka powróciła w nowej odsłonie wyzwalając w sobie niewiarygodną wręcz siłę.

Cała seria „nowych” piosenek objawia się tu jak najlepszy premierowy materiał. Poza „American Skin (41 Shots)” są to utwory „Harry’s Place”, „Down In The Hole”, czy też przebojowa „Heaven’s Wall”, gdzie rockowej kapeli towarzyszy kameralna sekcja smyczkowa New York Chamber Consort Strings. Wszystkie te piosenki z różnych powodów nie weszły na poprzednie płyty Bossa, który teraz nagrał je na nowo.

http://youtu.be/V_5Of16dtA0

Można zapewne powiedzieć, że jest o płyta nierówna – „równy” był ostatnio album „Born In The U.S.A.” w 1984 roku. Jest tu kilka piosenek zamieszczonych na środku płyty, które choć brzmią znajomo i przyjemnie, nie wyróżniają się tak wyraziście jak cała reszta: „Frankie Fell In Love”, „This Is Your Sword”. Kompensują to z nawiązką utwory „Hunter Of Invisible Game” czy – poświęcone weteranom Wietnamu – „The Wall” z ładną, elegijną trąbką w finale. Na tej płycie jest wiele instrumentalnych akcentów wzbogacających brzmienie, m.in. celtyckie („This Is Your Sword”).

Zaskakujące, z jaką pasją Springsteen-autor wykonuje utwory innych artystów, m.in. jakby stworzoną dla niego tytułową piosenkę z repertuaru zapomnianego już dzisiaj zespołu Havalinas z Los Angeles i „Just Like Fire Would” punkowej grupy The Saints z Australii. Kolejnym zaskakującym coverem jest – zamykająca album – piosenka „Dream Baby Dream” z repertuaru protopunkowej kapeli Suicide z 1979 roku.

Wielką atrakcją specjalnej edycji albumu jest dodatkowa płyta DVD z koncertem. Nagranie pochodzi z Londynu, a choć zostało zarejestrowane w 2013 roku podczas trasy koncertowej The Wrecking Ball Tour, składa się na nie w całości… album „Born In The U.S.A.” – po kolei, numer w numer. Przed tamtą płytą z 1984 roku „The Boss” był już sensacją w Stanach. Płyta „Born In The U.S.A.” uczyniła z niego gwiazdę światowego formatu. Piosenki wykonane są przez Bossa i jego E Street Band w tej samej kolejności co na oryginalnym longplayu i aranżacje są bardzo podobne do tych doskonale znanych. Niemal każdy z prezentowanych tu utworów to dzisiaj klasyk: tytułowy przebój antywojenny, przebojowy „Dancing In The Dark”, ale także „Cover Me”, „Darlington County”, „I’m On Fire”, „No Surrender”, „Glory Days” oraz „My Hometown”. Ile jest takich płyt w historii rocka? Ile jest podobnych nagrań?

Kiedy album „Born In The U.S.A.” ukazał się w 1984 roku byłem na koncercie Bruce’a Springsteena & The E Street Band w jego rodzinnym New Jersey – to było przeżycie jedyne w swoim rodzaju, energia dosłownie rozsadzała arenę, a samego Bossa fani wybraliby wtedy na prezydenta USA (chociaż szkoda by go było). Gdy teraz słucham materiału z legendarnego albumu w wykonaniu artystów starszych o trzydzieści lat nie staram się wyłapać różnic w wykonaniach. To są wszystko piosenki tak proste i tak uczciwe, że bardzo trudno je poprawić. Ale mam inną refleksję: żaden z tych dwunastu utworów zupełnie się nie zestarzał. Ani jeden. Ani odrobinę.

Polecam nowy album Bossa po pierwsze dlatego, że jest na nim to, czego zawsze spodziewamy się po Springsteenie: świetne, niebanalne, bezkompromisowe piosenki, wykonane przez jeden z najmocniejszych i najbardziej wyrazistych głosów rocka. Jest „najlepszy barowy zespół Ameryki” (jak nazwano kiedyś The E Street Band), a każdy kto poobijał się trochę po amerykańskich barach wie, jakiej rangi jest to komplement. Ale jest to zarazem rodzaj artystycznego remanentu, a może po prostu porządków w imponującym katalogu? Udział Toma Morello jest wyrazisty, nieoczekiwane covery lśnią niczym najjaśniejsze autorskie klejnoty Bossa, zaś drugie życie piosenek tak ważnych jak „The Ghost Of Tom Joad” świadczy o umiejętnym wyważeniu spontaniczności i autorefleksji u tego wielkiego współczesnego artysty.

BRUCE SPRINGSTEEN High Hopes (CD)/Born In The USA Live – London 2013 (DVD)

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze