Grażyna Łobaszewska: Gryzę smutki powolutku

Grażyna Łobaszewska
Fot. MarlenaBielinska_SonyMusic

O emocjach, które stają się pułapką, urodzie poranków i potrzebie złapania zdrowego dystansu do życia – z Grażyną Łobaszewską rozmawia Hania Halek
Nie słychać o pani zbyt często, tylko od wielkiego dzwonu. Właśnie zabrzmiał?

Wielki dzwon – to brzmi dumnie. A tak na poważnie, gdyby to ode mnie zależało, słychać by mnie było częściej. Ostatnio właśnie brzmiały mi w uszach piosenki z mojej ostatniej płyty „Przepływamy” – wzruszające, pełne dobrej energii. Tak rzadko mówi się i śpiewa o codziennych smutkach i przyjemnościach. Tak jakby życie toczyło się na billboardach, w komputerze, a nie na przykład w kuchni z rodziną. Tak jakby ludzie woleli klikać w klawiaturę, niż rozmawiać, patrząc sobie w oczy… Ta zwyczajność mnie po prostu wzruszyła. Zbyt łatwo nam umyka w pracowo-komórkowo-facebookowej gonitwie. Całe dnie spędzamy w iluzji, w wirtualnym kosmosie, a gdy przychodzimy do domu, zderzamy się z realnym życiem i nie wiemy, co z nim począć.

Przed czym ludzie tak naprawdę uciekają? Przed sobą?

Myślę, że tak. Jest taka ogólna tendencja do unikania sytuacji, w których można się spotkać z prawdziwym sobą. Ja już nie mam złudzeń. Dawno wyrosłam z krótkich gatek i widzę, co się dzieje. Tak po prostu, na chłodno. Emocje opadły, jak po każdej wielkiej bitwie.

Jak być szczęśliwym bez emocji?

Czas bez emocji to ten, w którym rozwiązujemy ważkie problemy, aby spojrzeć na nie z pewnej perspektywy. Emocje czasem stają się pułapką, w którą sami się chwytamy. Ale śpiewania bez emocji nie jestem w stanie sobie wyobrazić. Bo tu dostajemy wzruszenie za wzruszenie.

Od dawna jest pani taką mądralą?

Skąd! Miałam też w życiu momenty, kiedy w ogóle nie myślałam i wykonywałam na przykład głuche telefony… Na szczęście rachunki mnie wykończyły (śmiech).

W młodości emocje bywają jedyną wartością. Chciała pani kiedyś wyskoczyć przez okno z miłości?

Wpaść pod tramwaj, pod trzynastkę, pechowo, co? Myślałam, że umrę i chyba tak naprawdę w pewnym sensie wtedy umarłam.