Kasia Nosowska: Śpiewająca dziewczyna

Kasia Nosowska
Fot. Rafał Masłow

Dąży do najlepszej wersji siebie, nie potrzebuje ślubów, nie chce być jemiołą na strukturze świata… – To co z tobą jest nie tak? – pyta Robert Rient. Kasia Nosowska odpowiada.

Kasia Nosowska
Fot. Rafał Masłow

Chciałbym zacząć od nieśmiałości…

Ja jestem nieśmiałością.

Jak to godzisz z wychodzeniem na scenę?

To przedziwny paradoks. Przełamywać siebie przez ponad 20 lat jest ciężko. A to się dokonuje za każdym razem. Nie miałam koncertu, który by mnie nie onieśmielał. Podobnie wywiady. Pozwoliłam losowi, żeby mnie postawił w sytuacji, w której będąc osobą szalenie nieśmiałą, podejmuję wyzwanie wychodzenia na scenę.

Jak to się stało, że zaczęłaś występować?

Przez przypadek. Koledzy, z którymi w piwnicy odbyłam trzy próby, grali koncert w szczecińskim klubie studenckim Pinokio. To był punkowy zespół, poszłam ich zobaczyć, a oni zaczęli mnie wywoływać z tłumu. Coś w środku powiedziało: „dobra” i jakimś cudem zdobyłam się na ten akt odwagi. Wyszłam, zaśpiewałam, nieprzygotowana do występu, coś krzycząc do mikrofonu. Bez treści, niby że po angielsku.

Jakie to było doświadczenie?

Stałam z zamkniętymi oczami, z torebką przerzuconą przez ramię. Po dwóch kawałkach natychmiast zeszłam ze sceny. Przerażona tym, co zrobiłam, nie czekałam na koniec koncertu, wsiadłam do autobusu i uciekłam. Następnego dnia, gdy rano stałam na przystanku autobusowym, podszedł do mnie jakiś chłopak i zapytał, czy to ja śpiewałam w Pinokiu. Przyznałam się, a on na to, że ekstra wyszło. Błyskawicznie rozeszła się po Szczecinie wieść o śpiewającej dziewczynie. Pojawiło się sporo propozycji, a ja znalazłam coś, co naprawdę pokochałam.

Nie miałaś nigdy pomysłu, by zrezygnować?

Nie. Zawsze odczuwałam silną potrzebę usprawiedliwienia swojego istnienia na świecie.

Co jest tym usprawiedliwieniem?

Działanie. Nie chcę być osobą, która niczym jemioła wisi na strukturze tego świata. Chciałabym coś dodawać do pełni, którą on jest, np. poprzez sztukę. Człowiek nie rodzi się po to, żeby przesiedzieć życie na kanapie.