fbpx

Na bogato – pudełko od Świętego Mikołaja

Na bogato - pudełko od Świętego Mikołaja
fot. materiały prasowe

Dla kolekcjonera i fana nie ma większej atrakcji, niż wspaniale wydane edycje typu „box set” – eleganckie pudełka z płytami, na których roi się od niespodzianek. Jesień obfitowała w wydawnictwa tego typu, więc choć nie są tanie, polecam kilka z nich. Zwłaszcza osobom, które gromadzą archiwalia i które niełatwo jest zaskoczyć.

fot. materiały prasowe

BOB DYLAN

Każda próba opisania tego dorobku w kilku zdaniach skazana jest na niepowodzenie, a zestaw ten zawiera cały legalny dorobek jednego z największych artystów naszych czasów. Rzecz nie w tym więc, na czym polega artystyczna ranga Boba Dylana, lecz czy pełna edycja jego nagrań wnosi cokolwiek nowego do naszych zbiorów – poza eleganckim pudełkiem oczywiście i zwartym szykiem tekturowych replik winylowych okładek. Owszem. Kolekcja ta zawiera 14 płyt, które poddano remasteringowi po raz pierwszy. Wielbiciele i kolekcjonerzy wszystkie pozostałe nagrania mają od dawna na półkach. Fakt, że jest to czternaście płyt artysty powszechnie uważanych za mniejszej wagi mnie na przykład nie zraża. Są wśród nich takie perły, jak „Street Legal” (1978) czy koncertowy „Hard Rain” (1976). Nie zapominajmy jednak, że kompletna kolekcja zawiera wiele z najważniejszych płyt w historii muzyki popularnej: „Bringing It All Back Home”, „Highway 61Revisited”, „Blonde On Blonde”, sięgając tylko do lat 60. Dzieła zebrane Dylana zasługują na uwagę nawet, kiedy jest się w posiadaniu jego pojedynczych nagrań (można jest oddać znajomym), ten kanon stanie się ozdobą każdej kolekcji. Jego dodatkowym walorem jest dwupłytowy album „Side Tracks”, zawierający ważniejsze nagrania rozproszone nie występujące na płytach (m.in. nagrodzoną Oscarem mocną piosenkę „Things Have Changed” z 2000 roku).

The Complete Columbia Recordings vol. 1

Columbia (47CD)

MILES DAVIS

Wytwórnie płytowe robią remanenty, a obszerne antologie sprzedają się coraz lepiej. Kolekcjonerzy porządkują zbiory, albo też szukają wolnego miejsca na uginających się półkach. Na fali tej wielką karierę robi hasło reklamujące edycje monofoniczne: „Tak, jak miało to brzmieć oryginalnie”. Dotyczy oczywiście tych płyt, które ukazywały się w „szlachetnym mono” (kolejne hasło marketingowe) zanim zostały „poprawione” na sztuczne stereo. Po pudłach z nagraniami The Beatles czy Boba Dylana, nadszedł czas na wczesnego Milesa. Zestaw mono obejmuje dziewięć jego pierwszych longplayów dla wytwórni Columbia, a jest to absolutna klasyka nowoczesnego jazzu. Obejmuje dwa okresy: legendarny kwintet z Johnem Coltranem (m.in. jazzową płytę wszech czasów „Kind Of Blue” z 1959 roku) oraz nagrania trębacza z – równie legendarną – orkiestrą Gila Evansa, m.in. albumy „Porgy And Bess” i „Sketches Of Spain”. Dla koneserów jest tu jednak więcej atrakcji, m.in. niedostępny do tej pory koncert festiwalowy z Newport 1958 oraz kapitalne nagrania Milesa Davisa z muzykami europejskimi dokonane w Paryżu w 1957 (m.in. do filmu „Windą na szafot”).

The Original Mono Recordings

Sony Music Classical (9CD)

fot. materiały prasowe

THE BEATLES

Pierwsza część tego rewelacyjnego zestawu ukazała się w 1994 roku i była sensacją. Radiowe występy Wielkiej Czwórki z lat 1962-1965 ukazały się wtedy na płytach po raz pierwszy, dokumentowały zaś okres, w którym chłopcy z Liverpoolu powalili cały świat czystą muzykalnością i energią. Część druga przynosi nową porcję rozkosznych wykopalisk, również z okresu czterech pierwszych longplayów zespołu. Jednak oprócz takich przebojów, jak m.in. „I Saw Her Standing There”, „She Loves You” i „From Me To You” z żelaznego kanonu Lennona i McCartneya, mamy tu cały wysyp coverów ze wczesnych lat rock’n’rolla, piosenek takich artystów jak Chuck Berry, Little Richard, Buddy Holly. Największe atuty tych sesji to świeżość i niewiarygodna wręcz energia młodych Beatlesów, wykonujących na żywo harmonie wokalne, jakich ich koledzy nie byli w stanie skopiować w studio. Jako że nagrania pochodzą z audycji radiowych, mamy tutaj także sporo rozmów, które przypominają o inteligencji i absurdalnym poczuciu humoru całej Wielkiej Czwórki. The Beatles dopiero po 1965 roku stali się „wyrafinowani”, tutaj grają i śpiewają jak grupa punkowa z innej, lepszej planety. Warto sięgnąć po zestaw obu części, nowy mastering i odszumianie wyraźnie poprawiły jakość edycji z 1994 roku. No i przyjemność jest podwójna.

Live At The BBC – The Collection

Universal/Apple (4CD)