1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Retro
  4. >
  5. Gertrude Bell - alpinistka, agentka brytyjskiego wywiadu i kobieta, która stworzyła podwaliny państwa Irak

Gertrude Bell - alpinistka, agentka brytyjskiego wywiadu i kobieta, która stworzyła podwaliny państwa Irak

Gertrude Bell. (Fot. BEW PHOTO)
Gertrude Bell. (Fot. BEW PHOTO)
W filmowej wersji „Angielskiego pacjenta” brytyjski żołnierz mówi do drugiego: „Czy uda nam się przejść przez te góry?”. „Mamy wytyczone szlaki na mapach Bella”. „Oby miał rację”. Do dziś niektórzy sądzą, że tereny od Syrii aż po Zatokę Perską swego czasu zjechał i opisał mężczyzna, a nie ona – Gertrude Bell, poliglotka, archeolożka, agentka brytyjskiego wywiadu, kobieta, która stworzyła podwaliny państwa Irak. Niespełniona tylko w jednym – w miłości.

„Królowa pustyni” to film Wernera Herzoga opowiadający o życiu Gertrude Bell. Niemal dwa lata trwały spekulacje, kto ją zagra. Mówiono o Angelinie Jolie i Naomi Watts, w końcu wybrano Nicole Kidman. Na pewno urodą i sylwetką bliższa jest samej Gertrude – szczupłej, rudowłosej, zielonookiej. Czy film ten dobrze opowiedział biografię, która niemal prosi się o hollywoodzki rozmach?

Równa, jeśli nie lepsza

Kobieta urodzona w Wielkiej Brytanii w drugiej połowie XIX wieku, aby móc stanowić o sobie, potrzebowała kilku rzeczy: sporego majątku do własnej dyspozycji, bliskich kontaktów wśród osób zamożnych i dobrze urodzonych oraz rodziny, która by jej na taką samorealizację pozwoliła. Szczęśliwie Gertrude Bell to wszystko miała. Jej bliscy byli nie tylko zamożni i otoczeni koneksjami, ale także – jak na tamte czasy – niezwykle nowocześni. Dziadek Bell stał na czele brytyjskiego przemysłu metalurgicznego, co w czasach rewolucji przemysłowej oznaczało żyłę złota. Charyzmatyczny i surowy sir Isaac Lowthian Bell był także członkiem parlamentu. Z kolei ojciec Gertrude Hugh Bell, spadkobierca rodzinnej fortuny, trzykrotnie sprawował funkcję burmistrza w mieście Middlesbrough w hrabstwie Durham, pracował też jako sędzia pokoju. Życie zawodowe i kontakty towarzyskie dziadka i ojca wpłynęły mocno na wykształcenie Gertrude, która od wczesnych lat interesowała się historią i polityką. Jaką rolę odegrała w jej życiu matka? Mary Shield Bell osierociła córkę, gdy ta skończyła zaledwie trzy lata, umierając podczas porodu kolejnego dziecka. Biografowie w tym wydarzeniu doszukują się źródeł przyszłych skłonności depresyjnych Gertrude. I jej upodobania do zagrażającego zdrowiu i życiu ryzyka. Co nie znaczy, że jako dziecko Bell nigdy nie zaznała matczynej miłości. Kiedy miała siedem lat, do ich domu wprowadziła się świeżo poślubiona druga żona ojca – Florence. Między nią a pasierbicą zrodziła się mocna więź. To Florence – panna z dobrej rodziny, w dzieciństwie pupilka samego Charlesa Dickensa – weźmie na siebie obowiązek nauki dobrych manier dziewczynki. I to macocha będzie miała później swój udział w aktywnej pracy Gertrude na rzecz ruchu... Ligi Antysufrażystek przeciwnej m.in. uzyskaniu przez kobiety prawa do głosowania w wyborach parlamentarnych. To ciekawe, tym bardziej że przez całe życie Bell będzie udowadniać sobie i światu, że jest równa, jeśli nie lepsza, od mężczyzn.

Bardzo krótkie zaręczyny

Jako nastolatka skończyła z wyróżnieniem londyński Queens College, by w wieku 17 lat rozpocząć studia na wymarzonym Lady Margaret Hall, uczelni należącej do Uniwersytetu Oksfordzkiego. Wybrała wydział historii współczesnej, jeden z kilku kierunków, na których pozwolono studiować kobietom, by dwa lata później skończyć go – jako pierwsza studentka w jego historii – z pierwszą lokatą.

Gertrude szybko dorośleje. Gdy jej wujek sir Frank Lascelles w 1891 roku zostaje ambasadorem Wielkiej Brytanii w ówczesnej Persji, ona z zapałem zaczyna uczyć się perskiego, by rok później móc skorzystać z jego zaproszenia i pojechać do stolicy Persji – Teheranu. To miejsce, gdzie – z dala od zachodniego stylu życia, cywilizacji i od rodziny – uczy się samodzielności. Odkrywa piękno przyrody, egzotyki, zachwyca się językiem i własną niezależnością. Zakochuje się. W 33-letnim Henrym Cadoganie, synu poważanego brytyjskiego adwokata i parlamentarzysty. Henry miał wszystkie cechy, które mogły zauroczyć 24-latkę: był wykształcony, oczytany, znał perski (wprowadził ją w czarujący świat wierszy poetów sufickich). A jednak jego niewielki – jak dla rodziny Bell – majątek oraz skłonności do hazardu nie czyniły go odpowiednim kandydatem do ręki Gertrude. Co z tego, że zachwycona przyjmuje jego oświadczyny, gdy wkrótce potem przychodzi list od rodziców z prośbą, by zerwała zaręczyny. Ze złamanym sercem spełni tę prośbę i wyjedzie czym prędzej z Persji.

Ta historia ma swój tragiczny ciąg dalszy: rok później dziewczyna dostaje wiadomość o nagłej śmierci Henry’ego. Wpada w rozpacz. Za namową macochy, by zająć czymś myśli, wyda – wówczas jeszcze pod pseudonimem – swoją pierwszą książkę poświęconą Bliskiemu Wschodowi. Jeździ po Europie, wolne chwile poświęcając na naukę języków oraz na tłumaczenie wierszy ulubionego poety sufickiego – Hafiza. A pod koniec roku wyruszy z bratem Maurice’em w swoją pierwszą podróż  dookoła świata.

Przyzwoita alpinistka

Już wkrótce o pannie Bell będzie głośno. Na razie jeszcze nie z powodu jej dyplomatycznej kariery, ale pasji do gór. Nie mogło skończyć się na zwykłym hobby. Nie w jej przypadku. Od dzieciństwa Bell robiła wszystko, na co miała ochotę: jeździła na rowerze i na łyżwach, polowała, łowiła ryby, strzelała. Gdy stawiała przed sobą zadanie, nie było możliwości, by od tego odstąpić. Tak samo było ze wspinaniem. O tym, jak jej temperament nie przystawał do ówczesnych realiów, świadczy choćby to, jakie sztuczki musiała stosować, żeby swobodnie zdobywać kolejne szczyty. Zwykłe męskie spodnie zakładała pod spódnicę, którą w trakcie trasy ściągała, żeby – nie gorsząc nikogo – ponownie włożyć ją podczas ostatniego etapu schodzenia z góry. W roku 1899 Gertrude postanawia wyruszyć w szwajcarskie Alpy ze szczytem Mont Blanc na czele, a do roku 1904 roku należy już do najbardziej rozpoznawalnych wspinaczy na świecie. Jeden ze szczytów szwajcarskich Alp Berneńskich został nazwany jej imieniem. A jednak adrenalina, jakiej dostarczały jej te wyprawy, nie wystarczała. I gdy tylko sezon wspinaczkowy się kończył, Bell wyruszała na ukochany Bliski Wschód. Szczegółowo opisze swoje podróże. Rozwija też zainteresowania archeologią – na terenach ówczesnego Imperium Osmańskiego rozpoczęła badania ze znanym specjalistą od Nowego Testamentu sir Williamem M. Ramsayem. Dwa lata później przeniosła się do Mezopotamii i tam rozpoczęła prace archeologiczne, konsultując je ze specjalistami. Jednym z nich był T.E. Lawrence, czyli słynny Lawrence z Arabii. W pamiętniku z 18 kwietnia 1911 roku napisała o nim: „Ciekawy chłopiec, będzie z niego podróżnik” (był młodszy od niej o 20 lat). On szybko zaczął nazywać ją Gerty i darzyć szczególną admiracją, pełen podziwu dla jej odwagi i sukcesów. Połączy ich przyjaźń oparta na podziwie dla Beduinów, tych – jak ich nazywali – arystokratów pustyni. Spotkają się też w Kairze, wyznaczeni przez rząd brytyjski do wyjątkowego zadania. Paradoksalnie, choć to o T.E. Lawrensie i jego arabskich przygodach (z których wiele zmyślił na potrzeby budowania własnej legendy) do dzisiaj głośno jest w Europie, w Bagdadzie mało kto o nim pamięta, za to wszyscy wiedzą, kim była panna Bell.

Mała, miła żonka

Na razie Gertrude kończy 38. rok życia i marzenia o wielkiej miłości i założeniu rodziny ma już dawno za sobą. A jednak to jeden z lepszych momentów w jej życiu. Ma świetny nastrój, bryluje w towarzystwie anegdotkami ze świata, jest szeroko poważana, na wszystkich robi wrażenie. Także na cichym i spokojnym majorze Charlesie Hothamie Montagu Doughtym-Wyliem, zwanym przez przyjaciół Dickiem, który przy każdej nadarzającej się okazji prowadzi z Bell długie rozmowy. Zaledwie trzy lata wcześniej Dick wziął ślub z niejaką Lilian Wylie. Gertrude opisze ją, jako „małą, miłą żonkę”, co było raczej przytykiem niż komplementem.

Mija kilka lat, ona oddaje się swojej pasji archeologicznej i podróżom, on pozostaje sympatycznym korespondencyjnym przyjacielem. Do czasu. W 1912 roku spotykają się w Londynie. Dick przyjeżdża bez żony. Wspólne wyjścia do teatru, spotkania z przyjaciółmi i długie rozmowy są początkiem miłości tych dwojga. Ich burzliwy związek odzwierciedlają listy, jakie wysyłają do siebie niemal bez przerwy aż do 1915 roku. A jednak Dick nie chce burzyć swojego małżeństwa. Dramatycznie zazdrosna Gertrude szuka dla siebie ucieczki, nowego wyzwania. Podejmie się najdłuższej i najbardziej niebezpiecznej podróży po Arabii. Celem jest „zdobycie” niemal legendarnego miasta Ha’il, położonego w północno-zachodniej części Arabii. Podróż w obie strony trwa około pół roku. Gertrude dba o odpowiednią oprawę, nie szczędzi pieniędzy na karawanę. Nie chodzi o próżność, ale efekt psychologiczny: w oczach napotykanych szejków karawana ma świadczyć o bogactwie i władzy. Bell o mały włos nie straci całego dobytku, ryzykuje życie. Ale jak zwykle dopnie swego: dotrze do Ha’il. Po powrocie do Londynu zastaje ją deklaracja wojny podpisana 4 sierpnia 1914. Jeszcze przed końcem tego roku brytyjskie władze w Kairze upomną się o Bell i jej wyjątkową wiedzę na temat prowincji arabskich w Imperium Osmańskim. Jej raport rozpocznie współpracę z rządem brytyjskim na Bliskim Wschodzie.

Tymczasem Gertrude otrzymuje wiadomość od Dicka, że ten przyjedzie na krótko do Londynu. Mieli dla siebie dokładnie cztery dni i trzy noce. Ostatnie szczęśliwe wspólne chwile. Choć nawet wówczas nie doszło między nimi do fizycznego zbliżenia. Łączyła ich miłość równie gorąca co platoniczna. Ponoć nawet wtedy, gdy zbliżenie jest tylko kwestią decyzji Gertrude, ta panikuje i wycofuje się. Gdzie podziała się odwaga, której dowody dawała na każdym kroku? Dick z Londynu wróci na front, by kilka miesięcy później zginąć od tureckich kul pod Gallipoli. Dla Bell to koniec marzeń o wspólnym szczęściu, ale też początek wielkiej przygody. Niemal prosto z Czerwonego Krzyża pojedzie do Kairu, zaproszona przez przyjaciela i dyplomatę Davida Hogartha do współtworzenia powstającego tam właśnie biura wywiadu admiralicji.

Sprawiedliwa pani

Na miejscu w Kairze pracuje nad ustaleniem położenia arabskich plemion, co ma pomóc brytyjskim służbom w tworzeniu arabskich sojuszy przeciwko Imperium Osmańskiemu, które stoi po stronie Niemiec. Już na wiosnę 1916 roku Bell zostaje przeniesiona do Basry, żeby jako jedyna kobieta w tamtejszych służbach brytyjskich, z tytułem oficera łącznikowego służyć radą sir Percy’emu Coxowi, późniejszemu administratorowi na Bliskim Wschodzie. Rok później z tytułem sekretarza ds. Wschodu (Orientu) przeniesiona zostaje do Bagdadu. Wynajmuje dom z imponującym ogrodem, gości zarówno szejków, jak i ich żony. 4 grudnia 1921 roku pisze w liście do ojca: „Spędziłam bardzo udany ranek, tworząc granicę Iraku w południowej części pustyni”. Bell znalazła się w wąskim gronie najważniejszych osób, które wpłynęły na przyszłość Bliskiego Wschodu podczas słynnej konferencji w Kairze. To wówczas ustalono granice współcześnie rozumianego Bliskiego Wschodu, a także niezależnego państwa Irak. I to Bell aż do śmierci będzie jedną z najważniejszych osób w rządzie nowego kraju. O ironio, w męskim, jeśli nie szowinistycznym społeczeństwie arabskim osiągnęła pozycję, która byłaby niemożliwa dla kobiety w jej rodzinnej Anglii. To także dzięki inicjatywie Bell powołano Muzeum Archeologiczne w Bagdadzie (później przemianowane na Muzeum Iraku). Otwarto je w czerwcu 1926 roku, tuż przed śmiercią schorowanej Gertrude, którą już wiele miesięcy wcześniej zaczęły męczyć różne dolegliwości. Zdążyła jeszcze odwiedzić rodzinę, jednak widok upadającej w wyniku Wielkiego Kryzysu fortuny ojca pogrąży ją w jeszcze większym smutku. Wraca do Bagdadu, a feralnego 12 lipca 1926 roku umiera we własnym łóżku. Do dziś biografowie zastanawiają się, czy świadomie przedawkowała leki nasenne. Pochowano ją z honorami na brytyjskim cmentarzu w Bagdadzie. W społeczeństwie irackim zyskała przydomek „Khatun” – Sprawiedliwa Pani. Państwo Irak, pod które położyła podwaliny, przetrwało 37 lat w kształcie, jaki mu nadała.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).