fbpx

Krystyna Janda prezentuje: Danuta W. i nieznana historia „Solidarności”

Danuta W.
Teatr Polonia, fot-Adam-Klosinski

Monodram Krystyny Jandy pt. „Danuta W.” dodaje ważną kobiecą narrację do historii dotąd opowiadanej przez mężczyzn.

Danuta W.
Teatr Polonia, fot-Adam-Klosinski

Najpierw była książka, która okazała się jednocześnie skandalem i bestsellerem. Danuta Wałęsa, nie konsultując się z własnym mężem ani żadnym z jego doradców, napisała i wydała książkę pt. „Marzenia i tajemnice”. Małomówna i zawsze stojąca pół kroku za mężem, była Pierwsza Dama nagle przemówiła, opowiadając publicznie prawdę o swoim życiu z wielkim liderem ruchu „Solidarność”. W mediach zawrzało – w książce ukazany jest obraz Lecha Wałęsy oraz życia z nim, jaki znała dotąd jedynie rodzina i najbliżsi przyjaciele. Jednocześnie w historii Danuty Wałęsy odnalazło się całe pokolenie dzisiejszych pięćdziesięcio- i sześćdziesięciolatek. „Danuta Wałęsa to ja” – powtarzały kolejne rówieśniczki Pierwszej Damy, hurtowo kupując jej książkę.

Drugi raz zawrzało, gdy Krystyna Janda postanowiła wystawić „Marzenia i tajemnice” na deskach Teatru Polonia. Jej „Danuta W.” to pozycja obowiązkowa.

Janda jest mistrzynią monodramów. Na jej „Shirley Valentine” widzowie potrafili pójść kilka razy, bo taką dawkę pozytywnej energii, humoru, ale też trzeźwego spojrzenia na życie rzadko się w teatrze dostaje. Ale w „Danucie W.” wybitna aktorka serwuje nam coś zupełnie innego. Już na wstępie, gdy – w fartuszku lecz na szpilkach – przedstawia się, wyliczając daty narodzin i imiona swych ośmiorga dzieci, wiemy, że słuchając tej historii, śmiać się nie będziemy.

Krystyna Janda z książki Danuty Wałęsy wyjmuje przede wszystkim wątek jej związku z Lechem Wałęsą oraz jej samotności wobec historycznych wydarzeń i działań politycznych męża w czasie ich małżeństwa. Wykorzystując słynne zdjęcie Pierwszej Damy z dziećmi i fotografią z jej mężem w tle, podobnie ustawia scenę. Mamy na niej stół, na którym robi szarlotkę, piekarnik i ekran, na którym adekwatnie do tempa opowieści pojawiają się historyczne zdjęcia. Wśród nich to najważniejsze i przełomowe dla bohaterki – z przemówienia podczas ceremonii wręczenia Pokojowej Nagrody Nobla, odbieranej w imieniu Wałęsy. To moment, kiedy żona szefa „Solidarności” zaistniała w świadomości zarówno polskiej, jak i międzynarodowej. Zaistniała też dla siebie, bo na co dzień żona przywódcy związkowego pozostaje zawsze na drugim planie, jest wiecznym tłem, realizując się w roli żony i matki. Biografię Danuty Wałęsy można by sprowadzić do kolejnych porodów, połogów, opieki nad dziećmi i odwiedzin męża w więzieniu. Gdyby nie jej własna historia walki o niepodległość, którą Janda dokładnie opowiada. I tu tkwi waga i doniosłość tego przedstawienia, i praca, jaką wykonała aktorka, pokierowana przez reżysera Janusza Zaorskiego.

Słowami Danuty Wałęsy dopowiada ona niepełną dotąd, męską wersję walki o niepodległość i powstawania wolnych związków, dodając do tego jednostronnego obrazu ważny element herstorii – bo tym jest opowieść o Pierwszej Damie. Ta jej historia, podobna do setek tysięcy innych kobiet, które tak jak Danuta Wałęsa uczestniczyły w kluczowych wydarzeniach historycznych ubiegłego wieku, będąc żonami, matkami, karmicielkami strajkujących, jest brakującym elementem w opowieści o „Solidarności”, która dotąd miała jedynie męską „twarz”. Opowieść Danuty Wałęsy tę historię dopełnia, jeśli nawet jej nie zmienia. W dodatku już sam tytuł sztuki – „Danuta W.” – zwraca uwagę, że mowa jest tu nie tylko o jednostkowej biografii, ale o doświadczeniu wielu kobiet, które podzieliły los byłej prezydentowej.

Chylę czoła także przed samą Jandą, która poprzez aktorski zabieg, na naszych oczach nie przeistacza się w Danutę Wałęsę. Pozostaje sobą – w swojej fryzurze i butach na obcasach – wykorzystując swoją osobę – ciało aktorki – by opowiedzieć historię, która wypełnia kolejną białą plamę w historii, przemilczany wątek obecności kobiet w wydarzeniach II połowy XX wieku.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze