1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Ceremonia parzenia herbaty - droga rozwoju człowieka

Ceremonia parzenia herbaty - droga rozwoju człowieka

fot. iStock
fot. iStock
Ceremonia parzenia herbaty nazywa się w Japonii chanoyu, chadō lub sadō. Chanoyu znaczy „wrzątek na herbatę”, a chadō lub sadō „droga herbaty”.

Słowo „dō” pojawia się także w takich nazwach, jak kadō („droga kwiatów” to inna nazwa ikebany, sztuki układania kwiatów), shodō (japońska sztuka kaligrafii) czy dżudo. Słowo to Japończycy rozumieją dosłownie jako drogę, ale symbolizuje ono także rozwój człowieka.

Sproszkowaną herbatę sypie się do małego lakowego naczynka, tak by na środku powstał regularny stożek, potem nabiera bambusową łyżką, starając się jak najmniej naruszyć kształt. W nim bowiem gość widzi serce gospodarza. Gospodarz natomiast widzi serce gościa w sposobie w jaki on ogląda zachowaną formę.

Tradycyjna ceremonia herbaciana odbywa się w pawilonie herbacianym usytuowanym w ogrodzie. Do pomieszczenia herbacianego prowadzi ścieżka, przy której stoi misa. Myjemy w niej jedną rękę, potem drugą, obmywamy usta i tak oczyszczeni przechodzimy do pokoju herbacianego. Po wejściu zbliżamy się do tokonoma – wnęki przeznaczonej do eksponowania przedmiotów. Oglądamy kaligrafię zawieszoną na ścianie, kwiaty w wazonie, palenisko, kociołek i zasiadamy na macie. Gdy gospodarz słyszy ciszę, rozumie, że wszyscy nasycili się oglądaniem, i przynosi do pokoju ciasteczka. Bez słowa stawia je przed pierwszym gościem (najwyższym rangą), składa ukłon i wychodzi. Potem wnosi naczynie z zimną wodą, które stawia obok kociołka. Następnie czarkę, naczynie ze sproszkowaną herbatą, naczynie na zlewki i czerpaczek do wody. Wszystko ustawia na właściwych miejscach, siada przed gośćmi, wyjmuje jedwabną chusteczkę i symbolicznie oczyszcza pojemnik ze sproszkowaną herbatą i bambusową łyżeczkę do nasypywania herbaty. Rozgrzewa czarkę ciepłą wodą, opłukuje chłodną i wyciera kawałkiem białego płótna.

Potem wsypuje herbatę do czarki, zalewa wrzątkiem, rozbija pędzlem i podaje. Po wypiciu opłukuje czarkę zimną wodą, oczyszcza naczynko z herbatą i wraz z bambusową łyżeczką podaje do obejrzenia gościom i wychodzi. To goście decydują, jak długo chcą oglądać sprzęty. Gdy zapada cisza, gospodarz wraca. Jeśli goście chcą się dowiedzieć czegoś o naczyniu, w którym herbata została wniesiona do pokoju, albo łyżce, którą była sypana, pytają. Gospodarz odpowiada, potem wynosi sprzęty, wraca. Goście dziękują i żegnają się.

Lekcje z herbaty

– W Japonii dzieci uczy się, by chwytały przedmioty w odpowiedni sposób, trzymając palce jeden przy drugim – opowiada Iwona, która od 13 lat praktykuje parzenie herbaty i przez rok uczyła się w Japonii. – Ja, Europejka, zaczynałam naukę herbaty od takich podstaw. I myślałam z zachwytem: to takie proste. Wiesz, jak trzymać przedmiot, robisz to pewnie, wszyscy to czują i  mogą jeszcze podziwiać sposób, w jaki to robisz.

Iwona wyjechała do Japonii na roczne stypendium. Tam została zaproszona na spotkanie herbaciane u pani Sugimoto, sensei (mistrza ceremonii). Na tym spotkaniu zaproponowała jej ona bezpłatną naukę. Iwona zaczęła jeździć na lekcje raz w tygodniu.

– Wtedy herbata składała się dla mnie w głównej mierze z pięknej ceramiki, kimon i kwiatów – opowiada. – Teraz wiem, że herbatę można przeżywać na wielu poziomach. Pierwszy to poziom przyjemności – czas spędzony w miły sposób z osobami, które się lubią. Drugi to poziom uważności i szacunku. Zachwyca mnie, że goście, nim wejdą do pomieszczenia herbacianego, muszą się poznać. Uśmiechają się do siebie i witają. To zauważenie się, które powoduje, że myślą o sobie w trakcie spotkania. Ale poziomów herbaty jest nieskończenie wiele.

Po powrocie do Polski miała ogromną potrzebę przekazywania swoich doświadczeń. Zaczęła opowiadać o Japonii w szkołach. W końcu zaczęła uczyć parzenia herbaty. – Właściciel restauracji japońskiej udostępnił nam pomieszczenie do ćwiczeń. Gdy została ona zamknięta, zaczęliśmy ćwiczyć w biurze u moich przyjaciół. Po jakimś czasie znalazłam osobę, która uczyła się herbaty w Japonii pięć lat, i wycofałam się z uczenia. Od tej pory herbaty uczy tylko Ula.

Grupę nazwali Tombokai (tombo to po japońsku ważka, symbol lata, kai klub). Zaczęli dawać pokazy. W 1998 roku pani Sugimoto zaczęła przyjeżdżać dwa razy do roku, żeby ich dokształcać. W 2004 roku powstał Pawilon Herbaciany, a grupa stała się Stowarzyszeniem Drogi Herbaty „Urasenke Tankokai Sunshinkai”. „Sun” oznacza odrobinę, „shin” to serce (w Japonii to siedlisko uczuć, woli, postanowień, umysłu). Jest takie powiedzenie: jeden mały krok może oznaczać daleką drogę.

– Najważniejszy w herbacie jest szacunek – tłumaczy Iwona. – Każdą czarkę i każdego człowieka traktuje się z taką samą uwagą. Herbata nauczyła mnie okazywać to wszystkim – w domu, w pracy i na ulicy. W każdym trzeba widzieć kogoś wyjątkowego z jego bardzo ważnym życiem. W drodze herbaty do ozdoby pokoju wybiera się jeden kwiat (może być zwykły, polny), wkłada się go do starego ceramicznego wazonu, by tam stał się królem. Jest jeden, jedyny, wyjątkowy. Może opowiedzieć całą prawdę o sobie.

Czarka herbaty

– Na temat herbaty miałam wyobrażenie: Japonka w różowym kimonie na tle złotego parawanu – opowiada Anna. – Myślałam, że to nie dla mnie. Nawet gdy w 1999 roku wyjechałam na stypendium do Kioto i nawiązałam kontakt z nauczycielką herbaty. Nawet gdy ona zabrała mnie na spotkanie herbaciane. Aż poszłam na pierwszą lekcję.

Od nauki, że to powinno stać tu, a to tak, do zaaranżowania całego spotkania jest długa droga. Trzeba do tego podejść bardzo świadomie. Jeżeli jest czas letni, używamy kwiatów i przedmiotów letnich. Czarki ozdobionej irysami mogę użyć tylko w kwietniu i maju, kiedy jest czas ich kwitnienia.

 
– Wiedza na temat sprzętu i sposobu ich łączenia jest ogromna – mówi Anna. – Uczymy się, że to stoi tu, a to tu, ale ważne jest też to, jak te przedmioty do siebie pasują. Bo jeżeli przedmiot jest trochę większy, trzeba go odsunąć, żeby miał swoją przestrzeń. Nie można się tego uczyć mechanicznie, trzeba rozumieć, co się robi i po co. Przed spotkaniem należy też poznać wszystkie przedmioty ze sobą i sprawdzić, czy ta łyżeczka bambusowa będzie dobrze leżała na tej czarce. Można podziwiać piękno ceremonii, ale można też widzieć więcej. To nie tylko nauka patrzenia na rzeczy, ale też zastanawiania się, co one powiedzą naszym gościom. To przyjemność obcowania ze sztuką i przyjemność tworzenia kontaktów międzyludzkich.

Jeśli nie mamy pieniędzy na słodycze, narwijmy owoców w lesie. Jeśli nie mamy herbaty, podajmy gorącą wodę, ale całym sercem. Zróbmy wszystko, żeby goście się dobrze czuli i byli zadowoleni. W ten sposób herbata nauczy nas myślenia o innych. A gdy takie myślenie odnajdziemy w herbacie, pojawi się w całym życiu. Do wszystkiego zaczynasz podchodzić ze stosowną uwagą i zaangażowaniem.

– Herbata, jak każda sztuka, wymaga praktyki. Uczy spokoju. Uczy robienia wszystkiego w odpowiednim rytmie. Jest formą medytacji w ruchu. Gospodarz, który parzy herbatę, myśli o tej konkretnej czarce herbaty, którą robi dla tej konkretnej osoby. Japończycy mówią, że to jest droga herbaty. Na początku to tylko słowo, z czasem zaczynasz to poznawać, czuć i rozumieć. Wtedy herbata rzeczywiście staje się drogą.

Herbata i zen

– Od razu zrozumiałam, że atmosfera okeiko (lekcja japońskiej sztuki tradycyjnej) bardzo mi odpowiada. Wszyscy są związani etykietą i jednocześnie nie czują się skrępowani – opowiada Ula. – Gdy wróciłam do Japonii do pracy, pani Sugimoto zapytała, czy nie chciałabym uczyć się herbaty na poważnie. W firmie spotkałam się z pełnym zrozumieniem. Poszłam do szkoły drogi herbaty Urasenke Gakuen, prowadzonej przez jedną z gałęzi rodu Sen. Skończyłam roczny kurs dla obcokrajowców i kolejny w japońskiej części szkoły. Wyznaczono mnie na osobę mającą uczyć herbaty w duchu Urasenke w Warszawie. To duża odpowiedzialność. Staram się teraz temu podołać.

Ula: – Herbata łączy kimono, architekturę, kaligrafię, ceramikę, japońską lakę, materiały japońskie, przedmioty z bambusa, drewno, układanie kwiatów, znajomość pór roku i przebieg tradycyjnych świąt. Dzięki temu czuje się powiązanie z cyklem przyrody, tradycją i kulturą. Jest bardzo wiele rzeczy, które zaczynamy studiować dzięki herbacie.

Na przykład używanie czarek do herbaty kieruje ku ceramice, a sztukę ceramiczną winduje bardzo wysoko. Nóżka czarki musi być odpowiedniej wysokości, żeby pozwoliła nam ułożyć wygodnie dłoń i pewnie trzymać. Środek musi być wyprofilowany, tak by powstało zagłębienie na resztki herbaty, które pozwoli nam zobaczyć jak najwięcej środka, a także by powstało miejsce na ucieranie herbaty. Herbata jest sumą takich drobiazgów.

– Każde spotkanie jest niepowtarzalne – tłumaczy Ula. – Wybierając miejsce, przedmioty, gości i formę, tworzymy przestrzeń, która się już nigdy nie powtórzy. Jeżeli z takim samym nastawieniem przychodzą nasi goście i tropią nasze ścieżki (dlaczego  taka kaligrafia i taka łyżeczka bambusowa), dla nich to spotkanie też jest wyjątkowe. A jeżeli będzie to dla nich wspomnieniem na całe życie, pojawia się uczucie spełnienia, które utwierdza nas na tej drodze.

Praktyka drogi herbaty uczy:

  • porządku w różnych obszarach życia,
  • koncentracji na jednej czynności,
  • bycia tu i teraz,
  • uważnego patrzenia,
  • czystości zewnętrznej i wewnętrznej,
  • zaangażowania w nasze działania,
  • przekraczania ograniczeń,
  • pracy nad sobą,
  • służenia innym,
  • przyjmowania pomocy,
  • szacunku i wdzięczności,
  • pracy dla własnego rozwoju i satysfakcji.
Bliskość, piękno i szacunek to podstawa herbaty. Nieważne, kim jesteś, spotykamy się równi. Praktyka herbaty daje wejrzenie w siebie i w innych. W prostych gestach widać nasz charakter i podejście do życia. A trening duchowy powoduje, że się zmieniamy. Uczymy się poprzez opanowanie formy, ale nie może być ona celem. To dopiero początek drogi. Forma ma pomóc w wyrażaniu siebie. Gdy wyjdziemy poza nią, otwiera się przed nami nieskończony, indywidualny świat.

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Medytacja i ciało. Jaką przyjąć pozycję? – radzi buddyjska mniszka Pema Chödrön

Nie zawsze jest łatwo być w pełni obecnym – lub choćby częściowo obecnym. Nie zawsze jest łatwo traktować siebie z życzliwością. Jeszcze trudniej jest pozbyć się nawykowych sposobów funkcjonowania w świecie (..). Na szczęście medytacja zapewnia nam dokładnie takie wsparcie, jakiego potrzebujemy. Jest to praktyka bycia obecnym, dbania o nasze serce i odpuszczania. (fot. iStock)
Nie zawsze jest łatwo być w pełni obecnym – lub choćby częściowo obecnym. Nie zawsze jest łatwo traktować siebie z życzliwością. Jeszcze trudniej jest pozbyć się nawykowych sposobów funkcjonowania w świecie (..). Na szczęście medytacja zapewnia nam dokładnie takie wsparcie, jakiego potrzebujemy. Jest to praktyka bycia obecnym, dbania o nasze serce i odpuszczania. (fot. iStock)
Ręce, nogi, oczy, usta – czy wiemy, jakie znaczenie ma ułożenie poszczególnych części ciała podczas praktyki medytacyjnej? Liczą się nie tylko proste plecy. Owszem, musi być nam wygodnie, ale jeśli chcemy uzyskać lepsze efekty i nie skupiać się na niedogodnościach ze strony ciała – zadbajmy o szczegóły. Pema Chödrön w książce „Żyj pięknie” udziela praktycznych porad na temat medytacji.

„Medytacja, której mnie nauczono i którą praktykuję, obejmuje trzy główne elementy: postawę, przedmiot medytacji i sposób, w jaki odnosimy się do myśli” – wymienia. Pierwszym, podstawowym krokiem jest właśnie przygotowanie ciała.

Podstawowa instrukcja dotycząca postawy – czyli sposobu, w jaki ciało wspiera nas podczas medytacji

Zaczynamy od tego, że jesteśmy w pełni obecni w naszym ciele ze świadomością miejsca, w którym siedzimy, naszych nóg, naszych ramion, naszego tułowia. Przyjmujemy godną, wyprostowaną, ale luźną postawę, która pomaga nam odnaleźć wewnętrzny spokój i skontaktować się z poczuciem pewności i godności w sobie. Przywołujemy naszą wojowniczość, przywołujemy naszą odwagę, przywołujemy fundamentalne poczucie słuszności. Wyprostowane ciało wzmacnia umysł. Sześć elementów prawidłowej postawy, których nauczał Chögyam Trungpa, pomaga nam w tym procesie. Są to: miejsce, nogi, tułów, ręce, oczy i usta.

Pierwszy punkt to miejsce

Czasami o medytacji mówi się jako o zajęciu miejsca. Zajęcie miejsca oznacza medytowanie z przekonaniem, że masz prawo tam być, że masz prawo być w pełni przebudzonym.

Miejsce powinno być płaskie i stabilne. Jeżeli wolisz, możesz usiąść z poduszką medytacyjną pod pośladkami, aby podnieść miednicę i pochylić ją lekko do przodu; pomaga to siedzieć wygodnie, bez osuwania. Niezależnie od tego, w jaki sposób siedzisz, twoje ciało powinno znajdować się w jednej linii – bez nadmiernego odchylania się ani do przodu, ani do tyłu, ani w prawo, ani w lewo. Najważniejsze jest wybranie wygodnej pozycji, żeby się nie wiercić i nie zmieniać ciągle pozycji w trakcie medytacji.

Jeśli uznasz, że siedzenie na poduszce jest niewygodne, możesz usiąść na krześle, najlepiej z prostym oparciem i płaskim siedziskiem. Pochyl się lekko do przodu, żeby nie opierać się o krzesło i połóż obie stopy płasko na podłodze.

Drugi element dobrej postawy dotyczy nóg

Jeśli siedzisz na poduszce, nogi powinny być wygodnie ułożone przed tobą. Aby zmniejszyć obciążenie pleców, najlepiej jest upewnić się, że kolana znajdują się poniżej bioder. Możesz eksperymentować, układając nogi w różny sposób, dopóki nie będzie ci wygodnie. Jeśli podczas medytacji poczujesz duży dyskomfort, możesz na chwilę przyjąć postawę relaksacyjną: wyprostować plecy, zgiąć kolana i przyciągnąć nogi w stronę klatki piersiowej. Możesz objąć nogi rękoma, aby utrzymać je w stabilnym położeniu.

Kolejnym elementem dobrej postawy jest tułów (ciało od szyi do bioder)

Niezależnie od postawy, którą wybierzesz, ważne jest, żeby utrzymać tułów w pozycji pionowej. Instrukcja Chögyama Trungpy brzmi „otwarty przód, silny tył”. Silny tył nie oznacza sztywnego karku, ale wyprostowany kręgosłup i ramiona, które nie są pochylone. Pozostawia to szeroko otwartą przestrzeń serca i pozwala poczuć serce. Jeśli ramiona zaczynają opadać, przestrzeń serca zaczyna się kurczyć, tak jakbyś zamykał serce. Zatem ponownie usiądź wyprostowany i otwarty, gotowy na przyjęcie wszystkiego, co się pojawi. Niektórzy ludzie utrzymują tułów w pozycji pionowej, wizualizując kręgi ułożone jeden na drugim. Inni wyobrażają sobie niewidzialny sznurek przymocowany do czubka głowy, ciągnący ciało do góry. Podbródek powinien być lekko schowany, a nie wysunięty do przodu.

Ręce są czwartym elementem dobrej postawy

Jedną z klasycznych pozycji jest położenie rąk na udach, z dłońmi skierowanymi w dół. Zgodnie z tradycją, nazywane jest to pozycją „odpoczywającego umysłu”. W zależności od długości naszych ramion opieramy wygodnie dłonie na udach w takim miejscu, aby ciało pozostawało w jednej linii.

Następnie dochodzimy do oczu, piątego elementu prawidłowej postawy

Niektórzy ludzie lubią medytować z zamkniętymi oczami, ale zgodnie z tradycją, którą przyjęłam, pozostawiamy oczy otwarte i patrzymy łagodnie w dół, w miejsce przed nami odległe około półtora metra. Otwarte oczy pomagają rozwijać wrażliwość – wrażliwość na wszelkie myśli i emocje pojawiające się w umyśle podczas medytacji, wrażliwość na bezpośrednie otoczenie. Pomaga to w byciu w pełni obecnym i rozwijaniu postawy akceptacji.

Ostatni punkt postawy to usta

Usta pozostają lekko otwarte. Dzięki temu szczęki mogą się rozluźnić i z łatwością przepuścić oddech przez nos i usta.

Kiedy po raz pierwszy siadamy do medytacji, przechodzimy przez wszystkie elementy dobrej postawy, sprawdzając każdy po kolei. Czasami nazywane jest to „powrotem do sensu istnienia”. Dzięki temu jesteśmy obecni w naszym ciele, kiedy przed naszymi oczami przewija się film o życiu.

Fragment z książki „Żyj pięknie. Jak czerpać inspirację do zmian, które przynosi los”.

Pema Chödrön: mniszka buddyjska, należy do najwybitniejszych uczniów Czogjama Trungpy. Otrzymała tytuł Aczarii, przeznaczony dla doświadczonych nauczycieli Szambali, którzy swoim życiem potwierdzają mądrość nauk dharmy.

  1. Psychologia

Rozkosze próżnowania – kilka słów o mądrym leniuchowaniu

Leniuchowanie ma w sobie coś z buntu. Wymierzonego w wyśrubowane standardy, pracę po godzinach i wieczne zabieganie. Jest przejawem radości życia, uważnością, swojską nazwą dla modnego trendu slow. (Fot. iStock)
Leniuchowanie ma w sobie coś z buntu. Wymierzonego w wyśrubowane standardy, pracę po godzinach i wieczne zabieganie. Jest przejawem radości życia, uważnością, swojską nazwą dla modnego trendu slow. (Fot. iStock)
Dzisiejszy świat podejrzliwie patrzy na najdrobniejsze przejawy lenistwa. A przecież popołudniowa drzemka czy gapienie się godzinami przez okno to najprostsze życiowe przyjemności. I jakie twórcze!

Rzecz będzie o leniuchowaniu, ale uwaga: leniuchowaniu mądrym, zdrowym i pożytecznym. Tak, tak, pożytecznym. Od dziecka uczy się nas co prawda, by nie marnować czasu, pracować solidnie i dużo, a jak tylko dopadnie nas niemoc czy zwątpienie, szybko znaleźć sobie coś do roboty. Bo tylko tak można dojść do czegoś w życiu. Otóż, niekoniecznie.

Isaac Newton, Albert Einstein, John Lennon, Archimedes, Kartezjusz czy wreszcie Mark Twain – co ich łączy? Wszyscy byli rewolucjonistami i życiowymi próżniakami. Wystarczy przypomnieć sobie, jak Newton odkrył siłę grawitacji (drzemiąc pod drzewem), a Archimedes – wyporność ciała (oddając się przyjemności kąpieli) albo Johna Lennona i Yoko Ono, którzy spędzili tydzień w łóżku w proteście przeciwko wojnom. Bo też leniuchowanie ma w sobie coś z buntu. Wymierzonego w wyśrubowane standardy, pracę po godzinach i wieczne zabieganie. Jest przejawem radości życia, uważnością, swojską nazwą dla modnego trendu slow. Jak pisał Robert Louis Stevenson: „Tak zwane próżnowanie polega nie na robieniu niczego, ale na robieniu wielu rzeczy nieuznawanych przez dogmaty klasy rządzącej”. Czyli na przykład na: rozmawianiu do świtu, rozmyślaniu o najróżniejszych sprawach, spaniu, przesiadywaniu w kawiarniach, czytaniu książek, słuchaniu muzyki, biesiadowaniu w miłym towarzystwie, spacerowaniu albo patrzeniu na chmury. Cóż w tym odkrywczego lub twórczego? Ano właśnie to, że to najprostsze przyjemności. Dają wytchnienie ciału i głowie, dostarczają energii, pozwalając nawiązać lepszy kontakt z innymi i ze sobą. Nic nie musisz, nigdzie nie gonisz, po prostu jesteś.

– Wrogowie, ubodzy duchem, definiują próżnowanie jako stratę czasu. Nie uznają faktu, że nicnierobienie może być twórcze. Instytucje społeczne boją się ludzi bezczynnych, a próżniacy to myśliciele – twierdzi Tom Hodgkinson, angielski pisarz, autor książki „Jak być leniwym” oraz wydawca magazynu „The Idler” („Próżniak”). Jego zdaniem próżnowanie to kwintesencja życia. Poleca odkrywać w sobie pokłady próżniactwa, bez skrępowania i wyrzutów sumienia. Spróbujemy?

Wylegiwanie się w łóżku

„Dziesiąta rano. Próżniak, pomyślnie uniknąwszy najpierw poczucia winy o ósmej, zwyczajowej godzinie wstawania, potem poczucia winy o godzinie dziewiątej, wyznaczającej początek dnia pracy, leży w łóżku i być może zastanawia się, czy nie wstać. Lepiej nie! Wylegiwanie się (…) nie jest samolubnym dogadzaniem sobie, ale kluczowym zajęciem dla adepta sztuki życia, którym w rzeczywistości jest próżniak” – pisze Hodgkinson w „Jak być leniwym”. Co ciekawe, przyjemność zwiększa myśl, że w czasie, gdy my jeszcze się wylegujemy, tysiące ludzi właśnie zasiada przy swoich biurkach. Świetnym pomysłem jest także wylegiwanie się w towarzystwie: męża, dzieci, domowych zwierząt, a nawet wszystkich naraz. Można wylegiwać się z ulubioną książką czy gazetą, filiżanką herbaty na nocnym stoliku, pysznymi ciasteczkami, robótką ręczną czy dobrym filmem. Działa jak wizyta w SPA, a jest tańsze i dostępne na wyciągnięcie ręki.

Rekonwalescencja

Choroba. Cóż to była za rozkosz w dzieciństwie! Budzisz się rano z gorączką, termometr wskazuje 37,7, a zatroskany wzrok mamy obwieszcza najlepszą informację dnia: nie pójdziesz do szkoły! A to oznacza cały dzień spędzony pod kołdrą. Wreszcie wolno ci to, co do tej pory było zabronione, jak: jedzenie w łóżku, oglądanie godzinami filmów i spanie do granic przyzwoitości. Dlaczego w dorosłym życiu sami sobie tego zabraniamy? Wypijamy syrop, łykamy proszek i do pracy! A przecież nie tak wygląda rekonwalescencja. Czas jest najlepszym lekarzem, a procesu zdrowienia nie przyspieszy nawet cały zestaw specyfików. – Ciekawe, co się stało z lekarzami z przełomu wieków, którzy zalecali wyjazdy na południe jako terapię dla pomniejszych dolegliwości? Dzisiaj tylko przepisują tabletki, a kiedyś znali pojęcie wywczasów – jedynym przepisanym lekarstwem było robić jak najmniej przez jak najdłuższy czas – pyta Hodgkinson. No właśnie, co się z nimi stało?

Drzemka w środku dnia

Co może być przyjemniejszego niż późna pobudka? Drzemka w ciągu dnia. Ustawowo przydzielone pół godziny snu po obiedzie usprawniłoby pracę w niejednej firmie. Z pewnością zauważyłaś nieraz, że kiedy jesteś zmęczona, a masz dużo pracy, więcej pożytku przyniesie ci zdrzemnięcie się na chwilę, kosztem „cennego” czasu, niż tyranie non stop z na wpół przymkniętymi oczami. Krótka drzemka odświeża umysł, ładuje baterie i daje ciału odpoczynek. Nikt się nie dziwi zwyczajowi „leżakowania” w przedszkolach, ale już wielu krzywym spojrzeniem kwituje potrzebę „przymrużenia na chwilę oczu” dorosłego. A przecież tylko niemądry, gdy ma okazję przespać się w dzień, z tego nie skorzysta. Co istotne, poobiednia drzemka jest bardzo zdrowa, według badań zwiększa odporność na infekcje.

Włóczenie się bez celu

Miewasz czasem ochotę, by po pracy, zamiast wybrać drogę bezpośrednio do domu, po prostu jechać samochodem przed siebie, dalej i dalej, za miasto, na łono natury? Albo rezygnujesz z jazdy autobusem na rzecz niespiesznej wycieczki po ulicach, które mijasz codziennie jako pasażer? Ma to posmak szaleństwa, wagarów wręcz, ale jakie przez to jest przyjemne! Pozorne włóczenie się bez celu ma największy, bo egzystencjalny, sens. Jest nagrodą samą w sobie. Chodzisz, patrzysz i czekasz, co się wydarzy. Może odkryjesz jakiś nowy sklep w okolicy albo trafisz na fajną knajpkę, do której można by wpaść wieczorem ze znajomymi? Czasem nogi same prowadzą (tak jakby były mądrzejsze od głowy) do miejsca, które uleczy skołatane nerwy, da wytchnienie oczom czy po prostu zaskoczy.

Wieczór w domu

W dzisiejszych czasach bywa aktem sprzeciwu wobec wszechogarniającej mody „na wychodzenie”. – Zostać w domu to nowy sposób na wyjście – żartuje Hodgkinson. I nie sposób nie przyznać mu racji. – Decyzja, by zostać w domu, jest małym zwycięstwem dla duszy. Oznacza, że przynajmniej na jeden wieczór zapominamy o świecie i jego pokusach. Mówimy sobie: „Nie dbam o to”. Tworzymy prywatny mały raj z kołdry, telewizji i pizzy, naszą własną twierdzę próżnowania – dodaje.

Sztuka rozmowy

Rozmowy do świtu, zarwane noce, niekończące się wątki, odważne wizje, genialne pomysły, małe i większe olśnienia, zalążki cudownych przyjaźni – dlaczego, ach dlaczego kojarzą nam się głównie ze studiami?! Czyżby dorosłe życie oznaczało koniec niezobowiązującej konwersacji (poza obowiązkowym biznesowym small talk), a początek wymiany informacji? Dobra rozmowa daje przecież dużo więcej. To dzielenie się myślami, przekonaniami, żartem, opowieścią. To bliskość w najpełniejszym tego słowa znaczeniu. Zamiłowanie każdego szanującego się próżniaka do rozmawiania jest, niestety, demonizowane przez społeczeństwo, które nade wszystko ceni działania. Autor „Jak być leniwym” komentuje: – Oto nowoczesna mantra: „Nie gadaj tyle, tylko zrób to!”. Na co odpowiadam: „Nie rób, pogadaj o tym. Jeżeli warto to zrobić, na pewno w swoim czasie zostanie zrobione”.

Codzienna medytacja

Nie musisz zapisywać się na kurs, czytać książek na temat medytacji, nie potrzebujesz maty i relaksującej muzyki. Wystarczy okno. Przeczytaj wiersz, znajdź wygodne miejsce do siedzenia i spójrz przez okno. Pozwól myślom błądzić. To najpiękniejsze chwile, jakie możemy sobie podarować. W oderwaniu od tego, co było i co będzie, w skupieniu na tym, co jest. Hodgkinson poleca wykorzystywać na medytację różne „bezpańskie” chwile w ciągu dnia. Gdy stoisz na przystanku autobusowym, czekasz w kawiarni na koleżankę czy ugrzęzłaś w korku – spróbuj się wyłączyć i wejść na wyższą częstotliwość z samą sobą. – Im częściej praktykujemy zmienianie pustych chwil w rozkoszną, zamyśloną bezczynność, tym lepiej nam to wychodzi – radzi Hodgkinson. Bo leniuchowanie, tak jak każdą umiejętność, można i trzeba ćwiczyć.

  1. Styl Życia

Praktyka uważności – 7 prostych rad

Kiedy jesteśmy uważni, nie osądzamy, nie walczymy, nie opieramy się zdarzeniom, uczuciom, stanom wewnętrznym. (fot. iStock)
Kiedy jesteśmy uważni, nie osądzamy, nie walczymy, nie opieramy się zdarzeniom, uczuciom, stanom wewnętrznym. (fot. iStock)
Oto siedem porad Marscha Lukasa, psychologa, autora książki „Rewire Your Brain for Love”. Pomogą ci one być uważnym w codziennym życiu.

1. Praktykuj uważność podczas rutynowych czynności

Spróbuj wnieść świadomości do codziennych zajęć, które zazwyczaj wykonujesz jakbyś był zaprogramowany. Skup uwagę na obrazach, dźwiękach, smakach, zapachach kiedy: szczotkujesz zęby, pijesz kawę, schodzisz po schodach. Może się okazać, że takie rutynowe działanie jest bardziej interesujące niż myślałeś.

2. Ćwicz uważność od razu jak się obudzisz

Dobrze, jeśli praktyka uważności pojawia się zaraz po obudzeniu. Dzięki temu system nerwowy „ustawia się” na spokojne przeżywanie teraźniejszości. Jak to robić? Powoli i pojedynczo. Jak wstaniesz nie włączaj jednocześnie laptopa, pijąc kawę, słuchając radia i robiąc dzieciom śniadanie do szkoły.

3. Pozwól umysłowi wędrować

Podążaj za swoimi myślami, obserwuj je z dystansu, jakby były chmurami pchanymi letnim wiatrem. Zobacz dokąd cię zaprowadzą, bądź świadomy tego procesu.

4. Koncentruj się krótko

Nasz mózg lepiej reaguje na krótkie ćwiczenia uważności. Bycie uważnym kilka razy dziennie jest lepsze niż jeden dłuższy lub weekendowy trening. 20 minut jest optymalnym złotym środkiem, ale można zacząć od kilku minut. Skoncentruj się na tym, jak czujesz stopy w butach albo na tym, czy twoja szczęka jest ściśnięta czy luźna.

5. Bądź uważny, czekając

Kolejka, korki, czekanie u dentysty. Kiedy czekasz zwróć uwagę na oddech, na jego przepływ, potem skup się na odczuciach w ciele. Tym sposobem przejdzie ci zniecierpliwienie i rozdrażnienie.

6. Umów się ze sobą na hasło, które przypomni ci o uważności

Na przykład za każdym razem, gdy zobaczysz czerwony kolor, przypomnij sobie o praktyce uważności, albo wtedy gdy pijesz herbatę. Możesz zmieniać hasło.

7. Naucz się medytować

Medytacja jest najlepszym sposobem, by w krew weszła ci praktyka uważności. Można ją porównać do nauki obcego języka. Liczy się powtarzanie i systematyczność. Poszukaj grup medytacyjnych lub skorzystaj z nauki na CD.

Twórcą praktyki uważności oraz jej ogólnej definicji jest Jon Kabat-Zinn. Marsch Lukas jest jednym z następców propagujących nauki Zinn’a.

  1. Psychologia

Medytacja z Nityą – uwalniająca kontemplacja

Wyobraź sobie, że wszystko już się wydarzyło. Wyobraź sobie, że wszystko, co kiedykolwiek chciałeś zrobić, już miało miejsce. Wszystkie twoje marzenia się spełniły, zmagania już za tobą. Oczekiwania też - zachęca Nitya Patrycja Pruchnik. (Fot. iStock)
Wyobraź sobie, że wszystko już się wydarzyło. Wyobraź sobie, że wszystko, co kiedykolwiek chciałeś zrobić, już miało miejsce. Wszystkie twoje marzenia się spełniły, zmagania już za tobą. Oczekiwania też - zachęca Nitya Patrycja Pruchnik. (Fot. iStock)
Ciągle za czymś gonimy, do czegoś dążymy, stawiamy sobie nowe cele… A gdyby to wszystko już się spełniło? Nauczycielka medytacji Nitya Patrycja Pruchnik na koniec swojego cyklu proponuje bardzo uwalniającą kontemplację.

Wyobraź sobie…

Zapraszam cię do jednej z moich ulubionych medytacji. Usiądź wygodnie, wyłącz telefon i zadbaj o to, aby było ci ciepło.

Wyobraź sobie, że wszystko już się wydarzyło. Wyobraź sobie, że wszystko, co kiedykolwiek chciałeś zrobić, już miało miejsce. Wszystkie twoje marzenia się spełniły, zmagania już za tobą. Oczekiwania też. Nie masz przed sobą zupełnie nic, bo wszystko już się wydarzyło. Na nic już nie czekasz, przed niczym nie uciekasz, ponieważ już wszystko masz.

To koniec. Jesteś spełniony, ponieważ nie czekasz na nic więcej. Poczuj to. Zostań w ten sposób przez kilka minut.

Sprawdź, jak się czujesz

Jak się czujesz, kiedy nie masz nic do zrobienia i na nic już nie czekasz, nic więcej nie musisz? Pobądź w ten sposób przez parę chwil… Nie spiesz się. Delektuj się spokojem, który z tego wynika… Odpocznij… Nie przywołuj wspomnień ani nie wyobrażaj sobie przyszłości, przecież nie ma już nic do zrobienia. Po prostu Jesteś… Ukontentowany… Spokojny… Zrelaksowany… Pozwól, by to spełnienie w tobie się rozgościło, wypełniło całe ciało, każdą komórkę i całą przestrzeń. Zanurz się w nim. Poczuj, jak to jest na nic nie czekać, niczego nie szukać, nie chcieć niczego więcej… Nie myśl na ten temat, tylko czuj. Rozluźnij się.

Daj sobie trochę czasu, przynajmniej 15 minut. Nie ulegaj ponagleniom, by zerknąć na telefon czy zrobić w tym czasie coś innego. Odmów sobie zaproszenia do jakiegokolwiek działania na te kilkanaście minut. Odetchnij. Wszystko już się wydarzyło.

Praktyka pochodzi z książki: „Oświecenie 24h na dobę. Praktyki i kontemplacje na cały rok”, Nitya Patrycja Pruchnik, Manana Chyb, wyd. ToCoJest 2020.

Nitya Patrycja Pruchnik, nauczycielka duchowa, od kilku lat dzieli się – z inspiracji swojego mistrza Mooji’ego – rozpoznaniem prawdziwej natury rzeczywistości.

  1. Zdrowie

Nootropiki – pożywka dla głowy

Owoce jagodowe wspomagają rozwiązywanie problemów, uczenie się i pamięć. Przeciwdziałają starzeniu się i poprawiają płynność myślenia. (Fot. iStock)
Owoce jagodowe wspomagają rozwiązywanie problemów, uczenie się i pamięć. Przeciwdziałają starzeniu się i poprawiają płynność myślenia. (Fot. iStock)
Konsultantka kulinarna i promotorka kuchni roślinnej Julie Morris przekonuje, że nawet niewielkie zmiany w diecie mogą znacząco podnieść sprawność umysłu. O tym, co smakuje naszemu mózgowi, pisze w książce „Smart Plants. Jak wykorzystać naturalne nootropiki, by usprawnić myślenie, koncentrację i pamięć”.

Zacznijmy od nazwy. Wywodzi się ona z greckiego, słowo nous oznacza „umysł”, a tropos – „obrócenie„ lub „zmianę”. Innymi słowy – nootropik to substancja zmieniająca umysł, pobudzająca procesy poznawcze, która ma moc poprawiania sposobu myślenia, odczuwania i funkcjonowania. Nootropiki są w użyciu od tysiącleci we wszystkich zakątkach świata, czy to by wzmóc wytrzymałość i wyostrzoną uwagę podczas polowania bądź bitwy, czy by podnieść poziom świadomości i mieć lepszą więź ze światem na poziomie duchowym. Współczesne postrzeganie nootropików jako substancji wspomagających procesy poznawcze jest jednak stosunkowo nowe.

Początki badań nad środkami wspomagającymi układ nerwowy sięgają lat sześćdziesiątych XX wieku. Rumuński psycholog i chemik Corneliu Giurgea użył terminu „nootropik” w 1972 roku – kilka lat po tym, jak opracował Piracetam, czyli związek wspomagający pamięć. Urodzony w 1923 roku w Bukareszcie dr Giurgea poświęcił zawodowe życie na badanie ewolucji człowieka i opracowywanie metod wspomagania jego rozwoju. Udało mu się nie tylko przyciągnąć uwagę do idei optymalizacji funkcji mózgu, lecz także wprowadził koncepcję wspierania procesów poznawczych do świata chemii. Opracował listę cech charakterystycznych odkrytych przez siebei substancji, które nazwał „pięcioma zasadami nootropików”:

  1. wzmacniają pamięć i zdolność uczenia się
  2. wzmacniają trwałość wyuczonych zachowań i wspomnień
  3. chronią mózg przed uszkodzeniami
  4. zwiększają skuteczność korowych/podkorowych mechanizmów kontroli
  5. nie powinny wywoływać żadnych skutków ubocznych

Współczesna medycyna od XVIII wieku czyni niesłychane postępy, również na polu wspierania funkcji mózgu, jednak naturalne nootropiki są w użyciu znacznie dłużej. Medycyna ajurwedyjska oraz medycyna chińska z powodzeniem wykorzystują ich właściwości od tysięcy lat. Dziś, choć nie istnieje ujednolicona definicja słowa „nootropik”, większość świata medycznego jest zgodna, że to po prostu substancja wzmacniająca procesy poznawcze bez efektów ubocznych. Naturalne nootropiki również taką zdolnością się charakteryzują, jest jednak pewna różnica między nimi a syntetycznymi: są to produkty żywnościowe (lub przynajmniej suplementy pochodzenia naturalnego), a nie chemiczne substancje wytwarzane przez człowieka.

Najpoważniejszym argumentem za stosowaniem diety opartej na żywności pełnowartościowej, zamiast produktów przetworzonych i suplementów, jest występujące w niej bogactwo naturalnych wieloskładnikowych substancji odżywczych, czyli takich, które składają się z przynajmniej dwóch współdziałających elementów oddziałujących pozytywnie na wielu płaszczyznach – zarówno jeśli chodzi o zdrowie mózgu, jak i całego organizmu. Chemiczne nootropiki tylko maskują niedobory i niekoniecznie pomagają generować trwałe zmiany. Naturalne nootropiki mogą poprawić całościową kondycję mózgu, a to przełoży się pozytywnie na sposób myślenia i odczuwania.

Julie Morris, konsultantka kulinarna, założycielka szkoły gotowania online „Luminberry”. Jest autorką pięciu książek kucharskich.

10 najlepszych naturalnych nootropików

  • Kakao – „ziarno szczęścia”. Poprawia nastrój (oraz łagodzi depresję i stany lękowe). Wzmacnia pamięć i zdolność uczenia się, wspomaga koncentrację. Jest bardzo silnym neuroprotektorem.
  • Matcha – „herbata, która pozwala zachować spokój i robić swoje”. Jest źródłem wyciszonej energii. Łagodzi niepokój i stany lękowe, dobrze wpływa na ogólne samopoczucie. Wzmacnia motywację i koncentrację. Poprawia pamięć i inne funkcje poznawcze, wspiera twórcze i płynne myślenie. Jest silnym neuroprotektorem.
  • Soplówka jeżowata – „grzyb inteligencji”. Może być pomocna w leczeniu chorób neurodegeneracyjnych. Ma bardzo silne działanie neuroprotekcyjne. Działa wspomagająco w zaburzeniach snu. Wspomaga regenerację nerwów, łagodzi depresję i stany lękowe. Poprawia pamięć, uwagę i zdolność uczenia się. Wspiera funkcje poznawcze. Zwiększa neuroplastyczność i neurogenezę.
  • Reishi (lakownica żółtawa) – „polisa na zdrowie”. Wycisza, łagodzi napięcia i stany lękowe. Wspomaga redukcję stresu i zdrowszy sen. Wzmacnia pamięć i zdolność uczenia się. Ma silne działanie neuroprotekcyjne i oczyszczające.
  • Jagody goji – „jagody dobrostanu”. Wzmacniają pamięć i zdolność uczenia się, wpływają korzystnie na ogólny dobrostan. Chronią barierę krew-mózg przed ekscytotoksycznością i szkodliwym działaniem innych neurotoksyn. Wspomagają neurogenezę.
  • Fioletowe owoce jagodowe – „owoce pamięci”. Wspomagają rozwiązywanie problemów, uczenie się i pamięć. Mają silne właściwości neuroprotekcyjne i przeciwdziałają starzeniu się. Wspomagają płynność myślenia. Poprawiają koordynację ruchową i równowagę. Wzmacniają koncentrację i uwagę. Zwiększają potencjał neurogenezy.
  • Różeniec górski – „moc”. Redukuje zmęczenie i zwiększa zasoby energii. Wspomaga zrównoważony nastrój i poczucie dobrostanu, poprawia kondycję. Poprawia koncentrację i motywację.
  • Ashwagandha (witania ospała) – „zioło zadowolenia i wyluzowania”. Zmniejsza napięcia. Jest naturalnym antydepresantem oraz redukuje stres poprzez wyrównywanie poziomu hormonów (głównie kortyzolu i insuliny). Łagodzi poczucie wyczerpania i chroniczne zmęczenie psychofizyczne. Pomaga zwalczyć bezsenność wywołaną stresem. Wzmacnia kondycję i odporność. Wspomaga powrót do formy po przebytym stresie i wyjście ze stanu wypalenia. Wspiera pamięć, uwagę i koncentrację.
  • Kurkuma (ostryż długi) – „złoty korzeń ochrony”. Ma mocne działanie przeciwzapalne. Jest silnym przeciwutleniaczem. Zwalcza stres, poprawia nastrój, redukuje depresję. Może poprawiać pamięć.
  • Cytryniec chiński – „jagoda koncentracji”. Wycisza, redukuje stres, łagodzi stany lękowe. Wspomaga długi i zdrowy sen. Wzmacnia aktywność psychiczną. Poprawia pamięć, uwagę, pozwala osiągać lepsze wyniki w pracy, przyspiesza reakcje. Działa neuroprotekcyjnie.