1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Medytacja poprawia życie

Medytacja poprawia życie

Medytacja poprawia życie - jak poprawnie medytować? (Fot. iStock)
Medytacja poprawia życie - jak poprawnie medytować? (Fot. iStock)
Medytacja to prosta czynność, która poprawi twoje życie. Maciej Wielobób, uznany nauczyciel medytacji i jogi, przekonuje, że to metoda dla każdego.

Jedno z najczęściej pojawiających się pytań na temat medytacji dotyczy tego, czy jest ona skuteczna tylko wtedy, gdy dążymy do wewnętrznego oświecenia, czy też można ją stosować do tak „przyziemnych” celów, jak poprawa koncentracji i umiejętność radzenia sobie z emocjami. Otóż wiele osób mitologizuje termin „oświecenie”. W rzeczywistości nie jest to wcale żaden „odlot”, tylko stan, w którym nie jesteśmy kontrolowani ani przez inne osoby, ani przez swoje negatywne tendencje. Nie jest to stan bezmyślności czy braku zdolności do przeżywania, jak sądzą niektórzy.

Nasze myśli i emocje są pod naszą kontrolą – potrafimy nimi kierować w sposób użyteczny dla nas. Jak widać, nie jest to jakaś wydumana idea, tylko coś, czego potrzebuje każdy z nas. Tak samo medytacja nie jest czymś oderwanym od życia, jest jego kwintesencją. Dlatego dobrze poznawać ją poprzez proste ćwiczenia, jak to poniżej. Wywodzi się z tradycyjnych szkół medytacji sufickiej, służy kształtowaniu umiejętności wizualizowania i koncentrowania się.

Jak medytować?

Pierwszy etap: koncentracja wzrokowa i obserwacja

Wybierz przedmiot koncentracji (np. wazon na kwiaty) i zacznij wpatrywać się w niego. Poznawaj obiekt nie tylko swoim wzrokiem, ale również badaj, jakie wrażenia w tobie wywołuje: czy twoje ciało rozluźnia się, napina czy też pozostaje w neutralnym stanie; jakie pojawiają się emocje, skojarzenia czy wspomnienia. Przyjrzyj się też szczegółom przedmiotu, takim jak kształt, kolor, rozmiar, harmonia poszczególnych elementów. Później wróć do wpatrywania się w przedmiot całościowo. Odsuń na bok analizę wrażeń, ogniskując wzrok i umysł na przedmiocie koncentracji przez kilka minut.

Drugi etap: wizualizacja

Po kilku minutach wpatrywania się zamknij oczy i zwizualizuj, wyobraź sobie jak najdokładniej przedmiot koncentracji. Możesz starać się odtworzyć nie tylko kształt, rozmiar i kolor przedmiotu, ale również wrażenie, jakie na tobie wywarł.

Trzeci etap: koncentracja kreatywna

Poprzednie dwa etapy same w sobie są zamkniętym ćwiczeniem, więc możesz zakończyć medytację. Jeśli jednak chcesz pójść dalej, to gdy już sprawnie wizualizujesz wybrany obiekt, możesz przejść do zmieniania jego wizerunku w swojej wizualizacji. Możesz zmienić kolor przedmiotu, dodać jakiś nowy element czy też zwielokrotnić przedmiot (zamiast jednego wyobrazić sobie trzy).

Czwarty etap: koncentracja projektywna

Ten etap jest rozwinięciem poprzedniego – polega na przeniesieniu przedmiotu koncentracji w inne miejsce, np. wyobrażenia go sobie w sąsiednim pokoju.

Piąty etap: dekoncentracja

Ten etap koncentracji pokazuje nam miejsce skupienia umysłu w procesach oduczania się. Tak jak możemy użyć siły koncentracji do zapamiętania czy nauczenia się czegoś, możemy też użyć jej, by zapomnieć lub oduczyć się danej rzeczy. Podczas dekoncentracji stopniowo wymazujemy obraz przedmiotu z naszego umysłu. Możesz tego dokonać na dwa sposoby: albo wymazuj po kolei poszczególne części wizualizowanego obiektu (niczym wirtualną gumką na pulpicie twojego komputera w jednym z programów graficznych), albo pozwalaj stopniowo wygasać swojej wizualizacji.

W bardziej zaawansowanej wersji tego ćwiczenia podczas etapu koncentracji możesz zamiast wazonu wyobrażać sobie dobre wydarzenia, postaci, pojęcia lub ważne informacje, które chcesz zapamiętać, a w etapie dekoncentracji – zgubne nawyki, zdarzenia i osoby, o których chcesz zapomnieć. Jeśli będziesz ćwiczyć regularnie, przekonasz się, że to działa!

Maciej Wielobób nauczyciel jogi i medytacji. Prowadzi zajęcia w Krakowie i warsztaty w całej Polsce. Jest autorem książek „Terapia jogą”, „Psychologia jogi” i „Medytacja w życiu codziennym”.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Medytacja i ciało. Jaką przyjąć pozycję? – radzi buddyjska mniszka Pema Chödrön

Nie zawsze jest łatwo być w pełni obecnym – lub choćby częściowo obecnym. Nie zawsze jest łatwo traktować siebie z życzliwością. Jeszcze trudniej jest pozbyć się nawykowych sposobów funkcjonowania w świecie (..). Na szczęście medytacja zapewnia nam dokładnie takie wsparcie, jakiego potrzebujemy. Jest to praktyka bycia obecnym, dbania o nasze serce i odpuszczania. (fot. iStock)
Nie zawsze jest łatwo być w pełni obecnym – lub choćby częściowo obecnym. Nie zawsze jest łatwo traktować siebie z życzliwością. Jeszcze trudniej jest pozbyć się nawykowych sposobów funkcjonowania w świecie (..). Na szczęście medytacja zapewnia nam dokładnie takie wsparcie, jakiego potrzebujemy. Jest to praktyka bycia obecnym, dbania o nasze serce i odpuszczania. (fot. iStock)
Ręce, nogi, oczy, usta – czy wiemy, jakie znaczenie ma ułożenie poszczególnych części ciała podczas praktyki medytacyjnej? Liczą się nie tylko proste plecy. Owszem, musi być nam wygodnie, ale jeśli chcemy uzyskać lepsze efekty i nie skupiać się na niedogodnościach ze strony ciała – zadbajmy o szczegóły. Pema Chödrön w książce „Żyj pięknie” udziela praktycznych porad na temat medytacji.

„Medytacja, której mnie nauczono i którą praktykuję, obejmuje trzy główne elementy: postawę, przedmiot medytacji i sposób, w jaki odnosimy się do myśli” – wymienia. Pierwszym, podstawowym krokiem jest właśnie przygotowanie ciała.

Podstawowa instrukcja dotycząca postawy – czyli sposobu, w jaki ciało wspiera nas podczas medytacji

Zaczynamy od tego, że jesteśmy w pełni obecni w naszym ciele ze świadomością miejsca, w którym siedzimy, naszych nóg, naszych ramion, naszego tułowia. Przyjmujemy godną, wyprostowaną, ale luźną postawę, która pomaga nam odnaleźć wewnętrzny spokój i skontaktować się z poczuciem pewności i godności w sobie. Przywołujemy naszą wojowniczość, przywołujemy naszą odwagę, przywołujemy fundamentalne poczucie słuszności. Wyprostowane ciało wzmacnia umysł. Sześć elementów prawidłowej postawy, których nauczał Chögyam Trungpa, pomaga nam w tym procesie. Są to: miejsce, nogi, tułów, ręce, oczy i usta.

Pierwszy punkt to miejsce

Czasami o medytacji mówi się jako o zajęciu miejsca. Zajęcie miejsca oznacza medytowanie z przekonaniem, że masz prawo tam być, że masz prawo być w pełni przebudzonym.

Miejsce powinno być płaskie i stabilne. Jeżeli wolisz, możesz usiąść z poduszką medytacyjną pod pośladkami, aby podnieść miednicę i pochylić ją lekko do przodu; pomaga to siedzieć wygodnie, bez osuwania. Niezależnie od tego, w jaki sposób siedzisz, twoje ciało powinno znajdować się w jednej linii – bez nadmiernego odchylania się ani do przodu, ani do tyłu, ani w prawo, ani w lewo. Najważniejsze jest wybranie wygodnej pozycji, żeby się nie wiercić i nie zmieniać ciągle pozycji w trakcie medytacji.

Jeśli uznasz, że siedzenie na poduszce jest niewygodne, możesz usiąść na krześle, najlepiej z prostym oparciem i płaskim siedziskiem. Pochyl się lekko do przodu, żeby nie opierać się o krzesło i połóż obie stopy płasko na podłodze.

Drugi element dobrej postawy dotyczy nóg

Jeśli siedzisz na poduszce, nogi powinny być wygodnie ułożone przed tobą. Aby zmniejszyć obciążenie pleców, najlepiej jest upewnić się, że kolana znajdują się poniżej bioder. Możesz eksperymentować, układając nogi w różny sposób, dopóki nie będzie ci wygodnie. Jeśli podczas medytacji poczujesz duży dyskomfort, możesz na chwilę przyjąć postawę relaksacyjną: wyprostować plecy, zgiąć kolana i przyciągnąć nogi w stronę klatki piersiowej. Możesz objąć nogi rękoma, aby utrzymać je w stabilnym położeniu.

Kolejnym elementem dobrej postawy jest tułów (ciało od szyi do bioder)

Niezależnie od postawy, którą wybierzesz, ważne jest, żeby utrzymać tułów w pozycji pionowej. Instrukcja Chögyama Trungpy brzmi „otwarty przód, silny tył”. Silny tył nie oznacza sztywnego karku, ale wyprostowany kręgosłup i ramiona, które nie są pochylone. Pozostawia to szeroko otwartą przestrzeń serca i pozwala poczuć serce. Jeśli ramiona zaczynają opadać, przestrzeń serca zaczyna się kurczyć, tak jakbyś zamykał serce. Zatem ponownie usiądź wyprostowany i otwarty, gotowy na przyjęcie wszystkiego, co się pojawi. Niektórzy ludzie utrzymują tułów w pozycji pionowej, wizualizując kręgi ułożone jeden na drugim. Inni wyobrażają sobie niewidzialny sznurek przymocowany do czubka głowy, ciągnący ciało do góry. Podbródek powinien być lekko schowany, a nie wysunięty do przodu.

Ręce są czwartym elementem dobrej postawy

Jedną z klasycznych pozycji jest położenie rąk na udach, z dłońmi skierowanymi w dół. Zgodnie z tradycją, nazywane jest to pozycją „odpoczywającego umysłu”. W zależności od długości naszych ramion opieramy wygodnie dłonie na udach w takim miejscu, aby ciało pozostawało w jednej linii.

Następnie dochodzimy do oczu, piątego elementu prawidłowej postawy

Niektórzy ludzie lubią medytować z zamkniętymi oczami, ale zgodnie z tradycją, którą przyjęłam, pozostawiamy oczy otwarte i patrzymy łagodnie w dół, w miejsce przed nami odległe około półtora metra. Otwarte oczy pomagają rozwijać wrażliwość – wrażliwość na wszelkie myśli i emocje pojawiające się w umyśle podczas medytacji, wrażliwość na bezpośrednie otoczenie. Pomaga to w byciu w pełni obecnym i rozwijaniu postawy akceptacji.

Ostatni punkt postawy to usta

Usta pozostają lekko otwarte. Dzięki temu szczęki mogą się rozluźnić i z łatwością przepuścić oddech przez nos i usta.

Kiedy po raz pierwszy siadamy do medytacji, przechodzimy przez wszystkie elementy dobrej postawy, sprawdzając każdy po kolei. Czasami nazywane jest to „powrotem do sensu istnienia”. Dzięki temu jesteśmy obecni w naszym ciele, kiedy przed naszymi oczami przewija się film o życiu.

Fragment z książki „Żyj pięknie. Jak czerpać inspirację do zmian, które przynosi los”.

Pema Chödrön: mniszka buddyjska, należy do najwybitniejszych uczniów Czogjama Trungpy. Otrzymała tytuł Aczarii, przeznaczony dla doświadczonych nauczycieli Szambali, którzy swoim życiem potwierdzają mądrość nauk dharmy.

  1. Psychologia

Rozkosze próżnowania – kilka słów o mądrym leniuchowaniu

Leniuchowanie ma w sobie coś z buntu. Wymierzonego w wyśrubowane standardy, pracę po godzinach i wieczne zabieganie. Jest przejawem radości życia, uważnością, swojską nazwą dla modnego trendu slow. (Fot. iStock)
Leniuchowanie ma w sobie coś z buntu. Wymierzonego w wyśrubowane standardy, pracę po godzinach i wieczne zabieganie. Jest przejawem radości życia, uważnością, swojską nazwą dla modnego trendu slow. (Fot. iStock)
Dzisiejszy świat podejrzliwie patrzy na najdrobniejsze przejawy lenistwa. A przecież popołudniowa drzemka czy gapienie się godzinami przez okno to najprostsze życiowe przyjemności. I jakie twórcze!

Rzecz będzie o leniuchowaniu, ale uwaga: leniuchowaniu mądrym, zdrowym i pożytecznym. Tak, tak, pożytecznym. Od dziecka uczy się nas co prawda, by nie marnować czasu, pracować solidnie i dużo, a jak tylko dopadnie nas niemoc czy zwątpienie, szybko znaleźć sobie coś do roboty. Bo tylko tak można dojść do czegoś w życiu. Otóż, niekoniecznie.

Isaac Newton, Albert Einstein, John Lennon, Archimedes, Kartezjusz czy wreszcie Mark Twain – co ich łączy? Wszyscy byli rewolucjonistami i życiowymi próżniakami. Wystarczy przypomnieć sobie, jak Newton odkrył siłę grawitacji (drzemiąc pod drzewem), a Archimedes – wyporność ciała (oddając się przyjemności kąpieli) albo Johna Lennona i Yoko Ono, którzy spędzili tydzień w łóżku w proteście przeciwko wojnom. Bo też leniuchowanie ma w sobie coś z buntu. Wymierzonego w wyśrubowane standardy, pracę po godzinach i wieczne zabieganie. Jest przejawem radości życia, uważnością, swojską nazwą dla modnego trendu slow. Jak pisał Robert Louis Stevenson: „Tak zwane próżnowanie polega nie na robieniu niczego, ale na robieniu wielu rzeczy nieuznawanych przez dogmaty klasy rządzącej”. Czyli na przykład na: rozmawianiu do świtu, rozmyślaniu o najróżniejszych sprawach, spaniu, przesiadywaniu w kawiarniach, czytaniu książek, słuchaniu muzyki, biesiadowaniu w miłym towarzystwie, spacerowaniu albo patrzeniu na chmury. Cóż w tym odkrywczego lub twórczego? Ano właśnie to, że to najprostsze przyjemności. Dają wytchnienie ciału i głowie, dostarczają energii, pozwalając nawiązać lepszy kontakt z innymi i ze sobą. Nic nie musisz, nigdzie nie gonisz, po prostu jesteś.

– Wrogowie, ubodzy duchem, definiują próżnowanie jako stratę czasu. Nie uznają faktu, że nicnierobienie może być twórcze. Instytucje społeczne boją się ludzi bezczynnych, a próżniacy to myśliciele – twierdzi Tom Hodgkinson, angielski pisarz, autor książki „Jak być leniwym” oraz wydawca magazynu „The Idler” („Próżniak”). Jego zdaniem próżnowanie to kwintesencja życia. Poleca odkrywać w sobie pokłady próżniactwa, bez skrępowania i wyrzutów sumienia. Spróbujemy?

Wylegiwanie się w łóżku

„Dziesiąta rano. Próżniak, pomyślnie uniknąwszy najpierw poczucia winy o ósmej, zwyczajowej godzinie wstawania, potem poczucia winy o godzinie dziewiątej, wyznaczającej początek dnia pracy, leży w łóżku i być może zastanawia się, czy nie wstać. Lepiej nie! Wylegiwanie się (…) nie jest samolubnym dogadzaniem sobie, ale kluczowym zajęciem dla adepta sztuki życia, którym w rzeczywistości jest próżniak” – pisze Hodgkinson w „Jak być leniwym”. Co ciekawe, przyjemność zwiększa myśl, że w czasie, gdy my jeszcze się wylegujemy, tysiące ludzi właśnie zasiada przy swoich biurkach. Świetnym pomysłem jest także wylegiwanie się w towarzystwie: męża, dzieci, domowych zwierząt, a nawet wszystkich naraz. Można wylegiwać się z ulubioną książką czy gazetą, filiżanką herbaty na nocnym stoliku, pysznymi ciasteczkami, robótką ręczną czy dobrym filmem. Działa jak wizyta w SPA, a jest tańsze i dostępne na wyciągnięcie ręki.

Rekonwalescencja

Choroba. Cóż to była za rozkosz w dzieciństwie! Budzisz się rano z gorączką, termometr wskazuje 37,7, a zatroskany wzrok mamy obwieszcza najlepszą informację dnia: nie pójdziesz do szkoły! A to oznacza cały dzień spędzony pod kołdrą. Wreszcie wolno ci to, co do tej pory było zabronione, jak: jedzenie w łóżku, oglądanie godzinami filmów i spanie do granic przyzwoitości. Dlaczego w dorosłym życiu sami sobie tego zabraniamy? Wypijamy syrop, łykamy proszek i do pracy! A przecież nie tak wygląda rekonwalescencja. Czas jest najlepszym lekarzem, a procesu zdrowienia nie przyspieszy nawet cały zestaw specyfików. – Ciekawe, co się stało z lekarzami z przełomu wieków, którzy zalecali wyjazdy na południe jako terapię dla pomniejszych dolegliwości? Dzisiaj tylko przepisują tabletki, a kiedyś znali pojęcie wywczasów – jedynym przepisanym lekarstwem było robić jak najmniej przez jak najdłuższy czas – pyta Hodgkinson. No właśnie, co się z nimi stało?

Drzemka w środku dnia

Co może być przyjemniejszego niż późna pobudka? Drzemka w ciągu dnia. Ustawowo przydzielone pół godziny snu po obiedzie usprawniłoby pracę w niejednej firmie. Z pewnością zauważyłaś nieraz, że kiedy jesteś zmęczona, a masz dużo pracy, więcej pożytku przyniesie ci zdrzemnięcie się na chwilę, kosztem „cennego” czasu, niż tyranie non stop z na wpół przymkniętymi oczami. Krótka drzemka odświeża umysł, ładuje baterie i daje ciału odpoczynek. Nikt się nie dziwi zwyczajowi „leżakowania” w przedszkolach, ale już wielu krzywym spojrzeniem kwituje potrzebę „przymrużenia na chwilę oczu” dorosłego. A przecież tylko niemądry, gdy ma okazję przespać się w dzień, z tego nie skorzysta. Co istotne, poobiednia drzemka jest bardzo zdrowa, według badań zwiększa odporność na infekcje.

Włóczenie się bez celu

Miewasz czasem ochotę, by po pracy, zamiast wybrać drogę bezpośrednio do domu, po prostu jechać samochodem przed siebie, dalej i dalej, za miasto, na łono natury? Albo rezygnujesz z jazdy autobusem na rzecz niespiesznej wycieczki po ulicach, które mijasz codziennie jako pasażer? Ma to posmak szaleństwa, wagarów wręcz, ale jakie przez to jest przyjemne! Pozorne włóczenie się bez celu ma największy, bo egzystencjalny, sens. Jest nagrodą samą w sobie. Chodzisz, patrzysz i czekasz, co się wydarzy. Może odkryjesz jakiś nowy sklep w okolicy albo trafisz na fajną knajpkę, do której można by wpaść wieczorem ze znajomymi? Czasem nogi same prowadzą (tak jakby były mądrzejsze od głowy) do miejsca, które uleczy skołatane nerwy, da wytchnienie oczom czy po prostu zaskoczy.

Wieczór w domu

W dzisiejszych czasach bywa aktem sprzeciwu wobec wszechogarniającej mody „na wychodzenie”. – Zostać w domu to nowy sposób na wyjście – żartuje Hodgkinson. I nie sposób nie przyznać mu racji. – Decyzja, by zostać w domu, jest małym zwycięstwem dla duszy. Oznacza, że przynajmniej na jeden wieczór zapominamy o świecie i jego pokusach. Mówimy sobie: „Nie dbam o to”. Tworzymy prywatny mały raj z kołdry, telewizji i pizzy, naszą własną twierdzę próżnowania – dodaje.

Sztuka rozmowy

Rozmowy do świtu, zarwane noce, niekończące się wątki, odważne wizje, genialne pomysły, małe i większe olśnienia, zalążki cudownych przyjaźni – dlaczego, ach dlaczego kojarzą nam się głównie ze studiami?! Czyżby dorosłe życie oznaczało koniec niezobowiązującej konwersacji (poza obowiązkowym biznesowym small talk), a początek wymiany informacji? Dobra rozmowa daje przecież dużo więcej. To dzielenie się myślami, przekonaniami, żartem, opowieścią. To bliskość w najpełniejszym tego słowa znaczeniu. Zamiłowanie każdego szanującego się próżniaka do rozmawiania jest, niestety, demonizowane przez społeczeństwo, które nade wszystko ceni działania. Autor „Jak być leniwym” komentuje: – Oto nowoczesna mantra: „Nie gadaj tyle, tylko zrób to!”. Na co odpowiadam: „Nie rób, pogadaj o tym. Jeżeli warto to zrobić, na pewno w swoim czasie zostanie zrobione”.

Codzienna medytacja

Nie musisz zapisywać się na kurs, czytać książek na temat medytacji, nie potrzebujesz maty i relaksującej muzyki. Wystarczy okno. Przeczytaj wiersz, znajdź wygodne miejsce do siedzenia i spójrz przez okno. Pozwól myślom błądzić. To najpiękniejsze chwile, jakie możemy sobie podarować. W oderwaniu od tego, co było i co będzie, w skupieniu na tym, co jest. Hodgkinson poleca wykorzystywać na medytację różne „bezpańskie” chwile w ciągu dnia. Gdy stoisz na przystanku autobusowym, czekasz w kawiarni na koleżankę czy ugrzęzłaś w korku – spróbuj się wyłączyć i wejść na wyższą częstotliwość z samą sobą. – Im częściej praktykujemy zmienianie pustych chwil w rozkoszną, zamyśloną bezczynność, tym lepiej nam to wychodzi – radzi Hodgkinson. Bo leniuchowanie, tak jak każdą umiejętność, można i trzeba ćwiczyć.

  1. Seks

Seksualność kobiet wysoko wrażliwych okiem terapeutki Katarzyny Kucewicz

Kobiety wysoko wrażliwe są wyjątkowo czułe na bodźce sensoryczne, co wpływa na jakość ich życia seksualnego. Najbardziej seksualnym zmysłem jest dla nich oczywiście dotyk, w formie przytulania, głaskania, pieszczot. (Fot. iStock)
Kobiety wysoko wrażliwe są wyjątkowo czułe na bodźce sensoryczne, co wpływa na jakość ich życia seksualnego. Najbardziej seksualnym zmysłem jest dla nich oczywiście dotyk, w formie przytulania, głaskania, pieszczot. (Fot. iStock)
Wysoka wrażliwość to z jednej strony olbrzymi potencjał doświadczania zmysłowego, z drugiej – ryzyko, że mocniejszy bodziec wywoła dyskomfort, a nawet ból. Wyjątkowo delikatnej i bogatej seksualności kobiet, które „czują za bardzo”, przyjrzała się psycholożka i psychoterapeutka Katarzyna Kucewicz.

Kobiety wyjątkowo wrażliwe są wyjątkowo czułe na bodźce sensoryczne, co wpływa na jakość ich życia seksualnego. Najbardziej seksualnym zmysłem jest dla nich oczywiście dotyk, w formie przytulania, głaskania, pieszczot. Dotyk miękkich materiałów, delikatne muśnięcia na przykład karku czy policzka zapewniają im ekscytujące doznania. Bardziej wrażliwy układ nerwowy jest niestety także bardziej podatny na ból, więc mocniejszy dotyk raczej może być dla nich mało przyjemny, a nawet wywoływać dyskomfort. Wrażliwość jednocześnie ułatwia i utrudnia osiąganie satysfakcji seksualnej.

Bogata wyobraźnia

Fantazja kobiet wrażliwych jest przeważnie nieograniczona i bujna. Już jako dziewczynki często lubiły zamykać się we własnej samotni, a jako kobiety dorosłe potrafią wyobrażać sobie ze szczegółami rozbudowane scenariusze erotycznych doznań. Seksualne marzenia kobiet wysoko wrażliwych mogą dotyczyć różnych sytuacji, ale w rzeczywistości preferują one raczej dotyk czuły i namiętny niż szybki i gwałtowny. Związane jest to z sensoryczną wrażliwością ich ciała.

Dla kobiet wrażliwych bardzo istotna w osiągnięciu satysfakcji seksualnej jest sprzyjająca atmosfera. Dlatego seks bez zobowiązań i relacje oparte wyłącznie na seksie są u nich raczej rzadkością. Niektórzy mówią nawet, że wśród kobiet wysoko wrażliwych istnieje duży odsetek demiseksualnych, czyli takich, których orientacja psychoseksualna opiera się na odczuwaniu pociągu erotycznego tylko pod warunkiem, że nawiązana zostanie silna więź emocjonalna. Według badaczy kobiety wrażliwe raczej później przechodzą inicjację seksualną i mają mniej partnerów niż średnia populacji, co potwierdza, że jednorazowe historie miłosne nie znajdują się w kręgu ich zainteresowania.

Gra wstępna? Powinna być długa i subtelna. Czasami może trwać już od rana, przez cały dzień. Raczej delikatna niż gwałtowna i wyuzdana. Na pewno należy zadbać o atmosferę i komfort – tylko zrelaksowana kobieta będzie czerpała z seksu przeszywającą przyjemność. Zwłaszcza jeśli jest wysoko wrażliwa, a tym samym bardzo czuła na bodźce i doznania. Odpowiednio rozluźniony organizm lepiej reaguje na dotyk, a to szczególnie ważne u kobiet z niskim progiem bólu. Skarżą się one często na doświadczanie dyskomfortu przy próbie stosunku genitalnego. Wynika to z napięcia, niedostatecznego nawilżenia pochwy oraz tego, że mocny i raptowny dotyk jest dla nich nieprzyjemny.

W seksie dla WWO (osób wysoko wrażliwych) bardzo ważne są spokój, harmonia i pewność, że nie będzie zbyt wielu dodatkowych stymulacji. Już sam akt seksualny jest mocnym doświadczeniem, angażującym i przejmującym, a orgazm – przeżyciem wręcz mistycznym, nieziemskim. Doktor Elaine Aron, autorka pojęcia wysokiej wrażliwości, w trakcie swoich badań doszła do wniosku, że kobiety wrażliwe mają statystycznie więcej orgazmów niż kobiety niewrażliwe.

Tak zwany szybki numerek, podczas gdy za ścianą biesiadują goście, przebywają rodzice albo dzieci, jest dla wrażliwej kobiety napinający, bo bodźce dźwiękowe rozpraszają całą jej uwagę. To analogiczna sytuacja jak ta w pracy, gdy nie możemy się skupić na zadaniu, bo dookoła tyle się dzieje. Zatem wszelkie niepokojące dźwięki zza ściany, miauczący kot albo świadomość, że ktoś może wejść, raczej nie będą pobudzać osoby wrażliwej – to zbyt duże rozproszenie.

„Jeśli coś wytrąci mnie z rytmu, nie jestem w stanie szybko powrócić do miłosnych uniesień, momentalnie się blokuję. Łagodna muzyka, kadzidełka plus dotyk męża? O nie, to zbyt wiele. Wolę, gdy jest jeden intensywny bodziec” – mówi Nina, 37-letnia nauczycielka angielskiego będąca WWO.

Po seksie wrażliwa kobieta potrzebuje dużo czasu, by dojść do siebie. Seks jest dla niej wyczerpujący nie tylko fizycznie, ale i emocjonalnie. Czasami kobiety opowiadają, że po bardzo intensywnym orgazmie wręcz płaczą ze szczęścia, bo tak są poruszone.

Sex-care

Seks jest trudnym tematem do rozmowy dla większości ludzi. To przestrzeń, w której wszyscy w jakimś stopniu jesteśmy wysoce wrażliwi. Nasz układ nerwowy analizuje w trakcie zbliżenia wiele danych, więc łatwo może zostać przeciążony, a tym samym wytrącić nas z miłosnego nastroju, zanim jeszcze zdążymy się „rozkręcić”. Kluczem do tego, by był seks udany i spełniony, wydaje się nawiązanie właściwej, opartej na empatii i wzajemnej trosce komunikacji z partnerem. Oraz, a może przede wszystkim, pełne zaakceptowanie swojego ciała i własnej seksualności. W swojej praktyce seksuologicznej zauważam, że kobiety, pragnąc osiągnąć harmonię w swoim życiu, często zapominają troszczyć się o własną seksualność. W Ameryce taka troska nosi nazwę sex-care. Sex-care to uważność na swoją seksualność, traktowanie jej z taką samą atencją, z jaką podchodzimy do dbania o swoje samopoczucie czy zdrowie fizyczne.

Kobieta wrażliwa dobrze czyta swoje ciało, jest wnikliwa i dostrzega wszelkie niuanse. Nierzadko jednak jest też krytyczna i surowa w przyglądaniu się swoim kształtom. Może krępować ją własna nagość i kobiecość w kontekście seksualnym, bo często nie ma zbyt wielu intensywnych doświadczeń w tej materii, nie jest też oswojona z nagością. Bywa, że krytycznie ocenia wszelkie odstępstwa od ideału, a jeśli w jej życiu zdarzyła się krytyka (w formie przemocy rówieśniczej czy po prostu niewybrednego komentarza rodzica), odnosi się do niej w sytuacjach intymnych, przypomina sobie, zastanawia się, czy dalej te słowa są aktualne. To procesy zachodzące szybko i automatycznie. Nie jest tak, że same je przywołujemy – usłyszana krytyka rzuca swój cień w momentach napięcia, niepewności, sytuacjach, w których obnażamy się i poddajemy ocenie.

Na szczęście czerpanie satysfakcji seksualnej jest kwestią treningu, ćwiczenia, czułego sprawdzania siebie i swoich reakcji. Można taki trening rozpocząć od automasażu, tańca, samotnego poznawania swojej skóry w kąpieli. Dopiero później można spróbować form głęboko duchowych, na przykład tantry.

Fragment książki „Kobiety, które czują za bardzo”, wyd. Rebis. Wszystkie skróty pochodzą od redakcji.

Katarzyna Kucewicz, psycholożka, psychoterapeutka, seksuolożka. Prowadzi Ośrodek Psychoterapii i Coachingu Inner Garden w Warszawie, współpracuje także z Poradnią Zdrowia Psychicznego „Harmonia”. Należy do Polskiej Federacji Psychoterapii. Swoją wiedzą dzieli się na Instagramie: @psycholog_na_insta.

  1. Styl Życia

Praktyka uważności – 7 prostych rad

Kiedy jesteśmy uważni, nie osądzamy, nie walczymy, nie opieramy się zdarzeniom, uczuciom, stanom wewnętrznym. (fot. iStock)
Kiedy jesteśmy uważni, nie osądzamy, nie walczymy, nie opieramy się zdarzeniom, uczuciom, stanom wewnętrznym. (fot. iStock)
Oto siedem porad Marscha Lukasa, psychologa, autora książki „Rewire Your Brain for Love”. Pomogą ci one być uważnym w codziennym życiu.

1. Praktykuj uważność podczas rutynowych czynności

Spróbuj wnieść świadomości do codziennych zajęć, które zazwyczaj wykonujesz jakbyś był zaprogramowany. Skup uwagę na obrazach, dźwiękach, smakach, zapachach kiedy: szczotkujesz zęby, pijesz kawę, schodzisz po schodach. Może się okazać, że takie rutynowe działanie jest bardziej interesujące niż myślałeś.

2. Ćwicz uważność od razu jak się obudzisz

Dobrze, jeśli praktyka uważności pojawia się zaraz po obudzeniu. Dzięki temu system nerwowy „ustawia się” na spokojne przeżywanie teraźniejszości. Jak to robić? Powoli i pojedynczo. Jak wstaniesz nie włączaj jednocześnie laptopa, pijąc kawę, słuchając radia i robiąc dzieciom śniadanie do szkoły.

3. Pozwól umysłowi wędrować

Podążaj za swoimi myślami, obserwuj je z dystansu, jakby były chmurami pchanymi letnim wiatrem. Zobacz dokąd cię zaprowadzą, bądź świadomy tego procesu.

4. Koncentruj się krótko

Nasz mózg lepiej reaguje na krótkie ćwiczenia uważności. Bycie uważnym kilka razy dziennie jest lepsze niż jeden dłuższy lub weekendowy trening. 20 minut jest optymalnym złotym środkiem, ale można zacząć od kilku minut. Skoncentruj się na tym, jak czujesz stopy w butach albo na tym, czy twoja szczęka jest ściśnięta czy luźna.

5. Bądź uważny, czekając

Kolejka, korki, czekanie u dentysty. Kiedy czekasz zwróć uwagę na oddech, na jego przepływ, potem skup się na odczuciach w ciele. Tym sposobem przejdzie ci zniecierpliwienie i rozdrażnienie.

6. Umów się ze sobą na hasło, które przypomni ci o uważności

Na przykład za każdym razem, gdy zobaczysz czerwony kolor, przypomnij sobie o praktyce uważności, albo wtedy gdy pijesz herbatę. Możesz zmieniać hasło.

7. Naucz się medytować

Medytacja jest najlepszym sposobem, by w krew weszła ci praktyka uważności. Można ją porównać do nauki obcego języka. Liczy się powtarzanie i systematyczność. Poszukaj grup medytacyjnych lub skorzystaj z nauki na CD.

Twórcą praktyki uważności oraz jej ogólnej definicji jest Jon Kabat-Zinn. Marsch Lukas jest jednym z następców propagujących nauki Zinn’a.

  1. Psychologia

Medytacja z Nityą – uwalniająca kontemplacja

Wyobraź sobie, że wszystko już się wydarzyło. Wyobraź sobie, że wszystko, co kiedykolwiek chciałeś zrobić, już miało miejsce. Wszystkie twoje marzenia się spełniły, zmagania już za tobą. Oczekiwania też - zachęca Nitya Patrycja Pruchnik. (Fot. iStock)
Wyobraź sobie, że wszystko już się wydarzyło. Wyobraź sobie, że wszystko, co kiedykolwiek chciałeś zrobić, już miało miejsce. Wszystkie twoje marzenia się spełniły, zmagania już za tobą. Oczekiwania też - zachęca Nitya Patrycja Pruchnik. (Fot. iStock)
Ciągle za czymś gonimy, do czegoś dążymy, stawiamy sobie nowe cele… A gdyby to wszystko już się spełniło? Nauczycielka medytacji Nitya Patrycja Pruchnik na koniec swojego cyklu proponuje bardzo uwalniającą kontemplację.

Wyobraź sobie…

Zapraszam cię do jednej z moich ulubionych medytacji. Usiądź wygodnie, wyłącz telefon i zadbaj o to, aby było ci ciepło.

Wyobraź sobie, że wszystko już się wydarzyło. Wyobraź sobie, że wszystko, co kiedykolwiek chciałeś zrobić, już miało miejsce. Wszystkie twoje marzenia się spełniły, zmagania już za tobą. Oczekiwania też. Nie masz przed sobą zupełnie nic, bo wszystko już się wydarzyło. Na nic już nie czekasz, przed niczym nie uciekasz, ponieważ już wszystko masz.

To koniec. Jesteś spełniony, ponieważ nie czekasz na nic więcej. Poczuj to. Zostań w ten sposób przez kilka minut.

Sprawdź, jak się czujesz

Jak się czujesz, kiedy nie masz nic do zrobienia i na nic już nie czekasz, nic więcej nie musisz? Pobądź w ten sposób przez parę chwil… Nie spiesz się. Delektuj się spokojem, który z tego wynika… Odpocznij… Nie przywołuj wspomnień ani nie wyobrażaj sobie przyszłości, przecież nie ma już nic do zrobienia. Po prostu Jesteś… Ukontentowany… Spokojny… Zrelaksowany… Pozwól, by to spełnienie w tobie się rozgościło, wypełniło całe ciało, każdą komórkę i całą przestrzeń. Zanurz się w nim. Poczuj, jak to jest na nic nie czekać, niczego nie szukać, nie chcieć niczego więcej… Nie myśl na ten temat, tylko czuj. Rozluźnij się.

Daj sobie trochę czasu, przynajmniej 15 minut. Nie ulegaj ponagleniom, by zerknąć na telefon czy zrobić w tym czasie coś innego. Odmów sobie zaproszenia do jakiegokolwiek działania na te kilkanaście minut. Odetchnij. Wszystko już się wydarzyło.

Praktyka pochodzi z książki: „Oświecenie 24h na dobę. Praktyki i kontemplacje na cały rok”, Nitya Patrycja Pruchnik, Manana Chyb, wyd. ToCoJest 2020.

Nitya Patrycja Pruchnik, nauczycielka duchowa, od kilku lat dzieli się – z inspiracji swojego mistrza Mooji’ego – rozpoznaniem prawdziwej natury rzeczywistości.