1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Jak wciąga las? O idei bushcraftingu rozmawiamy z Sylwią Graban

Jak wciąga las? O idei bushcraftingu rozmawiamy z Sylwią Graban

 (Fot. materiały pasowe Pieszo przez Bory)
(Fot. materiały pasowe Pieszo przez Bory)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Jest organizatorką leśnych wędrówek w Borach Tucholskich. Gdy o sobie opowiada, używa sformułowania “leśna turystka” i podkreśla, że ma zbyt małe doświadczenie, aby nazywać siebie bushcrafterką. Innego zdania są uczestnicy organizowanych przez nią imprez “Pieszo przez Bory”, w ramach których zbierane są środki na działania charytatywne. Sylwia przyznaje, że choć dzieciństwie bała się lasu i pająków, to dziś odważnie przedziera się przez dzikie ostępy, nocuje w hamaku rozwieszonym między drzewami i stara się zachęcać do bushcraftu kolejne osoby.

Jest organizatorką leśnych wędrówek w Borach Tucholskich. Gdy o sobie opowiada, używa sformułowania "leśna turystka” i podkreśla, że ma zbyt małe doświadczenie, aby nazywać siebie bushcrafterką. Innego zdania są uczestnicy organizowanych przez nią imprez "Pieszo przez Bory”, w ramach których zbierane są środki na działania charytatywne. Sylwia przyznaje, że choć dzieciństwie bała się lasu i pająków, to dziś odważnie przedziera się przez dzikie ostępy, nocuje w hamaku rozwieszonym między drzewami i stara się zachęcać do bushcraftu kolejne osoby. 

Czy pamiętasz swoją pierwszą noc w lesie? To było w czerwcu 2019 roku podczas pierwszej edycji naszej imprezy charytatywnej “Pieszo przez Bory”. Pierwotnie planowałam spędzić ją w jednym z udostępnionych domków, ale dzięki uprzejmości uczestników, którzy podzielili się ze mną profesjonalnym sprzętem do spania w lesie, mogłam sprawdzić, jak to jest “bujać się” nocą w hamaku. Pamiętam, że zasnęłam dopiero koło czwartej nad ranem, ale wpływ na to miało wiele czynników - zarówno sam hamak, jak i fakt, że było to pierwsze wydarzenie, którą organizowałam. Po tamtej nocy wiedziałam, że nie będzie ostatnią i że chcę jeszcze więcej czasu spędzać w lesie w bardziej survivalowych warunkach.

Jak wyglądała twoja relacja z przyrodą wcześniej? Miałaś bliski kontakt z naturą czy może ta potrzeba pojawiła się później? Pochodzę z małej wioski w kujawsko-pomorskim, po ślubie przeprowadziłam się w okolice Gdańska. Odkąd pamiętam raczej unikałam lasów. Panicznie boję się pająków, a jak wiadomo w lesie bardzo łatwo można wpaść w pajęczynę. Zawsze broniłam się przed tego typu atrakcjami, na przykład gdy ktoś z rodziny proponował zbieranie grzybów. Bardziej niż na wypatrywaniu kapeluszy prawdziwków czy maślaków, skupiałam się na tym czy w pobliżu nie ma pająka, żaby albo jaszczurki.

Potrzeba obcowania z naturą pojawiała się stopniowo. Rok po narodzinach mojego syna przeżywałam ciężki i trudny etap w życiu. Wtedy mój serdeczny przyjaciel zaczął mi opowiadać o tym, w jaki sposób las i kontakt z przyrodą pomagają mu walczyć z  kiepskim samopoczuciem. Na początku tłumaczyłam się brakiem czasu, umiejętności czy odpowiedniego sprzętu, ale on powtarzał, że wystarczy tylko wstać z fotela. No i pewnego razu wstałam, zapomniałam o tych pająkach i jakoś to ruszyło. Wszystko, co mówił, okazało się prawdą - to były niesamowite godziny, które spędziłam we własnym towarzystwie  i od tamtego czasu zaczęłam stopniowo wciągać się w las. Na początku tylko spacerowałam, ale później chciałam spędzać w nim całe weekendy.

Pamiętasz, kiedy weszłaś do lasu już nie jako “zwykła” spacerowiczka, tylko bushcrafterka? Ja do dzisiejszego dnia nie czuję się bushcrafterką. Owszem spaceruje i nocuje w lesie, ale nazywam siebie “leśną turystką”. O samym bushcrafcie dowiedziałam się po naszym pierwszym marszu charytatywnym. Lubiłam wtedy maszerować po lesie, wiedziałam, że w naszej okolicy jest duża baza harcerska i postanowiłam zorganizować tam trzydniowy pobyt i połączyć go ze zbiórką pieniędzy dla beneficjentów naszej fundacji “Pieszo przez Bory”. Impreza przyciągnęła prawie 400 osób z całej Polski. Przyjechali ludzie ze środowiska bushraftowego i to właśnie od nich dowiedziałam się na czym to polega.

Sylwia Graban (Fot. materiały pasowe Pieszo przez Bory) Sylwia Graban (Fot. materiały pasowe Pieszo przez Bory)

Wielu osobom hasło bushcraft kojarzy się z umiejętnością przetrwania w leśnych ostępach, ale to pewne uproszczenie. Czym dla ciebie jest bushcraft? Według definicji bushcraft jest sztuką przetrwania przy użyciu tego, co oferuje nam las i natura. Dla mnie to po prostu odskocznia, coś co pozwala mi zwolnić, wyrwać się z codziennej rutyny, oderwać od problemów i spędzić czas sam na sam ze sobą i przyrodą. Bushcraft pozwala odpocząć mojej głowie.

Budowa szałasu, rozpoznawanie jadalnych roślin to tylko niektóre z umiejętności, które trzeba opanować. Które z nich uważasz za najbardziej cenne i wartościowe? Jako mama pięciolatka, który uwielbia “Avengersów”, najbardziej cenię sobie umiejętność rozpalania ognia przy użyciu krzemienia lub krzesiwa. Dzięki temu nie jestem już “nudną” mamą, tylko bohaterką dla syna, który gdy widzi jak rozpalam ognisko, wykrzykuje “Mamo, ty jesteś superbohaterką!” Na wiele z tych umiejętności patrzę właśnie przez pryzmat bycia matką - dzieci są żywiołem, który ciężko opanować, szczególnie w lesie. Dzięki umiejętnością, które cały czas zdobywam, mogę również zapobiegać wielu niebezpiecznym sytuacjom, o które nietrudno w trakcie spaceru. Podczas każdej takie wyprawy staram się przekzywać mojemu synowi wiedzę, którą ktoś przekazał mnie i dzięki temu on także coraz bardziej wciąga się w las.

Jesteś mamą dwójki dzieci. Najmłodsze ma dwa miesiące. Jak wygląda bushcraft z takimi maluchami? Jula urodziła się w grudniu, wiec jeszcze nie miałam okazji się o tym przekonać, ograniczamy się jedynie do codziennych spacerów po lesie. Czarek, który ma pięć lat, jest oczarowany lasem, uwielbia zwierzęta, przede wszystkim wilki i zawsze, gdy wybieramy się na wycieczkę, ma nadzieję, że jakiegoś spotkamy. Swoją pierwszą noc spędził w lesie w lutym, gdy miał cztery lata. Wychodzę z założenia, że nasze pasje cieszą najbardziej, kiedy możemy dzielić je z bliskimi. Dlatego mam nadzieję, że uda mi się zarazić moje dzieci miłością do lasu i z czasem będę musiała wymienić hamak czy dwuosobowy namiot na znacznie większy, który umożliwia rodzinne nocowanie. Dla dzieci bushcraft to jest wspaniała przygoda, wystarczy je tylko powoli do tego zachęcać i nie robić niczego na siłę. Dla cztero- czy pięciolatka spędzenie nocy w lesie może wiązać się z ogromnym stresem, dlatego warto w miarę możliwości zacząć od nocowania np. w przydomowym ogródku.

Sylwia Graban (Fot. materiały pasowe Pieszo przez Bory) Sylwia Graban (Fot. materiały pasowe Pieszo przez Bory)

(Fot. materiały pasowe Pieszo przez Bory) (Fot. materiały pasowe Pieszo przez Bory)

Na rynku jest całkiem sporo praktycznych przewodników dla bushrafterów, są blogi i youtube'owe kanały. Wy postanowiliście założyć fundację "Pieszo przez Bory", dzięki której wędrowanie po lesie przynosi wymierne korzyści waszym podopiecznym. Opowiedz proszę czym konkretnie zajmuje się fundacja? Nasze stowarzyszenie łączy miłość do lasu i piesze podróże z pomaganiem innym. Organizujemy kilkudniowe pobyty w lesie, podczas których zbieramy fundusze dla naszych beneficjentów. Zapewniamy uczestnikom nocleg, a dzięki sponsorom i przyjaciołom, także wyżywienie. Organizujemy masę prelekcji związanych ze sztuką bushcraftu, podróżowaniem, robimy szkolenia z rozpoznawania roślin jadalnych, uczymy budować schroniska, pokazujemy jak rozpalić ogień czy pozyskiwać wodę pitną w lesie. W zamian za to uczestnicy opłacają ‘wpisowe’, które w całości przekazujemy podopiecznym fundacji. W trakcie naszych imprez organizujemy również charytatywne licytacje, ale najważniejsze są wielogodzinne marsze, posiedzenia i śpiewanie przy ognisku. Chcemy, żeby ludzie ze środowiska ‘leśnego’ zobaczyli, że czasami wystarczy po prostu robić to, co się kocha i w ten sposób pomagać innym. Pozostałych chcemy przekonać, że las jest otwarty na każdego.

Z powodu pandemii Covid-19 zeszłoroczna edycja imprezy musiała zostać odwołana, ale dzięki naszym darczyńcom udało się przekazać sporo fantów na licytację (plecaki, noże, a nawet smalec), którą prowadziliśmy w grupie na Facebooku. Udało nam się zebrać ponad 80 tys. złotych, które przekazaliśmy dla Hospicjum dla dzieci “Nadzieja” w Toruniu.

Fińscy lekarze przepisują wędrówki po lesie zamiast tabletek, Japończycy mają Shinrin-yoku, czyli leśne kąpiele. Co ty zawdzięczasz lasowi? Przede wszystkim spokój ducha. Czas spędzony w lesie pozwala mi poukładać sobie wiele spraw, pokazuje mi, że nie ma rzeczy niemożliwych, a moje lęki i bariery znajdują się wyłącznie w mojej głowie.

Czy jest jakiś las, który chciałabyś odwiedzić? Marzy mi się rodzinna wyprawa do Norwegii i Danii. Wstyd przyznać, ale mimo trzydziestki na karku, nigdy jeszcze nie byłam w Bieszczadach. Bardzo bym chciała zwiedzić tamtejsze rejony.

Czym jest bushcraft? Nie ma jednej definicji. Z jednej strony bushcraft to filozofia życia związana z dobrowolnym bytowaniem w leśnej dziczy. Z drugiej gotowy zestaw pierwotnych technik, takich jak budowanie schronienia z naturalnych materiałów czy zdolność rozpalenia ognia za pomocą krzesiwa, które pozwalają przetrwać w głuszy. Choć bushcraft stawia duży nacisk na praktyczną wiedzę z zakresu botaniki, ziołolecznictwa, zoologii, myślistwa, meteorologii, podstaw chemii czy fizyki i uczy, jak radzić sobie w warunkach pozbawionych oczywistych wygód, nie zapomina o kwestii najważniejszej, czyli kontakcie z przyrodą. U korzeni bushcraftu leży bowiem szacunek dla natury oraz wszystkich stworzeń, odpowiedzialność wobec środowiska naturalnego, budowanie emocjonalnych więzi z przyrodą oraz pokonywanie własnych ograniczeń.

Najważniejszą postacią świata bushcraftu był Mors Kochanski, kanadyjski instruktor przetrwania, autor bestsellerowej książki „Northern Bushcraft” oraz mentor Reymonda Paula Mearsa, brytyjskiego dziennikarza i leśnego przewodnika, który w dużej części odpowiada za spopularyzowanie idei bushcraftu, także w Polsce. Wbrew pozorom bushcraftem nie zajmują się wyłącznie mężczyźni, choć trzeba przyznać, że panowie bardzo aktywnie zajmują się jego popularyzowaniem.

Bushcraft dla początkujących: wytyczne Leave No Trace

Etyka idei bushcraftowej odnosi się do etycznego obcowania z przyrodą, bez pozostawiania w niej śladów - czy to odpadów czy szkód w środowisku. Leave No Trace to zestaw praktycznych wskazówek, dzięki którym można bezpiecznie biwakować w lesie i zachować przyrodę w jak najmniej naruszonym stanie.

  • Trzymaj się szlaków i biwakuj wyłącznie w miejscach do tego przeznaczonych. W 2019 r. Lasy Państwowe zainicjowały pilotażowy program „Zanocuj w lesie”, w ramach którego udostępniono leśne obszary, na których można biwakować legalnie i bezpłatnie. Od maja 2021 roku takich terenów będzie znacznie więcej - około 1500 ha w każdym z 429 nadleśnictw. Listę leśnych obozowisk można sprawdzić na stronie Lasów Państwowych. Warto pamiętać, że warunki biwakowania również rządzą się swoimi prawami - pobyt dłuższy niż dwie nocy czy w grupie powyżej 9 osób należy zgłosić w nadleśnictwie. Turyści mogą rozbić namiot, rozwiesić hamak albo rozłożyć płachtę, można również korzystać z kuchenek gazowych. Do lasu można wjechać rowerem, ale auto czy kamper musi pozostać poza jego obszarem.
  • Zabierz ze sobą swoje śmieci.
  • Pozostaw miejsce w takim stanie, w jakim je zastałeś. Nie zabieraj niczego do domu. Nie buduj trwałych konstrukcji, nie naruszaj gleby, nie kop rowów czy głębokich dziur.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Moda i uroda

Zostań częścią modowej rewolucji

Zobacz galerię 5 Zdjęć
19 kwietnia rusza Tydzień Fashion Revolution, najważniejsze wydarzenie w rocznym kalendarzu międzynarodowej organizacji działającej na rzecz mody odpowiedzialnej. Kampania nagłaśniająca kluczowe modowe wyzwania, której towarzyszą spotkania z ekspertami, panele dyskusyjne oraz szereg innych działań skupionych wokół hasła #whomademyclothes, skierowana jest do wszystkich osób oczekujących realnych zmian w systemie przemysłu odzieżowego. 

Dwa dni przed rozpoczęciem tegorocznego Fashion Revolution Week (19-25.04.2021) odbędzie się wydarzenie eksperckie „Okrągły stół mody cyrkularnej”. Do dyskusji zaproszeni zostali specjaliści obserwujący zjawiska związane z gospodarką obiegu zamkniętego z wielu perspektyw. W tym roku Fashion Revolution Polska koncentruje się na przyszłości mody cyrkularnej, jako części gospodarki o obiegu zamkniętym. Celem wydarzenia jest rozpoznanie największych wyzwań związanych z modą cyrkularną w Polsce. Spotkanie ma stanowić twórczą wymianę poglądów, ale przede wszystkim praktycznych doświadczeń i pomysłów, które przyczynią się do wprowadzenia zmian - na wielu płaszczyznach - już w niedalekiej przyszłości.

„Zależy nam, by wśród zaproszonych gości budować sojusze i łączyć ze sobą potencjalnych partnerów, ale także by nie uciekać od wnikliwych pytań i dociekać odpowiedzi, również tych niewygodnych. Chcemy dążyć do realnych zmian i konkretnych rozwiązaniach rozwijających modę cyrkularną w Polsce. Wskazywać obszary do poprawy, ale także patrzeć z nadzieją w przyszłość” - podkreślają przedstawicielki Fashion Revolution Polska. 

Spotkanie poprowadzi Ola Bąkowska - autorka pierwszego w Polsce bloga o innowacjach i modzie zrównoważonej, obecnie pracująca w organizacji pozarządowej Circle Economy w Amsterdamie, która zajmuje się wcielaniem w życie gospodarki obiegu zamkniętego.

W dyskusji udział wezmą: Dorota Jankowska-Tomków - dyrektor zakupów i działu zrównoważonego rozwoju LPP S.A., Paweł Urbański, reprezentujący pralnię i farbiarnię KNK-KANAKA, mec. Magdalena Niewelt, pomysłodawczyni (wraz z mec. Olegiem Marcinkowskim) Kodeksu Etyki Branży Odzieżowej, Zofia Zochniak - współzałożycielka firmy zajmującej się zbiórką i recyklingiem tekstyliów Ubrania do Oddania, Aleksandra Kuta - pomysłodawczyni, projektantka, konstruktorka startupu Decloths, Agata Frankiewicz - założycielka upcyklingowej platformy Deko Eko, Miłosz Marchlewicz reprezentujący Forum Odpowiedzialnego Biznesu, dr Magdalena Płonka, związana z MSKPU ekspertka w dziedzinie edukacji oraz projektowania mody, wykładowczyni oraz przedsiębiorca, Dobrosława Gogłoza - założycielka All Hands Agency,  Joanna Burzec -badaczka i managerka w jednej z największych na świecie firm konsultingowych, kierownik projektu e-Pack dr Piotr Nowak, Agnieszka Oleksyn-Wajda – radca prawny, dyrektor Instytutu Zrównoważonego Rozwoju i na Uczelni Łazarskiego, pisarka i reporterka Karolina Sulej, ekonomista i przedstawiciel Fundacji Instrat Damian Iwanowski oraz Tomasz Morozgalski, prawnik, aktywista miejski i działacz społeczny.

Efektem spotkania będzie raport uzupełniony o najnowsze dane z Polski i ze świata oraz komentarze ekspertów. Zostanie przekazany politykom wszystkich opcji, instytucjom publicznym i organizacjom pozarządowym, a także udostępniony uczelniom, z którymi współpracuje stowarzyszenie. Wnioski i ustalenia będące efektem spotkania będą wykorzystywane w działaniach informacyjnych, promocyjnych i edukacyjnych Fashion Revolution Polska. Podsumowanie spotkania będzie udostępnione jako materiał filmowy jeszcze w trakcie Tygodnia Fashion Revolution w mediach społecznościowych polskiego oddziału.

#whomademyclothes: rozmowy o przyszłości mody cyrkularnej

Tydzień Fashion Revolution to także spotkania z ekspertami - prowadzone w formie rozmów na żywo za pośrednictwem kanałów w mediach społecznościowych i na platformie Zoom. O odpowiedzialnym podejściu do mody, szansach mody cyrkularnej, inspiracjach i czekających modę wyzwaniach opowiedzą: projektantka innowacyjnych materiałów Weronika Banaś, autorka bloga i podcastów, wykładowczyni, projektantka Katarzyna Zajączkowska, prawnik związany z Instytutem Prawa Mody Arkadiusz Szczudło oraz trendwatcherka Natalia Hatalska.

W ramach Tygodnia Szkolni Ambasadorzy Fashion Revolution przygotowują także cykl praktycznych warsztatów wcielających w życie założenia mody cyrkularnej.

Fashion Revolution Polska jest częścią międzynarodowej organizacji założonej w Wielkiej Brytanii po tragicznych wydarzeniach w kompleksie fabrycznym Rana Plaza w Bangladeszu, gdzie w kwietniu 2013 r. zginęło ponad 1100 pracowników fabryki odzieżowej, a kolejne 2500 odniosło obrażenia. W kwietniu każdego roku Fashion Revolution zachęca do aktywnego udziału w kampanii nagłaśniającej najważniejsze modowe wyzwania, łączącej pamięć o tragicznych wydarzeniach z 2013 r. z edukowaniem, wywieraniem nacisku na globalne marki i legislatorów oraz dążeniem do realnych zmian.

W trakcie Tygodnia Fashion Revolution każda i każdy z nas może stać się częścią modowej rewolucji. Masowo zadawane pytania o warunki produkcji naszych ubrań, obuwia i dodatków, pokazywanie metek danej marki i korzystanie z hasztagów #whomademyclothes i #whatsinmyclothes pozwalają wciągnąć przedstawicieli przemysłu odzieżowego i konsumentów w dyskusję dotyczącą mody odpowiedzialnej, transparentnej działalności oraz gospodarki obiegu zamkniętego.

2021/04/zostan-czescia-modowej-rewolucji-FR-Week-tlo-na-fb_1.jpg

Szczegółowy harmonogram tegorocznego Tygodnia Fashion Revolution można znaleźć na facebookowej stronie Fashion Revolution Poland oraz Instagramie (@fash_revpoland).

Sponsorem głównym Okrągłego stołu mody cyrkularnej jest LPP S.A.

Wydarzenie patronatem objęli: Kupuj Odpowiedzialnie, Deko Eko, MSKPU , Ubrania do Oddania, All hands, KNK-KANAKA, UP DIWU, Adwokat Magdalena Niewelt, Adwokat Oleg Marcinkowski, Łukasiewicz – Instytut Logistyki i Magazynowania, Fundacja Instrat, Instytut Zrównoważonego Rozwoju i Środowiska Uczelni Łazarskiego, Instytut na Rzecz Ekorozwoju, Forum Odpowiedzialnego Biznesu.

2021/04/zostan-czescia-modowej-rewolucji-TRANSFORMACJE1.png

  1. Styl Życia

Zagrożenia raf koralowych - co im zagraża i dlaczego tak ważna jest ich ochrona?

 W Hurghadzie woda w oceanie w ciągu ostatniej dekady ociepliła się z 29 do 32 stopni. W rezultacie pojawiło się tu mnóstwo miękkich korali. (Fot. Getty Images)
W Hurghadzie woda w oceanie w ciągu ostatniej dekady ociepliła się z 29 do 32 stopni. W rezultacie pojawiło się tu mnóstwo miękkich korali. (Fot. Getty Images)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Pandemia to wyjątkowy czas dla rafy koralowej. Marta Pietrzak, instruktorka przewodząca grupie nurków w egipskiej Hurghadzie, obserwuje to każdego dnia, z bliska. Mówi, że schodząc pod wodę, czuje się, jakby wchodziła do własnego ogródka. O który trzeba się troszczyć, do czego przekonuje i miejscowych, i turystów.

Pandemia to wyjątkowy czas dla rafy koralowej. Marta Pietrzak, instruktorka przewodząca grupie nurków w egipskiej Hurghadzie, obserwuje to każdego dnia, z bliska. Mówi, że schodząc pod wodę, czuje się, jakby wchodziła do własnego ogródka. O który trzeba się troszczyć, do czego przekonuje i miejscowych, i turystów.

Dlaczego ochrona raf koralowych jest w naszym interesie, a nie tylko takich krajów jak Egipt? Bo rafy odpowiadają za oczyszczanie powietrza całej planety. Dużo mówi się o lasach tropikalnych, ale zapominamy, że nie tylko one są płucami Ziemi. Są nimi też morza i oceany, które pochłaniają dwutlenek węgla z atmosfery. Mówię tu między innymi o procesie wbudowywania tego gazu w strukturę pancerzyków zooplanktonu. Ten po śmierci opada na dno i z biegiem lat tworzy grube warstwy wapieni. A wapienie porastają rafy koralowe, które magazynują węgiel w bezpiecznej dla atmosfery postaci. Kolejna sprawa to łańcuch pokarmowy zaczynający się właśnie w rafach. Żyją tam małe rybki, czyli pokarm dla dużych ryb, które z kolei stają się pożywieniem dla ptaków i ssaków, w tym także dla człowieka. I jeśli pada rafa koralowa, automatycznie zaburza się ekosystem.

Rybek nie można dokarmiać? Nie, bo przestaną czyścić rafę. Zabrudzona obumiera, a one nie mają gdzie płynąć na tarło, bo właśnie wśród korali mają swój dom. Tam znajdują pokarm i mogą się swobodnie rozmnażać.

Podobno podczas pandemii oceany i morza odżyły. Jeśli mówimy konkretnie o Hurghadzie, tu co innego wpłynęło na polepszenie kondycji rafy: ocieplenie klimatu. Woda w ciągu ostatniej dekady ociepliła się z 29 do 32 stopni. W rezultacie pojawiło się u nas mnóstwo miękkich korali. Takich, które nie mają szkieletu wapiennego, widać, jak się ruszają, one bardzo lubią ciepłą wodę. Natomiast twarde, czyli LPS – wielkopolipowe – i SPS – małopolipowe – to takie, które przypominają kamień. Aż trudno uwierzyć, że są klasyfikowane jako zwierzęta. Zresztą wśród wielu osób nadal pokutuje przekonanie, że to po prostu kolorowe rośliny, które rosną sobie na dnie. Trzeba pamiętać, że korale, które nie przeprowadzają fotosyntezy, nie wyrosną na piasku. Porastają swoich poprzedników, po których został wapienny szkielet. To dlatego mówi się, że rafy „rosną”, bo faktycznie przez miliony lat młode wyrastały na szkieletach starych. A wracając do twojego pytania – w pandemii obserwuję, że dzikie delfiny, jak tylko wyruszamy na morze, natychmiast zaczynają przypływać do naszych łodzi. Najwyraźniej zaakceptowały nas jako część ekosystemu. Problem w tym, że kryzys wywołany koronawirusem spowodował, że młodzi bezrobotni Egipcjanie wypływają w morze wpław, z harpunem w ręku. Płyną kilka kilometrów, co zajmuje im parę godzin, polują na ryby i po zmroku próbują je dostarczyć na ląd, płynąc wpław. Wiele razy zdarzyło mi się wyławiać takiego 20-letniego kłusownika, który resztką sił wdrapywał się na pokład.

W Hurghadzie woda w oceanie w ciągu ostatniej dekady ociepliła się z 29 do 32 stopni. W rezultacie pojawiło się tu mnóstwo miękkich korali. (Fot. Getty Images) W Hurghadzie woda w oceanie w ciągu ostatniej dekady ociepliła się z 29 do 32 stopni. W rezultacie pojawiło się tu mnóstwo miękkich korali. (Fot. Getty Images)

W Egipcie program ochrony rafy działa skutecznie? W Hurghadzie działa HEPCA, organizacja, która zajmuje się ochroną Morza Czerwonego mającego status parku narodowego. Wydają pozwolenia dla załóg: każda osoba musi przejść testy, żeby pracować jako przewodnik nurków i organizator snurkowania [tj. pływania pod wodą na niewielkiej głębokości lub tuż pod taflą wody, bez butli – przyp. red.]. To oni decydują, gdzie i kiedy można wypływać tak, żeby nie zaburzać życia rafy. Nie ma mowy, że jakaś łódź popłynie sobie w miejsce, gdzie na przykład śpią delfiny. HEPCA organizuje też regularne sprzątania plaż. To krok we właściwym kierunku, ale wiedza na temat ekologii wśród Egipcjan jest nadal niewielka. Oni nie doceniają tego, co mają.

Jak myślisz, dlaczego tak jest? Egipska rafa jest wyjątkowa, podobna jedynie do tej w Australii. Egipcjanie mają cud natury, ale że mało podróżują, są przekonani, że wszystkie morza na świecie wyglądają tak samo. Jak im pokazałam podwodne zdjęcia z Bałtyku, gdzie dno wygląda, jak wygląda, byli przekonani, że robię sobie z nich żarty.

Co poczułaś, kiedy pierwszy raz zeszłaś tutaj pod wodę? Wszystkie problemy – opłaty, rachunki, katar dziecka – znikają pod wodą. Jakbym była w stanie nieważkości. Z kolejnymi nurkowaniami miałam coraz więcej przemyśleń. Zastanawiałam się, dlaczego dziki delfin chce do mnie podpłynąć. A może to ten sam, z którym już kiedyś pływałam? Widziałam kiedyś na YouTubie filmik, na którym facet miał swojego błazenka, czyli amphipriona. Pomyślałam sobie: „Kurde, też chcę takiego mieć!”.

I masz? Mam! Na jednej rafie spędziłam mnóstwo czasu, aż w końcu mieszkający tam błazenek zaczął wychodzić do mnie z korala. Przyzwyczaiłam go do gestu rozkładania rąk. Kiedy podpływałam, on się o mnie ocierał. Mam zdjęcia, na których siedzi mi na palcu jak motyl. Poczułam niesamowite zespolenie ze światem przyrody. Woda uświadamia ci, że jesteś tylko częścią większej całości.

Po tylu latach nie znudziło ci się schodzenie do tego świata? Nie ma dwóch takich samych nurkowań. Zdarza mi się krzyczeć pod wodą jak dziecko i płakać ze szczęścia. Jak wtedy, kiedy odprowadziłam grupę na łódź i zgłosiłam załodze, że chcę zostać solo pod wodą. Podpłynął do mnie delfin. Był tuż obok mnie, jak nurek koło nurka. Pływaliśmy tak z 15 minut, sięgał tylko po powietrze. Mogłam spojrzeć temu zwierzakowi w oczy, mówiłam: „Jezu, jak fajnie, że jesteś! Ciekawe, o czym myślisz? Aaaa, ty jesteś dziewczynką!”. Wiedziałam, że delfin ma przyjemność z płynięcia obok mnie i wie, że ja mam przyjemność z płynięcia obok niego. Nie dotknęłam go, chociaż mogłam, był tak blisko.

Wiele osób pewnie by dotknęło. Dlatego nurkowanie budzi tak duże kontrowersje. Przeciwnicy uważają, że nurkowie niszczą rafy i zaburzają świat natury. Rafy zmieniają się w szybkim tempie. Marzę o tym, żeby zobaczyć, jak wyglądały 20 lat temu. A te, które ja oglądam teraz, chcę pokazać moim dzieciom, jak będą większe. Nurkowie mają świadomość postępującej degradacji, dlatego chcemy swoją wiedzę zdobytą pod wodą wykorzystać do ocalenia tego świata. Stąd mój pomysł na szkółkę, w której hodujemy korale. Angażujemy w nią dzieci, którym przekazuję wiedzę na temat tego, jak można korale łączyć, które wymagają opieki, a które należy zostawić samopas. Dziecko hoduje swój koral, a potem co roku dostaje zdjęcie, na którym może zobaczyć, jak on się rozwija. Wierzę, że w ten sposób ocalimy rafy, ale przede wszystkim zwiększymy świadomość ekologiczną.

A twoi pracownicy i klienci, z którymi nurkujesz? Oni też schodzą pod wodę z taką świadomością? Oczywiście wypadki są nieuniknione, czasem zdarza mi się w coś uderzyć, ale jeżeli nurek płynąłby przy rafie i jej dotykał, natychmiast zostałby odsunięty. Ja czuję się pod wodą tak, jakbym wchodziła do własnego ogródka. Wiem, gdzie mieszka ośmiornica, która nie ma trzech nóg, a gdzie ślepa murena. Pomyśl, co twoja mama zrobiłaby ci, gdybyś wszedł jej do ogródka i nie umiał się w nim zachować.

Twoja załoga składa się wyłącznie z Egipcjan, mężczyzn. Trudno jest być ich szefową? Na szacunek pracowników musiałam zapracować. Teraz wiedzą, że ze mną nie ma dyskusji. Ale tylko raz zdarzyło mi się nakrzyczeć na pracownika. Był wkurzony, że nie może nic zrobić z tym, że kobieta na niego krzyczy. Kobiecie tutaj nie wypada podnosić głosu na mężczyznę w miejscu publicznym. W domu może. Ba! W domu to norma, ale na ulicy czy w pracy – już nie.

Kiedy zaczęli się z tobą liczyć? Zaakceptowali moją obecność szybko, ale musiałam sobie wyrobić taką renomę, żeby szanowali też to, co mówię. Nawet kiedy zdałam egzamin na instruktorkę nurkowania i wszyscy na łodzi byli niżsi stopniem ode mnie, nadal pozostawałam kobietą, postrzeganą jako turystka: biała, blondynka. Musiałam pokazać, że faktycznie mam coś w głowie. Pomógł mi Ahmed, szef zespołu, który dzielił się ze mną wiedzą, zabierał na nurkowania. Pokazywał, na co zwracać uwagę, jak i gdzie szukać, żeby były one bardziej interesujące, bezpieczniejsze. Przy nim poczułam komfort bycia w wodzie bez strachu. Teraz czuję się w niej tak, jakbym otwierała drzwi i wchodziła do kolejnego pokoju. Kiedy załoga zobaczyła, że pod wodą jesteśmy na równych prawach, zaczęła szanować moje zdanie.

Egipt poznałaś w dzieciństwie czy dopiero w dorosłości? Ojca straciłam, kiedy miałam cztery miesiące, a mamę – jak miałam 16 lat. Już jako nastolatka zaczęłam mieszkać sama, z Polski wyleciałam w klasie maturalnej. Pracowałam najpierw między innymi na parkingu jako ticket lady, sprzątałam toalety w centrum handlowym, segregowałam ulotki. Aż w końcu trafiłam do firmy, w której dostrzeżono, że jestem pracowita. No i spędziłam w niej dziesięć lat. Do tego zapisałam się eksternistycznie na biomedycynę. Skończyłam studia, w międzyczasie urodził się mój syn. A potem miałam wypadek. Niefortunnie się przewróciłam na rolkach, naciągnęłam mięśnie od opuszków palców po piąty i szósty krąg szyjny. Nie nadawałam się do pracy. Zaczęłam fizykoterapię, dostawałam chorobowe, ale do firmy nie mogłam już wrócić, woleli wypłacać mi ubezpieczenie. Założyłam własną firmę budowlaną. Przynosiła dobre pieniądze, ale praktycznie nie było mnie w domu. W pewnym momencie zrozumiałam, że pieniądze nie dadzą mi szczęścia. Spakowałam, co miałam pod ręką, i poleciałam na Cypr. Sama. Musiałam odreagować trudny czas, rozchodziłam się wtedy z ojcem Tomka. I ten pobyt był czymś, co zmieniło całe moje życie. Wspaniałe plaże, woda, ciepło po angielskiej depresji. Postanowiłam zostać dłużej, a któregoś dnia zaczęłam nurkować. Poczułam, że to jest to, zrobiłam kurs. Zadzwoniłam do centrum, które akurat potrzebowało pracownika. Moje jedenaste nurkowanie było już nurkowaniem w pracy. A kiedy na Cyprze przyszła zima, poleciałam do Egiptu.

Dlaczego zdecydowałaś się tam zostać? Pomyślałam sobie: „Boże, po co ja mam wracać na ten Cypr, przecież tam pod wodą nic nie ma!”. Załatwiłam paszport dla syna i przeprowadziłam się z jednym plecakiem.

Nie było problemu z tym, że jesteś singielką z dzieckiem? Przy najmie mieszkania powiedzieli mi, że żaden mężczyzna nie może mnie odwiedzać. Tu jest tak, że jeżeli przychodzi do mnie pan, żeby naprawić Internet, muszę mieć otwarte drzwi, żeby wszyscy wiedzieli, co się dzieje.

Nie czułaś się z tym źle? Szczerze mówiąc, to czułam się bezpieczna. A to było dla mnie w nowym kraju bardzo ważne. Jedyny problem, jaki napotkałam, to rasizm w przedszkolu mojego dziecka. Jedno z arabskich dzieci wybrało sobie mojego synka na ofiarę, mówiło, że ma „brudną skórę”.

Musieliśmy zmienić przedszkole. Po kilku miesiącach zrobiłam kurs na instruktora nurkowania. Poszłam na egzamin, w sali siedziało trzech Egipcjan: dwóch z nich było właścicielami centrów nurkowych, jeden instruktorem, który po wieloletniej przerwie musiał odnowić licencję. No i ja. „Dzień dobry, nazywam się Marta, mam za sobą 200 nurkowań”. Spojrzeli po sobie. Wtedy nie wiedziałam, co mówili, uśmiechałam się ładnie. Teraz wiem, że pytali dyrektora: „Ona naprawdę będzie tu z nami?!” [śmiech]. Jednym z tych mężczyzn, których spotkałam na egzaminie, był Ahmed. Z tych czterech osób tylko ja i on zdaliśmy kurs. Wtedy każde z nas poszło w swoją stronę, ale po jakimś czasie zadzwoniłam do niego, zaczęliśmy współpracę. Weszłam na jego łódź i tak już zostałam. Przeżyliśmy pod wodą kilka takich sytuacji, w których faktycznie musieliśmy sobie bardzo zaufać. Prowadziliśmy na przykład grupę, byliśmy na 30 metrach i nagle odcięło się powietrze. Musieliśmy wyciągać całą ekipę, podawać sobie sprzęt, ja sama go z tych 30 metrów wyciągałam. Zdarzyło się też, że musieliśmy ściągać cały sprzęt pod wodą, bo komputery zostały źle skorygowane. Pokazywał mi wyjście, mówił, że zostanie sam, ale nie zgodziłam się. Kiedy wyszliśmy z wody – ja trzęsąca się, cała sina – ktoś powiedział: „Musicie się bardzo kochać”. Odpowiedzieliśmy zgodnie z prawdą: „Ale my nie jesteśmy razem”.

Pod wodą płeć, pochodzenie, seksualność, kolor skóry ani religia nie mają najmniejszego znaczenia. (Fot. Philippe Lahousse/archiwum domowe Marty Pietrzak) Pod wodą płeć, pochodzenie, seksualność, kolor skóry ani religia nie mają najmniejszego znaczenia. (Fot. Philippe Lahousse/archiwum domowe Marty Pietrzak)

Kiedy to się zmieniło? Kiedy Ahmed zachorował na wirusa dengi, którego roznoszą komary. Pojechałam do niego, na miejscu był jego brat, więc nie byłam sama. Niedługo potem zarządziłam: „Przywieźcie mi mojego syna i poinformujcie doormana na dole (tu w każdej klatce jest taki pilnujący, który ma między innymi zapobiegać nieobyczajnym zachowaniom mieszkańców), że ja z nim zostaję”. Żeby było śmieszniej, kiedy Ahmed wyzdrowiał, ja się rozchorowałam. Zajął się mną tak samo, jak ja nim. Już wtedy wiedzieliśmy, że łączy nas coś więcej. Natomiast ze ślubem było tak, że zdecydowaliśmy, iż nie chcemy się już z naszym związkiem chować, bo ile można, przecież jesteśmy dorośli, stwierdziliśmy więc, że podpiszemy papiery. Nie było białych sukienek ani kwiatków.

Czujesz się zasymilowana? Przywykłaś do różnic kulturowych? Kobieta może się w Egipcie realizować i prywatnie, i zawodowo. Oczywiście niektóre z nas mogą nie akceptować ceny, jaką się za to płaci. Dla mnie ona jest akceptowalna, bo mój świat i tak jest pod wodą. A tam płeć, pochodzenie, seksualność, kolor skóry ani religia nie mają najmniejszego znaczenia. 

  1. Moda i uroda

Woolrich Outdoor Foundation - dla planety, dla przyszłych pokoleń

(Fot. materiały prasowe Woolrich)
(Fot. materiały prasowe Woolrich)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Woolrich to marka, która od blisko 200 lat inspiruje się naturą. Ta najstarsza amerykańska marka outdoorowa zrobiła właśnie kolejny krok na rzecz ochrony środowiska. W wyniku kolaboracji z organizacją „1% for the Planet” powstała fundacja Woolrich Outdoor Foundation. Jej misją jest ochrona środowiska naturalnego dla obecnych i przyszłych pokoleń.

Za pośrednictwem „1% for the Planet” Woolrich przekaże jeden procent z całkowitej sprzedaży swoich produktów na realizację projektów środowiskowych opartych na trzech głównych założeniach dotyczących działalności fundacji: odnowie przestrzeni miejskiej, ochronie lasów i utrzymaniu wybrzeża. 50 proc. darowizny Woolrich będzie stanowić wsparcie finansowe, natomiast wartość drugiej połowy będzie opierać się na produktach, pracy wolontariuszy oraz na działaniach komunikacyjnych w tym reklamowych. Szacuje się, że marka przeznaczy na nie 3 miliony dolarów już w ciągu pierwszych trzech lat istnienia fundacji.

Ważnym elementem działań fundacji będzie również edukacja, której celem jest promowanie zrównoważonych praktyk, odpowiedzialnego obywatelstwa i opracowywanie polityki rozwoju. Woolrich Outdoor Foudation będzie wspierać projekty, które umożliwią ludziom aktywny udział w utrzymaniu czystych wybrzeży. „Wspieranie ludzi i planety, które nas zainspirowały i pomogły zbudować naszą markę, jest dla nas ważne i dlatego przekazujemy 1% dochodów ze sprzedaży naszych produktów na finansowanie projektów na rzecz ochrony środowiska poprzez partnerstwo z „1% for the Planet”. Pracując razem, możemy przekazywać darowizny, być wolontariuszami i aktywnie świadczyć usługi w celu ochrony i kształtowania jaśniejszej i bardziej zrównoważonej przyszłości”.  - mówi Stefano Saccone, dyrektor generalny marki Woolrich.

 

  1. Zdrowie

Brzoza i jej lecznicze właściwości

Lecznicze właściwości brzozy znane są od wieków. (Fot. iStock)
Lecznicze właściwości brzozy znane są od wieków. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
W medycynie ludowej brzoza cieszyła się dużą popularnością. I - jak się okazuje - nasi przodkowie mieli trafną intuicję, bo badania naukowe dowodzą, że pozyskiwane z tego drzewa składniki mają wiele właściwości zdrowotnych. 

Młode liście na choroby układu oddechowego i w przypadku niestrawności, cienkie płatki kory na zaognione rany, nalewka lub płukanka z pączków na porost włosów... - lecznicze przymioty brzozy znane są od wieków.

Jednym z najcenniejszych surowców jest jej kora. Wielokierunkowe badania wykazały wszechstronne działanie pozyskiwanych z niej składników czynnych: betuliny, kwasu betulinowego i lupeolu. Ze względu na brak toksyczności i wszechstronne działanie bez efektów ubocznych, preparaty zawierające wyciąg z kory brzozy można stosować zarówno zewnętrznie, jak i wewnętrznie. Substancje aktywne ekstraktu z kory brzozowej pomogą naszym komórkom w walce z wolnymi rodnikami przyczyniającymi się do rozwoju chorób cywilizacyjnych i przedwczesnego starzenia się organizmu. Sprawdzają się szczególnie przy problemach skórnych pochodzenia bakteryjnego, grzybiczego i wirusowego czy w atopowych zapaleniach skóry. Sam ekstrakt z kory brzozy może być doskonałym kosmetykiem ochronnym do stosowania na co dzień, skutecznym także w walce z przebarwieniami czy zmarszczkami. Krem z wyciągiem z kory brzozy działa również nawilżająco i natłuszczająco.

Regularne podawanie wodnej zawiesiny betuliny i kwasu betulinowego w zalecanych dawkach działa korzystnie na układ immunologiczny, zatem dla lepszego efektu warto połączyć pielęgnację kosmetyczną ze stosowaniem takich preparatów... i z kąpielą, która nie dość, że działa oczyszczająco i kojąco na skórę, to ułatwia wydalenie szkodliwych metabolitów, w szczególności kwasu moczowego, mogącego wywołać bóle stawów i ograniczenia sprawności ruchowej. Wystarczy 400–500 g świeżych lub 150–200 g suszonych liści brzozy zalać 3–4 litrami wrzącej wody i gotować pod przykryciem 3–4 minuty, a potem pozostawić na 30 minut do naciągnięcia. W zależności od preferencji napar można przecedzić lub wlać do wanny razem z liśćmi. Najlepiej kąpać się w temperaturze 38–39°C, przez 15–20 minut.

Poszukiwanie wiosny

Na przełomie zimy i wiosny warto wybrać się na zbiór pączków brzozy. Pamiętajmy jedynie, by zrywać je z drzew przeznaczonych do wycięcia lub ze ściętych gałązek, tak aby nie pozbawiać brzóz możliwości wydania listków. Pączki trzeba suszyć w miejscach przewiewnych, a następnie przechowywać w zamkniętych pojemnikach, ponieważ łatwo chłoną inne zapachy. Z pączków można przygotować herbatkę o właściwościach moczopędnych, nalewkę, która polecana jest do przemywania świeżych ran, czy dodać je do kąpieli.

Działanie ekstraktu z kory brzozy

Związki chemiczne występujące w ekstrakcie z kory brzozowej (betulina, kwas betulinowy i lupeol) są cennymi surowcami kosmetycznymi. Oto kilka ich właściwości: chronią komórki i tkanki przed tzw. stresem oksydacyjnym; betulina działa przeciwwirusowo w przypadku m.in. wirusa opryszczki; kwas betulinowy chroni skórę przed utratą sprężystości oraz stymuluje syntezę kolagenu; ekstrakt brzozowy nie ujawnia właściwości immunotoksycznych i wywołujących alergię oraz powoduje znaczną redukcję zmian skórnych i zmniejszenie objawów świądu; przy stosowaniu preparatu zawierającego ekstrakt z kory brzozy w atopowym zapaleniu skóry oraz łuszczycy można zaobserwować zmniejszenie zmian skórnych, obrzęków oraz objawów świądu.

  1. Moda i uroda

Marka Garnier z certyfikatem Cruelty Free International

Zobacz galerię 5 Zdjęć
Organizacja Cruelty Free International działająca na rzecz zaniechania testów na zwierzętach przyznała marce Garnier certyfikat potwierdzający, iż wszystkie jej produkty są oficjalnie ‘cruelty free’.

Organizacja Cruelty Free International działająca na rzecz zaniechania testów na zwierzętach przyznała marce Garnier certyfikat potwierdzający, iż wszystkie jej produkty są oficjalnie "cruelty free".

Garnier jest jedną z największych, globalnych marek, jaką organizacja Cruelty Free International kiedykolwiek dopuściła do udziału w programie Leaping Bunny. To ogromny krok nie tylko dla Garnier, lecz dla całej branży kosmetycznej.

Michelle Thew, Cruelty Free International CEO: „Garnier jest globalną marką, którą znają wszyscy. Współpraca i pomoc w zniesieniu praktyk testowania kosmetyków na zwierzętach oraz oficjalne potwierdzenie certyfikatu Cruelty Free International w ramach programu Leaping Bunny, to bardzo ważny moment. Trwało to wiele miesięcy, ale Garnier bardzo dokładnie sprawdził każdego dostawcę i pochodzenie składników, co daje nam całkowitą pewność wyników”.

2021/03/marka-garnier-z-certyfikatem-cruelty-free-international-KV_Cruelty-Free-International_Informacja-Prasowa-09.03.21.png

Program Leaping Bunny wymaga od marki zbadania, według najwyższych standardów, całego łańcucha dostaw nie tylko w Unii Europejskiej lecz na całym świecie. Dotyczy to wszystkich surowców i poszczególnych składników, pod kątem wykluczenia jakichkolwiek przypadków testowania na zwierzętach. Zatwierdzenia wymagają wszystkie gotowe wyroby danej marki – poszczególne produkty nie podlegają indywidualnemu zatwierdzeniu.

W przypadku marki Garnier certyfikacja wymagała uzyskania deklaracji od ponad 500 dostawców, którzy pozyskują ponad 3000 różnych składników z całego świata. Przez wiele miesięcy Garnier i Cruelty Free International wspólnie pracowali nad zebraniem tych dowodów i zagwarantowaniem, aby każdy produkt z globalnego portfolio Garnier mógł zostać oficjalnie opatrzony logotypem programu Leaping Bunny organizacji Cruelty Free International – powszechnie uznany znak, świadczący o tym, że produkt został wytworzony w sposób wolny od okrucieństwa. Ten rygorystyczny proces zapewnia, że konsumenci mogą kupować produkty Garnier z pewnością, że spełniają one surowe kryteria programu Leaping Bunny.

„Garnier jest zaangażowany w wyeliminowanie testów na zwierzętach od 1989 roku. Oficjalna akredytacja organizacji Cruelty Free International w ramach programu Leaping Bunny jest prawdziwym kamieniem milowym i stanowi ważny element naszej strategii Garnier Green Beauty. Dziś Garnier robi kolejny proekologiczny krok w kierunku stania się w pełni zaangażowaną, prawdziwie zrównoważoną, przejrzystą marką, która dostarcza nam wszystkim piękno w zgodzie z naturą” - mówi Adrien Koskas, globalny prezes marki Garnier.

2021/03/marka-garnier-z-certyfikatem-cruelty-free-international-KV2_Cruelty-Free-International_Informacja-Prasowa-09.03.21.jpg

Badania Garnier zostały zakończone pod koniec przełomowego roku dla marki. W 2020 r. Garnier ogłosił inicjatywę Garnier Green Beauty, której celem jest w pełni kompleksowe podejście do zrównoważonej działalności, wymagającej przekształcenia wszystkich ogniw łańcucha wartości Garnier i radykalnego zmniejszenia wpływu marki na środowisko naturalne. Więcej informacji o programie Green Beauty można znaleźć na www.garnier.pl/green-beauty.