1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia

Mazurski dom Anny Dereszowskiej – drewno i nowoczesna technologia

W jadalni Ani można siedzieć godzinami; Stół wykonany z jednolitego kawałka dębu znalezionego w starej stodole, półki ze stuletnich desek z odzysku, gliniane lampy z lokalnej manufaktury i ogromne okna, przez które mazurska przyroda wchodzi do środka. (Fot. Daniel Duniak)
Dom idealnie wpisujący się w otaczającą go przyrodę nie musi być pozbawiony nowoczesnych rozwiązań. W tym, należącym do aktorki Anny Dereszowskiej i znajdującym się w mazurskiej wsi Ławki, sielski nastrój tworzą naturalne materiały i wyroby lokalnych rzemieślników, a o komfort domowników dyskretnie dba sztuczna inteligencja.

Z Warmii pochodzi Daniel Duniak, partner Anny, a ona sama w mazurskich Siemianach spędzała z rodzicami niemal każde wakacje. Dlatego, kiedy dwa lata temu szukali oddechu od pandemicznej rzeczywistości w mieście, kraina tysiąca jezior i cudownych wspomnień z dzieciństwa dla obojga była naturalnym kierunkiem. Marzyli o niewielkiej przestrzeni ze skrawkiem linii brzegowej na własność, jednak rzeczywistość przerosła ich oczekiwania. Znaleźli działkę z 3 tysiącami drzew, setkami śpiewających ptaków i dwoma domami w stanie surowym zamkniętym. Zgadzało się właściwie tylko jedno – malownicze jezioro tuż za płotem. Wszelkie wątpliwości rozwiały jednak rosnące na działce maślaki.

– Kiedy zobaczyłam je tuż za bramą, uznałam, że to znak, bo dokładnie te grzyby zbierałam z mamą podczas naszych mazurskich wakacji – mówi Ania. – Pomyślałam, że być może ktoś tam z góry daje mi znać, że właśnie znalazłam swoje miejsce, w którym nasze dzieciaki, jak dawniej my, będą mogły biegać z patykami po lesie, zbierać grzyby, kąpać się w jeziorze, kopać w ziemi, skakać z hałd piachu, kolekcjonować swoje własne piękne, radosne wspomnienia.

Kurtyna jak w teatrze oddziela salon od jadalni. Dzięki temu salon można szybko zmienić w zacienione kino domowe. Ania lubi nowe technologie, które upraszczają życie i skracają do minimum obowiązki domowe. Tak zyskuje więcej czasu na to, co kocha. (Fot. Daniel Duniak)

Skok na głęboką wodę

Choć była to największa inwestycja w ich życiu, na początku wydawało się, że w zasadzie niewiele trzeba będzie zrobić, by zamieszkać w jednym ze stojących już na działce domów. Tymczasem wykończenie wnętrza zajęło im rok. Teraz większość prac w środku jest już zakończonych, ale kiedy rozmawiamy, za oknem wciąż jeździ koparka. – Do zrobienia są jeszcze elewacja i taras. Trzeba też zaaranżować przestrzeń wokół domu. Tego lata chcielibyśmy już zacząć wynajmować nasz mazurski azyl turystom – mówi Ania. – Bo choć początkowo szukaliśmy przestrzeni tylko dla siebie, to miejsce zainspirowało nas jednak do tego, by pójść o krok dalej.
Dowiedzieli się, że 30 lat temu ich sąsiedzi zza płotu planowali stworzenie tu kempingu, dlatego zasadzili drzewa tak, by wydzielały parcele dla letników. Tam, gdzie teraz jest ich dom, pierwotnie miały być prysznice i toalety. Dopiero kolejni właściciele przekształcili je na budynek mieszkalny i tuż obok postawili drugi, nieco mniejszy domek. Żadnego z nich jednak nie wykończyli. – Okazało się, że kupiliśmy dom z odzysku, ale to akurat kompletnie nam nie przeszkadzało, bo sami zamierzaliśmy korzystać z surowców wtórnych – mówi Ania. – Po co wycinać kolejne drzewa, kiedy stodoła w sąsiedniej wsi się rozpada i można dać deskom drugie życie?

Czarne gliniane talerze to dzieło Justyny Góreckiej z pobliskiego Ublika. Zrobiła je dla Ani jako wzorniki odcieni płytek, którymi później wyłożono kominek w jadalni. Nad stołem wiszą ulepione przez nią spektakularne lampy. (Fot. Daniel Duniak)

Długa historia

W odzyskiwaniu starego drewna specjalizuje się zaprzyjaźniony z Anią i Danielem Wojtek Sobierański, założyciel manufaktury Regalia. To właśnie on zrobił im regał w jadalni i obił część ścian oraz sufit deskami pochodzącymi z rozbiórki starych mazurskich stodół. Wszystkie mają dziurki po gwoździach, na niektórych można wypatrzyć ślady po starych zawiasach albo odciski trzciny, którą dawniej ocieplano stropy. Tworzą sentymentalną mozaikę, bo każda z desek ma też inny odcień. Ich kolor to dzieło natury, efekt działania słońca, deszczu i wiatru. Te, z których sto lat temu zbudowano ściany od strony wschodniej lub zachodniej, są jaśniejsze od tych, które znajdowały się od północy. Długą historię ma też ponadtrzymetrowy stół z dwustuletniego dębu, wyciętego w latach 80. Wojtek odnalazł go w jednej z rozbieranych stodół. Asymetryczny stolik kawowy w części wypoczynkowej to także jego dzieło. Wyciął w nim dwa nieprzypadkowe kształty. Jeden strzelisty, jak Daniel, drugi zaokrąglony jak Ania, która podczas urządzania domu była w ciąży. Stolik powstał w jedną noc, tuż przed finałem programu „Budując marzenia”, w którym można było śledzić remont domu w mazurskich Ławkach.

Ania chciała, żeby łazienka miała balijski charakter. We wnętrzu dominują więc kamień i minimalizm. Daniel marzył o wannie, więc jest, choć przez wzgląd na szacunek do wody kąpiele są limitowane. (Fot. Daniel Duniak)

Rustykalny klimat, który tworzy stare drewno, przełamuje nowoczesna kuchnia wykonana przez pracownię meblarską Anegre, a także bielona dębowa deska podłogowa. We wnętrzu nie ma nawet grama egzotycznego drewna. – Po wizycie na Borneo paręnaście lat temu wciąż mam przed oczami tamtejsze lasy deszczowe wyrzynane niemal do zera – wspomina Ania. – Postanowiłam wtedy, że jeżeli będę kiedykolwiek urządzać mieszkanie, dokładnie sprawdzę, skąd pochodzą deski, i upewnię się, że uzyskały odpowiednie certyfikaty.

Rustykalny klimat, który tworzy stare drewno, przełamuje nowoczesna kuchnia. (Fot. Daniel Duniak)

Ależ naturalnie!

Choć na pierwszy rzut oka drewno dominuje we wnętrzu, jest tu równie dużo kamienia. Wykonano z niego blaty, umywalki i część podłóg. Kamienne płytki z trawertynu dobrane przez Klink do złudzenia przypominają posadzki ze starych świątyń. Ania zgromadziła też sporo ceramiki pochodzącej z okolicznych manufaktur. – Zależało nam, żeby ta przestrzeń była prawdziwa, bliska naturze i kolorom ziemi. Naszą idée fixe było to, by przyroda, która wchodzi do środka przez duże okna, idealnie łączyła się z przestrzenią wewnątrz – mówi Ania. Dlatego rośliny są integralną częścią jej domu. W pokoju dziennym stoi drzewko oliwne. Kiedy tu przyjechało, przeżyło szok klimatyczny, zgubiło prawie wszystkie liście, ale odżyło i teraz nawet rodzi owoce. W Ławkach mieszkają tylko takie okazy, które nie wymagają intensywnej opieki i radzą sobie minimum przez tydzień bez podlewania, bo na razie to dom weekendowy, który przez większość czasu musi funkcjonować bez pomocy człowieka.

Kuchnia to nie tylko centrum życia rodzinnego, ale także zarządzania domem. (Fot. Daniel Duniak)

Centrum zarządzania

– Ponieważ nie mieszkamy tu na stałe, zależało nam na tym, by budynek był inteligentny, niezależny i energooszczędny – mówi Ania. Zamontowali więc pompę ciepła i rolety zewnętrzne, które opuszczają się automatycznie, kiedy słońce zbyt mocno świeci w okna. Dzięki temu nawet w upalny dzień wewnątrz panuje przyjemna temperatura i nie trzeba korzystać z klimatyzatora. Z kolei zimą, kiedy wyjeżdżają z Warszawy, mogą zdalnie uruchomić piec i zanim dotrą na Mazury, w domu zrobi się przyjemnie ciepło. Większością sprzętów domowych steruje lodówka. Można na niej odtwarzać muzykę. A podczas zakupów zajrzeć do niej z telefonu, by sprawdzić które produkty uzupełnić. – Nowoczesne technologie potrafią niesamowicie uprościć życie – mówi Ania. – Zależało nam, aby sprawnie zarządzać domem, i udało nam się to osiągnąć dzięki urządzeniom Samsung, którymi możemy zarządzać poprzez aplikację SmartThings w telefonie. Nasza lodówka „dogaduje się” z każdym sprzętem w domu, ale „dialogi” toczy też pralka z suszarką. Pierwsza informuje, jakie tkaniny uprała, dzięki czemu druga od razu wie, którego programu użyć, by bezpiecznie i energooszczędnie je wysuszyć.

Wszystkie tkaniny w domu Ani są naturalne. W oknach wiszą zasłony i firany, które pięknie pracują ze światłem, filtrują je, dzięki czemu wpada do środka miękkie i ciepłe. Na zdjęciu odkurzacz bezprzewodowy Samsung. Na ścianie 65-calowy telewizor Samsung Neo QLED, doskonale sprawdzający się w dużym, nasłonecznionym salonie. (Fot. Daniel Duniak)

Choć wielu ludzi zostawia sobie wybór urządzeń na koniec, z doświadczenia Ani wynika, że warto pomyśleć o tym już na etapie projektowania, by odpowiednio zaplanować wszystkie zabudowy i wkomponować urządzenia „szyte na miarę”. U nich na szczęście zadbała o to projektantka Ania Kuk-Dutka, która większość urządzeń umiejętnie ukryła lub tak wkomponowała w przestrzeń, by nie wyglądały jak przybysze z innego świata.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze