fbpx

Ewa Zgrabczyńska o zawodzie opiekuna zwierząt

Ewa Zgrabczyńska o zawodzie opiekuna zwierząt
Ewa Zgrabczyńska (fot. Łukasz Cynalewski/Agencja Gazeta)

W walce o przewożone nielegalnie drapieżniki dała pokaz siły i konsekwencji. A jednak dla wielu osób kierowanie ogrodem zoologicznym to nie zajęcie dla kobiety. Czym bycie opiekunem zwierząt różni się od innych zawodów – wyjaśnia dyrektorka poznańskiego zoo Ewa Zgrabczyńska.

Jesienią żyliśmy historią tygrysów przejętych na polsko-białoruskiej granicy. Okazało się, że misja ogrodów zoologicznych już nie polega wyłącznie na ekspozycji zwierząt.
Bardzo ważne jest to, że jako ogrody zoologiczne odeszliśmy od działania ku uciesze gawiedzi. Do tej pory liczyło się dobranie wyjątkowo egzotycznych gatunków po to, by jak najwięcej ludzi przychodziło je oglądać i za to płaciło. Dzisiaj ogrody zoologiczne spełniają rolę swoistej Arki Noego. Są przede wszystkim ratunkiem dla zwierząt zagrożonych wyginięciem, przygotowują programy reintrodukcji, czyli przywracania tych zwierząt ich środowiskom naturalnym. Druga bardzo ważna rzecz to edukacja przyrodnicza. Ogród zoologiczny powinien być miejscem uczącym szacunku do życia w każdej jego postaci. Wizyta w zoo to żywa lekcja biologii, dlatego ogrody powinny krzewić idee ochrony zwierząt i środowiska naturalnego. Jako trzeci element naszej misji mogę wskazać ocalenie najcenniejszych przyrodniczo gatunków, także tych chronionych konwencją waszyngtońską, przed działaniami przestępczymi. Walczymy z nielegalnymi hodowlami, przemytem, zubożaniem populacji zwierząt wolno żyjących, bo często bywają odławiane z natury, po to by trafić do sprzedaży na czarnym rynku. Niestety na przykład w Azji wciąż handluje się preparatami z ciał zwierzęcych, w związku z przesądami lub pseudomedycznymi opiniami. Ratujemy zwierzęta przed takim losem.

Jaki czekał właśnie wspomniane tygrysy… Na szczęście ich historia poruszyła serca i sumienia.
Czasem niestety musi się wydarzyć katastrofa, żebyśmy przejrzeli na oczy. Historia ratowania tygrysów z transportu śmierci z jednej strony ujawniła bezduszność i okrucieństwo ludzi, ale z drugiej zrobiła dużo dobrego dla uświadomienia, co we współczesnych czasach dzieje się ze zwierzętami. Pokazała też, jak bardzo można zaangażować społeczeństwo w akcję ocalania zwierząt i jak istotna jest kwestia edukacji. I że trzeba przeprowadzić zmiany w prawie, jak choćby bezwzględny zakaz widowisk cyrkowych z udziałem zwierząt. Przyzwolenie na funkcjonowanie instytucji takich jak cyrk czy minizoo, jest niedopuszczalne. To często przykrywki dla pseudohodowli i dla działań przestępczych: rzeźni i ferm zwierząt egzotycznych przeznaczonych do sprzedaży w Rosji czy w Azji.

Takie zdarzenia budują w wyobraźni obraz pani pracy jako przygody. Sądzę jednak, że na co dzień wygląda ona inaczej…
Praca w zoo jest bardzo złożona, choćby ze względu na to, że zwierzęta to żywy zasób, często nieprzewidywalny. Nie kończy się jej o określonej godzinie, jak w biurze, gdzie możemy wyłączyć komputer i zacząć prywatne życie. Osoby pracujące w ogrodach zoologicznych są bardzo związane ze swoimi podopiecznymi. Kiedy zwierzę choruje lub wymaga dodatkowej opieki, trzeba spędzić dodatkowe godziny w pracy, czasem to dzieje się nieoczekiwane: w nocy, w weekendy, w święta… Pracownicy zoo mają swoje rodziny ludzkie, ale też te zwierzęce, i jest to szczególny związek. A kiedy zwierzęta w pewnym momencie odchodzą, jest to po ludzku, emocjonalnie ciężkie.

Jak w tej pracy odnajdują się kobiety?
To praca w niekorzystnych warunkach atmosferycznych – na ogromnych wybiegach jest zimno. Trzeba wywozić setki taczek z gnojem, wymienić ściółkę, dać podopiecznym jeść, pić. Kobietom bywa więc trudniej ze względu na to, że są słabsze fizycznie. Ale nie tylko, bo na przykład zgodnie z kodeksem pracy muszą natychmiast zrezygnować, jeśli są w ciąży, ze względu na ryzyko chorób odzwierzęcych. Z drugiej strony kobiety są wręcz bardziej predestynowane, żeby zajmować się zwierzętami, mają niezwykłą odporność psychiczną, empatię, opiekuńczość, troskę, intuicję. Wrażliwość kobieca bywa bardzo wysoka, doskonale sprawdza się w opiece podstawowej, przy zwierzęciu chorym, wymagającym specjalnej troski. Niemniej świat zrównał płcie, więc kobieta i mężczyzna w ogrodzie zoologicznym stają przed tymi samymi wyzwaniami, muszą być równie dyspozycyjni i nie mamy prawa różnicować obowiązków pod względem płci. Trzeba też pamiętać, że jest to praca w budżetówce, a zatem nisko opłacana i naprawdę potrzeba dużo hartu ducha i odwagi, żeby mimo to poświęcić jej życie osobiste. Łatwiej jest osobom, które ją po prostu kochają. Bo opiekun zwierząt to jeden z tych zawodów, który wymaga powołania. Przy tym, jak już mówiłam, to bardzo ciężka praca fizyczna. Tu każdy daje z siebie wszystko.

Każdy, czyli dyrektor też. Podobno po objęciu stanowiska poprosiła pani o przydział na roboczy strój?
Trafiłam na taki moment, kiedy, zresztą nie tylko w Polsce, niewiele dyrektorów zoo to kobiety. I wcześniej nie było takiej praktyki, żeby dyrektor w stroju roboczym pracował ramię w ramię z pracownikami. A ja jestem zoologiem z pasji, pół życia spędziłam na badaniach naukowych w terenie, dla mnie najważniejszy jest bezpośredni kontakt ze zwierzęciem. Po drugie mam świadomość odpowiedzialności, którą ponoszę, w tym prawnej. A pracujemy ze zwierzętami niebezpiecznymi i zdarzają się trudne sytuacje, chociażby z tygrysami – nie wyobrażam sobie że mogłoby mnie tam nie być. Albo kiedy wichura przewraca ogrodzenie przy wilkach i zwierzęta mogą się wydostać… Dyrektor w takim momencie nie może być w garniturze a dyrektorka w garsonce i na wysokim obcasie, tylko zasuwa jak cała reszta brygady.

Ewa Zgrabczyńska o zawodzie opiekuna zwierząt
Ewa Zgrabczyńska (fot. Łukasz Cynalewski/Agencja Gazeta)

Z czym musi się pani mierzyć najczęściej?
Z podejściem władz do funkcjonowania zoo, skostniałą strukturą urzędów. Często mam kłopoty ze względu na postawę nonkonformistyczną, bo życie i dobrostan zwierząt są dla mnie wartością nadrzędną. One zostały powierzone mojej opiece i te opiekę traktuję arcypoważnie, dlatego dyskutuję sztywne przeszkody urzędnicze albo interpretacje przepisów. A w przepisach dotyczących zwierząt i ich ochrony na terenie Polski jest dużo luk legislacyjnych. Pewne sytuacje nie zostały przewidziane, chociażby konieczność tworzenia azylów czy problem zwierząt pochodzących z konfiskat z przemytu. Ich skala jest ogromna. Wychodzę z założenia, że przepisy konstruują ludzie, więc kiedy przepis jest martwy lub nie uwzględnia specyfiki sytuacji, powinno się wystąpić o jego zmianę. Bywa też tak, że mam kłopot związany z tym, że jestem kobietą, bo społeczeństwo jest nadal patriarchalne. Mężczyzna na tym samym stanowisku, bezpardonowo walczący o swoje racje jest traktowany jak „facet z jajami”, budzi szacunek. Kobieta w tej samej roli dostaje łatkę „emocjonalnej baby, która ma jakiś problem”. Bardzo często miewam odczucie, że gdybym była mężczyzną, moje działania wzbudzałyby większy respekt i nie byłyby dyskutowane. Nie ukrywam, że w wielu momentach spotykałam się wręcz z zachowaniami o charakterze mizoginii. A moim zdaniem siła i motywacja jest kobietą. Jesteśmy dobrymi szefami i dobrymi wojowniczkami, a jest o co walczyć!

Między innymi o ochronę środowiska przyrodniczego, dobrostan egzotycznych zwierząt. Czy powinniśmy w ogóle wkraczać w ich świat?
Wkroczyliśmy w ten świat już dawno i to w sposób niszczycielski. Nie trzeba nawet szukać problemu w industrializacji, wystarczy codzienne zużycie plastiku i substancji chemicznych w naszych gospodarstwach domowych. Kupujemy produkty pochodzące z oleju palmowego, zdobywanego przez niszczenie naturalnych środowisk wyspowych na Archipelagu Malajskim, nie gasimy światła po wyjściu z pomieszczeń, nadużywamy sprzętów AGD, tworzymy elektrośmieci. Dodajmy do tego globalne skażenie środowiska, nadmiar chemikaliów w rolnictwie, wycinanie lasów, choćby – w sposób grabieżczy – Puszczy Amazońskiej, pożary wzniecane przez człowieka, gazy cieplarniane, zatrucie mórz… Grzechów populacji ludzkiej nazbierało się tyle, że staliśmy się dla środowiska wrogiem i intruzem.

Jaki jest zatem nasz podstawowy obowiązek wobec natury?
Ograniczyć niszczycielską działalność tzw. zwykłego człowieka. Mordowanie słoni dla kości słoniowej czy rzeźnie tygrysie wynikają tylko z naszej próżności. Podobnie jak zabijanie zwierząt dla futra, które może być tylko okryciem ciała zwierzęcia, nie człowieka. Powinniśmy zdać sobie sprawę, że podcinamy gałąź, na której siedzimy, bo nie jesteśmy gatunkiem, który może funkcjonować w oderwaniu od dziedzictwa przyrodniczego. Nie mamy w tej chwili planety B, za chwilę okaże się, że brak dbałości o naturę unicestwi nas samych. Świadomość tego powinna doprowadzić do samodyscypliny, do zastanowienia się, czy naprawdę muszę jeść tyle mięsa w różnych postaciach, czy mogę je ograniczyć do minimum, co będzie też znacznie zdrowsze. Czy muszę puszczać fajerwerki w sylwestra? To są wybory, których dokonujemy każdego dnia i ta skala osobista jest moim zdaniem równie ważna jak ta globalna. Nie ma co się zastanawiać, czy powinniśmy wkraczać w ten świat czy nie, bo myśmy weszli w niego z butami i to butami bardzo brudnymi…

Jako ludzie możemy wiele nauczyć się od zwierząt. Jak pani zdaniem powinniśmy się do tego zabrać?
Wystarczy odkryć trochę zwierzęcia w naszej ludzkiej naturze. Bo zwierzęta są zdolne do ogromnej empatii, do współpracy, wzajemnej pomocy, szczególnie gatunki socjalne. Zwierzę nie niszczy i nie przekształca środowiska naturalnego tak silnie jak człowiek. Jestem wielkim przeciwnikiem rozumienia słów „czyńcie sobie ziemię poddaną” jako przyzwolenia na wykorzystywanie jej na potrzeby człowieka. Interpretuję je jako obowiązek szacunku do życia i sprawowania opieki nad wszystkim, co żyje wokół was.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze