fbpx

Anna Janko: Pan Wszechświata

Anna Janko
123rf.com

Lodowy Smok Królowej Śniegu zaszył się w ciemnym pokoju.
W związku z rosnącym zagrożeniem przedwczesnym uwiądem starczym stateczny rynek książki postanowił się ożenić ze swawolną siecią. Z tego związku przychodzą teraz na świat bardzo rozmaite „dzieci”, bo para ćwiczy różne pozycje (książkowe) w pogoni za zyskiem. Od dość dawna blogi mniej lub bardziej znanych celebrytów lądują prędko w księgarniach, a ostatnio częste się stało wyłapywanie przez wydawców blogowych „powieści w odcinkach” pisanych przez fanów popularnych książek papierowych. Są to tzw. fanfiki (zdrobnienie od fan fiction). Autorzy fanfików tworzą sequele albo prequele, rozwijają wątki poboczne albo sami wymyślają coś całkiem nowego, co osadzają jedynie w świecie przedstawionym znanym z pierwowzoru. Sieć jest w ciąży nieustającej; zapładnia ją nie tylko skromny rynek książki, ale cała reszta świata, a także ona sama sobą się zapładnia w jakiejś szalonej cyfrowej autogamii…

Recka hiciora

Nikt nie jest w stanie kontrolować „urodzeń” w sieci, bo jest ona czymś więcej niż odbiciem rzeczywistości, jest – można by rzec uczenie – jej symultaniczną multiplikacją… Jest zjawiskiem nie do ogarnięcia.

Takim właśnie fanfikiem był u swego zarania pandemiczny bestseller „Pięćdziesiąt twarzy Greya”
amerykańskiej blogerki, fanki „Zmierzchu”. Osiągnął wielomilionowe nakłady i zakaził także Europę. „Grey”, primo voto „Zmierzch”, po licznych operacjach plastycznych i transplantacjach ustalił się jako blogowa opowieść porno, która zachwyciła internautów. Wydawca poczuł zysk nosem i powieść przeniosła się do realu, czyli obiegu papierowego. Razem z całym bagażem językowego i fabularnego niezgulstwa autorki, zaskoczonej szybkim obrotem spraw… W Polsce we wrześniu – za sprawą ostrego marketingu – mówiło się o tym nawet w TVP Kultura i radiowej Dwójce (brałam w tym udział).

Udało się – Anastazja, kochanica Greya, jest na ustach wszystkich, ona sama zaś, nieustannie leżąc pod swym Panem Wszechświata (taki nawet był pierwotny tytuł książki), „wije się, skomląc” i „ dyszy, gdyż jej pożądanie, gorące i nabrzmiałe, przedostaje się do krwi, dotykając wszystkiego…”. Internauci mają używanie, w portalach aż się roi od komentarzy, w których nazywa się książkę szmirą i odmóżdżaczem. Na jednym z forów młodzieżowych znalazłam „reckę” (recenzję), a w niej wymowną opinię: „Język powieści to kolejny gwóźdź przybity do trumny naszego hiciora. Masakra stylowa! Ilość powtórzeń doprowadza do szału, a narracja pierwszoosobowa z punktu widzenia Any jest jak zarzynanie świni w upalny poranek”. Trumna „hiciora” jest jednak atrakcyjna, bo pełna forsy: erotyczny hamburger sprzedał się na świecie w liczbie blisko 40 milionów egzemplarzy! No bo każdy chce wiedzieć, o co taka „chaja” (awantura)… Tymczasem Lodowy Smok Królowej Śniegu – pod takim nickiem E.L. James pisała w Internecie swego fanfika – wykończony popularnością, wyznaje w wywiadzie: „Nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek coś napiszę. Prawdopodobnie jakiś czas spędzę w małym, ciemnym pokoju”.

Homo scribens

Wiadomo, że tym razem egzemplarze papierowe i elektroniczne sprzedawały się równie dobrze. Podobno także dlatego, że w czytniku lub tablecie nie widać od razu, co się czyta… Ostatnimi laty chętnie powtarzamy, że czytelnictwo spada, że ludzie coraz mniej książek kupują. Prawda to i nieprawda. Owszem, książek kupujemy mniej, bo np. więcej pracujemy, bo częściej podróżujemy po świecie, bo mamy mnóstwo innych rozrywek do wyboru! Ale że mniej czytamy, tego bym nie powiedziała. Można rzec nowożytnym językiem, że zmienił się jedynie „profil” czytelnictwa. Mniej gazet i książek trafia do naszych rąk, ale oczy pobierają teksty w ilościach często znacznie większych niż przed dwudziestu laty. Pobierają z ekranów laptopów, tabletów, iPadów, smartfonów systematycznie, codziennie, pod różną postacią. Tekst pisany zmienił swój charakter i społeczne cele: służy do podstawowej komunikacji zamiast żywej rozmowy (w SMS-ach, e-mailach, na czacie można ćwiczyć partie dialogowe „księgi żywota” nieomal in statu nascendi), nadal też spełnia zwykłą funkcję informacyjną i bez kłopotu niesie narracje tradycyjne (audio- i e-booki odtwarzane na najrozmaitszym sprzęcie!). Co ciekawe, cyfryzacja przyniosła też zmianę statusu społecznego autora. Moda na blogi rozmnożyła gatunek homo scribens do wielkości kosmicznych.

To wymusiło zmianę dystansu między pisarzem i czytelnikami. Pisarz nie mieszka już w wieży z kości słoniowej, lecz na stronie WWW (często taka strona pozwala zajrzeć za okładki książki ulubionego autora, zobaczyć matecznik; tak jest np. w przypadku kołobrzeskiej powieściopisarki Elżbiety Cherezińskiej, która np. zamieściła w galerii fotografie z podróży do Norwegii, ilustrując w ten sposób fabułę obrazem), obecny jest na profilu FB i dostępny on-line. Blogerzy na czytelniczych blogach piszą recenzje książek, często otrzymanych od wydawcy, odwiedzający blogi zaś dołączają swoje uwagi krytyczne, a wszyscy razem „siedzą w książkach”, zachęcając kolejne osoby do czytania! Tworzą się zdecentralizowane listy bestsellerów, a nawet bywają przydzielane nagrody dla wybranych tytułów. Jest na przykład na Facebooku strona „Książka zamiast kwiatka” założona przez prywatną osobę z miłości do czytania, gdzie jury oraz czytelnicy wybierają książki miesiąca. Autorzy nominowanych tytułów także tam zaglądają, wszyscy piszą komentarze, bywa, że się zaprzyjaźniają. I to jest fantastyczna strona demokracji!

Pisarz ma dostęp do omówień książek w sieci. Może przeżywać stany upojenia pod wpływem entuzjastycznych komentarzy albo zwijać się z bólu, gdy są one pełne jadu. Zszedł on pomiędzy czytelników, a jego książka naga (elektroniczna) czy ubrana (w papier) może zostać wywyższona lub strącona na dno przez każdego użytkownika Internetu, czy ma on jakiekolwiek kompetencje, czy nie. Internet nieodwołalnie staje się Panem Naszego Wszechświata – jak ujęłaby to najbogatsza autorka tego roku (o wdzięcznym nicku Lodowy Smok Królowej Śniegu), a my się pod nim wijemy, skomląc z rozkoszy…

?>