1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Carl Honoré o życiu „slow"

Carl Honoré o życiu „slow"

123rf.com
123rf.com
Na czym polega powolność w życiu, tłumaczy Carl Honoré dziennikarz, pisarz, jeden z twórców ruchu Slow i jego rzecznik na całym świecie

Jest takie przekonanie, pokutujące zwłaszcza w polskim społeczeństwie, że lenistwo trzeba tępić.

Nie tylko w polskim społeczeństwie! Lenistwo czy nicnierobienie w naszym szybkim, uprzemysłowionym świecie jest postrzegane jako grzech. „Powolny” to pejoratywne określenie, synonim do „gnuśny”, „bezwolny”, nawet „głupi”. Dlatego nawet jeśli głęboko w kościach czujemy, że mocne przyhamowanie wyszłoby nam na dobre,  boimy się to zrobić. A jeśli się już to zdarzy, zwykle mamy poczucie winy. Tymczasem lenistwo, próżnowanie czy, jak kto woli, powolność ma swoje dobre strony. Pozwala doładować baterie, co ma ogromne znaczenie dla zdrowia psychicznego i fizycznego. Jest też okazją do odreagowania, uspokojenia myśli. Gdy zwalniamy, nasz umysł może swobodnie wędrować, a to jest warunkiem wszelkiej kreatywności. Leniuchując, zapominamy o troskach dnia codziennego i możemy udać się na poszukiwanie odpowiedzi na tak ważne pytania, jak „Kim jestem?” czy „Jaki sens ma moje życie?”. W takich pozornie mało znaczących momentach docieramy do sedna swojej istoty.

Kto leniuchuje, ten prawdziwie korzysta z życia?

Owszem, ale to nie jedyny sposób na radość istnienia. Nie jestem fundamentalistą w sprawie powolności. Uwielbiam na przykład szybką jazdę autem i zdarza mi się być czymś bardzo zajętym przez dłuższy czas. Sekret tkwi w złapaniu równowagi między działaniem a odpoczynkiem. Musimy ponownie nauczyć się zapomnianej sztuki zmieniania biegów – oczywiście w metaforycznym znaczeniu tego określenia. Ruch Slow, którego jestem propagatorem, nie nawołuje do robienia wszystkiego w zwolnionym tempie, tylko do robienia wszystkiego z odpowiednią prędkością. Namawia raczej do delektowania się godzinami i minutami zamiast ich liczenia. Do robienia wszystkiego tak dobrze, jak to możliwe, a nie tak szybko, jak to możliwe. Do przedkładania jakości nad ilość. Innymi słowy – jest zarówno „zdrowa”, jak i „niezdrowa” powolność. Podobnie jak jest „zdrowe” lenistwo i „niezdrowe” lenistwo.

Czym różni się „zdrowe” lenistwo od „niezdrowego”?

Sądzę, że najlepiej ocenia się to już po fakcie. Trudno na bieżąco oszacować, czy chwila próżnowania wyjdzie nam na dobre, czy na złe. Po jakimś czasie wiesz, czy było warto posiedzieć chwilę na słońcu (bo cudownie cię to zrelaksowało) albo urwać się wcześniej z pracy (spędziłaś więcej czasu z przyjaciółmi), czy nie (zawaliłaś ważny projekt). Z lenistwem zawsze jest ten problem, że nie do końca wiadomo, czy można sobie na nie pozwolić. Nigdy nie wiesz na pewno, czy możesz mu się poddać w stu procentach i nie mieć potem wyrzutów sumienia (dłuższa drzemka rano może przecież skutkować spóźnieniem się do pracy). Ale sadzę, że na tym polega właśnie cały urok próżnowania. Musisz najpierw mu się poddać, a potem zobaczyć, co z tego wyniknie. Tylko upewnij się, że nie poddajesz się za bardzo!

Jaki byłby najlepszy pierwszy krok do powolnego, leniwego życia?

Zmiana przekonań. Zrozumienie, że życie to nie wyścig, a czas to nie pieniądz. Potem musisz zdobyć się na odwagę – by zgodnie ze zmianą przekonań zmienić swoje życie, oraz samodyscyplinę – by nie zejść z obranej drogi. I ćwiczyć, dużo ćwiczyć. Dobrze też brać przykład z ludzi, którzy robią wszystko w swoim czasie i nie mają z tego powodu wyrzutów sumienia.

Pana przepis na idealny leniwy poranek?

Budzę się wyspany i wypoczęty. Potem funduję sobie solidną dawkę sportu – najchętniej biegania, piłki nożnej lub hokeja. Następnie wracam do domu na długie, rozkoszne śniadanie z rodziną. Rozmawiamy, czytamy poranne gazety i zastanawiamy się, co pysznego ugotujemy sobie i zjemy później tego dnia.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Nietypowe noclegi w Polsce - lista magicznych miejsc

(fot. Angelika Mazur: startyouradventure.pl)
(fot. Angelika Mazur: startyouradventure.pl)
Zobacz galerię 20 Zdjęć
Jak nigdy potrzebujemy dziś oddechu i ukojenia nerwów. Gdy nagle wszystko okazało się niepewne, ratuje nas natura i jej stoicki spokój. Szukamy miejsc z dala od miejskiego tłumu, od betonu, bezpiecznych i spokojnych, a jednocześnie bliskich. Takie miejsca, idealne tego lata, są dobrze ukryte, ale czekają na nas. 

Kąpiel w cynowej wannie pośrodku lasu, nocleg w pływającym domu, obiad na dzikiej łące… – Podróżników, którzy decydują się podróżować wolniej, z szacunkiem dla ludzi i natury, chcących podczas podróży czegoś się nauczyć, coś przeżyć, jest coraz więcej – mówi Aleksandra Klonowska-Szałek, autorka książki „Nie sypiam byle gdzie. Kompendium niespiesznego podróżnika”.

Fot. materiały prasowe Fot. materiały prasowe

– Nasze pokolenie tak zwanych milenialsów, czyli urodzonych pomiędzy 1980 a 2000 rokiem, wyrosło na żarłocznej turystyce dwóch ostatnich dekad, gdy szczytem marzeń były wakacje all-inclusive – wyjaśnia. – Dziś bardziej niż kiedykolwiek zdajemy sobie sprawę, że czas obżarstwa się skończył, a przyszła pora na wrażliwość oraz świadome wybory, dobre zarówno dla nas, jak i dla planety – dodaje Aleksandra. – Kusi nas kontakt z naturą, unikalne, stworzone przez pasjonatów miejsca, zakątki, gdzie można medytować, malować obrazy, przytulać się do zwierząt, usłyszeć dzwoniącą w uszach ciszę czy zjeść na śniadanie chleb prosto z pieca. Dlatego stworzyliśmy slowhop.com/pl, czyli platformę łączącą podróżników, którzy nie chcą „sypiać byle gdzie”, i gospodarzy – jest już niemal 500 tych, którzy unikalny nocleg oferują. Zaczyna się trend na podróżowanie slow i turystykę doświadczeń.

Szumilas

Las szumi, a kilometr za nim i za wydmą szumi morze. Choć to Bałtyk, nie ma parawanów, dyskotek i tłumów. W Lubiatowie, małej kropce na mapie pomiędzy Dębkami a Łebą, nawet w sezonie jest spokojnie, a piasek ma niezwykły biały kolor.

Fot. Tola Piotrowska Fot. Tola Piotrowska

Magda i Krzysiek znają się od podstawówki. Pochodzą z Gdańska. On prowadził hostel, jej rodzice – ośrodek wczasowy na Mierzei Wiślanej, można więc powiedzieć, że obydwoje w hotelarstwie siedzą od dawna. Uwielbiają design, podróże oraz piękne hotele i to nimi właśnie inspirowali się, tworząc Szumilas. Bryła domków charakteryzująca się iście skandynawską prostotą to ich pomysł. Wnętrza są wysmakowane, pełne designerskich przedmiotów i pięknych materiałów oraz niezwykle fotogeniczne. W domkach celowo nie ma wi-fi ani telewizorów – są za to albumy o sztuce i książki kucharskie do przeglądania i inspiracji.

https://slowhop.com/pl/miejsca/domki-szumilas.html

Dosbajka pod Gwiazdami

Najpierw był szałas na łące otoczonej lasem, w miejscu, gdzie zbiegają się dwa górskie strumienie, z widokiem na Beskid Niski (tuż koło Magurskiego Parku Narodowego). Szałas wybudował Dariusz Pyrz, Łemko ze wsi Małastów, ekonomista z wykształcenia, który postanowił zrobić coś, czego nigdy jeszcze nie robił.

Fot. Emilia Pyrz Fot. Emilia Pyrz

Spodobało się, rodzina i przyjaciele byli zachwyceni, więc idąc za ciosem, Dariusz wybudował na 3,5 hektara ziemi domek ze skośnym dachem, potem dwa większe. Stoją daleko od siebie, by goście nie zaglądali sobie w okna. Rok temu gospodarz, zainspirowany Zero Star Hotel w szwajcarskich Alpach, postanowił zaprosić gości do noclegu… w łóżku z widokiem na gwiazdy i góry. Łoże stoi na drewnianym tarasie na skraju lasu. To miejsce dla romantyków, którzy chcą zasnąć pod gwiazdami i obudzić się wraz ze śpiewem ptaków. A kto w nocy przestraszy się zaglądających tu często lisów, zajęcy czy saren, ten może schronić się w drewnianym szałasie, od którego wszystko się zaczęło.

https://slowhop.com/pl/miejsca/dosbajka-pod-gwiazdami.html

Szuflandia

– „Dawno się tak nie wyspaliśmy” – to najczęściej słyszymy od naszych gości. Bo w Szuflandii można uwolnić głowę – mówi Ewelina  Legierska-Drewniak, która wraz z mężem Arturem stworzyła to miejsce. Ona miała dość galopu w korporacji, on życia na najwyższych obrotach, koniecznego przy prowadzeniu firmy. – Przez nadmiar pracy przegapiliśmy dorastanie dwójki najstarszych dzieci. Dla młodszych chcieliśmy mieć więcej czasu – dodaje Ewelina.

Fot. Virtualstay Fot. Virtualstay

Znaleźli w Beskidzie Śląskim, w Wiśle, piękną działkę na zboczu góry Kiczera, z trzech stron otoczoną lasem. A że fascynują ich szwedzkie domki modułowe i minimalizm, Szuflandia przypomina pudełka, zaś sypialnie, zawieszone nad ziemią, wyglądają trochę jak wysunięte szuflady. Stąd nazwa. Zresztą to, co dziś jest znakiem rozpoznawczym, zostało wymyślone przypadkiem, z potrzeby zaoszczędzenia miejsca.

Fot. Virtualstay Fot. Virtualstay

Każda sypialnia ma wielkie, panoramiczne okno (te na parterze z lustrem weneckim naklejonym na szybę), z którego widok hipnotyzuje. Za nim zieleń drzew, a rano i wieczorem sarny, bażanty, jelenie. Wokół zapach lawendy i fiolet wrzosów. Nic, tylko siedzieć w swojej bajkowej szufladzie i podziwiać świat.

https://slowhop.com/pl/miejsca/szuflandia.html

Pałac Kamieniec

Warszawiacy Katarzyna i Wojciech Hutni zakochali się w Kotlinie Kłodzkiej do tego stopnia, że jeżdżąc po okolicy, zaczęli myśleć o kupieniu tradycyjnego gospodarstwa w formie czworoboku. I kupili, ale ruinę… XVIII-wiecznego pałacu.

Fot. Rafał Lipski Fot. Rafał Lipski

– To miejsce nie zachwycało, było gmaszyskiem podzielonym na mieszkania, straszyło podwieszanymi sufitami i linoleum – mówi Katarzyna. – Kupując pałac, kierowaliśmy się sercem, nie rozsądkiem. Chcieliśmy ocalić go od zniszczenia – przyznaje.

Fot. Rafał Lipski Fot. Rafał Lipski

Remont pod okiem konserwatora zabytków trwał lat pięć, a gdy się skończył, Katarzyna zostawiła pracę w korporacji. Czeka tu dziesięć pokoi urządzonych w pałacowym stylu oraz menu z sezonowymi produktami z własnego ogrodu (są też miody z tutejszej pasieki).

Fot. Rafał Lipski Fot. Rafał Lipski

To miejsce z duszą, idealne dla tych, którzy chcą się wyciszyć wśród łąk, pól i lasów – ale stylowo.

https://slowhop.com/pl/miejsca/palac-kamieniec.html

Tatra Glamp

Namioty sferyczne stanęły pod Tatrami, bo pomysłodawczyni tego miejsca, luksusowego glampingu, Justyna, góralka z Bukowiny, szukała innych niż hotel form wypoczynku. A na hotelarstwie zna się jak mało kto, bo od lat pracuje w branży. Zachwyciły ją nieco kosmiczne w wyglądzie namioty, które nazwała klapnioki.

Fot. Zuzanna Gąsiennica Fot. Zuzanna Gąsiennica

Mieszkańcy okolicy byli z początku wobec nich sceptyczni, ona jednak nikogo nie słuchała i robiła swoje. Dziś na skraju Tatrzańskiego Parku Narodowego (10 min od Term Bukovina) stoją cztery białe sfery – każda ogrzewana, z łazienką i z widokiem na góry przez panoramiczne okno. A Justyna mówi, że nocując w przytulnej kapsule, zapomina się o całym świecie.

Fot. Zuzanna Gąsiennica Fot. Zuzanna Gąsiennica

https://slowhop.com/pl/miejsca/tatra-glamp-1.html

Dzikie Róże

Wszystko zaczęło się od róż, które z pasją hoduje Magda, i ogrodu, który uprawia Rafał. W tym pod Krakowem już się nie mieścili, więc gdy dzieci zdały maturę, postanowili znaleźć miejsce, w którym zrealizują swoje pasje. Zafascynowani architekturą Dolnego Śląska trafili do Janic na skraju Gór Izerskich. Kupili dom, który, jak się okazało, ma ponad 500 lat, i 1,5 hekatara ziemi, na której rośnie dziś ponad 130 odmian róż dzikich i historycznych. – Ich uroda jest mniej oczywista niż tych wyhodowanych w XX wieku. By ją docenić, trzeba się uważnie przyjrzeć  – mówi Magda.

Fot. Marcin Wiklik: Creative Photography Fot. Marcin Wiklik: Creative Photography

Zainspirowani domem umeblowali go lokalnymi meblami z duszą, z targów staroci i strychów.

Fot. Marcin Wiklik: Creative Photography Fot. Marcin Wiklik: Creative Photography

– Nasi goście wieszają ubrania w 250-letnich szafach i kąpią się pod stuletnimi mosiężnymi prysznicami, w których trzeba najpierw odkręcać ciepłą, a potem zimną wodę. Tylko łóżka są współczesne, bo te  stare miały zaledwie 180 cm długości – śmieje się Magda. – A powietrze jest tu tak czyste i gwiazdy tak widoczne, że goście zamiast spać, wpatrują się w niebo.

Fot. Marcin Wiklik: Creative Photography Fot. Marcin Wiklik: Creative Photography

https://slowhop.com/pl/miejsca/dzikie-roze.html

Domy na jeziorze

Fot. Robert Ziemba Fot. Robert Ziemba

Domy delikatnie kołyszą się na tafli jeziora. Woda pluska pod tarasem, a za towarzyszy porannej kawy mamy czaplę, parę łabędzi i kryjące się wśród trzcin raki. Te ostatnie to znak, że woda w Jeziorze Rajgrodzkim na Pojezierzu Ełckim jest niezwykle czysta. Spokój wokół to zasługa obejmującej akwen strefy ciszy.

Fot. Robert Ziemba Fot. Robert Ziemba

Od razu widać, że miejsce to stworzyli ludzie, którzy kochają naturę. A było tak. Pewnego dnia Paweł, Radek i Robert – miłośnicy żeglarstwa, na co dzień pracujący z dala od fal, w agencji komunikacji marketingowej Walk – siedzieli na pomoście w Lisewie i zaczęli snuć marzenia o oryginalnym siedlisku bujającym się na wodzie.

I oto są: dwa piękne pływające domy, w których nie sposób się nie zabujać.

https://slowhop.com/pl/miejsca/domy-na-jeziorze.html

Lipowy Most 7

Gospodyni tego miejsca Małgosia pracowała jako realizatorka telewizyjna przy programach rozrywkowych, aż w końcu spostrzegła, że życie jej ucieka – i zaczęła podróżować. Nadal jest w drodze, jeszcze nie osiadła, ale Lipowy Most trzyma ją latem przy sobie.

Fot. Małgosia Krogulec Fot. Małgosia Krogulec

To stara podlaska chata, w samym sercu Puszczy Knyszyńskiej, w głuszy – nie ma tu zasięgu, a nawet sklep dojeżdża tylko raz na dwa tygodnie. Miejsce to Małgosia nazywa mind SPA, ze śniadaniami na tarasie, ogniskiem, hamakiem, kinem pod chmurką, ciszą i spokojem wokół.

Fot. Małgosia Krogulec Fot. Małgosia Krogulec

Dom jest zero waste, bo gospodyni nie lubi plastiku, powtórnie używa wszystkiego, co się tylko da, stosuje ekodetergenty i ekoproszki, piecze chleby, ciasta, robi świece. Istny podlaski slow life.

https://slowhop.com/pl/miejsca/lipowy-most-7.html

  1. Psychologia

Życie w biegu, wieczny pośpiech. Jak się zatrzymać?

Biegniemy, bo boimy się zatrzymać, rozejrzeć dookoła i zobaczyć, jak naprawdę wygląda nasze życie, uciszyć myśli, poczuć ciało…(Fot. iStock)
Biegniemy, bo boimy się zatrzymać, rozejrzeć dookoła i zobaczyć, jak naprawdę wygląda nasze życie, uciszyć myśli, poczuć ciało…(Fot. iStock)
Z jednej strony wyznajemy szczytną ideologię slow, z drugiej nie umiemy zwolnić nawet na chwilę. Czasami dopiero jakieś przykre wydarzenie uzmysławia nam, że przez ten bieg coś zgubiliśmy po drodze, straciliśmy bezpowrotnie. Co się musi stać, żebyśmy się zatrzymali?

"Współczesny świat biegnie w szalonym tempie” – zgadzasz się z tym zdaniem? OK. A teraz podejdź do okna i wyjrzyj przez nie. Popatrz na drzewa, niebo, słońce albo deszcz (jeśli aura akurat jest kapryśna). Widzisz, świat się nie zmienił. Funkcjonuje w swoim rytmie: zmiany pór roku, dni, tygodni. A w jego tle: pędzące samochody, nerwowi kierowcy w ulicznych korkach, sąsiadka głośno poganiająca psa, jakaś matka nawołująca rozbrykanego malca: „Szybko, bo się spóźnimy”. Gdzie jesteś w tym szalonym pędzie?

W pogoni ,,za”, w ucieczce ,,od”

Nie tłumacz, że wszyscy jesteśmy zabiegani, że takie czasy, że może kiedyś, na emeryturze zwolnisz tempo. Przecież sama w to nie wierzysz. Pomyśl, dlaczego dziś ciągle jesteś w biegu. A może to ucieczka „od”: problemów, codziennych kłopotów, porażek czy nawyków? Albo pogoń „za”: iluzją lepszego jutra?

Moi pacjenci to ludzie bardzo zabiegani. Mam gabinet w małym, przytulnym mieszkanku, zawsze proponuję herbatę, zdarza się, że pytam, czy pacjent nie jest głodny albo zmęczony, bo w ciele człowieka siedzącego przede mną wyraźnie widzę pośpiech. Niektórzy mówią tak szybko, że z trudem nadążam za ich narracją. Inni często wzdychają – to skutek hiperwentylacji: oddychania górnymi partiami klatki piersiowej. Stąd się biorą bóle i zawroty głowy, ucisk w klatce piersiowej, gula w gardle. „Pierwszorazowi” pacjenci zwykle siadają na brzegu kanapy czy fotela. Zupełnie jakby gotowi byli w każdej chwili zerwać się i wybiec z pokoju.

– Mamy czas, nie spiesz się, odsapnij – tłumaczę. – Tak, wiem, ale jestem trochę zdenerwowana, to taka niecodzienna sytuacja.

Co jest niecodzienną sytuacją? To, że wreszcie po całym dniu biegania masz okazję spokojnie usiąść, w wygodnym fotelu, napić się dobrej herbaty, może nawet posiedzieć w milczeniu i poczuć, co się w tobie dzieje?

Niedawno przyjechała do mnie pacjentka z daleka. Widziałam, że jest zmęczona. Kiedy zaproponowałam, żeby położyła się na kanapie, najpierw uśmiechnęła się, ale zaraz dodała: – Lepiej nie, bo się odprężę i nie będę chciała od pani wyjść. Biegniemy, bo boimy się zatrzymać, rozejrzeć dookoła i zobaczyć, jak naprawdę wygląda nasze życie, uciszyć myśli, poczuć ciało…

Ciało wystawi nam rachunek

No dobrze, mnie także zdarzają się okresy totalnego zabiegania; kiedy wezmę sobie na głowę za dużo, kiedy nie dojem, nie dośpię, ulegnę prośbie kolejnego pacjenta, żeby przyjąć go jak najszybciej. Wtedy do akcji wkracza… mój samochód. Ostatnio byłam tak zakręcona, że dwa razy zostawiłam auto na włączonych światłach. Efekt? Akumulator rozładowany do zera i przymusowe zatrzymanie w oczekiwaniu na pomoc. Wyciągnęłam cenną lekcję i… zwolniłam, bo wiem, co by się stało dalej. Tak, tak, ciało upomniałoby się o zatrzymanie. Oto najczęstsze konsekwencje zabiegania:
  • tzw. syndrom pogorszenia pamięci i spadku koncentracji, tzn.: zgubione kluczyki do samochodu, zapomniane urodziny kogoś ważnego, przegapiona wizyta u kosmetyczki (a przecież to miał być relaks), zawieruszone okulary itp.;
  • drobne wypadki – choćby siniaki (nawet nie wiesz, kiedy i o co się uderzyłaś);
  • bezsenność – od wczesnego wieczora byłaś padnięta, a kiedy wreszcie się położyłaś – sen uleciał;
  • dolegliwości ze strony układu pokarmowego: bóle żołądka, zgaga, nadwrażliwe jelito: ciało wyraźnie daje ci do zrozumienia, że nie jesteś w stanie tego wszystkiego „strawić”;
  • sztywność kręgosłupa i napięciowe bóle głowy – twoje ciało próbuje dogonić głowę, ale nie daje rady.
Mogę wymieniać dalej, ale nie o to chodzi. Ważniejsze jest to, co robisz z tymi symptomami. Kolejna kawa, ziołowe tabletki na poprawę koncentracji albo nastroju. Drobna awanturka z kimś, z kim czujesz się bezpiecznie – jako cudowny podnośnik poziomu adrenaliny i sposób na obniżenie napięcia. Obietnice, że odpoczniesz w weekend albo na urlopie. Mam rację? To twoje życie i możesz zrobić z nim, co chcesz. Jeśli szczerze wierzysz w to, że nie da się inaczej, bo: kredyt, materialne apetyty, lęk przed tym, że przegapisz swoją szansę, no i przekonanie, że wszyscy tak żyją – OK. Odłóż magazyn, nie czytaj dalej, szkoda czasu. Przecież tyle masz jeszcze dziś do zrobienia.

Nie musisz żyć na pustelni

Nie musisz wywracać swojego życia do góry nogami, żeby zwolnić tempo. Nie musisz rzucać pracy, wyprowadzać się na bezludną wyspę ani nawet być w stu procentach slow. Pierwsze, co warto zrobić, to… zatrzymać się na chwilę, fizycznie – stanąć w bezruchu, zamknąć oczy, poczuć stopy oparte na podłożu, poczekać, aż ciało przybierze najbardziej wygodną postawę. Najpierw pojawi się delikatny ruch: zacznie cię bujać albo poczujesz drżenie w nogach. Spokojnie, to zupełnie naturalne. Następnie prawdopodobnie przyjdzie lęk: przed tym, że upadniesz albo rozpłyniesz się w powietrzu – znikniesz, przestaniesz istnieć. Jest duża szansa, że w tym momencie włączy się głowa: pojawią się obsesyjne myśli o tym, co jest do zrobienia, o kłopocie, który ostatnio spędza ci sen z powiek, itp. Przeczekaj to, spokojnie oddychaj, wszystko minie. Jeśli uda ci się wykonać to ćwiczenie raz dziennie, jesteś na dobrej drodze do uświadomienia sobie własnego zabiegania i podjęcia decyzji, czy i co chcesz z tym zrobić.

Większość znanych technik zwolnienia tempa życia koncentruje się na zatrzymaniu głowy: świadomym zmniejszeniu ilości zaplanowanych zadań czy medytacji. Jeśli metody te działają na ciebie, super. Jeśli nie, albo masz ochotę spróbować czegoś innego, znajdź swój sposób na zatrzymanie, spowolnienie ciała, a nie głowy.

1. Rano tuż po obudzeniu się zrób rytuał powitania poszczególnych części swojego ciała. Zacznij od brzucha, tam jest twoja moc; pomasuj go, pogłaszcz czule, kilka razy wciągnij i wypuść. Potem powitaj swoją twarz: wykonaj kilka ćwiczeń jogi twarzy (znajdziesz je w Internecie albo możesz opracować własne). Dalej kolej na porozciąganie kręgosłupa; wystarczy, że poprzeciągasz się jak kot. Teraz stopy i dłonie; możesz tupać, zaciskać pięści, stukać dłonią w podeszwę stopy albo je pomasować.

2. Wstawaj z łóżka dwa razy. Kiedy weźmiesz prysznic i zjesz śniadanie, wskocz pod kołdrę jeszcze na pięć minut, pokokoś się w pościeli, poprzeciągaj, pomrucz.

3. Kiedy dojedziesz do pracy albo do domu po pracy, wyłącz silnik samochodu, odepnij pasy, ustaw siedzenia tak, by było ci wygodnie, możesz zdjąć buty i włączyć sobie jakąś miłą muzyczkę. Posiedź tak pięć minut.

4. Rób przerwy w trakcie rozmowy. Kiedy kogoś słuchasz, to zanim się odezwiesz – policz w myślach do 10. W czasie mówienia też kontroluj oddech.

5. Przynajmniej raz dziennie wykonaj ćwiczenie rzeźby – stań przed lustrem i wyobraź sobie, że jesteś rzeźbą przedstawiającą np. spokój albo ciszę. Pokaż to ciałem.

6. Naucz się czuć swoje zmęczenie: co dzieje się wtedy z twoim ciałem? Czy odczuwasz je bardziej w głowie, czy w ciele? Trudniej ci się myśli czy raczej „padasz z nóg”?

7. Kiedy czujesz spadek energii, nie poganiaj się sztucznie. Usiądź spokojnie i poczekaj, aż energia się pojawi.

  1. Styl Życia

Jak przetrwać kryzys i żyć dalej - list do czytelniczek i czytelników od Wojciecha Eichelbergera

Fot. Szymon Szcześniak/LAF
Fot. Szymon Szcześniak/LAF
Drogie Czytelniczki i drodzy Czytelnicy „Zwierciadła” i „Sensu”, Trwająca od kilku miesięcy pandemia koronawirusa sprawia, że przyszłość stała się niepewna.

Drogie Czytelniczki i drodzy Czytelnicy „Zwierciadła” i „Sensu”, Trwająca od kilku miesięcy pandemia koronawirusa sprawia, że przyszłość stała się niepewna. W dodatku jesteśmy karmieni nadmiarem alarmujących informacji płynących z używających terminologii wojennej mediów i patrzymy na obrazy przypominające krajobrazy bitewne z filmów SF: ratowników i lekarzy wyglądających jak astronauci przebywający na nie nadającej się do życia planecie, wstrząsające opowieści chorych i ozdrowieńców, ciężarówki załadowane trumnami i hektary pandemicznych cmentarzy.  Wszystko to generuje w nas nadmiarowy, nieadekwatny, długotrwały stres, który w dodatku poważnie osłabia nasze szanse w spotkaniu z wirusem. Dlatego, aby dobrze przygotować się na nieuchronną próbę naszej odporności i przetrwać pandemiczny kryzys bez uszczerbku dla naszej psycho-fizycznej kondycji, musimy potrafić opanować lęk.

Mityguj lęk

Gdy budzimy się każdego ranka z poczuciem zagrożenia, jakby w świecie ogarniętym przez wojnę, to jednocześnie nasz organizm też przestawia się w tryb wojenny. Autonomiczny system nerwowy mobilizuje tryb walka lub ucieczka. W sytuacji rzeczywistego, nagłego zagrożenia taka mobilizacja jest jak najbardziej pożądana, bo służy ratowaniu zdrowia i życia. Ale w sytuacji długotrwałego oczekiwania na zagrożenie, które nie wiadomo kiedy nastąpi, jest nie tylko przeciw skuteczna z punktu widzenia efektywnej obrony przed patogenami, lecz wręcz groźna dla organizmu - i to co najmniej z trzech powodów. Najważniejszym jest zablokowanie przez tryb walka/ucieczka układu odpornościowego na skutek wysokiego poziomu adrenaliny i kortyzolu we krwi. Drugim – spowodowanym przez ten sam mechanizm, jest zablokowanie możliwości przełączania się organizmu w tryb regeneracji i związane z tym zagrożenie nadmiernym zużyciem energii życiowej/wypaleniem. Trzecim jest zagrożenie cukrzycą odstresową na skutek zbyt wysokiego poziomu cukru spowodowanego wyrzucaniem do krwi, przez pracującą w trybie walka/ucieczka wątrobę, nadmiernych ilości glikogenu, którego nie spalamy proporcjonalną pracą mięśni. Tak więc obniżanie poziomu lęku i związanego z nim poziomu mobilizacji stresowej jest z punktu widzenia właściwego przygotowania do konfrontacji z koronawirusem sprawą nadzwyczaj ważną.

Odreaguj ruchem

Odpowiednia dawka dziennego ruchu to najskuteczniejsze antidotum na wszystkie trzy zagrożenia związane z lękiem i długotrwałym stresem. Ruch wypłukuje bowiem z organizmu adrenalinę i kortyzol, spala nadmiar cukru, odblokowuje układ odpornościowy i tryb regeneracji. Dlatego dzień warto zacząć lekką poranną rozgrzewką. Za to wieczorem (min. 2-3 godziny przed snem po wczesnej, lekkiej kolacji albo rezygnując z kolacji) zafundować sobie minimum 20 minut dowolnego intensywnego ruchu w jednym kawałku (może to być bieg na zewnątrz lub w miejscu, taniec, podskoki, inne ćwiczenia aerobowe), aby na koniec sesji mieć na liczniku dwukrotność tętna spoczynkowego, około 120-140 uderzeń na minutę. (Uwaga: Ale nie więcej! Z wyjątkiem tych, którzy regularnie i intensywnie ćwiczą). Po takiej dawce ruchu trzeba uzupełnić płyny i nie jeść już nic dużego i ciężkiego. Pełny, trawiący żołądek uniemożliwia skuteczną nocną regenerację.

Przełączaj się oddechem w tryb regeneracji

Oddychanie bezpośrednio wpływa na stan naszego ciała i umysłu. W naszej kulturze oddychamy tak by jakoś przeżyć, a nie po to, by żyć w pełni. Tymczasem efektywne oddychanie umożliwia nam życie na wyższym poziomie energetycznym i mentalnym. W trybie walka/ucieczka, któremu nie towarzyszy intensywny ruch oddychanie staje się płytkie (bowiem nie angażuje przepony i mięśni brzucha), a w rezultacie nie dostarcza organizmowi potrzebnych ilości tlenu. Wówczas pojawia się dotleniający i przełączający organizm w tryb regeneracji, odruch oddechowy zwany ziewaniem. Dzięki tym funkcjom, w sytuacji długotrwałego stresu, ziewanie może ratować organizm przed wypaleniem energetycznym. Już nawet po jednym ziewnięciu zmienia się wyraźnie nasze odczuwanie ciała: robi się ciepło, luźno, miękko i otwiera się brama do snu. To znaczy, że organizm zdołał przełączyć się w tryb regeneracji. Dlatego w sytuacji długotrwałego stresu częste ziewanie trzeba włączyć do naszego programu budowania wydolności odpornościowej.

Hartuj ciało

Nieuchronność spotkania z wirusem wymaga zdyscyplinowanego treningu wydolnościowego. W trybie pracy domowej jest to znaczne trudniejsze niż w życiu sportowca, ale mimo to zdecydowanie powinniśmy ten trening podjąć. Pomagają w tym symboliczne gesty i procedury:
  • W dni robocze wstawaj wcześnie rano, zawsze od tej samej godzinie i pościel łóżko.
  • Po porannej rozgrzewce weź zimny prysznic i zmień ubranie na dzienne/wyjściowe.
  • Jedz produkty dobrej jakości, ale tylko wtedy, gdy czujesz wyraźny głód i nigdy do syta. Wstawaj od stołu z uczuciem lekkiego głodu. Bliskość domowej kuchni i lodówki sprzyja nadwadze, a ta bardzo obniża naszą odporność.
  • Jeden dzień w tygodniu przez 24 godziny powstrzymaj się od jedzenia.
  • Często wietrz pomieszczenie, w którym pracujesz. Obniżaj jego temperaturę. Nie przegrzewaj się. Niech będzie trochę chłodno.
  • Najpóźniej dwie godziny przed snem daj sobie min. 20 minut wymagającego ruchu.
  • W nocy obniżaj temperaturę w sypialni nawet do 15C. Wszystko to, co powyżej stanowi znakomite sposoby na zwiększanie pojemności i trwałości baterii w komórkach twojego ciała zwanych mitochondriami. Na tym w istocie polega hartowanie organizmu, a tym samym podnoszenie jego odporności. Nie twórz wokół siebie inkubatora o zawsze stałych parametrach. Daj szanse swojemu organizmowi na mierzenie się z koniecznością dostosowywania się do zmiennych warunków otoczenia. Wtedy nic go nie zaskoczy.

Ćwicz obecność/koncentrację

Sportowiec, który przygotowuje się do ważnej próby, oprócz tego, że systematycznie trenuje, to musi jeszcze zachować koncentrację i spokój umysłu - po to, by nie wybiegać myślami w przyszłość, nie wizualizować i nie przeżywać w wyobraźni przyszłej walki. Wie bowiem, że traciłby przez to sporą część skumulowanej dzięki treningowi energii, a tym samym obniżał poziom swojej wydolności. Dlatego umiejętność angażowania uwagi/świadomości w to, co jest naszym udziałem tu i teraz, to podstawowy cel treningu mentalnego, niezbędnego w perspektywie czekającej nas trudnej próby.

Pomogą ci w tym rozwieszone w kilku miejscach domu kartki z następującym tekstem:

Jestem tutaj, nigdzie się nie spieszę, na nic nie czekam - to, co teraz robię, jest najważniejsze.
Przy każdej okazji koncentrujemy całą uwagę na tym, co teraz jest naszym udziałem na zasadzie: Jak pracuję, to tylko pracuję. Jak jem, to tylko jem. Jak ćwiczę, to tylko ćwiczę. Jak odpoczywam, to tylko odpoczywam. Jak bawię się z dziećmi, to tylko bawię się z dziećmi. Koncentrację można też ćwiczyć z pomocą procedur czerpanych z tradycji SLOW, które sprzyjają wyhamowaniu, wyłączeniu się z gonitwy myśli i multitaskingu.

Koncentracji służą także: medytacja, kontemplacja, modlitwa, małe domowe ceremonie i rytuały (np. wspólne dla wszystkich domowników posiłki czy herbata). Koncentracja nie tylko pozwala oszczędzać energię i podnosić wydolność, lecz oczyszcza i otwiera umysł, co sprzyja dostrzeganiu wszystkiego co potrzebne do podejmowania szybkich, kreatywnych i trafnych decyzji. W sytuacji kryzysu i towarzyszących mu zmian te możliwości bardzo się przydadzą.

Odpoczywaj/regeneruj się

Podobnie jak ruch, odpoczynek jest konieczny i zbawienny dla twojego organizmu. Szczególnie odpoczynek nocny, we śnie. Wtedy bowiem organizm regeneruje się najgłębiej i najskuteczniej dzięki czemu twój układ immunologiczny ma następnego dnia mniej zadań a tym samym większą wydolność w walce z patogenami.

Ale UWAGA: Bez przestrzegania zasad odreagowania, oddychania i obecności, efektywny odpoczynek jest niemożliwy. Jeśli jednak o nie zadbasz, twój organizm odpłaci ci głębokim, regenerującym snem. Pomoże ci w tym również wczesne chodzenie spać (najpóźniej godz. 22), także 20-minutowa drzemka w okresie twojego, dziennego dołka energetycznego i krótkie 10-minutowe przerwy po każdym 90-minutowym okresie koncentracji.

Dzięki stosowaniu na co dzień, wszystkich powyższych, prostych zasad, bez wątpienia uspokoisz swoje lęki, doładujesz baterie swojej życiowej energii i wydolność układu odpornościowego – co jeszcze bardziej uspokoi twojej lęki i pozwoli doładować baterie.

Pozdrawiam, Wojciech Eichelberger 

Ps. Strach pomyśleć czym to się skończy :)

PS.PS. Jeśli chcesz zapoznać się w pełni z sygnalizowanymi w powyższym liście procedurami pracy z lękiem i budowaniem odporności - a także z procedurą eliminowania głębokich, uporczywych lęków to kliknij na gdzie znajdziesz moje warsztaty on-line: 4xOdporność na lęk oraz Uwolnij się od lęku.

  1. Psychologia

Pomyśl o sobie i znajdź dla siebie czas

fot. iStock
fot. iStock
Jak mawiała Colette, trudno jest zadowolić jednocześnie wszystkich i samą siebie. Praca, rodzina i codzienne obowiązki zabierają ci cały czas? Może już pora, abyś pomyślała o sobie?

Jeśli będziesz zaniedbywała siebie, odbije się to na twoim samopoczuciu, kondycji psychicznej i relacjach z innymi. Możesz być ciągle rozdrażniona i prowokować kłótnie z najbliższymi. Twoje ciało, umysł, serce i dusza domagają się uwagi. I tylko ty możesz im ją dać. Codziennie dostajesz od życia 24 godziny. Od ciebie zależy, jak je zagospodarujesz. Oto nasze propozycje:

1. Twoje mieszkanie

Kiedy wracasz z pracy do domu lub pracujesz w domu, wyobraź sobie, że wchodzisz do niezwykłej przestrzeni, wolnej od stresów zawodowych. Przestrzeni, w której już samo przebywanie może cię zrelaksować. Zadbaj o to, aby były w niej elementy kojarzące ci się z czymś pozytywnym, skłaniające do relaksu, jak również do budzenia kreatywności. Wybierz też miejsce w domu, w którym czujesz się dobrze. Usiądź tam i przez kilka chwil po prostu bądź i świadomie oddychaj. Poczuj, że jesteś „tu i teraz”. Właśnie tak!

2. Zrób przegląd dnia

Tę praktykę najlepiej stosować wieczorem. Przypomnij sobie jak najwięcej zdarzeń z minionego dnia, od momentu obudzenia się aż do chwili obecnej. Które zdarzenia były najważniejsze? Jakie emocje i uczucia im towarzyszyły? Jakie ważne rozmowy przeprowadziłaś? Co dzisiaj zrobiłaś tylko dla siebie? Na koniec wróć w pełni do „tu i teraz”. Podziękuj w myślach za ten dzień. Cokolwiek się wydarzyło, było okazją do tego, abyś lepiej poznała siebie.

3. Wpatrywanie się w jeden punkt

Praktyka ta pomoże ci zatrzymać szalony bieg myśli, poprawi również twoją koncentrację. Usiądź wygodnie. Zrób kilka długich wdechów i wydechów. Znajdź w otoczeniu jeden punkt, na którym zatrzymasz swój wzrok przez kolejne trzy minuty. Wpatruj się w ten punkt, spokojnie oddychając. Staraj się jak najmniej poruszać powiekami. Twój wzrok jest stabilny. W wyniku zawężenia pola widzenia poprawi się twoja zdolność koncentracji, a umysł się zregeneruje. Poczujesz się bardziej sobą.

4. Tylko ty

Twórcza wizualizacja jest techniką, która umożliwia zwiększenie aktywności prawej, czyli kreatywnej półkuli. I szybko poprawia samopoczucie. Wyłącz telefon. Usiądź wygodnie i zamknij oczy. Wyobraź sobie piękne miejsce na łonie natury. Zobacz siebie w tej scenerii. W tej przestrzeni możesz robić wszystko, na co masz ochotę, np. położyć się na ziemi i zrelaksować, tańczyć, biegać, siedzieć i kontemplować przyrodę. Zobacz też radość promieniującą z twojej twarzy. Mózg nie odróżnia obrazów, które widzimy przed sobą, od tych, które sobie wyobrażamy. Zatem, jeśli wyobrażasz sobie pozytywne obrazy, mózg aktywizuje ośrodki związane z pozytywnymi emocjami.

5. Powolność i kontemplacja

Slow life to postawa, która namawia do wyhamowania w życiu i celebrowania chwili. Zastanów się, kiedy ostatnio się czymś delektowałaś. Z szeregu czynności, które codziennie wykonujesz, wybierz jedną, którą mogłabyś każdego dnia kontemplować. To może być świadome picie pysznej herbaty albo słuchanie na słuchawkach ulubionych utworów. To czas tylko dla ciebie – żadnego odpisywania na SMS-y i e-maile czy myślenia o sprawach zawodowych.

6. Oczyszczający czas menstruacji

To okazja do uważnego pobycia samej ze sobą i wsłuchania się w potrzeby ciała, ale również serca. Rdzenne kultury wierzą, że podczas miesiączki kobieta oczyszcza się na poziomie fizycznym, emocjonalnym oraz duchowym. To właśnie wtedy jest bardziej uwrażliwiona na swoje prawdziwe pragnienia serca. Skorzystaj z tego czasu. Pozwól sobie na ekspresję twórczą w postaci malowania, śpiewania, pisania, rzeźbienia. Nie zmuszaj się do niczego i słuchaj swojego ciała.

7. Kreatywne pisanie

To kolejna okazja, by skontaktować się ze sobą. Tuż przed wyjściem do pracy zapisz na kartce wszystkie myśli, jakie pojawiają się w twojej głowie. Nie analizuj i nie oceniaj tych treści. To świetna praktyka, aby oczyścić umysł i rozpocząć dzień z głową otwartą na kreatywność.

8. Czas na relaks

Sztuka relaksu polega na stopniowym odpuszczaniu napięcia ciała i umysłu. Ta technika pomaga poczuć lepiej swoje ciało. Jednym z najskuteczniejszych sposobów pozwalających na głębokie odprężenie jest relaksacja w pozycji leżącej. Jeśli chcesz ją praktykować, kup płytę z rozluźniającą muzyką, a najlepiej z prowadzoną przez lektora sesją. Przeznacz dla siebie co najmniej 20 minut.

Wyłącz telefon. Połóż się wygodnie na łóżku (nogi rozluźnione i ręce w pewnej odległości od ciała). Zrób kilka głębokich wdechów i długich rozluźniających wydechów. Wsłuchuj się w spokojną muzykę lub słowa lektora.

W efekcie praktyki uspokoi się twój oddech, obniży się poziom hormonów stresu we krwi, spowolni tętno, zregeneruje układ nerwowy, wzmocni odporność organizmu. Ta technika pomoże ci również spojrzeć z nowej perspektywy na trudne sytuacje.

9. Otwórz się na wdzięczność

Przypomnij sobie jedną pozytywną rzecz, jaka ci się ostatnio przytrafiła. Jeśli nic takiego się nie wydarzyło, to sięgnij pamięcią w przeszłość. Jedna mała rzecz, np. ktoś na ulicy się do ciebie uśmiechnął, byłaś w lesie i czułaś się dobrze, zobaczyłaś piękny kwiat, przyśnił ci się przyjemny sen.

Odtwórz uczucie wdzięczności w swoim sercu. Wyobraź sobie, że jest niczym światło, które emanuje ze środka klatki piersiowej, następnie rozprzestrzenia się na całe ciało. Światło przyjemnie cię rozluźnia. Czujesz się dobrze. Powiedz na koniec jakieś miłe słowo swojemu ciału.

  1. Styl Życia

Kaligrafia na wyciszenie

Odkrycie piękna litery i rządzących nim zasad wzmacnia poczucie estetyki i wrażliwość na otoczenie. Poza tym daje wyciszenie i spokój. (Fot. iStock)
Odkrycie piękna litery i rządzących nim zasad wzmacnia poczucie estetyki i wrażliwość na otoczenie. Poza tym daje wyciszenie i spokój. (Fot. iStock)
Moda na kaligrafię jest odpowiedzią na nasze tęsknoty za spokojniejszym, bardziej analogowym życiem. Wyraża chęć wyrwania się spod presji efektywności. Mocno wpisuje się w trend slow life. Odkrycie piękna litery i rządzących nim zasad wzmacnia poczucie estetyki i wrażliwość na otoczenie. Poza tym daje wyciszenie i spokój. Nic dziwnego, że coraz więcej osób od nowa uczy się pięknie pisać. 

Kiedy Steve Jobs po pół roku zrezygnował z prawa na Reed College, żeby nie trwonić dalej oszczędności rodziców na studia, które go nie interesowały, trafił na kurs kaligrafii.

– Dowiedziałem się tam o czcionkach szeryfowych i bezszeryfowych, o odstępach pomiędzy kombinacjami różnych liter oraz o tym, co cechuje doskonałą typografię. Było to piękne, historyczne oraz artystycznie subtelne. Nauka nie potrafi tego tak uchwycić. I to mnie zafascynowało – wspominał w 2004 roku w mowie wygłoszonej na Uniwersytecie Stanforda. Jak przyznał, nie sądził, że znajdzie jakiekolwiek praktyczne zastosowanie dla tej wiedzy. A jednak wykorzystał ją 10 lat później, projektując Maca. – To był pierwszy komputer z naprawdę piękną typografią – stwierdził.

– Myślę, że Jobs dzięki kaligrafii nauczył się dostrzegać uniwersalne piękno, poznał zasady, jakie nim rządzą, dowiedział się, dlaczego jedna litera jest piękna, a inna nie i z czego to wynika – a potem przeniósł to na design swoich produktów – mówi Ewa Landowska, która kaligrafią zajmuje się od 20 lat. Stworzyła Muzeum Kaligrafii i Historii Pisma, a razem z Barbarą Bodziony napisała podręcznik „Piękna litera”. Wspólnie prowadzą też szkołę kaligrafii w Krakowie.

– Jeżeli zdobywamy umiejętność przekładania zasad, które rządzą na przykład konstrukcją pięknej litery, na inną dziedzinę życia, to tak jakbyśmy zyskiwali trzecie oko. Potrafimy znaleźć piękno tam, gdzie inni go nie widzą. Jesteśmy trochę jak poszukiwacze skarbów – stwierdza i dodaje, że pasjonatów kaligrafii jest w Polsce coraz więcej. Kiedy zaczynała prowadzić kursy w 2006 roku, ciężko było zebrać 10-osobową grupę. Dziś w jej rocznej szkole miejsca są zajęte już dwa lata do przodu.

Podobne obserwacje ma Grzegorz Barasiński, założyciel Krakowskiej Szkoły Kaligrafii, Iluminatorstwa i Dziedzin Pokrewnych oraz prezes Polskiego Towarzystwa Kaligraficznego, autor podręczników „Copperplate” oraz „Kaligrafia”. Wzrost zainteresowania zauważa nie tylko w coraz większej liczbie uczestników jego warsztatów, ale także klientów sklepu z akcesoriami do pisania, który prowadzi, oraz tych, którzy zamawiają usługi kaligraficzne, na przykład odręcznie wypisane zaproszenia na ślub.

Są już też amatorzy ręcznie przepisywanych i pięknie oprawionych książek. W tworzeniu manuskryptów specjalizuje się m.in. Wojciech Patro, który ma już na swoim koncie „Pana Tadeusza” i Nowy Testament. Jego dzieła kosztują kilkanaście tysięcy złotych i są wystawiane na aukcjach antykwarycznych. Obecnie praktycznie w każdym większym polskim mieście można znaleźć warsztaty, na których dorośli lub dzieci mogą uczyć się pięknie pisać.

Zawijasy i bazgroły

Ewa Landowska uważa, że dzisiejszy wzrost popularności kaligrafii łacińskiej jest bardziej widoczny w Polsce niż w innych europejskich krajach, bo my w pewnym sensie startowaliśmy od zera. Kilkadziesiąt lat temu sztuka pięknego pisania praktycznie u nas umarła. – W wielu krajach była nieprzerwanie kultywowana. U nas uznano ją za niepotrzebną – wyjaśnia i dodaje, że jakby tego było mało, polska tzw. litera elementarzowa, czyli ta, której uczą się dzieci, ma niepoprawną konstrukcję. Ekspertka tłumaczy, że oceniając literę i krój pisma, bierze się pod uwagę nie tylko kształt wyrysowany np. piórem, ale też powierzchnię, która zostaje obrysowana, tzw. biel litery. Ona pełni podobną rolę co pauza w utworze muzycznym. Ważne są także spójne zasady łączenia liter, powtarzalne charakterystyczne elementy, harmonia, która jest widoczna, gdy spojrzymy na całe wyrazy. To wszystko w polskiej literze wypada słabo.

Sytuacja zaczęła się zmieniać na początku XX w. Wcześniej w europejskich szkołach uczono litery bazującej na kursywie angielskiej, czyli copperplate script. Dzisiaj jest to zresztą jeden z najczęściej uczonych krojów pisma. Większość z nas gdzieś się z nim zetknęła. To ten elegancki, lekko pochylony, z zawijasami – jak się go często opisuje. – Nasza litera elementarzowa po raz pierwszy przestaje przypominać kursywę angielską w elementarzu stworzonym przez Mariana Falskiego w 1910 roku. Autor zrewolucjonizował metodykę czytania i pisania, ale też zlecił kaligrafowi, z którym współpracował, wiele znaczących zmian w estetyce i konstrukcji litery. Nie wszystkim się nowe litery podobały. Dodatkowo te, które powstały później na ich bazie, zawierają wiele błędów – mówi Landowska.

Ekspertka do pewnego stopnia usprawiedliwia tych, którzy strasznie bazgrzą, bo jej zdaniem nauka pisania z wykorzystaniem liter z naszego elementarza przypomina naukę gry na rozstrojonym instrumencie. Nawet wieloletnie ćwiczenie kaligrafii nie jest w stanie naszego zwykłego pisma poprawić. Ale też nie to jest dziś jego celem.

Grzegorz Barasiński, który uczy kaligrafii od 10 lat, dzieli uczniów na trzy grupy: – Jedna to ci, którzy lubią zdobywać różne nowe umiejętności. Druga to osoby chcące wykorzystać tę kompetencję w swojej pracy, np. graficy, florystki wypisujące szarfy czy cukiernicy, którzy chcą lepiej ozdabiać torty. Pozostałym zależy przede wszystkim na przyjemnym spędzeniu czasu, relaksie i własnym rozwoju, także duchowym. Organizujemy bowiem również kaligraficzną lectio divina, czyli rozważanie słowa Bożego podczas kaligrafowania Biblii. Te rekolekcje odbywają się w klasztorze w Hebdowie, gdzie prowadzimy też letnią międzynarodową szkołę kaligrafii – podczas pierwszego turnusu zajęcia odbywają się w języku polskim, podczas drugiego – w angielskim – mówi.

Klasztory są zresztą jedną z ulubionych „miejscówek” miłośników pięknego pisania. Można znaleźć m.in.  ofertę pleneru w Karczówce, letniej szkoły w Perugii czy wrześniowych warsztatów pod Awinionem. W takim otoczeniu zgłębianie tajemnic dawnych krojów pisma, np. powstałej w XI wieku na terenie dzisiejszej Francji tekstury gotyckiej czy popularnej w XIV wieku rotundy – ma zupełnie inny wymiar.

Witajcie w skryptorium

Ewa Landowska uważa, że do rozpowszechnienia się kaligrafii w Polsce najbardziej przyczynił się Internet, a szczególnie media społecznościowe. I rzeczywiście w sieci czeka na nas ogromne bogactwo pięknie wypisanych tekstów czy filmów, które pokazują, jak stawiać litery w najróżniejszych stylach i za pomocą najróżniejszych narzędzi, np. gęsich piór, ołówków, pędzli czy patyków lipowych maczanych w tuszu. Każdy chyba może znaleźć coś, co go szczególnie urzeknie.

Mnie zauroczyły zwłaszcza ambigramy Kamila Bachmińskiego (wyrazy wykaligrafowane w taki sposób, żeby po ich odwróceniu do góry nogami można było odczytać ten sam lub inny wyraz) oraz krój o nazwie „starsza kursywa rzymska”. Natomiast obejrzenie wideoinstrukcji, z których można dowiedzieć się, jak pisać brush penem, czyli specjalnym pisakiem zakończonym pędzelkiem lub gąbką, sprawiło, że zapragnęłam pójść na kurs brush letteringu. I mówię to ja, która nawet do prowadzenia dziennika wykorzystuję specjalny program komputerowy, a rysowanie szlaczków w podstawówce wspominam ze zgrozą...

Dlaczego więc ciągnie nas do kaligrafii? Na pewno jest ona odpowiedzią na nasze tęsknoty za spokojniejszym, bardziej analogowym życiem, wyraża chęć wyrwania się spod presji efektywności. Mocno wpisuje się w trend slow life i jest związana z popularnością medytacji czy rękodzieła.

– Człowiek dziś coraz częściej pragnie, by coś wychodziło spod jego ręki – stąd też coraz większe zainteresowanie kursami decoupage’u, szycia czy pisania ikon – mówi Grzegorz Barasiński. Co ciekawe, uczestnicy kaligraficznych warsztatów często zwracają uwagę na to, że dostarczają one więcej pozytywnych emocji niż można się tego spodziewać. Nawet jeśli ktoś liczy na to, że się zrelaksuje i wyciszy, to rzadko sądzi, że efekt będzie tak szybki.

– Przez przypadek trafiłam na 1,5-godzinną lekcję kaligrafii i uwierz mi – kiedy zaczynasz się bawić literami, skupiać na nich, to czujesz się tak, jakbyś była na porządnej sesji jogi. Jeśli chcesz robić to dobrze, nie możesz myśleć o niczym innym – opowiada mi 41-letnia Anna, reporterka. – Na co dzień żyję w dużym stresie i pędzie, ale podczas zajęć błyskawicznie się wyciszyłam. Wiem, że to brzmi banalnie, ale to naprawdę było jak medytacja.

Niemałe zaskoczenie przeżyli też więźniowie męskiego zakładu karnego w Kluczborku, dla których warsztaty prowadziła Ewa Landowska. – Chętnych było wielu, ale większość przyszła z chęci zabicia nudy. Wielu na początku chojrakowało, zachowywało się bardzo głośno, rzucało różne żarty. Ale po dwóch godzinach wszyscy pracowali w całkowitym milczeniu. Mężczyzna, który na początku warsztatów najbardziej przeszkadzał, powiedział potem, że chyba nigdy w życiu nic tak bardzo go nie uspokoiło jak pisanie liter – mówi Landowska.

Grzegorz Barasiński jest przekonany, że kaligrafia nas zmienia. Lubi powtarzać, że do skryptorium nie wchodzi się bezkarnie. – Na pewno poszerzamy tu swoje horyzonty. Poznajemy historię, przeglądamy stare manuskrypty, sięgamy do łaciny, ale też stajemy się bardziej wrażliwi i spostrzegawczy – widzimy źle zaprojektowany napis, doceniamy ten, który jest piękny, i potrafimy rozpoznać krój pisma widoczny na jakimś szyldzie – wylicza.

Jednak zaznacza, że to uwrażliwienie pojawia się zwykle dopiero, kiedy nabierzemy pewnej swobody w kreśleniu liter. A na to potrzeba mniej więcej 2–3 lat pracy na zajęciach oraz w domu. Wtedy też w naszym piśmie zaczyna być widoczny indywidualny rys. – Teoretycznie zachowane są wszystkie zasady danego kroju, jednak znawcy dostrzegą w literach coś, co nas wyróżnia. To tak jak z utworem muzycznym. Wielu pianistów może grać Chopina, wszystko niby jest w nutach, ale jednak interpretacje będą się między sobą różnić – tłumaczy Ewa Landowska. Uważa, że dopiero wtedy, gdy doświadczony kaligraf zaczyna świadomie dodawać coś od siebie, można powiedzieć, że naprawdę tworzy sztukę.