1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Zadbaj o najważniejsze sprawy w życiu - ćwiczenia

Zadbaj o najważniejsze sprawy w życiu - ćwiczenia

Miłość, zdrowie, świadomość - jak zadbać o najważniejsze aspekty? (fot. iStock)
Miłość, zdrowie, świadomość - jak zadbać o najważniejsze aspekty? (fot. iStock)
Wprowadzać zmiany to jedno, drugie – przyjmować te, które przychodzą bez, a czasem nawet wbrew naszej woli. Niezależnie od tego, co cię spotka w nowym roku, już teraz zadbaj o sześć ważnych aspektów życia.

Zdrowie

Oto technika twórczej wizualizacji, która będzie wspierała twoje zdrowie poprzez pozytywny obraz siebie, a szczególnie twojej kondycji psychofizycznej. Ćwiczenie wykonujesz w stanie relaksu, kiedy twoja podświadomość jest chłonna jak gąbka. Możesz wówczas wprowadzać pozytywne obrazy siebie, programując w ten sposób tę część swojej psychiki. Dzieje się tak, dlatego że mózg nie odróżnia obrazów wyobrażonych od tych, jakie widzisz w rzeczywistości. Jeśli kreujesz obraz siebie w pełni zdrowia, będzie dostrajała się do tego wewnętrznego obrazu. Pozytywna wizualizacja wzmocni również układ odpornościowy. Gotowa?

Usiądź wygodnie i zamknij oczy. Zrób kilka długich wdechów nosem i wydechów ustami. Skieruj uwagę do ramion i poczuj ich przyjemny ciężar. To wszystko pozwoli ci się bardziej zrelaksować. Teraz wyobraź sobie ulubione miejsce w przyrodzie. Uaktywnij wszystkie zmysły, aby poczuć tę przestrzeń pełną kolorów i świeżego powietrza. W tym miejscu zobacz siebie w pełni zdrowia i sił witalnych. Uśmiechniętą, radosną i szczęśliwą. Widzisz swoje ciało w dobrej kondycji, a skórę i oczy lśniące blaskiem zdrowia. W myślach możesz powtarzać: „To właśnie ja, w pełni zdrowia i sił witalnych. Dziękuję za moje zdrowie”. Możesz do tej gotowej formuły dodać także coś od siebie, pamiętając o używaniu czasu teraźniejszego oraz samych pozytywnych słów. W ten sposób wprowadzasz nowy obraz do podświadomości. Powtarzaj ćwiczenie codziennie, zwłaszcza jeśli obecnie doświadczasz słabości albo choroby.

Miłość

W nowym roku kochaj przede wszystkim siebie, a wtedy otworzysz się na miłość do innych. Oto, co może ci w tym pomóc:
  • Otwórz serce na swoje Wewnętrzne Dziecko i zacznij wsłuchiwać się w jego potrzeby. Przejmij opiekę nad tym młodszym i wrażliwszym aspektem siebie. Wewnętrzna Dziewczynka potrzebuje twoich pozytywnych słów, miłości i ciepła. Wyobraź sobie teraz jej obecność i porozmawiaj z nią. Możesz jej powiedzieć, że ją kochasz, że się nią opiekujesz i nigdy nie opuścisz. Powiedz jej o sobie (dorosłej), cokolwiek teraz przyjdzie ci do głowy. Rozmawiaj z nią regularnie, wyobrażając sobie, że na końcu rozmowy przytulasz ją do serca i razem oddychacie.
  • Praktykuj współczucie, ponieważ pomaga otworzyć serce. Aby to zrobić, wyobraź sobie osobę, która obecnie może doświadczać stresów czy cierpienia. Spróbuj wzbudzić w sobie współczucie, które manifestuje się jako uczucie ciepła w środku klatki piersiowej i w okolicy serca.
  • Jeśli nie jesteś obecnie w związku, ale chciałabyś być, bądź świadoma, czy wybaczyłaś poprzednim partnerom. Czy nadal żywisz urazę do któregoś z nich? Może już czas wysłać pozytywną intencję tej osobie?
  • Sprawdź, jakie masz przekonania na temat związków. Jeśli negatywne, nie dziw się, że nie przyciągnęłaś nadal odpowiedniego partnera. Wypisz na kartce wszystkie negatywne przekonania i zmień je na pozytywne. Sprawdzaj reakcje związane z nowymi przekonaniami. Jak mogłoby się zmienić twoje życie, gdybyś naprawdę uwierzyła w nowe afirmacje?
  • Czy często się smucisz na myśl o swojej samotności? Smutek nie przyciągnie do ciebie nowej osoby. Twoje radosne serce będzie magnesem dla drugiego serca gotowego na miłość. Dlatego zadbaj o to, aby codziennie robić coś, co sprawi ci uciechę. W takim pogodnym stanie pomyśl o nowym partnerze i nowym związku, jaki z nim stworzysz. Jak chciałabyś się w nim czuć? Stwórz pozytywną wizję tej relacji (np. wyobrażając sobie siebie z kochającą osobą w czułym objęciu) i przywołuj ją zawsze, gdy będziesz w radosnym stanie ducha.

Finanse

Pieniądze to środek wymiany, ale nie tylko. Pomyśl o nich jak o przejawach obfitości wszechświata. Jeśli zaprzyjaźnisz się z pieniędzmi, będziesz je szanować i być wdzięczna za każdą posiadaną ilość, zaczniesz przyciągać ich więcej. Oto kilka sposobów na to, jak otworzyć się na obfitość:
  • Zastanów się, co na temat pieniędzy mówili twoi rodzice, kiedy byłaś dzieckiem. Pamiętasz jakieś historie związane z pieniędzmi, powtarzane podczas rodzinnych spotkań? Jaka była materialna sytuacja twoich rodziców?
  • Zapisz na kartce wszystkie negatywne przekonania na temat pieniędzy, które wyniosłaś z rodzinnego domu, np. „pieniądze szczęścia nie dają”, „pieniądze są brudne”. Następnie napisz ich pozytywne odpowiedniki, nazywane również afirmacjami. Przeczytaj na głos wszystkie nowe przekonania i sprawdź, co czujesz, kiedy je czytasz. Zapisz swoje spostrzeżenia. Codziennie czytaj afirmacje i sprawdzaj swoje mentalne, cielesne i emocjonalne reakcje. Pozwól sobie uwierzyć, że zasługujesz na obfitość finansową, tak jak zasługujesz na radość i miłość.
  • Zauważ, co myślisz i mówisz oraz jak się czujesz, kiedy wydajesz pieniądze, kiedy płacisz rachunki oraz kiedy pieniędzy ci brakuje. Bądź świadoma, co wysyłasz w eter, kiedy obcujesz z pieniędzmi. Czy wzmacniasz pozytywne przekonania czy negatywne, które będą raczej odpychać pieniądze od ciebie?
  • Staraj się myśleć o pieniądzach pozytywnie. Wzbudź w sobie uczucie wdzięczności, kiedy otrzymujesz wypłatę, ale również, kiedy pieniądze wydajesz. Pomyśl: „Wydaję, ponieważ mam ich dużo, mogę się dzielić moją obfitością, ponieważ mam jej wystarczająco dużo”. Innymi słowy, zamiast denerwować się, płacąc rachunki, pomyśl, że to tylko przejaw twojej obfitości finansowej. Brzmi jak zaklinanie rzeczywistości? Albo jak ciekawy eksperyment, który może sprawić, że pieniądze zaczną się pojawiać w twoim życiu częściej.

Usiądź wygodnie i zamknij oczy. Wyobraź sobie, że stoisz nad brzegiem oceanu. Jest piękny, letni dzień. Oddychasz świeżym powietrzem i doświadczasz piękna otoczenia. Teraz zobacz, jak z nieba spadają banknoty o wysokich nominałach. Wszystkie lecą w twoim kierunku, zupełnie jakbyś była przyciągającym je magnesem. A teraz obserwuj swoje reakcje na to niewiarygodne zjawisko. Umysł logiczny będzie je pewnie wyśmiewał, ale pozwól sobie uruchomić prawą, czyli kreatywną półkulę. Jak się czujesz, kiedy obfitość pieniędzy spływa właśnie na ciebie? Czy pozwolisz sobie na ich przyjęcie? Czy cieszysz się, że je widzisz? A może czujesz, że to pomyłka i pieniądze powinien dostać ktoś inny? Oddychaj głębiej i obserwuj wszystkie reakcje. Sprawdź, czy poprzez oddech możesz otworzyć się na przyjęcie obfitości, jaka do ciebie płynie w tej wizualizacji do swojego ciała. Napełniaj ciało obfitością i powtarzaj to ćwiczenie raz w tygodniu, sprawdzając swoje reakcje.

Kreatywność

Nie uczyłaś się nigdy malować? Nic nie szkodzi. Zapraszam cię do malowania intuicyjnego. Oto, czego potrzebujesz: płótno malarskie dowolnej wielkości, zestaw farb akrylowych, kilka pędzelków różnej wielkości, paletę (możesz skorzystać z pudełka po jajkach). Zanim zaczniesz malować, wybierz muzykę, jaka ci odpowiada i będzie towarzyszyła procesowi malowania. Możesz też tworzyć w ciszy. Stań lub usiądź naprzeciwko płótna i zamknij oczy. Skup uwagę na oddechu, bądź świadoma każdego wdechu i wydechu. Teraz skieruj uwagę do swojego serca. Zapytaj go, co chciałoby wyrazić poprzez twoje malowanie? Po chwili weź pędzel i wybierz intuicyjnie pierwszy kolor. Nałóż go powoli na płótno, w dowolnym miejscu. Kolejne kroki wykonuj nadal intuicyjnie z otwartością i ciekawością na to, co stworzysz. Nikt tego nie będzie oceniał, ty również tego nie rób. Twój obraz nie podlega żadnemu osądowi. Jest wyrazem twojego obecnego stanu, a może niesie również jakąś informację? Po zakończeniu pomedytuj przez moment ze swoim dziełem. Zobacz, co obraz chce ci powiedzieć.

Świadomość

Codziennie przez chwilę oddychaj świadomie. Jak to zrobić w łatwy sposób? Gdziekolwiek jesteś, po prostu zaobserwuj swój oddech. Możesz przenieść uwagę do nozdrzy i poczuć powietrze, które do nich wpływa oraz z nich wypływa. Zwróć uwagę na długość wdechu i wydechu; czy robisz nieświadomie pauzę między obiema fazami oddechu, czy oddech jest płytki, czy głęboki, szybki czy powolny?

Jeśli zależy ci na uspokojeniu biegu myśli i zrelaksowaniu się, zacznij oddychać wolniej i głębiej. Wdech nosem, wydech ustami. Poczuj, jak z każdym wydechem twoje ciało się rozluźnia. Mięśnie nie muszą być w stanie gotowości, mogą się odprężyć, rytm serca może być wolniejszy, a ciśnienie krwi może spaść. To wszystko dzieje się, jeśli wchodzisz dzięki świadomemu oddechowi w stan relaksu.

Wdzięczność

Kup piękny zeszyt i codziennie wpisuj do niego, za co jesteś wdzięczna. Skupiaj się zarówno na rzeczach z dnia codziennego, jak i tych uniwersalnych. Kiedy piszesz, staraj się poczuć tę wdzięczność w sercu. Ono odpowie ci harmonijnym, czyli koherentnym rytmem, który usprawni twoje procesy myślowe, kreatywność oraz wzmocni układ odpornościowy. Wdzięczność przyciąga do nas więcej tego, za co jesteśmy wdzięczne. Wdzięczność pomaga nam poczuć spokój, ponieważ szybko obniża poziom hormonów stresu we krwi.

Rano, kiedy się obudzisz, spróbuj powiedzieć do siebie:

  • jestem wdzięczna za to, że żyję,
  • jestem wdzięczna za ten dzień, który się właśnie zaczyna,
  • jestem wdzięczna za moich bliskich,
  • jestem wdzięczna za miejsce, w jakim żyję,
  • jestem wdzięczna za to, że mam co jeść,
  • jestem wdzięczna za dobre rzeczy, których dzisiaj doświadczę.
Dagmara Gmitrzak: trenerka rozwoju osobistego, socjolog, terapeutka technik holistycznych, autorka książek.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Nie bój się przeszłości. Jak praktyka uważności pomaga uzdrowić nasze wewnętrzne dziecko?

Nauka i prak­tyka uważności nie zabraniają głębokiego wglą­du w przeszłość. Jeżeli jednak pozwalamy sobie zatonąć w żalach i smutkach dotyczących prze­szłości, to nie praktykujemy uważności należycie. (Fot. iStock)
Nauka i prak­tyka uważności nie zabraniają głębokiego wglą­du w przeszłość. Jeżeli jednak pozwalamy sobie zatonąć w żalach i smutkach dotyczących prze­szłości, to nie praktykujemy uważności należycie. (Fot. iStock)
Niejednokrotnie łapiemy się na myśleniu o rze­czach, które budzą w nas uczucia lęku i smut­ku. Każdy z nas w przeszłości doświadczył cierpienia, które często wspomina. Wracamy do przeszłości, analizujemy ją i oglądamy jak na fil­mie. Jeżeli jednak wracamy do tych wspomnień bez uważności i nieświadomie, każdy taki powrót oznacza ponowne cierpienie.

Fragment pochodzi z książki „Lęk. Co warto wiedzieć, by przetrwać burzę” Nhat Hanh Thich, Wydawnictwo Czarna Owca.

Pierwotny lęk

Przypuśćmy, że byłeś źle traktowany jako dziecko. Cierpiałeś dotkliwie. Byłeś delikatny i sła­by. Być może bałeś się przez cały czas. Nie umiałeś się bronić. Może w pamięci nadal jesteś raz po raz raniony, mimo że teraz jesteś już dorosły. Nie je­steś już dzieckiem, które było delikatne i słabe, nie mogło się obronić. A jednak wciąż doświadczasz cierpienia tego dziecka, ponieważ wracasz do tych wspomnień, mimo że są bolesne.

W twojej świadomości utrwalił się film, obraz. Ilekroć we wspomnieniu wracasz do przeszłości, oglądasz ten film i cierpisz ponownie. Uważność przypomina nam, że możliwe jest bycie tu i teraz, że chwila obecna jest nam zawsze dostępna; nie musimy żyć dawnymi zdarzeniami.

Przypuśćmy, że dwadzieścia lat temu ktoś dał ci w twarz. Ten incydent zachował się jako obraz w twojej podświadomości, która zawiera już wiele innych filmów i obrazów o przeszłości. Ich projekcja odbywa się w pamięci non stop. Ty zaś masz skłon­ność do powracania i oglądania ich wciąż od nowa, w związku z czym nieustannie cierpisz. Za każdym razem, gdy oglądasz ten konkretny obraz, znów do­stajesz w twarz, i tak w nieskończoność.

A przecież to jest tylko przeszłość. Ciebie nie ma już w przeszłości, jesteś w chwili obecnej. To się zdarzyło, owszem – ale w przeszłości. A prze­szłość już minęła. Pozostały z niej tylko obrazy i wspomnienia. Uporczywe wracanie do przeszłości i oglądanie tych obrazów jest złą uważnością. Jeżeli jednak zakorzenimy się w chwili obecnej, możemy spojrzeć na przeszłość inaczej i przekształcić na­leżące do niej cierpienie.

Przypuśćmy, że gdy byłeś mały, ktoś dorosły zabrał ci zabawkę. Nauczyłeś się płakać, manipulo­wać sytuacją lub też uśmiechać się, aby przypodo­bać się opiekunce i skłonić ją do oddania zabawki. Już jako małe dziecko nauczyłeś się dyplomatycz­nego uśmiechu. To jeden ze sposobów na radzenie sobie z problemem przetrwania. Człowiek uczy się, nie wiedząc nawet, że się uczy. Poczucie, że jesteś delikatny, słaby, niezdolny do samoobrony, że za­wsze kogoś potrzebujesz, jest w tobie stale obecne. Ten pierwotny lęk – i jego drugi biegun, pierwot­ne pragnienie – towarzyszy nam przez całe życie. Niemowlę z jego lękami i pragnieniami jest w nas wciąż żywe.

Osoba pogrążona w depresji cierpi, mimo że jej sytuacja z zewnątrz wygląda dobrze. Przyczyną tego jest skłonność do rozpamiętywania przeszło­ści. Czujemy się w niej bardziej swojsko, nawet jeśli zawiera wiele cierpienia. To poczucie swojskości zakorzeniło się głęboko w naszej podświadomo­ści, która ustawicznie wyświetla filmy z przeszłych zdarzeń. Oglądamy te filmy i cierpimy. Natomiast przyszłość, o którą wciąż się martwimy, jest ni­czym innym jak projekcją tychże minionych lęków i pragnień.

Nie lękaj się przeszłości

Bardzo łatwo jest uwikłać się w przeszłość, dlatego warto poznać sposób na utrzymanie się w teraźniej­szości. W Plum Village posługujemy się w tym celu dzwonem. Kiedy słyszymy dzwon, praktykujemy uważny wdech i wydech i powtarzamy: „Słucham dzwonu: ten cudowny dźwięk przenosi mnie do mojego prawdziwego domu”. Moim prawdziwym domem jest tu i teraz. Przeszłość nie jest moim prawdziwym domem.

Naszemu wewnętrznemu dziecku mówimy, że przeszłość nie jest naszym domem; nasz dom jest tutaj, gdzie możemy naprawdę przeżywać nasze życie. Wszelki niezbędny nam pokarm i uzdrowienie otrzymujemy tutaj, w chwili obecnej. Znaczna część naszych lęków, napięć i udręk jest w nas obecna, ponieważ nasze wewnętrzne dziecko nie zosta­ło wyzwolone. To dziecko boi się wejść w chwilę obecną, ale nasza uważność i nasz oddech mogą mu uświadomić, że jest bezpieczne i może wyjść na wolność.

Przypuśćmy, że wybieramy się do kina. Z miej­sca na widowni patrzymy na ekran. Oglądamy opo­wieść: osoby na ekranie wchodzą w interakcje, a to­bie, na widowni, zbiera się na płacz. Doświadczasz zdarzeń na ekranie jako rzeczywistych i dlatego ronisz prawdziwe łzy i odczuwasz prawdziwe emo­cje. Twoje cierpienie jest realne, te łzy są realne. Ale kiedy podejdziesz i dotkniesz ekranu, nie zobaczysz prawdziwych ludzi. To tylko migające świa­tło. Nie możesz porozmawiać z ludźmi na ekranie, nie możesz zaprosić ich na herbatę. Nie możesz ich zatrzymać i zadać im pytania, a jednak ich losy przyprawiają cię o rzeczywiste cierpienie, ciele­sne i mentalne. Nasze wspomnienia mogą wywołać w nas rzeczywiste cierpienie emocjonalne i fizycz­ne, mimo że nie wydarzają się w chwili obecnej.

Gdy uświadomimy sobie, że mamy nawyk od­grywania dawnych wydarzeń i reagowania na nowe zdarzenia tak jak na tamte dawne, dowiadujemy się, skąd pochodzi energia nawyku. Możemy łagodnie napomnieć samych siebie, że istnieje inne wyjście. Chwilę obecną możemy zobaczyć jako to, czym faktycznie jest – świeży moment – odkładając prze­szłość do czasu, kiedy będziemy umieli spojrzeć na nią ze współczuciem.

Możemy znaleźć czas i przestrzeń, nie w fer­worze zajęć, lecz w spokojnej chwili, aby powie­dzieć cierpiącemu, zranionemu dziecku, że nie musi już cierpieć. Możemy wziąć je za rękę i zaprosić do chwili obecnej, aby stało się świadkiem wszystkich dostępnych nam tu i teraz cudów życia: „Chodź ze mną, kochanie. Dorośliśmy. Nie musimy się już bać. Nie jesteśmy już słabi. Nie tak łatwo nas zranić. Nie musimy się już bać”.

Należy uczyć wewnętrzne dziecko, zapraszać je do wspólnego życia w chwili obecnej. Możemy oczywiście dokonywać uważnej refleksji nad prze­szłością i uczyć się z niej, ale czyńmy to, pamię­tając, że jesteśmy zakorzenieni w chwili obecnej. Jeżeli tkwimy mocno w teraźniejszości, możemy umiejętnie patrzeć na przeszłość i uczyć się z niej bez obawy, że nas wciągnie i przytłoczy.

Kontemplacja przyszłości bez lęku

Podobnie możemy przygotowywać się do przy­szłości, nie dając się porwać swoim planom. Czę­sto wcale nie planujemy, albo przeciwnie, wdajemy się w obsesyjne planowanie, gdyż obawiamy się przyszłości i związanej z nią niepewności. Powin­niśmy natomiast działać w chwili obecnej. Gdy je­steś prawdziwie zakotwiczony w teraźniejszości, możesz znacznie lepiej planować swoją przyszłość. Uważne życie w teraźniejszości nie wyklucza snu­cia planów. Oznacza to tylko tyle, że nie ma sensu ulegać niepokojom i lękom dotyczącym przyszłości. Człowiek zakorzeniony w chwili obecnej przenosi przyszłość do teraźniejszości, aby przyjrzeć się jej, nie pogrążając się w niepokoju i niepewności. Je­śli jesteś prawdziwie obecny i zajmujesz się chwilą obecną najlepiej, jak potrafisz, to już czynisz sta­rania na przyszłość.

To samo dotyczy przeszłości. Nauka i prak­tyka uważności nie zabraniają głębokiego wglą­du w przeszłość. Jeżeli jednak pozwalamy sobie zatonąć w żalach i smutkach dotyczących prze­szłości, to nie praktykujemy uważności należycie. Solidne zakorzenienie w chwili obecnej pozwala nam przenosić przeszłość do tu i teraz i przyjrzeć jej się dogłębnie. Można z powodzeniem badać przeszłość i przyszłość, będąc zakotwiczonym w chwili obecnej. Można nawet uczyć się z prze­szłości i planować przyszłość na solidnym gruncie teraźniejszości.

Jeśli masz przyjaciela, który cierpi, powinie­neś mu pomóc. „Mój drogi przyjacielu, stoisz na pewnym gruncie. W tej chwili wszystko jest OK. Dlaczego nadal cierpisz? Nie wracaj do przeszło­ści. Przeszłość jest tylko duchem, nie jest realna”. Ilekroć uświadomimy sobie, że przeszłość to tyl­ko filmy i obrazy, a nie rzeczywistość, poczujemy się wolni. Na tym polega praktyka uważności.

Polecamy: Nhat Hanh Thich, 'Lęk. Co warto wiedzieć, by przetrwać burzę', Wydawnictwo Czarna Owca. (Fot. materiały prasowe)Polecamy: Nhat Hanh Thich, "Lęk. Co warto wiedzieć, by przetrwać burzę", Wydawnictwo Czarna Owca. (Fot. materiały prasowe)

  1. Psychologia

Dobre relacje z pieniędzmi – czy duchowość wyklucza bogactwo?

Zaskakująco dużo ludzi uważa, że pieniądz sam w sobie jest czymś złym, brudnym, że to szatański wymysł. A to po prostu użyteczne narzędzie, forma energii. (fot. iStock)
Zaskakująco dużo ludzi uważa, że pieniądz sam w sobie jest czymś złym, brudnym, że to szatański wymysł. A to po prostu użyteczne narzędzie, forma energii. (fot. iStock)
Najbardziej podstawowy zasób. Według sondaży - główny czynnik motywujący do pracy, podstawa poczucia bezpieczeństwa, symbol sukcesu i prestiżu. Pieniądze. Dlaczego mamy ich ciągle mało, jak odzyskać do nich dostęp? I czy na pewno o to chodzi – wyjaśnia coach Maciej Bennewicz.

Organizowałam warsztaty rozwojowo-duchowe. Choć cena nie była wysoka, wiele osób prosiło o zniżki, raty albo próbowały nie płacić w ogóle, skarżąc się na brak pieniędzy. Poczułam, że coś tu jest nie tak. Przecież pieniądze to podstawowy zasób dający poczucie bezpieczeństwa, sprawczości, umożliwiający spełnianie marzeń. Dlaczego ludzie, którzy stawiają na rozwój osobisty, mają z tym taki kłopot? Jak odzyskać dostęp do pieniędzy?
Rzeczywiście, mamy w Polsce jakby dwa światy. Jeden bezpośrednio zajmuje się biznesem – jego celem jest zarabianie pieniędzy, drugi to sfera rozwoju osobistego, duchowości oraz szeroko rozumianej pomocy. W tradycji polskiej istnieje silnie zakorzenione przekonanie, że nauka, inteligencja, pomoc innym nie idzie w parze ze statusem finansowym. Źle nam się ten mit siłaczki przysłużył. Nadal trudno jest Polakom i być, i mieć. M.in. dlatego nauczyciele, lekarze, naukowcy nie plasują się wysoko w rankingu najbogatszych.

Kojarzy mi się to też ze ślubami ubóstwa składanymi przez duchownych.
Katolicyzm w ogóle wychwala ubóstwo. Gdy na przykład w krajach protestanckich bogacenie się jest dowodem na boże błogosławieństwo. Efekt widać doskonale. Na skutek tego żyjemy w Polsce w konflikcie postaw, w napięciu wywołanym przez hipokryzję, bo jak wiadomo, u kogo ksiądz w rodzie, tego bieda nie ubodzie. Duchowość to może być świetny biznes. Daje się ludziom jedynie obietnicę, gdy inne usługi trzeba jednak zmaterializować: napisać tekst, wyprodukować batonik.

Pan mi się wydaje osobą, która łączy te dwa światy: pracę na rzecz ludzi z dobrobytem materialnym.
To mój temat życiowy. Przez wiele lat starałem się poznać tajemnice bogactwa. Uważam, że decydująca jest tu sfera przekonań. Tych dotyczących samych pieniędzy, ich zarabiania czy posiadania oraz nas samych w relacji do nich. Wiele osób myśli na przykład, że do zarabiania pieniędzy trzeba mieć specjalne, wrodzone predyspozycje. Też tak kiedyś uważałem.

A nie trzeba?
To, oczywiście, pomaga, co nie znaczy, że bez tego nie może się nam udać. Jesteśmy bez szans jedynie, gdy myślimy, że się do niczego nie nadajemy.

W mojej rodzinie padało często zdanie: jesteśmy biedni, ale uczciwi.
To przekonanie sięgające bardzo głęboko, aż do poziomu tożsamości. Kim jesteśmy? Jesteśmy biedni, ale uczciwi. I jak tu być bogatym człowiekiem w tak zdefiniowanym świecie? Ten, kto ma pieniądze, jest złodziejem, pierwszy milion trzeba ukraść – w Polsce to nadal rozpowszechniona opinia. Przy tak krytycznym ustawieniu wobec pieniądza sami siebie skazujemy na biedę albo na nieustanne bycie w konflikcie. Jest też cała sfera przekonań na temat pieniędzy jako takich. Zaskakująco dużo ludzi uważa, że pieniądz sam w sobie jest czymś złym, brudnym, że to szatański wymysł. A to po prostu użyteczne narzędzie, forma energii.

Podczas warsztatu Alterkariery zrobiliśmy happening „prania pieniędzy”, czyli oczyszczania ich z naszych projekcji i oceniających przekonań. Byłam zaskoczona, jak dużo tego było.
I jak tu wtedy je mieć? Dlatego coraz więcej ludzi próbuje dziś żyć bez pieniędzy w ogóle, to nowy trend. Mieszkają w pustostanach, jedzą to, co wyrzucą supermarkety, wymieniają się usługami. Ale to nie jest rozwiązanie na masową skalę. Ken Wilber, którego uważam za największego myśliciela współczesności, powiedział, że nie ma powrotu do dawnych czasów. W każdym razie mitu dobrego, ekologicznego Indianina nie da się odtworzyć. Ludzi jest za dużo i pieniądze są faktem. Musimy znaleźć nową formułę szczęśliwego życia w XXI i XXII wieku. Wilber mówi: szanuj różnorodność i unikalność, bo to są nowe wartości, na których można budować. Jeszcze nie wiemy, co się z tego wyłoni, ale nie wierzę, byśmy tak łatwo zrezygnowali z pieniędzy. Zbyt często na szkoleniach słyszę, że ludzi najbardziej motywują pieniądze. Tyle że ja się wtedy pytam: pieniądze, czyli co?

Albo będziemy wydawać je bez sensu, bo nie chcieliśmy kolejnej fajnej rzeczy, tylko raczej uznania. A tego się nie da kupić.
Bez świadomości potrzeb często używamy pieniędzy jak zasłony dymnej. Pamiętam przypadek pewnego klienta coachingu. Przychodzi i mówi: „Kupuję audi Q7. To 350 tysięcy jak nic”. No, ale chłopak funkcjonował całe życie w ten sposób: we wsi największy dom, w domu największy kominek, najszybszy motocykl. Mówię: „Przecież ty masz samochód. Służbowy w dodatku i fajny. Na co ci audi?”. „Nikt takiego samochodu nie będzie miał”. „A na kim to zwłaszcza zrobi wrażenie?” – pytam. „Na moim szwagrze. Bo on zawsze mędrkuje, ale zna się na samochodach, na pewno się zainteresuje”. Okazało się, że mieszkają ze szwagrem przez płot, ale od trzech lat ze sobą nie rozmawiają, bo się pokłócili. Jego strategia wyglądała tak: on podjeżdża tym audi, szwagier się interesuje, zaczynają rozmawiać, godzą się.

Piętrowa konstrukcja...
Finał coachingu był taki, że mój klient kupił butelkę wódki i poszedł pogadać do szwagra. Szwagier się ucieszył, spędzili razem rodzinne święta. Nie trzeba było tych 350 tysięcy i narażania rodziny na olbrzymi kredyt.

Wydaje mi się, że ludzie przede wszystkim potrzebują pieniędzy na tzw. życie. Wszystko kosztuje, życie jest coraz droższe, nie stać nas na fajne wakacje...
Tego typu negatywne myślenie wynika właśnie z ograniczających przekonań. Towarzyszy mu frustracja, cały układ nerwowy człowieka koncentruje się na braku, a więc w ten sposób pieniędzy do swojego życia nie przyciągniemy. Przyciągniemy brak i stres. To działa bardzo prosto. Powiedzmy, że jedzie pani na spotkanie do centrum samochodem i myśli: „Tam nigdy nie ma gdzie zaparkować, spóźnię się”. W tym momencie uruchamia pani strategię porażki – pojawia się lęk, poczucie napięcia. Pogarsza się pani stan psychofizyczny, wyłącza się myślenie analityczne, jest pani pod wpływem negatywnych emocji, a więc ma pani pogorszoną sprawność. Przyjeżdża pani i rzeczywistość potwierdza pani tezę: nie ma gdzie zaparkować. Gdy mamy lękowe, negatywne przekonania na temat pieniędzy czy siebie w ich kontekście, sami sobie podstawiamy nogę. Nie szukamy nowych źródeł finansowania, sposobów zwiększania zarobków, nie myślimy w kategoriach marzeń i potrzeb, tylko z tymi klapkami na oczach widzimy kawałek świata – zdefiniowany przez nasze ciasne i sztywne poglądy. Mózg racjonalny nie zna się na żartach. Każdy komunikat traktuje tak samo, niezależnie, czy pochodzi z zewnątrz, czy z wewnątrz. Często wystarczą trzy słowa: „to za trudne”, żeby całkowicie zablokować jakiekolwiek działanie, bo mózg to kupuje, dostaje komunikat, więc zachowuje się zgodnie z nim.

To znaczy, że każdy może zarabiać więcej?
Tak.

Słyszy pan te głosy oburzenia?
Trzeba jednak z tym na serio pracować. Przekonania można zmienić. Są trzy ważne parametry, które w tym pomagają: użyteczność, ekologiczność i odpowiedzialność. Przede wszystkim sprawdź, czy twój system przekonań jest dla ciebie użyteczny. O tym właśnie mówiliśmy. To jest rewolucyjna zmiana. Kiedy człowiek naprawdę uświadamia sobie, że od tego, w jaki sposób myśli, zależy to, jak się czuje, a to, jak się czuje, wpływa na to, jak się zachowuje, jego życie ulega zmianie. Wiąże się z tym odpowiedzialność. Ktoś, kto mówi: „Nie potrafię zarobić, ci złodzieje zarabiają na mnie, jestem za stary” itp., uważa, że jest ofiarą sytuacji i odpowiedzialnością obarcza innych. Więc może biernie tkwić w swojej biedzie. Coach pyta wtedy: „Co ty sam w tych warunkach możesz zrobić dla siebie, byś mógł się czuć tak, jak chcesz się czuć”. W tych samych warunkach, w tym samym mieście są piekarze, którzy odnoszą sukces i którzy plajtują. Co takiego robi ten piekarz, który zarabia? Dopóki człowiek sam sobie nie powie: mam na to wpływ, mogę mieć większy, mogę i chcę zarabiać więcej pieniędzy – nic się nie zmieni. Kolejny parametr to ekologiczność. Czy to, jak żyjesz, jest dla ciebie dobre i słuszne. Oraz czy to, jak chciałbyś żyć i zarabiać, będzie dla ciebie dobre i słuszne. Czy byłbyś szczęśliwszym mężem, ojcem, gdybyś miał więcej pieniędzy? Z jaką zmianą trybu życia to się wiąże i czy ta zmiana będzie dla ciebie ekologiczna? Trzeba to realnie ocenić.

Pracując z tematem pieniędzy, warto też określić swój wewnętrzny barometr finansowy. Zróbmy krótkie ćwiczenie. Ile pieniędzy dziennie może pani przepuścić bez kontroli?

100 zł.
Ile tygodniowo może pani przeznaczyć na własne potrzeby?

500 zł.
Miesięczny pułap zarobków, który byłby dla pani OK?

6000 zł.
Ostatnie pytanie. Proszę pomyśleć o swoim kręgu przyjaciół, znajomych. Jakie mają majątki?

To jest średnia klasa, dwa samochody, dom około 200 metrów…
Powiedzmy dwa miliony? Te liczby to właśnie pani barometr finansowy.

To rzeczywiście poziom, z którym czuję się normalnie. Kiedyś weszłam do konstancińskiej rezydencji i stwierdziłam, że nie wiedziałabym, co mam robić z takim wielkim domem...
Barometr finansowy działa jak klimatyzacja. Nastawiona na szóstkę będzie chodziła najwyżej na szóstkę. Jeśli nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić siebie zarabiających 50 tys. miesięcznie, to nie zarobimy tyle. A są ludzie, którzy zarabiają takie sumy dziennie.

Czyli albo mi to odpowiada, albo muszę to zmienić?
Tak. Ale robiąc to, musi być pani w kontakcie z parametrami, o których mówiliśmy wcześniej: za co chcę wziąć odpowiedzialność. I kiedy już to pani zrobi, proszę zapomnieć o tych sumach. Może to zabrzmi paradoksalnie, ale ważnym elementem w myśleniu o pieniądzach jako o zasobie jest oderwanie się od nich samych. Kiedy myślimy w kategoriach milion czy dwa, może nas to zablokować. Jak już mówiliśmy, trzeba myśleć w kategoriach potrzeb. Energia podąża za uwagą. Pieniądz jest tylko jedną z form energii. Równie ważna w kreowaniu dobrobytu jest kreatywność, elastyczność, wsparcie innych. Jeśli mam apetyt na prawdziwą domową drożdżówkę, to wracając do domu, kupuję składniki. Jeśli nie znam przepisu, szukam go. Jeśli nie umiem piec, proszę koleżankę, sąsiadkę. Jeśli motywacja jest dostatecznie silna, potrafię zgromadzić środki, know-how, ludzi, którzy mi pomogą, zainwestuję energię i czas. I osiągnę cel. Moja uwaga uruchomi mechanizm, dzięki któremu drożdżówka się zmaterializuje. Tak jest z każdą rzeczą, która ma swój wymiar materialny. Kiedy myślimy: „nie mam pieniędzy na tę drożdżówkę”, wówczas pieniądze służą nam jako antyzasób. Coś, co zamiast wspomagać, blokuje nas w drodze do celu.

Zauważyłam, że blokuje mnie myślenie w kategoriach posiadania. Moja przyjaciółka w Londynie nie może zrozumieć, dlaczego gnieżdżę się w małym mieszkaniu, skoro chciałabym mieszkać w domu? Przecież mogę dom wynająć. A ja myślałam dotąd: „trzeba kupić, nie stać mnie na kredyt”.
Pochodzę z biednej rodziny. Już będąc współwłaścicielem dobrze prosperującej firmy szkoleniowej, ciągle miałem ograniczające przekonanie, że fajnie by było mieć dobry samochód, ale muszę na niego uzbierać pieniądze. Aż uświadomiłem sobie, że przecież jestem leasingobiorcą 10 samochodów. I choć żaden z nich nie jest mój, mógłbym codziennie jeździć innym. Zapytałem siebie: „czym jest to poczucie własności?”. Figurą w mojej głowie. O co mi więc chodzi? Czy o to, że mogę jechać fajnym samochodem? O prestiż? Czy o przekonanie, że ten samochód stoi w garażu i on jest „mój”? Od tego czasu jeżdżę fajnymi autami, które nie są nigdy „moje”. I nie ma to dla mnie znaczenia. Więc czego chcemy: być czy mieć? I w jaki sposób, po co? Świadomość to wolność. 20 cadillaców w garażu to tylko kłopot, przecież się starzeją.

Maciej Bennewicz: coach, pisarz, menedżer, trener biznesowy, socjolog, autor licznych artykułów prasowych i książek, podróżnik. Dyrektor programowy Norman Benett Academy, organizacji kształcącej zawodowych trenerów i coachów.

Wywiad z archiwalnego numeru Zwierciadła

  1. Psychologia

Nie dobijaj się – bądź dla siebie wyrozumiała

Zamiast nakręcać się negatywnymi myślami na swój temat, lepiej okazać sobie współczucie. (fot. iStock)
Zamiast nakręcać się negatywnymi myślami na swój temat, lepiej okazać sobie współczucie. (fot. iStock)
Pojawiające się w głowie osądy, zarzuty i krytyczne uwagi na własny temat często ściągają nas w dół. Zamiast sobie „dokopywać”, warto potraktować takie myśli jako cenne drogowskazy.

Anna zakochała się w Piotrze na wycieczce. Opowiadał, że ma za sobą trudny związek, musi zacząć wszystko od nowa, tylko nie bardzo ma na to siłę, dlatego wyjechał, żeby przez dwa tygodnie oderwać się od problemów w pięknych okolicznościach przyrody. Kiedy spędzali razem czas, potrafił być naprawdę uroczy. Uległa więc temu czarowi i kiedy wrócili do Warszawy, kontynuowali znajomość. Aż do momentu, gdy okazało się, że związek Piotra – co prawda trudny – wcale nie jest były, tylko wciąż aktualny, a Annie przypadła w tej trójkątnej relacji rola kochanki. Kiedy to wszystko wyszło na jaw, cierpiała i paradoksalnie obwiniała nie Piotra, tylko siebie. „Jak mogłam być taka głupia?!” – zadręczała się od rana do nocy.

Karina długo zabiegała o klienta. Kiedy okazało się, że jej prezentacja nie odniosła pożądanego skutku i zlecenie dostała konkurencyjna firma, wpadła w spiralę obwiniania siebie, która doprowadziła ją do stanu apatii. Zaczęła rozważać zamknięcie firmy, bo skoro jest takim nieudacznikiem, to może lepiej będzie przestać się łudzić, że coś się jej kiedyś uda.

Teresa po raz kolejny potknęła się o stertę brudnych ubrań na korytarzu pod pokojem syna i rozpoczęła wewnętrzny monolog: „Znowu nie odniósł rzeczy do kosza na pranie, jak mu powiedzieć, żeby wreszcie do niego dotarło? Stawia na swoim i robi, co chce. Kiedy próbuję na chwilę zapomnieć, że jestem samotną matką, to moje dzieci szybko mi o tym przypominają”.

Sztuka kopania leżącego

Powszechnie wiadomo, że nie kopie się leżącego. Nie zawsze i nie wszystkim udaje się zastosować do tej zasady, szczególnie gdy chodzi o przemoc psychiczną, nie fizyczną. A na dodatek to, co jest niemożliwe w przypadku przemocy fizycznej, w przypadku psychicznej okazuje się nie tylko wykonalne, ale też niezwykle często praktykowane. Chodzi o dokopywanie samemu sobie właśnie wtedy, gdy się jest tym „leżącym”.

Wszystkie sytuacje, kiedy czegoś nie jesteśmy w stanie sobie wybaczyć, kiedy użalamy się nad sobą bez nadziei na przyszłość, to rodzaj równi pochyłej, po której osuwamy się w depresję i paraliżującą bierność. Bez względu na rodzaj sytuacji i „temat” problemu, schemat działania jest zawsze taki sam:

1. Monolog (co robię źle, co ze mną jest nie tak?): „kolejny raz zakochuję się w beznadziejnym facecie”, „tyle mojej pracy na nic”, „znowu nikt mnie nie słucha” – tworzymy w wyobraźni obraz niekorzystnej sytuacji.

2. Zarzuty (słyszę je w swojej głowie jako zewnętrzne oceny, po czym wyrażam je w pierwszej osobie – sama do siebie): „jak mogłaś (jak mogłam) być taka naiwna”, „powinnaś (powinnam) się lepiej przygotować”, „nie umiesz (nie umiem) być dobrą matką” – pod wpływem zarzutów pojawiają się takie uczucia, jak wstyd, strach, poczucie winy. Są to uczucia, które poznajemy w czasie procesów wychowawczych, opartych na karach i nagrodach – mają nas skłonić do uległości wobec osób mających nad nami władzę.

3. Osądy (klasyfikuję siebie jako osobę „gorszego gatunku”): „naiwna gęś ze mnie”, „żaden ze mnie fachowiec”, „jestem złą matką” – przechodzimy na etap użalania się nad sobą – skoro nie możemy liczyć na współczucie z zewnątrz, fundujemy je sobie sami w postaci litowania się nad sobą – to ścieżka prowadząca do wycofania i bierności: „nic mi się nie uda”. Brak świadomości na temat tego, czym różni się współczucie od litości, powoduje, że wpadamy w pułapkę użalania się nad sobą.

Między litością a współczuciem

Tym, co nas może wyprowadzić z matni, jest działanie odwrotne od dokopywania samemu sobie. Polega ono na przyjęciu wobec siebie postawy współczującej – autoempatii. Współczująca postawa nie ma nic wspólnego z litowaniem się nad sobą. Litość rodzi się w sytuacji, gdy mamy pomysł, że jakiś człowiek (także ja) nie jest w stanie poradzić sobie ze swoim własnym życiem, nie ufamy, że jest to możliwe. Współczucie zaś to stan, kiedy widzimy problemy, zdajemy sobie sprawę z powagi sytuacji, i jednocześnie ufamy, że istnieje możliwość wyjścia na prostą. Litowanie się nad sobą jest pozostawaniem w świecie wewnętrznych osądów i utwierdzaniem się w ich słuszności przywołaną na początku metodą kopania leżącego. Taki styl porozumiewania się ze sobą rodzi niebezpieczeństwo uruchomienia mechanizmu samospełniającej się przepowiedni – coraz gorsze samopoczucie i coraz mniej wiary w siebie w naturalny sposób prowadzą do ograniczenia swoich zewnętrznych możliwości, co w skrajnych przypadkach może doprowadzić do depresji.

Złamać szyfr

Każdy osąd, zarzut czy krytyczna uwaga może stać się dla nas informacją o tym, czego potrzebujemy i jaką aktywność w związku z tym dobrze byłoby podjąć. Trzeba tylko nauczyć się być „myśliwym myśli” – uchwycić je w momencie pojawiania się i odczytać, jaką informację kryją pod swoją toksyczną formą. Kiedy na przykład myślę o sobie, że jestem nudna, to może okazać się, że moje serce wysyła informację o tym, że potrzebuję relacji opartych na wzajemnym zainteresowaniu i uważności. Kiedy mówię o sobie „leniwa”, być może potrzebuję inspiracji do działania. Jak jednak odszyfrowywać te informacje zakodowane w nieprzyjemnych słowach?

Przepis jest taki:

1. Spokojnie słucham osądu czy zarzutu, nie odpychając ich od siebie ani się nimi zbytnio nie przejmując, ze świadomością, że właśnie gromadzę materiał do analizy – każda obelga skierowana przeze mnie w swoim własnym kierunku to informacja, czego nie chcę w tym momencie („naiwna” – nie chcę łatwowierności, „nieudacznik” – nie chcę rzeczy robionych byle jak, „robi ze mną, co chce” – nie chcę ulegać wbrew swojej woli).

2. Odszyfrowuję przesłanie o tym, za czym tęskni moje serce w danym momencie, zastępując to, czego nie chcę, tym, czego chciałabym w zamian („nie chcę łatwowierności” – chcę budowania zaufania na solidnych podstawach, „nie chcę rzeczy robionych byle jak” – chcę rzeczy robionych fachowo, „nie chcę ulegać wbrew swojej woli” – chcę decydować o sobie).

3. Kiedy już wiem, czego pragnę, mogę zastanowić się, co da się zrobić w danym momencie na rzecz zrealizowania tego pragnienia, i wykorzystać na to energię zaoszczędzoną w wyniku zaprzestania dokopywania sobie samej.

Język troski

Gdyby udało się dokonać transformacji sposobu porozumiewania się ze sobą z opresyjnego na empatyczny, to wewnętrzne monologi naszych bohaterów brzmiałyby zupełnie inaczej.

Anna usłyszałaby, że osądza siebie i nie ma dla siebie współczucia. Za słowami „głupia” i „naiwna” byłaby w stanie dostrzec potrzebę mądrości i zaufania. Uświadomiłaby sobie, że chciałaby bardziej rozważnie podejmować decyzje o wchodzeniu w bliskie relacje i zamiast ciągle siebie oskarżać, szukałaby pomysłów na to, jak zwiększyć swoją mądrość w sprawach dotyczących relacji oraz jak uczyć się budować zaufanie do ludzi na bardziej solidnych, niż pierwsze wrażenie, podstawach. Może przeczytać coś na ten temat? Może jakiś kurs, warsztaty lub grupa wsparcia?

Karina, słysząc w swojej głowie po raz kolejny słowo „nieudacznik”, zatrzymałaby się i zastanowiła nad tym, czego jej brakuje. Skoro pod terminem „nieudacznik” może kryć się informacja o potrzebie doskonalenia się i rozwoju, to zamiast pogrążać się coraz bardziej, poszukałaby np. szkoleń dla przedsiębiorców, możliwości praktyki w firmie zajmującej się podobną działalnością czy chociażby porad praktyków na forum internetowym.

Teresa na hasło „robi ze mną, co chce” nie popadłaby w rozżalenie (albo jedynie na krótko), tylko uświadomiłaby sobie, że potrzebuje wzajemnego szacunku i liczenia się ze sobą w relacjach rodzinnych i skupiłaby się na tym, jak zmienić niekorzystne zwyczaje i nawyki panujące w ich domu na takie, które pozwolą równomiernie rozłożyć obowiązki pomiędzy wszystkich domowników. Mogłaby również skorzystać z porad i warsztatów albo indywidualnego coachingu.

Troszczenie się o siebie jest przywilejem i obowiązkiem każdej dorosłej osoby, bo oznacza, że staramy się być za siebie odpowiedzialni. Pozostawanie na pozycji „biednego dziecka” i oczekiwanie, że pomoc przyjdzie z zewnątrz, bywa skuteczne, ale okazuje się dużo mniej atrakcyjne, gdy przychodzi nam za taką pomoc płacić rachunki. Traktowanie przeszkód jako wyzwań dostarcza dużo przyjemniejszych emocji: ciekawości, satysfakcji, spełnienia. Nie pozwalaj się popychać twoim problemom, pozwalaj prowadzić się marzeniom.

Newsletter

Psychologia, związki, seks, wychowanie, świadome życie
- co czwartek przegląd najlepszych artykułówZapisz się

  1. Seks

Jak niedoskonałości ciała wpływają na nasz seks?

Daj sobie prawo do bycia sobą w łóżku. Wyzwól się z mitów, jak to niby masz wyglądać i jaki to ten seks ma być. Jeśli jest ci dobrze – wszystko gra. (Fot. iStock)
Daj sobie prawo do bycia sobą w łóżku. Wyzwól się z mitów, jak to niby masz wyglądać i jaki to ten seks ma być. Jeśli jest ci dobrze – wszystko gra. (Fot. iStock)
Zawstydzają? Niepotrzebnie. Bo czy to na pewno niedoskonałości? Dziś w seksie ceniona jest naturalność i swojskość. Doceń więc to, co masz, skup SIĘ na tym, co lubisz i umiesz zrobić – mówi seksuolog Andrzej Gryżewski.

Sprawne, szczupłe ciało. Piersi, wagina czy członek poprawione przez specjalistę. Technika opanowana. To warunki udanego seksu. Tak myślimy i wzdychamy, bo co z nami, tymi „niedoskonałymi”?
No właśnie! Większość klientów przychodzi z poczuciem zagubienia i mówi: „W seksie potrzebna jest akrobatyka, a ja ze swoją wagą, ciałem, zdrowiem nie jestem w stanie temu sprostać! Dałem więc sobie spokój…”. To efekt rozdźwięku między tym, co widzimy w filmach pornograficznych, a tym, co praktykujemy w sypialniach. I moi klienci z frustracją przegrzebują Internet, by znaleźć filmiki, które pokazywałyby seks zbliżony do tego, jaki mają w domu. Szukają autentyczności przeżyć, czyli tzw. pornografii etycznej. Kogoś do nich fizycznie podobnego i poszukującego w seksie tego, co i oni, a więc także relacji z drugim człowiekiem.

Musimy nasz styl kochania się zobaczyć na ekranie, żeby się zacząć nim cieszyć?
Oglądając filmy, zawsze staramy się identyfikować z którymś z bohaterów. I odczuwamy przyjemność, kiedy się nam to uda. A to możliwe, gdy dostrzegamy podobieństwa. Wtedy czujemy, że wszystko z nami w porządku, że możemy być sobą. Dlatego moi klienci szukają w necie filmów, które ludzie sami nakręcili i wrzucili do sieci, bo tam najprędzej znajdą na przykład kobiety podobne do ich partnerek zamiast tych z nadmuchanymi piersiami i ustami. Zauważają ich sztuczność, która nie jest już dla nich pociągająca, choć do niedawna była.

Mamy się więc nie martwić, że nasze piersi nie są tak sterczące, a pupy są zbyt duże? Sztuczność, nawet gdy jest związana z doskonałością ciała, przestała już być atrakcyjna?
Mamy nie martwić się piersiami czy pupą, bo doskonałość i sztuczność, tak samo jak i egzotyka, nie są już poszukiwane. Dziesięć lat pracuję w seksuologii i jeszcze sześć lat temu mężczyźni chcieli napompowanych piersi i ust czy seksu multi-kulti. Ale ten styl rozczarował – przesuwając granice tego, co w seksie kręci, przeżyli frustrację. Bo albo nie dali rady i okazali się nie tak sprawni, jak aktorzy na filmie porno, albo seks z Azjatką okazał się taki sam jak z Polką. Urozmaicenie? Tak, ale ono nie daje tego, czego potrzebujemy na co dzień. Zaczął się więc powrót do tego, skąd przyszliśmy, czyli do naturalności. I teraz moi klienci w necie poszukują kobiet, które mają normalne piersi czy usta.

Nawet cellulit może być?
Seks ma być przede wszystkim „mój” z „moją”. Warto o tym pamiętać, bo wtedy łatwiej nam skupić się na tym, co mamy atrakcyjnego. A może to być nawet uśmiech. Mężczyzna chce się czuć podziwiany i pożądany, a to kobieta może mu okazać niezależnie od tego, czy ma małe piersi, czy duże. Czy jest po operacji waginy, czy nie. Ważne, że on ją podnieca. Jeśli tak, to jej piersi się podnoszą i zaokrąglają, źrenice rozszerzają, a wagina nabrzmiewa. To zaś ważny sygnał dla niego: ona mnie chce, akceptuje, mogę być przy niej sobą. I mają przed sobą udaną noc.

Czyli nie musimy się martwić, że nasze uda mają za sobą lata świetności?
Daj sobie prawo do bycia sobą w łóżku. Wyzwól się z mitów, jak to niby masz wyglądać i jaki to ten seks ma być. Jeśli jest ci dobrze – wszystko gra. Tymczasem przychodzą do mnie mężczyźni uważający się za nieudaczników, bo uwierzyli pornosom, choćby w 60-minutową penetrację. A jej średnia długość to od dwóch do ośmiu minut. Ale oni do tego stopnia boją się wyroku, że przeżywają szok, kiedy im mówię, że tak jest w realnym świecie. Myślą, że jestem niedouczony! Są filmy, na których bohaterowie latają, biegają po ścianach? Oni chcą być takimi bohaterami w seksie. Ale kiedy im to mówię, słyszę: „Zaraz, zaraz, ale dlaczego mam akceptować w sobie takiego frajera, jakim jestem?”. Nie mają miliona sukcesów – jak nikt z nas – ale mogą mieć radość z seksu, jeśli tylko zaakceptują siebie i włączą uważność.

Nawet jeśli zawstydza ich przedwczesny wytrysk, niepełny wzwód itp., nie są frajerami?
Żeby kobieta miała orgazm, mężczyzna ma wiedzieć, co jej daje satysfakcję, a całe jej ciało temu służy. Kobieta może nawet nie lubić penetracji, tylko seks oralny. I wtedy to, że on ma kłopot ze wzwodem, jest bez znaczenia. Mimo to mogą mieć w łóżku siódme niebo.

Dwoje ludzi z „niedoskonałościami” może się dograć i mieć udany seks?
Oczywiście, że może. A skąd ta wątpliwość? Jak coś nie jest standardem, to zaraz niepokoi. Ona inicjuje seks, jest stroną aktywną? I jest im z tym dobrze, jeśli tylko jemu nie przyjdzie do głowy, że to niemęskie. Obawy, czy to dobrze tak się kochać, wynikają z mitów, jaki seks ma być. Praca nad poczuciem niedoskonałości polega na tym, żeby siebie zaakceptować.

Nawet jeśli trzeba by wówczas zaakceptować brak orgazmu?
Warto docenić to, co mamy, bo wówczas jesteśmy otwarci na to, by kochać się częściej. A dzięki temu zaczynamy skupiać się na tym, co czujemy, i nasze przeżywanie się pogłębia. Często to wystarczy, by dojść do orgazmu. Warto uwierzyć, że seks po twojemu to najlepszy seks. Doceniać i zawsze skupiać się na tym, co robisz. Nawet jeśli mężczyzna jest sparaliżowany od pasa w dół, może mu być dobrze z partnerką. Bo gdy dłużej stymulujesz łokieć czy ramię, to tam wykształci się strefa erogenna. I dotykanie tego łokcia będzie niezwykle erotyczne. A więc można mieć udany seks nawet w takiej sytuacji. Oglądałaś „Zanim się pojawiłeś”? To historia mężczyzny, który był sprawny, atrakcyjny. Pewnego dnia wpadł pod samochód i został sparaliżowany. Wtedy poznał super kobietę, która dała mu dużo ciepła, czułości. Ale on mimo to trzymał się tylko tego, co stracił – sprawności – i dlatego wybrał eutanazję.

Zdarza się, że mężczyzna po operacji prostaty, jeśli nie może mieć wzwodu, popełnia samobójstwo.
A przecież nadal ma mózg połączony z ciałem, może kochać, cieszyć się, budować relacje. Tylko jedna część ciała padła. I to ma być koniec? No nie. Ale też przychodzą do mnie mężczyźni zestresowani, bo choć ich kobiety mają orgazmy, to pięciominutowy seks nie spełnia ich oczekiwań. I związek zaczyna się psuć, bo jedno drugie wypycha do seksuologa, żeby poszło się leczyć.

Masz takie pary na terapii?
Czy mam? Prawie wszystkie pary mają problemy wynikające z zawyżenia standardów. Przychodzą do mnie, żeby mieć taki seks, jaki widzieli na filmach. Ale ja im pomagam zrobić co innego: obniżyć standardy do poziomu, na którym toczy się realne życie. Paulo Coelho wydał książkę „11 minut” – według niego kobieta tyle czasu dochodzi do orgazmu. Powiem tak: pochwa kobiety zmienia się trójfazowo. U niepodnieconej kobiety ma tylko pięć centymetrów długości. Pod wpływem podniecenia wydłuża się do kilkunastu centymetrów. Ale trwa to osiem minut. To pierwsza faza. I nie jest to czas na penetrację, bo jeśli wówczas mężczyzna włoży członek, sprawi kobiecie ból. Druga faza następuje, kiedy na skutek pieszczot, pocałunków itp. pochwa się lubrykuje, czyli nawilża. I to znów trwa około ośmiu minut. Na trzecim etapie pochwa się powoli obkurcza, dostosowując się do długości i do kształtu męskiego członka.

Wielkość fallusa też nie ma znaczenia?
Mamy wypaczone mniemanie o tym, czym jest i jaki powinien być seks. I z tego wynikają krzywdzące nas i naszego partnera oceny. Na przykład kobiety myślą, że powinny szczytować szybciej i intensywniej, tak jak na filmie. A choćby z tego trójfazowego podziału wynika, że potrzebują 24 minut na fizjologiczne przygotowanie pochwy. Dopiero w tej ostatniej, trzeciej fazie członek powinien być wkładany.

Wówczas można mieć orgazm i przy dwuminutowej penetracji?
Jest jeszcze jedno. Pochwa składa się z trzech sektorów. Pierwszy, który pod wpływem bólu może się zamknąć, to łechtaczka, wargi sromowe i wejście do pochwy. Drugi to jej środek. Trzeci – tylna ścianka. I jeśli chodzi o natężenie tkanek czuciowych, to w pierwszym sektorze mamy ich najwięcej, około pięciu tys. receptorów. W drugim – 1000, a w trzecim już tylko 500. Tymczasem, żeby wygrać orgazm, trzeba nabić milion punktów. To teraz zadanie: ile razy trzeba dotknąć palcem, członkiem, językiem łechtaczki – jeden dotyk to 5 tys. punktów – żeby kobieta miała orgazm? 200 razy! A ile razy trzeba by stymulować środek jej pochwy? A tylną ściankę? Kilka tysięcy…

Więc doskonałość nie liczy się w seksie.
Właśnie, relacja to wartość, której poszukujemy, bo też jej warunkiem jest szczerość, naturalność. Mam klienta, który uprawia tylko wyczynowy seks, pełen złości, upokorzenia, dlatego że tak rozumie miłość. Wzięło się to stąd, że matka robiła mu egzekucje: biła, rywalizowała z nim, mówiła: „A ty jesteś głupszy, dostałeś dwóję, a ja w pracy nagrodę”. Dlatego, kiedy chciał kobiecie okazać uczucie, robił jej to, co jemu matka. Trafił do mnie z powodu zaburzenia erekcji. Jego kobieta chciała zaangażowania, bliskości, a on nie był w stanie uprawiać czułego seksu. Powoli jednak zaczął rozumieć, że to system rodzinny, w którym się wychował, był nienormalny.

Agresywny seks to często rodzaj kompensacji. Na szczęście jednak ludzie coraz więcej czytają o seksualności i umieją lepiej nazywać swoje uczucia, a więc gdy mężczyznę coś wkurza w partnerce, nie musi jej nakłaniać do seksu analnego. Mówi wprost, co czuje. Otwiera się więc droga szukania w seksie autentyczności, co jest dowodem na to, że mamy większy kontakt ze sobą.

Kochaj i gotuj według własnego przepisu i we własnej kuchni?
To, co robisz, jest dobre i na tym się skup. Każdy doświadcza inaczej. Kochajmy się w zgodzie z naszym ciałem i naszym wewnętrznym ja. Wówczas ono przeżywa w sposób naturalny. A mężczyzna i kobieta mogą przeżyć coś niezwykłego.

Andrzej Gryżewski seksuolog, psychoterapeuta, psycholog, certyfikowany edukator seksualny.

  1. Zdrowie

6 kroków do zdrowia duszy i ciała

Im większą równowagę osiągamy z otaczającymi nas żywiołami – tym łatwiej jest nam słuchać siebie i zaufać sobie, a poprzez to uzdrowić życie - mówi Ewa Foley, trenerka rozwoju osobistego, life coach, autorka licznych książek, założycielka Instytutu Świadomego Życia.  (Fot. z archiwum Ewy Foley)
Im większą równowagę osiągamy z otaczającymi nas żywiołami – tym łatwiej jest nam słuchać siebie i zaufać sobie, a poprzez to uzdrowić życie - mówi Ewa Foley, trenerka rozwoju osobistego, life coach, autorka licznych książek, założycielka Instytutu Świadomego Życia. (Fot. z archiwum Ewy Foley)
Narzekasz na spadek formy? Nękają cię drobne i większe dolegliwości? Skorzystaj z rad Ewy Foley. Może zdziałają więcej niż kolejny specyfik z apteki.

Prawdziwy dobrostan psychofizyczny to dużo więcej niż radzenie sobie z symptomami choroby. To powrót do prawdziwej tożsamości i uświadomienie sobie misji życia. Jak to zrobić? Krok po kroku.

1. Określ swój cel życiowy. Jednym z najlepszych powodów utrzymania dobrego stanu zdrowia jest potrzeba realizowania swojego życiowego celu. Jeżeli nie wiesz, co masz do zrobienia na Ziemi – twoja motywacja, aby być zdrową, może być osłabiona. Gdy określisz swój cel, będzie on działał jak magnes, który przyciąga cię do siebie, nadając sens wszystkiemu, co robisz. Zacznij od listy twoich wyjątkowych talentów. Następnie wypisz 10 cech charakteru, które najbardziej w sobie cenisz. Potem zrób listę 10 rzeczy, które lubisz robić i w których wyrażają się twoje niepowtarzalne uzdolnienia. Opisz kilkoma zdaniami swoją koncepcję świata doskonałego. Wreszcie: napisz zdanie, stosując 2–3 wyrażenia z trzech ostatnich zadań. To jest twój cel życiowy!

2. Pozwól, by przyroda cię uzdrawiała. Im większą równowagę osiągamy z otaczającymi nas żywiołami – tym łatwiej jest nam słuchać siebie i zaufać sobie, a poprzez to uzdrowić życie. Podaruj sobie noc przesiedzianą przy ognisku w milczeniu. Zacznij bardziej świadomie odczuwać swój związek z roślinami, drzewami i zwierzętami. Częściej chodź na bosaka po lesie, pływaj nago w jeziorze, wpatruj się w falujące morze, słuchaj muzyki etnicznej, graj na bębnie... Odkryj rytuały i ceremonie. Powróć do korzeni.

3. Żyj z pasją i entuzjazmem. Śmiej się. Płacz. Czuj. Kiedy się śmiejesz, w twoim mózgu wydzielają się endorfiny, które powodują naturalny „haj”, a układ oddechowy poddawany jest joggingowi. Śmiech uwalnia od bólu i choroby. Pragnienie życia, entuzjazm i pasja wzmacniają twój układ odpornościowy. Bez względu na to, czy jesteś chora, czy zdrowa – żyj tak, jakbyś za chwilę miała umrzeć. Żyj w pełni.

4. Służ innym, dawaj. Badania wykazują, że ludzie pracujący charytatywnie, z potrzeby serca są dużo zdrowsi. Dawaj, a będziesz zdrowsza, szczęśliwsza i bogatsza. Za czasów Starego Testamentu zwyczajem Izraelitów było oddawać na rzecz innych dziesiątą część wszystkich dochodów. Zwyczajem ludzi, którzy osiągnęli sukces, jest oddawanie 10 proc. zarobków tym, którzy mają mniej. Poza tym ten, kto ofiarowuje pieniądze, ma ich jeszcze więcej. Takie działanie jest sygnałem dla wszechświata: „Dziękuję. Mam więcej, niż potrzebuję. Dlatego mogę oddać”.

5. Zatroszcz się o swoje ciało. Dowiedz się, jak funkcjonują poszczególne narządy, organy i gruczoły. Poznaj anatomię i fizjologię ludzkiego ciała. Dowiedz się, jakich ziół, witamin, mikroelementów, soli tkankowych, aminokwasów i nienasyconych kwasów tłuszczowych potrzebuje twój organizm, by dobrze funkcjonować. Przestudiuj różne szkoły odżywiania – makrobiotykę, wegetarianizm, weganizm, odżywianie zgodne z grupą krwi, kuchnię chińską według Pięciu Przemian. Ja od wielu lat łączę te dwie ostatnie metody. Zadbaj o jakość wody, którą pijesz (min. 1,5 litra dziennie). Raz w roku przeprowadź najstarszą terapię znaną ludzkości, czyli post. Zacznij praktykować ćwiczenia, które ci odpowiadają i sprawiają przyjemność. Co najmniej dwa razy w miesiącu idź na masaż.

6. Kochaj! Miłość jest największym uzdrowicielem. Bez niej usychamy jak kwiaty pozbawione wody. Miłość w moim pojęciu jest bezwarunkową akceptacją tego, co jest. Dlatego kochaj siebie i świat. Codziennie. Głęboko i z całej siły.

Ewa Foley trenerka rozwoju osobistego, life coach, autorka licznych książek, założycielka Instytutu Świadomego Życia Ewy Foley, organizuje wyprawy w miejsca mocy na Ziemi.