1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Na czym polega uzależnienie od smartfonów?

Na czym polega uzależnienie od smartfonów?

fot. iStock
fot. iStock
Ufamy mu bardziej niż księdzu podczas spowiedzi, niż rodzicom, dzieciom i małżonkom. W smartfonie można znaleźć wszystkie prawdy, półprawdy i kłamstwa o nas, wszystkie nasze romanse i zdrady – mówi rosyjski pisarz Dmitrij Głuchowski. Jego najnowsza powieść – „Tekst” – miała opowiadać o Rosji, ale mówi o każdym z nas.

 

Dlaczego zdecydowałeś się na taki temat książki: smartfony i świat zamknięty w wiadomościach tekstowych?

Punktem wyjścia była chęć zrobienia fotki, migawki współczesnej Rosji. Chodzi o takie zdjęcie, które robisz spontanicznie, jakość nie jest wysoka, ale widać na nim to, co najważniejsze. Za dwadzieścia lat wyjmiesz je z albumu i powiesz: „No właśnie, tak wtedy to wyglądało”. Po drugie, chciałem pokazać, co się będzie dziać, gdy na swojej drodze staną: ten, który pilnuje i chroni systemu, i ten, który chce przed tym systemem siebie ochronić. Otóż ten drugi zostanie przez pierwszego przejechany. System przetrąci mu kręgosłup, bez dania szansy na obronę czy szukanie sprawiedliwości.

Chciałem, żeby ta książka opisywała współczesną Rosję, ale jej treść jest uniwersalna. Wciąż więcej jest miejsc na świecie, w których człowiek jest tylko trybikiem i w zderzeniu z systemem nie ma szans. No i jeszcze jest ten smartfon…

Najbardziej charakterystyczny przedmiot naszych czasów?

I jakże ważny, bo w smartfony składamy depozyt z naszej duszy, więc sprawa jest metafizyczna. Ufamy smartfonom bardziej niż księdzu podczas spowiedzi, niż rodzicom, dzieciom i małżonkom. Smartfon wie o nas więcej niż nasz lekarz, znaleźć w nim można wszystkie prawdy, półprawdy, kłamstwa o nas, wszystkie romanse i zdrady, całe to życzeniowe myślenie, czyli to, co mówimy o sobie różnym ludziom. Bo w każdej sekundzie swojego życia oszukujemy, udajemy kogoś innego. Nosimy różne maski, które tak często zmieniamy, że czasem nawet nie jesteśmy sobą, gdy patrzymy na siebie w lustrze. I to jest normalne, zachowujemy się tak, bo chcemy sprawić ludziom przyjemność, chcemy się z nimi lepiej komunikować, więc odpowiednie części naszej osobowości pokazujemy odpowiednim osobom. Ale wszystkie te fasady to my.

W „Tekście” opowiadasz historię chłopaka, który po wyjściu z więzienia morduje człowieka i podszywa się pod niego, używając jego telefonu. A dokładniej: pisząc wiadomości tekstowe do najbliższych mu osób.

Mój bohater uważa, że zemścił się za krzywdy, ale stopniowo zaczyna lepiej poznawać i rozumieć osobę, którą zabił. To mogłaby być opowieść metafizyczna, ale w erze smartfonów stała się realistyczna. Pomysł na fabułę przyszedł mi do głowy jakieś sześć lat temu. Potem go porzuciłem i w zeszłym roku postanowiłem do niego wrócić. Kiedy pisałem „Tekst”, podobne historie zaczęły do mnie docierać w wieczornych wiadomościach. To działo się naprawdę. Ktoś kogoś zabił, a potem podszywał się pod niego, pisząc maile czy SMS-y do rodziny zamordowanego. Czy to nie jest przerażające, gdy dowiadujesz się, że wymieniałeś wiadomości z mordercą syna albo narzeczonego?

Sam też masz smartfona.

Oczywiście, i jestem od niego uzależniony. Pamiętam, jak baliśmy się kiedyś monitoringu na ulicach, tego Big Brothera w miejscach publicznych czy pokojach hotelowych. A dziś oddajemy całą wiedzę o nas jednemu urządzeniu, w dodatku nie potrafimy bez niego nawet chwili wytrzymać.

Dlaczego?

Smartfony żerują na naszym poczuciu osamotnienia i braku bezpieczeństwa. Ale też potrzebie kontroli. Chcemy wiedzieć, gdzie są nasi bliscy, chcemy móc w każdym momencie do nich dotrzeć, skontaktować się z nimi. Chcemy być w nieustającym kontakcie. To nasza podstawowa potrzeba, tak jak bycie kochanym czy wiara w coś. Potrzebujemy panować nad swoim życiem, ale także czuć się bezpieczni. A o to dziś łatwiej i jednocześnie trudniej.

Świat stał się większy i bardziej dostępny. Nie spędzamy już całego życia w jednej wiosce, dużo podróżujemy, także służbowo, przemieszczamy się, zmieniamy miejsca zamieszkania, a w wakacje obsesyjnie szukamy jakiegoś modnego, dalekiego, egzotycznego miejsca na wyjazd, bo jest taniej i łatwiej tam polecieć niż kiedyś. Nigdy wcześniej świat, ale i druga osoba nie były tak bardzo na wyciągnięcie ręki, w dodatku przez 24 godziny na dobę.

Wyobrażasz sobie świat bez smartfonów? W najbliższej przyszłości?

Wręcz przeciwnie, uważam, że będzie tylko intensywniej. Sami tego chcemy. Smartfony dają nam supermoce, dzięki nim jesteśmy wszechpotężni. Możemy kontaktować się, z kim tylko chcemy i kiedy tylko chcemy, to niemal bajka. Smartfon jest jak latający dywan, docierasz nim do każdego zakątka świata. Jeszcze do niedawna to było niemożliwe. Poza tym smartfon daje ci natychmiastową informację. Nie wiesz czegoś, sprawdzasz w telefonie, i sekundę potem już wiesz. Nagle okazuje się, że cała wiedza, jaką nam wtłaczali w podstawówce, kiedy trzeba było wkuwać mnóstwo rzeczy na pamięć, jest niepotrzebnym obciążeniem. Nie musisz niczego pamiętać, nie musisz niczego wiedzieć. Od tego masz smartfona. No i dzięki niemu nigdy się nie zgubisz, bo ma GPS, latarkę, poza tym w każdej chwili możesz do kogoś zadzwonić.

Brzmisz jak reklama smartfona. Tylko co zrobisz, kiedy, jak twojemu bohaterowi, rozładuje się telefon albo stracisz zasięg? Wtedy smartfon ci na nic.

To prawda, bez smartfona jesteśmy z kolei wyjątkowo bezradni i bardzo niepewni. Kiedy tracisz zasięg, tracisz wszystko, co wiesz, nie możesz połączyć się ludźmi, a oni nie wiedzą, co się z tobą dzieje. Kiedy smartfon nie działa, wszyscy zaczynają panikować, bo na pewno stało się coś złego.

Myślisz, że smartfon to początek nowego człowieka?

Jak już powiedziałem, smartfon daje nam supermoce, ale pamiętaj, że każde pokolenie jest jak tabula rasa, uczy się wszystkiego od zera. Za każdym razem kiedy rodzi się kolejne pokolenie, ludzkość przechodzi reset. I myślę, że to nasze pokolenie smartfona i następne na pewno nie będą najdziwniejszymi generacjami w historii. Wystarczy wspomnieć pierwsze pokolenie XX wieku, ery nowoczesnej. Przecież oni chcieli zdekonstruować stary świat, zburzyć go i na jego ruinach zbudować nowy.

Obecne najmłodsze pokolenia interesują się tylko lajkami, więc na szczęście są nieszkodliwe. Pewnie, że są inne, ale tak jest z każdym pokoleniem. Lajkujemy, ale czy jesteśmy przez to gorsi, mniej ludzcy? Nie, też chcemy być kochani, boimy się tych samych rzeczy, mamy te same potrzeby. Nasze emocje i instynkty się tak łatwo nie zmieniają, po prostu znajdujemy nowe sposoby, by je wyrazić, i nowe narzędzia, by je zaspokoić. Jesteśmy tak samo ludzcy z tymi nowymi możliwościami i umiejętnościami lub ich brakiem, jak nasi przodkowie. Jesteśmy tacy sami i będziemy tacy sami.

To dobrze, że świat się zmienia, ewoluuje. Nie boję się przyszłości. Przeszłość już znamy – było ponuro, brutalnie i prymitywnie. Spójrzmy w przyszłość i zobaczmy, co się wydarzy.

Dmitrij Głuchowski, pisarz, dziennikarz, autor postapokaliptycznej trylogii „Metro 2033, 2034, 2035”, publikuje na łamach „Harper’s Bazaar”, „L’Officiel” i „Playboya”

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Materiał partnera

Aplikacja Orange Flex – co możesz dzięki niej zyskać?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Co to jest Orange Flex? Ta elastyczna oferta to nie tylko brak zobowiązań i wygodne płatności. Dzięki aplikacji Orange Flex masz też dostęp do licznych promocji i rabatów, dostajesz dodatkowe usługi w prezencie, a za polecenie oferty zgarniasz gotówkę i gigabajty. Sprawdź, jak to działa.

Co to jest Orange Flex? Ta elastyczna oferta to nie tylko brak zobowiązań i wygodne płatności. Dzięki aplikacji Orange Flex masz też dostęp do licznych promocji i rabatów, dostajesz dodatkowe usługi w prezencie, a za polecenie oferty zgarniasz gotówkę i gigabajty. Sprawdź, jak to działa.

Aplikacja Orange Flex – co to jest i dlaczego warto ją wypróbować?

Orange Flex to Twój Plan komórkowy w aplikacji mobilnej, za który płacisz w formie subskrypcji (podpinasz kartę płatniczą lub zasilasz BLIKIEM konto, z którego będą pobierane opłaty). Przez aplikację Orange Flex na swoim telefonie wygodnie zarządzasz też kontem. W każdej chwili możesz zmienić wybrany Plan komórkowy na inny – gdy potrzebujesz więcej lub mniej gigabajtów – lub włączyć albo wyłączyć dodatkowe pakiety i usługi.

Szczegółowe informacje znajdziesz na stronie Orange Flex. Atrakcyjna oferta z dużymi pakietami GB to jednak nie wszystko. Dzięki aplikacji Orange Flex masz również dostęp do:

  • Promocji „Polecaj i zarabiaj”;
  • Promocji miesiąc HBO GO w prezencie;
  • Sklepu Flex z urządzeniami w niskich cenach;
  • Klubu Flex z rabatami na produkty i usługi Orange Flex oraz partnerów.

Zgarniaj prezenty w Orange Flex oraz polecaj ofertę i zarabiaj

Każdy użytkownik Orange Flex dostaje gratis takie możliwości jak cyfrowa karta eSIM oraz dodatkowa karta SIM/eSIM do smartwatcha, tabletu lub laptopa. Wszystkie Plany komórkowe mają też w cenie Social Pass, czyli korzystanie z popularnych mediów społecznościowych bez pomniejszania limitu GB.

W aplikacji Orange Flex znajdziesz też prezent w postaci promocji na subskrypcję HBO GO. Gdy kupisz ją przez apkę, a następnie wpiszesz kod promocyjny podczas rejestracji na stronie HBO GO, przez pierwszy miesiąc oglądasz najlepsze filmy i seriale za darmo.

Prezenty zgarniasz również wtedy, gdy polecasz ofertę Orange Flex innym. Wystarczy, że aktywujesz Plan w aplikacji i wyślesz swój kod polecający znajomemu, który też dołączy do Flexa. Po miesiącu korzystania z usługi Ty dostaniesz 70 zł, a Twój znajomy – 30 zł. Po piątym i dziesiątym udanym poleceniu masz natomiast dodatkowe 500 GB internetu.

Sklep Flex i Klub Flex – Orange Flex ma atrakcyjne promocje i rabaty dla użytkowników

Kolejne korzyści zyskujesz, gdy dołączysz do Klubu Flex. Wyrażasz w ten sposób zgodę na otrzymywanie cyklicznych informacji o ofertach promocyjnych Orange Flex i partnerów.

Na co dzień możesz z kolei skorzystać ze stałych i okresowych promocji. Jedną z nich jest Video Pass za 50% ceny, dzięki któremu nie zużywasz gigabajtów, gdy korzystasz z serwisów streamingowych. W Klubie Flex są też atrakcyjne promocje od partnerów operatora, między innymi na przejazdy FREE NOWFlixBus, dostęp do serwisów TIDAL i Wyborcza.pl, wybrany asortyment sklepów Frisco.plAnswear.com czy usługi Poczty Kwiatowej.

Od niedawna działa też Sklep Flex, pełen okazji na sprzęt elektroniczny. Znajdziesz w nim nie tylko smartfony oraz inteligentne zegarki i opaski, ale także tablety, laptopy, słuchawki i inne urządzenia w atrakcyjnych cenach. Szczególnie tanio kupisz sprzęty oznaczone jako Okazja Miesiąca oraz Telefony jak nowe, czyli odnowione smartfony z 14-dniowych zwrotów lub powystawowe. W każdy wtorek po 18:00 zaczyna działać też Flex Nocą – w Sklepie Flex znajdziesz wyjątkowe zniżki ważne tylko do środy rano.

  1. Materiał partnera

Damski smartwatch Garmin - który wybrać?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Większość produktów dostępnych na rynku jest skierowanych do konkretnych grup odbiorców. Producenci smartwatchy również obrali taki kierunek i starają się projektować inteligentne zegarki dedykowane dla kobiet, mężczyzn czy typowo dla dzieci. Myśląc o kobiecym smartwatchu, wyobrażamy sobie niewielki zegarek o smukłym i delikatnym designie. Wiele takich modeli ma w swoim asortymencie marka Garmin. Czym się charakteryzują? Jakie smartwatche polecane są dla płci pięknej?

Czym charakteryzuje się damski smartwatch?

Na rynku dominują smartwatche uniwersalne, które sprawdzą się w przypadku każdego użytkownika. Jednak producenci coraz częściej wypuszczają na rynek modele, które dedykowane są płci pięknej. Czym smartwatch damski różni się od męskiego? Przede wszystkim wielkością i designem. Inteligentne zegarki dla kobiet są przeważnie mniejsze i mają okrągłe koperty, dzięki czemu ładnie prezentują się na smukłych rękach. Poza tym występują w zupełnie innej kolorystyce - producenci stawiają raczej na jasne, a nawet pastelowe kolory. Dlatego w sklepach znajdziemy smartwatche białe, różowe, beżowe, srebrne czy w tzw. kolorze rose gold. Umożliwiają one również zmianę tarczy, co pozwala dopasować zegarek do swojego nastroju czy stroju. Co więcej, niektórzy producenci ozdabiają koperty smartwatchy cyrkoniami, dzięki czemu stają się one dodatkowym elementem biżuterii.

Jakie funkcje dedykowane dla kobiet mają smartwatche?

Jeśli chodzi o funkcje, to pod tym względem damskie smartwatche nie odbiegają zbytnio od modeli męskich. Oferują bowiem monitorowanie różnych aktywności sportowych, m.in. jogi, biegania czy pływania. Są również i takie modele dla kobiet, które mają wbudowane profile wspinaczki górskiej czy nawet podnoszenia ciężarów. Z dodatkowych funkcji, których nie znajdziemy w smartwatchach męskich, z pewnością możemy wymienić monitorowanie cyklu miesiączkowego oraz monitorowanie przebiegu ciąży. Niektóre inteligentne zegarki rejestrują objawy i wyświetlają praktyczne wskazówki treningowe czy dietetyczne.

Damski smartwatch Garmin - który model wybrać?

W sprzedaży nie brakuje inteligentnych zegarków, które zostały zaprojektowane z myślą o kobietach. Znajdziemy je w ofercie wielu marek, takich jak: Samsung, Huawei, Garett czy Amazfit. My jednak skupimy się wyłącznie na smartwatchach oferowanych przez markę Garmin, które dostępne są w wielu rozmiarach, kształtach i kolorach. Poza tym różnią się sposobem wykonania oraz funkcjami sportowymi i funkcjami smart. Oto kilka polecanych modeli dla kobiet:

Garmin Vivomove Style

Jest to smartwatch hybrydowy, należący do serii Garmin Vivo. Łączy w sobie design tradycyjnego zegarka z nowoczesnymi funkcjami. Ma analogową tarczę, która po dwukrotnym kliknięciu rozsuwa wskazówki, ujawniając ekran dotykowy. Zegarek oferuje liczne funkcje sportowe, m.in. biegowe, pływackie, fitness czy siłownię. Poza tym monitoruje stres, tętno, natlenienie krwi i wiele innych parametrów organizmu. Smartwatch informuje też o przychodzących połączeniach, wiadomościach SMS czy powiadomieniach z mediów społecznościowych, natomiast aplikacja Garmin Pay umożliwia dokonywanie płatności zbliżeniowych z pozycji zegarka.

Garmin Fenix 6S Pro Solar

To kolejny damski smartwatch, który skradnie serce niejednej kobiecie. Jego przeznaczenie jest jednak typowo sportowe. Mimo eleganckiego designu - jasno-złotej koperty i jasnego, piaskowego paska, smartwatch oferuje mnóstwo sportowych funkcji. Ma wbudowane różne profile sportowe, dzięki czemu nadaje się na rower, do jazdy w pomieszczeniu, do biegania, pływania czy surfowania. Poza tym monitoruje szereg parametrów organizmu, a wbudowany nadajnik GPS ułatwia orientację w terenie. Na uwagę zasługuje również bateria, która może być ładowana energią słoneczną. Dzięki temu można wydłużyć czas działania zegarka nawet do 10,5 dnia.

Garmin Lily

To najnowszy smartwatch w ofercie marki Garmin, który kierowany jest do kobiet. Jednak znacznie różni się od wcześniejszych damskich zegarków producenta. Przede wszystkim jest mniejszy, delikatniejszy i ma węższy pasek. Tarcza zegarka jest okrągła o średnicy zaledwie 34 mm. Na niej znajduje się monochromatyczny wyświetlacz LCD o rozdzielczości 240 x 201 pikseli. Smartwatch Lily występuje w dwóch wariantach: Classic i Sport. Ten pierwszy ma metalową obudowę i skórzany pasek, natomiast zegarek w wersji Sport został wykonany z tworzywa sztucznego i wyposażony w silikonowy pasek. Jeśli chodzi o funkcje, nowy smartwatch nie ustępuje innym modelom producenta. Oferuje m.in. pulsometr, mierzenie snu czy monitorowanie cyklu menstruacyjnego i przebiegu ciąży.

Gdzie kupić damski smartwatch Garmin? W Polsce wiele sklepów oferuje produkty tej marki. Warto więc zajrzeć do sklepów z elektroniką, a także z zegarkami i biżuterią, gdyż często powiększają one swój asortyment o te użyteczne gadżety.

  1. Materiał partnera

Wywoływanie zdjęć – przewodnik dla początkujących

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Zdjęcia cyfrowe mają wiele zalet, ale warto również wywoływać ulubione fotografie, by wyeksponować je w domu lub zgromadzić w wygodnym w przeglądaniu albumie. Obecnie odbitki można zamówić online, w łatwy  sposób wybierając ich parametry, takie jak rozmiar, kadrowanie czy rodzaj papieru. Wbrew pozorom ma to całkiem duże znaczenie. Dowiedz się, na jakim papierze warto wywoływać zdjęcia.

Mat czy błysk?

Jedną z najważniejszych decyzji, jaką musisz podjąć przy zamawianiu wydruków zdjęć, jest ta dotycząca wykończenia papieru. Zarówno odbitki błyszczące, jak i odbitki matowe mają swoich zwolenników, a ich zalety są zgoła odmienne. Odbitki błyszczące to:
  • gładka powierzchnia,
  • żywe, wyraziste kolory, głębokie czernie
  • bardzo dobre odwzorowanie szczegółów,
  • świetny wybór do albumów.
Z kolei odbitki matowe wyróżniają się:
  • powierzchnią odporną na odciski palców i drobne uszkodzenia,
  • delikatniejszą kolorystyką,
  • brakiem refleksów świetlnych utrudniających oglądanie,
  • idealnymi parametrami do ekspozycji w ramkach, choć mogą być przechowywane również w albumach, a nawet „luzem” w pudełkach
To jednak nie wszystko! Jeśli decydujesz się na wywoływanie zdjęć online, możesz wybrać papier o wykończeniu jedwabistym. Nie odbija on światła podobnie jak ten matowy, dlatego wykonane na nim wydruki dobrze prezentują się w ramkach. Ma jednak unikalną fakturę, która sprawia, że fotografie prezentują się bardzo elegancko, jak wykonane przez profesjonalistę. Papier jedwabisty doda szyku Twoim ujęciom, dlatego często wykorzystuje się go podczas drukowania zdjęć ślubnych i innych ważnych pamiątek.

Zwróć uwagę na jakość papieru foto!

Dobranie właściwego papieru, na którym zostaną wydrukowane Twoje zdjęcia, jest wbrew pozorom bardzo istotnym czynnikiem podczas zamawiania zdjęć. W końcu przecież każdemu zależy, aby ulotne chwile złapane na fotografiach zachowały trwałość i niezmienną jakość na lata, by mogły się nimi cieszyć następne pokolenia. Dlatego jakość stosowanego w laboratorium fotograficznym materiału ma ogromne znaczenie.

W ofercie niemal każdego fotolabu znajdziesz papier w jakości standard oraz premium. Te dwa rodzaje nośnika różni przede wszystkim grubość (gramatura). Papier standardowy jest cieńszy i tańszy. Nie oznacza to jednak, że jest nietrwały. To nośnik wysokiej jakości, który idealnie nadaje się do wydruku różnych typów zdjęć, w szczególności mniejszych formatów. Przy wywoływaniu większych ilości możesz liczyć na bardzo przystępną cenę.

Papier premium jest nieco grubszy, dzięki czemu uzyskane odbitki sprawiają wrażenie bardziej solidnych. Jego dużą zaletą jest większa przestrzeń kolorystyczna. Za jej sprawą wydruki są znacznie żywsze i prezentują się bardziej profesjonalnie. To wybór dla tych, którym zależy na dokładnym odwzorowaniu każdego detalu zdjęcia oraz wydobyciu jego atutów.

W ofercie Foto Fujifilm znajdziesz również papier profesjonalny. To najgrubszy wariant, który gwarantuje uzyskanie doskonałych parametrów odwzorowania obrazu, głębokiej czerni, nasyconych barw i maksymalnej ostrości. To właśnie na takim nośniku drukowane są zdjęcia zawodowych fotografów. Pozwala on na wyeksponowanie ich wszystkich walorów.

Ostatnim rodzajem nośnika jest papier fotograficzny velvet o matowym wykończeniu i aksamitnej powierzchni. To dobry wybór dla ujęć, którym chcesz dodać elegancji, w szczególności zaś zdjęć artystycznych. Odbitki na papierze velvet mogą być eksponowane bez oprawiania w szkło i uzyskują unikalny charakter. Wyróżniają się też miękką kolorystyką.

Kadrowanie

Ostatnim, jednak równie ważnym parametrem przy zamawianiu zdjęć jest możliwość ich kadrowania, nawet na zwykłych odbitkach. Nie każdy zdaje sobie sprawę, że większość fotografii, które obecnie wykonujemy smartfonem, ma spore różnice w proporcjach kadru w porównaniu do klasycznej odbitki 10x15 (format pocztówkowy). Ma to szczególne znaczenie w przypadku kadrów, w których znaczące elementy obrazu są na jego skraju. Takie istotne części zdjęcia są automatycznie ucinane. Dlatego warto poszukać serwisu, który umożliwia kadrowanie każdej fotografii indywidualnie. Na Foto Fujifilm masz pełną kontrolę nad tym, jak będą finalnie wyglądać Twoje zdjęcia na odbitkach.

  1. Styl Życia

Najlepsze fotografie przyrody 2020

Fot. Roberto Marchegiani/NPOTY 2020 
Zdjęcie Roku 2020, Nagroda główna w kategorii Ssaki.
Fot. Roberto Marchegiani/NPOTY 2020 Zdjęcie Roku 2020, Nagroda główna w kategorii Ssaki.
Zobacz galerię 14 Zdjęć
Roberto Marchegiani, fotograf z Włoch, został zwycięzcą prestiżowego konkursu Nature Photographer of the Year 2020. Zwycięskie zdjęcie zrobił w Parku Narodowym Nakuru w Kenii. W galerii przedstawiamy też inne nagrodzone prace. 

Konkurs Nature Photographer of the Year odbywa się co roku w ramach międzynarodowego festiwalu Nature Talks Photo Festival. W tym roku impreza ze względu na pandemię, odbyła się w trybie on-line.

Magdalena Herrera - przewodnicząca jury (dziś pracująca dla „Geo France”, wcześniej dyrektor artystyczna i szef działu foto w "National Geographic" France, jurorka w wielu prestiżowych konkursach m.in. World Press Photo) uzasadniając wybór najlepszego zdjęcia podkreślała, że zdjęcie to wykracza daleko poza dokument przyrodniczy - jego stylistyka jest wręcz bajkowa. Zachwyca kontrast mrocznego lasu z gałęziami przypominającymi błyskawice i małą niewinną żyrafą. Rezultatem jest paradoksalnie poczucie harmonii i spokoju. Godne podziwu jest poetyckie ujęcie zdjęcia - możliwe tylko dzięki cierpliwości fotografa i szacunku dla tematu.

Fot. Roberto Marchegiani/NPOTY 2020. Zdjęcie Roku 2020, Nagroda główna w kategorii Ssaki. Fot. Roberto Marchegiani/NPOTY 2020. Zdjęcie Roku 2020, Nagroda główna w kategorii Ssaki.

Roberto Marchegiani zrobił zwycięskie zdjęcie w Parku Narodowym Nakuru w Kenii. Wybrał się na zorganizowane safari w porze deszczowej. Tuż przed zachodem słońca Roberto i jego przyjaciele zauważyli przechodzącą przed lasem grupę żyraf. Dzięki długiemu obiektywowi (600 mm) odkrył wspaniały widok na las, który bardzo go urzekł i zamiast robić zdjęcia przechodzącym żyrafom, trzymał kadrowanie w określonym wcześniej miejscu w lesie,  z nadzieją, że pojawią się tam żyrafy… I nadeszły.

W końcu zostałem nagrodzony moim uporem: żyrafy przeszły dokładnie w tym miejscu, w którym sobie wymyśliłem. Scena przypomniała mi jurajski krajobraz z roślinożernym dinozaurem stojącym w tej samej pozycji co żyrafa” - mówi Fotograf Roku 2020 Roberto Marchegiani.

  1. Kultura

Helmut Newton - władza, sława, bogactwo

„Crocodile Eating Ballerina”, Wuppertal (1983). (Fot. materiały prasowe; Helmut Newton Estate)
„Crocodile Eating Ballerina”, Wuppertal (1983). (Fot. materiały prasowe; Helmut Newton Estate)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Helmut Newton, jedna z największych i najbardziej kontrowersyjnych gwiazd fotografii modowej. Gdyby żył, skończyłby w tym roku sto lat. Jego dorobek jest nie tylko zbiorem wybitnych prac, lecz także przyczynkiem do dyskusji o seksizmie, przemianach wrażliwości i ewolucji wizerunku kobiety w społeczeństwie.

Stulecie urodzin to pretekst do organizowania mu wystaw, premiery poświęconego mu filmu dokumentalnego, ale też do rozliczeń z jego twórczością. W Toruniu możemy oglądać jego retrospektywę. Tytuł wystawy „Lubię silne kobiety” to cytat. Newton powtarzał tę deklarację przez całe życie, nierzadko w odpowiedzi na zarzuty o seksizm. Czy mówił szczerze?

Ulubiona bohaterka jego fotografii to rzeczywiście kobieta na swój sposób silna – supermodelka o nierealnie długich nogach, nienagannej urodzie, o wyzywającym wyrazie twarzy, prawdziwa walkiria stylu i seksapilu. Newton nie był zainteresowany zwykłymi ludźmi, fascynowali go „nadludzie”, a dokładniej mówiąc – „nadkobiety”. Patrząc na niektóre jego zdjęcia, trudno nie pomyśleć o kulcie ciała i siły, którym przesycona była sztuka III Rzeszy. To skojarzenie jest tak mylące, jak to tylko możliwe. A jednocześnie na swój sposób słuszne, nazizm wywarł bowiem ogromny wpływ zarówno na wrażliwość, jak i losy fotografa.

„Rue Aubriot”, fotografia Helmuta Newtona dla marki Yves Saint Laurent, Paryż (1975). (Fot. materiały prasowe/ Helmut Newton Estate) „Rue Aubriot”, fotografia Helmuta Newtona dla marki Yves Saint Laurent, Paryż (1975). (Fot. materiały prasowe/ Helmut Newton Estate)

Kwintesencja piękna

Zanim został Newtonem, nazywał się Neustädter. Urodzony w 1920 roku w Berlinie w rodzinie przedstawicieli żydowskiej burżuazji, pierwszy aparat zdobył w wieku 12 lat. Dwa lata później odmówił uczęszczania do szkoły. Po następnych dwóch był już asystentem Yvy, pierwszej kobiety, której udało się w Berlinie przebić na rynku fotografii modowej. Berlin, w którym przyszedł na świat, uchodził za najbardziej dekadenckie miasto w Europie. Berlin, w którym dojrzewał – po dojściu Hitlera do władzy – stał się miastem niebezpiecznym, szczególnie dla młodego Żyda. W swej autobiografii fotograf wspomina narastający terror i grozę tamtych lat, przyznaje się jednak do swego rodzaju fascynacji estetyką reżimu. Wrażenie robiły na nim filmy Leni Riefenstahl, ulubionej reżyserki Hitlera. Jej prace, na czele ze słynnym dokumentem o olimpiadzie w 1936 roku, są kwintesencją nazistowskiej idei piękna. Młody Helmut wyciągnął z lekcji Riefenstahl swoje wnioski i nie wszystkie spodobałyby się hitlerowskim piewcom czystości rasy, zdrowia i siły. Wiele lat później, już po wojnie, miał zresztą okazję podyskutować o tym z Riefenstahl osobiście, kiedy spotkał się z reżyserką, by zrobić jej portret.

Tymczasem rodzina Neustädterów musiała uciekać z Niemiec. Rodzice udali się do Argentyny, on sam zaokrętował się na statek płynący do Chin, ale utknął w Singapurze. Próbował szczęścia jako fotoreporter prasowy, ale mu się nie powiodło. Po wybuchu drugiej wojny światowej brytyjskie władze kolonialne wysłały go wraz z innymi obywatelami Niemiec do obozu internowania w Australii. I to tam Helmut Neustädter stał się Helmutem Newtonem. Już w powojennym Melbourne otworzył studio fotograficzne. Poznał też miłość swojego życia, June Browne, aktorkę, modelkę i fotografkę, znaną pod pseudonimem Alice Springs. Newton lubił kreować się na kobieciarza, co nie przeszkodziło mu stworzyć związku, w którym wytrwał do końca swego 84-letniego życia. June towarzyszyła mu w życiu i pracy, współorganizując sesje, kuratorując wystawy i menedżerując karierę nie tylko swoją, lecz także męża.

„David Lynch and Isabella Rossellini”, Los Angeles (1988). (Fot. materiały prasowe/ Helmut Newton Estate) „David Lynch and Isabella Rossellini”, Los Angeles (1988). (Fot. materiały prasowe/ Helmut Newton Estate)

Ryzykowna ścieżka

Było czym się zajmować, bo jego kariera nabierała rozpędu. Został zauważony przez redakcję brytyjskiego „Vogue’a” i ściągnięty do Londynu. Nie spodobało mu się tam, przeniósł się więc do Paryża. Zaczynały się lata 60., dekada obyczajowej rewolucji. Newton był na nią gotowy. Fotografia modowa często igra z erotyką, ale on wzniósł tę grę na nowy, nieznany wcześniej poziom. Przyprawiał swoje sesje aluzjami do kultury sado-maso, równie obficie korzystając z lekcji estetyki nazistowskiej, którą, chcąc nie chcąc, odebrał za młodu. Jego przewrotność polegała na przywłaszczeniu sobie wypracowanego w hitlerowskich Niemczech stylu po to, by go „zdeprawować”, odrzeć z figowych listków ideologii i odsłonić nagą, cyniczną prawdę: tym co, ludzi naprawdę ekscytuje, tym, co ich podnieca, jest dominacja nad innymi, a seks, bogactwo albo sława to tylko różne synonimy tego samego pojęcia: władzy. Nic dziwnego, że jego zdjęcia gorszyły odbiorców, ale im się podobały, a mówiąc dokładniej: podobały się właśnie dlatego, że były gorszące. Ta ryzykowna ścieżka już w latach 60. zaprowadziła go na szczyt, choć nieraz próbowano go z tych wyżyn strącić. Obrońców dobrego smaku do białej gorączki doprowadzały flirty gwiazdora z kiczem. Feministki krytykowały wizerunek kobiety zredukowanej do roli seksualnego obiektu.

„Arena” dla „New York Timesa”, Miami (1978). (Fot. materiały prasowe/ Helmut Newton Estate) „Arena” dla „New York Timesa”, Miami (1978). (Fot. materiały prasowe/ Helmut Newton Estate)

Jeden z paradoksów jego twórczości polega właśnie na tym, że choć pracował przede wszystkim dla pism przeznaczonych dla kobiet, jego fotografie należą bez reszty do uniwersum męskiego spojrzenia i męskich erotycznych fantazji, lęków, fetyszów. Bohaterki inscenizacji Newtona rzeczywiście grają często role kobiet „silnych” i erotycznie dominujących, ale jednocześnie niepokojąco przypominają lalki – realistyczne zabawki w rękach dużego chłopca, który bawi się nimi przed obiektywem aparatu. Znamienne, że w swej późnej twórczości artysta eksperymentował z zastępowaniem żywych modelek manekinami i lalkami z sex shopów.

W nakręconym na stulecie urodzin fotografa dokumencie „Helmut Newton. Piękno i bestia” wypowiadają się: Claudia Schiffer, Isabella Rossellini, Grace Jones i wiele innych kobiet, które miały okazję pracować z Newtonem. Wszystkie mówią zgodnie, że choć namawiał je nierzadko do robienia przed obiektywem rzeczy perwersyjnych, nigdy nie czuły się przez niego poniżone czy uprzedmiotowione. Sam Newton tłumaczył, że to, co przedstawia na zdjęciach, jest inscenizowaną fikcją, która dotyka jednak pewnej niewygodnej prawdy: bogactwo, uroda, władza i erotyka po prostu są takie, jakimi je ukazuje – podniecające, okrutne i niebezpieczne. Osławiona redaktorka naczelna amerykańskiego „Vogue’a”, Anna Wintour, również występuje w roli jego adwokatki. Przyznaje jednak, że dziś taka fotografia, jaką uprawiał, byłaby już nie do pomyślenia. W latach 60. Newton wystawiał na próbę granice obyczajowej przyzwoitości. Dziś nie zmieściłby się w kryteriach politycznej poprawności. Jak na epokę #MeToo i #BlackLivesMatter jego twórczość jest zbyt maczystowska, zbyt biała, ostentacyjnie elitarna.

Portret fotografa: Helmut Newton pozuje z Sylvią Gobbel (1981). (Fot. materiały prasowe/ Helmut Newton Estate) Portret fotografa: Helmut Newton pozuje z Sylvią Gobbel (1981). (Fot. materiały prasowe/ Helmut Newton Estate)

Przybysz z innej epoki

W 2004 roku Helmut Newton zasłabł w Hollywood za kierownicą i zginął w wypadku samochodowym. Przebył w życiu daleką drogę od pogrążającego się w cieniu nazizmu Berlina lat międzywojennych do świata XXI wieku, Internetu, cyfrowych aparatów i nowych wyobrażeń o seksualności, kobiecości oraz o tym, co jest, a co nie jest etyczne w fotografii. Dziś wydaje się przybyszem z innej, odległej epoki. Ten dystans nie unieważnia jednak przyjemności zagłębiania się w perwersyjne, niepoprawne politycznie uniwersum jego fotografii. Jest to przyjemność grzeszna, może i godna potępienia, ale zarazem niezaprzeczalna. Podobnie jak niezaprzeczalne są osiągnięcia Helmuta Newtona, który – jak mało który fotograf w XX wieku – rozumiał, że piękno niekoniecznie musi iść w parze z dobrem.

Wystawa „Helmut Newton: Lubię silne kobiety” w CSW Znaki Czasu w Toruniu potrwa do 28 marca 2021 roku.

Rubryka powstaje we współpracy z Jankilevitsch Collection.