„Miłość to czynność, nie stan, więc zacznijmy działać” – pisze popularny bloger i autor książek Eric Barker. Zachęca, by zamiast czekać na magię w związku, tworzyć ją samodzielnie. I podpowiada, jak to robić.
- Większość historii o miłości kończy się w momencie, gdy para decyduje się być razem, ale prawdziwe wyzwanie zaczyna się dopiero wtedy, gdy trzeba to uczucie utrzymać.
- Eric Barker, autor książki „Jak nie stracić przyjaciół i nie zrażać do siebie ludzi”, proponuje cztery kroki – tzw. program 4P – które pomagają odbudować więź i przywrócić namiętność.
- Autor podkreśla, że miłość wymaga aktywnego działania, a nie czekania na magię.
Artykuł pochodzi z magazynu „Sens” 3/2025.
Wszyscy pytają: jak się poznaliście, nikt nie pyta: jak to się stało, że zostaliście razem – zwraca uwagę Eric Barker w swojej książce „Jak nie stracić przyjaciół i nie zrażać do siebie ludzi”. A byłoby to jak najbardziej słuszne pytanie, bo większość bajek – i komedii romantycznych! – kończy się w momencie, kiedy zaczyna robić się najciekawiej, czyli gdy para postanawia ze sobą być. Nie wiemy, co się dzieje dalej. Czy jego zły humor o poranku i jej czepialstwo o skarpetki na podłodze (albo na odwrót: jej brak punktualności i jego obsesja na punkcie zmieniania pościeli co drugi dzień) nie sprawią, że zaczną się kłócić, zniechęcać do siebie, a w rezultacie oddalać? I za kilka lat najsilniejszym uczuciem w ich związku okaże się samotność...
Barker, twórca popularnego bloga „Barking Up the Wrong Tree”, który lubi sięgać po badania, fakty naukowe oraz autorytety medyczne i psychologiczne, postanowił podzielić się sprawdzonymi naukowo sposobami na to, jak ożywić relację w związku i nie pozwolić mu się rozpaść na naszych oczach.
„Żeby przywrócić romantyczne uczucia, musimy być proaktywni i podejmować świadomy wysiłek. Nie możemy po prostu czekać na magię; musimy ją tworzyć” – apeluje. Jak? Za pomocą czterech P, czyli jak sam mówi: czterech kroków wiodących do magii. Pierwszy to podsycanie miłości poprzez rozszerzanie ja, drugi – przywoływanie wspomnień dzięki „mapom miłości”, a potem kolejno: przywracanie uczuć dzięki efektowi Michała Anioła oraz przekształcanie wspólnej historii.
Pewnie trudno jest podjąć się wyzwania 4P, kiedy rzeczywiście odczuwamy zniechęcenie naszym związkiem, partnerem czy partnerką, kiedy zamiast szczęścia, spełnienia, radości czy satysfakcji na myśl o wspólnej przyszłości czujemy zniechęcenie, dojmującą samotność, irytację czy smutek. Ale jeśli jest w nas odrobina wiary, zawsze warto spróbować.
„Miłość to czynność, nie stan, więc zacznijmy działać” – zachęca Barker.
Ponad 20 lat temu naukowcy odkryli, że satysfakcja w związku nie bierze się z rozpamiętywania dawnych uczuć (ach, jacy byliśmy w sobie zakochani!), tylko z tego, co i jak czujemy do partnera lub partnerki dzisiaj. Podobno aż 80 proc. par, które się rozstają, za główny powód podaje utratę poczucia bliskości. Do tego dochodzi nuda – jeśli nie robimy razem rzeczy, które nas cieszą, dzięki którym przeżywamy coś nowego i dojrzewamy, to mamy kłopot, bo trudno uciec od stagnacji.
Gdy natomiast we dwoje mierzymy się z wyzwaniem, gdy decydujemy się wspólnie robić coś, co nas stymuluje, rozwija, poszerza obraz nas samych – pozytywnie wpływa to na nasze uczucie do bliskiej osoby. Zamiast więc powtarzać wspólnie miłe, ale stale te same, ciut nudne rzeczy (przychodzi na myśl wieczorne oglądanie serialu), lepiej zainwestować w coś ekscytującego dla obu stron: kurs tańca, naukę jazdy na łyżwach, warsztaty kulinarne.
„Badacze przez 10 tygodni porównywali pary, które robiły razem przyjemne rzeczy, z tymi, które podejmowały ekscytujące aktywności. Zgadnij, kto przegrał. Pary, które chodziły do restauracji lub do kina, nie odczuwały takiego wzrostu satysfakcji małżeńskiej, jak te, które tańczyły, uprawiały sport lub chodziły na koncerty.
W innym badaniu partnerzy związani ze sobą taśmą musieli ukończyć tor przeszkód. Efekt? Ogromny wzrost satysfakcji z relacji” – czytamy w przywołanej książce. Poza stałością związek potrzebuje też możliwości do przeżywania zabawy, radości, ruchu, wyzwań. Autor przypomina o koncepcji „zarażenia emocjonalnego”: jeśli zaczniemy kojarzyć dobrą zabawę z partnerką czy partnerem, tym bardziej będziemy się cieszyć na jej i jego obecność.
W dodatku, jak wskazują inne przywołane badania, większe zadowolenie ze wspólnego ekscytującego spędzenia czasu oznaczało większą otwartość na wspólny seks – o jakieś 12 proc.
A jeśli trudno nam zacząć, radzi Eric Barker, wybierzmy się na randkę. Ale taką, na którą poszlibyśmy z dopiero co poznaną, pociągającą nas osobą. „Żeby ponownie się zakochać, powtórz rzeczy, które robiłeś, zakochując się po raz pierwszy”.
Można to hasło zinterpretować jako przywoływanie swojej ciekawości na temat partnera, budzenie w sobie chęci, by poznać go lepiej. Wydaje nam się bowiem, że znamy się na wylot, jak łyse konie, tymczasem częścią życia jest zmiana, i przecież wszyscy się zmieniamy. Zmiana jest wpisana w naszą tożsamość, a także w tożsamość bliskiej nam osoby.
Dlatego warto zachować uważność na naszą partnerkę czy partnera, budować coś, co specjalizujący się w analizowaniu związków psycholog John M. Gottman nazywa mapą miłości. Jakie książki lubi nasz partner, jaką kawę pija nasza partnerka, czego się boją, o czym myślą, jak reagują w sytuacjach stresujących? Czemu w danym momencie zachowują się w taki sposób? Ale też w jaki sposób okazują nam miłość? Jedna osoba lubi rozmawiać o tym, ale inna po prostu będzie ci masować stopy albo, widząc nasze zmęczenie czy zatroskanie, poda ulubioną herbatę.
Co więcej, znając dobrze tzw. drugą połówkę, potrafimy tak naprawdę zrozumieć, co leży u podstaw najczęstszych konfliktów między nami. Bo konflikty zwykle dotyczą wartości, tego, co dla nas ważne. Co nie znaczy, że mamy bagatelizować sprzeczki albo z góry wybaczać partnerowi, jednak możemy powiedzieć: „Wciąż się z tobą nie zgadzam, ale rozumiem, z czego wynika twoje postępowanie czy postawa”. A to już wiele zmienia.
Nieustanne uczenie się siebie to jedno, lecz w tym kroku zawiera się też cieszenie się ze swojego towarzystwa. Szukajmy okazji do spędzania czasu razem – podpowiada autor. Właśnie po to, żeby siebie posłuchać: jedzmy razem posiłki i rozmawiajmy, chodźmy na wspólne spacery, wymyślajmy małe rytuały.
Czy dzięki wprowadzeniu w życie punktów 1 i 2 dostrzegamy różnicę w naszej relacji? Jeśli tak, to teraz uwaga, bo punkt 3 oznacza, że musimy postarać się jeszcze bardziej. To tutaj kryje się wskazówka, jak odpowiedzieć na to, co nas najczęściej w drugiej osobie irytuje, czyli jej opór wobec naszej chęci wprowadzenia w niej zmian. Bo wydaje nam się, że wiemy najlepiej, kim albo jacy nasz partner czy partnerka powinni być... Zapominamy, że zakochaliśmy się w tej wersji, jaką mamy codziennie przed sobą, ale z jakiegoś powodu przestała nam pasować i chcemy ją ulepszyć. „Cóż, to nie najlepszy pomysł, zwłaszcza jeśli chcesz to zrobić dotychczasowymi metodami.
Badanie z udziałem 160 osób wykazało, że próby nakłonienia partnera do zmiany są nieskuteczne i zmniejszają satysfakcję małżeńską” – komentuje Barker, proponując w zamian metodę opartą na tzw. efekcie Michała Anioła, która pozwala zakochiwać się ciągle na nowo w tym samym człowieku.
Sławny XVI-wieczny malarz i rzeźbiarz miał powiedzieć, że zanim zacznie rzeźbić, to rzeźba jest już ukończona w środku marmurowego bloku, a on nie tyle miał ją tworzyć, ile wydobyć z tego bloku, odsłonić przed światem. I o to samo chodzi w relacji z bliską osobą, na której rozwoju nam zależy: mamy ją wspierać w staniu się najlepszą wersją siebie.
Warto podkreślić, że ma stać się pełną wersją siebie, a nie wersją, jaką my chcemy w niej widzieć. Nasza miłość do drugiej osoby będzie rosła wraz z jej rozwojem i z naszym rozwojem, który dokona się dzięki wspieraniu siebie nawzajem.
Jak twierdzi wspomniany już Gottman, dobrym prognostykiem trwałości związku jest to, jak ludzie o nim opowiadają. Czyli co i w jaki sposób mówią o swojej relacji. „Każdy związek ma swoją unikatową opowieść” – zauważa autor „Jak nie stracić przyjaciół i nie zrażać do siebie ludzi”. Tych opowieści jest wiele, jedne koncentrują się na bajkowości spotkania, inne na wspaniałej pierwszej randce, jeszcze inne brzmią jak relacja biznesowa. Żadna nie gwarantuje szczęścia, ale są takie, które wskazują na koniec albo na niespełnienie relacji. Jeśli powtarzamy sobie, że zawsze przyciągaliśmy określony niechciany przez nas typ partnera i obecny partner także wpisuje się w ten schemat, to trudno wróżyć związkowi szczęście.
Dlatego warto spojrzeć w przeszłość, przyjrzeć się poprzednim związkom i obejrzeć jeszcze raz ten dzisiejszy. I zastanowić się, czy spełnia on nasze wyobrażenia o udanym związku. A potem o takie wyobrażenie zapytać naszą partnerkę czy partnera. Jeśli nasze wyobrażenia o ideale się pokrywają, to już połowa sukcesu, bo to znaczy, że będziemy do niego dążyć.
Ale uwaga: nie chodzi o to, że widzimy siebie w jakimś miejscu, w jakiejś sytuacji, tylko o to, jak postrzegamy nasze role w związku, czy ktoś dowodzi, czy to relacja partnerska oparta na współpracy i sprawiedliwym podziale obowiązków. Czy chcemy równości we wszystkim i o wszystkim współdecydować, czy wolimy oddać drugiej osobie decyzyjność i narzucanie tonu w naszej relacji? I czy myślicie o sobie jako: on, ja, ona, czy jako my?
Badania pokazują, że używanie „my” jest gwarancją, że dłużej będziemy razem. Im bardziej ta opowieść o tym, czego chcecie od siebie i od relacji, będzie spójna, tym większa szansa na to, że się uda. I że wasza opowieść o sobie będzie podobna.
Wiadomo też, że ta wspólna opowieść o nas nie jest na zawsze. Że zmienią się uwarunkowania: pojawią się dzieci, ktoś straci pracę, druga osoba dostanie awans, pojawi się choroba, sukces, porażka, trudność, wyzwanie. Udana opowieść pisze się od nowa, dostosowuje się do zmian i tworzy siebie na nowo, jest jak ponowne zakochiwanie się w kolejnym scenariuszu.
Czy to gwarantowany przepis na udaną relację, na podtrzymanie miłosnego żaru na dłużej? Trudno powiedzieć, ale warto spróbować i na tę obecną w naszym życiu osobę popatrzeć z ciekawością, bez przypisywania jej z góry złych intencji. Z szacunkiem do jej potrzeb i wartości, z miłym oczekiwaniem na wspólne chwile i wspólne wyzwania. Brzmi to trochę jak przygoda, więc może to dobry nowy początek tej samej znajomości?
Polecamy „Jak nie stracić przyjaciół i nie zrażać do siebie ludzi”, Eric Baker, tłum. Aleksandra Samson-Banasik, wyd. Larum.