1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Uwięziona w ciele mężczyzny

Uwięziona w ciele mężczyzny

Choć urodziłam się jako chłopiec, od zawsze czułam się dziewczynką. Czasami chodziłam po domu w ubraniach mamy - mówi Daria, 26-letnia transseksualistka

 

Na początku rodzice kupowali mi samochodziki, ale przestali, gdy zobaczyli, że mnie nie interesują. Wolałam zabawy w dom i sklep czy skakanie w gumę. Zazdrościłam kuzynkom, że miały swoje lalki, a ja nie. Kiedyś dostałam jedną od mamy. Zdziwiłam się, ale i ucieszyłam, nie rozstawałam się z nią. Pamiętam, jak jakaś koleżanka śmiała się ze mnie, że chłopak, a bawi się lalkami. Kiedy miałam jakieś 10 lat, sąsiadka powiedziała o mnie: „Ten chłopak jest chyba dziewczynką”. Miałam długie włosy i chciałam nosić sukienki. Czasami chodziłam po domu w ubraniach mamy, choć strasznie się tego wstydziłam.

W piątej klasie mama ścięła mi moje piękne włosy. Płakałam, ale też nie chciałam się wyróżniać. Wyobrażałam sobie, że jestem kobietą, wychowuję dzieci, sprzątam, gotuję. Przerażało mnie, że nigdy tak się nie stanie. Byłam uwięziona w chłopięcym ciele. Bałam się, że wszyscy mnie wyśmieją, gdy dowiedzą się prawdy. Nawet rodzice. Postanowiłam więc nikomu nic nie mówić.

Dowiedziałam się, że moja przyjaciółka się we mnie podkochuje. Zapytała, czy chcę być jej chłopakiem. Nie chciałam. Ograniczyłam z nią kontakty. Pod koniec szkoły usłyszałam w telewizji o transseksualistach. W bibliotece znalazłam książkę na ten temat. Wyczytałem, że zmiana płci to bardzo trudny, długotrwały i kosmicznie drogi zabieg. I że można go wykonać tylko w Warszawie. A ja mieszkałam w małej wsi pod Gdańskiem. Głupia książka! Pogrzebała moje marzenia o tym, że w przyszłości usuną mi penisa i wstawią piersi.

Moje ciało jest wstrętne

Podstawówkę wspominam jeszcze w miarę dobrze, najgorszy był okres liceum, kiedy zaczęły mi buzować hormony. Często mi się śniło, że jestem dziewczyną i uprawiam seks z chłopakami. I mam kobiece ciało. Rano, gdy się budziłam, dopadała mnie brutalna rzeczywistość. Zazdrościłam koleżankom, że rosną im piersi, że mogą się malować i chodzić na randki. Ja nie mogłam robić żadnej z tych rzeczy.

Moje ciało nie było ani męskie, ani kobiece. Nie miałam zarostu ani owłosienia, a mój głos był delikatny i łagodny. Kiedy powiększyły mi się i stwardniały sutki, wystraszyłam się, że to nowotwór. Ważyłam zaledwie 52 kilogramy. Z przerażeniem patrzyłam na swoją szyję – urosło mi jabłko Adama. Problemem był też penis – czułam się bardzo skrępowana, gdy miewałam wzwody. Niechętnie stawałam przed lustrem, bo nienawidziłam swojego ciała. Było obrzydliwe!

Nie chodziłam w krótkich spodenkach, nie kąpałam się w jeziorze. Chyba że wieczorem, gdy nikt nie widział. Okropna była dla mnie myśl, że musiałabym się przebierać przed wuefem w szatni z chłopakami. Na szczęście, ze względu na moją alergię na zmianę temperatur, miałam zwolnienie.

Koledzy z liceum myśleli, że jestem gejem. Od początku ze mnie drwili. Na korytarzu czasami słyszałam: „ty pedale! ty geju!”. Nauczyciel od przysposobienia obronnego docinał mi na lekcji, śmiejąc się, że jestem dziewczynką. Gdy płonęłam ze wstydu, klasa rechotała. Zdarzało się, że ryczałam całymi nocami, miewałam myśli samobójcze, ale bałam się odebrać sobie życie. A co, jeśli próba by się nie powiodła?! W końcu uodporniłam się na przemoc słowną, wytłumaczyłam sobie, że ci, którzy ją stosują, są głupi.

Dlaczego nie mogę mieć chłopaka?

Nie chodziłam na dyskoteki, bo chciałam tańczyć z chłopakami, a nie z dziewczynami. Cierpiałam i uciekałam w naukę. Byłam najlepszym uczniem w klasie, więc niektórzy woleli mieć ze mną dobre kontakty. Nie poszłam ani na połowinki, ani na studniówkę, bo musiałabym się ubrać w garnitur i zaprosić dziewczynę. Okropne! Podobał mi się Rafał – przystojny, wesoły, spokojniejszy niż inni. I, tak jak ja, trochę dziwny. Próbował się do mnie zbliżyć, ale chyba bał się reakcji otoczenia. Do tej pory się kolegujemy.

Najszczęśliwszy był koniec liceum – wreszcie mogłam wyjechać, by studiować finanse i bankowość w Gdańsku. Dopiero wtedy rozpoczęłam życie seksualne. Biseksualnego Krzyśka poznałam na czacie. On bardzo nalegał na seks, ale tylko się całowaliśmy, bo krępowałam się swojego ciała. W końcu się rozstaliśmy. Pierwszy raz uprawiałam seks z Robertem, żonatym. Byłam zawiedziona, nie tego oczekiwałam. Teraz wiem, że osoby transseksualne nie odczuwają satysfakcji z seksu. Kamil, z którym mieszkałam, ciągał mnie po gejowskich klubach. W jednym z nich przedstawił mi dziewczynę: „To moja koleżanka, która kiedyś była kolegą”. Byłam zaskoczona, bo naprawdę wyglądała jak kobieta. Nigdy bym nie pomyślała, że mogła być facetem. Od niej pierwszej dowiedziałam się o terapii hormonalnej i lekarce, która może mi pomóc. To był punkt zwrotny w moim życiu!

 

Wiem, kim jestem!

„Hormony to nie cukierki, ludziom z ulicy nie daję” – powiedziała pani seksuolog, gdy wreszcie się do niej udałam. Kazała przychodzić do siebie na płatne spotkania psychoterapeutyczne. Przez 8 miesięcy wyciągała tylko ode mnie pieniądze, by w końcu stwierdzić: „Nie jestem pewna, czy jesteś transseksualna”. Z testów psychologicznych, jakie dawała mi do wykonania, wyszły niejasne wyniki. Podarłam je w złości. Ja chyba lepiej wiem, kim jestem!

Gdańska seksuolog wysłała mnie do specjalisty w Warszawie. Ten stosował podobną taktykę: „Hormony to możesz sama sobie kupić na bazarze. Ja cię muszę poznać” – powiedział. Chciał, żebym przez trzy lata przychodziła do niego na dwie sesje w tygodniu. To kosztowało 800 złotych miesięcznie!

Nie było mnie na to stać. Kolejna pani seksuolog, tym razem z Łodzi, nie miała pojęcia, czym jest transseksualizm. „O nie, nie będę cię edukować za moje pieniądze” – pomyślałam i szybko zrezygnowałam ze spotkań z nią. Wreszcie poznałam doktora Libera z Warszawy. Już podczas pierwszej wizyty powiedział: „Po tobie z daleka widać, kim jesteś”. Od ręki wypisał mi receptę na hormony. To był najszczęśliwszy moment w moim życiu! Po 7 dniach brania tabletek masa mięśniowa zaczęła się kurczyć, po miesiącu zaczęły powiększać się piersi. Nie byłam zadowolona z efektów, więc brałam większe dawki niż zalecane. Zamulały mnie, nauka przychodziła mi z trudnością. Na uczelni ludzie patrzyli na mnie dziwnie, bo wyglądałam jak facet z piersiami i długimi włosami. Przerwałam studia.

Pani/panu dziękujemy

Znalazłam pracę w urzędzie miejskim w małym mieście niedaleko Gdańska. Chociaż byłam dobra, nie przedłużyli mi umowy. Dlaczego? Dla mnie było to oczywiste. Od początku słyszałam za plecami: „Taka osoba w urzędzie?!”. Pojechałam do Warszawy. Chciałam zanocować u koleżanki, także transseksualistki, ale zrezygnowałam – sąsiedzi wyzywali ją przy mnie, ktoś oblał jej drzwi farbą, a ktoś inny skatował kiedyś w biały dzień.

Szukając mieszkania w stolicy, otwarcie mówiłam właścicielom, że jestem trans... W kilkudziesięciu miejscach nie chciano mi wynająć pokoju. Tylko jedna kobieta powiedziała mi wprost: „Jak się rozniesie, kim pani jest, to mi szyby powybijają”. Cztery razy zmieniałam mieszkanie. W końcu wylądowałam u koleżanki transseksualistki w Tarczynie. Szukanie pracy też było gehenną. Trudno mi było ukryć piersi, więc chodziłam już w damskich ciuchach, a w dowodzie ciągle widniało: mężczyzna. Na rozmowach odpadałam – byłam zbytnim dziwadłem, by mnie ktoś zatrudnił. Dostałam wreszcie pracę w supermarkecie. Jedni klienci mówili do mnie „proszę pani”, inni − „proszę pana”, a kierowniczka obok chichotała. W fabryce czekolady było jeszcze gorzej, bo pracowałam jako facet, więc musiałam wykonywać ciężkie roboty.

Już podczas pierwszej wizyty doktor powiedział: „Po tobie z daleka widać, kim jesteś”. Od ręki wypisał mi receptę na hormony. To był najszczęśliwszy moment w moim życiu!

 

Daria, transseksualistka

Dwa lata temu złożyłam podanie do sądu o korektę płci w akcie urodzenia. Tak jakby popełniono w nim błąd – taka jest procedura. Sąd wezwał rodziców na rozprawę. Wtedy dopiero dowiedzieli się, że chcę zmienić płeć. Pojechałam do domu i pierwszy raz zobaczyli mnie z widocznymi efektami kuracji hormonalnej. „Myślałam, że to Irka” – powiedziała mama, gdy weszłam do domu. Irka to moja siostra. Rodzina zobaczyła, że mam piersi i ufarbowane, długie włosy. „Łukasz, jak ty wyglądasz? Co ty ze sobą zrobiłeś?!” – ułyszałam. Byli przerażeni. Mama próbowała chować moje hormony, w końcu rodzina kazała mi się wynieść z domu.

Przedostania cyfra w dowodzie

Na pierwszej rozprawie sędzia zwracał się do mnie per „pani”, na drugiej, gdy ogłaszał wyrok, powiedział oficjalne „niech PAN wstanie”. Przeczytał, że na podstawie orzeczenia biegłego, który stwierdził u mnie transseksualizm, zmieniam płeć z męskiej na żeńską, a imię z „Łukasz” na „Daria”. „Czy ma PANI coś do dodania?”. Nie miałam. Byłam przeszczęśliwa! To było ponad rok temu.

Na wydanie nowego dowodu musiałam czekać aż trzy miesiące – oprócz imienia zmienili mi w nim również PESEL, bo przedostatnia cyfra dla kobiet jest parzysta, a dla mężczyzn – nieparzysta. Z nową tożsamością stanęłam na nogi: bez problemów znalazłam mieszkanie i pracę w księgowości. Przed miesiącem wycięto mi to świństwo – jabłko Adama. W szpitalu leżałam na sali z kobietami. Lekarze i pielęgniarki wiedzieli, kim jestem, ale żadna pacjentka się nie domyśliła. Podczas operacji profesor podciągnął mi też struny głosowe, po czym prawie straciłam głos. Nie wiadomo, czy kiedyś go w pełni odzyskam.

Teraz chcę, by wycięto mi jądra – wydzielają testosteron, więc po operacji będę mieć jeden lek mniej do zażywania, ale hormony muszę brać do końca życia. Planuję jeszcze operację przekształcenia penisa w żeńskie organy, jednak to zabieg bardzo drogi.

Odetchnąć pełną piersią

Już odważniej staję przed lustrem. Od dwóch lat spotykam się z chłopakiem, czuję się szczęśliwsza, chociaż nie do końca. Chcę wyjechać do Holandii – tam ludzie są znacznie bardziej tolerancyjni. Większość moich znajomych transseksualistów wyjeżdża i nie żałuje tego kroku. Za granicą mogą wreszcie odetchnąć. Nikt nie wytyka ich palcami, nie wyzywa, nie odwraca na ich widok.

Marzę o tym, o czym śniłam już jako dziecko, by prowadzić normalne życie kobiety: mieć partnera, rodzinę, dom. Chciałabym kiedyś adoptować dzieci, ale na razie nie jestem jeszcze na to gotowa. Czuję, że muszę się poczuć pewniej jako kobieta. Od trzech lat chodzę na spotkania transseksualistów organizowane w Warszawie przez stowarzyszenia Trans-Fuzja i Lambda. Mówimy na nich o swoich problemach, wspieramy się psychicznie i pomagamy w trudnych sytuacjach, także zawodowych. Czasami robimy własne transparty – w Warszawie działa już klub dla transseksualistów – „Ufa”.

Rodzina szuka ze mną kontaktu, pisze do mnie listy, pyta, kiedy przyjadę... A ja nie chcę tam wracać. Nie mam zamiaru być na wsi dziwadłem numer jeden.


Transseksualiści

  •  Według różnych źródeł osoba transseksualna rodzi się od 1 na 1000 urodzeń do 1 na 70 000. - Naszym zdaniem bliższy prawdy jest pierwszy z tych wskaźników, bo w bardzo wielu przypadkach transseksualizm nie jest ujawniany - mówi Anna Grodzka, prezes fundacji Trans-Fuzja.
  •  Zmiana płci odbywa się w kilku etapach: najpierw jest diagnoza psychologiczna i psychiatryczno-seksuologiczna, potem okres terapii hormonalnej przed usunięciem gonad płciowych, wreszcie sądowe ustalenie płci, usunięcie gonad i ponowna terapia hormonalna. Cała procedura trwa od dwóch do trzech lat.
  •  Koszty zmiany płci nie są w Polsce refundowane od roku 1999, a to bardzo drogi proces. Badania wstępne (opinie psychiatryczne, seksuologiczne itp.) kosztują do kilku tysięcy złotych. Pojedyncza wizyta u specjalisty - 100 zł, usunięcie jabłka Adama - 2 tys. zł, powiększenie biustu 8 - 10 tys. zł, chirurgiczna zmiana płci - od 8 tys. zł (Polska) do 16 tys. USD (Tajlandia). Terapia hormonalna: 100 - 300 zł miesięcznie. Pełen koszt zmiany płci to ok. 35 tys. zł.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze