fbpx

Jak działa muzykoterapia?

Na czym polega muzykoterapia? W jaki sposób muzyka może uleczyć? Ostatnie badania pokazują, że nie tylko pomaga leczonym, ale i leczącym. Podobno chirurdzy, którzy słuchają muzyki na sali operacyjnej, rzadziej popełniają błędy niż ci, którzy operują w ciszy.
Muzyka łagodzi nie tylko obyczaje. Psycholog doda jeszcze zaburzenia lękowe, codzienny stres i zły nastrój. Harmonijne dźwięki mają wystarczającą moc, by poszerzać zdolności poznawcze i świadomość przestrzenną. Wśród ekspertów od muzykoterapii trwa dyskusja, jak aplikować dawkę muzyki usprawniającą naszą psychikę. Przed wykonaniem trudnego zadania czy może lepiej w trakcie? I jaki rodzaj muzyki korzystnie działa? Ma być ulubiona, irytująca czy obojętna gustom zmagającego się z problemem? W jednym z eksperymentów efekty stymulującego oddziaływania muzyki nie różniły się – słuchano Rihanny, Lady Gagi, Arcade Fire i repertuaru Death Angel. Jeden tylko warunek musiał być spełniony do osiągnięcia zamierzonego celu! Muzyka nie mogła być nadawana zbyt głośno.

Głośniej, znaczy zdrowiej?

Co do tego, że kluczem do sukcesu jest głośność, nie mają wątpliwości także brytyjscy i amerykańscy chirurdzy, którzy niemal rutynowo słuchają podczas pracy różnych utworów. Ulubione hity, najlepiej rytmiczny rock lub pop, pomagają kontrolować tempo wykonywania zabiegu. Przy dobrze znanych utworach nie ma potrzeby zadawania stresującego wszystkich pytania: „Ile jeszcze czasu zostało?”. Wiadomo, że jeszcze trzy kawałki po 5 minut i trzeba założyć ostatnie szwy. Ściszona muzyka klasyczna w tle, szczególnie Mozart, dobrze się sprawdza podczas trudnych operacji, zaś głośniejszy rock and roll przydaje się w trakcie rutynowych czynności. Sami chirurdzy przyznają, że broni ich przed… nudą. – Jednak gdy zaczyna się dziać coś niedobrego, muzyka musi być wyłączona – to sygnał, że sytuacja wymaga wzmożonego wysiłku i koncentracji – podkreślał w wywiadzie dla stacji BBC John Black, przewodniczący brytyjskiej Królewskiej Akademii Chirurgii.

Muzyka sprawia, że lekarz na sali operacyjnej rzadziej się myli. Nikt oczywiście bezpośredniego związku między muzyką a błędami chirurgów w rzeczywistości nie badał. Ale takie właśnie wnioski można wysnuć ze sprawności, z jaką lekarze wykazują się podczas rozwiązywania zadań matematycznych. Gdy medycy słuchali swoich ulubionych utworów, byli szybsi i bardziej bezbłędni, niż gdy słuchali chorałów gregoriańskich. Jednak nawet pod wpływem muzyki kościelnej wypadali lepiej niż w zupełnej ciszy. Medycyna od pewnego czasu radykalnie zmieniła podejście do muzyki. Coraz częściej słyszy się od utytułowanych ekspertów, że zamiast biernie muzyki słuchać, można próbować wykorzystać ją w bardzo konkretnym celu – np. by szybciej zasnąć. Wiadomo bowiem, że muzyka wydłuża sen, zarówno fazę REM, jak i fazę głębokiego snu – delta. Słuchanie nastrojowych utworów tuż przed pójściem do łóżka pomaga szczególnie starszym osobom. Dobroczynny wpływ muzyki nie jest jednak zarezerwowany wyłącznie dla ludzi powyżej 60. roku życia. Kilka lat temu w Stanach Zjednoczonych przeprowadzono badanie na dzieciach ze szkoły podstawowej – okazało się, że te, które słuchały muzyki wieczorem, po trzech tygodniach znacznie lepiej spały. Wśród zalecanych na sen wykonawców są James Blunt, Snow Patrol, TakeThat i Norah Jones.

DO-RE-MI-DO-PA-MI-NA

Muzyka ma też poważniejsze, całkiem wymierne działanie lecznicze. Dlatego też do nowoczesnych szpitali zawędrowała muzykoterapia. Osobom z poważnymi zaburzeniami neurologicznymi muzyka pomaga zachować długoterminową pamięć i zdolności do porozumiewania się. Nie działa natomiast na cierpiących z powodu depresji. Nikt nie wie, dlaczego harmonijne dźwięki tak wpływają na nasz układ nerwowy. Sama fizjologia tej reakcji jest jednak znana. Przyjemność podczas słuchania muzyki powoduje wydzielająca się w mózgu substancja. To dopamina – neuroprzekaźnik, ten sam, który odpowiada za doznawanie przyjemności podczas jedzenia czekolady czy uprawiania seksu. Nikt nie wie, dlaczego tak się dzieje. Neurolodzy próbują wyjaśnić zagadkę mechanizmu oddziaływania muzyki. Jeśli im się uda, będzie można zwielokrotnić terapeutyczny wpływ dźwięków.

Jednak kardiolodzy, nawet z obecną, niepełną wiedzą, jak działa muzykoterapia, mają bardzo pozytywne doświadczenia. Życie z chorym sercem to duży stres, ale łatwo można się go pozbyć lub przynajmniej zmniejszyć. Z badań przeprowadzonych na pacjentach oddziałów kardiologii w Wielkiej Brytanii wynika, że muzyka obniża ciśnienie krwi i łagodzi niepokój pacjentów, tym samym zmniejszając ryzyko powikłań choroby wieńcowej. Nie rozstrzygnięto jeszcze, jaki styl muzyki jest najkorzystniejszy i jak długo powinny trwać lecznicze sesje. Na University of Maryland School of Medicine odkryto, że te utwory, które lubimy najbardziej, służą najlepiej naszemu sercu. Wystarczy, że wprawiają w dobry nastrój i sprawiają radość. Pozytywne emocje powodują rozkurczanie się ścian naczyń krwionośnych. Dzięki temu przepływ krwi przez układ krwionośny zwiększa się. Za to, gdy podczas tego samego eksperymentu jego uczestnicy (70 mężczyzn, średnia wieku 36 lat) słuchali muzyki, która im gra na nerwach, ich tętnice i żyły się zwężały. Dlatego tak ważne jest, by typ utworów dobierać do indywidualnych gustów muzycznych. Z tego doświadczenia płyną także bardziej ogólne wnioski. Heavy metal jest zdecydowanie źle widziany. Większość osób uznała, że zamiast koić, niepokoi. Natomiast pozytywne oceny zyskała muzyka klasyczna, rock, jazz i muzyka country. Najlepiej, jeśli treść tekstowa utworów nawiązywała do miłości. Prozdrowotny efekt tych gatunków muzycznych dr Michael Miller, prowadzący eksperyment, porównał do wpływu szczerego śmiechu w gronie przyjaciół: – Nauka nie rozumie jeszcze, dlaczego ktoś jest fanem np. muzyki klasycznej, a nie soulu. Wydaje nam się, że w emocjonalnej i kardiowaskularnej reakcji najważniejsze są rytm, melodia i harmonia dźwięków.

Leczyć śpiewająco

Muzyka bardzo pomaga w rekonwalescencji pacjentom po udarze mózgu. Ludziom tym trudno jest mówić, czytać, wykonywać nawet najprostsze czynności motoryczne. Ich pamięć szwankuje w każdym wymiarze. Muszą się niemal wszystkiego uczyć od nowa. W Finlandii do rutynowych zabiegów rekonwalescencyjnych włączono słuchanie muzyki przez kilka godzin dziennie. Lekarze zdecydowali się na to, wychodząc z założenia, że skoro mózg chorego przez pierwsze tygodnie i miesiące procesu zdrowienia przechodzi gwałtowne zmiany podlegające bodźcom z otoczenia, to muzyka powinna ten proces właściwie stymulować. I nie mylili się. Pamięć słowna poprawiła się u 60 proc. pacjentów poddawanych przez trzy miesiące muzykoterapii, a tylko u 18 proc. chorych, którzy w tym samym czasie słuchali wyłącznie audiobooków. Dr Teppo Särkämö uważa, że uszkodzone rejony mózgu dzięki muzyce szybciej się regenerowały.

Muzyka jako alternatywna metoda leczenia na oddziałach onkologicznych łagodzi odczuwanie bólu, pomaga się zrelaksować i stłumić strach przed śmiertelną chorobą. Przynosi ulgę ludziom chorym na białaczkę, mającym chłoniaki i tzw. guzy lite. Pomaga w każdym wieku – i dzieciom, i osobom starszym. Pozytywne efekty daje już muzykoterapia stosowana w wymiarze dwóch sesji tygodniowo. Choroba nowotworowa izoluje społecznie. Często powoduje depresję, niechęć do własnego ciała. Terapeuta umiejętnie dawkujący muzykę poprawia jakość życia. Leczy duszę. To bezcenna pomoc, gdy trzeba się zmagać z nieuleczalną chorobą.

Artykuł ukazał się w Magazynie C & C Nr 4 (9).

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze