fbpx

Kobiety nietypowe?

ekscentrycznosc
123rf.con

Egzotyczne, nieprzystosowane, z nietypowymi zainteresowaniami… Nasze bohaterki kiedyś uważały, że nie przystają do reszty, dziś ze swojej inności uczyniły atut i są z niej dumne.
Dominika, bohaterka książki „Piaskowa Góra” Joanny Bator, odstaje od swoich rówieśników, chodzi własnymi ścieżkami. Milcząca, intryguje oryginalną urodą, stroni od szkolnych grup i koterii. Reakcją rówieśników jest ostracyzm, koleżanki gardzą nią i jednocześnie jej zazdroszczą, chcąc ukarać za inność. Dominika w końcu wyjeżdża na dobre z Wałbrzycha, na swojej drodze spotyka ludzi kolorowych, oryginalnych, ciekawych. Jej odmienność staje się magnesem na takich jak ona, ale też biletem do ciekawszego, niebanalnego życia. Ale czy zawsze oryginalność popłaca?

Nie pasuję

– Do tej pory pamiętam mój pierwszy dzień w kanadyjskiej podstawówce – opowiada Gabi Buczek, która w wieku 11 lat wyemigrowała wraz z rodzicami i siostrą do Kanady. – Mama ubrała mnie w spódniczkę i białą bluzkę. Na miejscu okazało się, że dzieci w Kanadzie zakładają do szkoły bardzo swobodne stroje. Otoczyły mnie w kółku, pokazywały palcami i śmiały się ze mnie, a ja moim łamanym angielskim próbowałam wytłumaczyć, że to mama mnie tak ubrała.

Dziś Gabi przyznaje, że to poczucie nieprzystosowania i wyobcowania, którego doświadczyła tamtego dnia, towarzyszyło jej przez szkołę podstawową i liceum. – Cały czas czułam się nie dość kanadyjska, zbyt polska. Zdradzał mnie akcent, uroda, to, że nie rozumiem tamtejszego poczucia humoru, nie mam swobody w komunikacji. Jednak z czasem moja inność stała się zaletą. Na studiach i podczas pierwszych lat pracy w kanadyjskiej telewizji ludzie coraz częściej mnie zapamiętywali jako blondynkę o słowiańskim typie urody i miękkim akcencie. Stałam się „egzotyczna”, czyli atrakcyjna. W pracy ceniono mnie za sumienność i chęć podejmowania wyzwań. Ale wtedy nie myślałam już o karierze w Kanadzie. Zatęskniłam za Polską.

Karolina Pluta, animatorka kultury, od zawsze mieszkała w Sadowej pod Warszawą. – Lubiłam wieś, przyrodę, podobało mi się, skąd pochodzę. Niestety, moim szkolnym znajomym już nie – mówi. Choć skończyła szkołę i studia w Warszawie, jej życie towarzyskie i kulturalne było ograniczone godziną odjazdu ostatniego autobusu do domu. – Ciągle miałam poczucie, że odstaję, bo nie byłam na jakiejś wystawie, na jakimś filmie czy nie poszłam na wydarzenie artystyczne. Miałam już tego dość – dodaje. Postanowiła przeprowadzić się do Warszawy.

– Nigdy nie czułam, że jestem inna. Wydaje mi się, że świat składa się z mnóstwa indywidualistów, każdy jest inny na swój sposób – zaczyna Karolina Breguła, artystka multimedialna. Ale za chwilę dodaje: – W dużym mieście bycie artystą nikogo nie dziwi. W małym miasteczku to brzmi dziwacznie. Jak opowiedzieć o tym, co robię, jak się przedstawiać, żeby sąsiedzi i rodzina nie uznali mnie za dziwoląga?

Wychowywała się w Strumieniu, podcieszyńskim miasteczku. – W małych społecznościach trudniej jest się odważyć, by mieć inne zdanie niż reszta grupy, bo często jest się tym jedynym wyróżniającym się albo jednym z niewielu. To nieprzyjemne. – mówi. – Dlatego w Cieszynie, jak zresztą w innych małych miasteczkach, inność chowa się po kątach. Nie widać jej. A im bardziej się ją chowa, tym bardziej się od niej odzwyczajamy i kiedy się pojawia, zwraca naszą uwagę, reagujemy na nią zdziwieniem. Ja odkryłam, że chcę, żeby moja inność była widoczna, i nie będę się z nią ukrywać.

Zmiana

Dla Karoliny Pluty przeprowadzka miała być spełnieniem marzenia o byciu wreszcie tam, gdzie coś się dzieje i gdzie są jej znajomi. – Chciałam stać się częścią życia, które mnie cały czas omijało – tłumaczy. Pomysł wybił jej jednak z głowy partner. Sam wychowany w stolicy, miał już dość wielkomiejskich klimatów. Chętnie zamieszkał z Karoliną w Sadowej.

– Otworzył mi oczy na to, co ważne. Co z tego, że ominie mnie taki czy inny festiwal? Za chwilę będzie następny. Nie mam kontaktu ze znajomymi? Ci, którym na mnie zależy, potrafią znaleźć czas na spotkanie. Nagle pewne rzeczy stały się prostsze, a ja zyskałam nową perspektywę. Zaczęłam doceniać to, że mieszkam w domu, a nie w bloku, że mogę wyjść na trawę przed dom z kubkiem kawy i uprawiać ogród, że mogę odciąć się od tego, czym przez tydzień zatruwa mnie miasto.

Dziś pracuje dla jednej z większych warszawskich fundacji. To ona teraz tworzy kulturę, do której tak tęskniła na studiach. Właśnie trwają warsztaty przeznaczone dla pracowników bibliotek z małych miejscowości, które koordynuje. Takich projektów jest kilka w roku. – Zamiast spalać się w Warszawie, którą kocham, ale która bywa niewdzięcznym miastem, poczułam, że mogę wykorzystać swój potencjał na miejscu, dając swoje pomysły i energię lokalnej społeczności – dodaje.

Telefon Gabi nigdy nie milczy. Dzwoni szefowa z telewizji, brytyjskie radio Monocle zamawia kolejny reportaż… – Kiedy po powrocie do Polski zaczęłam szukać pracy, nagle atutem stało się moje wykształcenie i znajomość języka angielskiego – mówi. Ktoś, kto wykształcił się na Zachodzie, postrzegany jest jako ten lepszy. I to działa na jej korzyść. Ona sama wychowała się w środowisku międzynarodowym, w podstawówce jej najbliższymi koleżankami były Ormianki i Chinka. Ta otwartość na inne kultury oraz umiejętność dialogu zaczyna być doceniana, a Gabi dodaje atutów podczas np. rozmów o pracę.

– Dla wielu osób fakt, że mam podwójne obywatelstwo, jest niezwykle atrakcyjny, ale dla mnie to po prostu dowód mojej otwartości na świat i ludzi, na to, że wszystko się może w życiu wydarzyć. A ja już na starcie nabyłam cennego doświadczenia, które potem poszerzyłam na studiach w Australii. Dzięki temu czuję, że moje życie jest ciekawsze, ale mimo to chcę zostać w Polsce i tu budować swój świat, korzystając z wiedzy i przeżyć, jakie ma niewielu moich rówieśników – mówi Gabi.

Karolina Breguła po liceum wyjechała na dwa lata do Krakowa, potem na kilka lat do Sztokholmu, gdzie uczyła się szwedzkiego oraz sposobu myślenia o sztuce. Wreszcie osiadła w Warszawie. Kilka lat temu kupiła mieszkanie w ruchliwym centrum, jednak ciągle stąd gdzieś wyjeżdża. Jak sama przyznaje, nosi ją po światowych metropoliach, choć w Warszawie jest jej najlepiej. Tu może swobodnie realizować swoje artystyczne działania i tu ma duży krąg przyjaciół, z którymi łączą ją wspólne zainteresowania. Jedynie anonimowa już nie jest, bo o jej kolejnych projektach coraz głośniej. Coraz więcej osób też rozpoznaje tę blondynkę o charakterystycznej grzywce i kolorowych oprawkach okularów, ubraną w oryginalne stroje i jeżdżącą po ulicach Warszawy na białej miejskiej damce.

– Inność jest dla mnie wartością. Uważam, że każdy ją w sobie ma, tylko większość z nas ją ukrywa, tłumi. Wstydzimy się wyjść na ulicę w niecodziennym stroju czy fryzurze, które nam się podobają, ale odbiegają od normy, nie lubimy zwracać na siebie uwagi zachowaniem, na które być może w innych okolicznościach mielibyśmy ochotę – mówi Karolina. – Dziś myślę, że to, co odróżnia mnie od wielu osób, to fakt, że ja już nie boję się pokazać mojej inności. Nie wstydzę się, nie martwię się, co pomyśli sąsiadka. Robię to, co lubię i na co mam ochotę – dodaje.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze