1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Najlepsze filmy o seksie

Najlepsze filmy o seksie

kadr z filmu Amercian Beauty, mat.pras
kadr z filmu Amercian Beauty, mat.pras
Nie chodzi o żadne hard porno, choć jeśli masz na nie apetyt… my proponujemy coś lżejszego, filmy, które pobudzą twoją seksualność. Już widziałaś? Nie szkodzi. Włącz replay.

PAMIĘTNIK

[embed]http://youtu.be/S3G3fILPQAU[/embed]

Woda ma w sobie coś erotycznego. Ubranie przylegające do ciała. Krople deszczu spływające po skórze… A poza tym, która z nas nie chciałaby się znaleźć sam na sam w łodzi z Ryanem Goslingiem? No dobrze, pewnie nie każda, ale i tak zestaw: wzburzone fale+strugi deszczu+zakochany mężczyzna raczej muszą skończyć się happy endem w sypialni. Nasza rada: nie bój się czasem stracić kontrolę nad sytuacją. Idź na żywioł.

9 I PÓŁ TYGODNIA

[embed]http://youtu.be/rx6hWH94pEw[/embed]

Dobre jedzenie i dobry seks dostarczają równie intensywnych doznań zmysłowych. A gdy jedno idzie w parze z drugim, przyjemność jest podwójna. Przekonaj się sama. Chodzi o tę scenę przed drzwiami lodówki. Kim Basinger zamyka oczy. Mickey Rourke kusi. Truskawkami i… syropem na kaszel. Z każdym kolejnym kęsem robi się coraz bardziej słodko, ostro, smacznie. Po drodze pojawiają się drobne niespodzianki, które jeszcze podkręcają atmosferę. Seks bowiem nie musi (a może nawet nie powinien) być przewidywalny. Tak samo zresztą jak jedzenie. A ty?

ŻYCIE ADELI – ROZDZIAŁ 1 I 2

[embed]http://youtu.be/W1VP-f9bUDM[/embed]

Podobno każda kobieta ma taki moment w życiu, że chciałaby spróbować, jak to jest z drugą kobietą. I nie ma żadnego znaczenia, jaką mamy orientację. Tęsknimy za czułością, kreatywnością, empatią, którą może dać kochance tylko… druga kochanka. A poza tym te krągłości, których na próżno szukać u mężczyzny. W tym filmie sporo jest scen erotycznych, pięknych, dosłownych, kipiących od namiętności i seksu. Najlepiej obejrzyj je wszystkie. Plus jedną, która nie dzieje się w łóżku, ale w restauracji. Pokazuje, że nawet gdy miłości ubywa, namiętność nie zawsze chce odejść. A może twój partner będzie chciał pooglądać z tobą? Dowie się, dlaczego każda z nas ma taki moment w życiu…

Ona

[embed]http://youtu.be/qrnovtFNI6M[/embed]

Odważna wizja przyszłości. Główny bohater filmu (gra go Joaquin Phoenix) jest świeżo po rozstaniu. I chyba stracił nadzieję w kwestii kobiet z krwi i kości, bo jako kolejną partnerkę wybiera sobie… system operacyjny. Samantha jest inteligentna, zawsze dostępna i ma namiętny głos Scarlett Johansson. Tyle że brakuje jej ciała. Drobiazg. Przekonaj się, że same słowa czasem wystarczą.

SEKRETARKA

[embed]http://youtu.be/YmSO07r_zTc[/embed]

Właściwie główny bohater filmu, adwokat Edward Grey, powinien zostać oskarżony o mobbing. A nawet o molestowanie seksualne. Ale skoro jego sekretarce odpowiada takie zachowanie? Zostaje ukarana za każde najmniejsze niedociągnięcie, ale kary tak jej się podobają, że robi tych potknięć coraz więcej. Co to za kary? Oczywiście fizyczne. I mocno erotyczne. Obejrzyj ten film, nawet jeśli koncepcja sado-maso jest ci obca. Akurat w tej wersji może ci się spodobać. A przede wszystkim – warto go zobaczyć, żeby przedefiniować słowo „normalność”. Miłość, seks, pożądanie nie muszą mieścić się w ramach. A czasem nawet lepiej, jeśli się nie mieszczą.

TITANIC

[embed]http://youtu.be/uWNVbFArFDQ[/embed]

Pamiętasz tę scenę, gdy Rose i Jack znajdują na pokładzie „Titanica” przytulny zakątek: samochód? Szyby parują od namiętności i możesz się domyślać, co oni tam robią. Za seks w miejscu publicznym grozi mandat, ale we własnym garażu nikt was nie przyłapie. Efekt? Kary nie będzie, a może być nagroda w postaci niezwykłych doznań.

AMERICAN BEAUTY

[embed]http://youtu.be/3ycmmJ6rxA8[/embed]

Film raczej filozoficzny niż erotyczny. I prędzej skłania do refleksji niż do szaleństw w łóżku. Dlatego przed samą randką nie oglądaj go w całości. Tylko jedną króciutką scenę, w której Kevin Spacey fantazjuje o pięknej blondynce w wannie pełnej płatków róż. Gorąca woda, zapach kwiatów, łagodne światło, jej zmysłowy głos, jego zmysłowe dłonie. Te kilka sekund może cię zainspirować do… kąpieli. Solo albo z mężczyzną. Możesz też wybrać drugi wariant: obejrzeć „American Beauty” od początku do końca – i też z pożytkiem. Będziesz miała bowiem okazję raz jeszcze przemyśleć, jaki związek cię satysfakcjonuje, czego chcesz od mężczyzny, a czego oczekujesz po miłości.

NIEWIERNA

[embed]http://youtu.be/bMfkY9fAOCc[/embed]

Zakazana miłość smakuje zupełnie inaczej niż seks po ślubie. Bohaterka grana przez Diane Lane ma wszystko, o czym marzy stereotypowa kobieta: piękny dom, przystojnego męża, ślicznego synka i dużo czasu dla siebie. I nagle poznaje mężczyznę, który nie ma żadnych zobowiązań, za to własne mieszkanie i ciało Oliviera Martineza. Związek z nim jest ryzykowny, ale na szczęście nie trzeba od razu iść na całość. Wystarczy, że obejrzysz scenę seksu na schodach, żeby poczuć się jak w samym środku gorącego romansu. Najlepsze, że nie musisz łamać przysięgi małżeńskiej, skoro „Niewierna” zrobiła to za ciebie.

OSTROŻNIE, POŻĄDANIE

[embed]http://youtu.be/Abs-vVMREMo[/embed]

Kobieta, mężczyzna, łóżko, podłoga. Ten zestaw w filmie pojawia się często. Sceny erotyczne są dosłowne, wręcz instruktażowe i teoretycznie mogłyby nużyć, ale jest inaczej. Po pierwsze, mają w sobie tyle emocji, że trudno oderwać od nich wzrok. Po drugie – można je potraktować jak lekcję miłości i podpatrzeć kilka pozycji. A potem wypróbować: ze swoim mężczyzną, na swoim łóżku, na swojej podłodze.

UWIERZ W DUCHA

[embed]http://youtu.be/Kdyl9cOLZS8[/embed]

Ta scena, kiedy Demi Moore robi na kole garncarskim garnek z gliny, a Patrick Swayze zachodzi ją od tyłu i zaczyna pieścić. Nie, ona nie ma właściwie ochoty. I jest cała umorusana gliną. I nie ma na sobie seksownej bielizny z love-store’u. W ogóle wydaje się, że to nie ten moment, nie ta atmosfera, nie ta scenografia, a jednak… W kwestii seksu prawda jest jedna: każdy moment jest dobry. A w każdym razie warto spróbować, zamiast mówić: „nie przeszkadzaj mi, jestem teraz zajęta”. Bo może się okazać, że warto porzucić jedno zajęcie na rzecz zupełnie czegoś innego. O wiele bardziej interesującego…

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Dlaczego kochamy komedie romantyczne - pytamy reżyserkę Elizabeth Sankey

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Komedia romantyczna" w reżyserii Elizabeth Sankey. (Fot. materiały prasowe Millennium Docs Against Gravity)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Kto ich nie lubi? Badania oraz frekwencja w kinach mówią wyraźnie, że komedie romantyczne kochają wszyscy, a zwłaszcza kobiety. Choć pokazują przecież dość uproszczony świat, pełen stereotypów i klisz. Dlaczego tak się dzieje i czy tak musi wyglądać każda „bajka dla dorosłych” – pytamy Elizabeth Sankey, reżyserkę dokumentu „Komedia romantyczna”, który można obejrzeć na festiwalu Millennium Docs Against Gravity.

Elizabeth Sankey jest pisarką, aktorką i muzykiem. 'Komedia romantyczna' to jej debiut reżyserski. (Fot. materiały prasowe Millennium Docs Against Gravity) Elizabeth Sankey jest pisarką, aktorką i muzykiem. "Komedia romantyczna" to jej debiut reżyserski. (Fot. materiały prasowe Millennium Docs Against Gravity)

Twój film stawia pytanie, nad którym sama się zastanawiałam: czy można być współczesną kobietą i feministką, a jednocześnie uwielbiać komedie romantyczne?
Kiedyś uważałam, że nie da się tego pogodzić. Jednak zmieniłam zdanie. Oczywiście sposób, w jaki pokazywane są w tych filmach kobiety czy mniejszości, czyli bardzo stereotypowo, powinien się zmienić. Jednak dostrzegłam w komediach romantycznych również wiele pozytywnych rzeczy. Przede wszystkim to, że ten gatunek daje nam nadzieję na przyszłość i odbudowuje wiarę w związki.

Jak się czułaś, patrząc teraz na komedie romantyczne, które oglądałaś, gdy byłaś młodsza? „Pretty Woman”, „Bezsenność w Seattle”, „Amelia”, „Bridget Jones”...
Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo ukształtowały one moje podejście do związków, ale też przekonania, jak powinna zachowywać się kobieta, o czym marzyć i do czego dążyć. Uważałam, że to oczywiste, że powinnam wyjść za mąż i urodzić dzieci. Dopiero kiedy zbudowałam stały związek, zobaczyłam, że to właśnie komedie romantyczne i kultura zachęcały mnie do tego modelu życia.

Czy jakieś tytuły uznałabyś za przeczące tym stereotypom?
Bardzo lubię film „Kiedy Harry poznał Sally”, w którym kobieta i mężczyzna są wyrazistymi, silnymi postaciami. Myślę, że to dlatego, iż film wyreżyserowany jest przez Roba Reinera, ale scenariusz napisała kobieta – Nora Ephron. Poza tym główni bohaterowie przez większość życia są w podróży, doświadczają i próbują różnych rzeczy, aż dochodzą do momentu, w którym są w stanie stworzyć zdrowy związek. To moim zdaniem bardzo dobre przesłanie. Ludzie mają dzisiaj dość szybkich i powierzchownych relacji. Nawet jeśli sięgniemy do komedii amerykańskich z lat 30., tak zwanych screwball comedy, jak „Ich noce” Franka Capry czy „W pogoni za cieniem” W.S. Van Dyke'a, zobaczymy, że ich bohaterki wcale nie są papierowe. Często skupiają się na karierze, chcą odnieść sukces, a mężczyźni je w tym dopingują.

Kadr z filmu 'Kiedy Harry poznał Sally' z 1989 roku. (Fot. BEW Photo) Kadr z filmu "Kiedy Harry poznał Sally" z 1989 roku. (Fot. BEW Photo)

Komedie romantyczne są tworzone dla kobiet i mówią o kobietach, jednak reżyserują je głównie mężczyźni. Nie znalazłam ani jednej polskiej komedii romantycznej wyreżyserowanej przez kobietę...
Trudno zburzyć ten status quo, skoro to działa, bo filmy okazują się hitami. Mimo że w przeważającej większości ukazują nieprawdziwy obraz nie tylko kobiet, ale też mniejszości etnicznych czy seksualnych. To musi się zmienić. Powinniśmy tworzyć i promować różnorodne scenariusze, o ludziach nie takich jak my.

Nie lubię komedii romantycznych za to, że w większości nie zachęcają kobiet do tego, żeby być autentycznymi, za to pokazują męski ideał kobiety. Na zasadzie: „pij piwo i oglądaj piłkę nożną, a wtedy będziesz dla niego atrakcyjna”.
Masz na myśli wzorzec tzw. równej dziewczyny? Zgadzam się, mamy udawać, że jesteśmy jakieś, po to, żeby dopasować się do męskich oczekiwań. I często tak postępujemy, gdy jesteśmy młodsze. Mam jednak wrażenie, że nowe pokolenie kobiet jest bardziej świadome niż nasze. Pewna nastolatka powiedziała mi, że teraz nie udajesz, że lubisz piwo albo sport, za to podkreślasz, że jesteś inna od pozostałych dziewczyn.

W komediach romantycznych wszystko kręci się wokół miłości, co jest trochę banalne. Z drugiej strony, może powinniśmy postawić nasze związki i miłość na pierwszym miejscu, nie tylko pracę czy samorealizację. Jakie zalety komedii romantycznych dostrzegłaś, pracując nad swoim filmem?
Największą zaletą jest dla mnie, że to jedyny gatunek, który skupia się na dwóch osobach: kobiecie i mężczyźnie, a w przyszłości mam nadzieję również na parach nieheteronormatywnych. Jeśli w komedii romantycznej pokażesz ludzi, których na co dzień nie dostrzegasz, to mocniej z nimi empatyzujesz i możesz zobaczyć w nich człowieka. Tymi filmami można skłonić widza do tego, żeby przemyślał własne uprzedzenia i stereotypy w stosunku do innych ludzi. Nawet jeśli nie zdaje sobie z nich sprawy. Bo jeśli pokażesz w takim filmie kobietę trans, która zakochuje się w mężczyźnie, to jesteś w stanie zmienić myślenie niektórych ludzi. Komedia posługuje się uproszczeniami, ale ma także wielki potencjał, by łączyć widownię. Ponieważ trafia do każdego.

A co myślisz o tym romantycznym modelu miłości? Jaki to miało wpływ na twoje związki? Masz męża, w tej chwili jesteś w ósmym miesiącu ciąży, można powiedzieć filmowy happy end...
Od zawsze pociągały mnie historie miłosne, dlatego że pokazują najwspanialsze i najbardziej magiczne rzeczy, jakie zdarzają się nam w życiu. Kiedy zakochujesz się w drugiej osobie, to dzieje się istne szaleństwo. To takie irracjonalne i magiczne, kiedy ludzie mówią sobie po raz pierwszy: „kocham cię”. A dzięki filmom możemy w tym uczestniczyć razem z nimi. Według mnie komedie romantyczne są podobne do horrorów, to także fantastyka, a jednak taka miłość może ci się przecież przydarzyć. Komedie romantyczne podtrzymywały moją wiarę w miłość. Jesteśmy z mężem 12 lat i nadal jest wspaniale.

Kadr z filmu 'Niedobrani' z 2019 roku. (Fot. BEW Photo) Kadr z filmu "Niedobrani" z 2019 roku. (Fot. BEW Photo)

Może to jest właśnie zaleta komedii romantycznych, które trafiają w jedną z naszych najważniejszych potrzeb – potrzebę miłości. Każdy z nas chce kochać i być kochanym. Nie ma miłości bez wiary w nią.
Zdradzę ci coś – moja kariera ruszyła dopiero wtedy, gdy poznałam swojego męża. Zaczęłam więcej pracować, bo byłam w stanie skupić się na tych bardziej rozwojowych rzeczach. Nie musiałam się już martwić o życie prywatne. Jedną z najlepszych rzeczy, jeśli chodzi o bycie w długotrwałym związku, jest poczucie stabilizacji i komfortu, ale też wsparcie drugiej osoby. Wtedy można zadać sobie pytania: Co jeszcze chciałabym zrobić ze swoim życiem? Co jest dla mnie ważne?

Mam wrażenie, że dzisiaj niewielu ludzi wierzy w ideał romantycznej miłości, bo życie szybko weryfikuje, jak jest naprawdę.
Miłość romantyczna w filmowym ujęciu to: ślub, dzieci i uczucie aż po grób. Tak było kiedyś, tyle że to pojmowanie miłości jest zbyt wąskie i ludzie zdają sobie z tego sprawę. Dlatego każdy z nas powinien zdefiniować miłość i związek tak, jak chce i czuje.

A dla ciebie czym jest miłość romantyczna, co oznacza?
Nigdy nie wyobrażałam sobie własnego ślubu i nie zależało mi na małżeństwie. Dopiero kiedy poznałam odpowiedniego mężczyznę, poczułam, o co chodzi z tym romantyzmem. On chciał się żenić, a ja pomyślałam wtedy: jakie to romantyczne! Banalne, prawda? Jednak moje małżeństwo nie jest takie jak twoje ani jak małżeństwo moich rodziców. Moje małżeństwo jest moje, własne, wyjątkowe − i za to właśnie je kocham. To ja wybieram, co dla mnie jest romantyczne.

Kiedy mąż dał mi pierścionek zaręczynowy w romantycznej włoskiej scenerii i zapytał: „wyjdziesz za mnie?”, nie płakałam jak na filmach...
Ja też nie uważam, że oświadczyny są romantyczne, zwłaszcza te publiczne. I nie lubię dostawać kwiatów. Są jednak rzeczy, które mój mąż robi dla mnie na co dzień  i szczerze mówiąc, nigdy nie widziałam ich w komediach romantycznych. Te filmy opowiadają o bardzo wczesnym stadium miłości.

Jak myślisz, jakie będą komedie romantyczne przyszłości? Mam wrażenie, że są teraz w kryzysie.
Nie ma przyszłości dla komedii opierających się na dawnych wzorach, jak na przykład niezdarna kobieta i niegrzeczny chłopak, który powinien zostać ujarzmiony. W ostatnich latach ukazały się takie filmy, jak: „Bajecznie bogaci Azjaci” Jona M. Chu, „Chyba na pewno Ty” Nahnatchki Khan, „Twój Simon” Grega Berlantiego czy „Niedobrani” z Sethem Rogenem i Charlize Theron, które zabrały ten gatunek w zupełnie nowe miejsca. Pokazują postacie, jakich wcześniej nie oglądaliśmy. Kobiety zachowują się tam jak w prawdziwym życiu. Dlatego przyszłość komedii romantycznych należy do bohaterów i światów, których jeszcze nie widzieliśmy.

Kadr z filmu 'Bajecznie bogaci Azjaci' z 2018 roku. (Fot. materiały prasowe Netflix) Kadr z filmu "Bajecznie bogaci Azjaci" z 2018 roku. (Fot. materiały prasowe Netflix)

Kobiety chętnie oglądają komedie romantyczne, ale wzorzec kobiecości w nich pokazany często im się nie podoba. Tymczasem mężczyźni oglądają te filmy rzadziej, za to podobają im się tradycyjne modele męskości i kobiecości. Może powinno się tworzyć więcej komedii romantycznych dla mężczyzn?
Zastanawiałaś się, jakie komedie romantyczne podobają się mężczyznom? Większość moich kolegów mówi mi: nie znam, nie oglądam komedii romantycznych, jeśli już, to lubię „Notting Hill” Rogera Michella czy „500 dni miłości" Marca Webba. Pewnie dlatego, że główny bohater to Hugh Grant czy Joseph Gordon-Levitt, a nie Julia Roberts. Myślę, że „Przeboje i podboje” Stephena Frearsa to również komedia romantyczna zrobiona głównie pod mężczyzn.

W komediach romantycznych różnice płciowe są bardzo wyraźne. Tymczasem dzisiaj unikamy tych różnic, patrzymy na drugą osobę jak na człowieka.
W latach 70. XX wieku, kiedy ruch wyzwolenia kobiet w Stanach Zjednoczonych był najsilniejszy i najbardziej słyszalny, kręcono najmniej komedii romantycznych. Myślę, że teraz jest podobnie – nie wiadomo, jak rozwijać ten gatunek. Osadzić go w przeszłości? Albo w świecie, który nie istnieje? A może spróbować zrobić współczesną komedię romantyczną? Zawsze można przecież pokazać kobietę demokratkę i mężczyznę republikanina, którzy będą się kochać i nienawidzić − to by dopiero zagrało! Na pewno trzeba inteligentnie wykorzystywać stereotypy w komediach po to, żeby je burzyć, wtedy łatwiej jest unikać ich w prawdziwym życiu.

Elizabeth Sankey jest pisarką, aktorką i muzykiem. Pochodzi z Londynu. Na temat wydarzeń kulturalnych pisała m.in. do „The Guardian”. Razem ze swoim zespołem Summer Camp wydała trzy studyjne albumy. Jako aktorka dubbingowała filmy Disneya. „Komedia romantyczna” to jej reżyserski debiut.

  1. Psychologia

Kochać żonatego

Są kobiety, dla których bycie kochanką jest rozwiązaniem idealnym. Są też takie, które deklarują chęć posiadania rodziny, a jednak typują do roli partnerów mężczyzn żonatych. (Fot. iStock)
Są kobiety, dla których bycie kochanką jest rozwiązaniem idealnym. Są też takie, które deklarują chęć posiadania rodziny, a jednak typują do roli partnerów mężczyzn żonatych. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Nie można się przytulić w miejscach publicznych. Czasem wręcz nie można się przyznać do znajomości. Nie można do niego zadzwonić, gdy ma się stłuczkę, bo on i tak nie przyjedzie na pomoc.

Są kobiety, które nie chcą się angażować w bliskie relacje i twierdzą, że bycie kochanką jest dla nich rozwiązaniem idealnym. Są też takie, które deklarują pragnienie posiadania rodziny, a jednak typują do roli partnerów mężczyzn już będących mężami innych kobiet. Czy mają szansę na powodzenie – odpowiada psychoterapeuta Tomasz Srebnicki.

Kobieta poznaje mężczyznę, chciałaby sobie ułożyć życie, ale okazuje się, że on jest żonaty. I co ona ma zrobić?
Zostawić żonatego i poszukać takiego, który jest wolny. Oczywiście, każda kobieta (jak i każdy mężczyzna) ma w sobie potencjał do zostania kochanką (kochankiem), takie przypadki się zdarzają: w delegacji, na imprezie, po alkoholu, z kolegą ze szkoły… Ale jeśli się zdarzyło, to rozumiem, że nie trwa długo. Owszem, poniosły mnie emocje, ale teraz widzę, co się dzieje, i kończę tę relację. Zrównoważony pod względem samooceny, wyborów moralnych, odpowiedzialności za siebie i za drugą osobę człowiek nie wszedłby w relację długotrwałego, przynoszącego cierpienie wielu stronom romansu. A relacja z żonatym mężczyzną taka będzie.

Przeczytałam na jednym z forów: „Ja tylko walczę o swoje szczęście, gdyby żona spełniała wszystkie jego potrzeby, to on nie musiałby szukać gdzie indziej”.
To, o czym pani czyta na forach, jest próbą radzenia sobie z łamaniem tabu. Ponieważ w naszej kulturze bez względu na to, jak nowocześni jesteśmy, posiadanie kochanki czy kochanka jest tabu. Osoba, która wchodzi w trójkąt, zagraża istnieniu rodziny. Najłatwiejszym sposobem poradzenia sobie z tym dyskomfortem jest przekierowanie odpowiedzialności za całą sytuację na drugą kobietę, żonę. Dla niektórych kobiet kochanek źródłem satysfakcji i przyjemności może być również to, że w konkurencji o samca one są ważniejsze.

Potrzebują usprawiedliwienia, żeby nie czuć się złą osobą?
Jeśli komuś zależy przede wszystkim na byciu dobrym, to nie wchodzi w bycie kochanką!

Bo kochanka zawsze nosi piętno?
Bo narusza równowagę społeczną. Jeśli żyjemy w kulturze, która wprawdzie dopuszcza posiadanie kochanki, ale nie wynegocjowała wzorca, że można ją posiadać, to na to piętno bycia kochanką kobieta się sama skazuje.

Wydaje się, że wiele kobiet nie ma poczucia sprawczości. Często słyszę: „Tak wyszło”. Jakby zostały wrzucone w tę sytuację.
Ja bym to wiązał z kulturowym wzorcem uwodzenia: to mężczyzna uwodzi, a kobieta się poddaje. On inicjuje grę, której ona ulega. To oznacza, że kobieta jest mało odpowiedzialna za to, że wchodzi w relację. Jest uwodzona i w sposób bezwolny się w coś angażuje. Ten sam mechanizm jest widoczny w nawiązywaniu romansów, z wyjątkiem pań cynicznych, które z góry zakładają romans jako wygodną dla siebie strategię. Ta bezradność rodzi potem kolejne problemy.

Jakiego rodzaju?
Właśnie takie, że kochanki żyją z piętnem albo tkwią w poczuciu bezradności, czują się jak w klinczu, nie wiedzą, co mają dalej zrobić. Warto wiedzieć, że mężczyzna nie bierze sobie kochanki po to, żeby z nią być. A to oznacza, że ona naraża się na życie w długotrwałej sytuacji niejasności, niedopowiedzeń, różnych skomplikowanych gier podjazdowych, które z reguły do niczego poza rozpaczą nie prowadzą.

Mówi pan, że mężczyzna nie bierze kochanki po to, żeby z nią być. To po co bierze?
Po pierwsze, żeby się dowartościować. Po drugie, bo ma przekonanie: „Moje potrzeby są najważniejsze, inni służą tylko do realizacji tego planu”. Biorę sobie kochankę, twierdząc, że to najbezpieczniejszy sposób na seks, szczególnie jeśli kochanka jest w małżeństwie, bo będzie uważać, dochowa tajemnicy, będzie też łatwiej się rozstać, gdy już nie będzie potrzebna. Trzecia przyczyna wiąże się z unikaniem bliskości. Na przykład mężczyzna uważa, że jego żona jest zbyt wymagająca, a nie potrafi się temu przeciwstawić, więc znajduje kochankę, która będzie służyła rozładowaniu napięcia między nim a żoną. Kochankę, która niczego od niego nie oczekuje albo tylko sprawia takie wrażenie. I dzięki temu on nie będzie musiał swojego problemu w małżeństwie rozwiązywać. Żona wprawdzie dalej wymaga, ale dzięki temu, że kochanka niczego nie chce, on nie musi konfrontować się z faktem, że ma kłopot w małżeństwie. Będzie się złościł na żonę, skarżył kochance, ale dalej nie tknie problemu. I to są często kochanki (i kochankowie) współpracujący. Czyli jakby zaangażowani w relację małżeńską, rozmawiają o tych problemach, są przyjacielscy, wspierający, co, oczywiście, do niczego nie prowadzi. Czwartym powodem jest chęć rozstania się z aktualną partnerką/żoną. Nie umiem inaczej – biorę sobie kochankę. Co ciekawe – po tym można poznać tę strategię, w jakiś dziwny sposób żona nagle dowiaduje się jakoś o kochance i…  musi dojść do rozwiązania. No i ostatni powód posiadania kochanków, który znam z pracy z pacjentami, to potrzeba większych wrażeń. Są tzw. szczęśliwe pary, które długo funkcjonują z zaangażowaniem, intymnością, natomiast z prostym problemem seksualnym, np. niezgraniem seksualnym lub większymi potrzebami jednej ze stron. I wtedy te kochanki służą dostarczaniu sobie różnego poziomu satysfakcji, często tylko seksualnej.

W tym wypadku mielibyśmy raczej do czynienia z przygodami, a nie długotrwałymi romansami?
W dodatku z jasno zwerbalizowanym kontraktem, że tak powiem, na seks. I tu pewnie większego kłopotu by nie było. Najgorzej mają te kochanki, gdzie jest albo problem z bliskością, albo potrzeba wyjścia z relacji poprzez kochankę.

Dlaczego one mają najgorzej?
Bo jeżeli się w to angażują, to najprawdopodobniej mają jakiś swój poważniejszy deficyt. I będą doświadczały cierpienia.

Czy przybywa kochanek?
Nie znam badań, natomiast intuicja mi mówi, że rzeczywiście jest więcej relacji pozamałżeńskich. To nie wynika z kryzysów małżeństwa, rodziny, tylko z większego przyzwolenia na strategię radzenia sobie z problemami pt. „nie rozwiązuję, tylko szukam uników”. Jest jeszcze problem promowania braku jakichkolwiek ograniczeń.

Nie przekonuje nas zasada: Nie da się zbudować szczęścia na cudzym nieszczęściu?
Ja generalnie nie wierzę w to powiedzenie, bo się z nim głęboko nie zgadzam. Raczej powiedziałbym, że nie da się zbudować szczęścia na swoim nieszczęściu. Bo zostawanie kochanką to jest własne nieszczęście i na tym faktycznie z reguły się nie da zbudować szczęścia.

A na czym polega to „własne nieszczęście”?
Bez względu na to, jak bardzo ta kochanka czuje się adorowana przez cudzego męża, warto się zastanowić, jak bardzo już na wstępie naraża się na unieważniające doświadczenia: nie spędzi z nim wigilii ani świąt; po 18 on musi być z żoną, bo ona się wścieka, gdy go nie ma; pół godziny po seksie on wstaje, bo musi wracać do domu.


Dokładnie – jakie są zaczątki tego związku? To unieszczęśliwianie siebie.

Jakie jeszcze koszty ponosi kochanka?
Kosztem generalnym jest nieszczęście wszystkich. I kochanka, i kochanki, żony czy męża, dzieci. Kosztem jest zdrowie psychiczne, a jeśli u kobiety istnieje podatność, to problemy z nastrojem, depresją, z odżywianiem itd. Nie wprost, ale jako efekt zupełnie niepotrzebnego wystawiania się na działanie różnych stresorów. Dalej – banalne narażanie się na odkrycie tej zdrady, co podobno powinno niektórych podniecać, ale z reguły nie podnieca. No i wreszcie ogromna samotność.

Kiedyś dochodziłoby jeszcze niebezpieczeństwo powicia bękarta. Teraz już chyba ta figura nie funkcjonuje, ale w ogóle urodzenie dziecka z mężczyzną, który ma inną rodzinę, to jest narażanie tego dziecka na samotność i odrzucenie.
Z tym łączy się łamanie tabu: żeby nie następował rozpad społeczeństwa, będzie ono dążyło do przywrócenia równowagi. Dobrze, że zaczęliśmy tolerować dzieci pochodzące z nieprawego łoża, bo to jest jednak zjawisko teraz dość częste, natomiast rodzi się pytanie: Po co się na to narażać? Choć to pytanie powinno być czynnikiem poprzedzającym wejście w całą historię: „Czy warto?”.

Chyba na początku nie myśli się o konsekwencjach. Może wszystko przesłaniają jakieś nadzieje? Na co może liczyć singielka, wchodząc w relację z zajętym mężczyzną?
Pewnie różnie kobiety by odpowiedziały, ale na przykład podświadomie na to, że tego związku nie będzie. Coś w rodzaju samospełniającej się przepowiedni: „I tak mnie nikt nie pokocha, mnie nie może się udać”. Taka relacja miałaby służyć do potwierdzenia takiego sposobu myślenia.

Czy bycie kochanką zawsze źle się kończy? Niektóre badania mówią, że raptem 3 proc. mężczyzn zostawia swoje żony i wiąże się z kochankami.
Czyli za dobre zakończenie przyjmujemy, że kochankowie zostają małżeństwem?

Znam kilka historii, które właśnie tak się skończyły.
Ja bym tego końcem nie nazwał. Może być tak, że kochanek i kochanka, czyli nowa para, która powstała na skutek rozwodu, są dojrzałymi, rozsądnymi ludźmi i potrafią sobie wytłumaczyć, dlaczego w taki sposób weszli w relację i mogą na zrozumieniu tego budować związek. Może tak być, choć to wymaga cholernie dużo pracy.

Czyli nie mogli się inaczej rozstać z pierwszymi partnerami?
Są też prostsze motywacje: mąż nie chce dziecka, a kobieta tak, znajduje więc kochanka, który też chce mieć dziecko, a z kolei jego żona nie ma takich planów. I znowu mamy tu trudny początek, ale to jest do przepracowania. Najważniejsze, że nie ma włączania się w trójkąty. To etap wychodzenia ze starej relacji i wchodzenia w nową.

Mam wrażenie, że takich rozwiązań historii z kochankami jest mniej niż nieszczęśliwych romansów, bolesnego tkwienia w nierozwiązywanej latami sytuacji niedopowiedzenia.
Cudzołóstwo zawsze było grzechem. I nie chodzi o religię i o grzech moralny, tylko że człowiek potem ponosi dramatyczne konsekwencje tego typu zachowań.

Co można by podpowiedzieć kobiecie, która weszła – z różnych względów – w relację z żonatym mężczyzną? Może wierzyła w jego obietnice, może sama sobie zbudowała iluzję, że ten cudzy mąż stanie się kiedyś własnym, ale on się nie staje, sytuacja się przeciąga, cierpienie się pogłębia…
Żeby wyszła z tej relacji.

A jeśli nie ma siły? Nie wierzy, że to możliwe, cierpi i nie umie tego przerwać.
Powiedziałbym tak: „Rozumiem, że cierpienie, którego doświadczasz teraz, jest cierpieniem mniej zagrażającym niż to, którego myślisz, że doznałabyś, rozstając się z tą osobą”. I tu jest już kwestia podjęcia decyzji. Czy chcesz dalej cierpieć, czy chcesz coś zrobić ze swoim życiem?

Czy mogą pomóc rozmowy z koleżankami albo psychoterapeutą?
Rozmowy z koleżankami z reguły pokazują, jakie koleżanki mają fantazje albo jak by chciały sobie poradzić ze swoimi mężami. Lepiej zwrócić się do mądrych, dojrzałych kobiet, pozytywnie nastawionych do tej naszej kochanki. Babcia może się okazać lepsza niż koleżanki. Natomiast terapeuta może pomóc w określeniu, dlaczego kobieta znalazła się w takiej relacji, czego się boi w wyjściu z niej. I zdecydować, czy mam dosyć, czy chcę w tym być. Bo kobieta może mieć potrzebę tkwienia w chorym, niszczącym ją układzie. Chce tylko zminimalizować cierpienie z tym związane, na przykład lepiej sobie radzić, gdy kochanek wyjeżdża z żoną na narty. Teraz to strasznie przeżywa, a chciałaby, żeby ją to mniej ruszało.

I może się okazać, że wcale nie chcę niczego zmieniać? Że pasuje mi rola tej drugiej, że ja właśnie chcę dostawać jakieś emocjonalne resztki?
Tak. Co więcej, może się okazać, że to, że mówię, że jestem nieszczęśliwa, bardzo cierpię, jest też pewnym sposobem na życie. I jest to sposób dość wygodny.

Tomasz Srebnicki
, doktor nauk medycznych, psycholog, psychoterapeuta, asystent na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, wykładowca w Centrum Psychoterapii Poznawczo-Behawioralnej.

  1. Kultura

Najlepsze filmy o wampirach. Przedstawiamy zarówno horrory, jak i dzieła pełne romansów!

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Wywiad z wampirem", reż. N. Jordan (fot. BEW)
Filmy o wampirach i wilkołakach to nie tylko ckliwe romanse w stylu "Zmierzchu", choć trzeba przyznać, że saga o miłości wiekowego wampira do zwykłej śmiertelniczki zmieniła wiele w odbiorze tego gatunku. Dobre filmy o wampirach to także świetne adaptacje książkowe i mocne w odbiorze dramaty. W rankingu przedstawiamy najciekawsze filmy o wampirach - zarówno horrory, jak i nastrojowe romanse.

"Wywiad z wampirem", reż. N. Jordan

Klasyka kina ze świetnymi rolami Brada Pitta, Tome'a Cruise'a oraz Antonio Banderasa. Historia, która zaczyna się 200 lat wcześniej opowiada o życiu młodego mężczyzny nie mogącego pogodzić się z utratą ukochanej żony, zmarłej w trakcie porodu. Aby skrócić swoje cierpienia zawiązuje on pakt z wampirem - niejakim Lestatem, który przekonuje go, aby zakończyć swoje życie jako zwykły śmiertelnik. Od tego czasu wdowiec zaczyna wieść nowe, nieśmiertelne życie, a podczas swojego długiego żywota jest obserwatorem wielu ludzkich cierpień i niesprawiedliwości. Nie do końca mogąc pogodzić się ze swoją nową naturą postanawia opowiedzieć swoją historię udzielając wywiadu znanemu reporterowi. "Wywiad z wampirem" to film o wampirach, który odbiega od typowej konwencji w jakiej przedstawiane są wampiry - zagłębia się w psychikę i problemy głównych bohaterów czyniąc z nich szukające swojego miejsca na świecie istoty.

"Dracula", reż. F.F. Coppola

Jeden z ostatnich głośniejszych filmów Coppoli nakręcony na podstawie powieści Brama Stokera. Historia rozpoczyna się w XV wieku, gdy wołoski książę Vlad pokonuje armię turecką i po powrocie do domu odkrywa, że jego ukochana żona padła ofiarą spisku. Poinformowana o rzekomej śmierci ukochanego odebrała sobie życie, co z kolei powoduje, ze Vlad wyrzeka się Boga i obiecuje dokonać zemsty. Następnie akcja filmu przenosi się do XIX wieku, gdy młody prawnik Harker zostaje wyznaczony do podjęcia współpracy z ekscentrycznym i niezwykle bogatym hrabią Drakulą. Gdy w końcu dochodzi do spotkania, książę Dracula przypadkowo zauważa zdjęcie ukochanej Harkera, która do złudzenia przypomina mu utraconą kilkaset lat temu ukochaną... "Dracula" to jedna z najsłynniejszych historii, a zarazem jeden z najlepszych filmów o wampirach i prawdziwej miłości, która nie umiera nigdy. Plus za genialną muzykę jednego z najsłynniejszych polskich kompozytorów muzyki poważnej i filmowej - Wojciecha Kilara.

"Tylko kochankowie przeżyją", reż. J. Jarmusch

Wampiry w nieco innym ujęciu - historia opowiada o miłości dwójki wampirów zakochanych w sobie od lat. Adam i Ewa ponownie starają się, aby ich skomplikowane życie dzielone pomiędzy nieśmiertelnością i żywieniem się ludzką krwią, a zamiłowaniem do literatury i sztuki nabrało sensu i starają się nawiązać głębszą relację, na drodze której staje młodsza siostra Ewy. Dzieło Jarmuscha nie jest typowym filmem o wampirach skupiającym się wyłącznie na ich wampirzych ekscesach, lecz raczej dość ponurym i mocno przytłaczającym dramatem egzystencjalnym. „Tylko kochankowie przeżyją”, zaliczany do  filmów z wampirami wartych uwagi, zdobył ogromne uznanie także dzięki eksperymentalnej ścieżce dźwiękowej oraz gęstej i niepokojącej atmosferze filmu.

"Blade - wieczny łowca", reż. S. Norrington

Pół-wampir, pół-człowiek mszcząc się za śmierć matki, walczy z wampirami, aby ochronić przed nimi ludzkość. Jedna z najlepiej zrealizowanych ekranizacji komiksu Marvela, która pomimo upływu czasu dalej budzi ogromne emocje i zachwyca efektami specjalnymi. Świetna rola Wesley Snipes'a i dość ciekawa fabuła powodują, że „Blade – wieczny łowca” to nie tylko jeden z najlepszych filmów o wampirach, ale także trzymający w napięciu film akcji.

"Nosferatu - Symfonia Grozy", reż. F.W. Murnau

Choć współcześnie film ten jest dość ciężki w odbiorze - nakręcony w czerni i bieli, a na dodatek niemy, nie mogło zabraknąć go w zestawieniu najlepszych filmów o wampirach. Prawie stuletni obraz to jedna z pierwszych ekranizacji opowiadających postać kultowego Draculi, która stała się prawdziwą perełką wśród filmów grozy i gotyckiego piękna. Wielkim plusem "Nosferatu" jest niezwykle przejmująca i poetycka gra aktorska - zwłaszcza głównego bohatera tego filmu z wampirami w tle, który odegrał rolę tak realistycznie, że współcześni mu widzowie przypisywali mu nadprzyrodzone zdolności.

"Co robimy w ukryciu", reż. J. Clement T. Waititi

Co robią, gdy nikt nie patrzy i jak na co dzień egzystują stuletnie wampiry żywiące się ludzką krwią? Okazuje się, że wiele głównych problemów, z jakimi dotychczas musiały się zmierzyć wampiry - poszukiwanie ludzkiej krwi, życie po zmroku, przestało być ich głównymi zmartwieniami. Codzienność coraz bardziej postępującego świata i cywilizacji stawia przed nimi o wiele większe wyzwania, z którymi muszą sobie radzić, tak samo jak ludzie. "Co robimy w ukryciu" to ciekawy film o wampirach i ich przyziemnych problemach w nieco odmienionej konwencji nie walczącej z groteskowością i przerysowaniem postaci.

 

 

  1. Seks

Seks na dużym ekranie - przegląd najsłynniejszych scen erotycznych

Kristin Scott Thomas i Ralph Fiennes w
Kristin Scott Thomas i Ralph Fiennes w "Angielskim pacjencie" (fot. Image Capital Pictures/Forum)
Sex coach Marta Niedźwiecka wzięła pod lupę najgorętsze sceny erotyczne w amerykańskich filmach. Udało jej się znaleźć kilka prawdziwych perełek, które naprawdę warto zobaczyć. 

Moje spontaniczne poszukiwania sensownych filmów z dobrą sceną erotyczną wcale nie są takie łatwe. Ciężko do przełomowych lub chociaż interesujących przedstawień napięcia erotycznego między ludźmi zaliczyć "Przeminęło z wiatrem", "Casablankę", czy znakomite, ale bardzo przyzwoite w obrazach "Pożegnanie z Afryką". To prawda, Redford tak zmysłowo myje jej włosy, ale to nadal nie jest erotyka.

Obecna w amerykańskim kinie autocenzura obyczajowa redukuje śmiałe eksperymenty, zarówno z ukazywaniem nagości, jak i współżycia damsko-męskiego, że o współżyciu osobników płci jednakiej nie wspomnę. Wystarczy przypomnieć zapowietrzenie, jakie szanowne gremia zaliczyły na okoliczność "Brokeback Mountain", w którym to filmie więcej dzieje się w wyobraźni widza niż na ekranie. Cóż, Ameryka Północna to nie Azja i kult ciała ma tam zupełnie inne znaczenie.

Amerykańskie kino mainstreamowe tematu erotyki nie realizuje prawie wcale. Wolą albo pławić się w wyśnionej, wymarzonej wersji relacji międzyludzkich, albo pokazywać, jak bardzo dalekie od naszych marzeń pozostają związki. W pierwszej kategorii można odnaleźć można wszystkie fatalne komedie romantyczne, w drugiej od lat króluje Woody Allen ze swoją neurotyczną wizją miłości, seksu i związków.

Kristin Scott Thomas i Ralph Fiennes w "Angielskim pacjencie"

Scena, która zaczyna się spoliczkowaniem Fiennesa, a kończy w wannie, na pewno powinna trafić do naszego zestawienia. Chociażby za umiejętną realizację oldschoolowości i dosłowności. Pełna napięcia atmosfera końca wojny, zniekształcone ogniem ciało mężczyzny, który nic nie pamięta, a gdy sobie przypomina, wolałby stracić pamięć. Miłość w czasach zarazy wewnątrz Afryki.

Halle Berry i Billy Bob Thornton w "Czekając na wyrok"

Wdowa po mężczyźnie, na którym sam wykonałeś wyrok, prosi cię, żebyś jej dogodził z całej siły. A ty jesteś twardzielem, którego syn właśnie popełnił samobójstwo. A ta kobieta to Halle Berry. Poruszający, mocny film, w którym scena seksu odkrywa więcej niż ludzką seksualność - rasowe podziały, linie demarkacyjne wyznaczane przez nienawiść i nietolerancję.

Kevin Spacey w "American Beauty"

Sceny masturbacji nie zdarzają się tak często. Sceny masturbacji egzystencjalnej w wykonaniu mężczyzny przeżywającego kryzys wieku średniego to rarytasy. No i sam Kevin Spacey, który po wyjściu z łazienki deklaruje, że oto skończyła się najlepsza część jego dnia. W dokach na przedmieściu, gdzie spotyka potencjalną Lolitę, emocjonalną pustkę i pozbawiony polotu seks klasy średniej, nie ma wolnej miłości.

Charlize Theron i Christina Ricci w "Monster"

Fakt, że ten film w ogóle trafił do oscarowej selekcji, zakrawa o cud. Pokazanie zmasakrowanej psychicznie prostytutki, która broniąc siebie, mści się na mężczyznach za swoje krzywdy i jednocześnie znajduje czułość i miłość w lesbijskim związku z nieźle zwichrowaną młodą Ricci. W dodatku tą prostytutką jest posągowo piękna Theron, która dała się dramatycznie uczłowieczyć na potrzeby tej roli. W scenach seksu między paniami znowu odkrywa się więcej niż jedynie ludzkie ciało.

David Kross i Kate Winslet w "Lektorze"

W zasadzie można powiedzieć, że podobają mi się tylko filmy o miłości i wojnie, gdyby nie to, że w "Lektorze" jest tak wiele. Wspaniale pokazane jest uczucie młodego prawnika, który - zafascynowany starszą kobietą - wchodzi w świat namiętności, by po kilku latach rozpoznać swoją ukochaną na ławie oskarżonych w procesie zbrodniarzy wojennych. Sceny między młodym Krossem a dojrzałą Winslet są wzruszające, świeże i piękne.

Jack Nicholson i Jessica Lange w "Listonosz zawsze dzwoni dwa razy"

Ona - znudzona żona swojego męża, on - od razu widać, że ladaco i kawał łobuza. Razem zechcą wyprawić małżonka na tamten świat, ale przedtem zaserwują nam pierwszorzędny seks na kuchennym stole. Żeby nie wspomnieć plotek, że Jessica i Jack, zrobili "to" naprawdę na planie.

Mila Kunis i Natalie Portman w "Czarnym łabędziu"

Natalie nie ma wprawy w graniu ról niegrzecznych dziewczynek. W scenie zbliżenia z mroczną konkurentką do roli Łabędzia, cóż ... utrzymuje fizjonomię, jakby rodziła bliźnięta Vaderowi. Ale ten moment, kiedy muzyka wchodzi w crescendo, a wystraszona Portman patrzy w dzikie oczy Kunis, jest wart punktacji.

Gwyneth Paltrow i Joseph Fiennes w "Zakochanym Szekspirze"

Co prawda, młody Joseph Fiennes to nie to co stary Fiennes. Ale jest coś uroczego w tym filmie o życiu miłosnym największego dramaturga naszego kontynentu, nawet jeżeli to coś to jedynie bajkowość. Bo oto, trawiony niemocą twórczą, Szekspir podczas przesłuchania do sztuki poznaje cud-dziewczynę przebraną za chłopaka. Ich romans dodaje mu skrzydeł, dzięki czemu możemy cieszyć nasze serca historią Romea i Julii. Pierwszy raz pisarza i szlachcianki rozpoczyna się dobrze - od rozplątania pięknej Violi z bandaża krepującego biust, potem jest niestety tylko trywialnie.

Holly Hunter i Harvey Keitel w "Fortepianie"

Oni się nie kochają, nie uprawiają seksu, oni się konsumują. To poruszająca historia miłości wrażliwej niemowy Ady, która pragnienia wyraża przez muzykę, i prostego gburowatego Bainesa, granego przez Kaitela tak, że ciary przechodzą. Miłość romantyczna nie ma szans na nowozelandzkim odludziu. Wśród wielu dramatycznych wydarzeń, które będą konsekwencją cudzołóstwa, widz zobaczy parę gwałtownych zbliżeń pomiędzy kochankami.

Naomi Watts i Laura Harring w "Mulholland Drive"

W tym niesamowitym, onirycznym filmie dwie kobiety - Betty i Ritta - idą do łóżka dwa razy. Za każdym razem w inny sposób. Raz czule i nieśmiało, raz gwałtownie i dramatycznie. Lynch nie specjalizuje się w scenach erotycznych, ale myślę, że nawet jakby kręcił dokument o budowie warszawskiego metra, to i tak by to było podniecające.

Daniel Day-Lewis w "Nieznośnej lekkości bytu"

Erotyczne peregrynacje praskiego lekarza, poszukującego prawdy o życiu w seksie z Terezą, Sabiną i wieloma innymi. Cały film jest najeżony świetnymi scenami zbliżeń. Dobrze, że dostał w 1989 roku nominację do Oscara za scenariusz adaptowany oraz zdjęcia.

  1. Kultura

Najpiękniejsze filmy kostiumowe, które trzeba zobaczyć

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Niebezpieczne związki". (fot. BEW)
Najpiękniejsze filmy kostiumowe w historii kina to kategoria niełatwa - spektakularne kostiumy, przepiękne scenografie, oryginalne charakteryzacje - tytułów, które ścigają się o miano filmów kostiumowych wszech czasów jest całe mnóstwo. Filmy kostiumowe często pozostają niezwykle aktualne i zachwycają wiele pokoleń widzów, opowiadają o minionych epokach bądź przenoszą nas do przyszłości. Cechą wspólną są jednak bajkowe kostiumy i niezwykła dramaturgia - oto najpiękniejsze filmy kostiumowe wszech czasów.

Najpiękniejsze filmy kostiumowe w historii kina to kategoria niełatwa - spektakularne kostiumy, przepiękne scenografie, oryginalne charakteryzacje - tytułów, które ścigają się o miano filmów kostiumowych wszech czasów jest całe mnóstwo. Dobre filmy kostiumowe często pozostają niezwykle aktualne i zachwycają wiele pokoleń widzów, opowiadają o minionych epokach bądź przenoszą nas do przyszłości. Cechą wspólną są jednak bajkowe kostiumy i niezwykła dramaturgia – oto najpiękniejsze filmy kostiumowe historyczne wszech czasów.

"Duma i uprzedzenie", reż. Joe Wright

Nie tylko miłośniczki powieści wyjątkowej Jane Austin, która przez całe życie szukała tej jedynej, wymarzonej miłości, będą zachwycone tym filmem kostiumowym. Przepiękne kostiumy, niesamowite sceny – bajeczne spotkania taneczne na wsi, malownicze krajobrazy i wciągająca historia zapewniły kolejnej już ekranizacji „Dumy i uprzedzenia” zaszczytne miejsce wśród najlepszych filmów kostiumowych romantycznych. Historia opowiada o rodzinie sióstr Bennet, które w nadziei na bogate zamążpójście starają się „wyswatać” najstarszą z nich z nowoprzyjezdnym, bogatym i przystojnym Charlesem Bingleyem. Tymczasem jego serdeczny przyjaciel, ponury i wyniosły pan Darcy, obdarza zainteresowaniem jej młodszą siostrę, Elżbietę, która nie żywi do niego nawet cienia sympatii. To dobry film kostiumowy, a zarazem jedna z piękniejszych historii miłosnych, o ludziach, którzy myślą, że się nie znoszą, choć tak naprawdę są w sobie na zabój zakochani. Plus za piękną, malowniczą i romantyczną Wielką Brytanię minionych epok.

"Niebezpieczne związki", reż. Stephen Frears

Ekranizacja XVIII-wiecznej powieści Pierre’a Choderlosa de Laclosa ze znakomitą obsadą: Glen Close, John Malkovich, Michelle Pfeiffer, Umą Thurman i Keanu Reevesem w rolach głównych. Film kostiumowy romantyczny otrzymał mnóstwo nominacji oraz nagród, w tym Oscara za najlepszą scenografię oraz kostiumy. A te są rzeczywiście w "Niebezpiecznych związkach" bajeczne. Markiza i wicehrabia, dwie główne postaci, które wciągają widza w sieć intryg i kłamstw wyglądają jakby wprost przenieśli się w czasie, a dekoracje i wnętrza pałaców dopracowane są w najdrobniejszych szczegółach. Ten jeden z najsłynniejszych filmów kostiumowych opowiada historię intrygantki markizy de Merteuil, która zleca niemoralną przysługę swojemu byłemu kochankowi. Jej były mąż planuje bowiem małżeństwo z młodą, piękną Cecile de Volanges, a markiza za wszelką cenę stara się do tego nie dopuścić.

"Hrabia Monte Christo", reż. Kevin Reynolds

Młody marynarz na skutek fałszywego donosu zostaje skazany na dożywotnie więzienie i wtrącony do lochów. Po prawie 15 latach udaje mu się jednak zbiec - przybywa więc do Paryża, aby dokonać aktu zemsty na swoich wrogach i oskarżycielach. Dotychczas subtelny i wrażliwy młodzieniec przeistacza się w niejakiego hrabię Monte Christo, który staje się bezwzględny i okrutny. Ten film kostiumowy to nie tylko wspaniałe kostiumy i porywająca historia człowieka, który za wszelką cenę chce, by sprawiedliwości stało się zadość, ale także niesamowity obraz ówczesnego życia - wszechobecnych pojedynków oraz ogromnego przywiązania do pojęcia "honoru".

"Wichrowe wzgórza", reż. Peter Kosminsky

Młody Ralph Fiennes i Juliette Binoche i uczucie, którego nie jest w stanie zmienić nawet śmierć. Romantyczna historia przygarniętego przez zamożną rodzinę bezdomnego chłopca, który od najmłodszych, dziecięcych lat zapałał miłością do córki pana domu. Niestety, ówczesne konwenanse, różnice majątkowe i odmienne pochodzenie powodują, że Heathcliff i Caty nie mogą żyć razem. Głębokie, wręcz destrukcyjne uczucie powoduje, że Heathcliff z biegiem lat staje się człowiekiem okrutnym i bezwzględnym, który jedyne czego pragnie to zemsta na wszystkich, którzy rozłączyli go z ukochaną. Malownicza scenografia, która zmienia się razem z transformacją samego głównego bohatera w ponurą i przygnębiającą powoduje, że "Wichrowe wzgórza" ogląda się z zapartym tchem, tak jak podobne dobre filmy kostiumowe.

"Fortepian", reż. Jane Campion

Niezwykle poruszający i rewelacyjnie zagrany, „Fortepian” to jeden z tych dobrych filmów kostiumowych romantycznych, które mogłyby zostać nakręcone wyłącznie dla jednej sceny. Widok ukochanego fortepianu głównej bohaterki stojącego na pustej, nowozelandzkiej plaży przeszedł już do historii. Ale i inne sceny w filmie Jane Campion na długo pozostają w pamięci. Film kostiumowy „Fortepian” opowiada historię niemej Ady, która przybywa wraz z małą córeczką prosto ze Szkocji do Nowej Zelandii, by poślubić człowieka, którego nigdy nie widziała. Razem z nią do nowego świata przybył ukochany instrument, za pomocą którego Ada porozumiewa się i wyraża emocje. Niestety, nowy mąż Ady uważa, że fortepian to zbędny „mebel” i odsprzedaje go za kawałek ziemi, samotnikowi Bainesowi. Wkrótce Ada otrzymuje propozycję – możliwość grania na ukochanym instrumencie w zamian za lekcje udzielane Bainesowi. Przepiękny, melancholijny obraz zamknięty w filmie kostiumowym romantycznym, w którym kostiumy i scenografia odgrywają ogromną rolę.

"Elizabeth", reż. Shekhar Kapur

Jeden z najpiękniejszych filmów kostiumowych nakręcony z niesamowitym rozmachem, ukazujący życie i pierwsze lata panowania Elżbiety I Tudor - niezwykłej władczyni, opiekunki poetów, dramaturgów, panującej prawie 45 lat. Polityczny rozsądek, ogromna dojrzałość i niesamowity umysł - te cechy pozwoliły panować Elżbiecie przez wiele lat i to wyjątkowo skutecznie. "Elizabeth" to także opowieść o tym, jak królowa znosiła samotność, trudy panowania i ogrom odpowiedzialności. Niesamowite kostiumowe widowisko, które w sposób niezwykle realistyczny odtworzyło elżbietańskie realia, imponujące przepychem i inscenizacyjnym rozmachem.

"Plac Waszyngtona", reż. Agnieszka Holland

Ekranizacja XIX-wiecznej powieści Henry’ego Jamesa "Dom na Placu Waszyngtona", która zachwyca kostiumami i piękną scenografią. "Plac Waszyngtona" to opowieść nietypowa dla dobrych filmów kostiumowych - główną bohaterką jest średnio urodziwa Catherine Sloper, osierocona przez matkę i wychowywana przez surowego ojca. Dziewczyna nie cieszy się powodzeniem u płci przeciwnej, toteż gdy u jej boku zjawia się mężczyzna, wszyscy są przekonani, że chce ją oszukać i "poluje" na jej majątek. Kiedy ukochany prosi ją o rękę, ojciec dziewczyny - doktor Sloper konsekwentnie próbuje przekonać córkę, że jedynym powodem, dla którego ten młody mężczyzna mógłby się o nią ubiegać jest jej przyszła fortuna. Decyzja, którą Catherine będzie zmuszona podjąć na zawsze odmieni jej życie.

"Nędznicy", reż. Bille August

Jeden z najsłynniejszych filmów kostiumowych, który doczekał się wielu wersji. Ekranizacja powieści Victora Hugo, która opowiada historię zbiegłego galernika próbującego za wszelką cenę zmienić swoje życie. W wyniku pewnego niespodziewanego zdarzenia, Jean dochodzi do przełomowego momentu w swoim życiu. Od tamtej pory staje się szanowanym obywatelem służącym innym pomocą. Przepiękne kostiumy, moralizująca historia i romantyczne wątki w tle – to wszystko sprawia, że „Nędznicy” wypierają inne filmy kostiumowe historyczne z rankingu produkcji tego gatunku.

"Zakochany Szekspir", reż. John Madden

Dynamiczny, zrealizowany z rozmachem, obraz pokazujący fikcyjne kulisy powstawania jednego z najsłynniejszych dramatów wszech czasów - "Romea i Julii" W. Szekspira. Piękna XVI-wieczna Anglia z epoki elżbietańskiej przeplatana romantyczną, nieszczęśliwą miłością wraz z typowymi dla tego gatunku scenami intryg, pozorów artystycznego świata i licznych konwenansów utrudniających i niszczących prawdziwe uczucia. Film kostiumowy romantyczny "Zakochany Szekspir" otrzymał aż siedem Oscarów, w tym za najlepszy film.

"Małe kobietki", reż. Greta Gerwig

„Małe kobietki” to osadzona w latach 60. XIX w. opowieść o kobietach, które opiekują się sobą nawzajem podczas nieobecności ojca, głowy rodziny, walczącego w wojnie secesyjnej. Klasyka kobiecej literatury w interpretacji Grety Gerwig to bardzo subtelny, niezwykle czuły obraz siostrzanej miłości, kobiecego wsparcia i entuzjazmu, który wybija się tu na pierwszy plan pomimo wielu przeciwności losu.

"Wiek niewinności", reż. Martin Scorsese

Jeden z najbardziej znanych filmów kostiumowych z niesamowitą obsadą: Daniel Day-Lewis, Michelle Pfeiffer i Winoną Ryder. "Wiek niewinności" to opowieść o związku niejakiego Newlanda Archera zaręczonego z młodą, piękną i niewinną Mary Welland. Dzięki temu małżeństwu mają połączyć się jedne z najbardziej wpływowych i szanowanych rodzin Nowego Jorku. Tymczasem w życiu obojga pojawia się niejaka Ellen Oleńska - charyzmatyczna, nieprzestrzegająca konwenansów kuzynka Mary, która uciekła od męża. Newland szybko zakochuje się w zupełnie innej niż większość znanych mu z towarzystwa, pełnego intryg i układów, kobiet. W tle bajeczne życie XIX-wiecznych wyższych sfer - z pięknymi kostiumami, zapierającymi dech w piersiach wnętrzami i na pozór bajkową rzeczywistością.