1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Masturbacja-korzyści i wady

Masturbacja-korzyści i wady

fot.123rf
fot.123rf
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Masturbacja najczęściej kojarzona jest z okresem dorastania, jako przejściowa i mieszcząca się wówczas w normie rozwojowej forma radzenia sobie z napięciem seksualnym. Jednak nie tylko nastolatki uprawiają seks w pojedynkę. Już kilkuletnie dzieci próbują odkrywać w ten sposób własne ciało i jego funkcje. Masturbują się także osoby dorosłe będące w szczęśliwych związkach i prowadzące udane życie seksualne.

Potrzeba pieszczot, dawanych samemu czy samej sobie najczęściej, jest wprost proporcjonalna do naszej aktywności seksualnej w ogóle, a ta z kolei – do ogólnej aktywności życiowej. Tak manifestuje się nasz temperament. Rzadziej, niż w stereotypach i powszechnych dowcipach, autoerotyzm bywa substytutem kontaktów z drugim człowiekiem dla osób mających trudności w znalezieniu partnera, czy obawiających się porażki w łóżku.

Czy masturbacja może być przyczyną trudności w życiu intymnym?

Określone techniki masturbacji mogą zaważyć na przyszłych kontaktach seksualnych. W literaturze często omawiany jest zespół Havelock-Ellisa. Opisuje on utrwalenie reakcji u kobiety pobudzającej się strumieniem wody pod prysznicem i osiągającej satysfakcję seksualną zawsze w ten właśnie sposób. A to oznacza, że tylko za pomocą dokładnie takiej samej stymulacji możliwe jest osiągnięcie orgazmu. Partnerowi będzie niezwykle trudno zapewnić jej zbliżone doznania. Choć przy odrobinie fantazji wszystko jest możliwe…
Czego pragną kobiety? O fantazjach erotycznych czytaj tu.
W praktyce seksuologicznej częściej spotykamy się z kobietami, które orgazm osiągały poprzez napinanie mięśni ud. Czasami mają poczucie „nienormalności” tej techniki, gdyż według ich wyobrażenia poprawną masturbacją byłoby wprowadzenie do pochwy palców czy dildo. Ponieważ zaciśnięte uda rzeczywiście bardzo utrudniają stosunek, pacjentki uczą się także innych sposobów sprawiania sobie przyjemności i nowych reakcji. Mają większy wybór. Specjaliści twierdzą, że żaden sposób doprowadzania się do orgazmu nie jest problemem, jeśli za bardzo się do niego nie przywiązujemy i jeśli nie zagraża naszemu życiu lub zdrowiu.

Korzyści

Klasyk seksuologii, Alfred Kinsey uważał, że osoby, którym zdarza się ćwiczyć samotnie, są lepszymi kochankami. Dlaczego? W każdej dziedzinie to praktyka czyni mistrza. Nieznajomość własnego ciała i jego reakcji jest najczęstszą przeszkodą w osiągnięciu orgazmu. Jeśli sama nie wiesz, co cię podnieca, jak miałabyś przekazać to swojemu partnerowi? Trening masturbacyjny jest czasami zalecany pacjentom jako droga do przyjęcia swojej seksualności jako czegoś dobrego, naturalnego, odbierania przyjemności bez poczucia winy i wstydu.

Poza tym uwaga poświęcana własnemu ciału pozytywnie wpływa na poczucie własnej atrakcyjności. Znaczna część kobiet nie wie nawet, jak wyglądają ich genitalia. Nigdy ich nie oglądały, a jeśli się na to zdobyły, uważają tą część ciała za nieestetyczną. Kobiety mają też często kompleks zbyt dużych warg sromowych, który wynika stąd, że w pismach erotycznych strefy intymne są retuszowane, a aktorki filmów porno często dokonują operacji plastycznych, żeby upodobnić swoje genitalia do dziecięcych. Długość warg sromowych, ich wygląd, rozmiary, nie mają wpływu na sprawność seksualną. Najprostszy sposób poznania siebie to obejrzenie dokładnie CAŁEGO ciała w lustrze, dotykanie kolejno różnych jego części, na różne sposoby, aby stwierdzić jakie odczucia temu towarzyszą, kiedy odczuwamy największą przyjemność.

Dlaczego kobiety robią operacje plastyczne narządów intymnych? Czytaj tu.
Mężczyzna, poznając za pomocą masturbacji swoje reakcje seksualne, może lepiej panować nad momentem osiągania orgazmu. Jest to wykorzystywane między innymi w terapii wytrysku przedwczesnego.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

„Wszechobecny” seks. Dlaczego tak nas fascynuje? W jakie mity nadal wierzymy?

Tramwaj z reklamą męskiej bielizny. Belgrad, Serbia, 2020 r. (fot. iStock)
Tramwaj z reklamą męskiej bielizny. Belgrad, Serbia, 2020 r. (fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Jest częścią nas, ewoluującą razem z nami, ale i razem z nami podupadającą, jeśli akurat na takim etapie życia jesteśmy – mówi seksuolog Michał Lew-Starowicz.

Dlaczego seks tak nas kręci? Psychologowie Cindy Meston i David Buss, naukowcy znani z badań nad ludzką seksualnością, w jednej ze swoich książek wymienili bodajże 237 powodów, dla których uprawiamy seks. Oczywiście nie przytoczę ich tu wszystkich z pamięci, ale te najczęściej wymieniane to m.in. pogłębienie bliskości emocjonalnej, przyjemność zmysłowa, podkreślanie ról w związku, zwiększenie poczucia własnej atrakcyjności, a także poprawa nastroju, zdrowia czy nawet odporności organizmu. Są też powody, które można nazwać negatywnymi, jak próba manipulacji partnerem, wyrażanie wrogości wobec niego… Seks może zaspokajać wszystkie te potrzeby. A to tylko ułamek wspomnianej liczby. I jak tu się nim nie fascynować?!

Seksualność jest jednym z najważniejszych aspektów naszego człowieczeństwa, sferą dotyczącą każdego z nas. Jest też kilka tysięcy osób na świecie, i do tej grupy ja także się zaliczam, których seks fascynuje także od strony naukowej.

No i jest też coraz liczniejsza grupa, która za pomocą seksu chce coś sprzedać (jak choćby, swojego czasu, pewien polski producent trumien). Nie prowadziłem statystyk, ale sądzę, że nie przesadzę, jeśli powiem, że jakieś 2/3 wszystkich reklam bazuje na skojarzeniach seksualnych. Od kosmetyków po ubrania, jedzenie, blachę falistą czy wycieczki zagraniczne, a na wspomnianych trumnach kończąc. Seks się sprzedaje, bo jak już powiedziałem, jest jednym z najważniejszych aspektów naszego życia. Dlatego nie powinniśmy go zaniedbywać, ale też uważajmy, żeby go nie wyeksploatować.

Jak by pan scharakteryzował zdrowe podejście do seksu? Jako zachowanie właściwych proporcji. Cieszenie się nim i praktykowanie go w miarę potrzeb. Rozmawianie o nim z partnerem, bo to uchroni nas przed nieporozumieniami czy nawarstwieniem problemów. Z drugiej strony nie powinniśmy dopuścić do sytuacji, gdy coraz więcej o seksie mówimy, a coraz mniej go uprawiamy. Mam tu na myśli pewnego rodzaju otwartość w postawie, sposobie mówienia czy wyglądzie, która sprawia wrażenie ekshibicjonizmu, a tak naprawdę jest przejawem dość ubogiego życia seksualnego, wynikającego z kompleksów, zahamowań czy innych problemów.

Bądźmy otwarci, ale nie popadajmy w skrajności. Można chodzić po domu nago, ale nie trzeba obnażać się z całą swoją fizjologią czy opowiadać wszem wobec o swoich doświadczeniach seksualnych. Dzieciom trzeba także pozwolić na intymność, gdy o to proszą, np. w łazience podczas kąpieli – to kształtuje szacunek wobec ciała i uczy ochrony swoich granic.

W związku dobrze jest uwodzić siebie nawzajem wyglądem, zapachem czy spojrzeniem, ale nie oszukujmy się, małżonkowie, którzy są ze sobą od lat, nie zawsze wyglądają dla siebie pociągająco i odświętnie. Ważne jest, żeby widzieć siebie w różnych odsłonach, ale nie przekraczać granic dobrego smaku. Unikać całkowitego zespolenia z partnerem, ale też nie przedłużać dystansu. I jeszcze jedno słowo w sprawie uwodzenia, coraz częściej mówi się o nim jako o zestawie cech czy zachowań, które gwarantują powodzenie u płci przeciwnej. Takie podejście do uwodzenia jest zadaniowe, sztuczne i plastikowe. Flirt powinien być czymś naturalnym, swobodnym i spontanicznym.

Zwykły, powtarzalny seks może być atrakcyjny? Ludzie potrzebują powtarzalności, przewidywalności. Daje im to poczucie bezpieczeństwa, ale jeśli pozostaje tylko powtarzalność, to seks staje się monotonny. Nie chodzi o to, by za każdym razem wprowadzać coś nowego, ale raz na jakiś czas – jak najbardziej. To niezwykle ożywia życie seksualne.

Nie ma pan wrażenia, że obraz seksu obecny na billboardach daje fałszywy przekaz, że uprawiają go tylko osoby wyjątkowo atrakcyjne? To bardzo niebezpieczny przekaz, ale mam wrażenie, że dotyka każdej sfery życia. Niech pani weźmie jakikolwiek kolorowy magazyn – czy w rubrykach o seksie, modzie, urodzie znajdzie pani choć jedno zdjęcie osoby, którą można by nazwać mniej atrakcyjną, normalną? Ten ogólny dyktat u przeciętnego odbiorcy, któremu do ideału wiele brakuje, powoduje blokady i frustracje. Poza tym erotyka z billboardów, poprzez swoje uproszczenie, zabija całą istotę seksualności, w której kryje się harmonia, zadowolenie z siebie, z życia, z seksu.

Tak jakby odkąd seks stał się kwestią publiczną, szeroko omawianą i pokazywaną, przestał być czymś prywatnym. Ależ seks jest naszą prywatnością! Zawsze odwołuje się do najbardziej osobistych i uwewnętrznianych elementów osobowości. Jest częścią nas wręcz od urodzenia. Naszą seksualność wynosimy z domu, rozwijamy potem przez poszczególne doświadczenia i stosunek do siebie. Seksualność nie jest więc oderwanym bytem.

Lubię powtarzać, że seks jest taki, jacy jesteśmy my. Jest częścią nas, ewoluującą razem z nami, ale i razem z nami podupadającą, jeśli akurat na takim etapie życia jesteśmy.

A jakie mity na temat seksu robią tej sferze najwięcej krzywdy? W niektórych stereotypach jest trochę prawdy, ale też nie można ich stosować wobec wszystkich. Na przykład ten, że mężczyźni nie lubią rozmawiać o emocjach – owszem, raczej nie lubią, ale nie wszyscy. Gdy do mojego gabinetu przychodzi para, to nie zawsze on jest wycofany, czasem przejmuje cały ciężar konwersacji i dużo o sobie potrafi opowiedzieć.

W sferze seksu narosło wiele mitów, jak choćby te dotyczące męskiej seksualności. „Mężczyźni zawsze myślą o jednym”, „im większy członek, tym większa satysfakcja” itp. – kierują naszą uwagę na sprawność, fizyczną wydolność. Biedni są mężczyźni, którzy biorą je sobie do serca, ale i biedne ich partnerki, które stają się dla nich czymś w rodzaju poligonu doświadczalnego męskości. Są też niezachwiane przekonania, np. „partner, który raz zdradził, na pewno zrobi to ponownie”, „mężczyzn interesuje tylko seks, a kobiety są bardziej emocjonalne” czy „nigdy bym tego nie zrobiła”. Te nieraz prowadzą na manowce. Samo życie najlepiej weryfikuje wszelkie mity i przekonania, zwłaszcza co do tego, do czego jesteśmy zdolni albo nie. Jaką pewność, że dotrzyma obietnicy, może mieć mężczyzna, który zapewnia: „nigdy nie zdradzę żony”, skoro nigdy jeszcze nie miał pokusy i okazji, by zdradzić? O wiele bardziej realnie od „nigdy czegoś nie zrobię” brzmi: „chciałbym i będę się starał, żeby do tego nigdy nie doszło”. Warto mieć w sobie pokorę i otwartość, pracować nad sobą i nad związkiem. Wtedy to nasze wyobrażenie może się spełnić.

Prof. nadzw. dr n. med. Michał Lew-Starowicz: lekarz, specjalista psychiatra, seksuolog, psychoterapeuta, pierwszy w Polsce specjalista medycyny seksualnej (FECSM) afiliowany przez European Union of Medical Specialists. Dyrektor Centrum Terapii Lew-Starowicz.

Artykuł pochodzi z archiwalnego wydania miesięcznika Sens”.

  1. Seks

Niedopasowanie w łóżku – co zrobić, gdy partnerzy mają róże potrzeby seksualne?

Zdarza się niestety, że partnerzy są niedobrani seksualnie i na tyle mocno rozmijają się w swoich pragnieniach, że odbija się to na ich związku. (fot. iStock)
Zdarza się niestety, że partnerzy są niedobrani seksualnie i na tyle mocno rozmijają się w swoich pragnieniach, że odbija się to na ich związku. (fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Bywa, że niewłaściwie dobieramy się w pary. Często pod kątem seksualnym. Mamy nie tylko bardzo różne upodobania i fantazje, ale też inaczej pojmujemy bliskość i inną wartość ma dla nas kontakt fizyczny. Skutek? – Frustracja, nieporozumienia, brak orgazmu. Jak żyć w takim związku? – wyjaśnia seksterapeutka Marja Kihlström, autorka książki „Daj sobie prawo do przyjemności”.

Bywa, że niewłaściwie dobieramy się w pary. Często pod kątem seksualnym. Mamy nie tylko bardzo różne upodobania i fantazje, ale też inaczej pojmujemy bliskość i inną wartość ma dla nas kontakt fizyczny. Skutek? – Frustracja, nieporozumienia, brak orgazmu. Jak żyć w takim związku? – wyjaśnia seksterapeutka Marja Kihlström, autorka książki „Daj sobie prawo do przyjemności”.

Czasami związek dryfuje w kierunku sytuacji, w której partnerzy całkowicie przestają być sobie bliscy, a mimo to pozostają razem. Wciąż mogą czuć do siebie miłość i pożądanie, dzielić ze sobą codzienność, odpowiedzialność finansową czy dzieci i wspólne marzenia. Kiedy więź zaczyna słabnąć, bardzo rzadko zostaje zerwana z dnia na dzień. Zdarza się na przykład, że między dwojgiem osób zaczyna zanikać miłość, choć łącząca je więź seksualna wciąż pozostaje silna. W innych relacjach czynniki finansowe najzwyczajniej w świecie zmuszają partnerów, żeby zacisnąć zęby i trwać, choćby nie było już między nimi żadnych uczuć czy pożądania. Związek może też przekształcić się w nawyk, a za decyzją o pozostaniu razem może stać potrzeba dostosowania się do sytuacji. Znany wszystkim banał: „zostańmy razem dla dzieci”, w wielu domach jest rzeczywistością. Czasami nawet nienawiść, która wyrasta w związku ponad miłość, staje się tym, co trzyma dwoje ludzi przy sobie.

W relacjach miłosnych partnerów łączy ze sobą wiele różnych więzi, które za sprawą rozczarowań, urazów, krytyki drugiej osoby czy ciągłych konfliktów stopniowo się rozluźniają. Ich osłabienie prawie zawsze rzutuje na życie seksualne pary. Może objawiać się na przykład trudnościami w skoncentrowaniu się podczas seksu. To normalne, że nasze myśli czasami zbaczają w stronę zakupów – ale jeśli regularnie się na tym łapiemy, warto żebyśmy poświęcili temu więcej refleksji. Czasami rozluźnienie więzi prowadzi do wzajemnego unikania się. Kiedy nie interesuje nas seks, niekoniecznie chcemy brać razem prysznic czy spać w tym samym łóżku.

Niewłaściwi partnerzy

Pragnienia seksualne nie zawsze są zaspokajane czy omawiane. Jednym z najczęstszych powodów, dla których pary zapisują się na terapię u seksuologa jest właśnie niedopasowanie potrzeb w łóżku. Bywa, że jedna osoba potrzebuje znacznie więcej seksu niż druga, co w dłuższej perspektywie zaczyna stanowić wyzwanie. Trudno rozmawiać o własnych pragnieniach, dlatego partner o mniejszych potrzebach nie ma powodu, żeby cokolwiek zmieniać. W niektórych przypadkach któraś z osób może jeszcze bardziej pogorszyć sytuację, wywierając presję, oskarżając partnera o złe traktowanie, a nawet grożąc, że poszuka sobie nowego kochanka. Często wydaje nam się, że obrona własnych granic w takiej sytuacji jest trudna, a nawet krzywdząca wobec popędzającego nas partnera. Ich przekraczanie jednak boli nas jeszcze bardziej – choć wątpliwości, które możemy mieć, zazwyczaj tłumi wstyd. W książce „Nainen ja häpeä” (z fin. „Kobieta i wstyd”) Elina Reenkola zauważa, że wstyd może przybierać bardzo różne formy: wycofania, unikania, atakowania siebie bądź partnera, fetyszyzmu, erotyzacji, obracania problemu w żart czy dążenia do lepszych wyników w łóżku.

Oprócz złego samopoczucia niedopasowanie potrzeb seksualnych może zaowocować grą sił między kochankami. Czasami jeden z partnerów, mimo najlepszych chęci, zwyczajnie nie jest w stanie spełnić pragnień drugiej osoby – ale nie potrafi tego odpowiednio wyrazić.

Możliwe, że się czegoś wstydzi, a nawet boi, nie ma z czymś doświadczenia – tego nikt nie może wiedzieć. Mężczyźni często źle znoszą wszelkiego rodzaju presje seksualne, a mimo to mit o aktywnym, biegłym w sztuce miłości samcu wciąż ma się dobrze. Kiedy po latach w związku kobieta nauczy się w końcu doceniać swój orgazm i z myślą o własnej przyjemności zacznie się pewnych rzeczy domagać – może się zdarzyć, że mężczyzna nagle zamknie przed nią drzwi. W takiej sytuacji dobrze jest pomyśleć razem, skąd biorą się takie reakcje. Możliwe, że chodzi o odmienne poglądy albo preferencje. Zdarza się, że podczas gdy jeden partner marzy o powolnej, delikatnej miłości, drugi wolałby ostry seks z biczowaniem. Pragnienia obojga kochanków rzadko kiedy są identyczne. Różnice stają się problemem, kiedy całkowicie wyklucza się coś, co jest dla jednego z nich bardzo ważne. Jeżeli nadzieje twojego partnera znacząco odbiegają od twoich, zastanów się szczerze, jak bardzo jesteś w stanie się ugiąć.

Minęły lata, odkąd ostatnio doświadczyłam orgazmu podczas stosunku. Mój związek jest w tej chwili platoniczny. Mąż mnie nie pożąda – a przynajmniej tego nie okazuje. Cierpi na depresję, z którą mierzył się praktycznie przez całe życie. W ciągu ostatniego roku kochaliśmy się może dziesięć razy, zawsze z mojej inicjatywy. Orgazmu nie miałam i nie wiem, jak mogłabym jeszcze do niego dojść. Z mężem nie jestem w stanie o tym porozmawiać – on i tak łatwo pogrąża się w poczuciu, że jest gorszy, a nawet bezwartościowy. Kobieta, 52 lata

Czasami różnice między partnerami są zbyt duże, a rozwiązania, które zadowalałoby obie strony, po prostu nie ma. Jednak zanim złożymy broń, dokładnie rozważmy wszystko wspólnie. Wyjście nie zawsze się znajdzie. Może miłość się wypaliła. Może jeden z partnerów wciąż kocha, a drugi już nie. Może życie intymne zanikło, a jego wskrzeszenie wydaje się niemożliwe i nie ma już o czym rozmawiać.

Gdybym tylko rozwiodła się wcześniej! Gdybym od samego początku była ze sobą szczera i przyznała, że inaczej rozumiemy bliskość. Ja chciałam być ciągle obok, on potrzebował własnej przestrzeni. Nie minęło dużo czasu, do chwili gdy ta sytuacja zabiła moje pożądanie – i tak nie uprawialiśmy seksu przez ostatnie dwa lata. Kobieta, 30 lat

Seksualność to bardzo ważny element relacji miłosnej, odróżniający ją od wszystkich innych związków międzyludzkich. Jeżeli jeden z partnerów nie ma najmniejszej ochoty rozwiązać jakiegoś problemu, czas rozważyć zakończenie związku. Warto zachować szczerość zarówno wobec siebie, jak i drugiej osoby. W początkowej fazie związku, kiedy jesteśmy sobą zafascynowani, często nie zauważamy niektórych różnic – a później, gdy mija zauroczenie, decydujemy się na kompromisy. Czasami odkrywamy wtedy, że pewnych pragnień zwyczajnie nie da się ze sobą pogodzić. Potrzeba odwagi, żeby odpuścić i pozwolić drugiej osobie odejść. Może się to okazać pięknym gestem i szansą. Nowy partner może otworzyć przed nami drzwi do pełni seksualności i zrewolucjonizować nasze dotychczasowe rozumienie przyjemności.

Fragment pochodzi z książki „Daj sobie prawo do przyjemności. Rzecz o orgazmie, kobiecości i nie tylko”. Marja Kihlström, fińska seksterapeutka i edukatorka zachęca kobiety do odkrywania własnej seksualności. Jeśli borykasz się ze wstydem w łóżku, brakiem orgazmu, blokadami seksualnymi i masz liczne wątpliwości na temt seksu - ta książka jest dla ciebie.

  1. Seks

Co najbardziej niszczy życie erotyczne?

Seks jest czułym barometrem tego, co się dzieje w związku. Jeżeli nie odczuwamy pożądania, to znaczy, że dzieje się coś złego. (Fot. iStock)
Seks jest czułym barometrem tego, co się dzieje w związku. Jeżeli nie odczuwamy pożądania, to znaczy, że dzieje się coś złego. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Wzajemne zranienia, przykrości, poniżanie. – Jeżeli generujemy w sobie negatywne uczucia, nie ma możliwości, żebyśmy znaleźli porozumienie w łóżku – stwierdza seksuolog Andrzej Depko. I podpowiada, co zrobić, by w relacji znowu zaczęło iskrzyć.

Jaki jest klucz do prowadzenia udanego życia seksualnego? Choć może to się wydać banalne, podstawowym czynnikiem jest stan naszego zdrowia. I nie chodzi tu tylko o brak choroby lub nasze samopoczucie fizyczne, ale też o kondycję psychiczną i społeczną. Wszystkie te aspekty składają się na naszą wydolność seksualną. Często nie doceniamy siły libido, bagatelizujemy jego wpływ na nasze życie. A tymczasem jest to rodzaj bardzo silnego napięcia wewnętrznego, które domaga się rozładowania. Jego intensywność wynika z poziomu hormonów i neuroprzekaźników w naszym ciele. I jest tak specyficzne, że nie zaspokoimy go w żaden inny sposób. Rady typu: „Idź pobiegać” albo: „Weź zimny prysznic” to tylko półśrodki, które odwlekają w czasie jego rozładowanie. Jeżeli nie podejmiemy świadomych zachowań poprzez wejście w interakcje seksualne albo masturbację, to organizm w nocy podczas snu sam to napięcie zredukuje.

Co niszczy libido

Jak dowodzą badania, chorobą, która obecnie najbardziej zaburza libido, jest depresja. Ocenia się, że u około 1/5 chorych występuje jego spadek. Problemy seksualne mogą wiązać się z samą istotą choroby lub być powikłaniem stosowania leków przeciwdepresyjnych. Innym czynnikiem psychologicznym, który może działać destrukcyjnie na seksualność, są narzucane przez otoczenie normy społeczne i wychowanie. Szczególnie dotyczy to kobiet, które często żyją w sprzeczności pomiędzy potrzebami seksualnymi a światopoglądem, którym są karmione w domu lub bliskim otoczeniu: że seks to zło, że trzeba walczyć z pożądaniem i czekać na tego jedynego. W kościele muszą spowiadać się ze swoich „grzesznych” myśli i czynów. To, co generuje ich organizm i co dyktuje im głowa, wywołuje w nich silne rozdarcie. Efektem końcowym może być zablokowanie libido.

Innym rodzajem „wygaszacza” popędu seksualnego może być rozczarowanie miłosne – rozstanie z mężczyzną, który budził wielkie nadzieje na wspólne życie. Kobieta może wtedy poczuć się wykorzystana i wpędzać się z tego powodu w poczucie winy. Bywa, że niechęć do konkretnego partnera generalizuje na wszystkich mężczyzn i nie jest w stanie wyobrazić sobie seksu z kimkolwiek.

Zablokowanie popędu może nastąpić również w z pozoru trwałym i udanym związku, który jednak po bliższej obserwacji okazuje się rozczarowujący. Bo on miał być opiekuńczy, pomocny, a jest skupiony tylko na swoich celach, często opryskliwy, arogancki, wręcz wulgarny. Po pewnym czasie pojawia się efekt wyparcia i w końcu niechęć lub wręcz awersja do partnera. A to może doprowadzić do całkowitego zaniku pożądania.

Jeżeli miałbym wskazać jednoznacznie, to najbardziej destrukcyjnie na życie seksualne wpływają zaburzenia w relacjach. Partnerzy nie pożądają siebie, bo sprawili sobie wiele przykrości, skrzywdzili się i poniżyli nawzajem. A jeżeli generują w sobie negatywne uczucia, nie ma możliwości, żeby znaleźli porozumienie w łóżku. Nawet jeżeli na początku związku udało się stosować mechanizm godzenia się w sypialni, to z czasem przestaje to działać, a nierozwiązane problemy powracają z coraz większą siłą.

Urlop zamiast tabletki

Bywa też tak, że głównym winowajcą jest nie niechęć, a brak czasu. Kiedy dbamy o wysoki poziom życia, co wymaga z naszej strony dużego zaangażowania w sferę zawodową, życie seksualne schodzi na dalszy plan. Wspólne wakacje mogą dobrze podziałać na jego ponowne rozbudzenie. Oderwanie się od codziennych obowiązków, wyrwanie się z kieratu odciąża układ nerwowy. Gdy stajemy się zrelaksowani i beztroscy, zyskujemy większą wrażliwość na bodźce, które wcześniej były blokowane. I nie ma znaczenia, czy to będą Bahamy latem, czy Alpy zimą. Choć z pewnością intensywne nasłonecznienie powoduje zwiększony przepływ krwi i zwiększoną produkcję hormonów, zatem w okresie wiosenno-letnim nasza percepcja na bodźce erotyczne się wzmaga.

Pamiętajmy jednak, że jeżeli w związku występują wzajemne tarcia, narastają rozczarowania i pretensje, to na wspólnych wakacjach one nie znikną, a wręcz się wzmogą. W takiej sytuacji bezpieczniejszym wyjściem są oddzielne urlopy, tak żeby każdy mógł odetchnąć i zdystansować się, może nawet zatęsknić i wrócić z jakimiś propozycjami i chęcią porozumienia.

Kiedy nie ma chęci

Co robić, kiedy w związku jest dobrze, obie strony się kochają, a mimo to kobieta nie czuje żadnego pożądania? Badania pokazują, że na zespół obniżonego napięcia seksualnego HSDD (ang. hypoactive sexual desire disorder) cierpi już 15–20 proc. kobiet na świecie. Przyczyna nadal pozostaje nieznana. Podłożem mogą być niewykryte problemy hormonalne wynikające z zaburzonej funkcji podwzgórza lub przysadki mózgowej. Jeżeli poziom hormonów płciowych był zbyt niski, aby rozbudzić popęd seksualny, dziewczyna wkracza w dorosłe życie z wygaszonym popędem. Nie odczuwa pożądania i jej go nie brakuje. Ale to nie oznacza, że nie może się zakochać. Zazwyczaj wchodzi w relację, w której w końcu zostaje zainicjowany kontakt seksualny i nagle odkrywa, że w chwili zbliżenia nic nie czuje. Tak jakby wszystko działo się za szybą. Partner w tym samym czasie podnieca się, głęboko przeżywa każdą chwilę, każdy dotyk. Wraz z upływem czasu bodźce erotyczne, które początkowo były odbierane jako obojętne, wywołują zniechęcenie, a gdy staną się już nieprzyjemne, doprowadzają do awersji seksualnej. Jeżeli nie ma podniecenia, to nie ma lubrykacji, a wtedy wszelkie próby penetracji są bardzo nieprzyjemne. Takie bolesne doznania utwierdzają kobietę w przekonaniu, że aktywność seksualna jest bez sensu. Ale widząc przeżycia partnera i słysząc historie innych kobiet, może poczuć, że coś ją w życiu omija. Może odnaleźć imperatyw do tego, żeby coś u siebie zmienić. Choć są też kobiety, które bardzo sobie chwalą i afirmują aseksualność.

U mężczyzn stałe psychiczne wygaszenie libido też jest możliwe – według badań dotyczy to ok. 17 proc. populacji. Od wieków w większości społeczeństw obowiązuje stereotyp, że męskość oznacza twardość, a twardość łączy się z odpornością na bodźce zewnętrzne, które mogą zranić. A przecież mężczyźni potrafią być tak samo wrażliwi jak kobiety. Interakcja seksualna może być dla nich tak samo przytłaczająca albo nieprzyjemna i powodować zablokowanie pożądania. On może z tego powodu zacząć jej unikać, a ona może uznać, że on kogoś ma i ją zdradza. Zdarzają się pary, w których niedopasowanie psychiczne jest tak duże, że on się wycofuje z relacji z kobietą, pozostając jedynie w roli ojca i głowy rodziny. Żona domaga się swoich praw, a on boi się powiedzieć, że jej nie chce. I jednocześnie nie pożąda też innych kobiet.

Zdrowie a seks

Jeśli chcemy zadbać o nasze libido, w pierwszej kolejności zatroszczmy się o swoje zdrowie i zmotywujmy partnera do tego, żeby też to zrobił. Mężczyźni mają wrodzoną skłonność do zaniedbywania siebie i często nie rozumieją, że jeśli nie zatroszczą się o siebie, nie będą w stanie sprostać oczekiwaniom seksualnym – swoim i partnerki. Dlatego mądra partnerka powinna zainspirować ukochanego do tego, żeby prawidłowo się odżywiał i pamiętał o wysiłku fizycznym, chociażby w postaci spaceru.

W drugiej kolejności zadbajmy o nasze relacje. Seks jest czułym barometrem tego, co się dzieje w związku. Jeżeli nie odczuwamy pożądania, to znaczy, że dzieje się coś złego. Nie forsujmy za wszelką cenę naszej wizji udanej relacji. Druga strona może nie protestować, ale żyć w coraz większym napięciu, skrycie pragnąć czegoś zupełnie innego. Jeżeli żyjemy tak uwikłani, to pierwszym symptomem pogłębiającego się nieporozumienia będzie drastyczne obniżenie częstotliwości naszych kontaktów seksualnych. I dobrze, żeby temu problemowi przyjrzeć się z pomocą terapeuty. Nie musi to oznaczać rozpoczęcia wieloletniej terapii, może to być kilka spotkań, w czasie których nauczymy się słuchać, rozmawiać albo zlokalizujemy problem. To nic wstydliwego, a wręcz odwrotnie – to wyraz dojrzałej troski o związek.

Jeśli odczuwamy zadowolenie z naszej sfery intymnej, oznacza to, że jesteśmy zdrowi oraz potrafimy nawzajem o siebie zadbać. Nic, tylko pielęgnować nasz zakres relacji. Rozmawiajmy, nie rańmy się, nadal się o siebie troszczmy. I pamiętajmy, że seksualność też się z czasem zmienia i nawet najwspanialszy seks wymaga zmiany oprawy – wyjścia z sypialni albo powrotu do niej, jeżeli kochaliśmy się zazwyczaj gdzie indziej. Urozmaicenie jest przyprawą, która sprawia, że ta sama potrawa smakuje zupełnie inaczej.

  1. Seks

Nie możemy zajść w ciążę - jak starania o dziecko wpływają na związek?

Kiedy zaczynają się starania o dziecko i nic tego nic nie wychodzi, pojawiają się niepokój i konflikty. Wtedy para powinna być objęta opieką specjalisty (fot. iStock)
Kiedy zaczynają się starania o dziecko i nic tego nic nie wychodzi, pojawiają się niepokój i konflikty. Wtedy para powinna być objęta opieką specjalisty (fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Co czwarta para w Polsce ma problem z zajściem w ciążę. A im bardziej tego chcą, tym bywa trudniej. Jak sobie radzić z niepokojem i przerażeniem, gdy mimo starań nic z tego nie wychodzi – wyjaśnia seksuolog Krzysztof Korona.

Wydaje się, że seks zupełnie już oddzielił się od prokreacji. A tu nagle jak grom z jasnego nieba spada na nas niechciana ciąża albo wprost przeciwnie, dojrzeliśmy już, by mieć dziecko, a tu nic. Dane statystycznie mówią, że co czwarta, piąta para w Polsce ma problem z zajściem w ciążę. Partnerzy są pod presją, bardzo chcą dziecka, ale im bardziej chcą, tym bardziej się nie udaje. Generalnie ludzie mają coraz mniej dzieci i rodzą się one coraz późnej. To ostatnie nie sprzyja prokreacji. Ilość stosunków, które doprowadzają do zapłodnienia i ciąży, jest nieproporcjonalnie duża wobec szans na poczęcie dziecka. W przeszłości obwiniano za to wyłącznie kobiety. W teorii ukrytej owulacji pada stwierdzenie, że prakobiety w przeciwieństwie do innych samic dających reprodukcyjny komunikat swym wyglądem i zapachem w okresie rui zaczęły świadomie ukrywać przed mężczyznami jajeczkowanie. Mając zawsze gotowość do kopulacji, zaczęły przeżywać orgazm także w okresie niepłodnym, więc mężczyzna już nie wiedział, kiedy należy poruszać biodrami, by zrobić dziecko, a kiedy ów wysiłek jest zbyteczny. Współczesny człowiek uprawia seks tak często, bo ma orgazm, czyli rozkosz, co łączy i buduje więź z partnerem, daje fizyczne odprężenie, a czasami załatwia podwyżkę, awans lub prowadzi do zapłodnienia.

Gdy nie dochodzi do zapłodnienia, chociaż ludzie się o to starają, po czyjej stronie jest częściej „wina”? Z psychologicznego punktu widzenia wypowiadanie się na temat winy jest nieporozumieniem. Często się zdarza, że gdy ludzie starający się bezskutecznie o dziecko rezygnują z leczenia, kobieta niespodziewanie zachodzi w ciążę, bo stres związany z próbami poczęcia to jedna z częstszych przyczyn problemów z zapłodnieniem.

Słyszałem, że męskie nasienie też przeżywa kryzys. To prawda, szczególnie w Polsce jakość nasienia mężczyzn jest zła. Według badań sperma przeciętnego Polaka zawiera nawet pięć razy mniej plemników w porównaniu ze spermą Kanadyjczyka czy Fina. Strzelamy ślepakami. Dlaczego? Z chłopcami nie rozmawia się o szkodliwości palenia i picia alkoholu w kontekście zdrowych plemników. Nie mówi się: „Nie jedz czipsów, bo plemniki tłuszczem ci obrosną i nie dadzą rady wziąć udziału w rajdzie po złote jajo, którego drogi biegną po krętych ściankach pochwy i jajowodu, istnym torze przeszkód”. Polscy rodzice w dalszym ciągu razem z religijnymi ortodoksami wrzeszczą: „Nie ruszaj siusiaka”, podczas gdy inne nacje uczą chłopaków, jak badać sobie jądra i sprawdzać, czy nie ma na nich nowotworowego guza. Nie inaczej jest z dziewczętami. Gimnazjalistki nie wiedzą, że pochwa kobiety nie jest miejscem, do którego powinno się wlewać szampana dla zabawy. Stojąca na straży czystości polskiej waginy zdrowa flora bakteryjna nie daje sobie rady z atakiem grzybów pobudzonych przez sznurek stringów. Pada też ofiarą wybuchu brudnej bomby biologicznej, jeśli właściciel penisa nie dba o higienę. Polska pochwa za często jest w stanie zapalnym.

A stres, o którym się często mówi? Ma ogromne znaczenie. Tam, gdzie pojawia się lęk, biologia wyłącza funkcje rozrodcze. Swojego czasu w mediach było głośno o żyrafach, które przestają się rozmnażać z powodu stresu. Dotyczy to wszystkich zwierząt, w tym też człowieka. Kiedy obserwuję pary doświadczone przez dramat niepłodności, często okazuje się, że ci ludzie już wcześniej, zanim zaistniał ten problem, żyli w stresie, walcząc o przeżycie albo by mieć więcej. Nad większością młodych małżeństw, które powinny żyć w atmosferze miłości, spokoju, wisi jak topór kredyt i groza utraty pracy.

Dlatego też ludzie dzisiaj odwlekają ciążę, jak długo się da. Facet przekonuje, że jeszcze ich na dziecko nie stać, kobieta ma zawodowe ambicje, które ciąża może przekreślić. A czas ucieka i nagle dzwonią wszystkie dzwonki alarmowe, zaczyna się panika i pogoń za ciążą. Ani męska, ani żeńska rozrodcza aparatura nie znosi stresu i nacisków. Męska hydraulika jest delikatna, łatwo zawodzi, u kobiet może dojść do oziębłości seksualnej, problemów z orgazmem. Kiedy zaczynają się starania o dziecko i nic tego nic nie wychodzi, pojawiają się niepokój i konflikty. Wtedy para powinna być objęta opieką specjalisty. Seks jest zaburzony walką o dziecko, ale po jego narodzinach też bywa zaburzony przez brak snu, czasu, brak czułości dla siebie nawzajem. Ciepłe emocje gromadzą się wokół nowo narodzonego. To zwykle mężczyźni czują się wtedy odtrąceni, dziecko zajmuje ich miejsce. Kobieta nie ma zazwyczaj zdrowia ani siły na seks.

Czy orgazm jest potrzebny do poczęcia? Biologicznie kobiecie potrzebny był orgazm głównie ze względu na to, by zaraz po stosunku nie wstawała, pionizacja doprowadzić mogła do wycieku nasienia. Zmęczenie wywołane orgazmem sprawiało, że przez pewien czas zmuszona była pozostać w pozycji horyzontalnej. Mówiliśmy już o tym, że polskie małżeństwa są pod presją różnych lęków, co w sposób oczywisty blokuje gotowość fizjologiczną do zajścia w ciążę. Nie da się dokonać aktu prokreacji na zawołanie, gdy teściowa puka w ścianę z pokoju obok, od tygodnia zaniepokojona brakiem miłosnych pomruków.

Jak często twoi pacjenci obarczają się winą za to, że nie mogą zajść w ciążę? Często. Ciężko im pomóc, szczególnie gdy spory doprowadziły już do zaburzeń libido czy erekcji. A pojawienie się miesiączki po próbach zapłodnienia przeżywane jest jak żałoba. Zaczyna się karuzela emocjonalna. I dramat. U kobiety pojawiają się wtedy objawy depresji. Zaczynają się kłótnie i konflikty. Seks przestaje być przyjemnością, staje się zadaniem do wykonania. Wtedy psychoterapia jest jedynym sensownym lekiem na lęk przed niepłodnością. Źle leczona niepłodność i nastawienie się pary na seks na godzinę powoduje rozpad relacji miłosnej. Nawet gdy uda im się zajść w ciążę, są tak poturbowani emocjonalnie, że ciężko potem sprostać stresom po narodzeniu dziecka.

Jeśli zajście w ciążę nie udaje się drogą tradycyjną, jest metoda in vitro, ale tu Kościół grozi palcem. Niemal 99 proc. moich pacjentów, którzy przychodzą w sprawie in vitro, ma dramatyczny problem moralny. Wysoka jest cena za potępienie tej metody przez Kościół katolicki. Przy poczęciu pojawia się o też lęk przed karą, która może być ukierunkowana na niewinne dziecko. Gdy para poddaje się procedurze in vitro w strachu, że skazują siebie i dzieci tak narodzone na potępienie, często zdarza się, że nie przynosi ona efektu. Tu znów namawiałbym do spotkania z psychologiem, który pomoże nam pozbyć się mechanizmów nerwicowych związanych z religią. Ale też w wielu przypadkach siła instynktu i pragnienie posiadania dziecka kruszy nasz światopogląd. Ważne, że nie mamy już kłopotu związanego z brakiem możliwości pozyskania nasienia i jest duża oferta środków farmakologicznych pomagających w zajściu w ciążę.

A co jeszcze przeszkadza? Błędy popełniane niechcący przez lekarzy. Niewłaściwa rozmowa z ludźmi starającymi się o dziecko może doprowadzić do dodatkowych niepokojów. Jeśli mężczyzna ma słabe plemniki, to nie znaczy, że zapłodniona nimi żona urodzi dziecko z wadami genetycznymi! Tak nie jest. Czasem przychodzi do mnie para w ciąży i mówi, że nie uprawia seksu, bo „boją się coś zepsuć”. Jeżeli masz wątpliwości i obawy, idź do ginekologa!

Teraz krótko: jak uprawić seks, żeby mieć dziecko? Należy mieć stosunek co dwa, trzy dni, optymalny moment do zapłodnienia jest na dzień lub dwa przed owulacją. Doradzam seks miłosny. Jak są problemy, należy sięgać po fachową poradę. I zachować spokój.

Krzysztof Korona: psycholog, psychoterapeuta, seksuolog.

  1. Seks

Mam sny erotyczne o innych kobietach. Czy jestem bi?

Biseksualizm jest pojęciem anachronicznym. Charakterystycznym dla kobiet wyróżnikiem zachowań seksualnych jest to, że orientacja seksualna nie musi być u nich czymś statycznym. (Fot. iStock)
Biseksualizm jest pojęciem anachronicznym. Charakterystycznym dla kobiet wyróżnikiem zachowań seksualnych jest to, że orientacja seksualna nie musi być u nich czymś statycznym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Heteroseksualna kobieta miewa erotyczne sny o… innych kobietach. O czym to świadczy, tłumaczy edukatorka seksualna dr Alicja Długołęcka.

Heteroseksualna kobieta miewa erotyczne sny o… innych kobietach. O czym to świadczy, tłumaczy edukatorka seksualna dr Alicja Długołęcka.

Monika ma 29 lat, pracuje w galerii sztuki i jest atrakcyjną brunetką. Od sześciu lat mieszka z Rafałem. Są szczęśliwą parą z udanym życiem seksualnym. Planują ślub. Jednak od jakiegoś czasu coraz bardziej niepokoi Monikę pewna sprawa. Otóż dziewczyna często miewa erotyczne sny o pieszczących się kobietach. Za każdym razem śnią jej się inne osoby, nieznane z realnego życia. W snach tych odczuwa bardzo przyjemne podniecenie, ale rano pojawia się zażenowanie i niesmak. Nikomu o tym nie opowiada, ponieważ się wstydzi. I sama myśl, że mogłaby się do niej w ten sposób zbliżyć jakaś kobieta, budzi w niej wstręt. Ponieważ Monika ma takie sny coraz częściej, czuje z tego powodu narastający dyskomfort. Podejrzewa, że być może jest biseksualna. Zastanawia się, czy wszystko z nią w porządku i czy jej niechciane fantazje są normalne?

Komentarz: Nie istnieje coś takiego jak obiektywna, uniwersalna norma seksualna. Seksualność ograniczają normy społeczne i religijne – wpisane w obyczajowość, prawne – określające, co jest, a co nie jest wykroczeniem, i wreszcie normy medyczne, których przekroczenie szkodzi zdrowiu człowieka. Oczywiste jest, że orientacja homoseksualna według norm medycznych nie jest żadnym zaburzeniem, prawnie również nie podlega sankcjom, chociaż jeszcze 30 lat temu milicja robiła „spisy homoseksualistów”. Natomiast normy społeczne czy religijne podlegają wolniejszym zmianom i homoseksualizm wciąż budzi kontrowersje.

Z perspektywy seksuologicznej senne wizje Moniki jak najbardziej mieszczą się w normie. To, co może niepokoić, to silne negatywne emocje, jakie w niej wywołują. Jeśli Monika skłonności homoseksualnych nie ma – sny byłyby epizodyczne i już by wygasły. Powracają, ponieważ nadaje im tak wielkie znaczenie i skupia wokół nich ogrom negatywnych emocji. Możliwe, że właśnie z tego powodu się nasilają.

W klasyfikacji zaburzeń seksualnych wyróżnia się tzw. egodystoniczność, czyli odrzucanie tej części ego, która wiąże się z homoseksualnością. W interpretacji psychoanalitycznej wynika to z rozbieżności pomiędzy id a presją społeczną (superego), co w rezultacie prowadzi do frustracji. Być może problem ten dotyczy naszej bohaterki. Zastanówmy się, dlaczego Monika boi się swoich myśli? Dlaczego aż tak się na nich koncentruje?

Gdyby śniła jej się konkretna, realna osoba, mogłoby to świadczyć o fascynacji daną kobietą, pewnego rodzaju identyfikacji z nią, chęci upodobnienia się. Warto by było wówczas zwrócić uwagę na to, kto w tych snach jest dominujący i w jaki sposób się śni. Gdyby w snach pojawiała się osoba, w której Monika się zakochała i której pożąda, sytuacja byłaby jasna, ale ponieważ dziewczynie śnią się różne, obce kobiety, przyczyna tych snów nie musi być związana z orientacją homoseksualną.

Być może Monika ma, a raczej miała – bo obecnie je wypiera – idealistyczne wyobrażenia o miłości lesbijskiej. A rodzaj tych wyobrażeń odpowiada temu, czego brakuje jej w ars amandi partnera. Seks kobiecy powszechnie kojarzy się ze specyficznym uwodzeniem i romantyczną otoczką. Warto dodać, że to stereotyp, bo miłość lesbijska w realnym życiu ma wiele scenariuszy, tak samo jak heteroseksualna. Ale ponieważ kobiety heteroseksualne niezbyt często znają lesbijki, to zdarza się, że tęsknią za wyobrażaną przez siebie nie tyle prawdziwą miłością lesbijską, ile za jej aurą, pełną czułości i wzajemnego zrozumienia.

Nie znamy szczegółów życia seksualnego Moniki, ale może z racji tego, że jej związek trwa już od dłuższego czasu, pojawiła się w nim rutyna? Być może Monice brakuje gry wstępnej, pewnej empatii w fizycznej bliskości albo jakiegoś rodzaju określonych pieszczot, typu miłość francuska? Może pragnie więcej pocałunków, a mniej pieszczot genitalnych? Powinna się nad tym zastanowić i jeśli tak jest – porozmawiać z partnerem, jak wzbogacić współżycie o pożądane elementy.

Przyczyna fantazji bohaterki może mieć też bezpośredni związek z homoseksualnością. Na podstawie podanego opisu nie potrafię jednak stwierdzić, w jakiej proporcji jest ona do heteroseksualności. Bo czy nam się to podoba czy nie, w każdym z nas jest pierwiastek homoseksualny. Posługując się już nieco przestarzałą, uproszczoną siedmiostopniową skalą Kinseya, określającą orientację seksualną, można powiedzieć, że stosunkowo mało jest typów ekskluzywnych, a więc takich, które można określić jako wyłącznie heteroseksualne czy wyłącznie homoseksualne.

U Moniki nie nastąpił najważniejszy wyróżnik diagnostyczny, pozwalający stwierdzić, że jej tożsamość jest homoseksualna – to znaczy w jej realnym życiu nie pojawiła się miłość i pożądanie do konkretnej kobiety. Chociaż nie możemy wykluczyć, że nie doszłoby do tego, gdyby przestała bać się swoich fantazji.

Biseksualizm, o którym myśli Monika, jest pojęciem anachronicznym. Charakterystycznym dla kobiet wyróżnikiem zachowań seksualnych jest to, że orientacja seksualna nie musi być u nich czymś statycznym np. nierzadko się zdarza, że do mniej więcej 35. roku życia kobieta ma tożsamość heteroseksualną i czerpie satysfakcję z tego rodzaju kontaktów, a potem zakochuje się w kobiecie i związek z nią jest pod względem seksualnym równie satysfakcjonujący. Współczesny seksuolog powie wtedy, że początkowo taka kobieta miała tożsamość heteroseksualną, a później zmieniła się ona na homoseksualną.

Warto, żeby Monika uzmysłowiła sobie, że dopóki nie przestanie amputować z siebie treści, których nie akceptuje, nie będzie w stanie poznać w pełni swoich potrzeb i pragnień. Jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie i Monika nadal będzie borykała się z brakiem akceptacji dla swoich fantazji, dobrze, żeby skonsultowała się z psychologiem bądź seksuologiem, który pomoże jej zobaczyć, co się kryje za tą barierą odrzucania i wstrętu.

Alicja Długołęcka, doktor nauk humanistycznych, edukatorka seksualna, autorka licznych książek, propagatorka zdrowia seksualnego, doradca partnerski i rodzinny.