1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Siedem etapów miłości według Deepaka Chopry. Etap czwarty: intymność

Siedem etapów miłości według Deepaka Chopry. Etap czwarty: intymność

fot.123rf
fot.123rf
Energia seksualna i duchowa uważane są za jedno. To twórcza energia wszechświata. Intymność jest zaś zespoleniem jednego ciała subtelnego z innym. Co to w praktyce oznacza?

Na wcześniejszych etapach miłości zespolenie nie było pełne. Podczas przyciągania, gdy kochankowie dopiero się poznają, połączenie seksualne jest niczym rozkoszne wyobrażenie o sobie nawzajem. My ledwo się dotykamy. Zadurzenie przybliża nieco tę fantazję, a wspólnota sprawia, że staje się ona bardziej pożądana niż przelotne spotkanie dwóch ciał.

Intymność to faktyczne zespolenie dwóch oddzielnych osób. Pociąga to za sobą nie tylko odbycie aktu płciowego, lecz oddanie się mu bez żadnych ograniczeń, bez zmiany orgazmu w egoistyczne przeżycie. Każdy etap miłości ma swoje wyzwania. I tak intymność zostaje zaburzona, gdy dwoje ludzi idzie do łóżka... trzymając się swoich granic nawet w chwili zespolenia. Intymność triumfuje natomiast wtedy, gdy nastąpi uwolnienie od takich ograniczeń. Można to osiągnąć na poziomie energii (wiąże się to z pojęciem „ciała subtelnego). W tym miejscu pozostajesz sobą, a jednocześnie kimś więcej niż tylko sobą. Wiesz więcej, czujesz więcej, np. przeczuwasz, że ktoś ma dobre serce albo za chwilę wydarzy się coś nieoczekiwanego – to niejasne poznanie przechodzi przez twoje ciało subtelne. Tu decydujesz, czy zachorować, czy wydobrzeć, poddać się miłości, czy też nie.

Deepak Chopra mówi, że jeżeli chcesz stworzyć naprawdę intymną więź z drugą osobą, musisz się z nią podzielić sobą. Nie chodzi tu jednak o słowa, a nawet o czyny. To twoje ciało subtelne musi się zetknąć z drugą osobą. Wtedy mówimy o „oddaniu się komuś”. Jak poznać, że jesteśmy w stanie intymności? Wczuwamy się tak silnie w emocje ukochanych osób, że doświadczamy ich zadowolenia, dyskomfortu, emocji, potrafimy czytać w ich myślach. To prawdziwe zaangażowanie.

Chopra podaje wskazówki, które odnoszą się do energii seksualnej oraz tego, jaką wobec niej należy przyjąć postawę duchową. Potrzebna nam ona jest w momencie gotowości na nawiązanie intymnej więzi z ukochaną osobą.

  • Jesteście świadomi swoich stanów emocjonalnych? Umiecie je wyrażać i za nimi podążać? Energia seksualna budzi się w każdej sytuacji, kiedy czujemy pobudzenie, nagłą świadomość, czujność, namiętność, zainteresowanie, inspirację, podniecenie, kreatywność, zapał. Kiedy doznajemy tych stanów, poświęćmy im uwagę, wczujmy się w nią, by doświadczać energii seksualnej z radością.
  • Popęd seksualny jest święty i czysty. Tłumienie energii seksualnej – fałszywe, ohydne i brudne. Sprawdź w swoim wnętrzu, czy nie tłumisz własnych uczuć.
  • Błogość, beztroska i chęć do zabawy stanowią istotę energii seksualnej w jej najdoskonalszym wydaniu. Czy poczucie humoru gości w waszym łóżku? Czy czasem czujecie się jak rozbrykane dzieci?
  • Jeśli chcesz poprawić jakość swoich doświadczeń seksualnych, porzuć wszelkie oczekiwania. Nie zadawaj pytań: Jak sobie radzę? Jak się czuję? Kochasz mnie?
  • W seksie, podobnie jak w innych dziedzinach życia, opór rodzi się z lęku. On zaś pochodzi z umysłu i oznacza zablokowaną energię. To on decyduje czego chce doświadczyć, a co stłumić. Jest wrogi odczuwaniu. Gdy się uaktywni, seks staje się problemem, bo łączymy go z budzącymi strach emocjami takimi jak: wstyd, poczucie winy czy gniew. Zastanów się, czy podczas intymnych momentów odczuwasz je.
  • Agresja i przemoc to mroczne energie lęku i bezsilności. Jesteście wobec siebie namiętni a jednocześnie delikatni?
  • Intymność seksualna jest drogą do doświadczenia prawdziwej wolności, ponieważ jest sferą życia, w której możemy czuć się całkowicie swobodni. Czujecie się ze sobą w łóżku wolni i wyluzowani?
  • Kiedy seks służy zaspokajaniu pragnień, prowadzi do uzależnienia. Kiedy wypływa z radości – do ekstazy. Umiecie cieszyć się seksem?
  • Doświadczenia seksualne nigdy nie staną się kłopotliwe i zawsze będą źródłem radości, jeśli kochankowie będą mieć ten sam system wartości. Zgadzacie się w swoich przekonaniach na temat tego, co w życiu jest ważne?
 

Te wskazówki pomagają sprawdzić jak dużą intymność czuje dwoje ludzi w swojej relacji. Nie są to nauki zaczerpnięte ze świętych tekstów, lecz prawdziwe i osobiste doświadczenia przekazywane z pokolenia na pokolenie. To dziedzictwo istot seksualnych, a jednocześnie obdarzonych duszą.

Więcej w książce „Kamasutra i siedem duchowych praw według Deepaka Chopry”, wydawnictwo Septem

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Trudne pytania, które wstydzimy się zadać swojemu ginekologowi

Wiele z nas w związku z biologicznym i seksualnym wymiarem swojej kobiecości doświadcza lęku, wstydu i niepewności. (Fot. iStock)
Wiele z nas w związku z biologicznym i seksualnym wymiarem swojej kobiecości doświadcza lęku, wstydu i niepewności. (Fot. iStock)
Wiele z nas w związku z biologicznym i seksualnym wymiarem swojej kobiecości doświadcza lęku, wstydu, niepewności. Trudno zresztą nie czuć onieśmielenia wobec „układu moczowo-płciowego”, jak nazywa tę część naszego ciała medycyna. O odpowiedź na pytania, które nieraz chciałyśmy zadać swojemu ginekologowi, ale wstydziłyśmy się to zrobić, poprosiliśmy dr Preeti Agrawal.

W moich rozmowach z kobietami w różnym wieku jedno pytanie powracało często: czy budowa naszych narządów rodnych ma wpływ na jakość życia seksualnego?
Jeśli mamy do czynienia z jakimiś wielkimi deformacjami, to być może, ale nie spotkałam się, żeby któraś z pacjentek skarżyła się, powiedzmy, na swoje zbyt duże wargi sromowe. Czasem blizny po różnych zabiegach mogą przeszkadzać, dawać poczucie dyskomfortu.

Ma pani na myśli zabiegi chirurgii plastycznej, którym kobiety poddają się, by upiększyć swoje pochwy?
To też, ale także blizny po porodzie – kiedy wykonano zbyt duże cięcie albo pękła ściana macicy, rana była źle zszyta, albo niewłaściwie i długo się goiła. Zrosty mogą boleć i przeszkadzać we współżyciu.

Zrosty da się leczyć?
To długi i złożony proces. Pomóc można, ale całkiem wyleczyć trudno. Pamiętajmy jednak, że seks nie mieszka w ciele, w pochwie, lecz w sercu. Ważne, z jaką intencją się kochamy, co mamy dla tej drugiej osoby. To jest istota seksu.

Mówiąc inaczej – seks jest odzwierciedleniem naszego związku, a nie wymiaru, wyglądu czy wydolności organów płciowych.
Dokładnie. Gdy kocham się ze swoim  partnerem, patrzę na niego z miłością, nie mam w sercu żadnych pretensji, żadnego żalu – to takie uczucia zaraz przekładają się na jakość dotyku. Myśli, emocje nie tylko wpływają na reakcje ciała, one wręcz budują jego substancję, pobudzając do pracy cały układ hormonalny, neurologiczny, neurotransmitery. Jesteśmy jednością. Bywa, że między ludźmi jest napięcie i niewyjaśnione spory, uprawiają seks, ale mechanicznie, z różnych powodów: z poczucia obowiązku, z chęci rozładowania napięcia. Podczas takiego instrumentalnie traktowanego zbliżenia ciało nie jest odpowiednio przygotowane przez system neurohormonalny. Jeśli ma jakieś swoje ograniczenia, prawdopodobnie dadzą o sobie znać.

A jeśli uprawiamy seks z dobrą intencją, szacunkiem dla siebie i partnera, w atmosferze bliskości, zaufania?
Wówczas nawet zrosty czy inne fizyczne niedogodności nie powinny przeszkadzać. Dzięki sile umysłu i serca przekraczamy swoje ciała. Świetnie znają to sportowcy, którzy potrafią pokonywać swoje psychofizyczne ograniczenia. My też możemy, jeśli chcemy dotrzeć na szczyt, którym jest orgazm.

Co się dzieje z kobietą, która doświadcza orgazmu?
Wszystkie neuroprzekaźniki i hormony (głównie oksytocyna) odnawiają jej układ immunologiczny. Staje się zdrowsza. Zmiany, które podczas orgazmu zachodzą w naszych ciałach na poziomie biochemicznym, utrzymują się długo. Seks połączony z miłością to źródło regenerującej, życiodajnej energii. Kiedy akt jest świadomy i dwie osoby naprawdę się podczas niego do siebie zbliżają, mają wielką moc uzdrawiania siebie nawzajem. Wschód już tysiące lat temu odkrył istotę zbliżenia: akt seksualny daje początek życiu. Kiedy łączą się ze sobą dwie osoby, powstaje potężna energia: jedni nazywają ją Bogiem, jeszcze inni istotą wszechświata, źródłem. Mędrcy uznali, że taki akt musi być święty. Kiedy mężczyzna wchodzi do ciała kobiety, to jakby wchodził do świątyni. W Indiach umiemy czcić akt miłosny.

Czcić, czyli…
…przygotowywać się do pierwszego zbliżenia jak do święta, ceremonii. Zadbać o odpowiednie światło w sypialni, zapalić kadzidła, przystroić się, włączyć muzykę i pamiętać, że seks jest doświadczaniem boskości. Ja oczywiście idealizuję, ale chcę powiedzieć, że ważna jest świadomość, że to nie tylko akt fizyczny – musimy widzieć partnera, jego duszę. Intencja musi być. Niektórzy mędrcy uważają, że przez seks można doświadczyć oświecenia. Pamiętajmy, że doświadczenie jedności, która towarzyszy nam podczas miłosnego seksu, przenosi się też na inne aspekty naszego życia. To potem widać w pracy, w relacjach z innymi ludźmi, bo ta energia jakby z nas tryska, promieniujemy nią. A to bardzo twórcza energia. Dzięki niej osiągamy sukcesy i czujemy satysfakcję we wszystkich innych dziedzinach życia.

Nie zawsze mamy potrzebę współżycia, miewamy lepsze i gorsze dni.
Ale energię ciała drugiego człowieka możemy poczuć zawsze. Wystarczy się przytulić, być blisko z poczuciem miłości i szacunku do partnera. Umiejętność świadomego zbliżenia to umiejętność dawania i brania, sztuka, której można się nauczyć. Wystarczy być otwartym na potrzeby partnera i, oczywiście, swoje własne.

Masturbacja?
To słowo źle mi się kojarzy.

Jest jeszcze gorsze: onanizm, i najgorsze: samogwałt. Oba pejoratywne.
Nie widzę nic złego w poznawaniu własnego ciała i jego potrzeb. Ważne jednak, żeby i to odbywało się z wielkim szacunkiem do siebie, z miłością, z radością z posiadania tak wspaniałego źródła energii. Dotykanie siebie i sprawianie sobie przyjemności także jest uzdrawiające, regeneruje i odnawia. Podczas orgazmów podarowanych samej sobie też wydzielają się endorfiny, kąpiemy się w energii seksualnej, budując swoje zdrowie.

Wspominałyśmy na początku rozmowy o plastyce pochwy: coraz więcej kobiet zwęża sobie pochwę, przycina wargi sromowe, żeby były mniejsze. Co pani o tym myśli?
Trzeba by zapytać kobiety, które sobie to robią. Ale powiem raz jeszcze – zmianami w wyglądzie narządów nie sprawimy, że nasz seks stanie się życiodajny i uzdrawiający. To smutne, że nie umiemy korzystać z energii aktu miłosnego, nie sięgamy w pełni do naszego potencjału. A moglibyśmy się uzdrawiać, odmładzać. Tak, odmładzać. Osoby regularnie kąpane w energii aktu miłosnego się nie starzeją.

Ale czy nie zakłada pani sytuacji, że dwoje ludzi się kocha, szanuje, dba o siebie nawzajem, ale w seksie im nie wychodzi, bo na przykład jedna z osób bierze leki, które w jakiś sposób wpływają negatywnie na jej libido?
Ale seks to nie tylko penetracja. Siła dotyku jest potęgą. Na penisie mężczyzny rozmieszczone są receptory odpowiedzialne za wszystkie narządy. Jeżeli kobieta całkowicie akceptuje ciało swojego mężczyzny, satysfakcję można przeżyć na różny sposób.

A pani pacjentki zgłaszają swoje problemy seksualne?
Tak. Skarżą się często na bóle podczas stosunku. Ciało tylko odzwierciedla nasze doświadczenia życiowe. Uważa się, że w pochwie kobiety zapisana jest jej cała historia. Miejsca, gdzie zlokalizowane są bóle, mogą wiele powiedzieć o przeszłości. Są nawet specjalne mapy, dzięki którym można odkryć, co kiedy się wydarzyło. Ciało nie istnieje w oderwaniu od myśli i uczuć. Skoro na dłoniach, stopach i twarzy mamy punkty odpowiedzialne za poszczególne narządy i części ciała, dlaczego nie miałybyśmy mieć ich w pochwie? Jej poszczególne części odpowiadają różnym etapom życia: w innym miejscu kodują się traumy z dzieciństwa, w innym te z późniejszych lat.

Ma pani na myśli traumy natury seksualnej?
Tak. Większości z nich możemy nie pamiętać, bo często wypieramy takie historie. Ale mogą to też być zranienia innej natury dotyczące tej części ciała: jakiś niedelikatnie przeprowadzony w przeszłości zabieg czy bolesne badanie.

Jak pozbyć się tych blokad?
Pomagają masaże pochwy, przeprowadzone w odpowiedni sposób. Można je wykonywać samemu lub poprosić o pomoc partnera. Bardzo ważne jest też ćwiczenie mięśni Kegla. Te mięśnie mają wielki wpływ na jakość naszego życia seksualnego – dzięki ćwiczeniom są silniejsze i lepiej ukrwione. Praca nad świadomością, lektury i rozmowy pomagają kobietom się otworzyć.

Poleci pani jakąś lekturę?
„Rytuały więzi małżeńskiej” i inne publikacje Kerry’ego i Diane Rileyów. Ta australijska para poświęciła całe życie na badanie związków seksu z duchowością. Są razem od 40 lat i cały czas dzielą się swoją wiedzą. Mogę polecić też książki Osho – te o seksie i kobiecości, o pożądaniu.

Vulvodynia i pochwica?
Stosunek sprawia ból albo pochwa zamyka się, ale jednej recepty na to nie ma. Leczenie dobiera się indywidualnie. Ważne, żeby znaleźć przyczynę schorzeń. Z mojego doświadczenia wynika, że można je wyleczyć.

Inne problemy kobiet?
Powiem przekornie o męskich problemach z potencją. W większości przypadków można je leczyć i to bez konieczności sięgania po viagrę, o ile pracuje się w wielu wymiarach: emocjonalnym, energetycznym, fizycznym. Właściwie dużo problemów seksualnych można rozwiązać, jeśli oczywiście dotrze się do ich przyczyny i leczy je na wszystkich poziomach.

Zdaje się, że jeśli kochankowie w pełni akceptują siebie takimi, jakimi są, to wielu sytuacji nie postrzegają już w kategoriach „problemu”…
Tak. Siła miłości jest ogromna i ma wielki potencjał uzdrawiający. Kiedy w umyśle nie ma żadnych blokad, energia seksualna płynie szerokim strumieniem. W seksie ciało wyraża nasze intencje. Jest najważniejszym narzędziem do wyrażania uczuć.

Siła dotyku?
Jest ogromna. Dłonie to wspaniałe narzędzia energetyczne. Dotykając siebie lub partnera, można przekazać wiele dobrych uczuć. Przez wzrok i dłonie wyraża się dusza człowieka. Dłonie uzdrawiają.

Co zaburza energię seksualną?
Przede wszystkim stres i przemęczenie pracą. Wielu ludzi tłumaczy się, że nie uprawia seksu, bo są zmęczeni, zapominając, że mają ciągle – przy sobie i w sobie  – świetne narzędzie, żeby się regenerować. Nie zawsze musi dochodzić do penetracji, ale warto poleżeć obok siebie, pogłaskać się, poprzytulać, pomasować, pooddychać razem, popatrzeć sobie czule w oczy. Już taka wymiana energii może sprawić, że nabierzemy ochoty i siły na seks.

Jak – z perspektywy kobiety wychowanej w kulturze Wschodu – widzi pani zachodnią seksualność?
Zachód sprowadził seks do poziomu fast foodu, gry, zabawy, zapominając, czym naprawdę jest akt seksualny. Nie wychowujemy dzieci w przekonaniu, że akt miłosny jest piękny, czysty i wspaniały. I święty, bo dzięki niemu powstaje nowe życie. Wypieramy go ze swojej świadomości, jest tabu. A dzieci trzeba uczyć szacunku do swojego ciała – że seks to nie jest gra, to również odpowiedzialność.

A czego się wstydzimy?
Swoich ciał. Największy problem kobiety mają ze swoimi piersiami. Coraz więcej moich pacjentek – często bardzo młodych dziewczyn – z małych piersi robi wielki problem. Chcą hormonów, rozważają operacje chirurgiczne. Dużo z nimi rozmawiam. Staram się wyjaśnić, że w ostatecznym rozrachunku wygląd nie ma wielkiego znaczenia. Liczy się miłość, szacunek i akceptacja tego, kim naprawdę jesteśmy.

Dr n. med. Preeti Agrawal specjalista medycyny integracyjnej. Jest doktorem nauk medycznych, ukończyła medycynę integracyjną na Uniwersytecie Arizona Center for Integrative Medicine. Jest specjalistą II stopnia z ginekologii i położnictwa. Prezes Fundacji Kobieta i Natura, założycielka pierwszego w Polsce ośrodka leczenia integracyjnego. W okresie 1995-2001 odbyła szereg staży naukowych specjalizacyjnych w Niemczech (m.in. ośrodek Integracyjnego Leczenia Nowotworów prof. Alexandra Herzoga), Danii, Anglii i Kanadzie. Jest autorką m.in. książek: „Zdrowie jest w nas”, „Siła jest w Tobie” i „Droga do siebie”.

  1. Seks

Jak pobudzić zmysły? Proste porady na dobry seks

Czas dla siebie, czas na wyciszenie to element higieny psychicznej i sposób na to, by doszło do głosu libido. (Fot. iStock)
Czas dla siebie, czas na wyciszenie to element higieny psychicznej i sposób na to, by doszło do głosu libido. (Fot. iStock)
On jest zmęczony, ją boli głowa, przestają się dotykać, mijają się. Dużo pracują, mają małe dzieci. Czy żeby ożywić namiętność, musimy iść do seksuologa? Najpierw warto wypróbować kilka znacznie prostszych sposobów. Tak prostych, że gdyby nie pochodziły od specjalistów, machnęlibyśmy na takie mądrości ręką. Ale by zadziałały, trzeba je zastosować.

Na cyfrowym odwyku

Znajoma powiedziała mi, że „łatwiej zmienić faceta niż zmienić faceta” – i właśnie dlatego chce się rozwieść. Jej mąż woli siedzieć w Internecie niż się z nią kochać. Leżenie w łóżku i patrzenie w sufit, kiedy on obejmuje swój telefon, wykańcza. Podjęła jeszcze jedną próbę. Zorganizowała wyjazd. Wycieczkę tam, gdzie nie ma zasięgu. Tygodniowa wyprawa po lasach i górach wystarczyła, by mąż znów jej zapragnął.

Śledząc bez przerwy wiadomości czy sprawdzając Facebook w telefonie, zabijamy swoje prawdziwe potrzeby, siebie. Tak seksuolog Piotr Gumienny wyjaśnia, dlaczego taki prosty sposób pomógł. Dostarczanie sobie bodźców wzrokowych, intelektualnych w każdej wolnej chwili, a szczególnie wieczorem, sprawia, że tracimy ochotę na seks. Nie trzeba oglądać porno, bo przewijając nieustannie wiadomości na ekranie telefonu, jesteśmy na informacyjno-bodźcowym haju. Podniecenie wraca po czterech dniach w lesie, bo tyle wystarcza, by „wytrzeźwieć”.

Potrzeba odpoczynku od informacji jest blisko potrzeby erotycznej, bo gdy uwolnimy się od natłoku bodźców, od adrenaliny, kortyzolu itp., może zakiełkować w nas zmysłowość. Czas dla siebie, czas na wyciszenie to element higieny psychicznej i sposób na to, by doszło do głosu libido.

Pierwsza prosta rada na dobry seks to: cztery dni choć raz na dwa miesiące z wyłączonymi wszystkimi komunikatorami. Odwyk od informatorów i zaszycie się w lesie.

Intymna relacja

Do Andrzeja Gryżewskiego, seksuologa i psychoterapeuty, trafia wiele par z problemami podobnymi do tych, które miało pewne małżeństwo celebrytów. Ludzi pięknych i z niezaprzeczalnym sukcesem. Mimo to nieszczęśliwych w łóżku. Powód: „Jej oziębłość”.

Usiedli tak daleko od siebie, jak tylko było to możliwe, na kanapie w gabinecie seksuologa. Byli tu już drugi raz. Ona spokojna, on kipiał od hamowanej złości. Zdradziła go, i to z kim?! Z grubasem!?

Andrzej Gryżewski: – Dla kobiety nie ma większego afrodyzjaku niż męska uwaga. Jej brak to powód oziębłości i niechęci do seksu. A na pierwszej sesji ona mówiła, że mąż jej nie słucha, że tylko fizycznie jest obok, że nigdy nie patrzy jej w oczy. Wszystko jedno, czy rozmawiają, czy jedzą, czy się kochają. Teraz nie chce seksu z nim właśnie przez to jego patrzenie w bok! Ten, z którym go zdradziła, był w nią wpatrzony jak w obrazek: prosto, jasno i z zachwytem! Wreszcie poczuła się widziana, ważna, kochana!  Poświęcenie kobiecie pełnej uwagi bywa przez wielu mężczyzn niedocenione. A szkoda.

„Nie patrzy w oczy? A więc coś ukrywa?! Może fantazjuje o innej?” – przyczyny mogą być różne, ale kobieta zawsze pomyśli, że chodzi o konkurentkę, i dlatego traci ochotę na seks. Tymczasem mężczyzna potrzebuje poczucia autonomii, więc bywa, że odwraca wzrok tylko z tego powodu.

Może też chcieć się chronić. Nie patrzy w oczy, bo się wstydzi, nie jest pewny swojej seksualności? Może na przykład mieć kłopoty z utrzymaniem erekcji, dodaje Piotr Gumienny. Spojrzenie w oczy mogłoby skonfrontować go z tym kłopotem, bo a nuż ona zobaczyłaby w nich wątpliwość, czy znów nie zawiedzie. Patrzenie w oczy jest jak patrzenie w lustro, dlatego mężczyzna w takich sytuacjach go unika. Woli odbębnić stosunek po niebieskiej czy innej pigułce, wykazać się wzwodem, odhaczyć seks na liście zadań i nie konfrontować się z tym, że coś mogło być nie tak.

Drugi domowy sposób na seks to: zbuduj intymną relację. To nic nie kosztuje – wystarczy uważność, bycie tu i teraz. Intymność wymaga też szczerości, ujawnienia zwłaszcza tego, co wstydliwe. Na pewno to lepsze niż ochronny dystans.

Nareszcie jesteś blisko

Przyczyny podniecenia, tego, że kobieta nabiera ochoty na seks, mogą być różne. Na przykład widok mężczyzny zmywającego naczynia. W fartuszku. Albo gotującego zupę czy sprzątającego odkurzaczem mieszkanie. Zwłaszcza jeśli jest to mężczyzna, który odnosi zawodowy sukces i ma silny charakter. Taka zabawa w odwrócenie ról? W dominację? Nie musi o to chodzić, uważa Piotr Gumienny.

Jeśli mężczyzna jest dla kobiety mało osiągalny tak na co dzień – bo poświęca wiele czasu i uwagi budowaniu kariery i swoim pasjom, nie zajmuje się więc ani dosłownie, ani mentalnie sprawami domu – ona odbiera to jako brak intymności i bliskości. Nie czuje się więc bezpieczna i kochana. W codziennym pędzie mężczyzna nastawiony zadaniowo mija partnerkę, a ona traci razem z poczuciem bezpieczeństwa ochotę na seks. Oddycha z ulgą, kiedy widzi go w kuchni, czuje, że w tym momencie, w takiej sytuacji jest blisko. A dla kobiety bliskość mężczyzny to afrodyzjak, bliskość rodzi bowiem więź niezbędną do tego, by mogła otworzyć się na seks. By chciała się kochać. Dlatego gdy jej mężczyzna jest domowy, bliski, dostępny, taki na wyciągnięcie ręki – ona w naturalny sposób może chcieć jeszcze bardziej się do niego zbliżyć. Najbardziej, jak to tylko można, czyli kochając się z nim…

Zatem trzeci domowy sposób na seks to płyn do mycia naczyń i fartuszek. Czasem bywa to tak seksowne jak perfumy, szampan i luksusowa bielizna, zwłaszcza gdy powodem oziębłości jest brak psychicznej obecności.

Blisko siebie i swojego ciała

W domu można nosić krótkie tuniki odsłaniające nogi, jeśli z nóg akurat jesteśmy dumne. Nago przechodzić między sypialnią a kuchnią albo nie zamykać drzwi do garderoby, kiedy się przebieramy, a figura czy piersi nie budzą kompleksów. Gdy partner przechodzi obok, nasz szlafrok może się zsunąć z pleców do połowy pośladków, jeśli plecy czy pupę uważamy za ładne.

Moja znajoma po związku z mężczyzną, który nie chciał seksu, obiecała sobie, że nigdy więcej nie będzie rozmawiać o tym, czemu on nie chce. Zastanawiała się u seksuologa nad jego dziwaczną relacją z matką. Po rozwodzie zaczęła biegać i chodzić na pilates, żeby poczuć się dobrze w swoim ciele.

– Kobieca nagość – normalny mężczyzna niewiele więcej potrzebuje, by nabrać ochoty na seks – mówi seksuolog prof. Zbigniew Lew-Starowicz. – Kobieta nie powinna wstydzić się ciała, jeśli chce mieć radość z seksu. Dla mężczyzny większość kobiecych kompleksów nie ma najmniejszego sensu. Pewność siebie i podziw w oczach partnerki podniecają każdego. To nie cellulit czy za mały biust skutecznie niweczą namiętność, ale chowanie się pod kołdrą i gaszenie światła.

Czwarty domowy sposób na seks: pokazuj swoje ciało! A jeśli się krępujesz – zadbaj o nie. Bieganie czy taniec niewiele kosztują, a sprawiają, że poczujesz się sexy. Zniknie dystans między tobą a twoim ciałem, dystans, który budują wyłącznie kompleksy.

Użyj wyobraźni

Mężczyźni myślą, że kobiety podnieca ich męskość w stanie wzwodu, wydają więc majątek na pigułki i tym podobne specyfiki. Unikają więc seksu, gdy nie są pewni erekcji. Ale podniecenie wynikające z patrzenia na wielkie męskie atrybuty to u kobiet rzadkość, uważa Andrzej Gryżewski. Kobiety podnieca bardziej to, co sobie wyobrażą, co może się wydarzyć.

Dowodem jest choćby to, że kupując wibratory, wybierają wzory daleko odbiegające od modelu rzeczywistego. Gdy taki wibrator stanie obok łóżka, można go pomylić ze współczesną rzeźbą. Bo dla kobiety wyobraźnia, nie realny świat, to przestrzeń miłości zmysłowej.

– Kobieta potrzebuje czegoś więcej niż mężczyzna, by mieć ochotę na seks – potwierdza prof. Lew-Starowicz. – Pożądanie wybucha w niej, gdy na przykład wyobrazi sobie blisko siebie tego, kogo pragnie, fantazjuje o nim.

Pomóc jej w tym mogą zdjęcia, ale nie anonimowe akty męskie. Zdjęcia mężczyzny, który jej się podoba, pociąga ją, intryguje. Myślenie o nim może stać się jej afrodyzjakiem, gdy wyobrazi sobie siebie z nim w zmysłowej scenerii. Może nawet kiczowatej, ale co z tego. Nikt jej fantazji nie będzie przecież oceniał.

– Nie widzę w tym nic niestosownego, o ile nie fantazjujemy o panu ze zdjęcia, kochając się z mężem – mówi prof. Lew-Starowicz.

Piąty domowy sposób na seks: jeśli chcesz być namiętną kochanką, daj sobie prawo do korzystania z fantazji. To nie wymaga ani pieniędzy, ani wizyt u specjalisty.

Bądź jak stewardessa

Stewardessa zawsze najpierw podaje tlen sobie, potem dopiero pasażerom. Podobnie ma postępować w sypialni każda kobieta. Najpierw zadbać o swój orgazm. To powinien być dogmat. Nie patrz więc ukradkiem, czy on jest podniecony. Nie śledź jego reakcji. Oddaj się swojemu ciału i temu, co ono czuje i czego pragnie. Zanurz się w miłości jak w strumieniu i skup na tym, co wibruje i drży w tobie, odczytuj swoje wrażenia, śledź swoje dreszcze…

– Moim pacjentkom radzę, by przede wszystkim myślały o sobie i swojej satysfakcji – mówi Karolina Strojecka, psychoterapeutka i seksuolożka. – Żeby postępowały tak, jak radzi już w samym tytule książki Ian Kerner, amerykański seksuolog: „Jej orgazm najpierw...”. Żeby wczuwały się w swoje ciało, skupiły na swoich odczuciach.

Szósta domowa rada na seks: zadbaj o to, by on dotykał i całował cię tak, żebyś miała orgazm. Egoizm? Nie, twoja satysfakcja jest ważna i dla ciebie, i dla niego. Podniecenie kobiety i jej ekstaza to afrodyzjak dla mężczyzny. Radość seksu sprawia, że mamy ochotę na więcej. Klapa powoduje, że chętniej sięgamy po seriale i pączki.

I na deser rada siódma! – W seksie jasno wytyczone ścieżki się nie sprawdzają – mówi Karolina Strojecka. – Lepiej szukać wciąż nowych. Bądź więc odkrywczynią, poszukuj radości seksu dla siebie, a na pewno znajdziesz ją dla was obojga.

  1. Styl Życia

Bielizna menstruacyjna – intymne zero waste

Nie musimy dokładać się do ton śmieci. Zamiast dorzucać do nich kolejne zurzyte podpaski czy wkładki, warto poszukać bardziej ekologicznych i przyjaznych dla zdrowia rozwiązań. (fot. iStock)
Nie musimy dokładać się do ton śmieci. Zamiast dorzucać do nich kolejne zurzyte podpaski czy wkładki, warto poszukać bardziej ekologicznych i przyjaznych dla zdrowia rozwiązań. (fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Jeszcze do niedawna jedyną ekologiczną alternatywą dla miesiączkujących kobiet były kubeczki menstruacyjne lub ekologiczne, wielorazowe podpaski. Od kilku lat można już znaleźć na rynku bieliznę przeznaczoną specjalnie do menstruacji. A do niewielkiego grona producentów dołączyła właśnie polska marka.

Każda kobieta zużywa w ciągu życia od kilku (7-8) do kilkunastu tysięcy sztuk produktów do higieny intymnej - to jest około 130 kilogramów podpasek i tamponów. Te wszystkie jednorazowe produkty do menstruacji nie tylko rozkładają się blisko 300 lat! – Są również mało korzystne dla naszego zdrowia. Wiele z tych środków, wyglądających ładnie i czysto, barwionych jest chlorem (co prowadzi do powstawania toksycznych dioksyn). Zawierają też sztuczny jedwab i substancje zapachowe. Z kolei bawełna wykorzystywana do ich produkcji zawierać może całą masę pestycydów. Efekt? – alergie i podrażnienia miejsc intymnych. Można oczywiście sięgać po produkty jednorazowe z ekologicznym certyfikatem – jednak problem dużego obciążenia dla środowiska pozostaje nadal.

W czasach przedwojennych kobiety nie znały jednorazowych środków czystości. Używały bawełnianych materiałów, pociętych na duże kawałki do składania, które potem należało wyprać, a nawet wygotować, żeby pozbyć się na dobre przykrego zapachu.  Do ich utrzymania używały specjalnych pasków podwiązujących – taką „bieliznę” szyły zwykle własnoręcznie (chociaż na początku XX wieku można już było kupić gotowe produkty). Zamiast materiałów wprowadzono też do użycia tzw. poduszki – jedno lub wielorazowe.

Pierwsze podpaski pojawiły się w Niemczech pod koniec XX wieku, jednak niewiele kobiet z nich korzystało. Po I Wojnie Światowej produkcję podpasek na dużą skalę rozpoczęła amerykańska firma Kotex. W podobnym czasie opatentowano również pierwsze tampony. I chociaż w ostatnich dziesięcioleciach jednorazowe produkty menstruacyjne do higieny intymnej zalały rynek – powoli, całkiem świadomie, wracamy do czasów przedwojennych.

Wielorazowe podpaski, wykonane z naturalnych i przyjaznych dla skóry materiałów, mamy już na polskim rynku od ponad 10 lat. Coraz więcej kobiet korzysta też z menstruacyjnych kubeczków, wykonanych z medycznego silikonu. Jednak dla kobiet, które nie chcą tego ekologicznego zamiennika tamponu, a materiałowe podpaski nie dają im pełnego zabezpieczenia – powstały wielorazowe majtki menstruacyjne. Idea jest taka, że mają w pełni zastąpić tampony, podpaski i wkładki. Mają zwykle dużą wydajność (3-4 tamponów), a ich chłonność zmniejsza się zwykle dopiero po dwóch latach użytkowania. Prać można ręcznie lub w pralce (najpierw trzeba namoczyć w zimnej wodzie).

Majtki menstruacyjne, kubeczki, podpaski wielorazowe - ekologiczna alternatywa dla jednorazowych produktów. (fot. iStock) Majtki menstruacyjne, kubeczki, podpaski wielorazowe - ekologiczna alternatywa dla jednorazowych produktów. (fot. iStock)

Majtki menstruacyjne wyglądają jak normalna bielizna. Różnica jest taka, że posiadają 4 warstwy: absorbującą, antybakteryjną, odprowadzającą wilgoć i zapobiegającą przeciekaniu. Można nosić je bez dodatkowych innych środków, dzięki warstwie ochronnej zatrzymującej krew i zapobiegającej wyciekom. Doskonale sprawdzą się również w połogu i przy problemach z nietrzymaniem moczu.

Trzeba na taki produkt wydać od około 80 do 150 PLN, jednak łatwo obliczyć, że w dłuższej perspektywie stosowanie bielizny menstruacyjnej jest dużo bardziej ekonomiczne, a przede wszystkim przyjazne dla środowiska.

Majtki mamy dostępne od paru lat. Produkują je firmy zagraniczne, głównie niemiecka Selenacare. Nowością na naszym rynku są więc pierwsze polskie produkty.

Majtki menstruacyjne (źródło fot. profil FB marki Skrojone) Majtki menstruacyjne (źródło fot. profil FB marki Skrojone)

Za szycie menstruacyjnych matek zabrały się „Skrojone” – przyświecają im takie idee jak less waste, cruelty free (produkty wolne od okrucieństwa wobec zwierząt, w 100% roślinne), czy transparentność (dziewczyny ujawniają wszystkie koszty na każdym etapie produkcji, a 1% ceny każdego produktu przeznaczają na cele charytatywne). Wszystkie produkty szyją z bawełny organicznej z certyfikatem GOTS. I właśnie taki materiał (100% certyfikowanej bawełny) będzie znajdował się w warstwie majtek od strony ciała. Wkład ochronny to bambusowe frotte, które działa antybakteryjnie, a warstwa chroniąca przed przeciekaniem to PUL (poliester laminowany poliuretanem o właściwościach oddychających i wodoodpornych). Zewnętrzny materiał to również organiczna bawełna, z niewielką domieszką lajkry.

Majtki wchłaniają bez problemu 30 ml płynu, więc można nosić je do 12 godzin (nie dłużej ze względów higienicznych). Będą mogły służyć nawet do 5 lat (bambus swoje antybakteryjne właściwości utrzyma przy 50 praniach). Do majtek, gdy już będą przetestowane i trafią za kilka miesięcy do sprzedaży , ma być dołączona instrukcja prania, drukowana na papierze pochodzącym w 100% z recyklingu.

Majtki menstruacyjne (źródło fot. profil FB marki Skrojone) Majtki menstruacyjne (źródło fot. profil FB marki Skrojone)

Pierwsza „partia” majtek jest mocno limitowanym, testowym produktem.

  1. Psychologia

Lęk przed bliskością to demon, którego nie należy lekceważyć

Lęk przed bliskością to nieświadoma obawa, która zakłóca nasze życie emocjonalne. Pojawia się w przypadku relacji, które mają dla nas szczególne znaczenie. (Fot. Getty Images)
Lęk przed bliskością to nieświadoma obawa, która zakłóca nasze życie emocjonalne. Pojawia się w przypadku relacji, które mają dla nas szczególne znaczenie. (Fot. Getty Images)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Pracuję teraz z kilkoma mężczyznami, którzy odważyli się pochylić się nad swoim reakcjami i lękiem przed bliskością po to, by ich związki mogły rozkwitnąć i dawać szczęście.

Pod wąsem mogę się uśmiechnąć, że zamiast - jak to feministka - bronić kobiet, zajmuję się ochroną mężczyzn. Ale będzie to tylko dobry wic na otwarcie rozważań, bo obydwie płcie zasługują na to samo, a im większa populacja świadomych, dojrzałych mężczyzn, tym lepiej żyje się kobietom.

Dlatego postanowiłam napisać tekst o czymś, co czai się niemal w każdym związku i co ludzie odkrywają ze zdziwieniem, że przecież wcale tego nie chcieli. Jak już demon przestaje się czaić, to powoduje, że faceci wynoszą się z domów w nadziei na to, że gdzieś ktoś ich zrozumie. Albo kobiety się wynoszą/zostają zastanawiając się, czy je jeszcze ktoś kiedyś zrozumie. Lęk przed bliskością - to ten demon. Ciekawe, że wszyscy go lekceważą, chociaż nieszczęść spowodował tyle, co Hitler i Stalin razem wzięci.

Ucieczka od bliskości

Zaczęłam od facetów, bo im jest jeszcze trudniej. Wychowanie odcina ich od emocji, nikt nie uczy ich radzenia sobie z uczuciami. Zresztą kobiety także uciekają od bliskości, ale najczęściej są tego bardziej świadome.

Lęk przed bliskością to nieświadoma obawa, która zakłóca nasze życie emocjonalne. Co trudniejsze, pojawia się w przypadku relacji, które mają dla nas szczególne znaczenie - związków opartych na miłości, czasem też w przyjaźni. Zakłóca je i utrudnia emocjonalne otwarcie się na ludzi. Często jesteśmy skłonni utożsamiać odczuwany lęk z obawami o odrzucenie, pogorszenie relacji lub o emocje, które nie zyskają wzajemności. Jednak tak naprawdę nasz lęk przed bliskością jest wyzwalany przez emocje pozytywne i to właśnie wejście w związek z kimś, na kim naprawdę nam zależy, najczęściej wzbudza ten głęboko skryty lęk.

Bez bliskości w miłości

To dość paradoksalne - im bardziej chcemy być blisko i intymnie z drugim człowiekiem, tym silniej nasz wewnętrzny wróg się temu sprzeciwia. Nie nasz partner, nie okoliczności, ale słabo rozpoznana siła, która drzemie w nas samych.

Problemem jest to, że nasz wybraniec/wybranka widzi nas jako osoby godne miłości, wspaniałe, pełne zalet. Tymczasem my wcale nie musimy tak dobrze o sobie myśleć. Częściej czujemy coś zupełnie przeciwnego. A najczęściej pozostajemy w przekonaniu, że wcale nie jesteśmy godni miłości. I wcale nam się nie  śpieszy do zmiany postrzegania nas samych. To wymagające zadanie, połączone z weryfikacją tego, jak byliśmy traktowani emocjonalnie przez naszych rodziców, poprzednich partnerów. Wolimy odrzucić realną miłość, niż wziąć się za bary z negatywnym obrazem własnej osoby.  Tworzymy więc w sobie bariery, które mają nas przed miłością chronić. Można powiedzieć, że uzbrajamy się w emocjonalną zbroję. Często też nazywamy uzbrajanie obawą przed skrzywdzeniem, bo to dobrze usprawiedliwia pozostawanie w pozycji defensywnej. Któż może wymagać od nas, abyśmy wystawili się na ciosy?

Skąd bierzemy negatywne przekonania/emocje na temat nas samych? Są czymś innym niż myśli o grubych udach czy niezdolności do nauki języków. Są wytrenowanym, głęboko osadzonym skryptem naszej psychiki. We wczesnym dzieciństwie, odczuwając deficyt miłości, dezaprobatę lub odrzucenie rodziców (a wszyscy tego doświadczają, nawet jeżeli mają fenomenalnych rodziców), musieliśmy sobie jakoś radzić z potężnym i zagrażającym nam odczuciem. Nie zanegujemy rodzica, negujemy własną wartość. Wtedy łatwiej zrozumieć dlaczego nie dostaliśmy tego, co było nam potrzebne.

Jako dorośli mylimy skutek z przyczyną. Odczucie bycia niewartym miłości myli nam się z innymi, wtórnymi przekonaniami, obawami. Nie skupiamy się przesadnie na rozumieniu tego, co się z nami dzieje. Po prostu zostajemy ze znanymi skryptami, reakcjami i powtarzamy je w kolejnych, ważnych dla nas związkach. Jesteśmy na tyle dobrzy w oszukiwaniu siebie, że od bliskości nie uciekamy. Za to wpadamy w nowe romanse, bo dzięki temu poczujemy to "coś", dreszcz bycia na świeżo kochanym. Dogadzamy sobie na wszystkie możliwe sposoby albo wręcz przeciwnie, karzemy się, bo przecież to wszystko nasza wina. Zapijamy demona albo kombinujemy nieprzeciętnie, co by tu wykonać, żeby do drugiego człowieka nie zbliżyć się  tak naprawdę, tak bez pancerza.

Kręci nami jak chce

Nie odrzucamy bliskości świadomie i z intencją, to bardzo podświadomy mechanizm. W chwilach intymności emocjonalnej i fizycznej zachowujemy się w określony sposób - taki, który spowoduje napięcie w nas albo w drugiej osobie. Tak, żebyśmy albo mogli odepchnąć, albo zostać odepchnięci.

Jeśli poznasz któreś z poniższych zachowań, warto się chwilkę nad sobą zastanowić. To są schematy ucieczki od bliskości:

  • Nieokazywanie uczuć, reagowanie obojętnie lub odrzucająco na pozytywne bodźce emocjonalne (mąż gotuje dla żony kolację, ona krzyczy, że przecież on wie, że ona nie je klusek, bo jest na diecie).
  • Pozostawanie podejrzliwym lub wręcz paranoicznym wobec partnera (doszukiwanie się negatywnych motywacji zachowań), ponadprogramowa zazdrość. Czasem po prostu wystarczy niezauważanie, że partner chce dobrze.
  • Utrata zainteresowania seksem i dotykiem.
  • Krytykanctwo wobec partnera, związku. Dostrzeganie negatywów, które przysłaniają pozytywy.

Zgnieść demona

Łatwo powiedzieć, robi się długo i mozolnie. Po pierwsze trzeba zmierzyć się z głębokimi, negatywnymi przekonaniami o nas samych (wspomnienia, ból, czasem rozpacz). Czasem, żeby dogrzebać się do tego, co leży na dnie, potrzebna jest pomoc psychologa. Jednocześnie trzeba świadomie i uważne dbać o to, by nie odpychać partnera lub partnerki, nie zwiększać przepaści w związku. Nagrodą są głębokie, satysfakcjonujące związki, w których seks i emocje są drogą do wyrażenia więzi łączącej ludzi.

Miłość jest uczuciem wymagającym, i to nie tylko pracy, co samo w sobie brzmi dziwnie. Także otwarcia się na nią i wyjścia ze swojej skorupy. Co prawda, wszyscy marzymy o idealnym partnerze, ale gdy już się znajdzie jakiś świetny człowiek, który chce z nami żyć, znoszenie związku okazuje się być bardzo trudne. Fantazje są prostsze od rzeczywistości, bo wystawienie na miłość może być dla nas przerażające, naruszać nasze bariery obronne, wpędzać w niepokój, który racjonalizujemy. Kochanie kogoś niesie nie tylko namiętności i szansę na spełnienie, ale obawę przed krzywdą czy stratą.

  1. Seks

Seks po traumie, czyli jak odbudować intymność

Trauma może tak zachwiać naszym poczuciem bezpieczeństwa w seksie, że długo nie będziemy w stanie zaufać drugiej osobie i odsłonić się przed nią. (Fot. Getty Images)
Trauma może tak zachwiać naszym poczuciem bezpieczeństwa w seksie, że długo nie będziemy w stanie zaufać drugiej osobie i odsłonić się przed nią. (Fot. Getty Images)
Trauma, a nawet „zwykła” zdrada może tak mocno zachwiać naszym poczuciem bezpieczeństwa w seksie, że długo nie będziemy w stanie zaufać drugiej osobie i odsłonić się przed nią. Jak wyjaśnia seksuolożka Izabela Jąderek, odbudowanie prawdziwej intymności w parze wymaga przede wszystkim czasu.

Chciałabym porozmawiać o trudnych wydarzeniach, które zdarzają się w związku i mogą prowadzić do utraty poczucia bezpieczeństwa, a nawet do traumy…
Wyjaśnijmy może najpierw, czym jest trauma. W definicjach psychiatrycznych jest mowa o stanie psychicznym będącym skutkiem wydarzeń, które są związane z bezpośrednim zagrożeniem zdrowia i życia lub byciem świadkiem zdarzeń typu wypadek, przemoc na tle seksualnym, pobicie. Obecnie w mediach słowo „trauma” odmieniane jest przez wszystkie przypadki, co często spłyca jego znaczenie. Na przykład nie nazwiemy traumą zdrady. A to może być dla kogoś, kto został zdradzony, wydarzenie kryzysowe i bardzo stresujące, w konsekwencji prowadzące do utraty poczucia bezpieczeństwa i zaufania oraz do wzrostu lęku. To, w co ktoś wierzył, całkowicie się zmienia. Związek i wyobrażenie o nim jest zagrożone, ale zachowując precyzję, nie nazwalibyśmy jednak tego traumą.

Ostatnio usłyszałam opowieść znajomej o rozstaniu z człowiekiem, który w związku stosował przemoc psychiczną. Składało się na nią wyśmiewanie, obrażanie, także stwarzanie poczucia zagrożenia. Czy to może przełożyć się na traumatyczne doświadczenie, mimo że nie ma namacalnych dowodów ani śladów?
Brak śladów fizycznych nie znaczy wcale, że nie ma śladów w psychice. Bo poczucie przerażenia, silnego strachu, ogromnej bezradności, zachwianie poczucia bezpieczeństwa − składają się na ogromny uraz psychiczny. I zdecydowanie mamy prawo nazwać to stresorem traumatycznym, który może spowodować poważne emocjonalne zranienia oraz zagrożenie dla własnej integralności. W takiej sytuacji ofiara przemocy psychicznej w związku potrzebuje wsparcia, najczęściej w formie albo interwencji kryzysowej, albo psychoterapii, czyli czegoś, co pozwoli jej na regulację emocji, uspokojenie, wyciszenie, redukcję lęku, osłabienie śladów wpływów tamtych doświadczeń na całościowe funkcjonowanie.

Czemu pomoc terapeutyczna jest tak ważna?
Bo w momencie, w którym ta osoba ma już za sobą doświadczenie przemocy, jest ryzyko, że będzie wchodzić w kolejne relacje z lękiem i brakiem poczucia bezpieczeństwa. Albo wręcz przeciwnie – zacznie unikać wszelkich bliższych relacji, ponieważ będzie się bała podobnych zranień i doświadczeń. Do tego dochodzi jeszcze negatywna ocena siebie, bardzo duże poczucie wstydu, obwinianie się. Myślenie typu:  „różnię się od innych, jestem gorsza, wybrakowana, ułomna”. Ofiara długofalowego doświadczania przemocy może też próbować oddzielać się od wywoływanych przez to zdarzenie uczuć, nazywamy to dysocjacją. Może oddzielać się od tego, co przeżywa, lub oddzielać się od swojego ciała, wypierać lub zaprzeczać temu, co się działo; może też próbować znaleźć dla swojego oprawcy i dla jego działań jakieś wytłumaczenie. Duża część osób po takich doświadczeniach ma także trudność z regulacją emocji: złości, smutku, lęku. Ale też oczywiście wpływa to na sposób ich myślenia o świecie, który jawi się jako wrogi, nieprzewidywalny, opresyjny.

Zaczęłyśmy od dużego kalibru, ale jest na pewno więcej czynników, które wpływają na poczucie bezpieczeństwa w związku.
Myślę, że silnym czynnikiem jest zdrada. Niezależnie od tego, czy emocjonalna, czy fizyczna. Bycie w monogamicznym związku oznacza, że – karmieni wizją romantycznej miłości – mamy prawo uważać, że jesteśmy najfajniejszą osobą w życiu naszego partnera. I tak samo najfajniejszą osobą jest dla nas partner. Według nas ma najlepsze cechy charakteru, odpowiada nam jego osobowość, w jego towarzystwie czujemy się dobrze i bezpiecznie. Zdrada uświadamia nam, że jednak nie jesteśmy tacy wyjątkowi. Czujemy się oszukani, cały nasz świat się wali, bo na tej drugiej osobie opieramy wyobrażenie o sobie i świecie. W efekcie może nam być trudno ponownie zaufać partnerowi, ale też innym osobom, z którymi będziemy próbowali budować bliskość po rozstaniu z niewiernym kochankiem. A to tylko jeden czynnik…

Jakie są inne?
Zachowania partnera, do których łatwo się przyzwyczajamy, a które nie powinny mieć miejsca i czasem stają się częścią komunikacji w związku. Mam na myśli drobne złośliwości, ocenianie, okazywanie sobie pogardy, ale też brak zainteresowania, obojętność, ciągłe bycie w defensywie. Pisał o tym psycholog John Gottman, który przez ponad 30 lat zbadał około 3 tys. małżeństw i na podstawie obserwacji określił tzw. Czterech Jeźdźców Apokalipsy, czyli cztery najczęstsze powody rozstań: krytykowanie, defensywność, zamykanie się w sobie i pogarda. To one sprawiają, że czujemy się nieważni, gorsi, nieatrakcyjni. Niełatwo o wysoką samoocenę i adekwatne poczucie własnej wartości w relacji, w której partnerzy tak się właśnie traktują. I koniec końców, trudno wtedy między nimi o satysfakcjonującą intymność.

Właśnie, nie za wszystko, co dzieje się w związku ponosimy całkowitą odpowiedzialność, choć czasem nie potrafimy tego przyjąć.
Jesteśmy uczeni tego, że mamy być silni, sprawczy i posiadać wpływ na różne rzeczy w swoim życiu. Tymczasem w związku odpowiedzialność podzielona jest po równo. Nie da się tworzyć partnerskiego związku, jeśli dźwiga się nie swój ciężar. Dodatkowo, jeżeli będziemy się zamykać we własnych przekonaniach czy w swoich założeniach typu: „Ja nic nie zmienię, bo taka już jestem” – to z taką postawą niewiele można zrobić.

Chciałabym jeszcze wrócić do intymności. Dla osób, które doświadczyły zdrady czy licznych złośliwości ze strony partnera relacje seksualne mogą być poza zasięgiem przez dłuższy czas. Czy wyjście z takiej sytuacji zawsze będzie wymagało terapii?
Trudno powiedzieć, czy zawsze, bo wiele par po terapię nie sięga i nie wiadomo, czy i jak sobie radzą. Niemniej zdrada jest jednym z częstszych powodów podejmowania terapii przez pary, a zarazem najczęstszą przyczyną rozpadu związków. Zatem można przypuszczać, że pary samodzielnie sobie z nią nie radzą. Zdrada jest dla nich tak kryzysowym doświadczeniem, że często nie da się potem odbudować relacji. Nie ma jednego modelu terapii, trzeba wziąć pod uwagę charakter relacji pary, czynniki wpływające na zdradę, to, co jest dla osoby zdradzonej najtrudniejsze w tym doświadczeniu: czy to było jednorazowe wydarzenie, czy trwające od kilku miesięcy bądź lat; czy chodziło o bliskość emocjonalną, czy seksualną. Dla niektórych osób będzie to sam fakt „aktu”, a dla innych na przykład to, że partner nie powiedział, że coś się dzieje złego, a wolał zaangażować się w relację z inną osobą. Terapeuta musi to wszystko wziąć pod uwagę. Celem – zwykle  zdefiniowanym przez parę – jest odbudowa intymności i zaufania, wzięcie odpowiedzialności za sam akt zdrady przez osobę zdradzającą, ale też przeanalizowanie i wzięcie odpowiedzialności za różne czynniki prowadzące do kryzysu w relacji – przez oboje. Za kryzys w relacji odpowiedzialne są zawsze dwie strony, bo one ją tworzą, zaś za sam akt zdrady odpowiada osoba, która zdradza.

Wracając do intymności, to najczęściej rozumiemy ją dość prosto – chodzi o seks. Jednak intymność to coś znacznie więcej − zażyłość, zaangażowanie, wspólnota przeżywania emocjonalnego, gotowość do odsłonięcia się przed drugą osobą. Kiedy jesteśmy nadzy fizycznie i psychicznie – stajemy się podatni na zranienie, a gdy do niego dojdzie, chęć ponownego odsłonięcia się znacznie maleje. Jeśli cały czas jesteśmy spięci, czujni i ostrożni, trudno jest odbudować intymność.

Wyobraźmy sobie, że rozmowy albo terapia sprawiły, że oboje z partnerem chcemy zawalczyć o związek po zdradzie. Jednocześnie boimy się powtórki z przeszłości. Jak odróżnić słuszne obawy od podejrzliwości?
To bardzo subtelna różnica i trudno podać konkretne wskazówki do jej uchwycenia. Lęk sam w sobie często jest związany z napięciem, pojawia się po przypomnieniu sobie pewnych wydarzeń lub w wyniku wyobrażania sobie tego, co mogłoby się stać. Zachęcałabym wtedy do sprowadzania się, możliwie najczęściej, do chwili obecnej – do mojej relacji, do tego, jak w niej teraz jest, jaki jest mój partner i jak się zachowuje, do przyglądania się jego postawom, słowom, dotrzymywanym obietnicom, chęci do budowania przez niego bliskości. Dobrze zatrzymać galopadę myśli i uczuć – choć to bardzo trudne, kiedy pojawia się lęk – i odwołać się do swojego rozsądku. Jeśli cokolwiek wzbudzi nasze podejrzenie, dobrze to sprawdzać – w miarę spokojnie rozmawiać z partnerem, pytać, mówić o swoich obawach, ale też o nadziejach i trudnościach. A zarazem uważać, żeby nie wypominać w nieskończoność zdrady.

Jeśli oboje decydujemy się na budowanie związku na nowo, to oznacza, że nie wyzłośliwiamy się już później na siebie, nie piętnujemy. Oznacza to też, że przeprosiliśmy oraz przyjęliśmy przeprosiny i razem ruszamy w tę podróż zwaną związkiem.
Niezależnie od wszystkiego, warto uczyć się widzieć rzeczy takimi, jakie one są naprawdę, a nie takimi, jakimi byśmy chcieli, żeby były. A czasem wolimy się oszukiwać i łudzić, że „jeśli jeszcze coś zrobimy, to wtedy będzie inaczej”.

Jakie są kolejne etapy odbudowywania poczucia bezpieczeństwa w strefie erotycznej? Jak można wspierać ten proces, bez forsowania go i przyspieszania?
Przede wszystkim należy poczekać, aż osoba zdradzona będzie miała ochotę na bliskość seksualną. Nie wywierać na nią żadnej presji, nie naciskać, nie dopytywać, tylko uzbroić się w cierpliwość i być przy niej. Ona też ma trudną pracę do wykonania – powoli otwiera się na związek z kimś, kto ją skrzywdził. A zatem zwykle zaczyna od przyjrzenia się sobie: co jest teraz dla niej najtrudniejsze i dlaczego; z czym kojarzy jej się bliskość seksualna i co ona dla niej oznacza; jakimi uczuciami darzy partnera czy partnerkę; jakie ma nadzieje dotyczące seksu; po czym pozna, że zaczyna znów ufać.

Zrobienie pierwszego kroku warto połączyć z dzieleniem się ze sobą uczuciami i myślami w tym temacie, także po pierwszym seksie. Niewiele się zmieni, jeśli wrócimy do starych schematów sprzed zdrady: do domyślania się, wycofywania i unikania. Niech seks nie będzie czymś, co dzieje się szybko i automatycznie, warto traktować go jako wspólną deklarację łączących nas uczuć, jako fizyczny wyraz tego, co nas spaja i co sprawia, że jesteśmy w związku.

Izabela Jąderek, psycholog, psychoterapeuta, seksuolog kliniczny Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego, psychoseksuolog Europejskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej i Europejskiej Federacji Seksuologicznej.