1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania
  4. >
  5. Remigiusz Mróz: Siadam i piszę

Remigiusz Mróz: Siadam i piszę

fot. BewPhoto
fot. BewPhoto
Zadebiutował pięć lat temu, dziś ma na koncie 25 powieści. A mógłby mieć więcej, bo pisze jedną książkę miesięcznie. Sekret? żelazna dyscyplina. Mówi: „Wszyscy dążymy do podobnego celu: ujarzmienia rzeczywistości i zamknięcia jej w kontrolowane przez nas ramy”.

Wywiad pochodzi z archiwalnego numeru: Zwierciadło 3/2018

Wokół pana dużo tajemnic. A najważniejsza: czy Remigiusz Mróz jest tylko jeden? Czy na wsi pod Opolem, gdzie pan mieszka, ukrywa się panów więcej? Pytam, bo słyszałam, że Mróz to pseudonim grupy twórczej.

Mnie też doszły takie słuchy [śmiech]. Byłem na to gotowy, bo już w 2012 roku mój przyszły wydawca powiedział mi jasno: „Słuchaj, jeśli będziesz tyle pisał, prędzej czy później ktoś powie, że Mróz to pseudonim grupy literackiej”. Odpowiedziałem, że jeśli tak się stanie, potraktuję to jako komplement – i tak właśnie jest.

Tajemnica numer dwa: Jak pan to robi, że pisze tak szybko? Ma pan zaledwie 31 lat, pojawił się „znikąd” w 2013 roku i zaczął wydawać cztery książki rocznie. Potem pan przyspieszył, pisząc książkę miesięcznie. Do dziś wydano ich 25 i pewnie drugie tyle ma pan w szufladzie. Niektórzy podejrzewają, że jest pan cyborgiem, inni – że wyciąga z zapasów książki napisane dużo wcześniej albo że zatrudnia pan ghostwriterów. Jak wygląda prawda?

Siadam i piszę. Nie szukam zastępczych zajęć, kiedy mi nie idzie, tylko czekam, aż… zacznie iść. Nie wypatruję nadejścia mitycznej muzy, po prostu pozwalam opowieści rozwijać się w takim tempie, w jakim sama chce to robić.

Siada pan i pisze – to brzmi niegroźnie. Wyjaśnijmy więc. Od kilku lat pisze pan codziennie, bez przerw na weekendy i święta, od rana do późnej nocy. Minimum 10–15 stron dziennie. Każdy dzień musi wyglądać podobnie albo nawet tak samo.

Brzmi to i właściwie jest niegroźne, bo wydaje mi się, że koniec końców wszyscy dążymy do podobnego celu – ujarzmienia rzeczywistości i zamknięcia jej w kontrolowane przez nas ramy. W pełni nie da się tego zrobić, dlatego zadowalają nas nawet małe sukcesy na tym polu. Moim jest to, że bez szefa nad głową udało mi się wypracować codzienną rutynę, której się trzymam. Ostatecznie wszystko sprowadza się do tego, by zwalczyć potrzebę ucieczki.

Kręgosłup nie szwankuje od takiego siedzenia i pisania?

Na razie nie, ale przypuszczam, że jeśli w długości kadencji pisarskiej uda mi się dobić do Stephena Kinga, wygnę się podobnie jak on w lekki łuk.

Pracuje pan przy biurku?

Zazwyczaj tak, czyli mniej więcej przez 350 dni. Przez pozostałe zdarza mi się pisać na tarasie, na kanapie albo w podróży. Ostatecznie jednak nic nie pobije wygodnego fotela biurowego z podparciem dla odcinka lędźwiowego i biurka, na którym mam ułożone stosy książek. W takim otoczeniu nie ma wyjścia, trzeba pisać.

Lepiej się pisze w ciszy czy przy muzyce? Przy świetle czy może przy zasłoniętych oknach? Ma to w ogóle jakieś znaczenie?

W ciszy pracuje się najlepiej, ale jeśli świat zewnętrzny się naprzykrza, czasem wznoszę ścianę dźwięków, zbudowaną z utworów instrumentalnych. Wokal mnie rozprasza. Światło nie ma dla mnie znaczenia – zdarza się, że wpadam w wir pisania, kiedy jest jasno, a potem szkoda mi odkleić się od laptopa, żeby włączyć światło.

Siadając do nowej książki, ma pan już w głowie całą historię?

Czasem tak, choć wolę, kiedy nie mam pojęcia, jaki będzie finał. Albo kiedy tylko wydaje mi się, że wiem, jak zakończy się cała historia, a bohaterowie postanawiają postąpić zupełnie inaczej.

Kiedy siedzi pan cały czas przy biurku, to skąd inspiracje?

Zewsząd! Dobre pomysły nie tylko nas otaczają, ale także nieustannie atakują. Potrafią czyhać w pozornie błahym newsie, mało znaczącym zdarzeniu w naszym życiu czy w zabłąkanej myśli. Jedyna różnica między pisarzami a osobami wykonującymi inny zawód jest taka, że my odkładamy te idee z tyłu głowy, od czasu do czasu podlewamy kolejnymi i czekamy. Jeśli wyrośnie z nich coś, co może zaowocować kilkusetstronicową historią, siadamy do pisania.

I nie zdarzają się żadne kiepskie dni, przestoje?

Bywa, że pierwsze zdanie piszę przez 15 minut, a przez kilka kolejnych zastanawiam się, czy przecinek nie sprawdziłby się lepiej w innym miejscu. Wystarczy jednak zamknąć sobie drogę ewakuacji, a w końcu słowa zaczną się kleić i opowieść ruszy naprzód.

Pana guru Stephen King, żeby nie wyjść na totalnego pracoholika, w wywiadach twierdził, że pracuje 363 dni w roku. Pan nie odejmuje sobie nawet tych dwóch dni dla zachowania pozorów...

Chciałem zrobić podobnie, potrącając sobie te dwa dni na urodziny i Wigilię, ale potem przeczytałem wywiad z Kingiem, który przyznał, że skłamał [śmiech]. Koniec końców chyba każdy pisarz jest po części jaskiniowcem – i może musi nim być, żeby na dobre wejść do świata swojej powieści, zamknąć się w niej jak w ciemnej grocie i nie wyłazić na powierzchnię przez jakiś czas.

Gdy się pan w końcu wynurza z jaskini, to co wtedy? Pusto wokół?

Aż tak źle ze mną nie jest! [Śmiech]. Czasem mentalnie muszę zniknąć w mojej powieściowej jaskini, ale kiedy w końcu z niej wychynę, ktoś zawsze na mnie czeka.

Czyli nie obawia się pan, że pewnego dnia obudzi się i stwierdzi, że poświęcił karierze i literaturze za dużo, że ominęło go życie?

Nie, bo mam jasno wyznaczone cele. Najważniejsze to przelewać kolejne historie z wyobraźni na papier. I dopóki udaje mi się to robić, wszystko jest w porządku. Jeśli to się zmieni, zatrzymam się i zastanowię, jak wrócić na wyznaczony tor.

A co, gdy w głowie zabraknie pomysłów?

Cierpię na podobną przypadłość co King, kiedy miał na karku dopiero trzydziestkę. Głowa pęczniała mu od nadmiaru pomysłów, a jego jedyną obawą było to, czy zdąży przekuć je na książki. Teraz, kiedy przekroczył już siedemdziesiątkę, twierdzi, że sytuacja trochę się poprawiła. Mam więc nadzieję, że w okolicach roku 2057 będę mógł powiedzieć podobnie.

Nudno być samotnikiem?

W żadnym wypadku! Wisława Szymborska mawiała, że czytanie to najpiękniejsza zabawa, jaką ludzkość wymyśliła, ale wydaje mi się, że jeszcze bardziej niesamowitą rozrywką jest pisanie. Dopiero wtedy można w pełni odczuć magię kreatywności. Jakiś czas temu zastanawiałem się, czy większą przyjemność i emocje zapewniają mi podróże realne, czy te literackie – i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że te drugie.

Umie pan się polenić? Zdarza się panu pojechać na wakacje?

Wyjeżdżam raczej rzadko i zazwyczaj książka, nad którą pracuję, jedzie ze mną. Kiedy nie piszę, chodzę. Czasem od rana do wieczora, chłonąc miejsce, w którym jestem. Wynika to po części z mojego pracoholizmu – bo istnieje niebezpieczeństwo, że po powrocie do hotelu po prostu zasiądę do laptopa. Drugi powód jest taki, że uwielbiam poznawać nowe miejsca od podszewki, chodzić tam, gdzie nie ma turystów, jeść z lokalsami i przemieszczać się z jednej dzielnicy miasta do innej na piechotę, nawet jeśli zabiera mi to parę godzin. Z komunikacji miejskiej nie korzystam, a jeśli zdarzy mi się pobłądzić, traktuję to jako dodatkową atrakcję.

Jak rodzina reaguje na ten pisarski reżim?

Z wyrozumiałością na szczęście! Pisanie to świetna robota, bo jest otoczona pewnym nimbem romantyzmu. Nikt nie chce przerywać pisarzowi, kiedy akurat spłynęło na niego natchnienie i w pocie czoła tworzy swoją historię. Dla pracoholików fach wprost wymarzony.

By być pisarzem na pełen etat, rzucił pan Warszawę, potencjalną karierę prawnika oraz doktoranta. Zdarzały się może jednak bezsenne noce, gula w gardle i obawa, że postawił pan nie na tego konia?

Nie, bo dałem sobie rok spokoju ducha. Uzgodniłem sam ze sobą, że przez ten czas nie będę kwestionować swojej decyzji, choćby nic nie szło tak, jak sobie zamierzyłem. Weryfikację miałem przeprowadzić dopiero po tym czasie, nie wcześniej. I dzięki temu mogłem spokojnie pracować nad warsztatem, kolejnymi książkami i promocją tych, które już się ukazały.

Rodzice nie protestowali?

Jako rozsądni pragmatycy uwierzyli synowi szaleńcowi, kiedy powiedział, że rzuca wszystko i będzie pisał książki. Jestem im za to wdzięczny.

Wiedzieli, że napisanie książki było pana marzeniem?

Zamarzyć o tym na dobrą sprawę nie miałem kiedy – bo idea ta po raz pierwszy wpadła mi do głowy, kiedy miałem dziesięć lat. Od razu zasiadłem do pisania, a efekt był taki, że powstała „powieść” pod wdzięcznym tytułem „Super-Świniak”. Niestety, przepadła podczas któregoś formatowania dysku, bo w trzeciej klasie podstawówki nie wiedziałem jeszcze, jak przydatne są kopie zapasowe. Przypuszczam jednak, że nie ma tego złego. Ta historia opowiadająca o zwierzętach hodowlanych obdarzonych supermocami nie odcisnęłaby zapewne wielkiego piętna na polskiej literaturze [śmiech].

Biorąc pod uwagę tempo pisania, można by pomyśleć, że pana marzeniem jest cała ściana księgarni wypełniona książkami pana autorstwa. O czym tak naprawdę marzy Remigiusz Mróz?

Nie mam nic przeciwko ścianom, jeśli nie są ściankami! A marzy mi się przede wszystkim, żeby polska literatura gatunkowa zawojowała rynki zagraniczne tak, jak zrobiły to skandynawskie kryminały. I żeby dołożyć do tego swoją cegiełkę. Kto wie, może się uda?

Zdaje się, że już pan tę cegiełkę dokłada.

Mam nadzieję, że zaczynam stawiać fundament. „Nieodnaleziona” [poprzednia książka Mroza – przyp. red.] ukaże się za granicą, a o jej losy dba Madeleine Milburn, jedna z najbardziej wpływowych osób w brytyjskiej branży wydawniczej. Pisarka Tess Gerritsen stwierdziła, że po Larssonie i Nesbø czas w USA na Mroza i że to początek wielkiej fali thrillerów z Polski. Mam nadzieję, że jej słowa okażą się przynajmniej w części prorocze!

Kiedy pana książki pojawią się na ekranach?

W tej chwili trzy serie są adaptowane do seriali – cykl z Chyłką, Forstem oraz „W kręgach władzy”. Każda z nich jest przygotowywana przez inną stację telewizyjną oraz inną ekipę i gdybym miał powiedzieć, która z tych produkcji wygląda najciekawiej, miałbym nie lada problem. Wydaje mi się, że najszybciej, może już w tym roku, zobaczymy adaptację cyklu „W kręgach władzy”. Z dużym zainteresowaniem filmowców spotkała się też „Nieodnaleziona” – ale kiedy powiedziałem o tym mojej agentce z Londynu, uznała, że najlepiej, żebym się wstrzymał z przekazaniem praw. Utrudniłoby jej to bowiem negocjacje z Hollywood [śmiech].

Ma pan jasno wyznaczone cele działania. Jest wśród nich też miejsce na rodzinę, przyjaciół?

Pewnie, choć wydaje mi się, że akurat tę sferę trudno traktować w kategorii celów. Jak pisał Wiesław Myśliwski, człowiek życia sobie nie wybiera, życie samo wybiera człowieka.

Remigiusz Mróz: rocznik 1987. Z wykształcenia prawnik, z zawodu pisarz.  Jest autorem kilku serii, m.in. trylogii historycznej „Parabellum” czy kryminałów z Wiktorem Forstem. 14 marca ukaże się kolejny z jego serii  thrillerów prawniczych – z Joanną Chyłką.

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).