1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania

Młodzi pod presją oczekiwań. Jak ich wspierać? Rozmawiamy z psycholożką Joanną Gutral

Joanna Gutral, psycholożka: „Kiedy rodzic mówi: słuchaj, ty się świetnie uczysz, idź na prawo, a młody człowiek nie ma czasu na zastanowienie, czego by chciał – to ponaglany, może wziąć pomysł rodzica jako swój”. (Fot. materiały prasowe)
Joanna Gutral, psycholożka: „Kiedy rodzic mówi: słuchaj, ty się świetnie uczysz, idź na prawo, a młody człowiek nie ma czasu na zastanowienie, czego by chciał – to ponaglany, może wziąć pomysł rodzica jako swój”. (Fot. materiały prasowe)
Zdaniem psycholożki Joanny Gutral wejście w dorosłość przestało być spełnieniem marzeń o wolności i niezależności, a stało się dylematem. Czy można spełnić oczekiwania, odpowiedzieć na presje społeczne, a jednocześnie znaleźć przestrzeń dla siebie? Zostać czy wyjechać? Studiować czy pracować? Pytań, które zadają sobie młodzi ludzie, jest mnóstwo, a znalezienie odpowiedzi wymaga czasu…

Kiedy z psychologicznego punktu widzenia osiągamy dojrzałość tak bardzo kojarzoną z dorosłością?
To proces, który tak naprawdę toczy się na przestrzeni całego naszego życia dość dynamicznie. Od początku swojego istnienia stopniowo nabieramy funkcji poznawczych, a wraz z nimi – dojrzewamy, uczymy się adaptować i rozumieć, że inni ludzie też mają swoje emocje oraz potrzeby, że nawet jeśli idą w swoim kierunku, to nie musi oznaczać, że znikają z naszego życia. Tak się tworzy stabilność więzi, która ma duży wpływ na to, jak funkcjonujemy jako dorośli. Natomiast – oprócz procesów normatywnych, poznawczych, czyli tego, jak nasz mózg dorasta i zaczyna mieć coraz większą paletę umiejętności – mamy jeszcze zmienne związane z dojrzałością emocjonalną, które sprawiają, że jesteśmy w stanie zrozumieć, że nawet jeśli w jakiejś kwestii ludzie mają sprzeczne interesy i odmienne punkty widzenia, nie oznacza to, że w innych sprawach nie mogą się dogadać oraz że te różnice mówią bardziej o naszych światach niż o nastawieniu do siebie. Jeśli zatem ktoś ma inne poglądy polityczne, nie świadczy to o tym, że chce mi sprawić przykrość i mnie zdewaluować, ale o tym, że ma prawo do własnych potrzeb i preferencji, które mogą stać w sprzeczności z moimi wartościami.

Jeżeli mamy taką zdolność do oglądania świata z różnych perspektyw, rozumienia tego, że być może nie wiemy wszystkiego i nie jesteśmy w stanie być w skórze drugiej osoby, wiedzieć, co myśli, czuje i przeżywa, wtedy kształtujemy w sobie dojrzałość emocjonalną, dzięki której możemy się empatycznie porozumieć i nie odbierać różnych kwestii personalnie. Dojrzewanie do tego może trwać całe życie.

Czy wobec tego możemy określić, kiedy zaczyna się dorosłość?
To zależy, bo oprócz wieku metrykalnego mamy też wiek psychologiczny. Człowiek jest wypadkową biologii, funkcjonowania psychicznego, ale też środowiska, z jakim się mierzy. Często mówi się, że ktoś musiał szybko dojrzeć, bo wydarzyło się coś, co sprawiło, że w jego życiu pojawiły się różne funkcje czy odpowiedzialności, które nie są typowe dla określonego wieku. To może się wiązać z wczesnym lub nieplanowanym macierzyństwem, utratą rodziców, ale także z tym, jak funkcjonuje rodzic. Czy faktycznie jest opiekunem, czy też dochodzi do tzw. parentyfikacji, w której to dziecko przejmuje funkcje opiekuńcze, odpowiedzialność za rodzeństwo czy sytuację finansową rodziny? To wkroczenie w dorosłość w dużej mierze zależy więc od tego, co się dzieje w naszym życiu, jakie mamy zasoby i źródła wsparcia, czy są one stabilne, czy też nie.

Przedwczesna dojrzałość jest czymś pozytywnym czy wręcz przeciwnie?
W ogóle bym tego nie rozpatrywała w kategorii dobre–złe, bo trudno to jednoznacznie sklasyfikować. Gdybyśmy żyli we wzorcowym świecie, dzieci byłyby dziećmi, a dorośli dorosłymi, i nie byłoby żadnych trudności, ale życie nie jest idealne, a realne; czasami różne wyzwania sprawiają, że może dojść do przemieszania ról. Naturalnie ma to swoje konsekwencje, ale znów nie dzielę tego na pozytywy i negatywy. Oczywiście, że przedwczesna dojrzałość może później budzić u kogoś żal i pytania, jak to się stało, że nikt nie widział jego samotności, zmagań z rzeczami, do których nie miał jeszcze żadnych kompetencji. Dlaczego zabrakło czułego wsparcia, kogoś, kto mógłby dostrzec, że jest trudno? Można tworzyć w sobie taką autokrytyczną postawę, zmagać się z perfekcjonizmem albo mieć niskie poczucie własnej wartości. Ale nie ma jednej reguły mówiącej, że jeśli stało się to, później wydarzy się tamto. Wszystko zależy od szeregu czynników i różnic indywidualnych, bo ta przedwczesna dojrzałość nie musi być tylko ciężarem, może być dodatkową umiejętnością czy zasobem w życiu. Można przecież myśleć i tak: być może musiałam wcześnie podjąć pracę, ale dzięki temu szybciej od moich rówieśników nauczyłam się umiejętności organizacji, planowania, brania odpowiedzialności za siebie i swoje decyzje, zdobyłam doświadczenie zawodowe. Nie mogłam tak jak moi znajomi bawić się i korzystać z różnych przywilejów młodości, za to teraz mam coś cennego, co być może oni dopiero budują. Chodzi o to, żeby patrzeć na to, co nas spotyka w życiu z różnych perspektyw. Mój ulubiony psychiatra amerykański i moja inspiracja psychologiczna Irvin Yalom mówił, że prędzej czy później musisz pogodzić się z brakiem nadziei na lepszą przeszłość.

Obecnie powszechniejszym problemem jest jednak tzw. odroczona dorosłość. Współcześni czterdziestolatkowie już na studiach podejmowali pracę, robili kariery, rwali się do tej dorosłości. Teraz młodzi często zachowują się tak, jakby chcieli odłożyć ją maksymalnie jak się tylko da. Z czego to wynika?
Pracuję na uczelni z dwudziestolatkami i absolutnie nie mam poczucia, że oni coś odraczają. Wręcz przeciwnie, bardzo chcą dążyć do samodzielności, ale żyją w innym świecie niż pokolenie ich rodziców, które często już na ostatnim roku studiów miało kontrakty o pracę, a wraz z nią nierzadko otrzymywali mieszkania. Teraz rynek jest pełen, wcale nie tak łatwo dostać posadę, o której się marzy, i mało który pracodawca oferuje zakwaterowanie. Rynek mówi, że najpierw musimy odbyć staż i zbudować swoje doświadczenie, bo same studia i dyplom już nie są wystarczającą rekomendacją. Zmieniają się priorytety, możliwości, wyzwania i pojawiają się nowe pytania. Na przykład takie: czy chcę pracować w korporacji? Wcześniejsze pokolenia tego nie wiedziały, ale dzisiejsze już ma świadomość, że to często stoi w sprzeczności z postawą zdrowego funkcjonowania, bo w korporacji jest duża presja czasu, wyścig kompetencji, umiejętności, a więc młodzi zaczynają analizować, czy mają ochotę w tym uczestniczyć, czy chcą, żeby ich życie tak wyglądało. Z drugiej strony stopy procentowe i raty kredytowe mogą ich przerażać i paraliżować, bo jak w takich okolicznościach kupić własne mieszkanie i się usamodzielnić...

To są ważne pytania, na które odpowiedzi nie zna zapewne nawet większość trzydziestolatków. Do tego dochodzą inne kwestie, na przykład pokolenie naszych rodziców nie mogło myśleć o wyjeździe za granicę i budowaniu tam swojego życia, a obecni dwudziestolatkowie mogą podjąć takie decyzje, ale muszą się też liczyć z szeregiem konsekwencji. Myślę więc, że taki czas na zastanowienie się, co chcę w życiu robić, jest również bardzo cennym doświadczeniem, ponieważ może uchronić młodego człowieka przed wpadnięciem w jakieś pułapki, schematy, które nie są jego. Bo kiedy rodzic mówi: słuchaj, ty się świetnie uczysz, dobry jesteś z polskiego, z historii, idź na prawo, a młody człowiek nie ma czasu, żeby się zastanowić, czego właściwie by chciał, to ponaglany, może wziąć pomysł rodzica jako swój. A wtedy być może nawet skończy to prawo, bo jego zdolności intelektualne mu na to pozwolą, może nawet zrobi aplikację, tylko wcześniej czy później okaże się, że żyje nie swoim pomysłem na życie i wtedy mogą zacząć się problemy.

Ale osoba, która po maturze nie idzie od razu na studia, u wielu rodziców wywołuje lęki i pytania: co z nim będzie? Dlaczego jest taki zagubiony, nie wie, jak pokierować swoim życiem? Może przez ten rok całkowicie się rozleniwi, straci zapał do czegokolwiek?
A czym jest ten rok przerwy w perspektywie całego życia zawodowego? Jakie to będzie mieć znaczenie? Czy którykolwiek pracodawca zapytał mnie o to, co robiłam bezpośrednio po maturze? Nie, bardziej interesowały go moje kompetencje, to, co potrafię, moje silne strony. A przecież w trakcie tego luźnego roku można na przykład wyjechać na wolontariat, popracować fizycznie, żeby zarobić pieniądze, i zwiedzać świat. Takie doświadczenia życiowe pokazują młodej osobie, że sobie radzi, zdobywa już jakieś kompetencje społeczne, umiejętności miękkie i zdolność adaptacji do zmiennych warunków, a to właśnie te cechy są wymieniane jako kompetencje przyszłości. Czy to nie jest cenniejsze doświadczenie niż chodzenie na studia, których nie wybrało się samodzielnie?

Pozwolenie sobie czasami, żeby podoświadczać życia, dojrzeć emocjonalnie i poznawczo, jest bezcenne. Może ktoś po takim roku na zastanowienie dojdzie do wniosku, że nie chce jednak być lekarzem czy prawnikiem, bo spełnia się w kuchni, chce pracować w restauracji. I świetnie! Przypominam, że pokolenie naszych rodziców często wybierało zawodówki, a miejsc na uczelniach było wtedy mniej niż obecnie, więc uniwersytety wcale nie były pierwszym wyborem. Obecnie wiele osób idzie na studia po papier, zamiast zdobywać doświadczenie zawodowe, bo przecież można się spełniać w pracy fryzjera, kaletnika i myślę, że przy obecnym deficycie rzemieślników wcale nie są to zawody niskopłatne.

Ten wybór drogi życiowej jest największym wyzwaniem dla ludzi na progu dorosłości?
Nie, myślę, że są nim oczekiwania społeczne. Z czułością wspominam siebie i to, co wiedziałam o świecie, mając 18 lat, a przecież wymagano ode mnie decyzji o profilowaniu życia znacznie wcześniej. Jestem z pokolenia gimnazjalnego, więc już po podstawówce pytano mnie, jaki profil klasy wybieram, a to warunkowało kolejne decyzje, bo jeżeli skończyłam klasę matematyczną w gimnazjum, to jak mogę nagle wybrać humanistyczną w liceum? Od bardzo wczesnego etapu życia decyduje się o tym, co chce się robić w przyszłości, tymczasem ona jest przecież dopiero przed nami i nie wiemy, co się wydarzy po drodze.

Nieustanne planowanie życia odciąga młodych ludzi od tego, co jest najważniejszym wyzwaniem rozwojowym we wczesnej dorosłości, czyli od budowania relacji społecznych. Żeby się dowiedzieć, kim jestem, co lubię, czego nie, muszę funkcjonować w grupie, wchodzić w relacje i interakcje. Myślę, że dużym wyzwaniem dla tych ludzi jest także lęk przed popełnieniem błędu. Często moi studenci pytają, co zrobić, by jak najlepiej wykorzystać czas na studiach, a ja radzę im, żeby właśnie popełniali błędy. Bo to także jest metoda dowiadywania się, czego chcę. Błędy pozwalają drogą eliminacji dochodzić do tego, co sprawia nam przyjemność i daje satysfakcję. A przecież oprócz takich podstawowych potrzeb, jak zarabianie pieniędzy, zapewnienie rodzinie utrzymania, ważnym elementem jest także tworzenie tzw. dobrostanu, który buduje naszą jakość życia i przeciwdziała wypaleniu zawodowemu. Bo co z tego, że będę pracować w firmie, która zapewni mi środki, jeśli szybko się wypalę, a to zaowocuje konsekwencjami zarówno w zakresie zdrowia psychicznego, jak i fizycznego? To nie oznacza oczywiście, że jesteśmy z cukru i w ogóle nie możemy się stresować. Możemy, natomiast jeżeli ten stres jest przewlekły i wiąże się z olbrzymią niechęcią do tego, co mam robić przez całe życie, to jest to już duży problem. Dlatego w kontekście 40 lat niesatysfakcjonującej pracy pozwolenie sobie na rok poszukiwań to naprawdę nie jest duża i kosztowna inwestycja.

Być może zatem to, co postrzegamy jako lenistwo i brak zdecydowania, w gruncie rzeczy jest wielką mądrością, której wcześniejsze pokolenia nie miały?
Ci, którzy teraz wchodzą w dorosłość, dorastali w zupełnie innej rzeczywistości niż my, wystarczy spojrzeć na dostęp do technologii. Pamiętam czasy, w których nie było komunikatorów, a z Internetu korzystało się maksymalnie godzinę tygodniowo – a oni urodzili się z technologią, z szumem informacyjnym, z większą liczbą bodźców na co dzień. Ta specyfika świata wpływa na to, z czym się zmagamy i jakie zasoby adaptacyjne w sobie wytwarzamy.

Technologie często obwinia się o to, że infantylizują świat.
Myślę, że wszystko ma plusy i minusy. Z jednej strony dzięki komunikatorom i mediom społecznościowym możemy szybko połączyć się z innymi ludźmi, mamy ich niemal na wyciągnięcie ręki. Z drugiej strony jednak wiemy, że media społecznościowe to jakiś rodzaj autokreacji, nie widzimy tam normalnego życia, tylko autoprezentacje, a to może prowadzić do tzw. nierealistycznego standardu porównań. Porównania społeczne są naturalną metodą pozyskiwania takich informacji. Problem polega na tym, że współcześnie to źródło odniesienia jest zafałszowane, co często prowadzi do błędnych wniosków, a to z kolei może nieść ze sobą różne konsekwencje, m.in. marazm, brak wiary w siebie i w swoje możliwości, niską samoocenę.

Wchodzenie w dorosłość jest stresujące?
Na pewno wiąże się z kryzysem rozwojowym, który jest zupełnie normatywnym zjawiskiem. Wszyscy na różnych etapach życiaich doświadczamy kryzysów, są nam potrzebne do tego, aby dojrzewać i iść dalej. Kryzysy rozwojowe wiążą się z tym, że coś się zmienia w naszym świecie i trzeba się do tego dostosować. Często porównuję je do remontu. Też zaczynają się od totalnej dekonstrukcji – najpierw jest gruz, pył, i nie do końca wiadomo jeszcze, co z tego wyniknie. Potrzeba czasu, żeby wszystko odnowić i poukładać, zadecydować, gdzie postawić kanapę, a gdzie stół. Na początku trudno odnaleźć się w nowej przestrzeni, nawet jeśli samemu się ją zaprojektowało, ale po jakimś czasie zapach farby wietrzeje i zaczynamy się czuć jak u siebie. Tak samo przebiegają kryzysy rozwojowe – wymagają czasu i decyzji.

Myślę, że szczególnie trudno było tym młodym ludziom, którzy znaleźli się u progu dorosłości w czasie pandemii. W zasadzie trzy lata ich liceum, czyli niezwykle ważnego okresu rozwojowego, budowania relacji, budowania tożsamości, spędzali online przepełnieni lękiem o zdrowie swoje i swoich bliskich, w naprawdę bardzo nieprzewidywalnych warunkach. Ledwie to wszystko się skończyło, przyszła wojna i ponownie obawy o swoje bezpieczeństwo. Teraz z kolei widzą, jak wygląda sytuacja ekonomiczna i mieszkaniowa, zaczynają się obawiać, jak w takich warunkach będą mogli się usamodzielnić, kupić swoje własne mieszkanie. To wszystko podnosi poziom napięcia i może się przyczyniać do powstawania chronicznego stresu. Dlatego ci ludzie zdecydowanie bardziej niż naszych ocen czy motywacji potrzebują naszego wsparcia i mądrych źródeł regulacji.

Joanna Gutral, z wykształcenia i zamiłowania psycholożka. Członkini i certyfikowana psychoterapeutka Polskiego Towarzystwa Terapii Poznawczej i Behawioralnej oraz European Association for Behavioural and Cognitive Therapies. Od lat zajmuje się psychoedukacją, którą obecnie rozwija przy pomocy własnych kanałów w social mediach i współprac biznesowych: warsztatów, spotkań, wykładów. Co tydzień prowadzi podcast Gutral Gada.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze