1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wywiady
  4. >
  5. „Stawianie granic już przekroczyło granice”. Marta Kożuchowska z profilu O_oezu o tym, dlaczego młodzi ludzie boją się bliskości

„Stawianie granic już przekroczyło granice”. Marta Kożuchowska z profilu O_oezu o tym, dlaczego młodzi ludzie boją się bliskości

Dodaj w Google
Dodaj w Google
Marta Kożuchowska (Fot. Aga Bilska)
Marta Kożuchowska (Fot. Aga Bilska)

Odsłuchaj artykuł

Angelika Kucińska - „Stawianie granic już przekroczyło granice”. Marta Kożuchowska z profilu O_oezu o tym, dlaczego młodzi ludzie boją się bliskości

00:00 17:21
15s
0,5 x
15s
Influencerka, która woli, żeby się z nią nie zgadzali, niż żeby bezrefleksyjnie bili brawo? Marta Kożuchowska nie uznaje związku między zasięgami a racją. Jej autorski profil O_oezu jest jednym z najzabawniejszych w internecie. Publikuje recenzje filmów albo relacje z życia i za każdym razem przeczy stereotypowej bzdurze o tym, że kobiety nie potrafią rozśmieszać.

Spis treści:

  1. Dlaczego młodzi ludzie czują się samotni? Marta Kożuchowska o relacjach i stawianiu granic
  2. Kobiety i poczucie humoru. Zabawna dziewczyna bywa postrzegana jako mniej atrakcyjna?
  3. Marta Kożuchowska o anoreksji, samoakceptacji i nierealistycznych wzorcach piękna w mediach
  4. Sztuczna inteligencja a krytyczne myślenie. Czy AI może zastąpić przyjaciół?
  5. Marta Kożuchowska: „Absurdalnie duże pieniądze płaci się za współpracę z popularnym influencerem czy zasięgową influencerką”

  • Marta Kożuchowska, twórczyni popularnego profilu O_oezu, uważa, że młodzi ludzie pragną bliskich relacji, ale coraz bardziej boją się otwierać na innych. Jej zdaniem nawet stawianie granic może pójść za daleko.
  • „Żartuję, czepiam się, ironizuję, bywam cyniczna” – mówi influencerka. Przyznaje, że przez swój sposób bycia czasami czuje się mniej kobieco.
  • Opowiada o wychodzeniu z anoreksji, trudnościach z samoakceptacją i nierealistycznych wzorcach wyglądu, które wciąż oglądają nastolatki.
  • Nie uważa influencerów za wyrocznie i obawia się, że nadmierne korzystanie z AI osłabi umiejętność krytycznego myślenia. Sama woli, gdy ktoś się z nią nie zgadza, niż bezrefleksyjnie przytakuje.

Wywiad pochodzi z miesięcznika „Zwierciadło” 10/2026.

Dlaczego młodzi ludzie czują się samotni? Marta Kożuchowska o relacjach i stawianiu granic

Angelika Kucińska: Twoi rówieśnicy dorastali w internecie. Ty nie.

Marta Kożuchowska: Faktycznie ominęła mnie pierwsza fala mediów społecznościowych w Polsce. Żyłam trochę pod kamieniem. Słuchałam podcastów kryminalnych, ale świat influencerów był mi obcy. Nie grzało mnie to. W liceum dostałam smartfon, który wreszcie działał, jak trzeba, więc założyłam konta na Instagramie i TikToku.

Znajomi o czymś rozmawiali, żyli dramami, memami, trendami, ja nie do końca wiedziałam, o czym mówią, a nie chciałam odstawać. Później okazało się, że jest to zabawna forma wyrażania siebie.

Może po prostu miałaś inne zainteresowania niż ludzie ze szkoły?

Nie do końca. W gimnazjum chodziłam do klasy sportowej – pływałam i to nas łączyło. Ale już w liceum bycie z przyjaciółmi polegało na tym, że po prostu spędzaliśmy czas razem, ale nie realizowaliśmy wspólnych zajawek, bo te znajdowałam poza swoją najbliższą grupą. Na przykład zaangażowałam się w teatr i brałam udział w spektaklach organizowanych przez ludzi z innej szkoły. Wystawialiśmy przedstawienia wyłącznie po angielsku, to była super sprawa. Myślę, że szukałam swojego miejsca, ale nigdy nie byłam odludkiem. Lubię być z innymi.

(Fot. Aga Bilska) (Fot. Aga Bilska)

Media społecznościowe, które miały ludzi zbliżać, ostatecznie oddalają nas od siebie. Najdotkliwiej odczuwa to twoje pokolenie.

Z jednej strony jesteśmy bardzo wciągnięci w życie internetowe, z drugiej nasłuchaliśmy się porad o stawianiu granic i myślę, że to stawianie granic już przekroczyło granice.

Może jest tak, że wszyscy tak bardzo skupiamy się na sobie i swoim komforcie, że nie potrafimy żyć z innymi, funkcjonować w grupie. Nie bez powodu mówi się dziś o epidemii samotności.

Trudno też znaleźć znajomych bez miejsc trzecich.

Miejsc trzecich?

W liceum czy na studiach to szkoła podrzuca ci ludzi, z którymi możesz się zaprzyjaźnić. A potem idziesz do pracy, którą być może wykonujesz zdalnie. Do kina chodzisz sama. Możesz poszukać ekipy do wspólnego wyjazdu na festiwal, ale pojedziesz z ludźmi, których prawie nie znasz? Wydaje mi się, że jesteśmy dziś bardzo nieufni wobec innych.

Nie mamy łatwości w nawiązywaniu kontaktu i paradoksalnie jesteśmy go spragnieni bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. To oczywiście tylko moje obserwacje, ale wydaje mi się, że większość chce relacji, tyle że się boi.

Cenimy sobie własną przestrzeń i obawiamy się oceny, a jednocześnie jest nam źle, jeśli nie mamy bliskich więzi. Może to też przez instagramizację życia. Myślimy, że wszyscy żyją tak jak w mediach społecznościowych, więc jeśli ma się bałagan na chacie albo w ogóle nie ma się mieszkania, bo przecież jest kryzys na rynku, to trudniej odsłonić się przed ludźmi.

Jakie miałaś oczekiwania, gdy zaczynałaś tworzyć treści do internetu? Co to była za potrzeba?

W mojej grupie przyjaciół przyjęło się, że mamy dwa konta. Jedno na serio, prywatne, a drugie do publikowania rzeczy, które nas śmieszą, zdjęć, które nie wyszły i tak dalej. Bardzo spodobała mi się taka zabawa w kreację. Potem pojawili się ludzie, którzy stwierdzili, że ich też bawi to, co robię, więc zaczęłam wrzucać rzeczy na TikToka, już publicznie. Od początku zwracałam się do ludzi, którzy mnie obserwują, „widzowie”, bo z góry zakładałam, że to nie będzie żadna internetowa działalność na poważnie. Potoczyło się inaczej. Widzowie zostali.

(Fot. Aga Bilska) (Fot. Aga Bilska)

Kobiety i poczucie humoru. Zabawna dziewczyna bywa postrzegana jako mniej atrakcyjna?

Nie ma wielu kobiet, które tworzą zabawny content. Co oczywiście wynika ze stereotypowego przekonania, że nie jesteśmy zabawne.

Oj, gdybym zrobiła listę wszystkich żartów, które ukradli mi faceci… Ale wiesz, że w związku z tym, że publikuję głównie zabawne treści, cierpi moje poczucie kobiecości? Żartuję, czepiam się, ironizuję, bywam cyniczna – i to wszystko sprawia, że czasami wydaję się sama sobie mało sexy.

Bo seksowna dziewczyna może być adresatką żartów. Jeśli je opowiada, skończy jako aseksualna koleżanka. To nam usilnie powtarza kultura.

Może i tak. I choć nie czuję się jak „chłopczyca”, nadal próbowałam się powstrzymywać, wygładzać język czy żarty, ale ostatecznie przecież to jest cenzura mojego sposobu wyrażania siebie. Nie chcę się temperować pod jakąś narrację.

Musiałam się pogodzić z tym, że nigdy nie będę typem efemerycznym i ezoterycznym – nawet jeśli u innych kobiet to bardzo mi się podoba i czasem im zazdroszczę.

Zresztą na moim profilu najlepiej oglądają się te materiały, które powstały, kiedy czułam się w stu procentach sobą. Czyli te z, wiesz, kurwikami w oczach [śmiech]. Wtedy samo leci.

Marta Kożuchowska o anoreksji, samoakceptacji i nierealistycznych wzorcach piękna w mediach

Modeling nie dał ci więcej pewności w zakresie własnej kobiecości?

Zaczęłam pozować do zdjęć późno, kiedy wychodziłam z anoreksji, czyli w wieku 20 lat. Dziś już jest dobrze, ale jeszcze pięć lat temu choroba odbijała się jakimś echem. Jeśli ktoś chorował na zaburzenia odżywiania, to ciężko mu spojrzeć w lustro i obiektywnie ocenić, jak wygląda. Po wielu psychoterapiach dalej zdarzało mi się wątpić, że wyglądam okej. A potem dostawałam zdjęcie i widziałam, że jestem bardzo szczupła, mimo że przytyłam dwanaście kilogramów. To było moje „sprawdzam”. Nie wyglądałam jak człowiek, który zaraz umrze, byłam już zdrowa fizycznie, a dzięki zdjęciom poczułam się ładna.

Długo chorowałaś?

Zaczęło się, gdy miałam trzynaście, czternaście lat. Miesiączka wróciła, gdy miałam dziewiętnaście.

Anoreksję prowokowało albo wzmagało to, co widziałaś w mediach?

To byłoby za duże uproszczenie, jednak kiedy oglądasz seriale dla nastolatków, nikt ci nie mówi, że ludzi, którzy mają być w twoim wieku, grają dorośli aktorzy i dorosłe aktorki. I to się nie zmienia. Weźmy „Euforię”. Każdy z obsady już dawno nie był w liceum, gdy kręcono serial. Zresztą i ja czasem dostaję propozycje, żeby zagrać piętnastolatkę. Mówię wtedy, że mam dwadzieścia pięć lat i nie zamierzam oszukiwać młodych dziewczyn, że tak wygląda licealistka.

Większość z nas, gdy dojrzewa, musi ogarnąć zmiany hormonalne w ciele, których nie rozumie i za którymi nie nadąża. U mnie też poszło bardzo szybko. Urosłam, przytyłam i na pewno było mi przykro, że nie jestem jak dziewczyny w serialach.

Dzięki fotomodelingowi wiem, że fakt, iż ktoś wspaniale wygląda na zdjęciu, jest na przykład kwestią odpowiedniego ustawienia światła.

(Fot. Aga Bilska) (Fot. Aga Bilska)

Albo retuszu. Narzędzia do obróbki zdjęć są dziś łatwo dostępne, darmowe, intuicyjne w obsłudze.

A kamery są wyposażone w programy, które wyszczuplają czy odmładzają. Byłam niedawno na wyjeździe dla influencerek. Same piękne dziewczyny, wszystkie edytowały zdjęcia w FaceAppie. Coś przerażającego i smutnego zarówno dla nich, jak i dla ich odbiorców.

Jako osoba, która wychowała się w czasach mody na heroin chic albo Bridget Jones, która uchodziła za pocieszną grubaskę, mimo że nigdy nie miała nadwagi – byłam przekonana, że dziewczyny z twojego pokolenia będą miały trochę mniejszy problem z samoakceptacją.

To, że ktoś ci mówi, że jakiś typ sylwetki jest teraz modny, nie służy tobie, tylko ludziom, którzy na tej modzie zarabiają pieniądze. Trzeba się skupić na sobie. Wiesz, co mi pomogło? Ktoś mi kiedyś powiedział, żebym spojrzała na różnorodność ciał tak jak na różne rasy psów. Każdy ma inną budowę. Gdybyś zobaczyła wychudzonego pitbula, pomyślałbyś, że pewnie choruje, ale wyżeł już tak po prostu ma.

Sztuczna inteligencja a krytyczne myślenie. Czy AI może zastąpić przyjaciół?

Boisz się AI?

Obawiam się, że ludzie mogą nadużywać sztucznej inteligencji i tracić umiejętność myślenia przyczynowo-skutkowego i krytycznego. Zrobiono przecież nawet badania na lekarzach. Najpierw stawiali diagnozy samodzielnie, a potem we współpracy z AI. Początkowo lepsze były te robione bez technologii, ale po jakimś czasie używania AI i powrotu do samodzielności, okazało się, że po współpracy z AI mylili się częściej niż wcześniej. Pokazało to, że nadużycie narzędzi opartych na sztucznej inteligencji sprawia, że nasze umiejętności poznawcze mogą się cofać. Poza tym AI jest zawsze miłe. Zawsze się z tobą zgadza. Mówi ci: „O, jakie mądre pytanie zadałaś”. Albo: „Rozumiem, co czujesz”.

I jeśli ChatGPT stanie się twoim przyjacielem albo, co gorsze, terapeutą, nigdy nie zmierzysz się z odmiennym poglądem albo krytyką.

To jest farsa. Czy naprawdę chcemy, żeby wszyscy dookoła nam przytakiwali? To jak w tych filmach o nastolatkach, gdzie najpopularniejsza dziewczyna w szkole ma cheerleaderki, a nie koleżanki.

Ja nie chcę, żeby moja przyjaciółka była moją cheerleaderką, wolę szanować jej odmienne zdanie. Mam poczucie, że dziś coraz bardziej tracimy nie tylko umiejętność przyjmowania krytyki, ale i zdolność samokrytyki, a przecież chodzi o to, żeby umieć dogadać się ponad różnicami.

Marta Kożuchowska: „Absurdalnie duże pieniądze płaci się za współpracę z popularnym influencerem czy zasięgową influencerką”

Często dostajesz krytyczne komentarze?

Rozpętałam parę burz, ale w związku z tym, że publikuję rzeczy, które są przemyślane, używam ironii, a opinie, którymi się dzielę, są naprawdę moje – to krytyczne komentarze mnie nie dotykają. Każdy ma prawo się ze mną nie zgodzić. Problem jest gdzie indziej. Musimy przestać traktować to, co mówią influencerzy, jak prawdy objawione. To, że ktoś ma duże zasięgi, nie znaczy, że zawsze musisz się z nim zgadzać. Dyskutuj.

Ale ten, kto ma większe zasięgi, jest silniejszy. Zakrzyczy cię.

To jest niesprawiedliwe. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego telewizja zaprasza celebrytów, żeby wypowiadali się na tematy specjalistyczne jak eksperci. Wiem, że to się lepiej obejrzy, ale to przecież patologia. Influencerzy nie są wyrocznią. Zanim kupisz coś, co próbują ci sprzedać, zastanów się, czy w ogóle tego potrzebujesz.

Większość i tak kupi.

Wróciliśmy do pierwotnej formy sprzedaży, czyli marketingu szeptanego, w którym influencerzy zastąpili koleżanki i kolegów. Niby ich znasz, ale przecież nie znasz. To bardzo lukratywna branża, korporacje chętnie wydają pieniądze na współpracę. Im dłużej funkcjonuję w tym świecie, tym ostrożniejsza jestem.

Niby nikt mi nie dał moich zasięgów, sama je sobie zbudowałam, ale i tak musiałam sobie przepracować, jak absurdalnie duże pieniądze płaci się za współpracę z popularnym influencerem czy zasięgową influencerką.

Nie chcę też być osobą, która zareklamuje wszystko. Staram się robić tylko to, co jest w zgodzie ze mną. Na przykład recenzje filmów.

Masz na to papiery. Skończyłaś filmoznawstwo.

Ale ilu filmoznawców może obejrzeć film, powiedzieć coś o nim w internecie i dostać za to pieniądze? Jestem w jakimś ułamku procenta. Doceniam to, naprawdę.

Zanim poszłaś na filmoznawstwo, studiowałaś kognitywistykę. Kim chciałaś być, gdy dorastałaś?

Starszym panem z brodą.

Kim?

Starszym panem z brodą i wąsem, który siedzi na ławce i dokarmia ptaki. To była moja wizja przyszłości, bo w ogóle mi się nie kleiło, że jestem dziewczynką, więc nie wyrosnę na starszego pana. A poważnie? W naszej rodzinie byłam trochę takim Kulfonem – nikt nie wiedział, co ze mnie wyrośnie. Ja też nie.

Mama mnie niesamowicie wspierała w każdym pomyśle. Nie wiem, skąd brała cierpliwość i pieniądze.

Raz na przykład wymyśliłam, że spróbuję dostać się na studia z projektowania mebli. Mama zapisała mnie na lekcje rysunku. Potem okazało się, że dostaję szału, stojąc siedem godzin przy sztaludze i malując martwą naturę, więc zrezygnowałam, ale to też cenna nauka dowiedzieć się, czego się nie lubi. Później pojawiła się kognitywistyka. Byłam bardzo wkręcona w Sherlocka Holmesa. Podobało mi się, ale przerosła mnie matematyka na poziomie akademickim. Ostatecznie miałam od zawsze wewnętrzne poczucie, mimo tych wielu niekonkretnych perspektyw, że chcę być jak ci wszyscy świetnie wykształceni humaniści, którzy dużo widzieli i czytali, więc świetnie łączą wątki. Umiejętność interpretacji i połączenia ze sobą tropów z bieżącej popkultury ze zjawiskiem z XVII wieku zawsze mi imponowała.

Wybrałam MiSHiS na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu – międzywydziałowe studia humanistyczne i społeczne z wiodącym filmoznawstwem. Zrobiłam licencjat, zaczynam magisterkę. Dzięki temu, że mam wykształcenie filmoznawcze, dostaję propozycje prowadzenia prelekcji. To mnie bardzo cieszy.

Wychodzenie do ludzi też?

Na Pyrkonie opowiadałam o „Koralinie i tajemniczych drzwiach”. W sali było dwieście, może dwieście pięćdziesiąt osób. Czasami zdarza mi się nakręcić rolkę, która będzie miała milion wyświetleń.

Cieszę się, że ludzie chcą oglądać to, co publikuję. Pojawia się wtedy dopaminowy haj, kiedy zaczynają spływać lajki i komentarze. Ale tego nie da się w żaden sposób porównać do dwustu osób, z którymi jesteś w sali, biją ci brawo, a potem jeszcze ktoś podchodzi i mówi, że to była jedna z lepszych prelekcji, jakie widział na tej edycji festiwalu. To jest inna, niesamowita satysfakcja.

Kiedy nie robisz prelekcji i nie kręcisz rolek, jeździsz rowerem po polskim Wybrzeżu. Oglądałam relację z wyprawy solo. Co to był za pomysł?

Bo ja lubię jeździć rowerem i bardzo lubię morze, więc pomyślałam, że to połączę i przejadę się Wybrzeżem. Jechałam z Ustki na Hel. Tragikomedia. Słońce mnie spiekło, umęczyłam się niemożliwie, ale przygoda wspaniała. Podróżowanie solo umocniło mnie w przekonaniu, że dam sobie radę. Wiem, że mogę na siebie liczyć. A do tego otworzyłam się na ludzi. Gdy podróżujesz z kimś, wszystkie rozmowy toczycie między sobą, nikt z zewnątrz nie ma do was swobodnego wejścia. A tu ktoś ze mną pojechał kawałek trasy i pogadaliśmy po drodze. Ktoś inny dosiadł się, gdy akurat robiłam przerwę i odpoczywałam. Pokazało mi to, że ta cała moja nieufność tak naprawdę nie ma za wiele sensu.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE